Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Relacje Matryoshki; 15 VIII
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 10:14, 03 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
- Chłoń ten widok, mała, napawaj się nim.
- Goń się.

omfg xd

Kto to jest? Kto to jest? Achhh, ja chcę nową relację. ;C

Ona powinna być z Rayem. Tak do siebie pasują :hamster_cry: Ten tautatuażysta nie jest taki zły ;o Dziwne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 10:43, 04 Sie 2012    Temat postu:

Na początek - dzięki wszystkim za komentarze. ;)
Taaak, Penny dostała imię właśnie po tej Penny z Teorii wielkiego podrywu. Very Happy
Zanim jeszcze przejdę do relacji, trochę marudzenia.
Raz, wybaczcie mi jakość tekstu, ale 38 st. gorączka w żaden sposób nie pomaga w pisaniu.
Dwa, przepraszam za..hm, natłok wydarzeń w jednej, w dodatku krótkiej relacji, ale gdybym to jakoś rozłożyła, to wyszłoby jeszcze krócej i... no. :hamster_smile:
And now...


Relacja 4.
Intrygi.



Zupełnie nie wiedziałam, co myśleć o TAKIM zbiegu okoliczności. Doprawdy, Wszechświecie, w tamtym okresie fundowałeś mi zdecydowanie zbyt wiele niespodzianek. Choć, muszę przyznać, nie rozczarowałam się zachodem słońca; był chyba jeszcze piękniejszy, niż mi obiecał.


Charles należał do typu ludzi, którzy wszystko dokładnie kalkulują i rozważają wszelkie za i przeciw, zanim ruszą tyłek i coś zrobią. Nieważne, czy chodzi o naprawę zlewu, czy spotkanie z prawdopodobnie-choć-niekoniecznie dawną znajomą.


Dlatego w pierwszej kolejności postanowił zatrudnić mnie do renowacji domu, który kupił za bezcen tylko dlatego, że kilka pokoi zostało niewykończonych. Dopiero kiedy okazało się, że jestem właściwą Penny Rivers, przeszedł do czynów i zabrał mnie do prawdopodobnie najromantyczniejszego miejsca w całym Hidden Springs. Odebrałam to raczej jednoznacznie, choć wtedy jeszcze wołałam się nie zdradzać ze swoimi podejrzeniami.


W zamian za to z niekrytą ekscytacją poprosiłam go, by spędził ze mną wieczór, jak za starych, dobrych lat. Zgodził się jakby z ulgą, najwidoczniej wdzięczny mi za to, że przejęłam inicjatywę.




To niewiarygodne, ale przy Charlesie wreszcie zapomniałam o Jeremym, Lenie, Rayu, niebezpiecznej tendencji do nadużywania alkoholu, Johnnym, braku zleceń i... całej reszcie.
_____________________________________


Kilka tygodni później, ze zdecydowanie za długą grzywką i w nieziemsko niewygodnych butach, dokonywałam ostatecznych poprawek w swoim wyglądzie w oczekiwaniu na spotkanie z Charlesem. Jedno z bardzo wielu w tamtym okresie.


Ray wszystkiemu się przyglądał, udając, że maluje. Bardzo spodobał mu się mój balkon i widok, jaki się z niego roztaczał, a ponieważ przechodził wówczas okres zafascynowania impresjonizmem, uznał to miejsce za świetnie nadające się na arenę jego malarskich sukcesów i niepowodzeń. Mówiąc w skrócie- szpiegował mnie, sądząc naiwnie, że się nie domyślę.


Tamten dzień zapamiętałam bardzo dokładnie, bo kiedy zeszłam na dół z zamiarem przygotowania sobie tostów, odkryłam, że kuchenkę gdzieś wcięło.
- Raaaaay?


Gdy poczłapałam z powrotem na górę, co znacznie utrudniały mi nierozchodzone buty, prawie odgryzłam sobie palec, staranowana przez pochłoniętego pracą... komornika?


Z delikatnością godną głodnego rekina tygrysiego popchnął mnie na ścianę (dziś powątpiewam w jego "sorry, niechcący") i poszedł dalej siać spustoszenie w moim królestwie.


Utrata budzika, którego zepsułam zaraz po pierwszym użyciu bardzo mnie dotknęła.


Tak bardzo, że postanowiłam poskarżyć się Charlesowi.


Zmieszałam bezczelnego komornika z błotem i powiedziałam, że chyba nabił mi siniaka. Charlie obiecał policzyć się z nim później, a mi kazał łaskawie się pospieszyć. Byłam już spóźniona? Niemożliwe. Nigdy się nie spóźniałam.


Tak czy inaczej, wygładziłam sukienkę ostatni raz i cierpiąc męki z każdym krokiem, opuściłam swój azyl. Pewnie nawet zastanowiłabym się, co w moim salonie robiła jaszczurka, gdyby czas tak mnie nie naglił.
_____________________________________


Z Charlesem wszystko wyglądało inaczej, niż z Jeremym. Ciężko opisać tę różnicę, ale... Uczucie, które żywiłam do Jeremy'ego było ciężkie i wymuszone. Przy Charliem wszystko przychodziło naturalnie i dlatego zdecydowałam, że powinien poznać drugiego najważniejszego mężczyznę mojego życia.


Nie wzięłam jednak pod uwagę faktu, że mogli znać się wcześniej.
- Charles.
- Ray.



Ray nie był zwolennikiem widowiskowych kłótni, podobnie jak Charlie. Ich starcie polegało w dużej mierze na zabijaniu się wzrokiem i rzucaniu co jakiś czas ciętych uwag, wolałam jednak nie dawać im zbyt wielkiego pola do popisu i wkroczyć zawczasu.


Spytałam Raya, czy mógłby spróbować mi wytłumaczyć, choćby w skrócie, co właśnie się stało i dlaczego. Nie otrzymałam odpowiedzi, bo Ray obrał strategię bycia uroczym i powędrował spojrzeniem do Charlesa, który to z kolei ziewaniem zasygnalizował, że nie ma zamiaru w żaden sposób mu (i mi przy okazji) pomagać.


Starałam się wyglądać tak groźnie, jak tylko potrafiłam, ale nic nie zdawało egzaminu. Burknęłam więc tylko, że są podli i odmaszerowałam w stronę domu. Szczerze powiedziawszy, bardziej męczyła mnie wtedy sprawa za ciasnych butów, niż niechęci Charlesa do Raya (czy tam odwrotnie).


Obaj powędrowali za mną. Spróbowałam dowiedzieć się czegokolwiek jeszcze raz, gdy znalazłam się sam na sam z Charliem, ale on uznał, że powie mi o wszystkim w swoim czasie. Tak, tajemnice i zagadki były wtedy ostatnim, czego brakowało mi do pełni szczęścia.


Widocznie musiałam pogodzić się ze świadomością, że mój asystent ukrywał przede mną więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.
_____________________________________


Mijały dni, a zarówno Ray, jak i Charles słowem nie wspominali o sprawie, która tak ich poróżniła. W końcu i ja przestałam drążyć temat, zadowolona, że choć pod tym względem byli zgodni.


Johnny nagle postanowił na powrót pojawić się w moim życiu. Zaprosił mnie do siebie, co bardzo mnie ucieszyło, bo długo nie dawał znaku życia i zaczynałam się o niego martwić.


Przywitał mnie na podwórku i tam wylałam z siebie prawdziwy potok słów, karcąc go za przeciągające się milczenie i jednocześnie okazując radość ze spotkania, które wreszcie doszło do skutku. Johnny wysłuchał mnie do końca, po czym zaprosił do środka, informując, że ma mi do przekazania coś ważnego.


Zaintrygowana posłusznie powędrowałam za nim i… Cóż, mógł chociaż uprzedzić, żebym usiadła.
- Ożeniłem się, dasz wiarę?


Nieźle mnie wtedy zamurowało. On? Facet, który godziny spędził na tłumaczeniu mi, że małżeństwo powinno być owocem prawdziwej miłości i długich rozważań nad wszelkimi za i przeciw? Chyba nawet mu nie pogratulowałam. Poprosiłam tylko sucho, żeby odprowadził mnie do wyjścia, nie kryjąc zażenowania. Było po nim widać, że nie takiej reakcji się spodziewał.


Johnny zwyczajnie mnie wtedy rozczarował. Zapałałam więc ogromną ochotą na zrobienie coś głupiego, żeby mu pokazać, że gdzieś miałam jego wielce dojrzałe rady. I... cóż, dwa razy nie musiałam sobie powtarzać.


- Cholera, Charles? Penny nie ma, nie wiem, kiedy wróci. Rozumiem, że wy i w ogóle, ale mógłbyś chociaż zapukać...
- Zdaje się, że to już nie będzie konieczne, sąsiedzie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 11:28, 04 Sie 2012    Temat postu:

Tres bien! Very Happy

On zabije Raya? Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. On jest taki cudowny i wgl, nie ma! Charles wydaje mi się kanciarzem. Serio. Trochę go nie lubię, bo.. Ja chcę żeby Ray był z Penny. ;<
Johny się ożenił?! A gdzie jego żona/mąż? Co zrobi Penny? AAAAAA!

ja chcieć nowa relacja! :hamster_beautiful:


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Sob 23:43, 04 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 22:10, 04 Sie 2012    Temat postu:

Nie zabije go... ale mógłby. Szkoda.
Relacja bardzo fajna, szkoda, że taka krótka.
Ja tam lubię tego nowego gościa. Tak samo hipstęłski jak główna bohaterka xd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 2:25, 05 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
Johny się ożenił?!

Zareagowałam podobnie... :| Poszłam sprawdzić, co u niego, a on okazał się mieć żonę. I to nie byle jaką... Ale to w swoim czasie. xd

Cytat:
Tak samo hipstęłski jak główna bohaterka xd

Wwwwww, nie widzę w Penny nic hipsterskiego... A Charles miał być podobny do Marka Fostera (oczywiście nic z tego nie wyszło Very Happy), dlatego może wydawać się hipsterem, o! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 10:57, 05 Sie 2012    Temat postu:

Liczyłam na to, że się okażą gejami xd A właściwie biseksualistami O.o

Podobała mi się relacja, ale nie podobał mi się Charles, bo podskakuje Rayowi. Jak go zabije to ma u mnie przerąbane i nawet zapłodnienie Penny mu w tym nie pomoże.
I czekam na żonę Big Johna


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 21:21, 05 Sie 2012    Temat postu:

Very Happy Chcę więcej! Starałam się, naprawdę się starałam wstrzymywać przed przeczytaniem do momentu, kiedy dodasz przynajmniej jedną nową relację. Ale się nie udało...

Uwielbiam takie cudowne zdjęcia w relacjach jak to twoje z zachodzącym słońcem. Swojego czasu paćkałam takich wiele do relacji, ale było jeszcze za czasów mojej Świętej Trójcy, o której i tak pewnie nie masz pojęcia, ale wybacz, uwielbiam o nich gadać. Very Happy

Wracając do głównego wątku... Charlie może i nie jest facetem, który byłby w stanie złapać wiele kobiet na swoją buźkę, ale to nawet dodaje mu uroku... Po dłuższym przemyśleniu podobają mi się nawet te ciemne worki pod oczami. Jestem trochę skonfundowana z powodu Raya, ale nadal go szczególnie lubię. Ciekawe tylko czy to potrwa jeszcze długo... mam jakieś złe przeczucia. Co do Dużego (Wielkiego?) Johna.......... facet sobie w kulki leci! Mentor, przewodnik dla Penny, a koniec końców okazuje się niezbyt odpowiedzialny i przeczy samemu sobie. Ale i tak jest pocieszny...

Edit: Po ponownym przeczytaniu komentarza doszłam do wniosku, że jest totalnie urwany, więc hm... starając się zakończyć to jakoś sensowniej... Wyrażę swoje ubolewanie nad brakiem nowej relacji i pragnienie przeczytania następnej!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Nie 21:26, 05 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 23:50, 05 Sie 2012    Temat postu:

Nikt nikogo nie będzie zabijał, spokojnie. Very Happy

Cytat:
(...) jeszcze za czasów mojej Świętej Trójcy, o której i tak pewnie nie masz pojęcia

Możliwe, że mam, bo przeglądałam też stare relacje, chociaż teraz nie kojarzę, o kogo może chodzić. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 15:06, 07 Sie 2012    Temat postu:

Ze względu na to, że zaczynam już zaliczać definitywny spadek formy na dziś, pozwolę sobie bardzo ogólnie skomentować wszystkie relacje.

Czyta się fajnie, tak lekko i szybko. Główni bohaterowie przypadli mi do gustu, a zwłaszcza Ray - ma coś w sobie chłopak. Do tego robisz naprawdę ładne zdjęcia. Tylko czasami Penny lekko mnie irytowała, zamiast być z takim fajnym gościem jak Ray, ona nie wiadomo czego szuka... Nic tylko pacnąć ją w czoło.

Na koniec pozostaje mi jedynie pogratulować udanego debiutu na naszym forum.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rei dnia Wto 15:07, 07 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 2:44, 09 Sie 2012    Temat postu:

Dziękuję, Rei. :* Penny w zamyśle miała postępować, no, głupio i utrudniać sobie życie, czego się trzymała(m) w miarę sumiennie.

Zacznę od tego, że zdaję sobie sprawę z poziomu, jaki reprezentuje ta relacja (chaos, chaos, tak duuużo chaosu), ale musiałam jakoś przebrnąć przez ten wątek, bo zaczynały mi się robić zaległości. Gorączka nie pomagała, koty, które co chwilę musiałam wyjmować zza łóżka/spod łóżka/zza lodówki/zza pralki/spod szafy et cetera, et cetera… też nie. Uznałam, że lepiej być nie będzie i wstawiam to co mam, świadoma, że to, cóż, piece of shit i z nadzieją, że mi to wybaczycie.
Macie śliczną Kimbrę, żeby łatwiej było wam przez to przebrnąć. :3


Relacja 5.
Dobre intencje


Kiedy Charles dostał urlop i pojechał odwiedzić rodzinę, ja zostałam w Hidden, zawalona po uszy robotą. Do pomocy miałam jak zawsze nieocenionego Raya, jednak nieszczególnie chciało nam się pracować, gdy wiatraki ledwo zipały na potrójnych obrotach, a w domu nie dało się wysiedzieć.


Okazało się, że mój zapobiegliwy asystent przewidział taki obrót spraw i umówił się ze starym znajomym, że „on i jego przyjaciółka chcieliby gdzieś wyjechać na weekend, a nie mają pomysłu i… no, wpadną”. Zwalanie się na głowę komuś zupełnie obcemu było nie do końca w moim stylu, jednak ochota na oderwanie od codzienności zagłuszyła nieśmiało próbujące dojść do głosu sumienie i wyruszyliśmy następnego dnia.


Francja była taka, jaką ją sobie wymarzyłam. Magiczna. Zastanawiał mnie fakt, skąd znajomy Raya miał taką ogromną rezydencję (dopiero później Ray wytłumaczył mi, że to stara winiarnia) i dlaczego, na litość boską, wcisnął nam jeden pokój z dwuosobowym łóżkiem...


Chciałam wyjaśnić z nim tę kwestię, ale zostałam powstrzymana przez mojego uroczego asystenta, który z rozbrajającą szczerością oznajmił, że w piżamie naoglądał mnie się tyle, że ten widok już nie robił na nim żadnego wrażenia, a jedną noc może przemęczyć się na fotelu.
- Już nie robi na tobie wrażenia?
- Oj, nie łap mnie za słówka.



Dzień, w którym dotarliśmy na miejsce, upłynął nam na słodkim lenistwie, następny zaś przeznaczyliśmy na nielegalne buszowanie w zbiorach małego muzeum. Pomysł był Raya, nie mój!


Zadziwiające, że nikt nas nie przyłapał. Ilekroć pytałam o to Raya, on uśmiechał się szeroko i zbywał mnie machnięciem ręki, a ja nie wnikałam. Widocznie nie tak trudno było przekupić kustosza.


Penny wyszła tu zabójczo, więc wrzucam, chociaż nie mam w zasadzie po co. Very Happy


Nocą doprowadziliśmy się do porządku w publicznej toalecie, bo nie pozostało nam nic innego po tym jak Ray zgubił klucz do rezydencji swojego przyjaciela. Nie byłam zła, jak z początku sądziłam, wręcz przeciwnie. Cieszyłam się, że w wieku 33 lat przyjdzie mi jeszcze spać pod rozgwieżdżonym, francuskim niebem u boku… asystenta?


Co do tego nie byłam pewna. To znaczy owszem, Ray był moim asystentem, jednak czułam się dziwnie na myśl, że może kiedyś się zakochać w jakiejś kobiecie, wyprowadzić i zacząć żyć własnym życiem, w którym nie będzie miejsca dla mnie.


W nocy nie zmrużyliśmy oka, a po wstaniu nowego dnia udaliśmy się do starej winiarni. Ray z niewinnym uśmiechem stwierdził, że w sumie to chyba miał klucz cały czas, jednak nie miałam sił się na niego wściekać.


Wolałam nie opowiadać Charlesowi o tym, jak wparowałam Rayowi do łazienki i zastałam go takiego, jakim go Pan Bóg stworzył. Och, umiał zawstydzać się tak uroczo, jak nikt inny...


Szczotkując zęby usiłowałam nie myśleć o nagim Rayu, jednak, ma się rozumieć, średnio mi to szło.


Jako że przyszło nam przez chwilę mieszkać w winiarni, przed wyjazdem chętnie wzięliśmy się za degustowanie win. Przyjaciel Raya powiedział, że możemy opróżnić mu nawet całą piwniczkę, jeśli najdzie nas taka ochota, my poprzestaliśmy jednak na dwóch butelkach.


Korzystając z okazji, starałam się wyciągnąć z Raya coś na temat powodu jego nienawiści do Charlesa (czy tam odwrotnie). Dowiedziałam się tylko tyle, że chodziło o kobietę, ale tego sama mogłam się domyślić. Wszechświecie, dlaczego zawsze musi chodzić o kobietę?


Francję opuszczałam lekko podchmielona i przepełniona po uszy irytującym uczuciem niedosytu. Chciałam więcej. Nie wina, nie francuskich kamieniczek, nie żabich udek czy ślimaków, a Raya. W Hidden nie miałam nawet czasu wypić z nim porannej kawy…


Szybko przyszło mi odszczekać te słowa. Krótko po naszym powrocie, konflikt Raya i Charlesa nasilił się. Mogłam się tego spodziewać; sprowadziłam wilka do klatki lwa, to nie mogło skończyć się dobrze. Doszło nawet do tego, że Ray bywał niemiły też w stosunku do mnie, co wcześniej nigdy mu się nie zdarzało.


Zachowywali się z Charliem jak mali chłopcy, nie dorośli mężczyźni. Każdego ranka kłócili się o to, kto odbierze pocztę i to ja musiałam ich rozdzielać, w przeciwnym razie rozszarpaliby pewnie listonosza.


W tamtym okresie Ray pomieszkiwał w moim domku dla gości. MOIM domku dla gości. A Charlie postanowił go sabotować. Raya, nie domek. Choć w pewnym sensie domek też.


W jakiś niepojęty dla mnie sposób zepsuł kran tak, że nie dało się go naprawić domowymi sposobami i woda pryskała wartkim strumieniem w dzień i w nocy. Nie dowiedziałam się o tym od razu, o nie. Dopiero Johnny przyniósł mi tę nowinę, bo postanowił odwiedzić starego druha i zastał go brodzącego po kostki w kałuży wody.


- Zdrajca.


Zachowując zimną krew, zadzwoniłam po hydraulika, a potem zabrałam się za wycieranie podłogi. Wykładzina zamieniła się w jedno, wielkie bajoro, lada chwila zaczęłaby gnić i pleśnieć. Musiałam potem ją wymienić, a kosztami obarczyłam Raya i Charlesa. Nie wiem, jak się podzielili, nie wiem też, czy byli na mnie źli (bo ja miałam ochotę ich rozszarpać).


Później uspokoili się, znacznie. Starannie ignorowali swoją obecność i byłam zadowolona z takiego rozwiązania. Nie chciałam wspominać, że mogli pomyśleć o tym wcześniej. Liczył się dla mnie tylko spokój (choć atmosfera w pobliżu tej dwójki stawała się momentami tak gęsta, że można było ją ciąć nożem).


Sielanka nie mogła jednak trwać długo. Wkrótce po akcji ze zlewem, Charlie przedstawił mi propozycję nie do odrzucenia.
- Przeprowadźmy się gdzieś z dala od tego świra. Ten dom jest za mały dla naszej trójki.


Cóż… Miałam już ponad trzydzieści lat, a wciąż żyłam głupim złudzeniem, że Ray pozostanie w moim życiu na zawsze. Pewnie by tak było, gdybym nie rozstała się z Jeremym. Tego jednak żałować nie mogłam.


Propozycja Charliego dała mi do myślenia. Nie umiałam sama uporać się z tym dylematem. Jeśli zdecydowałabym się zostać tutaj, Charles śmiertelnie by się na mnie obraził. Mógłby nawet pomyśleć, że czułam do Raya coś więcej poza braterską miłością, co byłoby niedorzeczne. A Raya równie dobrze mogło nie być tu za kilka dni. Nie był mi nic winny, nie płaciłam mu kokosów, ot, przyzwyczaił się do tej roboty tak jak ja do mojej.


W pierwszej kolejności udałam się do Kelly. Remontowałam jej kiedyś sypialnię i tak jakoś wyszło, że od razu znalazłyśmy wspólny język i szybko się zaprzyjaźniłyśmy.


Wyjaśniłam jej pokrótce o co chodzi, a ona zrobiła dziwną minę i poradziła mi zejście na ziemię. Charlie był mój, a Ray mógł, choć nie musiał. Wszechświecie, przecież nie chciałam w żaden sposób wiązać się z Rayem. Dlaczego wszyscy na siłę pchali nas w swe ramiona, kiedy to była ostatnia myśl, jaka kiedykolwiek mogłaby przyjść mi do głowy?


Zjadłyśmy wspólnie kolację, a Kelly cały czas próbowała mi wbić do głowy swoje zdanie. Działała mi na nerwy, jednak robiłam dobrą minę do złej gry. Teraz wydaje mi się, że po prostu chciałam, żeby poradziła mi to, co sama chciałam zrobić, a nie co jej wydawało się słuszne.


Później przyszła kolej na Dużego Johna, który zaplanował wypad we troje na ryby. Tak, uznał, że powinnam poznać Iris, wybrankę jego serca.


Była taka, jaką ją sobie wyobrażałam: piękna, młodziutka i odrobinę zarozumiała, acz bystra blondynka. Po małej pogawędce doszłam do wniosku, że jest znośna. Przynajmniej miała coś do powiedzenia i wydawała się całkiem rozgarnięta.


Po rozmowie z Iris przyszła kolej na Johnnego. Przeczuwał, że święci się coś grubszego; przeprowadzka była – jak powiedział- nieunikniona- Ray i Charles się nie znosili, a ja zmusiłam ich do mieszkania pod jednym dachem.


- Jeden Greenstripe okazał się dupkiem, to czemu drugi miałby nim nie być? W końcu urodziła ich jedna matka, genetyka i te sprawy robią swoje. Przemyśl to dobrze, Charlie nieprędko ci wybaczy.


Za sam pomysł porównania Raya do Jeremy’ego, Johnny powinien był dostać w pysk, jednak pacyfka na nadgarstku zobowiązywała i w ostateczności po prostu uciekłam do domu. Mój dom… Byłam do niego przywiązana. Owszem, prezentował się raczej ponuro i mało przytulnie, ale spędziłam w nim wiele wspaniałych i przełomowych chwil. A teraz miałam tak po prostu to wszystko zostawić, bo mój facet nienawidził mojego asystenta. Współlokatora. Przyjaciela.


Niestety jeszcze jedną wadą mojego domu była jego wielkość (czy raczej powinnam rzec „niewielkość”). Był mały, za mały dla naszej trójki i zdecydowanie nieprzystosowany, by mieszkało w nim więcej osób. A nasz stan liczebny miał się wkrótce powiększyć.


Tak. Byłam w ciąży. Jeszcze tego samego dnia, kiedy lekarz oznajmił mi ową radosną nowinę, przystałam na propozycję Charliego, z trudem wmawiając sobie, że robię dobrze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 11:16, 09 Sie 2012    Temat postu:

Booooonjour! Relacion, yay!

Miałem taką cichą nadzieję , że napiszesz relację. Very Happy Zacznijmy od początku. Bardzo fajnie, że pojechali do Champs Les Sims. Zrobiłaś bardzo ładne ujęcia nieba. No i znowu rozterki sercowe Penny... ja nadal chcę żeby była z Rayem. A do tego jeszcze dziecko, jestem w szoku! Jak mogłaś? Crying or Very sad Czy Charlie to dobry wybór dla Penny... a Ray zrobił słodką minę, jak mu wparowała do łazienki. <3

Cytat:
- Już nie robi na tobie wrażenia?
- Oj, nie łap mnie za słówka.

To trochę dwuznaczne. Razz

Au revoir!

ps. Chcem dzidziola z Rayem. :|


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Czw 11:20, 09 Sie 2012, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 18:09, 09 Sie 2012    Temat postu:

Nie! Jak Penny to przeżyje, przecież dziecko to koniec jej niezależności. Nie wierzę! Jak mogłaś jej to zrobić. :hamster_nooo:
Relacja oczywiście świetna. (już czekam na kolejną).
Ona powinna być z Rayem, ale bez dzieciaka, po co dzieciak... a może... wtedy jak obudzili się razem. To będzie jego dzieciak :hamster_confused:
Ten wspólny wyjazd... myślałem, że jednak będą razem. Może do niego wróci, bo ten drugi (słaba pamięć do imion) okaże się debilem.
Moim simowie byliby zażenowani tym, że twoi wypili tylko 2 butelki wina.
Duży ma całkiem, całkiem żonę :P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 18:37, 11 Sie 2012    Temat postu:

Cytat:
"Dobre intencje"

[link widoczny dla zalogowanych]
Za każdym razem o tobie myślę, gdy słucham "Good intent". Very Happy Uhm, czy to zabrzmiało w dziwny sposób, tak jak mi się wydaje?

Fajny miałaś ten pomysł z wycieczką do Francji. Coś innego, świeżego. Bardzo mi się podobało. Very Happy "Penny wyszła tu zabójczo" - dokładnie te same słowa miałam w myślach, gdy zobaczyłam to zdjęcie. Do tego ma prześliczny kolor oczu...

Z całego serca kibicuję Rayowi (tak to się powinno odmieniać?) i Penny, chociaż Charlie wcale nie jest taki zły. I ma bardzo ładne imię. Very Happy Czystą przyjemnością jest dla mnie oglądanie screenów, które robisz w grze. Wyglądają tak, hm... schludnie, przemyślanie. A screeny krajobrazów to już w ogóle niebo.

Cytat:
- Zdrajca.

Ojej, jaka słodka minka!

Duży John zgarnął całkiem niezłą laskę, do tego inteligentną. Pogratulować tylko! Coś czuję, że Penny jednak będzie mocno żałować tej decyzji...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 15:10, 12 Sie 2012    Temat postu:

Relacji ciągle przybywa, a mojego komentarza do nich jak nie było, tak nie ma... W końcu stwierdziłam, że odkładanie tego nic mi nie pomoże, bo liczba odcinków będzie tylko rosła, także grzecznie biorę się za hurtowe komentowanie. Mam nadzieję, że wybaczysz, iż nie będzie zbyt szczegółowe, ale ilość relacji do nadrobienia jest już sama w sobie przytłaczająca...

Relacja 1.
Nie powiem, mocny wstęp. W zasadzie często historie zaczynają się od tego osławionego "nowego początku", ale Ty postanowiłaś ukazać jeszcze to, co bezpośrednio go poprzedziło. Chwali się, przynajmniej można lepiej wczuć się w uczucia bohaterki i lepiej zrozumieć jej postępowanie. Dobrze, że Penny uwalnia się z chorego związku z Jeremym, szkoda tylko, że w najgorszy z możliwych sposobów... Z tego jeszcze nigdy nic dobrego nie wyszło, a potem tak trudno spojrzeć w lustro... Oby dziewczyna szybko się opamiętała. Ale jest na to nadzieja, gdyż i ona chyba nie traci nadziei, że jest jeszcze jakieś dobre jutro.


Relacja 2.
Za wiele to się nie poprawiło. Raya musiało zaboleć stwierdzenie o puszczeniu całego "incydentu" w niepamięć. Zapewne dla niego to nie był "incydent", a został tak szybko brutalnie sprowadzony na ziemię. No a Penny trudno funkcjonuje się bez jego wsparcia, dlatego wraca do niego, bo nie radzi sobie z tą całą samodzielnością... To też średnie zagranie. A w tym wszystkim jeszcze Johnny, który z jednej strony zawsze jest przy Penny i może na niego liczyć, ale z drugiej pojawiają się złowrogie słowa:
Cytat:
Dziś wydaje mi się, że ten człowiek miał na mnie zbyt duży wpływ. Momentami zachowywałam się jak jego marionetka, czego wtedy nikt nie potrafił mi uświadomić.
. Ciekawe...

Relacja 3.
Tym razem Penny zabija monotonia, zupełnie jakby nie przeżyła w ostatnim czasie aż nadto... Po takich chwilach ja raczej szukam wytchnienia w znajomych miejscach, czynnościach i osobach, a nasza bohaterka inaczej... Zupełnie jakby to ona sama się nakręcała, a nie los stawiał przed nią różne wyzwania i trudności. Ale bez tego chyba nie byłaby sobą. Widać, jak przygasła w tej codzienności. I dramatycznie oczekiwała chyba przełamania tej rutyny. Okazją mogło być wszystko- nawet dość tajemniczy telefon. Kto dzwonił? Dlaczego? I z jakiego powodu zmieniło to życie Penny? Następna strona tematu ^^

Relacja 4.
O, i na scenę wkracza ktoś nowy. Tzn. zależy jak dla kogo nowy. Niejaki Charles. Co prawda trochę o nim napisałaś, pojawił się tu i ówdzie, ale jakoś nie potrafię wyrobić sobie o nim zdania. Jest dla mnie zupełnie neutralny. Może z czasem odkryję w nim coś, co przeciągnie mnie na jedną lub drugą stronę. Zaciekawiła mnie tylko sprawa jego zatargu (?) z Rayem. O cóż panom się rozchodzi? Dlaczego robią z tego tajemnicę przed Penny? Nie dziwię się, że zirytowało ją to. A potem jeszcze Johny dołożył do pieca z radosną informacją o ślubie. I tak to jest dawać komuś rady, gdy życie pokazuje potem zupełnie coś innego...

Relacja 5.
A to nieźle mnie zaskoczyłaś tą relacją. A sprawy się pokomplikowały. Po tych kilku odcinkach tylko pogłębiło się moje wrażenie, że Penny jakby sama komplikuje swoje życie i sięga po najtrudniejsze rozwiązania, a czasem daje się porwać prądowi wydarzeń, nie zastanawiając się szczególnie, czy naprawdę chce za nimi podążać. Tylko teraz wszystko się zmieni. O ile wcześniej mogła sobie pozwolić na pewne szaleństwo i lekkomyślność, tak teraz musi wziąć odpowiedzialność za małą istotkę. Musi pogodzić się z rozwagą i w końcu ustalić, czego tak naprawdę chce od życia oraz czy te pragnienia są zgodne z dobrem i wymaganiami maleństwa. Mam wrażenie, że to niełatwe zadanie dla kobiety takiej jak Penny, ale podobno macierzyństwo potrafi zupełnie zmienić... Ciekawe, jak potoczą się jej losy.

I jeszcze parę słów tak ogólnie- masz bardzo lekki styl, dlatego relacje czyta się szybko i przyjemnie, a dodatkowo oko cieszą ładne zdjęcia. Dzieje się wiele i chociaż często nie rozumiem poczynań głównej bohaterki, a wręcz mam ochotę jej przyłożyć, tak na otrzeźwienie, to i tak z zaciekawieniem czytam kolejne relacje. I chociaż tak ciężko było mi wziąć się za komentarz, to teraz cieszę się, że to zrobiłam- przynajmniej odświeżyłam sobie pierwsze relacje i zapoznałam się z najnowszymi. Aż szkoda, że łącznie to tylko 5 części. Ale liczę, że już niebawem będzie ich 6


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Alexandre dnia Nie 15:11, 12 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 11:31, 14 Sie 2012    Temat postu:

Zacznę od tego, że nie wiem, jakim cudem przeoczyłam ostatnią relację... Wydawało mi się, że z grubsza śledzę forum na bieżąco, a tu taka niespodzianka.

Czytając tą relację również miałam wrażenie, że Penny rzeczywiście komplikuje sobie życie na siłę. Wcześniej aż tak bardzo mnie to nie raziło, ale jak na spokojnie usiadłam i poczytałam doszłam do wniosku, że ona naprawdę robi to specjalnie. Jakby nie mogła tak po prostu sobie żyć, nie wyszukując ciągle to nowych problemów. Do tego na koniec całkowicie zaskoczyłaś mnie jej ciążą. Cały jej związek z Charlsem jest jakby wątkiem pobocznym w relacji, bo jednak na pierwszym planie ciągle widać jej relację z Rayem, albo relację Raya z Charlsem, albo samego Raya czy Penny, a tu nagle dziecko z facetem, który dotąd gdzieś tam bokiem przemykał na zdjęciach. Jestem strasznie ciekawa, jak to wszystko się dalej potoczy i czy Penny w końcu zrozumie, czego oczekuje od siebie i życia i czy nauczy się wreszcie postępować rozważniej i w zgodzie z samą sobą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin