Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Relacje Matryoshki; 15 VIII
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 21:29, 15 Sie 2012    Temat postu:

Dziękuję wszystkim za komentarze. :*

Cytat:
A do tego jeszcze dziecko, jestem w szoku! Jak mogłaś?

Cytat:
Jak Penny to przeżyje, przecież dziecko to koniec jej niezależności. Nie wierzę! Jak mogłaś jej to zrobić.


Chciałam, żeby Penny zaszła w ciążę w miarę wcześnie, bo zbliżała się już do dorosłości, a wolałabym, żeby dzieciaki nie oglądały jej jako emerytki... Very Happy

Caddy, to dla mnie zaszczyt być kojarzoną z piosenką cudownej Kimbry :hamster_bigeyes:


Nie ma sensu dłużej zwlekać z relacją. Wyszły smęty, bo pisałam przy zapętlonym zawodzeniu Emilie (http://www.youtube.com/watch?v=RtjqDKuDMY4), do tego mam wrażenie, że pominęłam zbyt wiele wątków, przez co wszystko jest takie jakieś... na siłę, ale między wydarzeniami w relacjach a tymi w grze zieje gigantyczna przepaść, która cały czas się tylko powiększa i chciałam trochę nadgonić. Very Happy

Relacja 6.
Wybory i konsekwencje


Niewiele pamiętam z okresu tuż po przeprowadzce. Większość wydarzeń zlewa mi się w jedną, bezkształtną plamę.


Później... cóż, dni mijały swoim zwyczajowym tempem, Charles znikał w jadalni i przez długie godziny pisał książkę, która - jak zapowiedział - miała stać się hitem ówczesnego lata, a Ray robił to co zwykle, tyle że z dala ode mnie.


Początkowo jeszcze u nas pomieszkiwał, pomagał z remontem i takie tam, lecz jego obecność była znacznie mniej odczuwalna niż wcześniej.


A ja przeżywałam coś, czego wcześniej nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić. O tak, każdy dzień pierwszego trymestru zaczynał się mdłościami. Nie porannymi, a raczej całodniowymi. Dopiero pod wieczór mogłam coś w siebie wmusić bez ryzyka, że jedzenie odnajdzie drogę powrotną.


Charlie wspierał mnie na miarę swoich możliwości. Mówił, jak bardzo jest podekscytowany, ile dla niego znaczę, a do tego wciąż powtarzał, że docenia moje poświęcenie. Poświęcenie? Na Boga, co innego miałam niby zrobić?


Pierwszy cios wymierzyli mi Ray i Kelly. Moja... przyjaciółka, ona... Okazała się być dziewczyną Raya. Czy bardziej pasowałoby "kobietą" Nieważne. Czułam się podwójnie zdradzona. Przez Raya, kiedy dawał mi fałszywe nadzieje i Kelly, gdy doradzała mi przeprowadzkę.


Bała się, że go jej odbiorę. Skoro jednak dla obojga znaczyłam tak wiele, co sami wielokrotnie mi powtarzali, dlaczego zataili swój związek? Doprawdy, ciężko było mi przetrawić myśl, że mieli przede mną jakieś tajemnice.


W końcu Ray się wyniósł, a ja kompletnie straciłam zapał do pracy i jakąkolwiek chęć życia. Mój świat został wywrócony do góry nogami tak nagle, a nie zdążyłam się nim dobrze nacieszyć. Zastanawiałam się wtedy, ile razy będę jeszcze świadkiem kolejnych końców świata, o których mówiła szalona barmanka i na ile starczy mi sił.


Rozwijające się pod moim sercem życie zdawało się być jedynym, co sprawiało, że jeszcze nie rozpadłam się na kawałki. Przez ciążę byłam zmuszona zostawić wszystko za plecami, ale nie mogłam przecież obarczać winą istotki, która, nieświadoma moich wyrzeczeń, znajdowała się właśnie tak blisko mnie, jak żadne inne istnienie nie było w stanie.


Nie minęło dużo czasu, a wybaczyłam Kelly i Rayowi. Chowanie urazy na nic by się nie zdało, a potrzebowałam ich wsparcia.


Miałam też okazję jako jedna z pierwszych wziąć na ręce ich syna, Kendalla. Malec był taki kruchy i... różowy, jak wszystkie niemowlaki, a jednak dostrzegałam w nim iskierkę wyjątkowości. Nic dziwnego, mając takiego ojca nie można być zwyczajnym.


Kelly miała jeszcze jedno dziecko z poprzedniego małżeństwa- syna, Vincenta. Chłopiec uwielbiał Raya, zresztą nie bez wzajemności. Cóż, zarówno Vincent, jak i maleńki Kendall nie mogli lepiej trafić. Ray był idealnym materiałem na ojca.


Mój brzuch stawał się z każdym dniem coraz większy. Bałam się tego, co miało nadejść, szczególnie, że lekarz oznajmił uradowany, iż zostanę matką nie jednego, a dwóch brzdąców. Podwójne szczęście? Podwójna męka przy porodzie. Dwa razy więcej roboty; a mimo to promieniałam. Nie zrażała mnie myśl o wstawaniu dwa razy częściej w środku nocy i urabianiu się po łokcie, by małym niczego nie zabrakło.


Znudzona bezczynnością, odkryłam, że gotowanie może przynosić sporo radości, a jedzenie nie zawsze wychodzi przypalone; że szczypta to nie to samo, co łyżka, chochla jest tak naprawdę nabierką o bardziej fikuśnej nazwie, a imbir pachnie dużo ładniej od bazylii.


Spędzałam w kuchni długie godziny. Byłam szczęśliwa, że w ten sposób mogę przynajmniej patrzeć na Charliego, zajętego pisaniem nowych rozdziałów. Cieszyła mnie świadomość, że znalazł cel w życiu i może wreszcie robić to, na co przyjdzie mu ochota. Coraz częściej jednak brakowało mi jego obecności przy codziennych czynnościach. Przestaliśmy nawet jadać wspólne posiłki i czułabym się samotna, gdyby nie bliźnięta,


Przydomowy basen okazał się strzałem w dziesiątkę i o ile początkowo nie chciałam nawet słyszeć o dużym zbiorniku pełnym głębokiej wody, stwarzającym niebezpieczeństwo dla moich dzieci, o tyle z czasem dałam się namówić mojemu osobistemu mistrzowi perswazji.


Wylegiwałam się na leżaku całymi godzinami, starannie dbając, żeby każdy skrawek mojego ciała przykrywał cień rzucany przez parasol. Potrafiłam spędzać w ten sposób całe dnie, słuchając szumu oceanu i pluskania fal w basenie. Żyć nie umierać.


W końcu nadszedł dzień porodu, którego wyglądałam już niecierpliwie w ostatnich tygodniach ciąży. Z początku nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, kiedy jednak przyszły pierwsze skurcze, byłam pewna, że nastał czas, aby maleństwa przyszły na świat.


Dygotałam z bólu i strachu, ale Charlie zachował zimną krew i w błyskawicznym tempie zabrał mnie do szpitala.


Dzień później z dumą wkładał do łóżeczka swojego syna, Crispina. Jego brat, Elliot, spoczywał wtedy bezpiecznie wtulony w moje ramiona.


Nie mogłam napatrzeć się na moich chłopców. Nie sądziłam, że jakieś istnienie może być do tego stopnia idealne, co oni. Co prawda zapomniałam zupełnie, jak to jest drzemać w środku dnia czy zwyczajnie odpoczywać przed telewizorem.


Nie chciałam jednak wyręczać się Charliem. Wolałam sama mieć pod kontrolą całą sytuację, pewna, że nikt nie zaopiekuje się moimi dziećmi lepiej ode mnie.


Obowiązki domowe również spadły na moje barki. W roli kury domowej kompletnie nie potrafiłam się odnaleźć. Byłam stworzona do wspinania się po szczeblach kariery, nie mozolnego szorowania muszli klozetowych…


Fizycznie wysiadałam. Bolał mnie kręgosłup, męczyła mnie wciąż nawracająca migrena. Wmówiłam sobie jednak, iż nie mogę dać po sobie poznać, że nie daję sobie rady. Teraz nie było Raya ani nikogo, kto mógłby mi pomóc. Charles przecież spełniał swoje marzenia.


Strasznie się od siebie oddaliliśmy. Nie pamiętałam już, jak to jest wspólnie jeść śniadanie, czy zasypiać obok niego. Mijaliśmy się codziennie, zbyt zajęci, by choćby się przywitać. Bywały dni, że nie zamieniliśmy słowa.
W końcu -nie pamiętam już, co mnie do tego popchnęło - postanowiłam położyć temu kres. Moja egzystencja wydała mi się nagle żałośnie bezcelowa i dawna Penny Rivers z pewnością gardziłaby tą obecną.


Przełomowe okazało się przygarnięcie Karmazyna. Przyszedł kiedyś pod nasz dom, brudny i wychudzony. Byłam wtedy za bardzo zajęta rzeźbieniem, żeby zwrócić na niego uwagę, ale długie godziny siedział uparcie przy mojej nodze, przeszywając mnie błagalnym spojrzeniem.


Przezwyciężając swoją kynofobię zdecydowałam, że zamieszka z nami, póki nie znajdziemy mu lepszego domu.


Charlie nie posiadał się z radości. Podobno zawsze chciał mieć psa, ale zwykle kończyło się tylko na gdybaniu. Zadziwiająco mało o nim wiedziałam...


Którejś nocy po prostu położył się obok, jak gdyby nigdy nic, a potem objął mnie i zasnął. Zupełnie jakbyśmy wcale nie stali się dla siebie obcy.


Później wszystko zaczęło wracać do normy. A przynajmniej tak mi się wydawało. Charlie wydał w końcu powieść, lecz rozeszła się bez echa. Niezrażony postanowił, że nadal będzie pisał, ale już nie kosztem rodziny.


Pozwoliłam mu się wyręczać... w pewnych sprawach, lecz nadal to głównie ja zajmowałam się chłopcami, bo nie wyobrażałam sobie, by miało być inaczej.


Zdecydowałam także przestać zaniedbywać przyjaciół. Na pierwszy ogień poszedł Ray (bo któż by inny).


Kendall bardzo urósł od czasu, gdy widziałam go po raz ostatni. Trzymając go na rękach odnosiłam irracjonalne wrażenie, że mam przed sobą Raya. Miał jego oczy o niezidentyfikowanej, zielono-szarej barwie, czarną czuprynę i równie rozbrajające spojrzenie. Zastanawiałam się, ile damskich serc przyjdzie mu złamać.


Po wytuleniu Kendalla za wszystkie czasy i długim narzekaniu, jaką to paskudną ciotką byłam, zajęłam się jego ojcem (jakkolwiek to brzmi). Dowiedziałam się, że kiedy rzuciłam pracę, on postanowił zostać w branży. Podobno jego firma całkiem nieźle prosperowała, a ja z całego serca życzyłam mu powodzenia.


Wreszcie, skruszona, zadzwoniłam do Dużego Johna. Powoli zaczynałam zapominać, jak wygląda jego twarz. Byłam w szoku, że minęło aż tyle czasu od naszego ostatniego spotkania. Johnny nie krył, że zawiódł się na mnie, ale nie miał oporów przed wybaczeniem mi. Propozycję spotkania musiał jednak odrzucić, tłumacząc się pracą po godzinach. W zastępstwie przysłał Iris.


Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, czy raczej załamywać. Nie miałyśmy zbyt wielu tematów do rozmowy i przez większość czasu milczałyśmy nerwowo, robiąc głupkowate miny.


W momencie, gdy Charlie zdziwiony spytał, co robię z jego siostrą i dlaczego go nie uprzedziłam, że Iris nas odwiedzi, bardzo żałowałam, że nie było w okolicy żadnego krzesła, na które mogłabym opaść. Mój facet miał siostrę, a ja nie miałam o tym fakcie zielonego pojęcia.


Zwróciłam się z Iris z wyrzutami, ale ona popatrzyła na mnie tylko jak na idiotkę.
- Zakładałam, że wiesz od Charliego, dlatego nic nie mówiłam.


Otóż... nie, nie wspomniał o niej słowem. Tę uwagę zachowałam jednak dla siebie, nie chcąc przyznawać przed Iris, że ojciec moich dzieci był dla mnie kompletnie obcym człowiekiem. Nie, nie załamałam się. Przecież byłam panią swojego życia i na nic by mi się nie zdało żałowanie swoich decyzji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 23:16, 15 Sie 2012    Temat postu:

Jejku, wszyscy w tym tygodniu piszą swoje najlepsze relacje. Brawo! Very Happy


Penny tak słodko wygląda z dzieciakami. Zdecydowanie jednak widać, że z Charliem się od siebie oddalili , lecz ja zacząłem już go lubić. Ale nęci mnie jedno pytanie... czemu wydałaś Raya dla Kelly? :c oni by byli taką śliczną parą razem z Penny. Trójka brzdąców, a to ci heca. (Elliot- cóż za.. piękne imię! *-*)

Karmazyn jest strasznie słoooodki. Wprost rozwala system! Wink


cóż, czekam na kolejną, tak dobrą. ;)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 23:54, 15 Sie 2012    Temat postu:

Matt, aww, dziękuję. :*
Nie ogarniałam gry piątką... <liczy> tak, piątką simów, a Ray i tak zapłodnił Kelly (moi simowie mnożą się jak szaleni, kiedy nie gram nimi choćby przez chwilę =,=) i uznałam, że jej też się coś od życia należy. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 12:55, 16 Sie 2012    Temat postu:

Relacja była cudowna jak zwykle. Nie wiem jak to wyrazić, hm... po prostu czuję "klimaty" w relacjach ludzi na tym forum i każdy jest wyjątkowy - inna barwa, dźwięki, niemal odczuwalna temperatura. W twojej jest coś takiego, czego nie wyobrażałabym już sobie by nie odczuwać...
Charlie nie jest zły, wydaje się naprawdę w porządku, ale te wszystkie sekrety, a przede wszystkim ta główna tajemnica pomiędzy nim i Rayem... to przytłacza mnie do tego stopnia, że tracę zainteresowanie tak fajnym facetem. I za każdym razem gdy widzę buźkę Raya, niemal fizycznie odczuwam, że wszystko poukładało się nie tak, jak powinno.
Dobrze chociaż, że Karmazyn pojawił się w rodzinie. Jestem pewna, że wniesie wiele ciepła i radości.
Cały czas trzyma się mnie myśl, że Crispin i Elliot mogliby być synami Raya, ale to przecież niemożliwe, prawda? Wyprowadź mnie z tej myślowej pułapki...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 13:13, 16 Sie 2012    Temat postu:

Chyba zaczynam lubić Charlesa... Dopiero zauważyłam, że całkiem niezłe ciacho z niego i ma imię jak mój ulubiony bohater z Gossip Girl.. Mogę mówić na niego Chuck? Ok.. i tak będę. :hamster_smile:
Niby wszystko w porządku, ale jak zobaczyłam Penny i Raya razem jakoś zrobiło mi się dziwnie.. Ułożyłam sobie w głowie, że będą razem i teraz gdy widzę, że mają już własne rodziny jakoś tak ciężko mi jest na sercu.. Ale lepiej żeby mali byli z własnymi rodzinami, więc jakoś sobie spróbuje wybić z głowy tę parę. Karmazyn jest słodki!
Wszystko się zaczynało układać, a tu się okazuje, że Chuck ukrywał przed swoją żoną taką informację.. ciekawe czy tylko tę.
Reasumując- świetna relacja!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 14:34, 16 Sie 2012    Temat postu:

Nie dość, że dzieciak, to jeszcze bliźniaki. A do tego Ray odszedł. Powiem szczerze, że do ostatniego momentu liczyłem na to, że jednak będą razem. Skoro grasz 5 simów, to może Charles ukrył przed nią, że ma dziecko, i to ono będzie piątym simem (albo znowu jest w ciąży... czytałem to zaraz po dodaniu i już nie pamiętam XD).
Penny, nie powinna być kurą domową, powinna się zestarzeć i adoptować dziecko jako emerytowana architektka (nie wiem, co jest na 10 szczeblu).
Charles mnie wkurza, Penny powinna go zostawić, a dzieciaki i pas zabrać.
Jesteś pierwszą osobą, która do relacji wprowadziła zwierzęta :P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Arisu



Dołączył: 14 Sie 2010
Posty: 353
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Dziura w okolicach Gdańska
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 22:41, 16 Sie 2012    Temat postu:

Nie, nie, nie, ja nadal nie wyobrażam sobie Penny z Charlsem. Ray i koniec xD Nieźle, sami chłopcy Ci się rodzą w grze. Nawet pies jest płci męskiej ^^. Tak w ogóle, mówiłam już, że uwielbiam Twoje relacje? Za zdjęcia, które są ostre, czyste i takie... pastelowe. I za Penny, która popełnia błąd wybierając nie tego faceta ;) i w ogóle za styl pisania, który przemawia do mnie jak nic innego. Cytaty z relacji czytam nałogowo, kiedy nie mam czasu na przeczytanie całej ^^

A tak a propo Krzyś - czy aby pierwsza ze zwierzętami w relacji nie była Tim? Igi i Vincent chyba przygarnęli psa ^^


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Arisu dnia Pon 19:44, 27 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 0:05, 17 Sie 2012    Temat postu:

Caddy,
Cytat:
Cały czas trzyma się mnie myśl, że Crispin i Elliot mogliby być synami Raya, ale to przecież niemożliwe, prawda? Wyprowadź mnie z tej myślowej pułapki...

Niestety, bliźniaki to sprawka Charliego. ; c Ray ma dziecko tylko z Kelly.
mid, jasne, że możesz nazywać go Chuckiem. Very Happy Chociaż ja pozostanę przy Charliem, jak ten od fabryki czekolady. ^^
Hipsterku,
Cytat:
Skoro grasz 5 simów, to może Charles ukrył przed nią, że ma dziecko, i to ono będzie piątym simem (albo znowu jest w ciąży... czytałem to zaraz po dodaniu i już nie pamiętam XD).

Grałam, jak jeszcze był z nimi Ray. Bo mieszkał jeszcze chwilę po narodzinach Krysi i Eliota (ciężko było mi się z nim rozstawać), tylko w relacji nieco przyspieszyłam jego wyprowadzkę. Very Happy
Arisu, cieszę się, że tak lubisz moje relacje. :* To motywujące, dzięki! Very Happy

Karmazyn pojawił się totalnie nieplanowany; nie przepadam za psami (to znaczy boję się ich na równi z pająkami i ćmami, grr :|) i moja specyficzna niechęć do nich przejawia się także w grze. Very Happy Zostawiłam go tylko dlatego, że Charlie miał takie pragnienie. xd


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 20:40, 18 Sie 2012    Temat postu:

Świetna relacja, którą z przyjemnością przeczytałam właśnie po raz kolejny.

Od samego początku widać było, że Penny znalazła się w sytuacji, o jakiej zdecydowanie nie marzyła. A może raczej widziała w koszmarach... Żyje z człowiekiem, którego praktycznie nie zna. Nie są sobie specjalnie bliscy, a w dodatku coraz bardziej się od siebie oddalają. Miałam wrażenie, że dla Charliego Penny jest raczej elementem, który musiał odhaczyć w swoim planie idealnego życia. Może jestem niesprawiedliwa, ale trudno zobaczyć mi w jego zachowaniu wielką miłość do ukochanej kobiety. Co prawda wspominał, ile Penny dla niego znaczy itp., ale to tylko słowa, za którymi nie idą czyny. Główna bohaterka zresztą też nie wygląda na wulkan ciepłych uczuć. A jednak coś ich połączyło na zawsze. Dzieci, od razu w liczbie dwóch. Penny stara się być nie tylko jak najlepszą matką, ale również perfekcyjną panią domu. Stara się tym chyba udowodnić coś sobie i wszystkim wokół. Szkoda, że kosztem własnego szczęścia, bo to przecież nie jest życie dla niej. Nie chce żadnej pomocy, ale też nie bardzo od kogo ma ja otrzymać. Charlie żyje w swoim świecie, zajęty własnymi planami i marzeniami. Ray i Kelly założyli własną rodzinę. Kontakt z Johnnym jakoś się nadwątlił. A jakby tego było mało- pies. Całkiem uroczy, ale chyba o nie o tym marzyła zmęczona i nieszczęśliwa osoba z kynofobią...

Mam wrażenie, że rozkręcasz się z każdą relacją, a przecież już pierwsza była naprawdę dobra. Strach pomyśleć, co będzie za n relacji ^^ Super, niecierpliwie wyczekuję kolejnej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 19:34, 27 Sie 2012    Temat postu:

Stanowczo za bardzo się obijasz.
Oczekuję nowej relacji ;P

(Tu będzie komentarz, ale obecnie jestem zbyt nieogarnięta po przejściu połowy Bydgoszczy, żeby coś normalnego skleić)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 23:31, 27 Sie 2012    Temat postu:

Bdg? No proszę, rzut beretem ode mnie.
Cóż, obijam się, bo:
1) kot wziął i zwichnął sobie nogę, czego nie rozumieją jego siostra i mama i bez przerwy go zaczepiają, a ja nie śpię po nocach, żeby je od niego odganiać i wgl urwanie głowy z nimi mam ._.
i 2) gra mi się buntuje, coś z nią nie tak. Ale pracuję nad tym.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 22:35, 02 Lis 2012    Temat postu:

Żądam kolejnej części! :<


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 1:06, 03 Lis 2012    Temat postu:

Tak jakby ciężko z tym będzie, bo po formacie utraciłam wszystkie savy i simów, gdyż inteligentnie zapomniałam zrzucić ich na dysk/pendrive/cokolwiek... <genius>

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin