Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Maks [21.08.12]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 15, 16, 17, 18, 19, 20  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 12:19, 01 Sie 2012    Temat postu:

Mat,
Denise miała być taka rockowa, ale jak to ująłeś wyszła jak dziwka. Smutna prawda. Jak widać stylizacja simów nie idzie mi tak dobrze jak powinna xd
Cytat:
Ta para była dla siebie stworzona.

Gdyby była dla siebie stworzona to pewnie nigdy by nie zerwała. Było między nimi zbyt wiele różnic.
Cytat:
Za to mogę ze śmiałością stwierdzić, iż super ją ubierasz.


Jeśli zdążę napisać to może jeszcze dziś dodam relacje xd

Matryoshka,
Oczywiście, że jest takie wino jak arizona.

I w sumie fakt, ze trochę zajeżdża siarką xd
Cytat:
Maksa mogła go urządzić jeszcze gorzej

Co masz na myśli? Dziecko? :hamster_smile:

Cytat:
jego niepohamowany popęd doprowadzili do rozpadu ich związku.

Moim zdaniem rozpad tego związku to wina Jean, a nie Maksa.
Hmmm... w sumie związek tej pary polega głównie na seksie. Więc można powiedzieć, że przez chwilę myślałem o tym, żeby tylko to ich łączyło.

Cyc,
dlatego trzeba pić regularnie, z czasem się zmęczą i utoną. xd
Tak, teraz w twojej wyobraźni Maks jest jeszcze bliżej Eryka.


Chyba dzisiaj napiszę relacje jednak nie wiem czy wstawię. Net ciągle pada -.-'


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 12:37, 01 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Oczywiście, że jest takie wino jak arizona.

Wybacz, nie wiedziałam, nie pijam tak wyszukanych trunków. Very Happy

Cytat:
Co masz na myśli? Dziecko?

Niee, sama nie wiem... Mogłaby trochę uprzykrzyć mu życie. Chociaż dziecko to nie taki zły pomysł. Very Happy

Cytat:
Moim zdaniem rozpad tego związku to wina Jean, a nie Maksa

Jak to się mówi: wina zwykle leży pośrodku. Tego się będę trzymać. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 13:42, 01 Sie 2012    Temat postu:

Krzysiu, nadrobiłam relacje i muszę przyznać, że są jeszcze lepsze od tych, które pisałeś wcześniej! Jakoś przyjemniej się czyta. Bohaterowie są świetni i mają niesamowite temperamenty! Gratuluję.

Ale jak mogłeś doprowadzić do rozstania Jean i Maksa? NO JAK?! Masz to naprawić, bo jak nie to zaraz wsiadam w pociąg, wysiądę w Toruniu i Ci nakopię! (w tym momencie się boisz i obmyślasz strategię jak ich pogodzić)

Podoba mi się, że tak często piszesz relacje, trzymaj tak dalej!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 15:02, 01 Sie 2012    Temat postu:

Mid, normalnie sikam ze strachu .

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 15:38, 01 Sie 2012    Temat postu:

Wiedziałam!

Swoją drogą to nie znam Arizony.. to jakaś następczyni świętej pamięci Amareny?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 16:44, 01 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
dlatego trzeba pić regularnie, z czasem się zmęczą i utoną. xd

Wmawiaj sobie ;D

Cytat:
Tak, teraz w twojej wyobraźni Maks jest jeszcze bliżej Eryka.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Śro 16:44, 01 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 22:41, 01 Sie 2012    Temat postu:

Witam was z nową relacją 2100 słów oraz 50 zdjęć

Wstałem z podłogi i patrząc przed siebie pustym wzrokiem próbowałem przypomnieć sobie, to, co działo się poprzedniej nocy. Niestety…, albo na szczęście nie pamiętałem niczego. Urwał mi się ten cały pieprzony film, a jedyną rzeczą, która została był kac, jedyne pieprzone wspomnienie wczorajszej nocy.

Kiedy tak sobie myślałem, co ciekawego mogłem odpierdolić poprzedniego wieczoru facet leżący na kanapie powoli zaczął się budzić. Otworzył oczy, usiadł i przeciągnął się. Rozejrzał wokół po czym rzucił „Wiesz, fajnie tu masz, dobre miejsce do picia”.

Widać było, że był przyzwyczajony do takiego stylu życia. Poprzedniej nocy chyba pił razem ze mną. Nie byłem jednak pewien. Nie pamiętałem niczego. I ten kac. Cholera.
Mężczyzna podszedł do lodówki, otworzył drzwi i zrobił coś potocznie nazywanego „jajecznicą po studencku”. Następnie odwrócił się i zapytał czy nie mamy czegoś do jedzenia.

Nie byłem w stanie odpowiedzieć nawet na to jedno pieprzone pytanie. Z trudem doczołgałem się do łazienki i przemyłem twarz. Spojrzałem w lustro i stwierdziłem, że nie wyglądam tak źle jak początkowo mi się wydawało. Nie byłem nawet obrzygany.

Kiedy wróciłem do dużego pokoju facet właśnie kończył wpieprzać płatki kukurydziane. Uważając by nie stracić równowagi usiadłem na krześle obok niego. I zapytałem, co właściwie się wczoraj stało… Jednak to, co usłyszałem dalece odbiegało od tego, co chciałbym usłyszeć…, dlaczego nie mogłem się po prostu upić i wrócić do domu.

Tylko… zacząłem tańczyć na rurze. Urządziłem sobie orgię z kilkoma prostytutkami. Prawie złamałem nogę skacząc z trampoliny na ziemię krzycząc „skaczę na bombę”. Obrzuciłem dom burmistrza jajami. A w akcie desperacji nagrałem Jean kilkaset wiadomości o tym, że ją kocham i ma wrócić.
W wszystkim tym towarzyszył mi oczywiście on. Jeszcze lepsze było to, że na koniec, przytłoczony samotnością zaproponowałem mu wprowadzenie się. Mieszkałem z obcym goście, którego imienia nawet nie pamiętałem… Aaaa…aaaal! (Alejandro)

Al zapytał mnie, o co w ogóle chodzi m, iż tą całą Jean. Powiedział, że nie może być tak wyjątkowa jak wczoraj opowiadałem. Żadna dziewczyna nie jest warta takiego zachodu i ciągłego pie****enia. Najważniejsi są kumple. Tym krótkim zdaniem poprawił mój nieprzeciętnie ujowy tamtego dnia humor. Wtedy uświadomiłem sobie, że mimo tego, iż znałem go dopiero od kilku godzin, polubiłem gościa. Będąc jeszcze pod wpływem hektolitrów wódki, które wypiłem opowiedziałem o wszystkim, co się wydarzyło.

Tego dnia w naszym domu pojawiła się dziewczyna Ala, niejaka Tiana. Mi osobiście ta para wydawała się strasznie dziwna. Kobieta wyglądała jakby była wampirem i miała z trzysta lat, a mój nowy kumpel przypominał przy niej niewinnego nastolatka (który nigdy nie ru**ał). Ale jak znam życie. To wszystko, to pewnie wina światła.

Niemniej byłem jednak zdziwiony, kiedy para zaczęła się kłócić. No cóż nie chcąc wsłuchiwać się w czyjeś problemy nacisnąłem słuchawki na uszy i zacząłem grać na konsoli. Powiem szczerze, że ta kłótnia nawet bez dźwięków nie wyglądała za dobrze. W przeciwieństwie do przebytych prze ze mnie i Jean nie zakończyła się również seksem. Jak widać nie znali tej wspaniałej metody rozwiązywania problemów.

Al i Tiana zerwali. Po wyjściu kobiety zapytałem, o co chodzi. Podobno zależało jej na opinii w mieście, chciała być nową szefową tutejszej korporacji, ale mając za chłopaka jego nie miała szans na tę posadę. Ja osobiście nie widziałem w Alu niczego złego. Zwyczajny facet z nieprzeciętnie mocną głową.

Nie myśląc długo złapałem stojącą na blacie obok butelkę wina i włożyłem ją w leżący na podłodze kartonik. Jean nie było dopiero jeden dzień, a ja już zdążyłem zrobić taki syf… Przyczepiłem leżącą przy śmietniku kokardę z pudełka po pierścionku zaręczynowym i wręczyłem podarunek mojemu nowemu ziomkowi.

Ten nie myśląc długo otworzył wino i rozlał je do szklanek. Z jednej strony nie powinienem… kac męczył mnie cały dzień i nic nie wskazywało na to żeby w najbliższym czasie miało mi przejść. Z drugiej za to, nie mogłem pozwolić pić Alowi samemu.

Nie zastanawiając się dłużej chwyciłem jedną ze szklanek z nektarem bogów i usiadłem obok mojego kompana. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, jakie to bycie w związku jest ujowe. Tak naprawdę nie ma to żadnego sensu, powinniśmy być wolni i bzykać każdą dziewczynę, która nam się podoba. To byłoby prawdziwe życie. Po, co mamy się ograniczać. Kobiety są nam niepotrzebne!

Biorąc do ręki kolejną szklankę napoju przesiedliśmy się przed telewizor z nadzieją, że znajdziemy jakiś meczyk. Prawdopodobieństwo było jednak znikome, nie tylko przez to, że właśnie była 2 w nocy. Kilka dni wcześniej rozwaliła nam się antena i nie dało się obejrzeć dosłownie niczego.

Zaczęliśmy wtedy grać w najstarszą grę na konsole, jaką miałem. Coś o królu lwie, nawet nie pamiętam nazwy. Jej wymagania nie były jednak zbyt wysokie, miało się po prostu skakać lwem po skałach, a nam i to szło kiepsko.

W pewnym momencie wpadł nawet Marshall, jednak po chwili wyszedł z domu. Nigdy go nie rozumiałem. Był jakiś zamknięty w sobie. Po prostu spojrzał na nas i już go nie było. Każda praca niszczy psychikę, a śledzenie celebrytów już całkiem.

Po wypiciu wina… no, kilku butelek wina. Wypiliśmy wszystko, co było w domu. Wpadliśmy na pomysł żeby pokąpać się w basenie. A jeśli robimy to już o 3.30 w nocy, to, czemu nie wskoczyć tam całkiem nago. Teraz paparazzi tego nie zobaczą (zobaczyli).

Pomysł oczywiście był Ala, dlatego też on, jako pierwszy wskoczył do wody, zostawiając swoje ciuchy przy brzegu. Jak mogłem nie skorzystać z okazji i nie schować ich. Często robiłem to Jean. Tak słodko się wtedy wkurzała i wrzucała mnie już ubranego powrotem do basenu… (To już nie wróci.)

Po odpowiednim schowaniu ubrań (w śmietniku, tam nigdy ich nie znajdzie) dołączyłem do kąpieli. Basen oczywiście musiałem zdobyć skacząc na bombę, bo kto zachowałby się inaczej po wypiciu takiej ilości wina. Alowi nie za bardzo się to spodobało, bo rozwaliłem jego perfekcyjnie ułożoną na żel fryzurę.

Chwilę później urządzaliśmy sobie zawody w nurkowaniu. Byłem w nich mistrzem, nie raz razem z Jean baraszkowaliśmy w basenie czy jacuzzi. Przez to umiałem wstrzymać oddech dużo dłużej niż niejeden płetwonurek.


Naiwny Al myślał, że wygra ze mną. Jakie było jego zdziwienie, kiedy na górę wypłynąłem kilkanaście minut po nim. Jego teoria na ten temat była prosta. Więcej wypiłem. Musiałem wychlać jakąś flaszkę na boku i przez to pływanie (a właściwie nurkowanie) szło mi lepiej.

Kiedy wyszliśmy z basenu zaczynało robić się jasno. Nagle usłyszałem odgłos odjeżdżającej śmieciarki.
- Stary, nie pie**ol, gdzie są moje ciuchy?
- Gremliny je zjadły.
- W sumie… chyba widziałem jednego.

Poszliśmy do domu i dałem Alowi jakieś swoje ubrania. Zaczęliśmy wtedy gadać o dziewczynach. Ale nie tych, z którymi byliśmy, a o takich fajnych. Powymienialiśmy się nazwiskami dobrych aktorek porno. I stwierdziliśmy, że nie ma, co siedzieć w domu. Trzeba ruszyć na miasto wyrwać jakieś dupy.

Wychodząc z domu dostałem propozycje zareklamowania miejskiej siłowni w nowym programie śniadaniowym. I wtedy spojrzałem na Ala, który krótko mówiąc wyglądał z deka jak ciota. Widać było, że nigdy nie ćwiczył.

Dlatego naszym pierwszym przystankiem przed Paradise City (where the grass is green and the girls are pretty) było nie, co inne jak miejscowa siłownia. Musieliśmy trochę przypakować. W końcu ja też nie mogłem być słabszy od byłej (która mogłaby pociągnąć 3 tiry). Ćwiczenia… ładnie to ujmując, szły nam nie za dobrze.

Wtedy do głowy wpadł mi nowy pomysł. Może i nie wyrwiemy w ten sposób żadnych dup, ale zabawimy się wiele lepiej niż tutaj, a po jednym dniu ćwiczeń rezultatów i tak nie będzie. Plan był genialny. Można powiedzieć, że na miarę prezydenta Adama. Trzeba iść do klubu zagrać i piłkarzyki i się nachlać.

Gdy tylko wpadliśmy do lokalu ruszyliśmy w stronę starego stołu z piłkarzykami. Na szczęście zainteresowanie barem tego dnia nie było duże, dlatego mieliśmy je na swoją wyłączność. To dobrze, bo w innym razie do prasy znów mogłyby trafić zdjęcia z bójki.

Jak później ogłosił menadżer klubu, zespół wieczora „niestety” nie dotarł. Al i ja mieliśmy, więc szansę na pokazaniu publice (a raczej jej braku) naszych wspaniałych zdolności. Ja zacieszałem się jak dzieciak uderzając pałeczkami, w co popadnie, a on grał na keyboardzie tak samo dobrze jak Jaś Fasola w czasie otwarcia IO w Londynie.

Wypiliśmy kilka drinków. Najważniejsza część mojego planu opierała się właśnie na piciu. Jednak dzięki zabawie, Al odciągnął mnie od tego. Tamtego wieczoru nawet się dobrze nie upiłem. Nie udało mi się utopić kolejnych smutków spowodowanych odejściem Jean. Nie udało, ponieważ ich już nie było. Pustkę po jej odejściu pomógł mi zapełnić Alejandro.

Razem ruszyliśmy na parkiet. Jak widać wypiliśmy wystarczająco dużo by mieć fazę. Wtedy naprawdę nam odpieprzało. Do dziś sam nie wiem jak zrobiłem większość tych wygibasów. Alowi szło jeszcze lepiej. Ale on nie potrafił chodzić w miejscu.




Kiedy tańczenie na podłodze stało się po prostu monotonne. Zamknęliśmy barmana w kiblu i dobraliśmy się do barku. Większa ilość alkoholu, co nie trudno przewidzieć oznaczała jeszcze większą fazę. Zaczęliśmy tańczyć skacząc po stołach i ladach znajdujących się w lokalu.

Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że jesteśmy za**biści i musimy założyć zespół taneczno-wokalny. Co z tego, że żaden z nas nie umie ani tańczyć, ani grać. Kiedyś będziemy sławni. Jak Grycanki, albo zagrozimy ludziom, że ich zjemy. Zaczną się tak bać, że każda publika będzie nasza.

Do baru przyszła nowa pani miksolog. Było widać, że wpadłem jej w oko. Do drinów zaczęła nam dorzucać jakieś pierdoły w kształcie serduszek. Mi za to ona wcale się nie podobała. Takiej jak ona nigdy bym nie zaru**ał. I pewnie nikt w promilu kilkunastu kilometrów również.

Po kilku godzinach na imprezkę wbił jeszcze Marshall, pytał czy nie widzieliśmy Eryka, bo wszędzie go szuka. Kazaliśmy mu się wyluzować. Eryk nie zając, nie ucieknie, a drink jest dobry na wszystko i powinien napić się z nami. Ten jednak tylko spojrzał na życiodajny napój i wyszedł z baru mówiąc, że chyba źle zrobiłem zrywając z Jean. A Pffffffff… Bo on się zna.

Pooglądaliśmy trochę wiadomości sportowe. Jak ktoś mógł niepoinformować Sylwii Bogackiej, że na tych IO Polacy mają spieprzyć po kolei wszystko, co się da. Biedna kobieta wyszła przed szereg i pewnie, jako jedyna wróci do kraju z medalem. Nie mniej jednak wszyscy się cieszą. Gratulujemy. Hm mmmm… Lepiej byłoby jednak obejrzeć meczyk…

Wracając do domu (przed 5 i na dodatek szliśmy, a nie czołgaliśmy się!) spotkaliśmy Aleksa. Syna miejscowego urzędnika. No w sensie, samego Pana Adama. Kiedyś chodziłem z nim do klasy. Spoko ziomek, trochę zamknięty w sobie, ale niczego złego nikomu nie zrobił.

Był z jakimś facetem chodzącym w todze (dziwak). Mimo tego, że w mieście mieszkałem od dzieciaka nie znalem go. Wyraźnie nie był zachwycony faktem, że zagadujemy Aleksa. Odwrócił się na pięcie i rzucił chłodno „Idziemy”, a Aleks pobiegł za nim. Naprawdę dziwny kolo.

Może i nie byliśmy piani, ale żadnemu z nas nie chciało się drapać na górę po schodach. Komu potrzebne jest łóżko skoro ma się kanapę i fotel. Tamtego wieczoru (a właściwie już nocy lub ranka) film urwał mi się równie szybko jak w noc po odejściu Jean. To samo było z Alem, który jakoś tak dziwnie spał, bo z otwartymi oczami. Trochę to przerażające.

Z samego rana nie chciało nam się nawet jeść. Ruszyliśmy dupy przed telewizor i zaczęliśmy wbijać kolejne levele, w Bambim: poskromcy lasu. Bo nie ma to jak gra o jelonku. Ja naprawdę nie wiem skąd te gry się biorą. Al Stwierdził, że to norma. On też nigdy nie wie skąd biorą się puste butelki po wódzie i sterty brudnych ubrań…

Od kiedy postanowiliśmy zamieszkać razem. W naszym domu panował jeden wielki burdel. Wszędzie leżały ubrania i butelki, ktoś powinien się tym zająć… Kobiety. My jednak wybraliśmy życie bez nich (nie licząc dziwek, one odwiedzały nasz dom regularnie), dlatego zabraliśmy się za sprzątanie.
Pie***lę! Zaczęliśmy wbijać kolejne levele w Bambim, chyba nie daliście się nabrać.

W między czasie w naszym domu chyba zaczaiła się jakaś zjawa. Tak przynajmniej powiedziała Alowi miejscowa cyganka spod wysypiska, dlatego popierdzieliliśmy jakiemuś pogrąży duchów sprzęt i zaczęliśmy się wygłupiać. Skończyło się na tym, że wszystkie „wspaniałe dzieła” Jean znalazły się w niebycie. Biedne fanki Zmierzchu, co one teraz zrobią.

Tego dnia zadzwoniła do mnie Denise. Pieprzyliśmy się regularnie, od kiedy Jean odeszła. Przynajmniej trochę oszczędzałem na dziwkach. Umówiliśmy się na popołudnie. Miałem ją zabrać do siebie wracając z pracy.

Jednak pod moją nieobecność stało się, coś, czego nikt nie mógł przewidzieć.
-Kim ty do uja jesteś?
- Po pierwsze nie mów do mnie w ten sposób, bo tym palcem zabiłam już 3 osoby. A po za tym bierz się za sprzątanie sku***synu, a ja sobie popatrzę czekając na Maksa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 23:21, 01 Sie 2012    Temat postu:

Jestę jasnowidzę.
Przeczuwałam, że jednak będzie dzieciak, mwahaha.
No to ten... Za dużo testosteronu kipi z tej relacji, co nie służy mojemu stanowi. Alejandrrrrrro prezentuje się całkiem nieźle, nie tak dobrze jak Eryk ofc, jednak trzyma poziom.
Maksowi naprawdę potrzeba kobiety. Ile czasu on chodził w tej samej koszulce? Very Happy
Cytat:
Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że jesteśmy za**biści i musimy założyć zespół taneczno-wokalny. Co z tego, że żaden z nas nie umie ani tańczyć, ani grać.

To bardziej taneczno-instrumentalny, czy coś, skoro mieli zamiar grać i tańczyć... Wiem, wiem, czepiam się.
Aleks wygląda jak ziomek. A Jean - kompletnie nie wiem dlaczego - zaczyna mnie powoli irytować. Co nie zmienia faktu, że nadal ją lubię.
Co tam jeszcze... Nie, to chyba wszystko. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 23:32, 01 Sie 2012    Temat postu:

Przecież mówiłem, że jest w ciąży. :P Alejandro mi się nie podoba.

Fajne, ale końcówka najlepsza. Very Happy Twoje relacje bez Jean to jak kromka bułki wrocławskiej bez masła. :C

Powrót Jean, Jean, Jean! Dzidziusiee. <3 Czyżby te słodkie bliźniaki?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 23:58, 02 Sie 2012    Temat postu:

Matryoshka,
ciąża chyba nie była trudna do przewidzenia :P
Wgl. dopiero po twojej wypowiedzi obczaiłem, że cały czas chodził w dresie. W czasie kiedy ty napisałaś, że nie zmieniam mu ubrań na innym forum usłyszałem wyrazy podziwu za częste przebieranie simów. xd
Matt,
Cytat:
Alejandro mi się nie podoba.

Chciałem Ci tu wstawić zgiń, umarnij, umrzyj, przepadnij… ale obrazek za długo się hosting uje i nie zdążyłbym przed 12.00

Spotkanie tej dwójki nie mogło zakończyć się inaczej niż kłótnią. Al nigdy nie widział Jean, nie mógł, więc wiedzieć, kim była rudowłosa kobieta, która tamtego dnia pojawiła się niespodziewanie w naszych drzwiach. Ostatecznie musiał się on zgodzić, na to by mogła na mnie zaczekać. Mimo tego, że była w zaawansowanej ciąży wyglądała na osobę, która potrafi zabić jednym spojrzeniem.

Próbował się do mnie dodzwonić, chciał uprzedzić o nieproszonym gości. Będąc w pracy miałem jednak wyłączony telefon. Zostawił mi tylko kilka(naście) wiadomości na temat tego, iż dzisiejszego popołudnia chyba nie powinienem spotykać się z Denise. Po wyjściu z roboty oczywiście nie odsłuchałem żadnej z nich, myśląc, że dzwonił tylko po to, żeby powiedzieć, że skończyła się wóda.

Wróciłem zadowolony do domu. Odłożyłem cały zapas kupionego tego dnia alkoholu na blat kuchenny i poszedłem się przebrać. Pojechałem do Denise, wprawdzie miałem ją zabrać wracając z pracy, ale kto wiedział, że będę musiał wstąpić po wódkę.

Kiedy przywiozłem ja do siebie wciąż nie wiedziałem, o tym, że Jean nieświadoma tego, co dzieje się na górze spokojnie siedzi w ogródku. Od razu zabraliśmy się do roboty, kiedy nagle do pokoju wbiegła „Ona”. Początkowo nie wiedziałem, co się dzieje. Myślałem, że zaczynam wariować. Z dołu usłyszałem głos Ala „Wybacz, Stary. Próbowałem ja powstrzymać”.

W oczach Jean stanęły łzy. Przez chwilę sama nie wiedziała, co ma powiedzieć. Początkowo wykrztusiła z siebie tylko krótkie „Aha”. Dopiero po kilku minutach niezręcznej ciszy zebrała się na coś więcej „Miałam nadzieję…, ja… liczyłam na to, że znowu możemy być… Przepraszam”. Po czym płacząc zbiegła na dół.

Chciałem biec za nią, ale Denise mnie powstrzymała. Powiedziała, że nie ma sensu tego kontynuować. Teraz i tak Jean nie będzie już chciała do mnie wrócić… Skoro wie, że nadal pieprzę się z jej byłą, najlepszą przyjaciółką. Próbowałem oszukać sam siebie, to ona miała rację.

Kiedy już skończyliśmy moja darmowa dziwka (bo jak inaczej nazwać kogoś, kto normalnie pracuje w burdelu, a tobie daje za free) powiedziała, że chce porozmawiać. Byłem zaskoczony. Nigdy nie rozmawialiśmy po seksie, zawsze po prostu odwoziłem ja do domu i umawialiśmy się na kolejne spotkaniem. Tamten dzień był jednak wyjątkowy. W każdym znaczeniu tego słowa. Denise powiedziała, że jakiś czas temu chcąc zrobić mi niespodziankę odstawiła tabletki. Teraz jest w drugim miesiącu ciąży.

Wziąłem wtedy udział w największej kłótni mojego życia. Ta kobieta była większą suką niż ktokolwiek z nas mógł przypuszczać. W czasie wymiany argumentów wykrzyczała wiele ważnych faktów. To ona wysłała cynk paparazzim, doradziła Jean, że powinna mi dopiec podrywając jakiegoś faceta i w ostateczności zniszczyła nasz związek... Tylko po to, żeby teraz móc mnie złapać na dziecko.

Denise wręcz wyleciała z naszego domu. W rozprawieniu się z nią pomogła Jean, która załamana tym, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo zamiast wrócić do domu opróżniła wszystko, co mieliśmy do picia, zagryzając wszystkim, co było w lodówce (bo dziecko musi dużo jeść). Podszedłem do niej i zapytałem czy to będzie mój synek.

Przez gardło mojej ukochanej z trudem przeszło jednak coś, czego szczerze się nie spodziewałem. „Pamiętasz tego faceta? Kiedy się upiłam zrobiłam największą głupotę mojego życia… To będzie jego syn”. Wszystko się skomplikowało. Przytuliłem Jean i opowiedziałem, o tym, co zaszło między mną, a Denise…

Oboje postanowiliśmy sobie wybaczyć i zacząć wszystko od nowa. Początkowo czułem się nieco skrępowany. Tak dawno nie było jej blisko mnie. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że wróciła. Myślałem, że to ona była tą silniejszą połówką w naszym związku, a jednak tona mięśni nie świadczyła o wszystkim. Potrzebowała mnie dużo bardziej, niż ja jej.

Wszystko szybko wróciło do normy. Kiedy to ostatni raz patrzeliśmy w gwiazdy szepcząc sobie czułe słówka? Nie pamiętałem. Zbyt duża ilość alkoholu sprawiła, że wspomnienia naszego związku były jak za mgłą. Cieszę się, że nie znikły całkowicie.

Gdy zaczęło świtać, z resztki jedzenia (tego, czego Jean nie znalazła) postanowiliśmy zrobić piknik. Wszystko stawało się dużo bardziej wyraźne. Dawne życie powracało. Pamiętam, że Jean nigdy nie umiała gotować i mimo niezmiernego wysiłku, jaki włożyła w naukę, do końca życia nie nauczyła się tego.

Chwilę później pojawił się Al. Wszystkie wspomnienia znów spowiła mgła. Była tylko impreza.
Spytał czy Jean naprawdę musiała wszystko zeżreć, bo jak można wsunąć trzy opakowania płatków popijając wódką. W jego kierunku pomknęło szybkie spojrzenie przypominające o tym, że lepiej z nią nie zadzierać. Zaczął jeść razem z nami.

Rozmawialiśmy o tym, co teraz będzie. Po powrocie Jean… Al nie był bezpieczny w tym domu (moja ukochana wciąż miała w pamięci jego wpadkę z poprzedniego dnia). Zaproponował, że może się wyprowadzić. Na to nie mogłem się zgodzić. Po moim zerwaniu z Jean sprzedał mieszkanie, żeby pomóc mi się ogarnąć. Nie widziałem swojego przyszłego życia bez niego, stał się zbyt bliską mi osobą by tak po prostu pozwolić mu się wyprowadzić. W pewnym momencie krzyknął w stronę Jean „No ku*wa! W tym domu chodzimy do łazienki, a nie sikamy gdzie popadnie!” (za co oczywiście oberwał).

Zaczęło się. Wody odeszły. Nagle nikt nie wiedział, co ma zrobić. Jak dodzwonić się do szpitala. Jak w ogóle szedł ten pieprzony numer. Zaczęliśmy skakać wokół Jean nie wiedząc, co zrobić… Do momentu, kiedy ta zdjęła buta, zdzieliła nas obu przez łeb i wsiadła na Bestię, po czym pomknęła na porodówkę.



Kilka godzin później wróciła do domu. Na rękach trzymała małego chłopca. Ten widok zarazem wzruszał i ranił do tego stopnia, że chciało się wyć z bólu. Syn Jean... jej i tego pieprzonego debila. Dlaczego to nie mogło być moje dziecko. To pieprzone życie było takie niesprawiedliwe. Al wiedział, co mówił. Ono pier**li nas wszystkich.

Wraz z narodzinami małego w naszym domu pojawił się pewien gość. Ojciec dzieciaka chciał, żeby Jean wprowadziła się do niego. Razem mogli stworzyć szczęśliwą rodzinę i dać dziecku ciepły kąt. W końcu malec musi mieć prawdziwego faceta w rodzinie, a nie takie cioty ja my. Za podważenie męskości Ala i mojej Jean dała mu w mordę.

Powiedziała, że nie chce żeby Lucjusz kiedykolwiek miał z nim jakiś związek. A jeśli jej współlokator i chłopak są ciotami. To woli te dwie pieprzone cioty, od jednego pieprzonego, zaj***ście męskiego półgłówka. Facet nie ogarnął nawet, o kim mówiła.

Jeszcze tego samego dnia zatrudniliśmy ekipę, która zajęła się remontem. Pod bacznym okien Jean (bezlitosny pracodawca) przeprowadzili renowacje w oka mgnieniu. Nie minęło kilka godzin, a nasz dom wręcz śnił nowością. Znalazły się w nim trzy nowe pokoje oraz plac zabaw dla dziecka.

Podczas wielkiego sprzątania znalazłem pierścionek zaręczynowy, który kiedyś kupiłem Jean. Myślałem, że przepadł, a jednak, leżał pod brudnym swetrem rzuconym w kuchni. Przygnieciony kilkunastoma butelkami po wódce, nie stracił dawnego blasku.

Poprosiłem ją o rękę. Teraz wyglądało to całkiem inaczej niż za pierwszym razem. Była zaskoczona… i wyraźnie speszona. W naszym życiu tyle się ostatnio działo. Wódka, wódka, wódka, powrót Jean, wieść o ciąży Denise, narodziny Lucka, a teraz zaręczyny. Każde z nas inaczej wyobrażało sobie ten okres życia.

Najlepszym sposobem o przypomnieniu sobie dawnych dziejów był seks. Dziki, szalony seks. Porządne ruch**ko, którego nie było od jej odejścia. Żadna inna dziewczyna nie potrafiła zadać tyle przyjemności, co Jean.

Lucjusz, ty mały sku***synu. Ten dzieciak był taki rozkoszny. Sam nie zrobił niczego złego, a jednak patrzenie na niego sprawiało mi ból. Dlaczego on nie mógł być moim synem. Czemu to nie ja jestem ojcem dziecka Jean. Spieprzyłem. Spieprzyłem wszystko, co mogłem.

Po porodzie Jean szybko wróciła do formy. Nie było widać śladu po ciąży. Ślady po wszystkich przeżyciach pozostały w całkiem innym miejscu, w jej psychice. Wcześniej emanowała szczęściem, miała tyle planów na przyszłość. Teraz snuła się po domu jak duch, nie mając pomysłu na to, co będzie robiła kolejnego dnia.

Kiedy w domu pojawił się kurdupel Al rzucił robotę. Stwierdził, że pomoże nam, chociaż w opiece nad dzieciakiem. Jego stanowisko nie było zbyt dobrze płatne, a my będziemy mieli chwilę czasu dla siebie. Nie mniej jednak nie chciał być ciężarem, dlatego w wolnych chwilach malował obrazy, co było dużym wyrzeczeniem, ponieważ nienawidził sztuki (z wzajemnością).

Lucek… był wyjątkowo spokojny. Jak na dziecko Jean za bardzo. Kurde. Patrząc na niego wciąż czułem bezsilność. Pieprzony kurdupel. Nawet nie dawał mi sensownych powodów żeby się na niego złościć. Al stwierdził, że nie ma niczego dziwnego w tym, że za nim nie przepadam. W końcu to pamiątka po tym, że Jean pieprzył inny facet.

Tak Al, gratulacje, bardzo mnie pocieszyłeś. Pieprzone uzależnienie od papierosów. Spalałem już 4 paczki fajek dziennie. A mój najlepszy kumpel tylko patrzył i uśmiechał się pod nosem powtarzając „Jesteś taki słaby…”. Najgorsze było to, że miał racje. Nie potrafiłem się powstrzymać od palenia.

Mieliśmy w domu dzieciaka od kilkunastu godzin, a ja już wypaliłem w jego obecności 5 paczek. Następnym razem zapamiętam, żeby dmuchać mu dymem nikotynowym prosto w twarz śmiejąc się przy tym jak opętany… Zaczynało mi odbijać.

Zaczęliśmy pić. Norma, tak było każdego dnia. Teraz jednak wszystko miało się zmienić. Jean nie pozwoli nam na upijanie się w obecności dzieciaka. Stwierdzi, że dajemy zły przykład jej synkowi. Będę wlewał temu kurduplowi wódkę do butelki. Może to zabije jego pieprzone neurony i będzie jeszcze głupszy. Jak tatuś.

Alejandro spojrzał na mnie i z uśmiechem zapytał czy mimo powrotu Jean pamiętam, co wychodzi nam najlepiej. Nie wahając się odpowiedziałem, że robienie z siebie debili jest naszą mocną stroną, są też bójki w barze czy wbijanie leveli w Bambim…

Usłyszałem tylko parsknięcie. Al podszedł do magnetofonu i włączył muzykę. Chodziło mu o taniec. No tak, nikt nie potrafi chodzić w miejscy tak jak ja. Chociaż w czasie naszych wygibasów wyszło i tak na moje(nawet tańcząc robiliśmy z siebie debili) dobrze się bawiliśmy.


Tamtego wieczoru miałem jeszcze lepszy plan na pokonaniu przytłoczenia spowodowanego pojawieniem się Lucjana (i wcale nie chodziło mi o wyjście do burdelu). Zapytałem Ala czy wie, o co mi chodzi (myślał, że o burdel). Wtedy wskazałem mu poduszki.

I tak zaczęła się bitwa, która trwała godzinami. Nie raz mieliśmy już kończyć. Nie raz któryś z nas się poddawał, by chwilę później z zaskoczenia przy***rdolić kumplowi. Dawno tak dobrze się nie bawiliśmy. A może w momencie, kiedy Jean wróciła zapomniałem o tym.




I nagle usłyszeliśmy kroki… oboje wstrzymaliśmy oddech. Z przerażeniem spojrzeliśmy na schodzącą po schodach Jean, która schodząc ze schodów trzymała w ręce poduszkę. Należało zacząć się bać, bo ten widok nie wróżył niczego dobrego.

Ja nie próbowałem uciekać, wiedziałem, co się stanie. Całkiem inaczej było w przypadku Ala. Biedak myślał, że ma z nią jakiekolwiek szanse. Uciekł do ogródka, gdzie później uderzył ją poduszką. Wyglądało to tak jakby skręcił jej kart…


Tylko chwilowo. Wściekła Jean skoczyła na niego. Przygniotła bezbronnego Alejandro do ziemi, po czym zaczęła go bić i dusić poduszką. Jej ofiara błagała o litość. Nie miała żadnych szans. Wkurzona Jean była w stanie zrobić wszystko, tak jak drapieżca polujący na ofiarę. Była jednak małe istotna różnica, która dzieliła nasz świat od świata zwierząt. Tam cel ma szansę na przeżycie, tutaj zawsze tryumfowała Jean. A Al… skończył na oddziale intensywnej opieki. Lekarze myśleli, że potrąciła go rozpędzona ciężarówka.




Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 0:38, 03 Sie 2012    Temat postu:

Krzysiu Ty ciołku mały!

Jak mogłeś to zrobić?! No jak?!
Pierwszy kop za Denise w ciąży. Co za s*ka! Chociaż przez to,że jest taką psychopatką aż tak bardzo nie znielubiłam Maksa...

Drugi kop za dziecko Jean z tym strażakiem. -.-
Marihuaen? xd A dlaczego? Na co to komu? Komu to potrzebne?!

Szczerze mówiąc poprzednie relacje były zabawniejsze. Czytając tę cały czas nasuwała mi się myśl "WTF?!". Jestem jakoś tak.. zmieszana? Sama nie wiem co o tym myśleć. Dziwnie się porobiło...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 0:54, 03 Sie 2012    Temat postu:

Ładnie, ładnie. Co wiesz z SB, miejscami miałem ochotę cię zabić. podpisuję się też pod mid. Miejscami było ogromne wtf.

Cytat:
W oczach Jean stanęły łzy. Przez chwilę sama nie wiedziała, co ma powiedzieć. Początkowo wykrztusiła z siebie tylko krótkie „Aha”. Dopiero po kilku minutach niezręcznej ciszy zebrała się na coś więcej „Miałam nadzieję…, ja… liczyłam na to, że znowu możemy być… Przepraszam”. Po czym płacząc zbiegła na dół.


za to miałem ochotę cie zakopać żywcem. Jak moznabyło doprowadzić Jean do łez.. drań.

Cytat:
Tylko chwilowo. Wściekła Jean skoczyła na niego. Przygniotła bezbronnego Alejandro do ziemi, po czym zaczęła go bić i dusić poduszką. Jej ofiara błagała o litość. Nie miała żadnych szans. Wkurzona Jean była w stanie zrobić wszystko, tak jak drapieżca polujący na ofiarę. Była jednak małe istotna różnica, która dzieliła nasz świat od świata zwierząt. Tam cel ma szansę na przeżycie, tutaj zawsze tryumfowała Jean. A Al… skończył na oddziale intensywnej opieki. Lekarze myśleli, że potrąciła go rozpędzona ciężarówka.


Mój ulubiony fragment. <33 'Czemu on nie miał cięższych obrażeń?' :|

Cytat:

Zaczęło się. Wody odeszły. Nagle nikt nie wiedział, co ma zrobić. Jak dodzwonić się do szpitala. Jak w ogóle szedł ten pieprzony numer. Zaczęliśmy skakać wokół Jean nie wiedząc, co zrobić… Do momentu, kiedy ta zdjęła buta, zdzieliła nas obu przez łeb i wsiadła na Bestię, po czym pomknęła na porodówkę.


to dobre. gamonie.

to Denise jest w ciąży? jeeeezu. Na co to komu?


jak najszybciej nowa relacja, pleeease.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Pią 0:57, 03 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 15:46, 03 Sie 2012    Temat postu:

Napisałam wyczerpujący komentarz, ale koty wyłączyły mi listwę, a co z tym idzie - komputer. :hamster_giveup:
Jean i Maks znów razem! :3 Muszą się naprawdę bardzo kochać Very Happy (albo byli po prostu do tego stopnia zdesperowani, że do siebie wrócili)
Nie wróżę temu dziecku świetlanej przyszłości z takimi rodzicami. Jeszcze ta (uzasadniona zresztą) niechęć Maksa do małego Lucjusza...
Denise w ciąży? Jeszcze lepiej... W sumie skoro pracowała w burdelu, a odstawiła tabletki, to przecież ojcem może być ktokolwiek, Maks nie powinien się tak przejmować. Very Happy
Niech sobie zrobią z Jean kolejnego dzidziusia. Co tam spaczona psychika, chciałabym zobaczyć maluszka tej pary. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 16:14, 03 Sie 2012    Temat postu:

Bóka,
normalnie do teraz boli mnie dupa, po tym jak spuściłaś mi łomot.
Cytat:
Na co to komu? Komu to potrzebne?!

Przynajmniej jest ciekawie xd
Cytat:
Jestem jakoś tak.. zmieszana? Sama nie wiem co o tym myśleć. Dziwnie się porobiło...


Matt,
w sumie nie wiem, co napisać xd
Tylko przytaczałeś fragmenty relacji. Hahaha :P
Matryoshka,
Cytat:
Jean i Maks znów razem!

W innym razie chyba bym zginął.
dzieciak z Denise akurat jest Maksa xd Tyle jak na razie chyba mogę zdradzić.

Cytat:
Niech sobie zrobią z Jean kolejnego dzidziusia.




Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 17:00, 03 Sie 2012    Temat postu:

Wiesz, naprawdę lubię twoje relacje, bo hm... "burzą system." Są inne. Jakby wciąż balansowały na granicy, której umownie się nie przekracza. To jest w nich pociągające. Jednak monotematyczność charakterów bohaterów z czasem robi się trochę męcząca... Można mieć wrażenie, że w tym "twoim" simowym świecie istnieją tylko ludzie, którzy mają problemy z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, cierpią na chroniczne kace i mają wyjątkowo doskwierający problem nimfomanii... Nawet Chamique i jej mąż "Jestem z włoskiej telenoweli" jakoś mi tego spojrzenia nie poprawiają, ponieważ byli tylko poboczni, ich charaktery, nazwałabym to, nie były dopracowane na tyle, by zapisali się głębiej w relacjach...

Cytat:
Po, co mamy się ograniczać. Kobiety są nam niepotrzebne!



Cytat:
Kilka dni wcześniej rozwaliła nam się antena i nie dało się obejrzeć dosłownie niczego.

Co ty gadasz, to mi wygląda na iście cudowny obraz kogoś miaru Jacksona Pollocka. Ta technika! Te kolory, ich intensywność, zamierzone połączenie tak bogate w smak! Doprawdy niedościgniony pomysł! Symbolika gra światła i cieni nadaje dziele tajemniczy klimat. Ta atmosfera, doprawdy, rodem z najwyższych sfer zarówno kulturalnych, jak i psyche ludzkiego umysłu! Dynamizm zawarty w asymetrycznych liniach wzmaga tylko poczucie niepokoju, które wywołuje obraz. Dramatyzm jaki mamy tutaj przedstawiony, zapewne ma na celu uświadomienie nam pozorności trwałości ludzkiego życia, pewnie przyzna mi pan rację?

Sorry, brakuje mi moich interpretacji obrazów na polskim. :P


W sumie to nawet niezły pomysł, że człowiek aka "wyglądam na seksownego geja" wprowadził się do Andy'ego, to znaczy Maksa. Ale z czasem, gdy zaczęła rozwijać się akcja, moja sympatia do niego zaczęła raczej maleć. Jest taki sam... Staram się w nim dostrzegać coś wyjątkowego, pociągającego, ale zostaje mi tylko odcień jego skóry i czarna czupryna. Jest po prostu debilem. :| I wygląda tak zniewieściale z tym fochem na Jean...

Billie Jean is not my lover
She's just a girl who claims that I am the one
But the kid is not my son

Wziąłeś pomysł z piosenki Jacksona?

W sumie jak Billie mogła zrobić to temu facetowi? Jak mogła mu zabrać dzieciaka i tak po prostu zabronić mu się z nim widywać? Natomiast pozostawić niemowlaka w domu dwóch alkoholików, wypalających fajkę (i kto wie co jeszcze?) za fajką. Poza tym, mam nadzieję, że rozumiesz jak nazwałeś Billie, nazywając jej dzieciaka "sku***synem"? I on się jej oświadcza... Jaka patologia. Pięć paczek dziennie to nawet dla Maksa jest za dużo.

Cytat:
A Al… skończył na oddziale intensywnej opieki.

Chodziło ci o Oiom? Oddział intensywnej terapii? Ze słowem "opieka" połączonej z innym słowem "intensywna" to zabrzmiało jakby zabrali go do strzeżonego szpitala psychiatrycznego, gdzie codziennie szprycowaliby go lekami, nazywając to "opieką".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 15, 16, 17, 18, 19, 20  Następny
Strona 16 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin