Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Maks [21.08.12]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 22:04, 20 Sie 2012    Temat postu:

Na komentarze odpowiem trochę później :P


Mimo tego, że nie byliśmy najbardziej dopasowaną parą w Twinbrook. Byliśmy razem szczęśliwi. Fakt, że nasz związek stał się już rutyną, niczego nie zmieniał. Spędziliśmy wspólnie ostatnie 20 lat życia. I każdy wieczór kończył się tak samo (nie żeby mi to nie pasował, jednak było to strasznie przewidywalne).

Poznaliśmy się w wieku 19 lat. I jakoś udało nam się dobrnąć do czterdziestki. Po drodze spotkaliśmy wiele osób, twierdzących, że nasz związek na dłuższą metę i tak nie ma sensu. Może i mieli rację, ale, po co urywać coś tak wspaniałego. Należało żyć chwilą, która trwa już od kilkudziesięciu lat.

Pochyliłem się nad tortem, by zdmuchnąć kilka wetkniętych w niego świeczek (dobrze, że nie było ich 40, moje płuca nie wytrzymałyby tego). Zastanowiłem się chwilę nad życzeniem, wziąłem głęboki wdech i już było po wszystkim.

Otoczyła mnie chmura kolorowych gwiazdek. Nie nawiedziłem tego uczucia. Te pieprzone gwiazdki musiały się pojawiać przy każdej zmianie wieku, kilkanaście lat temu, może i było to zabawne, teraz tylko żałosne.

Na szczęście nie zmieniłem się zbyt wiele. Wszystko było takie samo jak wcześniej. No, może nie licząc dwóch zmarszczek w okolicach nosa i kilku siwych włosów, których na tle moich białych kudłów i tak nie było widać.

Moja ukochana podeszła do tortu z nadzieją, że i ją los potraktuje łagodnie. W końcu jej matka nie wyglądała tak źle. Musiała odziedziczyć po niej jakieś geny. Przez cały czas stojąc przy torcie powtarzała jak mantrę „jestem młoda i za***ista, jestem młoda… i już zawsze będę”.

Jako jedyny gość na „przyjęciu” miałem zaszczyt kręcenia tym dziwnym gównem i dmuchana w trąbkę. A powiem szczerze, że wcale nie cieszyłem się z tego, ze Jean się starzeje. Gdy zdmuchiwała świeczki, wolałem nawet nie patrzeć, na to, co się stanie.

Po chwili powiedziała, że mogę już patrzeć. Nie jest tak źle. Spodziewała się gorszych efektów. Biedna, myślała, że to już koniec, a wszystko, dopiero się zaczynało.

Bezlitosne, kolorowe gwiazdki otoczyły moją ukochaną. Po czym z tęczowej chmury, wyłoniła się nowa, starsza Jean. Zawsze mogło być gorzej. Jak to się mawia „Torba na głowę i za ojczyznę”, jakoś damy radę.

Oboje szybko zżarliśmy oba torty. Oboje… można tak powiedzieć, zdecydowaną większość pochłonęła Jean. Po zmianie wieku była taka, jakaś, nie swoja. Ciągle jadła i dziwnie się zachowywała. Zaczęła opowiadać o dzieciach.

A niedługo później nawiązała bliższą relacje z panem kibelkiem. Spędzała przy nim każda wolną chwilę i rzygała jak bulimiczka po kolacji wigilijnej.

Okazało się, ze spodziewamy się dziecka. Tym razem lekarze nie pozostawili nam nawet cienia nadziei. Za kolejnych kilka miesięcy zostaniemy rodzicami dwójki przesłodkich maluchów. Jean już zastanawiała się nad wyborem imion. Najlepiej po jakimś znanym zapaśniku, albo osobie, przeciągającej tiry.

Targany problemami kryzysu wieku średniego odpieprzyłem wiele głupot. Jedną z nich było zrobienie sobie tatuaży. Jeden to za mało, dla twardziela takiego jak ja, to wręcz nic. Chciałem wytatuować sobie całą rękę. Albo dwie. A teraz szybko! Zanim dotrze do mnie, że to bez sensu.

Początkowo, tatuażystka patrzyła na mnie jak na debila. Spytała czy dobrze się czuję i jestem pewien, że chcę to zrobić. No jak nie jak tak. To ja tutaj płacę, po *Uj zadaje niepotrzebne pytania. Usiadłem na fotelu i usłyszałem dźwięk wirującej igły. Jestem hardkorem.

Po przeprowadzeniu całego zabiegu, zszedłem z fotela i zacząłem podrywać tę babkę. Może, jeśli się uda dostanę zniżkę… Niestety, kobieta powiedziała, że nie umawia się z klientami. Tym bardziej, tak starymi jak ja.

Wracając do domu zahaczyłem o miejscową siłownię. Jeśli tylko, trochę przypakuję. Wszystkie laski w mieście będą moje. Nikt nie zorientuje się ile mam lat. Plan był świetny. Tylko w czasie wyciskania ciężarów coś mi strzeliło w plecach. Starość, nie radość.

Kiedy miałem już kończyć, zadzwonił do mnie Eryk. Spytał czy mamy coś przeciwko temu, żeby jutro wpadł do nas z Andżeliką. Jego narzeczona chciałaby się dowiedzieć kilku rzeczy od Jean. Już niedługo będzie rodziła, a nadal nie kupiła pieluszek, bo nie wie, jaka firma jest najlepsza.

Oczywiście, nie miałem nic przeciwko. Zaproponowałem im, żeby wpadli do nas na obiad. Po powrocie do domu, powiedziałem Jean o odwiedzinach Eryka. Moja ukochana trzymała na rękach Lucjusza, ale nawet zza jego gęstej czupryny, było widać jej drwiące spojrzenie. Odwracając się na pięcie, tylko rzuciła „A wiesz, że nie mamy jadalni?”

O czym myślałem zapraszając go na ten obiad… Tak, ogarniałem wtedy myśli o tyłeczku tej tatuażystki. Co, jak co, ale tyłek miała niezły. Załamany całym przytłaczającym mnie światem, usiadłem na kanapie i zacząłem pić, a Jean rzuciła we mnie kluczykami od jednego z domków letniskowych Eleonor i kazała przewieść potrzebne meble.

Nie żeby w między czasie, ona sama robiła coś produktywnego. Chodziła po dużym pokoju i straszyła chłopców robiąc zeza. Mogła, chociaż coś ugotować, ale nie. Ona była w ciąży. To ja miałem zapierdalać i robić wszystko. A ona siedziała na kanapie wpieprzając lody. Życie jest takie niesprawiedliwe.

Po przewiezieniu wszystkiego, co miałem, zabrałem się za zapiekankę z bakłażana. Żartuję. Tak, serio. Wracając do domu kupiłem „pomysł na” i postępowałem zgodnie z poleceniami wypisanymi na opakowaniu.

W między czasie dzieciaki bawiły się na podłodze. Denis grał na cymbałkach, Lucjusz bawił się swoją obrzydliwą zabawką, z którą ostatnimi czasy, mało, kiedy się rozstawał. A Jean psuła telewizor. Ja nie wiem, co ta kobieta robi z całą elektroniką w naszym domu, ale zawsze jak chcę obejrzeć meczyk czy usiąść do komputera, nic nie działa.

Moja kochana żona. Stwierdziła, że skoro już robię obiad, to, czemu nie zaprosić Ala, Eleonor, Jimmiego, Chamique… tak. Jedna paczka „pomysłu na” to zdecydowanie za mało. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem do hurtowni, wykupując cały zapas z magazynów. Skoro Chamique przychodzi na obiad… I tak zabraknie.

W tym samym czasie, Jean zachwycała się dzieckiem rosnącym pod jej sercem. Moim zdaniem, po dwóch miesiącach, to zbyt dobrze nie było rozwinięte. Ale jak się wpieprza 5kg lodów czekoladowych dziennie, to brzuch rośnie. Mam nadzieję, że po tej ciąży, również nie przytyje.

Ilość zdajanych lodów dawała się we znaki. Jean wciąż miała mdłości i odwiedzała kibelek jeszcze częściej, niż na początku ciąży.

Co tam, że swój aktualny stan, moja ukochana, zawdzięczała w stu procentach ciągłemu wpierdalaniu. Jeśli w jej wnętrzu (gdzieś pod tą powłoką tłuszczu), miały się kryć nasze dzieci… Tak, musiałem sprawdzić, tłuszcz mógł doprowadzić d braku powietrza i śmierci. Co ja gadam. Myślałem, że mały mnie kopnął, ale to Jean, tylko jej się odbiło.

Gdy moja wspaniała żona, siedziała na kanapie obżerając się chipsami oraz popcornem, oglądając Trudne sprawy, ja kładłem chłopców spać. Może dzięki temu, w czasie jutrzejszego przyjęcia, nie będą cały czas ryczeli. Przeliczyłem się.

Poszedłem na górę, Jean opracowała kilka kolejnych pudełek lodów. Gdy zapytałem, czy nie wie, co mogło się z nimi stać, zrobiła tylko minę „Nie mam pojęcia, o czym ty do mnie mówisz” i poszła wyjadać z lodówki. Tak dietetycznie, teraz tylko 5 udek z kurczaka.

Gdyby przynajmniej potrafiła jeść. Kiedy Jean położyła się spać. Musiałem sprzątnąć cały dom, bo wszędzie leżały pudełka po lodach i resztki… wszystkiego, co można było znaleźć w lodówce. Niestety, kiedy wstałem rano. Nie było widać żadnych efektów mojej pracy. Jean obudziła się o 4 nad ranem i rozpoczęła kolejny maraton „zjedz ile się da”.

Denis niczego nie ułatwiał. Obudził się o 6 i zaczął krzyczeć. Musiałem dać mu pudełko z zabawkami, by, choć na chwilę zamknął gębę. Dzieci są kochane, ale wstawanie do nich z samego rana, to już inna bajka.

Jean, też nie mogła się do niego ruszyć. Gdy opróżniła całą lodówkę, wróciła do sypialni i położyła się na łóżku czytając książkę. A pomocą w opiece nad szkrabami, nazwała szurnięcie mnie, kiedy chrapałem. Tak, żebym dzieciaków nie obudził.

Nadeszła pora przyjęcia. A ja dopijałem już 3 kawę. Eryk i Eleonor musieli zjawić się przed czasem. Żeby przypadkiem się nie spóźnić. Podszedłem do mojego kumpla i zaczęliśmy gadać. No tak. Wkrótce zostanie tatusiem. Chyba on sam, nie do końca to ogarniał, bo spytał po ile chodzą dzieci na allegro.

Andżelika zaczęła zagadywać Jean, która w końcu łaskawie, zgodził się położyć dzieciaki. Znowu wszystko spadło na mnie. A one zaczęły gadać… Moja ukochana opowiedziała znajomej o tym, że ona również spodziewa się dziecka. A ta, wypytywała ją o wszystkie szczegóły związane z maluchem. Ostatecznie, stwierdziły, że powinny iść na wspólny kurs rodzenia, wizytę w Spa… i wydać całą moją pensję.

Nasza impreza była totalną porażką. Eleonor i Al tańczyli sobie w salonie, jakby nigdy nic. A przecież idąc do nas, zgubili po drodze Jimiego.

Alan, sam nie wiem, co on odpieprzał. Ale wyglądał bardzo podejrzanie. Trzeba na niego uważać, wprawdzie na weselu poprzecinałem mu struny w gitarze i nie mógł grać, ale jak go znam. Wymyśli inny sposób na zwrócenie ku sobie uwagi gości.

W naszym domu pojawiły się również, jakieś dwie starsze panie. Nigdy wcześniej ich nie widziałem, powiedziały, że słyszały o przyjęciu i przyszły się na jeść. Dziwne mają zwyczaje w tym Twinbrook. Staruszki dorwały się do konsoli i nie dopuściły do grania nikogo innego.

Wyjąłem żarcie z lodówki. Wszyscy się na nie rzucili, tak jakby nie jedli od miesiąca. Dziki tłum żądny jedzenia. Ostatecznie zabrakło „pomysłu na” i zmuszony byłem do zrobienia sałatki. Chamique była wyraźnie zażenowana, nie dość, że sałatka, to porcja jak dla wróbla, co to ma w ogóle oznaczać.

Jean to nie robiło. Krzycząc, że jest w ciąży dopchała się do talerza i zabrała swoją porcję. Następnie poszła do jadalni, by skonsumować wcześniej zabrane warzywa i wyrazić swoje zażenowanie. Bo gdzie tu ku*wa są lody czekoladowe?!

U wszystkich kobiet uaktywnił się syndrom napięcia przedmiesiączkowego. I wszystkie musiały się wyładowywać na mnie. Boże, dlaczego mi to robisz?! Przez pół godziny tłumaczyłem Chamique, że wcale nie dodaliśmy do jedzenia oregano, tylko, dlatego, że jest na nie uczulona.

Ostatecznie, stwierdziła, że dłużej nie wytrzyma w naszym domu. Wyszła z opuszczoną głową i ruszyła w kierunku miasta. Po chwili wróciła z opakowaniem tabletek na alergie i zabrała się za wpieprzanie, wszystkiego, co tylko miała pod ręką.

Zacząłem rozmowę z Andżeliką, która bardzo cieszyła się, że zostanie matką. Może sprzeda dziecko, albo wyślizgnie jej się z kocyka i dostaną z Erykiem mieszkanie. No, a właściwie, to u niej w burdelu, faceci lecą na laski w ciąży. Ostatnio ma takie branie jak nigdy wcześniej.

Eleonor powiedziała, że mam do niej przyjechać po tę figurkę, tę, co nam wyrzeźbiła. Bo cały czas trzyma ją w piwnicy, te dwa stworki. Niestety na swoim rowerze go do nas nie przywiezie. Nie zmieści się w koszyku.

Chamique oglądała brzuch Jean, po czym stwierdziła, że z nią samą nie jest tak źle. A tak po za tym, to ten brzuch wygląda jak wielki pączek. Chyba zgłodniała, ona pójdzie i przyniesie coś do jedzenia. Po godzinie wróciła z 5 pudełkami pizzy, kiedy spytałem czy wzięła na wynos dla nas wszystkich, spojrzała na mnie i powiedziała, że mam się pieprzyć.

Andżelika powoli przyzwyczajała się do obecności dziecka. Próbowała zachować czysty umysł i nie rozwalić niczego, wokół, kiedy Lucjusz płakał. Po chwili, solidarnie rozryczał się też Denis. Kobieta zaczęła krzyczeć w niebogłosy i rwać włosy z głowy. Jean zaproponowała, żeby poszła na górę się uspokoić.

Alejandro i Ela przetańczyli całe przyjęcie. A ich układy z każdą minutą stawały się coraz dziwniejsze. Kaczuszki były niczym, na koniec imprezy twierdzili, że są robakami i turlali się po ziemi. Nie wiem, co oni biorą, ale mieszkałem z Alem przez trzy lata i nie wiedziałem, że ma tak dobrego dealera.

Zaprosiłem Jean do tańca i nagle całe towarzystwo się rozeszło. Wszyscy niespodziewanie zniknęli, a Andżelika wytłumaczyła swoje wyjście tym, że wody odeszły. Świetnie! Jeszcze zalała nam sypialnie. Nigdy więcej imprez.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 22:33, 20 Sie 2012    Temat postu:

Ogranicz kropki, bo w wielu miejscach zamiast nich bardziej adekwatne byłyby przecinki. A, i przypominam, że miałeś kropkować wulgaryzmy.

Przyjemna relacja. Nic wielkiego się nie działo, ale miło, łatwo i sprawnie się ją czytało. Jean w ciąży! ah, co za zaskoczenie (trololololo ;P) ! Nie za bardzo podoba mi się to, co Maks myśli o Emmie. Co z tego , że jest masywna, każdy ma uczucia. Koszula Maksa mi się nie podoba. Najlepsze zdjęcie ze wszystkich relacji to... z tej relacji, kiedy Maksowi robiono tatuaż. Awesome! Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Pon 22:33, 20 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 20:07, 21 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Poznaliśmy się w wieku 19 lat. I jakoś udało nam się dobrnąć do czterdziestki.


Kiedy... pytam się kiedy minęło to 20 lat??

Cytat:
Po drodze spotkaliśmy wiele osób, twierdzących, że nasz związek na dłuższą metę i tak nie ma sensu.


Bitch please!

Muszę przyznać, że Jean wygląda całkiem nieźle po zmianie grupy wiekowej. Aż za dobrze... Oszukałeś nas i zmieniłeś jej z powrotem na "młodą dorosłą"?

Cytat:
Przez pół godziny tłumaczyłem Chamique, że wcale nie dodaliśmy do jedzenia oregano, tylko, dlatego, że jest na nie uczulona.


Jak mogłeś zrobić to biednej Chamique?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 20:32, 21 Sie 2012    Temat postu:

Tim,
tak, trojaczki to była masakra.
Tak, niestety Al i Ela, po kilku relacjach są już martwi
Cieszę się, że wszystko ci się podoba, jak tak czytam ten komentarz xd
Też lubię Ala jako staruszka, wygląda zdecydowanie lepiej niż jako dorosły.
Wzorzec to podstawa Cool
Matryoshka,
a jakoś na początku nikomu nie podobał się związek Al - Eleonor. (A nie, to Caddy, ale ona krzyczała najgłośniej :P )
Nie zapominaj, że drugą połówką Eryka, jest prostytutka.
Cieszę się, że ostatecznie nie było źle, i nie zarzygałaś się tęczą na śmierć. xd
Cyc #1,
tylko tobie nie podoba się ta para.
Matt,
Lubię ktopki :P
Pieprzyć to nie wulgaryzm, co robisz z kanapką? To tak jak zamiast kłaść na coś uja, można zastąpić kładę na to piłę mechaniczną ;)
Ciąża to twoja wina, a ty nawet się nie bronisz -.-
Serio, to zdjęcie jest takie dobre?
Cyc,
nie wiem, ale przyszedł czas na zmianę grupy wiekowej, a co lepsze, gram na długim, czyli macie w tych relacjach przeszło 40 dni życia Maksa i Jean.
Nikogo nie oszukiwałem, ona po prostu jest idealna 8)
Hahhahahahahha :p


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 23:44, 21 Sie 2012    Temat postu:

Domek na drzewie był naprawdę świetną inwestycją, co z tego, że chłopcy byli zbyt mali by z niego korzystać. Jean i ja, wspaniale się w nim bawiliśmy. Było to kolejne miejsce, w którym można było uprawiać seks, niestety, czasami zdarzały się małe problemy z drzazgami.

Miesiące mijały, a termin porodu był coraz bliżej. Oczywista oczywistość, nie wiem, jaki sens ma mówienie o tym, ale napomknę, że wszystko układało się wyśmienicie. Ten wieczór zapowiadał się jak każdy inny, nie działo się nic specjalnego, a jednak. Gdy zaczęło się ściemniać, Jean zajęła się nauką chodzenia Lucjusza.

A ja wybrałem się z Denisem na nocny spacer. Przy okazji zaliczyliśmy kilka gorących miejscówek wieczoru i wyrwaliśmy parę niezłych lasek. Szkrab działał jak magnes na panienki, za kilka lat będzie miał branie jak tatuś.

Moja ukochana, przekonała się, że wykonywanie codziennych czynności nie zabije dzieci, a co najwyżej pomoże w spaleniu nowych kilogramów. Na kolacje przygotowywała pożywną (jeżeli cokolwiek, co zrobi Jean można tak nazwać) sałatkę warzywną i wtedy się zaczęło.

Nie spodziewając się niczego, wróciłem spokojnie do domu i moim oczą ukazało się coś strasznego. Jean stała z mopem na środku dużego pokoju i starannie wycierała podłogę, w pewnym momencie myślałem, że odeszły jej wody. Zdziwiłem się. Nie, rozwaliła kran i zalała mieszkanie do tego stopnia, że musiałem wymienić wszystkie podłogi.

Podszedłem do zlewu i spojrzałem na usterkę jak fachowiec. Że niby ja tego nie naprawię? Nie naprawiłem, stukanie w zlew kluczem przez pół godziny, nie dało żadnych efektów. Zmuszony byłem do zadzwonienia po hydraulika i zapłacenia mi pięciu dych, ja się pytam, za co? To przecież rozbój w biały dzień.

Na koniec musiałem wszystko posprzątać. Jean stwierdziła, że tego dnia, nie chce już niczego zepsuć i chyba zajmie się maluchami. Tak najlepiej jest uciec od problemu, zresztą, kto to mówi. Od kilkunastu lat rozwiązujemy problemy przez seks.

Podszedłem do mojej żony i chwyciłem ją za rękę. Niewiele brakowało żeby rozwaliła mi nos, na szczęście udało mi się wykonać udany unik. Delikatnie ją pocałowałem i powiedziałem, że ma się nie martwić.

Po chwili wylała wszystkie swoje troski. Niby, chcieliśmy mieć dzieci, ale z drugiej strony, bliźniaki oznaczały podwójny problem. Zaproponowałem żeby się odprężyła, może powinna odwiedzić miejscowe Spa, ale na razie ja przeprowadzę masaż.

Następnie przenieśliśmy się od ogródka. Tak dawno nie patrzyliśmy w gwiazdy z nadzieją, że meteoryt walnie w dom naszych wścibskich sąsiadów. Całowalibyśmy się namiętnie na tle płonącego domu Cooków i drwiąco patrzyli byśmy, jak ta suka Elzeph płonie na naszych oczach.

Nie można żyć marzeniami, ale można zachować w sobie, choć odrobinę dziecka. Zaczęliśmy się obściskiwać i już padła propozycja dzikiego seksu w domku na drzewie, ale Jean powiedziała, że chce iść na plac zabaw. Ciąża naprawdę źle na nią wpłynęła.

Poszliśmy do miejscowego parku, gdzie moja kochana żona usiadła na huśtawce, by po chwili stwierdzić, że jest zbyt zmęczona żeby się bujać. Najlepiej żebym ją huśtał, no tak, nie żeby było to spowodowane faktem przybrania dodatkowych kilku(nastu) kilogramów. Przecież lody wcale nie tuczą.

Siedzieliśmy w mieście do czas, gdy słońce zaczęło wyłaniać się zza horyzontu. W tej samej chwili nieopodal fontanny pojawiła się gromada różnobarwnych motyli, postanowiłem złapać jednego z nich. Oczywiście akcja „motyl” zakończyła się powodzeniem.


Jean nie szło tak dobrze jak mi, widać, kto w naszym domu był mistrzem w robieniu wszystkiego. Musiała obejść się ze smakiem, w końcu nie oddam jej swojej zdobyczy, zdążyłem ją już polubić, nazwałem motyla Lucek… i dostałem butem przez łeb.

Jean przygniotła mnie do ziemi, a później zaczęliśmy się całować i obściskiwać. Mohery chodzące o tej godziny do sklepu po świeże bułki i nowe wydanie ich katolickiego pisemka, patrzyły na nas jak na dziwaków. Zapomniałem, przecież te kobiety nigdy nie były młode, dla nich liczy się tylko odmawianie kolejnych zdrowasiek.

Byliśmy piani od ogarniającego nas szczęścia. Zachowywaliśmy się jak dwójka małolatów, którzy dopiero, co się poznali i chcą spędzić z sobą każdą chwilę, jaką tylko dysponują, odpieprzając przy tym najgłupsze możliwe akcje. Mówienie do brzucha było niczym. Skakałem ze zjeżdżalni krzycząc, że jestem Rockym – latającą wiewiórką.

Zapominając o czekających na nas dzieciakach (dobrze, że Elzeph nie słyszała ich płaczu, opieka społeczna pojawiłaby się w naszym domu w przeciągu 10 min), Jean wybrała się do Spa. Zafundowała sobie najdroższy pakiet, jaki miała w ofercie i wykupiła karnet na masaż stóp.

A w między czasie, ja odwiedziłem Eryka, któremu właśnie urodziła się córeczka. Niestety, nie udało im się opchnąć dzieciaka na allegro i musieli męczyć się z małą. Gdyby przynajmniej był to chłopak, ale co tam, nic nie szkodzi. Eryk i tak nauczy ją pluć i sikać jak facet.

Andżelika była zachwycona córeczką, niby nie zarobili tych kilkunastu tysięcy, o które początkowo się rozchodziło. Miała jednak następczynię, to ona będzie najgorętszą sztuką w miejscowym burdelu, i to do niej będzie się ustawiała kolejka facetów. Już nawet kupiła rurę, żeby uczyć małą tańczyć.

Wziąłem nowonarodzoną córkę mojego najlepszego kumpla i przytuliłem ją mocno do siebie. Biedactwo, może Al i Eleonor przygarną i tę małą istotkę. Jeśli nie, wolę nawet nie myśleć, co wyrośnie z tej małej, wciąż słodkiej istotki.

Nie tylko nam odpieprzało z nadmiaru szczęścia. Andżelika i Eryk wciąż odwalali głupoty. Organizowaniu w ogrodzie spotkań nudystów, skakanie przez okno czy zabieranie dziecka na trampolinę, to tylko kilka z ich niecodziennych pomysłów.

Zapytałem świeżo upieczonych rodziców jak ma na imię mała. Spojrzeli porozumiewawczo na siebie i oświadczyli, że jeszcze zastanawiają się nad wyborem, jak na razie rozważają opcję Wagina i Cyckolina. Ahaaa…

Wróciłem do domu i przytuliłem do siebie Lucjusza. Dzieciak powinien się cieszyć, że ma normalne imię. Gdyby nie miał tak wspaniałych rodziców jak my, mogłoby być różnie. Chłopiec mógłby się nazywać Pynys, w sumie... Może wpisać mu to do aktu urodzenia, jako drugie imię.

Po siedmiu godzinach spędzonych w Spa, Jean wyszła, zaskoczona faktem, że wszystkie pieniądze z jej karty kredytowej nagle się rozpłynęły. Tak, to był podstęp, wredni hakerzy włamali się na jej konto i ukradli wszystkie oszczędności. Wyciąg z karty mówił jednak coś innego.

Co tam, Jean, jako rozważna kobieta, przeszła się po wszystkich należących do niej inwestycjach i cudem wybłagała kilkaset złotych. Mając odrobinę gotówki pobiegła do znajdującego się 500m dalej Spa i wydała wszystko. Przez następny tydzień, żywiliśmy się sałatką z czosnku, bo tylko to rosło w naszym ogródku, a nawet na żarcie brakowało kasy.

Skoro wszystkie drogi ratunku są już zamknięte, nie ma jak zdobyć kasy na masaże i lody czekoladowe. Trzeba wziąć się do roboty. Jean po raz pierwszy od dłuższego czasu odpaliła komputer, napisała niestarannie kilka stron i wysłała do redakcji. Za zaliczkę kupiła karton lodów, często jej, gdy cały jej świat się wali… to uzasadnienie sprawiło, iż każdego dnia odnosiłem wrażenie, że świat właśnie się wali.

I wtedy. Zaczęło się. Moja ukochana dostała straszliwych skurczy. Stwierdziła jednak, że do terminu porodu ma jeszcze 2 tygodnie i to pewnie przez kolejne załamanie jej świata. W przeciągu poprzednich kilku minut wsunęła przecież tonę (albo i dwie) lodów, może były po terminie przydatności.

Nie mniej jednak, apap nie pomagał i zmuszona była odwiedzić miejski szpital. Co tam ciąża, przecież nie rodzi. Do szpitala jest tylko pięć kilometrów, a spacer pozytywnie wpływa na rozwój dziecka (ostatnio podłączała MP3 do pępka, żeby bliźniaki posłuchały Chopina), poradzi sobie.

- Naprawdę bym sobie poradziła. Przecież nie ro… Auuuuu! O boże, jaki silny ten ból brzucha, znow… Auuuuu! Cholera, chyba, rodz… Auuuuu!
- Podziękujesz później.

Przed szpitalem, już czekał na nas Eryk, o wszystkim opowiedziały mi mieszkające w okolicy mohery. Właśnie wybierał się do mnie na piwko, kiedy… ale teraz nieważne, łączy się ze mną w bulu i nadzieji. Wie, co to znaczy ryczący po nocach dzieciak, no, co on nie powie. Wcześniej miałem w domu już dwójkę.

Weszliśmy do szpitala spokojni. Po kursie rodzenia (który kosztował 2, 5tys.) wiedzieliśmy, że wszystko musi być dobrze, w końcu za to płaciłem. W łapę dostał również ordynator szpitala, który ściągnął do porodu najlepszych pracowników.

Wychodząc z niego, na naszych twarzach nie było już uśmiechu. Jena trzymała w ręce koszyk, do którego położna włożyła dzieci. Powiedziała, że mamy na nie uważać, karmić kilkanaście razy dziennie, często zmieniać pieluchy i okazywać im wiele miłości.

W drodze do domu nie byliśmy zbyt rozmowni. Zastanawialiśmy się nad tym, jak zmieni się nasze życie po narodzinach dzieciaków. W końcu to nie jest już jeden niemowlak, po za tym nie ma Ala, zdecydowanie trudniej będzie nam wszystko ogarnąć.

Po przekroczeniu drzwi postawiliśmy koszyk na podłodze i przez dłuższą chwilę zastanawialiśmy się, co teraz zrobić. Dzieciaki tak słodko spały, że nie mieliśmy serca ich budzić. Niestety, po chwili spokoju zaczęły płakać, już nie było łatwo.

Jean wzięła na ręce i zaczęła podrzucać Cameron. Następnie zaniosła ją na górę i położyła spać. Po chwili wróciła po naszą małą Irish, a ja zabrałem na piętro Anwara (w różowym kocyku, to chłopiec!). Trojaczki, lepiej być nie mogło.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hipstęł dnia Śro 0:03, 22 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20
Strona 20 z 20

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin