Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Maks [21.08.12]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19, 20  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 15:12, 10 Sie 2012    Temat postu:

Bardzo fajne, świetne.

wcześniej był BARDZO wyczerpujący komentarz, ale nie zapisał się pod twoją relacją. szkoda. :<


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 23:24, 10 Sie 2012    Temat postu:

Matryoshka,
tak, sielanka. xd Szczerze, to na razie chyba nic nie będę psuł.
Mi też podobała się niedziela.
Wgl. w piasku jest pełno psich kup, i małe dzieci to jedzą, to straszne. (to prawda )
Niestety Al był naprawdę stary jak znalazłem go na mieście, zestarzał mi się bez żadnych tortów czy czegoś w momencie kiedy Maks stał się dorosłym.
Cady,
oczywiście, że lubię długie komentarze.
Dziękuję za porównanie <3
Marshall pojawiał się na krótko, może w całej relacji 3 zdjęcia, bo ciągle mi uciekał.
Wgl. ledwie udało mi sie ocalić tę gejowską fryzurę, jak szukałem dodatku robiącego błąd ocaliłem ją w ostatniej turze. A już myślałem, że przepadnie. Wgl. czemu ona jest gejowska?
mat,
dzięki za komentarz xd


Jean podeszła bliżej i odciągając mnie od lustra zamknęła mi usta pocałunkiem. Niezawodny sposób na problemy i poprawienie humoru. Ten dzień nie mógł być bardziej ch*jowy, lecz jego zakończenie zapowiadało się całkiem ciekawie. Niestety to tylko rozmowa, wiedziałem, że nie uda mi się od niej wymigać.

Po chwili w moim kierunku padła masa argumentów przemawiających za przeprowadzką. Lepsza lokacja, możliwość wysłania chłopców do bardziej prestiżowych szkół oraz spokój od fotoreporterów. No… po za tym. Jesteśmy już starzy, powinniśmy zacząć myśleć o przyszłości. Jeśli nie swojej to przynajmniej Denisa i Lucjusza.

Kolejne były rzeczy przemawiające za ślubem… i może, za wspólnym dzieckiem. Rozmowa, którą przed chwilą zakończyła moja ukochana dotyczyła naszego ślubu. Jedno z wydawnictw było w stanie pokryć wszystkie koszty związane z uroczystością oraz zapewnić kopię naszego domu w niejakim Twinbrook, jedynym warunkiem stawianym przez magazyn było zezwolenie na ukazanie w nim pierwszych zdjęć młodej pary.

Nie do końca świadomy tego, co robię, zgodziłem się. Z jednej strony historia Alejandro dała mi do myślenia, z drugiej decyzję podleliśmy zbyt pochopnie... Nie należy jednak zapominać o tym, że byliśmy razem przez ostatnie dziesięć lat.

Hmmm… Przeprowadzka była dobrym pomysłem. W czasie rozstania oboje zniknęliśmy z pierwszych stron gazet, nie było nami tak dużego zainteresowania jak wcześniej. Niestety, po powrocie do siebie w gazetach wciąż pojawiały się coraz to nowe, niezbyt pochlebne artykuły, na temat romansów, zdrad i nieślubnych dzieci.

Nie mieliśmy nawet czasu, by pożegnać się ze znajomymi. Już następnego dnia przed naszymi drzwiami miała stanąć ekipa odpowiedzialna za przeprowadzkę. Zadzwoniłem do Eryka i zaprosiłem go na wódkę, w końcu trzeba opić mój ślub i łyknąć coś pożegnanie, chyba już nigdy się nie spotkamy.

Wziąłem butelkę (no, nie tylko jedną) najstarszego (i najdroższego) wina, jakie było w miejskim komisie. Powoli zacząłem je rozlewać i zastanawiać się czy te dwie skrzynki, które kupiłem wystarczą. W końcu, będziemy musieli upić się za wszystkie czasy.

Każdy z nas wziął swoją szklankę i zaczęliśmy rozmowę. Nie wiedziałem jak mam to zacząć. Nigdy nigdzie nie wyjeżdżałem, nie musiałem się z nikim żegnać… na zawsze. Zostawienie za sobą tak dużego kawałka życia nie było łatwe. A jednak, Jean nie miała z tym żadnych trudności, jak dawniej opuściła rodzinny kraj, tak teraz zostawiając za sobą wszystko, przeprowadzała się do miasta na drugim końcu kraju.

Kiedy trochę wypiliśmy Eryk powiedział, że nie pojadę sam… On pojedzie ze mną. W sumie. I tak niczego tu nie ma. Marne mieszkanie w bloku nie jest czyś, co wciąż będzie trzymało go w tej norze. Spojrzałem na Ala. Z nim mogło być gorzej, mieszkał z nami, a po wyprowadzce dom został przeznaczony do wyburzenia.

Mój najlepszy kumpel tylko obrócił się na krześle i patrząc na szczątki swej ukochanej zapytał:
- To, co? Jedziemy Nicol? Możemy to uznać za naszą podróż poślubną, wcześniej nie było na to czasu.
Tak, to było bardzo dziwne.

Eryk zaczął się śmiać. Wypomniał Alowi, że ten gada z kupą kości. Niech wyrzuci ten stary, szkolny szkielet i zacznie zachowywać się jak dorosły, bo chyba wciąż żyje w świecie wyimaginowanych przyjaciół. Nawet nie zdążyłem powiedzieć, że ma ogarnąć.

Alejandro rzucił się w jego kierunku. Musiałem ich uspokajać (z pozycji siedzącej, za dużo wypiłem żeby utrzymać równowagę). Porównywanie Nicol do szkolnej lalki nie było zbyt rozsądne, ale gdybym nie znał całej historii pewnie zachowałbym się podobnie do Eryka. Skąd chłopak miał wiedzieć, że to prawdziwe szczątki. Tak, trzymaliśmy w domu kości ukochanej Ala. Wszyscy byliśmy poje*ani.

Na szczęście, dzięki mojej interwencji wszystko się wyjaśniło. Alejandro i jego ukochana zostali przeproszeni, po czym wróciliśmy do picia. Rozmowa zakończyła się krótkim „Do jutra”. Niby żadnego z nas zbyt wiele nie łączyło z tym miastem, niczego tu nie zostawialiśmy.

Ale było trudno wyjechać.
Gdy tylko jakoś doczołgałem się do garażu wsiadłem na moją bestyjkę (nie ma, co się bać, już utrzymywałem równowagę… trochę), a następnie ruszyłem obejrzeć miasto ostatni raz. Na koniec wycieczki stwierdziłem, że nie żałuję. Zamykałem jeden z rozdziałów życia (na szczęście wraz z nim kończyłem z tą starą prowadzącą). W kolejnym wydarzyć miało się coś wiele lepszego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hipstęł dnia Pią 23:29, 10 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 23:29, 10 Sie 2012    Temat postu:

Po wielu godzinach drogi dotarliśmy na miejsce. Byłem wykończony i umierałem z głodu, na pierwszy rzut oka było widać, że schudłem. Wyglądałem tak jak te biedne dzieci z Etiopii, ale musiałem iść obejrzeć miejsce swojego ślubu… Zdecydowanie bardziej wolałem odwiedzić McDonalda.

Jean była zachwycona. Powiedziała, że zawsze o czymś takim marzyła. Tak właśnie wyobrażała sobie swój ślub. A ja… nigdy nie zastanawiałem się nad ożenkiem, myślałem, że mam jeszcze wiele czasu. Moim zdaniem… Najważniejsze było to żeby na przyjęciu nie zabrakło wódki, tak, to był mój priorytet.

Chcąc dbać o dobro gości ruszyłem do braku. Chciałem przetestować tutejszego barmana, zamówiłem, więc wszystkie drinki i zacząłem pić. W pewnym momencie podeszła do mnie dziewczynka i zapytała, co robię. No… Powiedziałem, że piję drink(i)a. „Strasznie dużo pijesz”. No, czego ona mi nie powie.

Wokół krzątało się pełno ludzi. Każdy dbał o to, aby impreza była jak najbardziej dopracowana. Nie mogło zabraknąć niczego. W ich otoczeniu Jean czuła się jak prawdziwa królowa, byli tam by spełniać każdą jej zachciankę. Zdecydowała się w końcu na sprzedaż zdjęć ze ślubu w zamian za PERFEKCYJNE wesele. Współczułem tym ludziom.

Usiedliśmy na jednej z ławek przeznaczonych dla gości. Już za parę dni mieliśmy się stać państwem Wieczorek. To tak cholernie dziwne, jak to brzmi „Jean i Maksymilian Wieczorek”. Bycie razem w dużym stopniu różni się od małżeństwa. Każde z poprzednich zobowiązań… Nie byłem na to gotowy.

Ale zgodziłem się, dla Jean. W tym niewielkim miasteczku mieszkało wielu jej fanów, wciąż prosili o autografy i robili zdjęcia. Książki mojej ukochanej w tej części kraju zyskały ogromna popularność. A ja… byłem kojarzony, jako facet z TV TRWAM przez starszą publiczność, jak widać nie tylko ona była tu sławna.

W czasie przygotowań na miejscu imprezy pojawiła się miejscowa reporterka. Z uwagą notowała wszystko, co działo się wokół, następnie przeprowadziła mały wywiad z Jean. Kobieta… dziwnie wyglądała, ale jak widać taka specyfika tutejszych celebrytów.

Moja ukochana chętnie zapozowała do wszystkich zdjęć. A następnie dodała. „Tam jest dodatkowe miejsce dla gościa z redakcji. Robi zdjęcie i siada z dupą jak inni weselnicy, jeśli zepsuje najpiękniejszy dzień mojego życia, długo nie pociągnie. Kapujesz? Zapisałaś to sobie?”.

Telefony nigdy nie milkły. O pierwsze zdjęcie młodej pary ubiegały się wszystkie magazyny z modą. W drugiej kolejności prawo do publikacji zdjęć otrzymała „Pani Domu”, która za fotografię zaproponowała zawrotną kwotę 20mld $. Cały dochód ze sprzedaży miał być przeznaczony na biedne dzieci, skończyło się na tym, że trzeba było pokryć koszta zniszczeń powstałych w czasie wesela.

Po przeprowadzce do nowego domu… Denis i Lucjusz wciąż nam uciekali. Nie rozumieli, że tak jak w poprzednim mieście nie mają wychodzić za ogrodzenie sami. Ostatnio znaleźliśmy ich w okolicach miejskiego szpitala na drugim końcu miasta (w akcję poszukiwawczą było już zaangażowane FBI).

Ślub się zbliżał, a my przestaliśmy ogarniać, co jest rzeczywistością, a co tylko omamami spowodowanymi brakiem snu. Wykończeni już nie tylko opieką nad chłopcami, ale i przygotowaniami sypialiśmy po 3 godziny lub ciągnęliśmy przez kilka dni na kawie. Kiedy dodatkowo NIK zapowiedziała złożenie nam wizyty wszystko się skomplikowało.

Matka Jean była w mieście i planowała nas odwiedzić. Tamtego dnia wszystko musiało być perfekcyjne. Moja ukochana zaczęła ćwiczyć by zgubić zbędne kilogramy po poprzedniej ciąży (niczego tam nie było) i żeby, aby na pewno zmieściła się w sukienkę ślubną.

Ja przeprowadziłem akcję „sprzątanie”, by cały dom lśnił czystością. Podobno babcia mimo podeszłego wieku, wciąż miała świetny wzrok. Nie ma to jak sanepid w domu na dwa dni przed weselem. Serdecznie polecam, Maksymilian Wieczorek.

Al przebrał chłopców w czyste, wyjściowe ubranka, po czym prędko ewakuował się z domu. Nie chciał mieć niczego wspólnego z matką Jean. W końcu, jeśli choć w pewnym stopniu przypominała córkę mogła pozbawić go jedynek, za pierwszy lepszy tekst.

Moja (jeszcze) narzeczona zabrała się za gotowanie lunchu. Nie szło jej zbyt dobrze, może, dlatego, że w nerwach przed wizytą matki… Nie była zdolna włączyć kuchenki i zrobić nawet pieprzonej pizzy z biedronki. W tej samej chwili Lucek zarzygał swoje wyjściowe ubranko. Nasza sytuacja nie wyglądała dobrze.

I nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zaje*iście.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 14:04, 11 Sie 2012    Temat postu:

Matka Jean ma brzydkie ubranie. xD

Fajna relacja, nie powiem. Łatwo i przyjemnie się ją czytało (żadnego wulgaryzmu, szalejesz!), miejsce na ślub.. jest jak z bezludnej wyspy, co nie zmienia faktu że postarałeś się. Jako, że jestem fanem Twinbrook, cieszę się z ich przeprowadzki. I w relacji pojawił się Eryk, rewelacja! Razz Gadanie do szkieletu było mocne. xd

[link widoczny dla zalogowanych]
Hmm... spała z Alem?

(cd. oczu z twojej gry.. to nie mogą być z podstawki! Mają poprzyciemniane białka, takie.. inne są ;P )


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 16:51, 11 Sie 2012    Temat postu:

Eryk... :hamster_beautiful:
No, to ten... Szkielet ukochanej w pokoju? Takie rzeczy tylko u ciebie. Very Happy Pominę, że to trochę niesmaczne, a Nicol średnio się komponuje z wystrojem. Oni są porąbani... Ale to fajnie. Very Happy
Krzątanina przed ślubem i panika na wieść o przyjeździe matki Jean zdecydowanie na plus. Ciekawe, czy staruszka okaże się tak koszmarna, jak wszyscy się spodziewają. Ma przecież taką sympatyczną buźkę... ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 17:43, 11 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Wgl. czemu ona jest gejowska?

Ponieważ wygląda jak fryzura Andy'ego Warhola. :P

Szczerze mówiąc irracjonalne decyzje twoich bohaterów są trochę irytujące... Ale obiecałam sobie, że nie będę na nie narzekać w tym komentarzu. Mam nadzieję, że w tym wytrwam. Fighting~!
Ta dziewczynka, która podeszła wtedy do Andy'ego, to znaczy Maksa, mówiąc, że za dużo pije, przypomina mi tą z reklamy "(...) A zielony? A niebieski? A czerwony? A różowy? (...) Strasznie dużo jesz". xd Zdziwiłam się dlaczego nie są przebrani w bardziej uroczyste stroje, i dopiero po chwili dotarło do mnie, że tylko "testują" miejscówkę... Brawo dla mnie. Oho, a na koniec wpadła matka Billie (sorry, naprawdę nie lubię imienia Jean, dlatego będę nazywać ją Billie, od Billie Jean. :P Ciekawe co za piekiełko wprowadzi ta pozornie poczciwa i pocieszna staruszka...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 17:44, 11 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 23:24, 11 Sie 2012    Temat postu:

Mat,
bo nie mam ubrań dla starych ludzi
Bo to jest motyw bezludnej wyspy!
Nie wiem czy z nim spała, możliwe... xd
+ to oczy z podstawy na 100%
Matryosha,
teraz jeszcze więcej Eryka xd
Cytat:
Takie rzeczy tylko u ciebie.

Ciesze się :P
Cyc,
lubię cię irytować, więc to chyba dobrze.
Wiem, to z reklamy :P
Mów na Jean jak chcesz ;)
Liczyłaś na tak szybki ślub? Jeszcze ta i kolejna relacja, czekaj xd

RELACJA SPESZYL FOR CYC

Jean szybko pobiegła do drzwi i przywitała się z matką. Kobiety nie widziały się od kilkunastu lat. W przeciągu tego czasu obie bardzo się zestarzały. Tylko chwilę patrzyły na siebie, następnie rzuciły się sobie w ramiona i zaczęły ściskać na wzajem. Normalnie jak końcowa scena z jakiejś Hollywoodzkiej mega produkcji.

Gdy schodziłem na dół przebrać Lucjusza, matka mojej ukochanej już krzątała się po dużym pokoju, sprawdzając czy w żadnym zakamarku domu nie ma, choć jednej drobinki kurzu. Jej spojrzeniu nie mogło umknąć dosłownie nic.

Nigdy nie poznałem mamy Jean. Podszedłem do niej i nieśmiało się przedstawiłem.
- Dzień dobry. Jestem Maks, pani przyszły zięć.
- Boże, jakie szczęście mnie spotkało, że Jean się żeni. Ja już myślałam, żeby jej kupić kota, bo nic nie zapowiadało, że kiedykolwiek znajdzie męża. A tu jej się taki porządny mężczyzna trafił. Czy ja cię nie widziałam w TV TRWAM?!

Kobieta przedstawiła się, jako Eleonor. Sprawiała wrażenie sympatycznej i zarazem odrobinę dziwnej. Każde zdanie rozpoczynała od „Boziu kochana”, „Słodka panienko” czy innego podkreślającego jej głęboką wiarę wyrażenia.

Gdy rozmawiałem z moją przyszłą, całkiem sympatyczną teściową, Jean kończyła gotować. Właściwie to już tylko modliła się o to, żeby obiad smakował jej matce. Nie wiem, czemu się tak przejmowała, Eleonor sprawiała wrażenie bardzo sympatycznej kobiety.

Moja narzeczona wraz z matką usiadła na kanapę i zaczęły jeść przygotowane wcześniej naleśniki. Wtedy zauważyłem, że relacje między tą dwójką nie są zbyt dobre.
- Kochanie, dlaczego te naleśniczki są słone. Boże kochany, czyżbyś JESZCZE NIE NAUCZYŁA SIĘ GOTOWAĆ?.
- Mamo, oczywiście, że umiem gotować, są dobre. Może na starość COŚ CI SIĘ POPRZESTAWIAŁO, znam dobrego lekarza, mogę umówić cię na wizytę.

Każda, z pozoru sympatyczna wypowiedź zawierał ukryty przekaz. Wolałem nie wtrącać się w relacje między Jean, a jej matką. Poszedłem na górę po Denisa, a następnie dałem mu porcję zmielonych naleśników. Pojawienie się kolejnego wnuka nie uszło uwadze babci.

Nie chcąc przeszkadzać bąblowi w jedzeniu, podniosła siedzącego na podłodze Lucjusza i zapytała czy zrobimy jej zdjęcie. Ta wredna sąsiadka wciąż chwali się fotografiami swoich wnuków, spojrzała na Jean i zapytała czy pamięta jakąś z dziewczyn mieszkających w sąsiedztwie. Podobno miała teraz siódemkę dzieci, a jej matka opowiadała wszystkim, o tym jak wspaniale być babcią.

Z pozoru sympatyczna kobieta. Zaczynała denerwować, była idealna, za bardzo. Wspaniała babcia, dobra teściowa, kochająca matka. A we wszystkim jednak wydawało się kryć coś podejrzanego. Po wszystkim okazało się, że to tylko głupie odczucia, a Eleonor z natury jest sympatyczną kobietą.

Kiedy tylko Denis skończył jeść swój obiad, moja narzeczona wzięła go na ręce i już chciała położyć go spać (miała nadzieję, że matce umknie, jego specyficzny kolor włosów). Kobieta zagrodziła jednak drogę i powiedziała, że tego wnuka jeszcze nie poznała (i nie ma z nim zdjęcia).

Wzięła szkraba na ręce, przytuliła go do siebie i zapytała, po kim odziedziczył ten słodki kolorek włosów (to nie mogło umknąć niczyjej uwadze, fioletowe włosy). Chciałem wszystko wyjaśnić, nim jednak zdążyłem otworzyć usta Jean powiedziała, że to po mojej matce, moja rodzina ma z natury bardzo specyficzne kolory włosów (to nie moje włosy były czerwone).

Do końca wizyty moja ukochana siedziała sztywno na fotelu i tylko odpowiadała na kolejne pytania rodzicielki. Dobrze przygotowała się przed jej wizytą, miała odpowiedź na każde z „trudnych” pytań dotyczących naszego życia prywatnego.

Eleonor pobawiła się trochę z wnukami, obejrzała dom i dopytała o szczegóły związane z ceremonią. Przed jej przybyciem wysprzątałem cały dom, niestety nie zauważyłem leżącej przy schodach butelki po wódce. „O Boziu kochana! Wy mi tu wnuki rozpijacie od najmłodszych lat, jak wam nie wstyd.” Po czym wzięła butelkę ze sobą i w drodze powrotnej sprzedała za kaucją.

W czasie wizyty w naszym domu babcia nabawiła się pewnych problemów zdrowotnych. Żartując sobie powiedziała, że Jean próbowała ją otruć, czego moja narzeczona… Nie odebrała, jako dowcip, a obrazę. Po chwili, i ona zaczęła rzygać tęczą, więc nie była zbyt zainteresowana dąsaniem się.


Po południu odwiedziłem Eryka, który po przeprowadzce napotkał pewne problemy ze znalezieniem domu. Nikt w mieście nie chciał aktualnie sprzedać działki. Mój kumpel zmuszony był do wynajęcia pokoju u jakiejś starszej kobiety.

Przez jakieś pół godziny opowiadał o tym jak straszna jest jego współlokatorka. Podobno wyglądała jak dinozaur i miała obwisłe cycki, a na dodatek zabraniała mu sprowadzania do domu znajomych, bo pod jej dachem ludzie bez śluby bezwstydnie seksu nie będą uprawiali.

Nie mogła być taka zła jak opowiadał Eryk. Stwierdziłem, że należy się przywitać z gospodynią domu. Krzyknąłem głośno „dzień dobry”. W odpowiedzi usłyszałem znany mi już skądś głos.
- O Boziu, nie mówiłam ci, żebyś sobie kolegów na seks nie sprowadzał, ja wiedziałam trzeba było wynająć ten pokój tej studentce.

Na korytarzu pojawiła się moja przyszła teściowa. Z trudem podeszła do mnie, podpierając się laską, zmrużyła oczy i spytała czy długo nam to zajmie, bo na czwartą jest umówiona z koleżankami na partyjkę brydża. Po chwili jednak chyba ogarnęła, że nie jestem zwykłym kolegą Eryka, a jej przyszłym zięciem.

Ze zdziwieniem zapytałem, od kiedy mieszka w tym mieście. Powiedziała, że za jej czasów każda szanująca się kobieta miała domek letniskowy, a ona nawet 5 (musiała być lepsza od sąsiadki). Spytała czy przyszedłem ja odwiedzić, bo nawet nie upiekła ciasteczek cytrynowych. Było jej z tego powodu strasznie przykro.

Wyjaśniłem jednak, że właśnie składam wizytę swojemu kumplowi. Zszedłem do jego pokoju (który znajdował się w piwnicy). Eryk mówił, że jego pokój nie jest idealny… no, ale w momencie, kiedy po podłodze przeleciał szczuroluch, to była przesada.

Chwilę później mój kumpel dołączył do mnie. Musiał odbyć bardzo ważną rozmowę z właścicielką domu. Powiedziała, że jeżeli dalej będzie sprowadzał do jej domu chłopców to od przyszłego tygodnia mieszka w kartonie. Poprzedniego dnia odwiedziny złożył mu Al. Eleonor myślała… w sumie nie wiem, co ona sobie wyobrażała.

Skoczyłem na łóżko i zaczęliśmy gadać. Eryk był załamany, ale przynajmniej materac był miękki. Spytał czy nie znalazłoby się w naszym domu jakieś wolne miejsce. Niestety, ostatnimi czasy było ciężko. Jean i ja, chłopcy, Alejandro, i Nicol. W sumie mógłby spać z Alem, ale ten spał razem z kościotrupem.

Po kilku minutach, w piwnicy pojawiła się Eleonor. Chyba nie miała w zwyczaju pukać, no cóż była w swoim domu. Można jej to wybaczyć. Spojrzała dziwnie na nas obu i po chwili zamyślenia (starość) dodała „Boże kochany! Widzę, że robi się gorąco, ja nie będę przeszkadzała, ale jak możesz to robić Jean. Ja wiedziała, że to wszystko zbyt pięknie wyglądało. Ja widzę, że wy…”.

„Tak, właśnie mieliśmy się pieprzyć.” To jedno zdanie sprawiło, że do końca wizyty mieliśmy spokój od mojej przyszłej teściowej, a Eryk już następnego dnia dostał wypowiedzenie mieszkania (na szczęście udało nam się przebłagać matkę Jean). Postanowiliśmy obejrzeć meczyk.

Eryk wciąż liczył na to, że w najbliższym czasie Eleonor nie wywali go na zbity pysk. Stwierdził, że będzie oglądał telewizje z bezpiecznej odległości. Nie chciał się zbytnio narażać. I tak miał już przesrana, niedługo w domu pojawią się kamery śledzące każdy jego ruch, gości, a przede wszystkim łóżko…

Wzięliśmy, więc poduszki i urządziliśmy wojnę. Niestety naszej uwadze umknął fakt, że żadna z nich nie należała do Eryka, później wróciły do domu całe zabłocone (biegaliśmy po całych bagnach otaczających Twinbrook) i podarte.

Pod naszą nieobecność moja ukochana, przyszła teściowa wykonała dla nas wspaniały prezent ślubny. Posąg przedstawiał dwa pieprzące się stworki, jej zdaniem miała to być aluzja odnosząca się do faktu, że narzeczony zdradza jej jedyną, ukochaną córkę ze swoim najlepszym kumplem (dla mnie to było coś związanego z pedofilią, ten jeden był dużo mniejszy od drugiego).

Eleonor nie sprawiała już wrażenia tak sympatycznej jak wcześniej. Tego dnia miałem urządzić wieczór kawalerski. Z trudem dostałem się do domu (żadnego środka transportu miejskiego, pieprzone miasto) i zamówiłem wódkę na imprezę.

Jean akurat kładła chłopców spać, stwierdziła, że i ona ostatniego dnia przed ślubem chce się zabawić. Postanowiła urządzić niewielki wieczorek panieński, więc mamy się zwijać i nie wracać zbyt szybko, bo pewnie nie będziemy chcieli oglądać tego, co będzie działo się w naszym domu. Cycki.

Spojrzałem n Ala i zapytałem czy jest już gotowy. Ten jakby nigdy nic siedział sobie w fotelu i oglądał wiadomości. Po chwili z spokojem zapytał czy wiemy, że ślub jest za dwa dni, a zaplanowane imprezy dopiero jutro. YAFUD, a ja już zapłaciłem za dowiezienie tego dnia wódki do lokalu.

Wieczorem moja narzeczona przejrzała nową gazetę. Każdy artykuł, który się w niej znajdował dotyczył nas. A konkretniej naszego śluby. Niektóre naprawdę były idiotyczne „Wiemy, jaki kolor będzie miała sukienka panny młodej” oraz „Czy na ślubie pojawi się młoda para?” zwalały z nóg.

Dzień przed ceremonią na nasze konto wpłynęły opłaty za możliwość udostępnienia zdjęć w kolejnych wydaniach magazynów. Jean, jako nowa Pierwsza Bizneswoman Twinbrook postanowiła to dobrze zainwestować. Została właścicielką miejscowej księgarni imienia Jean Jenkins-Wieczorek oraz biura maklerskiego.

Chcąc mieć również pewność, że wszystko jest tak jak należy odwiedziła miejsce ceremonii. Ludzie wciąż ciężko pracowali nad wystrojem. Właśnie ściągano z allegro ostatnie ozdoby ślubne. Miało być perfekcyjnie.

Ale nie było. Wstążki przy ławkach dla gości były białe a nie kremowe! To mogło wpłynąć na los całego ślubu. Moja ukochana od razu rozpoczęła kłótnie z facetem, który zarządzał tym wszystkim. Na koniec rozmowy dodała dowcipnym tonem „I pamiętaj, jeśli tego nie zrobisz możesz zginąć”. Mężczyzna zaczął się śmiać. Nie powinien. To nie był żart.

Przygotowując się do wieczoru kawalerskiego ćwiczyłem sim-fu. Godzina rozpoczęcia imprezy szybko nadeszła. Wbiłem się w swój szałowy, dziwny strój i pojechałem do małej, miejscowej spelunki, w której miała się odbyć największa biba, jaką kiedykolwiek widziało to miasto.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hipstęł dnia Nie 0:34, 12 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 1:16, 12 Sie 2012    Temat postu:

Zacznę od tego,że zauważyłem, że od paru relacji Jean jest tak samo ubrana.. celowe? xd Teściowa sprawia wrażenie sympatycznej babuni, ale jak na twoja rodzinkę przystało musi być lekko szurnięta. relacja bardzo krótka, i nie za bardzo jest co pisać.. czekam jutro na następną

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 11:02, 12 Sie 2012    Temat postu:

Chciałam nadrobić relację, a okazało się, że doszło jakieś 10 ^^ Ciesze się, że Maks i Jean biorą ślub. I ta jedyny w swoim rodzaju ze względu na ich styl bycia. Uwielbiam Jean Maluchy są przesłodkie. Fajnie, że Denis "przyjął" się w rodzinie. Rozczulające jest to jak Al traktuje chłopców. Prawie jak własne dzieci. Ale biorąc pod uwagę jego przyszłość nie ma się co dziwić. W Twojej rodzince nawet spanie z kośćmi wydaje się jakieś takie na porządku dziennym, ciekawą atmosferę stworzyłeś ^^ Eleonor mnie rozbraja na każdym kroku. A interpretacja jej rzeźby... padłam Biedny Eryk. W starym mieście nic go nie trzymało, ale teraz pewnie chętnie by tam wrócił Trzymam kciuki, żeby jakoś nauczył się znosić dziwactwa staruszki. Nie mogę się doczekać opisu ślubu. Chociaż wieczory panieński i kawalerski pewnie też będą boskie. Miałam do przeczytania sporo tekstu, a i tak na końcu żałowałam, że to już. Ciężko mi się było oderwać. Masz też chyba coraz lepszy styl pisania. Spodziewam się, ze szybko pojawi się kolejny tekst, więc mówię tylko, że nie mogę się doczekać

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:06, 12 Sie 2012    Temat postu:

Mama Jean jest.. cóż zwykłym moherem. Ale mimo wszystko polubiłam ją. Właściwie to dobrze, że Jean i Maks nie powiedzieli jej prawdy o chłopcach, bo pewnie dostałaby zawału.
Jean wymiotuje... czy to już czas na trojaczki?!
To trochę dziwne, że Eryk przywlókł się za nimi do Twinbrook. ;p Nie było widać, że są aż tak zżyci. Ehehe, może tak na prawdę on jest gejem i podkochuje się w Maksie? :hamster_inlove:
Podoba mi się to napięcie przed ślubem, te wszystkie przygotowania i wybuchowa Jean, która próbuje to wszystko ogarnąć.
Swoją drogą dziwnie to wygląda, gdy nosi okulary w domu xd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 15:33, 12 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Cyc, lubię cię irytować, więc to chyba dobrze.

Eh, to jakiś patologiczny związek, bo na dłuższą metę mi to nie przeszkadza...

Cytat:
Mów na Jean jak chcesz ;)

No dobra, więc tak dla ogarnięcia obecnej sytuacji:
Jean - Billie
Maks - Andy
Emma - Chamique
Al - Latynos
Eryk - Koleś z oliwkową cerą

Niepotrzebnie pisałeś mi wczoraj w nocy, że dostałam od ciebie dedykację... Śniło mi się, że ją czytałam i natrafiłam w pewnym momencie na fragment gdzie Andy, to znaczy Maks i Koleś z oliwkową cerę byli przedstawieni w wyuzdanych strojach i hm... dość erotycznych pozach. A ja ci jeszcze dodałam komentarz, że powinno się ciebie uhonorować za ten czyn. Oh God.


Co tyczy się matki Billie... *jęk* Eleonor? Dlaczego ze wszystkich imion musiałeś wybrać imię simki Wodza, która wystąpiła w ostatnim wydaniu simowej gazety? Eh... ją też będę nazywać inaczej! E...la. Ela. Tak więc Ela przypomina mi wilka w owczej skórze. Ale póki sprawia wrażenia spokojnej, ułożonej i dobrej katoliczki jest kimś w rodzaju całkiem udanej odskoczni od temperamentu innych twoich postaci. Tylko nie za bardzo zrozumiałam jej relację z córką - najpierw ściskają się jak w "końcowej scenie hollywódzkiej produkcji", a później wychodzi na jaw, że ich relacje są krótko mówiąc... chłodne? Jednak szczuroluchy (dobre to!) śmigające po podłodze tej biednej staruszki to już lekka przesada... Chociaż, lepsze to niż nietoperze zataczające kółka w salonie. :|


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Nie 15:34, 12 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
neonka
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 579
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 17:23, 12 Sie 2012    Temat postu:

przeczytałam relacje na tej stronie, bo nadrabiać nie będę :P
Najbardziej to rozwalił mnie koleś co trzyma szkielet ukochanej.
W sumie podoba mi się historia twoich simów, nietypowy klimat... jednak niektóre, cóż, ekhm, płytkie żarty są irytujące. Ale zabierając się do czytania spodziewałam się bardziej gorszących tekstów, soł nie będę bardzo narzekać. Czekam na ciąg dalszy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 23:50, 12 Sie 2012    Temat postu:

Na komentarze odpowiem później, lub jutro, wybaczcie.


Party hard czas zacząć! Początki zawsze są ciężkie, ale nie koniecznie aż tak. Przez pierwsze piętnaście minut, jedynymi osobami obecnymi na mojej imprezie był Alejandro i stary barman. Gra w piłkarzyki jak nic rozkręci przyjęcie, na 100% sprawi ona, że wieczór kawalerski zyska status tak zajeb*stego, że… no, nie umiem nawet tego opisać.

Miałem szczęście. Pozostali goście również ruszyli swoje cztery litery do baru i zaczęło się dziać. Najpierw pojawił się Eryk, który tłumaczył, że gdzieś zgubił swoje szalone przebranie, i pochodzi w tym garniturze plażowym od Jean…, jeśli jutro nie będzie w stanie używalności, to wolę nie myśleć, co się z nim stanie.

Kolejną nowoprzybyłą osobą był mój braciszek. Alan ubrał czapkę rapera i po spaleniu grama marihuany wkręcił sobie, że jest 50 centem. Zanim jednak do tego doszło dołączył do stołu z grą i cieszył się z każdego nowo zdobytego gola jak dziecko po odgryzieniu lalce głowy.

Wszyscy byliśmy młodzi (co tam, że bliżej było mi do 40 niż 35), piękni (jak bestia), bogaci (miałem przy sobie 50 groszy) i najebani (to był akurat fakt). Idealny czas, żeby się bawić. Tym bardziej, jeśli ma się tak wyrąbane w kosmos stroje jak my.

Szampan lał się wszędzie, wszyscy się nim polewali i krzyczeli w niebogłosy. Padł pomysł wypełnienia lokalu trunkiem i zrobienia zawodów w pływaniu, na szczęście skończyło się na piciu tryskającego alkoholu (większa oszczędność).

Na kilka minut w barze pojawiła się Jean. Wstawiła się już przed wieczorem panieńskim i przyszła opowiedzieć wszystkim, że jutro zostanie panią Wieczorek. A jutro będzie nawet miała ten sam welon, co dzisiaj. Paczcie ch*je! Zaczęło się od grzecznego poproszenia o wyjście, skończyło wyniesieniem na drzwiach od łazienki.

W czasie, kiedy grzeczne dzieci idą już spać (tak, pieprzone bachory powinny spać po wieczorynce!), w lokalu pojawiły się tancerki zamówione przez moich najlepszych kumpli. Alan był trochę zgorszony tym postępowaniem, ale to nie jego wieczór kawalerski. Mi się podobało.


Powiem, że jedna z nich była nawet niezła. Od razu podszedłem do niej i zagadałem. W końcu nie byłem JESZCZE żonaty, do jutra wszystko może się zdarzyć. Widać było, że i ja wpadłem jej w oko. Dobry tekst na podryw to odstawa, wszystkie są twoje.

Kiedy ja czarowałem seksowną striptizerkę, Eryk podbijał do wszystkich dziewczyn w klubie. Nawet tych po czterdziestce, w pewnym momencie złapał za dupę 60letnią kobietę grającą w piłkarzyki. Oczywiście, tłumaczył, że to tylko przypadek.

Alan i Chamique zdobyli w mieście popularność, więc jacyś miejscowi goście zaczęli prosić mojego brachola o autografy. Z udawaną skromnością stwierdził, że skoro fani tak go proszą, to, dlaczego nie, po za tym, może chcą sobie cyknąć z nim pamiątkowe zdjęcie?

W między czasie, ja dalej wyrywałem tę dupę. Dotarłem już o jedną bazę dalej, do seksu już nie daleko.

Alejandro prawie całą imprezę spędził grając w te pieprzoną grę, jakby nie mógł zrobić czegoś bardziej sensownego. W końcu na imprezie była też druga striptizerka (z nieogarnięcia Ala skorzystał Eryk, który zaczął się obściskiwać z tamtą laską).

Przy okazji obczajała również dupy wszystkich dziewczyn w klubie, a następnie robił zdjęcia do swojego albumu „dupeczek”, które spotkał. Mój kumpel fotografował tyłek każdej dziewczyny, którą spotkał i zamieszczał jej zdjęcie w albumie podsumowując „brałbym/w życiu nie wyrucham”.


Impreza trwała w najlepsze. Al miksował drinki, podobno jego martwa już żona dorabiała sobie czasami, jako miksolog w tanich knajpkach. Alan i jakiś gościu zacieszali się na widok wódki, a ja obściskiwałem się z dziewczyną, której imienia nawet nie znałem.

Kiedy dowiedziałem się jednak, że wszystko jest ustawione, i zapłacili jej, co najwyżej za obściskiwanie się, a dupy mi nie da… zostawiłem ją i rozpocząłem dancing (paty hard czas zacząć!) z Erykiem. W końcu na każdej imprezie trzeba ruszyć dupę na parkiet.


Ma się wtedy całkiem niezły widok na tyłeczki dziewczyn przebywających w klubie (dobrze, że nie widzieliśmy jej wtedy z przodu).

Musieliśmy trochę przystopować, bo Eryk, który przesadził z piciem obrzygał nam buty.
- Stary będziesz rzygał!
- Nie pier**l, nie będę!
I puścił pawia.

Co tam. Tańczyliśmy dalej, kto by się tym przejmował skoro pozostali ludzie rzygali w koło tęcza jak jednorożce.

Po tym jak zostawiłem tancerkę zajął się nią jakiś miejscowy gościu (nie znałem swoich gości). Nie miał jednak tego bajeru, nie każdy ma taki dar jak ja.

***


Po pewnym czasie, mój kumpel był tak najebany, że zaczął oglądać dupę jakiegoś gościa w długich włosach. Myślał, że tak brzydka dziewczyna. Stwierdził, że takiego potwora jeszcze nie widział, wygląda z deka jak bóka, ale zdjęcie zrobi, ktoś musi ostrzec przyszłe pokolenia.

Znudzeni tańczeniem na parkiecie wskoczyliśmy na blat barku, (który z czasem się połamał, musiałem wyłożyć za niego 4 koła). Ostatni raz tańczyłem na stole, gdy poznałem Jean. Zabawa była wyje**na.

Ta… przez pewien czas, myślałem, że chłopacy zatrudnili też fotografa. Niestety była to natrętna miejscowa reporterka. Została wyniesiona na drugich drzwiach i puszczona na przepływającą kilka metrów od lokalu rzekę.

Wóda…

Dragi…

I kręcenie dupą na parkiecie. To jest impreza.

W pewnym momencie do Ala podbiła jakaś dziewczyna. Widać, że chłopak wpadł jej w oko, ten jednak zapytany czy ma ochotę na małe, co nieco, bo ona najchętniej pieprzyłaby się tu i teraz powiedział, że ma żonę… Debil.

Dziwki, seks i mnóstwo wódy, to nie dla mnie. Jestem rudy...
Na szczęście nikt z imprezowiczów nie miał tego problemu. Dla każdego z nas, impreza trwała w najlepsze. Taniec na blatach, sweet fotki na fejsa. Takie rzeczy tylko na moim wieczorze kawalerskim.



- Stary! Nie musisz pokazywać nam wszystkim dupy, odwróć się w drugą stronę!
- A chcesz zobaczyć księżyc w pełni?!

Dziewczyna, której spodobał się Al nie odpuszczała. Wbiła do kibla (który pozbawiony drzwi ukazywał nam wszystkie zwyczaje dzikich zwierząt, zwanych kobietami) i zmieniła stylówę. Al musiał jej ulec, wcześniej działo się tak z każdym facetem. Musi zdradzić żonę…, która swoją drogą nie żyje. Po kilkudziesięciu minutach błagania Al zgodził się na jeden taniec.

W tym czasie, do mnie zagadał jakiś gościu z miejscowego zarządu, kogo to nie było na największej bibce w mieście. Pieprzona mieścina będzie miała powód do lansu za kilkanaście lat.

- Jestem za*ebisty. Lustro nie kłamie.
Eryk zdecydowanie za dużo spalił. A w połączeniu z tym, co wypił…

Alowi, również spodobała się nieznajoma, która za wszelką cenę chciała go zaliczyć.

Alan musiał się pochwalić swoimi umiejętnościami gry na gitarze (robił to zawsze, kiedy tylko miał okazję). Na szczęście nie zepsuł mi tym imprezy. Wszyscy olali tego głąba i daje pili wódę.

Około 3 nad razem impreza przeniosła się na zewnątrz budynku (obudziliśmy całą okolicę). Eryk zaczął polewać jakiegoś faceta szampanem, krzycząc przy tym, że jest królową Elżbietą. Pomyślcie ile towaru musiałem zakombinować, żeby doprowadzić do takiego stanu 20 osób. Dobry dealer to podstawa. Po chwili do niego dołączyłem.


Założyłem się, że nie wyrwie tamtego gościa, którego przed chwilą polał. A on, był zjarany i nachlany do tego stopnia, że twierdził, że ta zajeb**cie zgrabna top modelka, stojąca przed nim, na pewno ulegnie. Nie mało się zdziwił, kiedy okazało się, że facet nie chce z nim iść do łóżka… I nawet nie jest kobietą.

Załamana swoją porażką nieznajoma (Al odmówił), wróciła do domu z niezbyt dobrą miną. Widać było, że mimo tego, że zostawiliśmy z nią Ala w barze sam na sam, mój kumpel jej nie wyr*chał. Nie ogarniał chłopak.

A drugi z moich kumpli zlał się w gacie. Mieliśmy polewkę do końca imprezy, która niestety, nie trwała już długo. Gościu - top modelka, zrobił nawet zdjęcia na faceboga. Po czym wstrząsnął butelkę szampana i zaczął polewać królowej Elżbiecie prosto do buzi. Zdjęcie do przeróbki i na Brazzers.

Nadszedł koniec imprezy. A w tym samym momencie, nad Twinbrook, zaczęło wschodzić słońce. Idealny dzień na ślub.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 0:33, 13 Sie 2012    Temat postu:

Co do komentarzy.
Kiedy zobaczyłem, że mam ich tyle. Zdziwiłem się.

To było takie miłe i wgl.

A kiedy wstawiałem relacje. xd

ALE ZNOWU JESTEM PRZY 2. MEMIE XD

Matt,
co ma być celowego w ubraniu Jean?
Teraz masz dłuższą xd
Tim,
ostatnio nie komentowałaś, a teraz taki duży komentarz i same pochwały <3 (na razie do tego doczytałem) :P

Dobra atmosfera to podstawa.
Nie ma to jak sposób pisania 2go gimnazjalisty, który w każdej relacji robi ortografa Cool
mid,
z założenia matka Jean miała być moherem, ale plany uległy pewnym zmianą. Babcia padłaby na miejscu, gdyby poznała prawdę.
Nie, to nie czas na dzieci, chyba, że Eleonor też spodziewa się dzieciaka. xd
Cytat:
może tak na prawdę on jest gejem i podkochuje się w Maksie?


Miałbym jej zmieniać strój zależnie od tego czy wychodzi z domu cyz do niego wraca?
Cyc,
jesteśmy w patologicznym związku? oO Tak to zrozumiałem.
Masz erotyczne sny o moich simach.
Robi się gorąco.
Tak, złamałem się. i Napisałem relacje, nie obrażając przy nikogo.
Lubię nazywać stare babcie Eleonor, serio xd
Bo one się kochają, ale rywalizują tak jakby między sobą.
Szkodnik jest w piwnicy i to w jednym z 5 domków letniskowych, w innych, nieodwiedzanych od lat kryją się gorsze rzeczy xd.
neo,
Cytat:
spodziewałam się bardziej gorszących tekstów

Zanim wytłumaczyłaś mi na szołcie, o co chodzi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 10:56, 14 Sie 2012    Temat postu:

Ojoj... Narobiłam sobie zaległości. :| Pozwól, że skomentuję tylko ostatnią relację. Chociaż we wcześniejszej podobało mi się dużo Eryka. :3 I wredna moherowa mama Jean. Very Happy
Tutaj po raz kolejny zaserwowałeś sporą porcję Eryka, stwierdzam jednak, że jest równie zepsuty, co uroczy. Maks nigdy się nie nauczy, co to wierność. Gdyby tylko Jean wiedziała... no, nie sądzę, żeby wyszło mu to na dobre. Tancerka wcale nie była taka ładna! Very Happy Maksiu powinien wziąć przykład z Ala, który nawet zmarłej żonie dochowuje wierności! Choć to też skrajność, tyle że w drugą stronę... Eh.
Nie podobała mi się podbijająca do niego panna, nawet po zmianie stylówy. Nie służy jej ta fryzura, ma zbyt kwadratową szczękę, żeby czesać się w ten sposób. Very Happy
Właściwie niewiele jest tu do komentowania. Teraz czekam na ślub (i wesele, chociaż boję się go w ich wykonaniu... Very Happy)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19, 20  Następny
Strona 18 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin