Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

O McCoyach słów kilka :)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 32, 33, 34  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:05, 27 Kwi 2010    Temat postu: O McCoyach słów kilka :)

Tak więc będę kontynuować moje relacje z CS. Jeśli ktoś już nie pamięta to właśnie tam odsyłam Moje relacje będą się raczej rzadko pojawiały, bo ostatnio jakoś nie mogę znaleźć czasu na simy. Teraz jednak zrobiłam trochę zdjęć i jakoś nie mogę się powstrzymać, przed ich pokazaniem

Tak więc skończyłam na tym, że Vincenta zauroczyła pewna Egipcjanka, ale musiał wracać z rozkazu babci Fiony ^^ Chovine i Theophile mają trójkę dzieciaków, a Chov obiecała mu, że po urodzinach małej Madlene zrobią sobie urlop od wszystkiego i pojadą do swojego domku we Francji. Jako, że Theo niezbyt ufał opiekunkom, postanowili, że na czas ich wyjazdu z dziećmi zostanie Fiona. Ta zgodziła się z entuzjazmem. W końcu stęskniła się już za Małym Przedszkolem ^^


Zdjęć z ich wyjazdu niestety nie mam. Nastawiałam mózg na granie z robieniem zdjęć a nie robienie zdjęć z odrobiną gry. Powiedzmy że się cieszyli prywatnością

Któregoś dnia Fiona poprosiła Vincenta, żeby ten pojechał pomóc Ignance. Załatwił co miał załatwić. Zaskoczyły i zmartwiły go warunki życia dziewczyny. Jak można mieszkać w czymś takim? Jak można mieć toaletę na dworze?!


Vincent pożegnał się z Ignance, ale kiedy tylko wyszedł przed dom, zadzwonił do babci, żeby zapytać co sądzi o jego pomyśle. Fiona przyjęła go z typową dla niej lekkością. Jaki pomysł? Vincent wrócił do mieszkania, żeby jej go wytłumaczyć, ale Igi już spała.


Rozbił namiot przed jej domkiem i czekał aż wstanie. Kiedy tak się stało, powiedział, że stwierdzili z babcią Fioną, że powinna zamieszkać z nimi zamiast cisnąć się w takim blaszanym baraku. Ignance przyjęła propozycję bez cienia skrępowania.
---
Ignance i Vincent dużo rozmawiali. W którymś momencie opowiedział jej o pewnej Egipcjance, która namieszała mu w sercu. Igi trochę wywracała oczami na jego poetycki wywód i ostatecznie stwierdziła, że jest głupi, bo przecież nikt nie broni mu do tego Egiptu wrócić. Takim oto sposobem Vincent wylądował w Egipcie. To znaczy wylądowali razem, bo przecież sam nie pojedzie xD Ze względu na brak odpowiednich ciuchów, Igi strasznie męczył gorący klimat.


Vincent pogadał ze znajomym kupcem. W końcu kiedyś handlował egipskimi ciuszkami. Mężczyzna miał nadzieję, że jednak coś mu na składzie zostało. Bo w końcu co za różnica? Namioty, sukienki, jedzenie, smoki...


Okazało się, że kupiec rzeczywiście miał jakieś resztki. Z zaplecza wyłoniła się Ignance w o wiele lepszym humorze. Tak, teraz będzie mogła penetrować grobowce! Niestety Vincent zgasił ją wiadomością, że idzie się teraz spotkać z Tahiyą.


Jak powiedział, tak zrobił. Bał się tego co zobaczy. W końcu minęło już tyle czasu... Mała Madlene niedawno kończyła roczek. Na szczęście Tahiya ciągle była stanu wolnego i strasznie ucieszyła się na jego widok. Wspomniała nawet coś o pocałunku, którego wtedy nie dokończyli. Tym razem to nadrobili ;)


Vincent zaprosił ją do bazy. Stali tak parę godzin na przemian się tuląc, całując i gadając coś o pięknych oczach.


Potem jednak Vincent zrobił coś, co sprawiło, że oczy Tahiyi prawie wyszły z orbit. A mianowicie... :



Nie muszę dodawać, ze oczywiście się zgodziła?


W tym czasie Igi sama organizowała sobie rozrywki.


Szukała interesujących ogłoszeń, spotykała się ze zleceniodawcami a i tak za każdym razem kończyło się to zbieraniem kamyczków, robieniem zdjęć lub kopaniem w jakimś zapomnianym przez ludzkość fragmencie piaskownicy.




A przecież ona chciała penetrować piramidy, a nie szwędać się w nocy po krańcach pustyni! W końcu z żalem mruknęła do siebie że to nie jej wina, że ludzie oceniają ją po naturalnym blondzie włosów.


W takim smutnym stanie dorwał ją Vincent. Dobił ją wiadomością, że się zaręczył z Tahiyą ("bo wszyscy są szczęśliwi tylko nie ja!"), ale widząc że to jej humoru nie poprawiło stwierdził, że ma zlecenie, które wymaga odwiedzenia piramidy. Radość Ignance była wielka jak Słońce pod lupą.


Jednak zmęczenie po nocy wypełnionej misjami było na tyle silne, że w czasie kiedy Vincent łaził po grobowcach, ona smacznie spała w namiocie na najwyższym poziomie piramidy. Jednak kiedy wstała i tak strasznie mu dziękowała.



Zdążyli wrócić do bazy, kiedy Vincent zakomunikował, że już wracają, bo trzeba przygotować babcię na to, że ma narzeczoną, która niedługo się do nich wprowadzi.


Parę dni później w domu McCoyów pojawiła się Tahiya. Fiona specjalnie na taką okazję zmieniła image ^^ W końcu wystarczy że się czuje staro kiedy jej wnuk zakłada rodzinę, nie musi dodatkowo staro wyglądać xD Tahiya była trochę marudna w rozmowie z nią, ale Fiona stwierdziła, ze to przez zmęczenie po podróży (Vincent specjalnie dla niej przygotował śniadanie, a kiedy podeszła do niej Fiona, ta marudziła na brudne talerze. Sama. Ja wtedy zajmowałam się Vincencikiem. Ciekawe co z niej będzie ^^).


Domownicy zjedli śniadanie z gościem. Ignance skończyła pierwsza i cały czas ciekawie wpatrywała się w Tahiyę. Egipcjankę trochę to irytowało, ale nie wypadało marudzić. To, że w mojej rodzinie można było oberwać za negliż nie znaczy, że w tej rodzinie półnaga dziewczyna w piżamie nie może jeść śniadania ze wszystkimi bez cienia skrępowania - myślała.


Potem jednak dała spokój rozmyślaniom, bo Vincent poprosił, żeby tu zamieszkała. Po skonsultowaniu tego ze swoja familią, zgodziła się. Planowała zostać prawdziwą panią domu. W końcu przecież niedługo wezmą ślub.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Timberlie dnia Nie 14:11, 07 Wrz 2014, w całości zmieniany 53 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:20, 27 Kwi 2010    Temat postu:

Czyżby szykowała się tyrania w stylu Renatte?

Wszystko ładnie, choć w podpisach brakowało mi nieco filozofii, rozmyślań, spowolnienia akcji.
I zdjęcia się nie wyświetlają. Większość przynajmniej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:33, 27 Kwi 2010    Temat postu:

Nie tyrania ^^ Vincenta kocha, a do Fiony, oprócz tego że jako kobieta gania po grobowcach, nic nie ma. Tahiya będzie miała specyficzne poglądy. I za tempo przepraszam, ale po prostu nie od razu robiłam zdjęcia. Dopiero później przyszło mi to do głowy.
A zdjęcia mogły się nie wyświetlać, bo poprawiałam rozmiar. Troszkę forum rozjechały. Ale już powinno być ok.
I z góry przepraszam za to co w następnych relacjach zrobię Vincentowi ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:44, 27 Kwi 2010    Temat postu:

o.O Zabijesz go? Nie szantażuj, Marcus i tak nie ożyje... xP
I zdjęcia są już ok. ^^'


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:54, 27 Kwi 2010    Temat postu:

Nie zabiję ^^ Tylko raz chciałam zabić sima. Trzymałam gro 4 dni w zamkniętym pomieszczeniu, ale nie padł z głodu. w końcu mi się go szkoda zrobiło i wypuściłam. Po prostu Vincent będzie miał troszkę trudną sytuację ^^
I wiem że Marcus nie ożyje Mimo że tak za nim tęsknię :P
Tak więc idę grać, żeby skrzywdzić Vincenta xD Nie ma to jak motywacja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 14:57, 27 Kwi 2010    Temat postu:

To mały offtop, ale z ciekawości zapytam: po co 4 dni, jak można użyć kodów? o.O

Taak... Przyznam się, że ja też tęsknię. xP


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 21:04, 27 Kwi 2010    Temat postu:

Albowiem ponieważ gdyż nie gram na kodach ^^ To znaczy zdarza mi się, ale bardzo rzadko i to tylko ten na tysiączka. I ta mi się przypomniało że jednak jedną simkę zabiłam w grze. Spaliłam ją bo było mi to do FS potrzebne. Wiem, brutal jestem.

Mam zdjęcia na jakieś 2-3 relacje. I okazało się, że miał pocierpieć Vincent, a on tylko po łapkach dostał. Wszystko poszło na barki Tahiyi. To tyle. Jutro dodam następną relację.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 6:57, 28 Kwi 2010    Temat postu:

Timberlie, bardzo lubię twoje historyjki, bo opisujesz miło i sympatycznie normalną grę. ;) Już się bałam, że nic nie napiszesz. Ciekawie wyszła ci znajomość Vincenta z Igi, po prostu się przyjaźnią, ale ona nie jest zadowolona z obrotu spraw (zaręczyny). Cieszę się, że nie bałaś się napisać, że z jednej sytuacji po prostu nie masz zdjęć. Dodałaś mi tym odwagę, bo ja czasem też się zagapię i nie porobię. ;)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 9:22, 28 Kwi 2010    Temat postu:

W zasadzie mogłabym zacytować odpowiedź Ann ;) Twoje relacje czyta się przyjemnie, bo są takie ciepłe i... normalne. Przyznaję, że lubię np. mroczne opowieści, ale z czasem można poczuć ich przesyt. A takie sympatyczne opowieści zawsze działają na mnie pozytywnie- leżę w łóżku z jakimś paskudnym przeziębieniem (kto to widział chorować pod koniec kwietnia?! To tylko ja potrafię przechodzić całą zimę, aby na wiosnę zaniemóc już drugi raz ;)), przeczytałam relację i od razu zrobiło mi się lepiej

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 21:15, 28 Kwi 2010    Temat postu:

Ann, miałam nie pisać, ale cóż... ^^ Vincent zrobił się strasznie inspirujący Jeśli chodzi o Igi to ma dość specyficzny charakter. Ale z Vincentem tylko się przyjaźnią. Zresztą ona przyjaźni się praktycznie ze wszystkimi domownikami. Bez nacisku na 'praktycznie' oczywiście ;) I strasznie tęsknię za Twoimi relacjami! Pojedyncze zdjęcia to nie to samo

Alex, cieszę się, że tekst ma właściwości lecznicze ^^ Życzę szybkiego powrotu do zdrowia I dziękuję za miłe słowa.

Jeśli chodzi o relację, to wybaczcie jeśli nie udało mi się uchwycić smutnej atmosfery jaka była w grze, ale (prawdopodobnie odreagowując stres związany z testami) mam kompletną głupawkę ^^ No i tak myślę że będzie dla Shar która nie offtopuje xd


Mimo jej nagannych zachowań i zwyczajów postanowiłam jakoś się z nią dogadać. W końcu jeśli mam zostać żoną Vincenta, muszę akceptować jego przyjaciół. No i te różne... znajome. Któregoś dnia po obiedzie zagadałam do niej. Ktoś w końcu musi zrobić pierwszy krok. Zapytałam czy słyszała o nowej książce Achta Unga, mojego ulubionego pisarza. Ta cała Ignance zbyła mnie ziewaniem! Stwierdziła, ze jest mało nowoczesny skoro wydaje książki na papierze. Jak ona mogła?!


Zrzuciłam to jednak na karb różnicy zainteresowań. W końcu nie wszyscy muszą lubić czytać. A patrząc na nią stwierdziłam, że niepotrzebnie zaczynałam temat. Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Próbowałam jej nauczyć naszej narodowej egipskiej piosenki, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.


Jednak ona kompletnie fałszowała! Rozumiem wszystko, ale nie z tą piosenką! Miarka się przebrała. Wykrzyczałam jej, że tak jęczeć to ona sobie pod prysznicem może, bo normalni ludzie wiedzą o istnieniu czegoś takiego jak linia melodyczna!


Wtedy ta "Igi", jak nazywa ją Vincent kiedy ma dobry humor zrobiła przerażoną minkę małej dziewczynki. Jakież niewiniątko! A kto najpierw człowieka do rozstrojenia nerwowego próbuje doprowadzić?


Wtedy przyszła pani Fiona, która jak się okazało cały czas byłą w kuchni. Ze zwykłą sobie lekkością i neutralnością podziękowała Ignance za sprzątnięcie po śniadaniu, a mi powiedziała, że Vincent wołał mnie do pokoju.


Okazało się, że Vincent czekał na mnie z szampanem na biurku. Hm, wyjątkowa okazja? Potem zaczął mi prawić komplementy. To miłe, że tak dobrze o mnie myśli. Jak wspaniale mieć kochaną osobę!


Potem mnie pocałował. Taaak, od tego pierwszego pocałunku w Egipcie, do którego nie doszło, Vincent zachowywał się jakby chciał nadrobić stracony czas.


Potem jednak wszystko stawało się coraz bardziej intensywne. Zaczynałam się domyślać, co planował. Cóż, wstyd się przyznać, ale nie miałabym nic przeciwko.


Potem... hmm, potem... W każdym razie rodzina by mnie wydziedziczyła, gdyby się o tym dowiedziała ;)


---

Ignance uwielbiała poranki. Wprawdzie nie miała skłonności do wczesnego wstawania, ale straszną przyjemność sprawiały jej chwile, w których czuła się niczym nie skrępowana. Mogła puścić sobie ulubioną muzykę i tańczyć w samej piżamie, patrząc na morze ograniczone jedynie horyzontem, a nikt nie miał do niej o to pretensji. Taak, zdecydowanie dobrze jest mieszkać z przyjaźnie nastawionymi ludźmi. Wróć. Z przyjaźnie nastawionym Zakochańcem-Vincencikiem i Kochaną Panią Fioną. To by było tyle jeśli chodzi o domowników.


Jej prywatne Poranne Budzenie Optymizmu, jak to nazywała, przerwało pojawienie się Zakochańca-Vincencika, który zaspanym głosem pytał, czy nie widziała gdzieś babci. Zaśmiała się w duchu. Takie sytuacje zdarzały się ostatnio dość często. Ale co się dziwić? Vincent był ostatnio strasznie zaprzyjaźniony z sypialnią, a przy tym strasznie niewyspany ^^


Potem jednak dzień przebiegał bez niespodzianek. Zakochaniec-Vincencik i Kochana Pani Fiona pojechali do pracy. Ona została w domu z pewną niezbyt miłą Egipcjanka. Nie przejmowała się tym jednak. Wydawca był zadowolony z jej pierwszej książki, więc chodziła po domu podśpiewując. Wtedy nagle pojawiła się panna Mumia i wyśmiała umiejętności pisarskie Ignance. (Tak w ogóle tematy ich kłótni strasznie ułatwiają mi spójne pisanie relacji ^^)


Tego blondynka wybaczyć nie mogła. Pisanie było jednym z jej najczulszych miejsc. Mocniej zabolałoby tylko czepianie się rodziny. Zaczęła krzyczeć, że Tahiya zachowuje się jak rozkapryszone dziecko i najlepiej powinna wrócić do etapu butelki ze smoczkiem.


Potem wykpiła najczulszy punkt Tahiyi - jej inteligencję. Tahiya była mądrą kobietą. Za wszelką cenę starała się, żeby jej horyzont myślowy nie był ograniczony. Dlaczego więc miałaby znosić obelgi od tego nieopierzonego kurczaka? Już miała przygotowaną ripostę...


...kiedy pojawił się Vincent, który zapomniał wziąć czegoś do pracy i musiał przyjechać do domu. Z jego szybkiej analizy sytuacji wynikało, że Igi prawie doprowadziła Tahiyę do płaczu. Nie mógł znieść krzywdy ukochanej osoby, więc zaczął krzyczeć na przyjaciółkę.


Potem przytulił narzeczoną, mówiąc uspokajającym tonem, że już będzie dobrze i mamrocząc coś na temat niedojrzałości Ignance. Ta stała tam wkurzona tym, że nikt nie przejął się tym, że ma własną wersję. Stwierdziła jednak, że narzucać się nie będzie i wyszła z domu.


Kiedy Vincent wypuścił Tahiyę z objęć, ta momentalnie zaczęła się na niego drzeć. Oboje byli wegetarianami więc nazwanie go bezmyślnym mięchem, które nie potrafi zrozumieć problemów było ogromną obelgą. Vincent faktycznie nie rozumiejąc o co cały szum postanowił pójść w miejsce, gdzie będzie mógł spokojnie pomyśleć.


Ku swojemu zaskoczeniu spotkał tam Ignance. Okazało się, że jej również najlepiej myślało się na plaży. Zauważyła jego złość i uspokajała, mówiąc, że mimo upływu czasu Tahiya ciągle czuje się tu trochę niepewnie. W końcu cała jej rodzina i wszyscy, którym mogła ufać i z nimi rozmawiać zostali w Egipcie. To normalne, że trochę im się przez to obrywa.


Te słowa podziałały na Vincenta, bo dawały nadzieję, że niedługo będzie ok. Wtedy olśniło go, że jego zwyczaje na tyle się zmieniły, że zaniedbywał przyjaźń z Igi. Zauważył, że kłótnia ją zasmuciła. Kazał jej się rozchmurzyć i obiecał, że znajdzie więcej czasu, żeby normalnie z nią rozmawiać.


Jednak wbrew ich nadziejom, wcale nie było lepiej. Tahiya stała się strasznie drażliwa. Najmniejszy drobiazg potrafił porządnie wyprowadzić ją z równowagi. Bo kto inny przejąłby się tym, że w salonie są kamienie wszystkich kolorów oprócz czarnego? Kogo zirytowałoby to, że śliwki są mniejsze od jabłek? Kłótnią kończyło się też każde jej spotkanie z Ignance. Igi starała się unikać jej jak tylko mogła, ale powodowało to też unikanie reszty domowników, bo oni dużo czasu spędzali z Egipcjanką. W końcu Vincent miał dość takiego stanu rzeczy i zaprosił Ignance na mecz.


Oczywiście zaowocowało to ogromną awanturą w domu. Tahiya krzyczała, że skoro jej już nie kocha, to niech po prostu odeśle ją do domu. W końcu po co mu ktoś taki? Tłumaczenie Vincenta nic nie dało.


I tak było na okrągło. Szukając spokoju, mężczyzna dużo czasu spędzał w pokoju babci. Właściwie babci i Ignance, jednak tej drugiej prawie nigdy nie było. Bolało go to, że z Tahiyą nie dało się normalnie porozmawiać. Tęsknił za przytulaniem jej, bo nie pozwalała na to. Nie mówiąc już o sprawach, ekhem, łóżkowych.

Pewnego dnia, kiedy jak zwykle zaszył się w pokoju babci, zobaczył, że w rogu stoi jakiś nowy sprzęt. Okazało się, że jest na tyle duży, że można do niego wejść, co też zresztą zrobił.


Ku jego przerażeniu, drzwi się za nim zatrzasnęły. Samej chwili przebywania w środku nie pamięta dokładnie, ale kiedy wyszedł poczuł się dziwnie lekki. Spojrzał na siebie i z wielkim zaskoczeniem stwierdził, że zniknęła jego nadwaga! No i mięśnie, które przypadkiem wypracował próbując schudnąć, stały się bardziej widoczne.


Było to bodźcem, którego potrzebował. Niby zwykła zmiana wyglądu, ale dodała mu pewności siebie. Najwyraźniej pora zacząć nowe życie. Nowe lepsze życie. Tak... Po dokładnym przemyśleniu sprawy wiedział co robić. Parę dni później szedł po domu nasłuchując znajomych krzyków, jednak panowała cisza przerywana jedynie odgłosami przesuwania się ciężarków w przyrządzie do ćwiczeń. Odkąd Vincent schudł, jedyną osobą, która z niego korzystała była Tahiya. Z rękami zaciśniętymi z nerwów skierował się w stronę dźwięków.


Poprosił ją o rozmowę. W myślach cały czas powtarzał 'Muszę to zrobić. To najlepsze wyjście. Pamiętaj Vincent, nowe lepsze życie!'. Tak dopingowany jednym tchem (by nie stracić odwagi) powiedział Tahiyi, że on już nie może z nią wytrzymać. Że starał się, żeby wszystko jej odpowiadało, ale dłużej nie potrafi wytrzymać obecnej sytuacji. Że ją kocha, ale jego życie mimo wszystko było lepsze zanim ją poznał. Że najlepiej będzie jeśli się stąd wyprowadzi, bo nie chce, żeby jego widok sprawiał jej cierpienie. Spodziewał się protestów, gwałtownych zapewnień, że się poprawi itd., jednak Tahiya tylko spojrzała na niego z przerażeniem i niedowierzaniem, po czym jej twarz przybrała zupełnie beznamiętny wyraz.


Potem spojrzała mu w oczy i głosem, który nie wyrażał żadnego uczucia, jedynie informację powiedziała, że rano była u lekarza i potwierdziło się, że jest w ciąży. Vincenta kompletnie zatkało.


Potem przez jej twarz przemknął ledwie zauważalny grymas i zapytała co teraz zamierza zrobić. Jakiś głosik w jego głowie cynicznie powtórzył: "Nowe, lepsze życie"...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Timberlie dnia Śro 21:22, 28 Kwi 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 21:23, 28 Kwi 2010    Temat postu:

Po pierwsze, to czuję się wyróżniona.
Po drugie - poplątało się i to ładnie. Vincent będzie płacił alimenty?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 6:44, 29 Kwi 2010    Temat postu:

Na prawdę się poplątało. Te humory nasza Egipcjanka zawdzięcza ciąży, nie? I wszyscy jej wybaczą, że się kłóciła... Bardzo mi się podobało, czytałam z niepokojem tą część, więc moim zdaniem udało ci się oddać atmosferę panująca w domu. Na początku bałam się, że babcia Fiona umrze. I dlatego będzie smutno...
Ja na prawdę nie wiem kiedy pojawią się moje relacje, ale na pewno kiedyś wrócę z dużym zapasem zdjęć. ;) Pewnie w wakacje, bo spędzę je "na budowie".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 21:42, 03 Maj 2010    Temat postu:

Vincent alimentów nie będzie płacił ^^ Możliwe że humorki miała od ciąży, nie wiem. A co zrobili? Zapraszam do czytania ^^

Fiona wyszła na dwór zająć się ogródkiem. Praktycznie ostatnio jej życie ograniczało się do trzech sfer: praca, spędzanie czasu z Igi (przeważnie przekazywanie jej wiedzy o zawodzie), i przygotowywanie jedzenia, czyli kuchnia i ogródek. Będąc już na dworze, zauważyła, że na ławce w ogródku siedzi Tahiya. Przysiadła się do niej i zauważyła, że jej wyraz twarzy wskakuje, że ma ochotę się rozpłakać.


Co zresztą chwilę potem uczyniła. Wstała, jakby chcąc wrócić do domu, ale widząc, że Fiona również wstaje, rzuciła jej się w ramiona i zaczęła płakać na ramieniu. Fiona była zaskoczona i zmartwiona. Co mogło tak załamać Tahiyę? Głaskała ją po plecach, żeby chociaż troszkę uspokoić.


Widząc, że trochę to pomaga, zaczęła jej mówić, że dziewczyna w jej wieku nie powinna się martwić. W końcu ma przed sobą całe życie... Wszystko się jeszcze ułoży. Widząc, że ten tekst jednak trochę sprawę pogorszył, zapytała o powód smutku.


Wtedy Tahiya powiedziała, że jest z Vincentem w ciąży. Fiona przyjrzała jej się i stwierdziła, że chyba rzeczywiście trochę przytyła. Odruchowo przyłożyła rękę do brzuszka Egipcjanki. Kiedy szok trochę przeszedł, zapytała czemu Tahiya się nie cieszy. Przecież powinna skakać z radości a nie płakać!


Ta jednak opowiedziała, w jaki sposób przyszło jej poinformować Vincenta. Nie wiedziała teraz, co ma robić. Przecież wyraźnie zaznaczył, że najlepiej byłoby, gdyby się wyprowadziła, a ona nie może wrócić do rodziny. Panna z dzieckiem? Wyrzuciliby ją na bruk! Zresztą tak jak on... Fiona powiedziała, że oczywiście ma tu zostać. Przynajmniej dopóki nie wymyśli czegoś lepszego. A ona już sobie z Vincentem porozmawia.


Tahiya zdobyła się na małą próbę uśmiechu. Przynajmniej ma gdzie mieszkać. Ale jaki to dom? Były narzeczony, na którego widok serce próbuje zabiegu autodestrukcji, Ignance, która udaje niewiniątko, a kłóci się jak lwica i pani Fiona, która z obowiązku kazała jej tu zostać. Przeszła się nad znajdujący się niedaleko domu stawek. Pech chciał, że była tam również Ignance. Tahiya, chcąc mieć chociaż satysfakcję z jej reakcji, opowiedziała o ciąży i reakcji Vincenta.


Tak jak się spodziewała, Ignance zaczęła przepraszać, za wszystkie kłótnie i niedogodności, jakich Tahiya doświadczyła tu z jej strony.


Potem jednak zrobiła coś, co Tahiyę zaskoczyło - przytuliła ją, mówiąc, że wszystko się ułoży. Musi. Egipcjankę podbudowało to, że Igi okazała się tak ludzka.


Potem Igi zrobiła coś jaszcze bardziej zaskakującego. Zawołała do brzuszka: "Hej Maluszku! Tu ciotka Igi!" i przyłożyła ucho, jakby czekała na odpowiedź. Tahiya pierwszy raz tego dnia się zaśmiała.


Po kilku miesiącach Tahiya była już w stanie znosić obecność Vincenta. Już nawet całą godzinę! Zdecydowała się pograć w szachy, żeby wyćwiczyć logikę, która w jej zawodzie lekarza była potrzebna. Vincent postanowił jej towarzyszyć. Gra była mimo wszystko pokojowa. Żadnych latających figur szachowych.


Po dłuższej rozmowie stwierdzili, że są w stanie zostać przyjaciółmi. Z naciskiem na TYLKO przyjaciółmi. Takie rozwiązanie Tahiyi pasowało.


Jeśli chodzi o sytuację Vincenta, to jedyną osobą w domu, która nie tyle go tolerowała, co lubiła, była Ignance. Babcia za każdym razem rzucała mu zmartwione spojrzenie. Z tym, że martwiła się o Tahiyę i dziecko, nie o niego. Czasem rzuciła jakiś kąśliwy komentarz. Byłą narzeczona niby znosiła jego obecność, ale wiedział, że sprawia jej tym ból. A z Igi potrafił przetańczyć całe popołudnie. To znaczy o ile reszty kobiet nie było w pobliżu.


Pewnego dnia Tahiya usłyszała o przyrządzie, którym można zmienić sobie humor. Bojąc się, że jej załamanie źle wpłynie na dzidzię, postanowiła spróbować go użyć.


I rzeczywiście jej pomogło (ach ta siła autosugestii ;)). Zamiast o złamanym sercu, zaczęła myśleć o pieniądzach na życie dziecka. W końcu nie miała jeszcze nawet łóżeczka dla maluszka.


Któregoś wieczoru Igi i Vincent wybrali się do kina. Było to bardzo w ich stylu. Wieczorem często mieli chwilę spokoju. A przecież na tą premierę Ignance czekała kilka miesięcy!


Nocami najczęściej gdzieś wybywali z domu. A to jakiś wodospad i nocne łowienie rybek...


A to bujanie się na huśtawkach... Vincent zawsze sobie siedział w zamyśleniu, a Igi szalała jak w dzieciństwie.


Raz zdarzyło im się łapać motyle. Może to i niezbyt legalne, ale tak ładnie wyglądały...


Jeden nawet usiadł Igi na palcu. (Uważam to zdjęcie za przesłodkie ^^)


Bywali też na plaży. Na zdjęciu akurat pieką owoce nad paleniskiem. Vincent rządzi - piekł Płonące Owoce xD


Nocą mogli odpocząć od wszystkiego (odpocząć, nie wyspać się). Tak, noc zdecydowanie była ich porą...


Vincent starał się jak mógł, żeby z powrotem jakoś zasłużyć sobie na chociaż maleńką iskierkę sympatii u domowniczek. A jeśli nie, to chciał chociaż poczuć się potrzebny. Przeważnie pomagał babci i Tahiyi w ogródku.


Zmienił się też 'rozkład'. Vincent musiał przenieść się do drugiej sypialni, a że nie było miejsca, a na kanapie się nie wysypiał, to musiał dzielić łóżko z babcią. A właściwie babcia z nim. Obydwoje nie byli zadowoleni. Ignance się upiekło, bo jej łóżko było pojedyncze. Zresztą z nich wszystkich tylko ona potrafiła się na nim wyspać, mimo wystających sprężyn.


Tahiya miała dla siebie całą ich sypialnię. Śniła spokojnie o dziecku. W końcu to ono miało być jej przyszłością. Tylko miłość do niego nie zostanie odrzucona.


Kiedy zaawansowanie ciązy uniemożliwiło pracę w ogródku, Fiona zaraziła Egipcjankę pasją do malowania. Potrafiły całe dnie spędzić przy sztaludze, robiąc tylko małe przerwy na jedzenie i toaletę.


I w końcu nadszedł ten dzień! Tahiyi odeszły wody, a Vincent, który w myślach ćwiczył tą sytuację od miesięcy, z dużą pewnością siebie wyciągnął telefon i zadzwonił po taksówkę. Kiedy ta przyjechała, pomógł Tahiyi się do niej wtoczyć i pojechali do szpitala.


Po kilku godzinach wyszli ze szpitala i pojechali do domu. Ale już nie sami. Tahiya cały czas trzymała na rękach małą Talithę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
neonka
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 579
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 23:14, 03 Maj 2010    Temat postu:

łojojoj, pokomplikowało się... ciekawi mnie co zrobi teraz Vincent.... mam tylko nadzieję, że nie złamie w najbliższym czasie już nikomu serca ^^'

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 6:47, 04 Maj 2010    Temat postu:

Na prawdę skomplikowałaś im życiorys. I wpędziłaś mnie w kompleksy, że przy waszych historiach moje nie będą zauważane. :P Bardzo cieszę się, że Tahiya polubiła się z Igi. I że Vincent ma wsparcie w swojej przyjaciółce. No i użycie przyrządu do zmiany nastroju, chyba pierwszy raz widzę go w relacjach. Bardzo mi się podobało i mam nadzieję, że wkrótce w ich domu przestanie panować tak napięta atmosfera.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 32, 33, 34  Następny
Strona 1 z 34

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin