Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Kroniki Rodziny Fleur (Aktualizacja 06.10.2012r.)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Fotostory
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 19:58, 18 Lip 2012    Temat postu:

Po długiej przerwie czas na kolejny odcinek Kronik!

Odcinek 2: Pustka w głowie
Bo niewiedza jest gorsza niż śmierć...

Los, który sprawił
To wszystko, to dla niej
Swym jednym skinieniem
Przegonił cierpienie



Tadeusz stał nad bezwładnym ciałem Sophii przez kilka minut. Kiedy wróciła mu świadomość, wziął swoją córeczkę na ramię i czym prędzej pobiegł w kierunku Szpitala Miejskiego w Twinbrook. Po drodze spotkał dziwnego staruszka który zdążył wymamrotać pod nosem:
-Ten dzień nadszedł...-


Sophia jeszcze tej samej nocy odzyskała przytomność. Dziewczynka po przebudzeniu zaczęła się rozglądać po ciemnej sali. Miała wrażenie jakby znalazła się w samej pustce, nicości, tam gdzie nie ma żadnych zmartwień i uczuć. Ocknęła się dopiero, kiedy poczuła oślepiający blask światła dochodzący z otwartych drzwi gabinetu pana Marleya Silverhooda.

Marley Silverhood oraz jego żona Scylia zarządzali firmą farmaceutyczną, która dostarczała leki do najdalszego zakątka Twinbrook. Sam Marley pracował jako lekarz w Szpitalu Miejskim w Twinbrook. Oboje przeprowadzili się z Champ Les Sims do Twinbrook kilka lat temu mniej więcej po przeprowadzce Olivii...

Kiedy Tadeusz i lekarz zauważyli przebudzenie Sophii, weszli do niej do sali.
To co im powiedziała wywołało zdumienie: -Tato, dlaczego jestem w szpitalu? I gdzie jest mama, czyżby znowu była czymś zajęta?-

Parę dni później

Okazało się że Sophia cierpiała na amnezję szokową - jej mózg w chwilach ekstremalnych wywoływal reakcje obronną, która wymazywała wszelkie wspomnienia z pamięci krótkotrwałej zahaczając tym samym o pamięć długotrwałą (przynajmniej tak tłumaczył to dr. Marley). Innymi słowy Sophia zapomniała wszystko co wydarzyło się w ciągu kilku dni od utraty przytomności. Córka Tadeusza żyła w dziwnej nieświadomości tego co wydarzyło się tego dnia, gdy ujrzała mordercę Olivii.


Dziewczynka od momentu wyjścia ze szpitala zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Często sięgała po skrzynie z kostiumami, którą kupili jej rodzice.


Najbardziej Sophia uwielbiała się przebierać za ksieżniczkę, "która władała królestwem i dzięki jej czarodziejskiemu berłu mogła pomagać potrzebującym..."


"...kochała również gotować dla swoich poddanych, Wyobrażała sobie, że jej wypieki mają magiczną i leczniczą moc i dzięki nim każdy który je spożywa nie odczuwa smutku i bólu..."


"...niestety wściekły smok mieszkający w piekarniku ciągle przeszkadzał jej w pieczeniu, przez co nigdy żaden mieszkaniec królestwa nie skosztował czarodziejskich ciast królewny..."

IMG]http://i.imgur.com/J5j7Fl.jpg[/IMG]
Od jakiegoś czasu jednak mała istotka czuła przedziwną pustkę, której nie mogła w żaden sposób zamaskować wyobraźnią. Nie wiedziała dlaczego tak to ją martwiło. Aż do momentu, gdy Tadeusz powiedział jej o śmierci Olivii...


Sam Tadeusz przeżył śmierć żony dość dziwnie. Nie okazywał rozpaczy czy smutku... przestał okazywać jakiekolwiek pozytywne uczucia. Stał się ponury, posępny, drażliwy...


...jednak był taki tylko w obecności córki. Gdy ta szła do szkoły uwalniało się w nim głeboko schowane cierpienie. Wtedy przesiadywał przy oknie i przypominał sobie wspaniałe chwile jakie spędził ze swoją największą miłością, jednak często wywoływało w nim to ból, tak silny niczym wyrzuty sumienia.


Wtedy też sięgał po farby, pędzel i malował. Dużo malował. Najbardziej lubił malować bagienny krajobraz Twinbrook...


Sophia niezbyt dobrze się czuła w szkole, często odizolowywała się od ludzi. Nie chciała by ludzie patrzyli na nią jak na "dziewczynkę, która zapomniała o śmierci swojej matki", a plotki o niej bardzo szybko rozchodziły się po szkole.


Pewnego dnia postanowiła później wrócić do domu by spędzić czas na placu zabaw. Próba zjechania po raz pierwszy na ślizgawce nie skończyła się pomyślnie i zakończyła na kilku siniakach.


Dlatego spróbowała spróbować czegoś lżejszego. Huśtawka wydawała się do tego odpowiednia.


Najpierw huśtała się powoli, zachwycając się ładną (jak na to miasto) pogodą. Potem szybciej i coraz szybciej. Gdy Sophia czuła powiew wiatru na swojej twarzy, który rozwiewał jej siwe włosy Sophia roześmiała się. Poczuła jak twarda skała jej bólu pęka pod wpływem wiatru który był tak ciepły tak przyjemny... niczym uścisk jej matki.


Sophia po raz pierwszy poczuła prawdziwą radość, mimo iż los nie szczędził jej cierpień. I niespodzianek, które jeszcze na nią czekały...



Po chwili Sophia zauważyła że nie jest sama. Jakaś starsza kobieta również korzystała z huśtawki. Przy czym śmiała się dość przerażająco. Dziewczynka postanowiła czym prędzej wrócić do domu...


Gdy tam dotarła, ojciec zrobił jej straszną awanturę o to ze wróciła do domu o kilka godzin za późno...

Sophia

Tata często krzyczał, czasami bez powodu, ale tym razem zdecydowanie przesadził. Powiedział mi że to moja wina, że moja mama nie żyje, że to ja powinnam umrzeć zamiast niej...


Dlaczego to ciągle MNIE obwiniał o wszystko? Krzyczał że widziałam jak ją zabijali. Ale gdybym to widziała nie zapomniałam bym tego! Krzyczał że rozmawiałam z nią tego dnia gdy zniknęła. Ale gdyby to była prawda, na pewno jej słowa utkwiłyby w moim sercu ale ich tam nie było! Krzyczał, że nic nie zrobiłam by ją ratować. Ale ja nie wiedziałam nawet gdzie zginęła ani jak mogłam tam być. Krzyczał że chciał, żebym się nigdy nie narodziła... ale to nie ja wybrałam fakt że chcę żyć tu i teraz.



Jednak mój tata nie był taki. Czasami bawiliśmy się wspólnie w ogródku za domem, gdzie wybudował nasz prywatny plac zabaw.


Gdy widziałam jego uśmiech, który tak bardzo starał się ukrywać, ja też się uśmiechałam. On nie był złym tatą. On po prostu cierpiał...

9 lat później

Nadchodziły 16 urodziny Sophii. Tadeusz jednak nie chciał ich obchodzić, tego dnia siedział na fotelu wpatrzony w jakiś punkt na pustym kominku.


Dziewczynka ukradkiem weszła do kuchni, gdzie chciała wcielić swój plan w życie. Sekretne urodziny... odczekała aż ojciec pójdzie się kąpać...


By wyciągnąć swoją zabawkę. Kręciła nią i cieszyła się że wkrótce stanie się pół-samodzielną kobietą. Iskierki otoczyły Sophie...


I zamieniły ją w nastolatkę. Kiedy pobiegła do lustra zobaczyć jak wygląda oniemiała z wrażenia. Cieszyła się bardzo, wiedziała że matka gdzie jest w niebie, patrzy na nią i cieszy się że jej mała córeczka dorasta...


Wróciła do pokoju by przejrzeć ostatni raz swoje zabawki, które już się jej nie przydadzą. Znalazła tam królika - nie przypominała sobie by go kiedykolwiek miała, dlatego wzięła go w ręce i zaczęła go dogłębnie oglądać.


W jednej chwili królik zmienił barwę na szarą, co wydało się dla Sophii dojść podejrzane i fascynujące. Poczuła z nim dziwną więź jaką się zwykle nie czuje do zwykłych zabawek. Nie, to było zdecydowanie coś bardzo wyjątkowego. Dlatego postanowiła go zatrzymać.


Tego samego dnia Tadeusz podjął decyzje by sprzedać dom. Nie chciał żyć dłużej w miejscu, które przypominało mu o wielkiej tragedii jaka się tu wydarzyło.
Postanowił przeprowadzić się z córką do Sunset Valley...


Tadeusz z Sophią zamieszkali na wzgórzu SV, w posiadłości, która wkrótce miała nosić miano Posiadłości Fleurów


Sophii wyszło na dobre zmiana scenerii. Zaczęła bardziej skupiać się na nauce... oraz wpadła na pewien pomysł. Na plan budynku, do którego każdy będzie mógł przyjść i zjeść co tylko będzie chciał. Budynek, który byłby małym królestwem, gdzie poddani czuliby radość, dzięki potrawom, które mogliby dostać w tym miejscu.
Opracowała plan Replikatornii Żywności...


Ojciec chcąc spełnić marzenie córki postanowił zgłosić pomysł do Ratusza. Projekt przelatywał przez wiele rąk, wszyscy radni, którzy to czytali byli zaskoczeni dokładnością, odpowiednimi wyliczeniami i kreatywnością jaką posłużyła się zwykła nastolatka. Ostatecznie przyjęli projekt...


To miał być dobry okres w życiu Sophii, wreszcie mogła spełnić swoje pragnienia i marzenia. Życie znów nabrało barw i wszystko szło ku dobremu. Jednak zjawił się ktoś, kto miał zmienić na zawsze jej spojrzenie na ówczesny świat.
-Witaj Sophio. Jestem Monique... twoja siostra.-


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Verion dnia Śro 20:05, 18 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 20:54, 21 Lip 2012    Temat postu:

Niewiedza gorsza od śmierci? Hm... Szczerze mówiąc, spierałabym się. Gdzieś kiedyś usłyszałam, że niewiedza w jakiejś mierze czyni nas szczęśliwymi. Że poziom inteligencji nie przekłada się na poziom szczęścia człowieka... Ale weź tu człowieku, pokonaj swoje ego i nie chciej wiedzieć więcej niż wiesz... Rolling Eyes

W sumie to cieszę się, że mała ma amnezję. To mniej boli. I to bym potwierdziła akapitem, który napisałam wyżej. Jednak nie podoba mi się w jaki sposób scharakteryzowałeś nieświadomość, bo to zwiastuje cierpienie, coś niezbyt przyjemnego... Szkoda mi takiej małej, uroczej laleczki z niewinnymi oczkami...

Reakcja Tadeusza mogłaby z jednej strony potwierdzać, że to on zabił swoją żonę, jednak intuicja podpowiada mi, że to po prostu reakcja na szok, jaki wywołało zniknięcie towarzyszki życia z jego codzienności. Nie wierzę, a może raczej nie chcę wierzyć, że to on pozbawił ją życia. Ale jego słowa kierowane do córki pozbawiły mnie resztek ciepłych uczuć w stosunku do tego człowieka. Po tych słowach przestał wydawać mi się rozlatującą istotą, potrzebującą ciepła i siły drugiego człowieka (uhm, sima), a raczej okrutną bestią. Jak można pozwolić sobie na takie słowa do dziecka?? Cierpiał czy nie, jego córka również cierpiała. A cierpiała jeszcze bardziej, gdy mówił jej takie słowa. I mimo tego, patologicznie go kochała. Zniszczy jej psychikę...

A koniec? SIOSTRA? WHAT?!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 11:47, 14 Sie 2012    Temat postu:

Czas na kolejny 2-częściowy odcinek Kronik! Wiele tajemnic się wyjaśni oraz przyjdzie wiele nowych... oraz nadejdą wątpliwości! Zapraszam na pierwszą część

Odcinek 3: Tajemnicza siostra - nowe spojrzenie na świat cz.1
Co ukrywała Olivia?


Nieznana siostra, z bardzo daleka
Z wielkim sekretem na Ciebie już czeka
Ty, która czas swój poznasz i godzinę
Ty, która urodzisz potężną rodzinę...



-Siostra... że co?- Sophia spojrzała na kobiete o blond włosach z niedowierzaniem - O.. o czym pani mówi?- Słowa które wymawiała tajemnicza istota nie docierały do niej zupełnie.
Cała ta sprawa spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Nie wiedziała co powiedzieć i jak się zachować.


-Jestem Monique Lambert pochodzę z Champ Les Sims. Jestem córką Jean-Pierre`a Lamberta... i Olivii Fleur. Dowiedziałam się że tutaj mieszka moja druga siostra przyrodnia... Sophia- powiedziała z pewną dozą niepewności Monique

Monique Lambert - córka Jean-Pierre`a Lamberta i Olivii Fleur. Urodzona 8 lat przed narodzinami Sophii w tragicznych okolicznościach...


-Rozumiem... to jakiś żart prawda?! Pewnie moi koledzy ze szkoły chcieli mi zrobić jakiś fatalny żart przywołując wspomnienia o matce, żebym się rozkleiła, tak?! To im się udało...- powiedziała rozgoryczona Sophia. Na myśl o swojej matce łzy same płynęły po policzku.
-Nie, dziecko nie rozumiesz...- odpowiedziała Monique, lecz siwowłosa istotka tym bardziej wpadła w szał.


-Ma się pani stąd natychmiast wynieść, bo wezwę mojego ojca i policje!- Sophia krzyknęła na domniemaną siostrę i próbowała zamknąć drzwi lecz francuzka zatrzymała ją.


-Czy ty tego nie rozumiesz?! Jesteśmy obie spokrewnione ze sobą! Co mam zrobić byś mi uwierzyła! Nie mam namacalnych dowodów na nasze pokrewieństwo...- Monique próbowała wyjaśnić Sophii całą sytuacje, lecz dziewczyna nadal krzyczała na nią:
-Niech pani się stąd wynosi! Moja matka nie byłaby aż tak głupia by zdradzić mojego ojca!-


-Co mam zrobić byś mi uwierzyła?- powiedziała ściszonym głosem, jakby próbowała znaleźć w pamięci rozwiązanie całej sytuacji. Nagle przypomniała sobie o czymś...


Wyciągnęła z kieszeni zdjęcie, które przed laty zachowała dla siebie jako pamięć o swoim ojcu i dziadkach... dała Sophii do ręki. - Spójrz!- powiedziała spokojnym tonem, jakby wiedziała że ten argument do niej dotrze.


Sophia wpatrywała się na to co dostała od Monique. To niemożliwe... nie... a może... to jest prawda co mówi do niej ta "bezczelna blondynka" jak już nazywała ją w myślach dziewczyna.


To było zdjęcie rodzinne. Postacie stały obok wiejskiego domku gdzieś na odludziu. Na nim była jej matka, jakiś pan, i dwoje starszych ludzi... to byli jej dziadkowe! Pamiętała z dzieciństwa jak często przychodziła do pokoju matki i widziała ich twarze w ramkach. Tak to musieli być oni. Mimo iż Olivia wyjechała tak daleko, nigdy o nich nie zapomniała. Z tyłu zdjecia widniał podpis: "Champ Les Sims, zdjęcie szczęśliwej rodziny Lambert-Fleur"


Monique oglądała jak cała złość jej przyrodniej siostry znika i zastępuje ją radość, szczęście... To prawda. Sophia po tylu latach znowu ujrzała twarz swojej matki.

Po wyprowadzce do Sunset Valley wszelkie pamiątki po Olivii (za wyjątkiem królika) zostały spalone przez Tadeusza, który nie chciał przypominać sobie o tragedii jaka ich spotkała...


Córka Tadeusza spojrzała na Monique lekko nieufnym wzrokiem, by po chwili powiedzieć: -Wejdź do środka, wyjaśnisz mi wszystko-


Obie usiadły na sofie w salonie. Przez jakiś czas milczały, nie wiedziały co każda ma powiedzieć do siebie, były jeszcze w szoku po tym co je spotkało. Po chwili Sophia zaczęła: - Jak to możliwe że moja mama miała przedtem męża?-


-Mój ojciec i nasza matka nie byli małżeństwem. Byli ledwie zaręczeni ze sobą, gdy Olivia... musiała odejść- odpowiedziała jej Monique, próbując wydusić z siebie jakieś słowa wytłumaczenia całej tej sytuacji.


-Jak to musiała odejść, dlaczego? O co tutaj w tym wszystkim chodzi?!- Olivia próbowała dociec prawdy o swojej matce i uparcie starała się wyciągnąć informacje od swojej siostry.


W końcu Monique pękła - Dobrze, zrozumiesz to jeśli poznasz historie moich rodziców. Zaczęło się to ponad 25 lat temu w Champ les Sims...-

---------------------------------------------------------

Olivia poznała Jean-Pierre`a kilka lat po jej wyprowadzce od rodziców. Już w tym czasie miała na swoim koncie wiele osiągnięć jak odkrycie nektaru Cranelet Tequilla i upublikowanie pracy o "nadnaturalnych właściwościach owoców". Pierwsze spotkanie tych dwojga było w sklepie...


Olivia tego dnia próbowała kupić owoce w miejscowym sklepie. Dowiedziała się tam, że stary właściciel budynku przeszedł na emeryture i zastąpił go jego syn, po którym było widać że tylko kobiety mu w głowie


-Nie obchodzi mnie to że mój ojciec dawał pani zniżkę na te owoce,ja teraz jestem tutaj właścicielem i musi je pani kupić po normalnej cenie jak każda zabójczo pociągająca klientka- odpowiedział Olivii


-Naprawde potrzebuje tej zniżki, musze kupić te owoce by przeprowadzić badania dla miejscowego laboratorium, a jak moi szefowie się dowiedzą ile wydałam z ich gotówki to mnie zabiją!- nalegała Oliwia.

Olivia w tym okresie miała problemy finansowe, zarobione pieniądze musiała przeznaczać na dom, więc wszelkie "pomoce naukowe" kupowała za pieniądze z odpowiedniego do tego budżetu szefostwa.


-Może uda nam się dojsć do porozumienia jeśli wiesz o co chodzi mała...- powiedział kupiec kierując dwuznaczne spojrzenie w stronę Olivii. Nie zauważył że w tym samym momencie pojawił się pewien mężczyzna, który przyglądał się całej sytuacji. Jean Pierre nie mógł na to patrzeć bezczynnie i wziął sprawy w swoje własne ręce


-Fajnie jest tak podrywać francuzki zza ladą, prawda? - syknął sarkastycznie Jean-Pierre.Kasjer najwyraźniej nie zrozumiał aluzji i odpowiedział -No, nieźle. Dziś udało mi się zaliczyć trzy takie jak ona, chcesz się przyłączyć?-


-Nie obchodzi mnie twoje życie towarzyskie ty francuski pudelku, masz natychmiast przeprosić tą panią i to już albo spotkamy się wieczorem w ciemnej uliczce...


Olivia pierwszy raz była świadkiem takiej kłótni i w głębi duszy ją to rozbawiło. Postanowiła jednak zachować powagę i czekała na reakcje sprzedawcy


-No więc chcę pani tą zniżkę tak?- odrzekł po chwili skruszony.


Gdy Olivia zamierzała wracać do pracy, zatrzymał ją Jean Pierre


Próbował wydusić coś siebie, zwłaszcza że osoba do której się zwracał była świadkiem niecodziennego zachowania i nie chciałby jej zrazić do siebie. -Przepraszam że musiałaś na to patrzeć. Z takimi typami jak on trzeba podejść ostro, nie mogłem pozwolić by traktował panią w taki sposób-


Olivia wybuchła śmiechem. Śmiali się tak przez kilka minut po czym odpowiedziała -To było interesujące doświadczenie, jeszcze nikt tak mnie nie bronił-


Olivia próbowała coś jeszcze wydusić jednak zamarła w bezruchu. Nagle oboje zaczęli patrzeć sobie głęboko w oczy, czas i przestrzeń się zatrzymały, Olivia nie miała pojęcia co się dzieje.
-Jestem Jean-Pierre- przerwał ciszę mężczyzna
-A ja Olivia...- powiedziała troszke zdezorientowana
-Może byśmy gdzieś wyszli razem?- spytał Jean-Pierre -Znaczy jeśli pani... jeśli ty.. znaczy... ja nie chce... to znaczy chce... -
-Jasne, możemy się spotkać- powiedziała Oliwia i uśmiechnęła się do niego uroczo.
Od tego momentu zaczęli się spotykać

---------------------------------------------------------------

Szefowie Olivii - państwo Lambertowie (Janine i Marcus) - byli rekinami biznesu. Każdą najmniejszą chwilę spędzali w pracy, jednak były takie dni gdy woleli usiąść przy kominku i rozmyślać o sytuacji, która zmusiła ich do zostania w domu. Jeden z tych dni miał właśnie nadejść...


Pewnego dnia spędzali czas nad basenem w swojej posiadłości. W takiej ciszy i spokoju mogli z łatwością rozprawiać o polityce marketingowej i jeszcze lepszych sposobach zmuszania pracowników do ciężkiej pracy. I pomimo gorącego lata woleli obaj zostać w ciuchach by (niewidzialne)paparazzi czyhające w krzakach nie zrobiło im fotek do jakiegoś szmatławca


Mieli też inny powód. Oczekiwali na Oliwie która miała przynieść im raport z badań nad połączeniem winogrona z ziemniakiem (winogronowy ziemniak byłby smaczną przekąską i obiadem! i kosztowałby dwa razy więcej niż te dwie uprawy razem wzięte!).


Niestety musieli porzucić marzenia o winogronowej dominacji ziemniakowej, gdyż genetyczna struktura ziemniaka nie pozwalała na wprowadzenie cząsteczek winogrona jak to opowiedziała Oliwia.



Usłyszała za sobą jakiś męski głos -Już jestem!-. Odwróciła się i zobaczyła Jean-Pierra


Podeszła do niego i ucałowała. -Chwila, co ty tutaj robisz?- zapytała go Olivia


-Synu! Czy ty spotykasz się z moją pracownicą?!- krzyknęła z oburzenia Janine.


-Synu?!- pomyślała Olivia - W co ja się wpakowałam!?
--------------------------------------------------------------------

Lambertowie posiadali ukryty pokój w piwnicach ich posiadłości. Znajdował się tam wehikuł czasu. Dzięki niemu Lambertowie mogli spiskować w czasoprzestrzeni, mieszać, knuć, snuć intrygi. Byle tylko na ich korzyść. Jednak podczas ostatniej podróży przeoczyli coś...


-Jak to możliwe, że on chodzi z tą Fleurówną?! Dopiero co nie doprowadziliśmy do tego by się związał z naszą pokojówką a tutaj ona?!- powiedział Marcus.


-To nie moja wina przecież! Pamiętasz co ON mówił: że przeznaczenia nie oszukamy, ale możemy je przekierować w inną stronę. Przecież oboje wiemy co ONI jej zrobią, ON nam to mówił i nawet pokazał. Więc może lepiej że jest z nią. Wtedy będziemy mogli wkroczyć do akcji- odpowiedziała Janine


Wtem otworzyły się drzwi wehikułu a Janine i Marcus usłyszeli znany im głos.
-Przestańcie się kłócić bo mnie głowa już boli. Nie po to się napracowaliście by teraz wszystko zepsuć. I zmarnować to co wam ofiarowałem. Wejdźcie do środka, porozmawiajmy...-
Lambertowie weszli do wehikułu by dalej spiskować przeciwko losowi...

---------------------------------------------------------------


Związek Jean-Pierre`a i Olivii kwitł w najlepsze. Oboje czuli się szczęśliwy ze sobą oraz odczuwali bezpieczeństwo kiedy trwali w uścisku. Dla nich był to wspaniały okres w życiu, wręcz idealny na...


...dziecko. Rok później Oliwia zaszła w ciąże. Młody tatuś niemal codziennie rozmawiał z małą istotką w brzuchu jego ukochanej, dotykał go i czuł jak dziecko kopie. Słuchał też go w nadziei że jego mała dziewczynka (tak to była dziewczynka) powie swoje pierwsze słowa jeszcze przed narodzinami.


Do pełni szczęścia brakowało im tylko jednego...


-Oliwio, moja radości, którą chcę podziwiać każdego dnia. Wyjdziesz za mnie?-
-Tak! Tak! Tak!- krzyknęła z ekscytacji Oliwia. Czuła jak dziecko również się cieszy bo kopnęło kilka razy jakby się zgadzało na to...



Postanowili podzielić się swoim szczęściem z rodziną. Jean i Luiza byli uradowani że na świat przyjdzie ich wnuczka (Olivia patrzyła jak jej matka promienieje na wieść o tym, po raz pierwszy od dawna widziała jej szczery uśmiech na twarzy i sama przez to czuła się szczęśliwa). Zrobili sobie nawet pamiątkowe zdjęcie przed domem. Potem nadeszła kolej na Lambertów. Olivie nie cieszył fakt spotkania się twarzą w twarz z przyszłymi teściami - szefami. Gdy tam dotarli Olivia od razu zwierzyła im się "dobrej nowiny"
-Jestem w ciąży. I... zaręczyliśmy się- powiedziała z ekscytacją kobieta.
Nie miała pojęcia co się zaraz wydarzy...




Rodzice Jean-Pierre`a wpadli w furie.
-Że co?! Dziecko?! Ślub?! Ty szmato! - krzyknęła Janine


-Co?! Co pani wygaduje! Nie pozwole siebie tak traktować! - burkneła Oliwia starając się nie wpadać w złość.


-Już na to za późno moja droga! Masz nam natychmiast oddać to dziecko i wynieść się z miasta!- ciagnęła nadal Janine


Oliwia nie wytrzymała: -Jak możecie mi stawiać ultimatum?! I takie żadania?! Waszej przyszłej zięciowej?! Przecież to dziecko nic w waszym życiu nie zmieni! Jean-Pierre co ty robisz, powiedz im coś!-


Jean-Pierre schował się za rodzicami. Spojrzał na Oliwie pustym, chłodnym wzrokiem i powiedział niczym w transie: -Oni mają rację. Musisz im oddać dziecko...-


-Zostałaś sama, pogódź się z tym! Masz nam oddać dziecko zaraz po porodzie, albo zabijemy ją i ciebie!- powiedział do niej Marcus


-Co?! Jean! Co się z tobą dzieje?! Co się tutaj dzieje?!- krzyczała Oliwia zdezorientowana całą tą sprawą...
-Jean-Pierre! Uśpij ją!- powiedziała Janine swojemu synowi a ten bez oporów wykonał zadanie...



Nagle z nikąd poczuła ukłucie w ramie. Obraz przed jej oczami zaczął się zamazywać, nogi odmawiały posłuszeństwa, ciało stało się ciężke... po czym straciła świadomość... i upadła a podłogę


Państwo Lambertowie spojrzeli na śpiącą Olivię.
-Jak ona słodko wygląda kiedy śpi... nie dziwie się że Jean-Pierre ją wybrał.- powiedziała Janine i razem z Marcusem powlekli ją do pokoju

---------------------------------------------------------------


Olivia obudziła się w łożku w jakimś dziwnym pokoju. Nie wyglądał on jak jeden z pokoi z posiadłości mimo iż posiadał taką samą tapetę. W suficie była wywiercona dziura, gdzie podawano Olivii jedzenie.Wraz z upływem dni, czas przestał dla niej płynąć, czy kiedykolwiek ten czas się poruszał? Godziny, dni, miesiące - były już dla niej pustymi słowami, nie miała pojecia ile już znajduje się w odosobnieniu.


Jednak wiedziała jedno - czas porodu się zaczął. Lambertowie jak strzała pojawili się w jej pokoju czekając, aż narodzi się ich wnuk.


Z jej brzucha wyskoczyła małą istotka. Cieszyła jak nigdy dotąd, ból i cierpienie przez chwile przestały istnieć, jakby wraz z dzieckiem wyszły z niej negatywne emocje, nieważne było nawet to w jakiej sytuacji aktualnie była.Wszystko to jednak wróciło kiedy zobaczyła minę noworodka. Było pełne smutku i żalu... To wszystko było jak we śnie


-No nareszcie! Myślałam że będzie rodzić całą wieczność... teraz oddawaj to dziecko! - powiedziała Janine.


-Mogę jej dać chociaż imię?- spytała Olivia gdy jej nowe i jedyne szczęscie właśnie zostało brutalnie zabrane przez niedoszłą teściową...
-Jak tam chcesz?- burknęła Janine
-Nazwę ją... Monique, od...- powiedziała Olivia
-Dobra nie paplaj tyle, tylko się ubieraj- przerwała jej Janine



-A teraz masz się wynosić z tego miasta. Już i tak tu nie znajdziesz pracy, jesteś skończona. Możesz jeszcze pożegnać się z rodzicami, ale nie próbuj im mówić co się stało bo im też coś zrobimy, zresztą nikt ci nie uwierzy...- powiedziała Janinem po czym wyprowadziła Olivie na dwór... i dała jej odejść wolno.


Oliwia po raz ostatni spojrzała na dom swoich rodziców. Już przedtem spakowała swoje rzeczy i była gotowa na wyjazd. Czuła fizyczny i psychiczny ból, nie wiedziała co myśleć, co zrobić ani gdzie sie podziać. Nie mogła nikomu powiedzieć, bała sie, strasznie się bała... Została sama... Jak ty Sophio...
-----------------------------------------------------------


Sophia próbowała analizować to co przed chwilą usłyszała. Nie mogła nic powiedzieć a ból w niej ciągle narastał. Jej umysł walczył ze słowami które wypowiedziała jej "siostra", nie wiedziała co myśleć... Po czym wykrzyknęła:
-TWOI RODZICE I TWÓJ OJCIEC SKRZYWDZILI MOJĄ MATKĘ?! CO?! JAK?! ALE ŻE JAK?! DLACZEGO?! PRZECIEŻ TO NIE MOGŁO TAK BYĆ?! TWÓJ OJCIEC NIE MÓGŁ...?!-
-To prawda, nie mógł. On nigdy by jej tego nie zrobił... On nie był sobą...Był pod kontrolą Silverhoodów...- powiedziała z żalem Monique


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 16:27, 16 Sie 2012    Temat postu:

Pierwsze pytanie: ile zdjęć ma twoja przeciętna relacja? o.O Twoja jedna wygląda jak moje wszystkie...

Twój styl pisania bardzo się poprawił. Teraz piszesz naprawdę nieźle. Wink Budujesz fajną, trzymającą w napięciu akcję. Momentami były nawet elementy grozy... I "ucięte" zakończenie, zmagające to napięcie. Bardzo fajnie. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 19:21, 06 Paź 2012    Temat postu:

Po długiej przerwie związanej ze szkołą, dzięki chorobie (hah ) w końcu wziąłem się za dokończenie 2 części 3 odcinka Fleurów!

Ale najpierw małe przypomnienie poprzedniego odcinka:

W życiu Sophii Fleur pojawia się jej siostra przyrodnia: Monique Lambert, córka Jean-Pierre`a i Olivii. Opowiada ona w jaki sposób Olivia poznała Jean-Pierre`a i dlaczego musiała opuścić Champ Les Sims. Okazuje się że państwo Lambertowie od lat zmieniają przyszłość dzięki Wehikułowi Czasu, który został im podarowany przez tajemniczą osobę. Kiedy Olivia zachodzi w ciąże, Lambertowie (razem z Jean-Pierrem) usypiają ją i więżą w podziemiach ich posiadłości. Kiedy rodzi córkę, Monique, Olivia zostaje uwolniona i wygnana z miasta. Sophia jest w szoku. Nie może uwierzyć że pierwszy narzeczony Olivii był kimś tak okrutnym. Lecz tak naprawde za zachowaniem Jean-Pierre`a stoją osoby, które mogą zmienić cały światopogląd Sophii i nadać rodzinie Fleur nowe spojrzenie na świat...

Odcinek 3 - Tajemnicza siostra - nowe spojrzenie na świat cz.2
Wampiry, wirusy i inne paranormy...


-Silverhoodowie?- z niedowierzaniem spytała Sophia -Ci farmaceuci z Twinbrook? Czy ten lekarz, który pracuje w szpitalu?-
-Oboje. Są to ludzie... znaczy nie, nie ludzie, którzy doprowadzili moją i twoja rodzinę na skraj upadku... - odpowiedziała Monique
-Ale... dlaczego nie ludzie, co masz na myśli? - dopytywała coraz bardziej przejęta Sophia.


Monique przez chwile milczała. Nie wiedziała jak powiedzieć Sophii o tym, że... w końcu odrzekła - Opowiem ci to od początku, czyli od momentu, kiedy mój ojciec w końcu się obudził...-
------------------------------------------------------


Jean-Pierre Lambert od kilku lat żył w transie. Kiedy w dzieciństwie wykryto u niego nadciśnienie, lekarz przypisał mu pewien lek, który miał brać przez całe życie. Właściwie to Lambertowie nalegali na ten właśnie specyfik
. Producentem była firma SilverCorp...



Młody mężczyzna nie miał pojęcia że to co bierze, odbiera mu wolną wolę i zasiewa w nim wirusa, oznaczonego jako Vamp-303. Po 4 latach od wygnania Olivii z Champ Les Sims, Jean Pierre zaczął odczuwać coraz silniejszy ból aż w końcu... ocknął się.


Pobiegł jak najszybciej do swojej matki, która miała tego dnia wolne od pracy (nie lubiła przesiadywać w domu, wolała być w laboratorium i zajmować się strategią wyciskania z pracowników jak największej wydajności).
-Jak mogłaś?! Jak mogłaś traktować tak Olivie?! Jak śmiałaś ją więzić i zabrać jej NASZE dziecko?! Co z ciebie za matka! - wykrzykiwał w jej kierunku Jean-Pierre, który dopiero teraz zrozumiał to co się wokół niego działo.



-Ty kundlu! Jak odzywasz się do mnie! Jesteś pod moją kontrolą, a ty śmiesz na mnie krzyczeć!? Natychmiast bierz lek!- odpowiedziała tym samym tonem Janine
-Nie! Już nic mi nie zrobisz. Wiem co zrobiłaś Olivii! Masz mi to natychmiast wyjaśnić, rozumiesz!?- powiedział Jean-Pierre




-Ty mój synu nie zrozumiesz tego. To co robiliśmy z twoim ojcem było dla wyższych celów! Dla twojej przyszłości! Bierz ten lek!- Janine zaczęła bić swojego syna, i wpychać mu kapsułkę do ust. Lecz Jean złapał ją za ręke i rzucił na ziemię.
-Dość już tego. Ja i twoja wnuczka odchodzimy!- to były ostatnie sława jakie Jean-Pierre skierował do matki.


-------------------------------------------------

On i Monique zamieszkali w posiadłości znajdującej się na drugim końcu Champ Les Sims. Janine i Marcus nie kontaktowali się z nimi już od 4 lat. Według plotek, pewnego dnia po prostu znikneli, a w fundamentach ich mieszkania znaleziono kawałki złomu i marynarkę należącą do Janine...

Ojciec z córką niemalże codziennie spędzali swój czas wolny na wspólnych zabawach. Szczególnie uwielbiali jeść lody zwłaszcza pomarańczowe, gdy mieli zły dzień.


Często też odwiedzali targ miejski, gdzie można było spotkać przeróżnych wykonawców, tj. mimów, ulicznych magików i piosenkarzy grających na gitarze.


Pewnego dnia, Jean-Pierre musiał wybrać się do ratusza by poszukać pracy (pieniądze które zabrał z rodzinnego sejfu zaczęły się kończyć...), natomiast Monique odrabiała lekcje i czekała na ojca w kawiarnii.



Nie zwracała uwagi na pewną kobietę, która siedziała za nią i najwyraźniej czekała na kogoś. Miała cerę bladą jak śnieg, tak jak oczy, które zdawały się odbijać światło, niczym odblask. Jej fryzura i ciuchy byłu niczym z innej epoki.



Kobieta zbyt długo nie musiała czekać, bo zaraz potem zjawił się mężczyzna, który niósł dwie zupy, których barwa była bardzo czerwona, tak głęboka... niczym krew.


Przez jakiś czas jedli w ciszy, po czym kobieta powiedziała: - Jak to dobrze że Lambertowie pozbyli się Olivii z...-




-Cicho, pamiętaj że nie jesteśmy sami, lepiej porozmawiajmy o tym na zapleczu- powiedział mężczyzna i razem z nią wyszedł na zewnątrz. Monique, zainteresowana tematem rozmowy tych dwojga osób, poszła za nimi.


Dziewczynka skryła się za ścianą, gdzie mogła w spokoju podsłuchiwać...
-Kobieto, czy ty nie masz choć cienia wyczucia?! Przecież jakby ktoś usłyszał o tym że wiemy co się działo u Lambertów to by się domyślili że to my podarowaliśmy im ten lek!- tajemniczy facet zaczął krzyczeć.


-Oj Marley, nie przesadzaj i tak nikt się nie domyśli, zresztą nasze leki są rozprzestrzeniane na prawie całe miasto, więc w razie potrzeby możemy im "wybić" z głowy te informacje- odpowiedziała spokojnie kobieta


-No tak Scylia, ale nawet jeśli mamy nad nimi kontrole, to nie możemy tego robić przez cały czas... no i Oliwia nam uciekła- wyjaśnił jej Marley


-Słyszałam od ludzi, że Olivia przeprowadziła się do Twinbrook...- powiedziała Scylia
-Co?! Tam gdzie nasz wyrodny syn?!- wściekł się Marley- Nawet mi o nim nie przypominaj! Odwrócił się od naszej rodziny, by zostać jakimś "człowiekiem" i ożenić się z tą...-



-Tak, ale on ma nadal nasze geny... które przenoszą się na jego żonę i ich synów...- powiedziała z tajemniczym uśmiechem Scylia - Słyszałam też, że jeden z nich jest zainteresowany Olivią...



Monique słuchając tego była w coraz większym szoku. Gdy usłyszała, że jej matka ma nowego "chłopaka", wściekła się tak, że przez przypadek walnęła nogą w ścianę



-Słyszałaś to?- zareagował Marley a jego znamie zaczęło pulsować czerwonym blaskiem -Wyczuwam... małą, bezbronną i wścibską dziewczynkę...-



Monique pobiegła czym prędzej z powrotem do sklepu.
-Stój, natychmiast!- krzyczał Marley. Marley wielokrotnie ją doganiał, jakby ruszał się z prędkością światła, jednak w porę wpadła do środka, zanim Silverhoodowie zablokowali jej dostęp do drzwi.



-No mała i co mamy teraz z tobą zrobić...- powiedział do Monique i pokazał jej swoje kły, które coraz bardziej zbliżały się w stronę biednej dziewczynki...


Lecz w tej chwili pojawił się Jean-Pierre, który popchnął Marleya w tył.
-Co pan wyprawia! Łapy precz od mojej córki, albo przekonasz się co to znaczy wbijać komuś coś do ciała!- wykrzyczał Jean-Pierre. Kasjer na szczęście przegonił dwójkę wampirów za pomocą czosnku, a Jean-Pierre razem z córką wrócili do domu



Po powrocie do domu, Monique spisała wszystko to co usłyszała od Silverhoodów do zeszytu w którym miała być praca domowa. Przypuszczała ze to co napisała wkrótce jej się przyda...
-------------------------------------------------


Monique skończyła 18 lat i postanowiła się wyprowadzić z miasta. Ojciec był smutny, gdy to usłyszał, jednak zgodził się na to mimo wszystko.
Nadszedł dzień wyprowadzki. Monique wróciła sie do domu by zabrać bagaże ze swojego starego domu.



Decyzję o przeprowadzce uzgodniła ze swoim kolegą, Silvestrem Petit. W trakcie powrotu do domu zatrzymał ją przed wejściem i zaproponował jej pomoc w niesieniu bagaży.
-No wiesz! Jestem silną kobietą, zapomniałeś ;-)? - powiedziała z uśmiechem Monique
-Jej uśmiech zawsze mnie powala...- pomyślał Silvester




Gdy weszła do środka, panowała tam podejrzana cisza.
-Tato, jestem!- krzyknęła Monique ale nikt jej nie odpowiedział.
Szła po pokojach i szukała ojca, jednak nigdzie go nie było. Postanowiła go poszukać w salonie, a tam...



-Był mój ojciec, lecz był z nim też ktoś. Ten ktoś miał broń. Przystawiał ją do głowy mojemu tacie... strzelił - opowiadała Monique.



-Leżał bezwładnie, myślałam że zaraz wstanie, da jakiś sygnał że żyje... ale strzał był śmiertelny... nie wiedziałam co zrobić- nadal mówiła, nieco bardziej roztrzęsiona.




-Chciałam pobiec do niego i go ratować albo chociaż powstrzymać tego drania, zobaczyłam jego twarz... i nagle poczułam ukłucie w głowie, coś w środku zlodowaciało i objęło mnie tak, że upadłam na ziemie... i zapomniałam- skończyła to ze łzami w oczach.


Silvester, zaniepokojony długą nieobecnością Monique miał zamiar wejść do środka, gdy nagle ktoś wybiegł z domu, popchnął go na ziemię... a tajemniczy człowiek wyparował. Silvester natychmiast pobiegł do środka gdzie zobaczył ciało Jean-Pierre`a i nieprzytomną Monique. Nagle dziewczyna się ruszyła i zaczęła bełkotać - Van...medyrus, van...medyrus, mama...-


Gdy Monique całkowicie się rozbudziła zauważyła leżącego Jean-Pierre`a.
-Co... co się tutaj stało... dlaczego mój ojciec leży... dlaczego nie oddycha?! Ktoś go zabił?! - mówiła otępiała Monique




-Jakiś typ wybiegł z mieszkania i mnie strącił ze schodów, na pewno go widziałaś!- tłumaczył jej Silvester
-Ale... ja nie pamiętam... wiem tylko że byłam w mieszkaniu by zabrać bagaże... i obudziłam się na podłodze!- wyjąkała Monique i wtuliła się w Silvestra -Kto zabił mojego ojca!- Monique wybuchła płaczem.

------------------------------------------------


-Zajęło mi 6 lat zanim odzyskałam dawne wspomnienia, choć nadal nie przypomniałam sobie jednego: kim był morderca. Na początku nie pamiętałam nawet spotkania z Silverhoodami. Głównie dzięki moim starym zeszytom przypomniałam sobie poprzednie wydarzenia. W Twinbrook dowiedziałam się moja matka miała córke, dzięki waszym dawnym sąsiadom dowiedziałam się że przeprowadziliście się do Sunset Valley. Ze starych gazet wiem również o śmierci Olivii. Jedno co mnie zastanawia to data śmierci: mój ojciec zginął 6 października 1995...


-...tak jak twoja matka- zakończyła Monique. Sophia nagle straciła kontakt z rzeczywistością i to nie przez historię, którą opowiedziała jej siostra. Chodziło o datę śmierci matki... 6 października... tego dnia wyszła ze szkoły... poczuła, że musi iść na bagna... ocknęła się przed mostem... tak była jej matka... pistolet... strzał... matka wpadająca do rzeki... i ta twarz...
-O nie!!- krzyknęła Sophia.


-Co się stało?!- odrzekła zaskoczona Monique
-Musze... zadzwonić... mój... ja...- Sophia wstała i miała sięgnąć po telefon, lecz...


...zemdlała.
-Sophia!- przerażona Monique natychmiast podbiegła do Sophii, próbowała ją ocucić, po czym położyła ją na kanapie i zamierzała zadzwonić do szpitala, lecz nagle Sophia się obudziła.
-Monique... ja pamiętam... pamiętam jak matka zginęła! Ja tam byłam... wszystko widziałam, to było na bagnie... uciekałam na rowerze... nie mogłam jej pomóc...
Lecz nadal nie pamiętam kto był mordercą - Sophia zalała się łzami

Żeby wynagrodzić tak długą przerwę,już wkrótce dam kilka screenów humoru z tworzenia tego dwuczęściowego odcinka! A teraz zapraszam do czytania i oceniania


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Verion dnia Nie 16:21, 07 Paź 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Fotostory Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin