Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Paradoks przeznaczenia

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Fotostory
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Soko



Dołączył: 14 Sie 2011
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 23:13, 14 Sie 2011    Temat postu: Paradoks przeznaczenia

Na samym początku oświadczam: opowiadanie nie będzie szczególnie drastyczne, ale ktoś może nie lubić takich klimatów, więc niech nie leci potem do mnie z pretensjami.
Po drugie: ten wytwór jest moim oczkiem w głowie i niechże je gdzieś zobaczę to dopadnę na drugim końcu Polski i obedrę ze skóry.
Po trzecie: komentujcie, to daje wenę, wena daje rozdziały.
Po czwarte: witam tu po raz pierwszy


......- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! – Carmen wydzierała się na mnie bezlitośnie, doprowadzając mnie również do białej gorączki.
......- Nie każdy jest urodzonym geniuszem – odkrzyknęłam zirytowana, mając dość jej ciągłego krzyczenia jako metody nauczania. Jeśli ktoś oferuje mi pomoc w nauce matmy, sam powinien wiedzieć, że to jak walka z wiatrakami. Ponieważ moje oceny nie były w rodzinie tajemnicą, Carmen dobrze zdawała sobie sprawę z tego, na co się pisze.
......Była małym diabłem rodziny van Den Brock. Wszyscy mówili o niej jako o genialnym dziecku i równocześnie geniuszu zła. Potrafiła wrednie manipulować ludźmi, co najwyraźniej stało się jej pasją, jednak gdzieś w głębi serca musiała czuć do mnie siostrzaną miłość, skoro postanowiła pomóc mi zdać jutrzejszą poprawkę z matmy.
......Tak, dokładnie. Jest koniec sierpnia, a ja tak jak nic nie rozumiałam z zadanego materiału kiedyś, tak nie rozumiem nic teraz. Po mojej głowie uparcie krążył fakt, że nie przyłożyłam się do tego należycie. Im bardziej starałam się wyrzucić tą myśl, tym bardziej ona wracała i burzyła moją koncentrację. Carmen tłumaczyła mi już wszystko na jabłuszkach i gruszkach, ale tego było po prostu za dużo… Nie rozumiałam idei przeistaczania dziecięcych mózgów w chodzące kalkulatory i mój umysł przeciw temu się buntował. Cóż, przynajmniej mam charakter, tyle że to nie pomoże mi zdać.
......- Czy ty mnie słuchasz? – Zielone oczy Carmen błysnęły groźnie. Otrząsnęłam się z zamyślenia i dotarło do mnie, że próbowała mi coś wytłumaczyć, rysując skomplikowane figury geometryczne na swojej dziecięcej tablicy. – No nie, mam dość! Ciągle to samo!
......Nadal nieco ogłupiała, patrzyłam jak Carmen ze złością bierze pod pachę tablicę, kredę i wychodzi z mojego pokoju, trzaskając drzwiami. Świetnie, moja ostatnia nadzieja i szansa na przejście do następnej klasy właśnie mnie opuściły. Z drugiej strony, nie miałam ochoty wracać do klasy podstępnej, nieuprzejmej i nie wiadomo dlaczego przyjętej na posadę nauczyciela profesor Cook.

***

......Przy obiedzie Carmen nie omieszkała złośliwie mi wygarnąć, że moje umiejętności są poniżej zera. Słuchałam jej wykładów i wytrzymywałam ostre jak brzytwa spojrzenia rodziców i głupi uśmieszek na twarzy siostry. Wiedziałam, że mój los jest jutro przesądzony i że zawiodłam moją rodzinę naukowców, polityków, wodzów i odkrywców.
......- Carmen, proszę, daruj sobie – westchnęłam bezsilnie, naiwnie licząc, że usłucha mojej prośby.
......- Tato, ona myśli tylko o sobie! W ogóle mnie nie słuchała, gdy próbowałam ją czegoś nauczyć – poskarżyła ojcu, który ją zawsze rozpieszczał i kochał najbardziej na świecie. Zabrała mi miejsce córeczki tatusia i była tym faktem zachwycona i nigdy nie zapominała, by mi o tym przypomnieć. Zanim tata zdążył coś odpowiedzieć, wybuchnęłam ja, nie mogąc już powstrzymać emocji.
......- A ty, zrzędząca stara szwaczko? – odwarknęłam.
......- Ja myślę o swoich potrzebach, a ty myślisz tylko o sobie, a to nie w porządku. – Chociaż to zdanie nie miało sensu, rodzice spojrzeli na nią jak na swojego aniołka. W końcu jak często zdarza się, by dziecko w jej wieku składało takie rozbudowane zdania? Przynajmniej upewniała wszystkich dookoła w przekonaniu, że to ze mną coś jest nie tak.
......- Carmen, Lily, spokój – to mama odezwała się karcącym głosem. – Obie zachowujecie się jak dzieci, chociaż Carmen, ma do tego pełne prawo. Ale nie wolno tak odzywać się do siostry – dodała pieszczotliwie, zwracając się oczywiście w stronie pomiotu szatana.
......Nie mogłam dalej patrzeć na to, jak Carmen daje się podduszać w ramionach mamy do woli, byleby dostać to, czego chce. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam bezradnie na łóżku, zastanawiając się, co mogę zrobić dalej. Starałam się myśleć trzeźwo, mimo emocji, które powoli obejmowały nade mną kontrolę. Co zrobię jutro? Na pewno nie zdam, a wtedy nie będę miała odwagi się pokazać z powrotem w domu. Niewiele się zastanawiając, spakowałam do walizki kilka bluzek, spodni, czystą bieliznę i książkę. Wrzuciłam do niej portfel, nie przeliczając nawet pieniędzy i mając nadzieję na znalezienie po drodze, gdzieś na ulicy, jakiejś sporej sumy. Nie mogłam oczywiście zapomnieć o mojej ukochanej gitarze. Grając na niej, przypominały mi się wspólne chwile spędzone z Peterem, a raczej jeden dzień spędzony razem, dzień, w którym go poznałam, w którym mi ją podarował i pocałował po raz pierwszy. I wyjechał bez słowa…
......Otarłam łzę i przejechałam dłonią po nieskazitelnie czystym gryfie. Strzegłam i dbałam gitary jak oczka w głowie. Nie tylko była moją pamiątką po pierwszej miłości – chociaż, czy miłością można w ogóle nazwać chłopaka, którego widziało się raz w życiu? – ale pozwoliła mi też odkryć swoją prawdziwą pasję i talent. Grałam namiętnie w każdej wolnej chwili, przez co też zaniedbałam oczywiście naukę.
......Cholera! Znów ta matma. Ciągle do mnie wraca. Jeszcze przed kolacją podjęłam ostateczną decyzję wyniesienia się z domu, by nie przynieść jutro większego wstydu rodzinie, chociaż i tak trudno to sobie wyobrazić. Nikt nie chciał wierzyć na słowo, że mam na nazwisko van Den Brock, skoro nie mam w szkole samych szóstek, osiągnięć naukowych i zajmuję się artystycznymi stronami życia. Chciałam pojechać do mojej koleżanki w Oakwood. Mieszkała wystarczająco daleko i była poza tym jedyną osobą, której miałam zapisany adres i do której mogłam się udać.
......Kolację zjadłam nadzwyczaj spokojnie. Byłam okropnie emocjonalna, więc bałam się, że wybuchnę bez powodu i mama nie opuści mnie, aż zasnę. Nikt jednak, nawet Carmen, nie próbował mnie zirytować, więc udało mi się przełknąć tosty. Trwało to dłużej niż zwykle, ale przynajmniej się najadłam przed podróżą. Nie byłam pewna, czy wystarczy mi pieniędzy na prowiant, a nie chciałam kraść niczego z rodzinnej lodówki, więc musiałam się zadowolić tym, co miałam. Po północy, gdy miałam pewność, że wszyscy zasnęli, wyszłam z pokoju. Nowe, puchate dywany w korytarzu skutecznie tłumiły dźwięk toczenia się walizki. Zatrzymałam się pod drzwiami sypialni rodziców, zastanawiając się, czy nie wejść do nich, ale uznałam, że to głupi pomysł, a do głupiego planu nie należy dodawać bezsensownych szczegółów.
......Schodząc po schodach, wzięłam walizkę na rękę. Na szczęście nie była ciężka, więc mogłam się w miarę możliwości skupić na manewrowaniu, by każdemu mojemu krokowi w dół nie towarzyszyło skrzypnięcie. Zeszłam i otarłam pot z czoła. To wszystko było bardziej męczące, niż przypuszczałam.
......W salonie zabiło mi mocniej serce. Carmen zasnęła przed kominkiem, tuląc się do swojego pluszowego misia, Kevina, za którego planowała wyjść w przyszłości. Przeszłam obok niej, wstrzymując oddech z nadzieją, że jej marzenia senne są wystarczająco senne. Doszłam do drzwi wyjściowych, przekręciłam klucz w zamku i poczułam, jak ogarnia mnie chłodne powietrze nocy. Wyszłam na ulicę, nie oglądając się za siebie. Musiałam iść szybko, by nie myśleć o wątpliwościach, łzach w oczach i chęci powrotu do domu. Starałam się wmówić sobie, że beze mnie będą szczęśliwsi.
......W połowie drogi na dworzec zatrzymałam się i zaczęłam śmiać. Był to śmiech rozpaczliwy, spowodowany beznadziejnością sytuacji, w jakiej się znalazłam. Potem przysiadłam na ławce przy drodze i coraz bardziej przytłaczał mnie fakt, że nie mogę się wycofać. W pewnej chwili, stanął przy mnie jakiś czerwony samochód. Szyba rozsunęła się i zobaczyłam zarys jakiejś męskiej twarzy.
......- Hej, dokąd to? – wypłynął z wnętrza auta luzacki głos.
......- Do Oakwood – odparłam beznamiętnie. Nie interesowało mnie szczególnie, kto to, chociaż bałam się, że może jakiś nocny gwałciciel lub seryjny morderca, wypatrujący swoich ofiar na drodze.
......- Jadę tam jutro, zaraz z rana. Chcesz jechać ze mną? – teraz zabrzmiał całkiem normalnie, ale nie nabrałam przez to zaufania. Potrząsnęłam głową, nie będąc pewna, czy to zobaczy i wstałam, odwracając się plecami do niespodziewanego towarzysza nocy i poszłam w swoją stronę. Usłyszałam pisk opon i odetchnęłam z ulgą, gdy dźwięk zaczął się oddalać.
......Dotarłam do dworca już nad ranem, jako że był położony na drugim końcu miasta. Podeszłam do okienka, by kupić bilet.
......- Dzień dobry, poproszę bilet do Oakwood.
......Kobieta siedząca przy okienku spojrzała na mnie krzywo, ale nie skomentowała mojej zmęczonej twarzy i nieprzytomnego wzroku.
......- Osiemnaście dolarów.
......Zaczęłam grzebać w walizce i wyciągnęłam portfel. Otworzyłam go i przeraziłam się nie na żarty. Moje oszczędności były tak żałosną kwotą, że jeszcze śmieszniejszy wydał mi się mój pomysł na ucieczkę.
***
......Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. Zbierały się chmury, co prognozowało szybką ulewę. Zaczynałam żałować, że tak nieopatrznie przygotowałam ubrania, tak jakbym wierzyła, że w lato będzie ciepło (?!).
......Za wielkim ogrodzeniem dworca, zobaczyłam coś, co wyglądało na starą szopę. Nie było to najlepsze rozwiązanie jeśli chodzi o spędzenie tego dnia, ale musiałam mieć miejsce, gdzie wymyśliłabym inne. By skrócić sobie drogę, przeszłam przez płot, co poskutkowało podarciem już zniszczonych jeansów. Szopa znajdowała się dosłownie kilka kroków ode mnie, więc pospiesznie przeszłam tą odległość i weszłam do walącej się imitacji budowli odsuwając starą deskę, nie mogąc znaleźć wcześniej drzwi.
......Jeśli ktoś tu mieszkał, to wszelkie ślady życia były skutecznie zatarte. Na podłodze leżało zgniłe siano, śmierdziało odchodami i stęchlizną. Chociaż od wielu dni nie padało, wszystko było nasiąknięte wodą i okropnie nieprzyjemne. Wydawało mi się, że moim dzisiejszym współlokatorem jest jakieś zwierzątko, siedzące wysoko na suficie, ale nie miałam pewności czy to zwykły ptaszek, czy nietoperz. Co chwila coś przemykało pod moimi nogami, a ja za każdym razem się wzdrygałam. Panikowałam słysząc najmniejszy trzask i szelest, nieprzyzwyczajona do takich warunków. Otrzepałam się po wejściu w pajęczynę i weszłam głębiej. Szybko ustawiłam sobie prowizoryczną ochronę przed wiatrem z balotów słomy. Wybrałam te suchsze, by zachować więcej ciepła. Korzystając z tego, że jeszcze nie zrobiło się całkiem zimno, przebrałam się w inne ubrania, brudne wrzucając do walizki. Pierwsze krople deszczu zaczęły skapywać mi na nos, miałam jednak nadzieję, że będzie to tylko krótka mżawka.
......Dochodziła dziewiąta. Za kilka minut miała się zacząć moja poprawka, a rodzice pewnie już wiedzą, że mnie nie ma. Nie miałam pieniędzy. Jedynym wyjściem byłoby pozbycie się najcenniejszych rzeczy, jakie mam – gitary, medalionu rodzinnego lub telefonu, ale żadna z tych rzeczy nie wchodziła w grę. Piesza wycieczka do Oakwood przez ponad trzysta kilometrów też nie wywołała mojego entuzjazmu.
......Dotarło do mnie, w co się wpakowałam. Zachowałam się niedojrzale, zamiast sprostać czoła wyzwaniu, po prostu uciekłam. Byłam zwykłym tchórzem. Pewnie nie przetrwałabym kilku dni bez dachu nad głową z moim zmysłem organizacyjnym i bagażem. Westchnęłam. Wiedziałam, co zrobię, ale najpierw musiałam się przespać.

......Obudziły mnie czyjeś głosy, kilku ludzi. Omal nie krzyknęłam z przerażenia, gdy zobaczyłam, jak klęczy nade mną jakiś mężczyzna i przykłada palec wskazujący do ust. Sama zasłoniłam sobie usta i odsunęłam się od niego na tyle, na ile to było możliwe.
......- Cii… - wyszeptał. – Tylko się nie odzywaj, to ci pomogę.
......Wycofał się i zaczął coś mówić do pozostałych, którzy uznali szopę za dobrą kryjówkę. Zaczęłam głęboko i szybko oddychać. Wydawało mi się bardzo prawdopodobne, że zaraz padnę na zawał. Co ja najlepszego zrobiłam!
......Z tego co udawało mi się usłyszeć między moimi urywanymi oddechami, było ich około pięciu, w różnym wieku, a może po prostu niektórzy mieli zachrypnięte głosy przez papierosy, z których dym dotarł aż do mnie. Bałam się, że zaraz zacznę kaszleć i kichać. Miałam alergię.
......Mój – nazywam go tak, bo nie wiem, jak ma na imię – rzekomy wybawca w jakiś sposób przekonał ich, by opuścili szopę. Zdążyłam jednak zrozumieć, że chodzi o coś nielegalnego, karygodnego i dająca się wyczuć woń zgnilizny miała swoje źródło nie tylko w drewnie, trupach zwierzątek i siana.
......Wrócił do mnie, gdy tylko głosy tamtych się oddaliły. A krzyczeli dość głośno, jakby byli pijani.
......- Spokojnie, nic ci nie zrobię – zaśmiał się, widząc, jak rozpaczliwie próbuję wsiąknąć w mój mur z balotów. – Co tu robisz? – widząc, że nie doczeka się odpowiedzi, zmienił temat. – Nie wiem, ile usłyszałaś i ile z tego zrozumiałaś, bo widzę, że jesteś przerażona bardziej, niż najlepsi aktorzy w horrorach, ale… nie mogę cię puścić.
......Otworzyłam szeroko oczy. Zabije mnie?
......- Nie zabiję cię – poinformował mnie łaskawie, jak gdyby czytał w moich myślach. – Ani nie zrobię ci żadnej krzywdy. Po prostu chcę mieć pewność, że nikomu nie wypaplasz niczego, czego nie powinnaś. Rozumiesz?
......Przytaknęłam.
......- Nawet nie wiem, jak się nazywacie, a widziałam tylko ciebie – wykrztusiłam. – Proszę, puść mnie, chcę wrócić do domu…
......- Tak, i wiesz co? Ja też bym chciał – nagle stał się szorstki i niemiły. Chociaż trudno powiedzieć, by wcześniej był miły. Cóż, przynajmniej faktycznie nie wyrządził mi żadnej fizycznej krzywdy. – Chodź za mną.
......Wziął za mnie moje bagaże, a ja posłusznie wyszłam za nim. Słońce zdążyło już wyjść i nagrzać, więc nie było ani upalnie, ani zimno. Byłoby całkiem miło cieszyć się taką pogodą, gdyby nie ta sytuacja. Całą drogę, gdy mnie prowadził, kalkulowałam swoje możliwości ucieczki, ale byłam bez szans. Głodna i zmęczona, w dodatku olewająca ćwiczenia na WFie, co mogłam przeciw mężczyźnie w świetnej kondycji?
......Szłam za nim przez jakieś okropne bagna, krzaki i lasy. Pewnie była inna ścieżka wiodąca do celu, ale zapewne nie chciał, bym rozpoznała drogę przy ewentualnej próbie ucieczki. Ślady albo w ogóle nie powstawały, albo zaraz się same zacierały.
......Stanął tak gwałtownie, że prawie na niego wpadłam. Staliśmy przed małym domkiem, właściwie chatką w wersji nowoczesnej. Zupełnie do wystroju otoczenia nie pasowały jednak porozrzucane opony, popsuty, stary, zardzewiały samochód i kilka innych rzeczy, o których zastosowaniu nie miałam pojęcia. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął niepewnie.
......- Na razie zostaniesz u mnie, mała. Wybacz.
......Ruszył w stronę domu, a ja za nim, jednak zdążyłam się rozpłakać po przejściu kilku kroków stanął. Całą drogę starałam się trzymać, ale to mnie przerosło. Mój towarzysz zatrzymał się i podszedł do mnie. Objął ramieniem i razem poszliśmy w stronę budynku, który przez jakiś czas będę nazywać domem. Aż, oczywiście, ucieknę. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To naiwne myślenie… tak. Moja cecha szczególna.
[align=center]***[/align]
......Ogólny wystrój domu mnie nie przerażał, jednak widać było, że brak tutaj indywidualnego stylu, takiego smaczku, wisienki na torcie, albo i nawet tortu. Po prostu zwykłe mieszkanie, w którym znalazło się wszystko, co było potrzebne do spełnienia podstawowych potrzeb.
......Wybawca pomógł mi się rozebrać i kazał przejść prosto, do salonu. Był to niewielki pokoik z czarno-białym telewizorem, dwoma fotelami i stolikiem do kawy. Na podłodze leżały jakieś książki, a nawet nuty. Całość oświetlały świeczki, bo, z tego co zaobserwowałam, lampa nie była w stanie do użytku. Z tyłu stał regał wypełniony jakimiś grubymi tomami, a na ścianach wisiało kilka plakatów zespołu i zdjęć gospodarza. Ponieważ poszedł do kuchni zrobić coś do jedzenia, mogłam mu się przyjrzeć.
......Były jego zdjęcia od niemowlęctwa. Na niektórych występował z jakąś kobietą – podejrzewałam, mamą – a na niektórych sam, jeszcze kilka było w towarzystwie przyjaciół. Kolekcja z jego, wszystko na to wskazywało, dziewczynami zajmowała chyba najwięcej miejsca, zaraz po jego indywidualnych portretach. Cóż to, fotomodel?
......Miał ciemne, brązowe włosy i jeszcze ciemniejsze oczy. Na zdjęciach był ogolony, teraz jednak jego twarz zdobił zarost – trudno było nazwać go delikatnym, trudno też buszem. Styl ubierania się został mu do dziś taki sam, jak kiedyś – niechlujny, ale skromny, tak jak cały jego dom. Zastanowiło mnie jedno.
......- Masz zdjęcia z każdego okresu życia, ale jakoś nie widzę pamiętnego ukończenia studiów i w ogóle… - Skorzystałam z okazji i gdy tylko przysiedliśmy na fotelach przy kawie i ciastkach, czego zresztą nie tknęłam, zapytałam go o to.
......- Bo ja jeszcze nie zacząłem studiów. Mam dziewiętnaście lat i wywalili mnie z liceum trzy lata temu – powiedział dość beztrosko. – Wiem, że wyglądam na dwadzieścia trzy, jeśli nie więcej, nie ma sprawy. Miałaś prawo się zdziwić.
......- Przepraszam – odezwałam się cicho i postanowiłam nie pytać o nic więcej. Może to jedno pytanie go nie wkurzyło, ale kto zna myśli i wytrwałość psychiczną takiego chłopaka z najwyraźniej dość patologicznej rodziny, a w każdym razie opuszczonego. – W takim razie… nieźle się urządziłeś jak na dziewiętnastolatka.
......Kiwnął w zamyśleniu głową. Widziałam, że czuje się dość swobodnie, mimo że mi wydawało się, jakby powietrze było przesiąknięte moim strachem. Zdążył wypić kawę do końca, nim się do mnie odezwał.
......- Będę ci mówić Mała. Lepiej, byśmy nie znali wzajemnie swoich imion. Ja będę spał w salonie, a Ty w pokoju na górze. Jest tylko jeden pokój z łóżkiem, nie sposób się zgubić.
......Zrozumiałam, że mam iść spać. Postanowiłam nie dyskutować i nie pytać się o nic. Idąc po schodach, przyszło mi do głowy pytanie o łazienkę, ale stwierdziłam, że łazienka też może być jedna, więc sama ją znajdę. Oczywiście, o ile dziewiętnastoletni chłopcy dbają o swoją higienę – ci mi dotychczas znani, mało się tym przejmowali i pewnie sami nie wiedzieliby, gdzie jest łazienka w ich własnym domu.
......Nie myliłam się – trafiłam od razu na właściwe drzwi. Łazienka była dosyć brudna, tak że cieszyłam się, że wzięłam klapki, bo z pewnością złapałabym grzybicę. Skorzystałam z toalety a potem wzięłam szybki, zimny prysznic, bo najwyraźniej brakowało ciepłej wody, krzywiąc się z obrzydzenia i mając nadzieję, że ten chłopak nagle tutaj nie wyjdzie – bo prysznic był dość prowizoryczny bez żadnej osłony, tak, że zachlapałam całe pomieszczenie. Szybko wytarłam jako tako podłogę, by przypadkiem nie zirytować właściciela domu.
......Miałam jeszcze troje drzwi do wyboru, gdzie mogłaby się znaleźć moja sypialnia. Weszłam przez pierwsze i wyglądało na to, że to coś na styl gabinetu, tylko bardzo zagracone. Ale było biurko i stary komputer – pewnie jakaś pracownia. Drugie miały napis „DO NOT ENTER”. Nie chciałam kusić losu, ale moja dłoń sama nacisnęła klamkę. Drzwi skrzypnęły i od razu nabrałam przekonania, że to właściwy pokój. Wyglądało to na typową sypialnię faceta – tak wygląda ona w moim domu, gdy mama wyjeżdża i tata ma cały pokój dla siebie. Porozrzucane ubrania, w tym większość bokserki, nieposłane łóżko i po prostu jednoznaczny bałagan.
......Jeszcze kilka minut temu nie chciało mi się w ogóle spać, ale dosyć świeżo pachnąca pościel i to wspaniałe uczucie bycia czystym sprawiły, że gdy tylko otuliłam się kołdrą, zasnęłam jak suseł. Przyrzekałam sobie chwilę wcześniej, że dziś nie zasnę i ucieknę przez okno, ale zmęczenie wzięło górę. Skoro nic mi się nie dzieje, oczywiście pomijając uwięzienie przez prawdopodobnie przyszłego lub już mordercę, plany mogą zaczekać do jutra.


Zdjęcie dodam po upływie 24h ;) Wybaczcie moje mega profesjonalne akapity xD


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Soko dnia Nie 23:14, 14 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 16:59, 15 Sie 2011    Temat postu:

Primo - witamy na forum.
Secondo - na początku myślałam, że jest to opowiadanie. Dopiero wyłapując ostatni dopisek zrozumiałam swój błąd, nie mam więc pod tym względem zastrzeżeń. W sumie, tekst ma na tyle uniwersalną budowę, że sprawdziłby się zarówno jako fs, jak i one-shot, czy dłuższa twórczość.
Trochę zdziwiły mnie te akapity - dotychczas taki zabieg spotkałam tylko na Weryfikatorium, tutaj raczej nikt nie zwracał na to uwagi. Dodatkowy plusik, za ambicję i chęci, chociaż czasami miałam wrażenie, że ten akapit jest tu zwyczajnie zbędny.
Jeśli chodzi o styl - nie jest źle. Ogólnie nie przepadam za pierwszoosobówkami, w dodatku pisanymi na młodzieżową modłę (chodzi tu głównie o nowomowę i kolokwializmy we wszelkiej postaci), ale efekt końcowy zasłużył na uznanie. Poprzyczepiałabym się trochę do stylistyki i - okazjonalnie - interpunkcji, ale nie są to rażące błędy.
Terzo - i jest to tylko moja opinia - nie lubię głównej bohaterki. To tylko takie wtrącenie, bo zapewne taka ta postać miała być i koniec, ale Lily jest zbyt naiwna i impulsywna, by mogła zdobyć moją sympatię. Carmen jest dużo ciekawszą osobowością, mam nadzieję, że jeszcze coś o niej wspomnisz.

Tak na zakończenie - świetny tytuł.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Shariana dnia Pon 17:00, 15 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Soko



Dołączył: 14 Sie 2011
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 20:07, 15 Sie 2011    Temat postu:

Dziękuję i przyznaję racji co do błędów, wiem, że fragmentami zjadałam nawet po dwa wyrazy, ale poprawię to jutro dopiero ;)
Bohaterka i styl młodzieżowy także nie należą do moich ulubionych, ale mają dość duże znaczenie w kolejnych częściach, gdzie bohaterka - jak to w takich sytuacjach - przechodzi metamorfozę, itp., itd., ale szczegółów zdradzać nie będę.

Najbardziej lubię narrację trzecioosobową w czasie teraźniejszym - moja miłość, ale do dopracowania jak na razie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Fotostory Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin