Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Sennik [04.09.2012 - Zieleń Wiosenna]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
greennoodle



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 9:47, 06 Paź 2011    Temat postu: Sennik [04.09.2012 - Zieleń Wiosenna]

Sennik to wytwór mojej uśpionej wyobraźni. Jest inspirowany cieniami moich snów, czyli urywkami, które zapamiętuję po przebudzeniu i siedzą mi w głowie nawet przez kilka kolejnych dni. Oczywiście nie jest to odwzorowanie mojego życia, bo tam, w najgłębszych zakamarkach wyobraźni, często jestem kimś innym, a historie moich postaci są bardzo abstrakcyjne. Nie są to także dokładnie moje sny, bo zostają tylko niektóre obrazy i sytuacje, a resztę muszę poukładać sama. Będę musiała też wymyślać samodzielnie zakończenia, bądź zostawiać to niedokończone.

Całość będzie się składać (mam nadzieję) z kilku historyjek, a każda będzie podzielona na kilka części. Nie będę tworzyła telenoweli, ani innych tasiemców. Spróbujcie podejść do tego w ten sposób: Należy wczuć się w postać z danego "snu" i olać to, że wszystko wokół jest bez sensu :P Dla tej postaci, jej dziwny świat i sposób bycia to rzeczywistość.

Na razie zafunduję wam jedną historię, a jak wam się spodoba to może kolejną


Czerwona pidżama



Każde miejsce ma jakiś kolor, a wiedziałam o tym już od momentu, kiedy tu przybyłam. Sądziłam jednak, że moje nowe, lepsze życie jest w samych jaskrawych odcieniach. Spędziłam tu niecały rok w takim przekonaniu i wszystko było wspaniałe, takie nowe i idealne. Gdybym miała nadać tytuł tym wspomnieniom, to brzmiałby „Dom Piękna”. Żadnych niedoskonałości i brzydoty, smutku i żalu, żadnego przymusu…

Mam wrażenie, że od zmian minęły lata, choć rozum podpowiada mi, że to zaledwie miesiące, a może nawet tygodnie. Trudno jest to ocenić, kiedy nawet nie myślisz o tym, jaki jest dziś dzień. Gdy zostałam zaproszona do Akademii, moi rodzice byli tacy dumni. Pierwszego dnia oniemiałam, gdy przekroczyłam drzwi najbardziej prestiżowej instytucji jaką znałam. Przez oszklone ściany holu docierało tyle światła, że byłam przekonana, że to już inny świat. Niewiele się myliłam, bo była to esencja tego, co najbardziej pożądane: luksus, idealne proporcje kobiecego ciała, jedwabista cera, zapach drogiego alkoholu, najlepsze produkty i wszystko o czym marzą maluczcy. Wszyscy byli niezwykle uprzejmi i skorzy do pomocy. Zostałam oprowadzona przez zgrabną dziewczynę, która pokazała mi wszystkie atuty tego miejsca i wciąż mi mówiła o tym jak cieszy ją moja obecność tutaj. Byłam strasznie podekscytowana. Skakałam z radości, a każdy mój przejaw euforii był odwzajemniany przez inne „koleżanki”. Właśnie tak nas nazywano – koleżanki. Nie było tutaj statusu studenta, pracownika czy też rekruta. Byłyśmy właśnie tym, grupą odciętą od rzeczywistości w złotej klatce. Nie miałyśmy właściwie żadnych obowiązków poza stosowaniem się do Etykiety Akademii. Należało wykazywać się wysoką kulturą i być zawsze miłym.



Tak mijały dni, a ja robiłam wszystko to, na co miałam ochotę. Spędzałam czas w ulubionych placówkach nowego domu. Moim ulubionym miejscem była biblioteka, gdzie sny stawały się jawą. Nie trzeba było nawet otwierać książek, bo wszystkie historie same docierały do umysłu. Główne pomieszczenie było otoczone przez specjalne pole, które pobudzało sieci neuronowe. Wystarczyło znaleźć w katalogu odpowiedni scenariusz i można było wcielić się w rolę kogoś innego, by rozpocząć nową przygodę lub zobaczyć na własne oczy co miało miejsce wiele lat temu. Taki seans fundowałam sobie jeden lub kilka razy w tygodniu. Wieczorami z chęcią wracałam do pokoju w internacie, gdzie mogłam we wręcz rytualny sposób widywać się ze wszystkimi koleżankami. Siedziałyśmy do późna opowiadając sobie ciekawe zdarzenia, których byłyśmy świadkami w ciągu dnia.

Sen nie trwał wiecznie…

Karrin

___________________________________________________
***************************************************




Przez te wszystkie miesiące oddawałam się rozrywkom i byłam przekonana, że los dał mi szansę na szczęśliwe życie. Do biblioteki zaczęłam chodzić regularnie dzień w dzień. Układałam się beztrosko na miękkich poduszkach i wkraczałam w inny świat. Coraz częściej postanawiałam zmieniać nieco scenariusz wybranej historii i dokonywać nieco innych wyborów niż tego oczekiwano. Gdy wszystko się kończyło, a ja zaczynałam zmierzać w kierunku wyjścia, oglądałam koleżanki, których ciała w powabny sposób leżały ułożone w bezruchu w przytulnych legowiskach, a na ich twarzach od czasu do czasu malował się błogi uśmiech. Każda z nich miała idealne paznokcie i lśniące włosy. Miałyśmy w końcu wiele czasu dla siebie, żeby zadbać o urodę.



Na każdym kroku były tak zwane studia piękna, które oferowały zabiegi przeprowadzane przy użyciu najnowszej techniki. Można było oddać się relaksującym masażom, jednocześnie odmładzając skórę dzięki specjalnym impulsom serwowanym przez masujące mechaniczne ramiona. W teorii wizyty w takich miejscach nie były obowiązkiem, ale wymagała tego nasza etykieta. Musiałyśmy być zawsze nieskazitelne. Nie było to dla mnie uprzykrzające, ponieważ w około dwadzieścia minut można było wyglądać jak bogini zamawiając pełen pakiet. Poza tym usytuowane były tutaj różne ośrodki zapewniające relaks, jak chociażby prywatna, zadaszona plaża z oświetleniem imitującym prawdziwe słońce czy też Powietrzny Basen, o którym wspomnę innym razem, bo miał on dość duże znaczenie dla mnie w ostatnich dniach. Żyć, nie umierać.

Coś we mnie pękło, choć nie wiem jak do tego doszło. Nie będę się aż tak zagłębiać w otchłań mojej psychiki i zanudzać tym, co tam siedzi. Zresztą sama nie do końca to rozumiałam. Któregoś dnia wychodząc z biblioteki zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie mogę zrobić czegoś innego. Dlaczego? Dlaczego wciąż tutaj przychodzę? Czyżbym nie mogła bez tego żyć? Zaczęłam sobie myśleć, że to miejsce działa na mnie jak narkotyk, a ja tego potrzebuję. Jednak byłam świadoma tego, że tak naprawdę nie jest, a następnego dnia mogę zrobić coś innego. Przecież z dziewczętami często chodziłam się rozerwać lub chociażby przespacerować. Udałam się do holu, gdzie usiadłam na ławce, bo po raz pierwszy nie wiedziałam co robić. Nie były to rozmyślania nad życiem po śmierci, zastanawianie się nad prawami rządzącymi wszechświatem, ani też inne dumania tego typu. Nigdy tego nie robiłam, to dlaczego miałabym zacząć to robić teraz. Po prostu nie wiedziałam, co mam teraz robić. Najchętniej wróciłabym na kolejny seans, ale coś mi mówiło, że nie powinnam. Nie miałam również ochoty się z nikim spotykać. Wtedy to był dla mnie poważny dylemat, ale wmówiłam sobie, że jakąś decyzję podjąć muszę i postanowiłam po prostu przez kilka minut zostać tu, a potem wrócić do internatu.



Zanim udałam się w swoim kierunku zobaczyłam kogoś mi nieznanego. Jakiś mężczyzna przeszedł obok mnie niosąc historie w szczelnie zapakowanych, małych skrzynkach. To prawdopodobnie była nowa dostawa, ale nie tym się przejęłam. Nieznajomy wywołał u mnie ciąg nieokreślonych myśli. Nie wiedziałam, jaki rzeczywiście jest jego cel i czy naprawdę przyszedł z zewnątrz jako dostawca. Takie zastanawianie się nad nudnymi, szarymi sprawami było dla mnie nowością. Przecież ja byłam koleżanką i mnie błahostki nie dotyczyły. Uznałam, że to chwilowe zaćmienie i zaraz wszystko wróci do normy. Musiałam mocno trzymać się wyznaczanych przez siebie reguł. Miałam wstać i pójść do internatu. Tak, to był mój cel i tylko to.



Zadowolona z siebie, że ten incydent to tylko chwilowe rozkojarzenie, stanęłam u progu pokoju gościnnego, gdzie raz w miesiącu koleżanki przyjmowały członków rodziny i przyjaciół z poza Akademii. Przez resztę dni był do naszej dyspozycji. Spędzałyśmy tu wspólnie czas na rozmowach rano przy kawie, wieczorami przy winie, a nawet przy gorącej czekoladzie, gdy dni były chłodniejsze, bo nawet tutaj się to zdarzało. Przysiadłam się do pozostałych, a one obdarowały mnie uśmiechami i radosnymi pozdrowieniami. Maya, jedna z nas, akurat opowiadała o swoich wczorajszych akrobacjach w basenie powietrznym. Oczywiście przerwała na chwilę, aby powitać mnie równie promiennie jak reszta. Gdy dokończyła, dziewczyny zaczęły się wypytywać mnie, co ciekawego robiłam, więc z chęcią opowiedziałam im o dzisiejszej historii, którą przeżyłam podczas seansu. Wszystkie słuchały mnie z ogromnym zainteresowaniem, chichocząc co jakiś czas, ażeby podkreślić swój zachwyt. Takie właśnie byłyśmy. Młode kobiety, które nie musiały sobie zawracać niczym głowy i były dla siebie wszystkim. To my byłyśmy Akademią – pięknem w czystej postaci.

Siedziałyśmy tak dość długo, zwilżając usta winem tak, aby kieliszek wciąż wyglądał na pełny. W pewnym momencie odczułam nagłą potrzebę, aby rozpocząć nowy temat w naszej rozmowie. Zadałam pytanie, które wymazało zadowolone miny z twarzy moich towarzyszek i zwróciły się niepewnie w moją stronę, wpatrując się ze zdziwieniem. Widać było ich zażenowanie tą sytuacją, a ja nie wiedziałam dlaczego. Powiedziałam dokładnie tak: „Dlaczego nie możemy choć raz nie być takie idealne?”.

Karrin



od autorki :
Tylko na jednym zdjęciu znajduje się Karrin, czyli główna bohaterka i narratorka. Blondyna to Maya ;)
Prawdopodobnie w następnej części pojawią się pierwsze wyraźne zdjęcia Karrin. Nadchodzą zmiany, więc jeśli jesteście ciekawi to czekajcie na część III - Stalowy

___________________________________________________
***************************************************




Spotkanie w pokoju gościnnym przeobraziło się w dość niekomfortową sytuację, z której należało jakoś wybrnąć. Pierwszy raz mi się to zdarzyło i nie byłam pewna czy ostatni. Najgorsze było to, że nie rozumiałam dziwnego przebiegu zdarzeń. Dziewczęta zaczęły się nerwowo uśmiechać, udając, że pytania nie było. Niektóre próbowały odwrócić uwagę wspominając o doskonałym odcieniu wina, któraś się zaśmiała, uzasadniając to tym, że przypomniała jej się ciekawa anegdotka i chętnie się nią z nami podzieli. Jednak większość wstała od stołu, ładnie przepraszając i twierdząc, że jest już późno i chciałyby już udać się do swoich pokoi na spoczynek. Ja po prostu siedziałam na swoim miejscu. Ponieważ przerwano mi tak nagle, próbowałam dokończyć, ale spotkałam się z podobną reakcją. Nie dawałam za wygraną, jednak jak zwykle zachowywałam się jak na koleżankę przystało i nie przerywałam nikomu w pół słowa. Starannie dobierałam słowa i starałam się zrobić jak najlepsze wrażenie odpowiednio dostosowując ton głosu, ale ostatecznie wszystko runęło. Jedna z obecnych powiedziała w końcu, że jestem nieodpowiedzialna i że obojętne są mi wszystkie najważniejsze wartości, po czym przeprosiła i odeszła bez wyjaśnienia. Poczułam nagle ogarniającą mnie pustkę. Wciąż siedziałam w tym samym miejscu, a wszyscy powoli wychodzili. Niektóre z dziewcząt patrzyły na mnie ze współczuciem, a ja nie poczułam nic.



Zostałam tak chwilę bez żadnych trapiących mnie myśli. Jedynie w pewnym momencie poczułam irytację z powodu nieudanej próby rozpoczęcia tematu, ale na tym koniec. Nogi wrosły mi w posadzkę, a ręka spoczęła bezwładnie na kieliszku. Pokój gościnny opustoszał. Jedynie gwiazdy, które było widać zza firan przysłaniających okna, migały radośnie nadając temu miejscu odrobinę życia. Nie chciałam jeszcze stąd wychodzić. Powoli docierało do mnie, że cokolwiek złego powiedziałam, mogę odczuć tego konsekwencje po konfrontacji ze współlokatorkami z pokoju. Wiedziałam, że nie mogę od tego uciekać, ale doszłam do wniosku, że lepiej będzie najpierw to przeanalizować.

Gdy tak siedziałam, zaczęłam nerwowo obracać kieliszkiem, ale na szczęście coś mi przerwało. Usłyszałam czyjeś kroki, a następnie dźwięk otwieranych drzwi. W pokoju pojawiła się Maya. Z początku wyglądała na nieco wystraszoną, ale szybko się uśmiechnęła tak łagodnie i tak promiennie, jak nikt inny nie potrafił. Podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu prosząc, bym nie zostawała tu sama tak późno i wróciła z nią na piętro do pokoi sypialnych. Ucieszyłam się z jej przyjścia i jakoś na chwilę zapomniałam o tym, że jeszcze niedawno zostawiła mnie tu samą, jak reszta koleżanek. Mieszkałyśmy obok siebie, więc może to był dobry pomysł, aby udać się tam razem. Już miałyśmy opuścić to smutne pomieszczenie, kiedy Maya stanęła i mnie zatrzymała. Oczy jej się szkliły, ale zdołała powiedzieć mi wszystko, co leżało jej na sercu. Zaczęła od przeprosin, ponieważ wiedziała, że takie zachowanie nie było godne mieszkanki Akademii. Potem mówiła bardzo chaotycznie. Wspomniała coś o Etykiecie i o tym, że sprawa nie wygląda najlepiej. Najbardziej mnie jednak zdziwiło stwierdzenie: „Tam na górze mówią, że możesz mieć depresję”. Nie wiedziałam skąd taki pomysł i dlaczego jest to tematem plotek. Być może moja niewiedza wynikała z tego, że byłam tu krócej od pozostałych, ponieważ w tym roku tylko ja zostałam przyjęta. Jedyne, czego jeszcze się dowiedziałam, to że mogę mieć kłopoty.



Poszłam do swojego pokoju, aby położyć się do łóżka i zapomnieć o całej sprawie. Współlokatorki obserwowały każdy mój ruch, gdy szykowałam się do snu. Nawet, gdy poszłam wziąć kąpiel, wpatrywały się w drzwi łazienki. Zasypiając wciąż czułam ból rozpoczynający się między łopatkami, a kończący na klatce piersiowej, spowodowany przeszywającym wzrokiem. Wydawało mi się tuż przed zaśnięciem, że słyszałam także szepty, ale próbowałam udawać, że to nie miało miejsca. Nawet podczas snu czułam dziwną presję otoczenia. Coś zrobiłam źle i coś miałam zmienić, ale mi się wydawało, że wszystko jest w porządku. Nic w tym złego, że chciałam raz zrobić coś innego, nowego i być może nawet niezgodnego z Etykietą, choć tego nie byłam pewna.

Rano wszystko jakby wróciło do normy. Koleżanki to w końcu wspaniałe dziewczyny. Są doskonale wychowane i wiem też, że z pewnością są dobre. Jedynie muszą spełniać wymogi tego miejsca, które okazały się wcześniejszego dnia dość uciążliwe. Poranna toaleta odświeżyła mój umysł i byłam gotowa na przyjęcie nowego dnia. W planach jak zwykle miałam bibliotekę, ale najpierw udałam się na śniadanie w towarzystwie kilku z naszych. Podczas posiłku podeszła do mnie dziewczyna, z którą dzieliłam pokój i powiedziała, że „Ona” chce mnie widzieć. Wiedziałam, że znów jest źle. „Ona” to matka Akademii, która sprawuje nad nami pieczę. Bardzo rzadko ją widujemy. Ujawnia się tylko wtedy, gdy ktoś zasłużył na specjalne wyróżnienie lub gdy zostają naruszone zasady. Nie dałam po sobie poznać zdziwienia i poszłam na przeciwległe skrzydło głównego budynku do gabinetu Pani Roxanne.

Przed budzącymi respekt ogromnymi drzwiami wzięłam głęboki oddech, po czym zapukałam. Stanowczy głos zaprosił mnie do środka i weszłam do całkiem przytulnego i jasnego pomieszczenia. „Ona” stała odwrócona plecami za biurkiem z ręką ułożoną na oparciu eleganckiego krzesła i z uniesioną głową obserwowała, co się dzieje za oknem. Złączyłam nogi i stanęłam prawie na baczność układając ręce z tyłu i czekając na jej ruch. Po chwili bez słowa obróciła się i opuściła głowę, aby mi się przyjrzeć ponad oprawkami okularów. Nie trwało to długo, ponieważ szybko jej wzrok spoczął na dokumentach leżących na biurku. Usiadła na swoim miejscu i jakby zapominając o moim istnieniu oblizała opuszek palca, po czym uważnie zaczęła przeglądać papiery. Po dłuższej chwili poprosiła mnie o podejście. Miałam nadzieję, że moje nienaganne maniery zrobią na niej pozytywne wrażenie. Wciąż wpatrzona w kartkę, Pani Roxanne oznajmiła, że doszły ją słuchy, że zachowuję się nieodpowiednio w stosunku do Etykiety. Dodała też, że od teraz będzie obserwować moje poczynania i bez emocji pożegnała się ze mną, dając do zrozumienia, że to koniec wizyty. Byłam trochę zawiedziona, że spotkanie przebiegło w ten sposób. Miałam nadzieję, że zostanę poproszona o jakieś wyjaśnienie, a nie mogłam się odezwać bez pozwolenia.



Dzień spędziłam oddając się zabiegom upiększającym i śniąc swoje historie w bibliotece. Wieczorem jednak spotkało mnie coś dziwnego. Idąc korytarzem w internacie zauważyłam czerwony skrawek materiału wystający spod drzwi pomieszczenia gospodarczego. Odcień tkaniny wręcz mnie zahipnotyzował. Bez namysłu podniosłam znalezisko i zabrałam do swojego pokoju, w którym wciąż nikogo nie było, z powodu dość wczesnej godziny. Rozłożyłam na łóżku coś, co okazało się ubraniem. Próbowałam ocenić, co to jest, bo takiego bezguścia nie widziałam odkąd się tu sprowadziłam. Przez głowę przeszła mi myśl, że to jest właśnie to! To tego potrzebowałam! Intensywnie czerwona pidżama o męskim kroju była dla mnie szansą na przeżycie czegoś nowego. Przecież to nic złego zrezygnować na jeden dzień z jedwabnej koszuli, tym bardziej, że nie wyszłabym w tym poza budynek mieszkalny. Tutaj są sami swoi, a to doświadczenie mogło być zabawne, a rozbawione miny koleżanek, które sobie wyobrażałam nie mogły mnie odwieść od tego pierwszego szalonego pomysłu, jaki kiedykolwiek miałam.



W moim czerwonym wdzianku radośnie wyszłam z pokoju, aby zobaczyć czy ktoś wrócił. Zapukałam do pustego pokoju obok, a potem do następnego, gdzie ktoś już był. Drzwi się otworzyły, a za nimi było kilka osób. Tylko dziewczyna, która mnie wpuściła popatrzyła na mnie dziwnie, ale szybko zaprosiła mnie gestem do środka, po czym wróciła do towarzystwa kontynuując jakąś zabawną opowieść. Usiadłam na kanapie obok dwóch koleżanek i szybko odczułam dziwną atmosferę. Zrozumiałam, że one nie przyjęły mnie zbyt chętnie, tylko po prostu chciały być miłe. Z każdą minutą coraz bardziej odczuwałam osamotnienie i ignorowanie. Kilka razy powiedziałam coś krótkiego starając się komentować temat rozmowy, ale to nie pomagało. Podziękowałam za gościnę i wstałam, aby wyjść. Odwracając się w stronę drzwi poczułam taki sam ból jak wczorajszego dnia przy zasypianiu. Byłam obserwowana, ale się tym nie przejęłam.

Ledwo zamknęłam za sobą drzwi swojego pokoju, usłyszałam pukanie. Ku mojemu zaskoczeniu, po drugiej stronie stała „Ona”, badawczo przyglądając się mojemu niecodziennemu wyglądowi. Poprosiła mnie o to, abym towarzyszyła jej w drodze do pewnego miejsca. Powiedziała też, abym się nie przebierała, bo nie ma na to czasu. Muszę przyznać, że czułam się bardzo wystraszona i tym razem chyba nie dałam rady tego zamaskować. Starając się dotrzymywać kroku Pani Roxanne, podążałam coraz węższymi korytarzami, aż dotarłam do prostych drewnianych drzwi, gdzie stanęłyśmy. Kobieta, która mnie tu przyprowadziła wyciągnęła stare klucze i przekręciła je w zamku. „Proszę, wejdź”. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałam nutkę ciepła w jej głosie i trochę mi ulżyło. Złapałam za klamkę i zaraz znalazłam się w bardzo małym i zaniedbanym pokoju. Koło wąskiego okna leżały jakieś stare książki. Spoglądając na ich grzbiety zdołałam przeczytać „Etykieta Akademii” i „Kanony Piękna”, zanim drzwi gwałtownie się za mną zatrzasnęły i usłyszałam dźwięk, który oznaczał, że klucze zostały po drugiej stronie.



Teraz już wiecie dlaczego moja wizja idealnego świata legła w gruzach. Siedzę tutaj zamknięta od dawna. Dostaję regularne posiłki, a w starej szafie wisi piękna, wieczorowa sukienka, którą chyba powinnam założyć, aby stąd wyjść, ale tego wciąż nie zrobiłam. W zniszczonym lustrze oglądam swoje odbicie i widzę nieświeże, potargane włosy i sińce pod oczami. Nie wiem co jest gorsze: czy to szare i ponure więzienie, czy złota klatka. Miałam sporo czasu, aby to przemyśleć i chyba postawiłabym to na równi…

Karrin






od autorki: to jeszcze nie koniec, ciekawi?
Liczę jak zwykle na opinie i mam nadzieję, że was nie zanudzam, a wręcz przeciwnie, że chcecie wiedzieć, co będzie dalej

dodaję "eksluzywną" fotę, która początkowo została wstawiona z myślą o Bimbo na innym forum, na którym wstawiam historię
Od razu mówię, że tej miny ne było w moim opowiadaniu :P



___________________________________________________
***************************************************



Dziś jest dzień odwiedzin, choć tym razem mnie nie dotyczy. Moi rodzice zapewne otrzymali już jakąś informację, że w tym miesiącu nie będą mogli się ze mną zobaczyć. Jestem bardzo ciekawa jaką bajkę otrzymali w liście od Akademii. Być może właśnie w tej chwili biorę udział w międzynarodowej konferencji na temat dobrego wychowania lub leżę w skrzydle szpitalnym jęcząc z bólu z powodu jakiejś niebezpiecznej tropikalnej bakterii. Wyobraziłam sobie pismo, w którym moi „Szanowni Rodziciele” są przepraszani za zaistniałą sytuację, ale ich córka miała wizję, która nakazała jej uciec na wschód, aby tam medytować pod opieką mnichów i z powodu przysięgi milczenia, nie może się z nimi kontaktować. Ciężko było się nie uśmiechać, gdy przez głowę przechodziły mi tak absurdalne obrazy. Ponura sceneria dawała jednak o sobie znać. Najgorsze było lustro, które straszyło mnie przygnębiającym portretem dziewczyny, a raczej cieniem, który po niej pozostał.

Wyglądając przez okno, widziałam życie toczące się swoim codziennym tempem. Była tam też młoda dziewczyna podziwiająca główny ogród. Ów zjawisko to najprawdopodobniej nowy nabytek tego miejsca. Teraz mogłam tylko marzyć, aby choć malutka cząstka mnie, dorównywała jej olśniewającemu blaskowi. Już dawno wyparłam się etykiety, ale wciąż było mi niezwykle trudno. Zrezygnowałam z wystawnego jedzenia i drogich rozrywek na rzecz wolnego myślenia w tej klitce. Mogło to wyglądać na próżność i nie będę ukrywać, że sama się o nią posądzam. Ból po utracie tego wszystkiego ogarniał nie tylko ciało, ale i umysł. Trzeba być niezwykle twardym lub bardzo głupim, aby wszystko tak po prostu rzucić. Nie tylko życie godne olimpijskich bogów, lecz przede wszystkim przyjaciół. Nie wiedziałam czy koleżanki są szczere i czy za mną tęsknią. Mimo wszystko czułam się winna…

W tym roku do Akademii dojdzie więcej osób. Z tęsknotą wypatrywałam wciąż tych wszystkich piękności i zawładnęła mną straszliwa nostalgia. Spod uchylonych drzwi rozsypującej się szafy, mrugały do mnie szlachetne kamienie, zdobiące wspaniałą, długą suknię. Siedziałam na starej kanapie kolejny dzień, a powrót do godnego życia był w zasięgu ręki. Długo się temu opierałam, ale przecież mogłam podziwiać, w tym nie było nic z chciwości. Skrzypienie starego mebla przypominało żałosną kocią serenadę. Na chwilę straciłam nad sobą panowanie i gdy tylko odzyskałam pełnię świadomości, stałam przed lustrem, przykładając do ciała lśniącą kreację. Wściekłość zastąpiło oczarowanie. Wpatrywałam się w swoje odbicie, a na twarzy zagościł dawno nie widziany spokój. Jedynie brudne włosy i opadnięte powieki psuły cały efekt. Moją uwagę skupił w końcu wieszak. Nie było arcydzieło rzemiosła, lecz kawałek powyginanego drutu. Hm… Drut – zamek, zamek - drut…



***

Kilka ostatnich dni spędziłam na wyginaniu końcówki wieszaka we wszystkie możliwe strony. Niestety moje umiejętności nie mogły się równać z tymi, które mieli prawdziwi włamywacze. Moje słownictwo było coraz gorsze. Wykrzykiwałam na głos wyzwiska, jakich nigdy się po sobie nie spodziewałam, a one odbijały się od przeciwległej ściany i wracały do mnie ze zdwojoną siłą. Byłam bliska obłędu, gdy po raz kolejny moje rozpaczliwe próby wydostania się stąd, kończyły się fiaskiem. Coś strzyknęło… Byłam niewyspana, głodna, ale w końcu po półtora miesiąca życia pod kluczem, wolna!



Niepewnie nacisnęłam klamkę i wykonałam jeden krok na przód. Nie mogłam uwierzyć, że stoję po drugiej stronie, a korytarz tonął w bezgranicznej ciszy. Każdy kolejny ruch niósł się echem, a ja byłam coraz bardziej świadoma tego, że w końcu mi się udało. Mijałam portrety dostojnych jegomości i nadąsanych dam, które patrzyły na mnie jakby z zazdrością. Szłam od kilkunastu minut i zbliżałam się do zakrętu, nie wiedząc co będzie dalej i czy to już koniec moich zmagań. Miałam nadzieję, że najgorsze już za mną, ale wciąż znajdowałam się na terytorium Akademii i nie nic nie było pewne. Wtem usłyszałam kroki i znajome nucenie. To pokojówka szła w moim kierunku, niosąc dla mnie. jak co dzień, skromny posiłek. Nie zdawałam sobie sprawy, że to już ta godzina, ale gdybym wróciła to i tak zauważyłaby, że drzwi są otwarte, bo musiałby się zdarzyć cud, aby udało mi się tak szybko ponownie przekręcić zamek.



W pierwszej chwili znieruchomiałam. Nie mogła mnie widzieć, bo była jeszcze dość daleko, a wątpię, aby miała zdolności widzenia przez ściany. W popłochu zaczęłam szukać otwartych drzwi i na moje szczęście jedne były tuż obok. Nie zastanawiając się czy nie wpakuję się w większe tarapaty, wskoczyłam szybko do środka. Było tam strasznie ciemno, więc zaczęłam gwałtownie szukać ręką włącznika światła. Zanim mi się to udało usłyszałam jak ktoś biegnie. Moja nieobecność została już odkryta i z pewnością niebawem miała się o tym dowiedzieć Pani Roxanne. W końcu pod palcami wyczułam znajomy kształt i pomieszczenie ukazało się moim oczom w żółtym świetle starych żarówek. Znajdowałam się w łazience. Była czysta, ale daleko jej było do tej, którą znałam z internatu. Zielone kabiny stały w szeregu, a ściany były pokryte kafelkami w podobnym odcieniu. Obserwacje przerwał mi odgłos biegnący wzdłuż korytarza. Znów ktoś szedł i miałam przed oczami najgorsze wizje. W popłochu ukryłam się w zacienionym kącie i czekałam na rozwój wydarzeń. Moje najgorsze obawy zaczynały się spełniać, bo celem tajemniczej postaci była właśnie ta łazienka. Wystraszona wychyliłam się lekko i ujrzałam mężczyznę myjącego ręce.

Karrin




od autorki: ta część miała się nazywać "Makowy", jednak, zdecydowałam, że do tego kolory dojdę następnym razem. Mam nadzieję, że ten kolor nieco ogrzeje fabułę


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez greennoodle dnia Wto 21:47, 01 Lis 2011, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:33, 30 Paź 2011    Temat postu:

Długo mi zabrało przerobienie tekstu, bo czytałam w kawałkach, zapisując komentarz w notatce. Szkoda, że wcześniej nie miałam na tyle czasu by przeczytać wszystko za jednym razem...

Niezły pomysł na opisywanie swoich snów w historiach. Pamiętam, że któryś z malarzy tworzył swoje dzieła właśnie w ten sposób - zaraz po przebudzeniu zaczynał malować to, co mu się przyśniło. Nie za bardzo wiem jak powinnam rozumieć związek nazw części z wydarzeniami, które zawierają. Chodzi o "barwę" jaką przesycone są wydarzenia? Barwę obrazującą poszczególne rozdziały życia dziewczyny? Zdjęcia są cudowne, zapierają dech w piersiach. A tekst zachwyca tak samo. Nad świetną umiejętnością tworzenia klimatu nie będę się rozpisywać, bo aż chce się czytać to wszystko jeszcze raz, gdy się komentuje. Very Happy Coś czuję, że cały komentarz wychodzi bardzo chaotycznie... Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz – tworzy się magiczna, bardzo realna atmosfera i mogłabym porównać to do wybuchającego obłoku z monitoru, który zabiera mnie do świata twoich historii; sprawiając, że staję się naoczną obserwatorką, a cały pokój gdzieś znika. To wspaniałe uczucie, dziękuję ci za nie. Wink Na początku, kiedy oczarowana oglądałam poszczególne zdjęcia (które same w sobie są formą artystyczną pod wieloma względami), pomyślałam sobie, że Akademia tak naprawdę jest tylko snem lub projekcją, którą stworzył jej umysł, podczas gdy ta leżała w śpiączce po tragicznym wypadku czy coś podobnego. Cóż, chyba cieszę się, że ciąg dalszy historii o Akademii trwa, a ona sama okazała się jednak prawdziwa. Chociaż nie jestem tego taka pewna... kompletnie nie wiem czego się spodziewać. Skończyło się w takim momencie, że nie mogę się doczekać następnej części...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Nie 13:41, 30 Paź 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
greennoodle



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 21:46, 01 Lis 2011    Temat postu:

@Kiryu, co do kolorów to są one mieszanką oznaczającą w moim mniemaniu: emocje, napięcie, wartkość, a przede wszystkim chęć do życia głównej bohaterki i oczywiście dziękuję za ten komentarz zaraz dodam więcej części oczywiście każdy może się tu doszukiwać czegoś innego. Co do malarza? To chodziło Ci o Zdzisława Beksińskiego?



Przyglądałam się nieznajomemu, nie mogąc się pozbyć uczucia, że skądś go znam. Jego wygląd i zachowanie różniło się od tego, które znałam z Akademii. Gwiżdżąc zaczął oglądać uważnie swoje odbicie w niewielkim okrągłym lustrze, po czym wskazującym palcem ściągnął z zębów coś, co prawdopodobnie było resztkami jedzenia. Miał dziwną fryzurę, która jak mniemam, miała być taka buntownicza. Włosy były dość długie, związane w kucyk, a ich część z tyłu była wygolona. Ubrany był w bardzo swobodne, dżinsowe bermudy i nieco potargany, luźny t-shirt. Nie wyglądał na osobę, która się gdzieś spieszyła. Wciąż obracał głową, aby dokładnie zbadać każdy swój profil. A psik!



To była nieodpowiednia chwila na kichnięcie, tym bardziej, że nie zdołałam się odpowiednio szybko skryć za kabiną. Kilka kroków i mężczyzna już stał nade mną, wpatrując się w mój przedziwny strój. Od razu zapytał kim jestem i co tutaj robię. Przez strach nie byłam w stanie odpowiedzieć na żadne, nawet proste pytanie. Najprawdopodobniej uznał, że odpowiedzenie sobie samemu, będzie najodpowiedniejsze i powiedział: „Dzień odwiedzin już był w tym miesiącu, nie powinno Cię tu być. A już z pewnością, nie w łazience dla personelu”. Mimo tego, co robiło moje ciało, a właściwie, czego robić nie chciało, w głowie już wszystko sobie poukładałam. Wpatrywałam się w bezruchu, wielkimi, krowimi oczami w młodzieńca i wiedziałam, że nie mogę mu powiedzieć co zaszło, bo to byłby mój koniec. Znów trafiłabym do tego pokoju i tym razem pewnie bez „magicznego” wieszaka. Kto wie, może nawet skończyłabym w jakiś lochach, przykuta do ściany obok upiornych szkieletów, co widziałam kiedyś w bibliotece. Chwilowo stroniłam od wypowiedzenia jakiegokolwiek zdania. Chłopak widząc mój stan, postanowił nieco rozluźnić sytuację. Przedstawił się jako Charlie, a gdy to nie pomogło zaczął opowiadać o tym czym się zajmuje. Określił się jako „facet od brudnej roboty” czyli złota raczka, ale zdarzało się że nie gardził także sprzątaniem. Nie robił wrażenia intelektualisty, a raczej spryciarza.





Wciąż milcząca „ja”, najprawdopodobniej wyprowadziła go z równowagi, ponieważ zaczął się jąkać i w końcu przerwał załamując ręce. Nawet przestał na mnie patrzeć, tylko spuścił głowę w dół. Po chwili chwycił mnie za ramię i nienachlanie pociągnął, uzasadniając, że nie mogę tutaj zostać. Miałam teraz dylemat, co właściwie powinnam mu powiedzieć i czy w ogóle coś wyjawiać. Zaryzykowałam nie wspominając nawet o tym, że ktoś mnie może poszukiwać, bo przecież nie wiedziałam dokąd mnie zabiera. Czułam jednak w głębi jakiś dziwny spokój, bo w końcu nie byłam samotna. Niezależnie od jego intencji był przy mnie. Przez ostatnie tygodnie mówiłam tylko sama do siebie, a teraz mogłam usłyszeć czyjś głos. Znów byłam wolna, choć zapewne ścigana. Korytarze były coraz wystawniejsze i nie ograniczały mnie ściany jak w tamtym więzieniu. Mogłam iść na przód i każde drzwi, przez które wspólnie przechodziliśmy były otwarte.



Sama w tym labiryncie pewnie bym się zgubiła. Nawet nie wiem jak dotarliśmy do głównego holu, który teraz zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż za pierwszym razem. Nawet nie próbowałam tego ukryć, bo przynajmniej nie wyglądałam jak koleżanka-uciekinierka. Charlie odwrócił się w moją stronę i powiedział, że teraz powinnam dać już sobie radę. Spojrzałam w stronę wyjścia i wiedziałam, że stąd nie da się tak po prostu wyjść, a na pewno nie w tej pidżamie. Stałam cała w czerwieni i podziwiałam piękno egzotycznej palmy, która nadawała temu miejsca takiej wyjątkowości. Mężczyzna rzucił krótkie „cześć” i skierował się w przeciwną stronę. Bez namysłu ruszyłam za nim. Zmieszany przystanął i oznajmił, że mogę już iść do domu. Z moich ust wydobyło się „nie!”. „To Ty jednak mówisz?” – zaśmiał się chłopak i kręcąc głową poszedł dalej, a ja za nim. Już nic nie mówił, tylko co jakiś czas odwracał się i uśmiechał do mnie, jakbym była małym, bezradnym dzieckiem, które się zgubiło, a on próbował mnie podtrzymać na duchu.



Dobrze mi było z moim nowym wcieleniem. Uparta, już nie taka rozważna i można nawet stwierdzić, że nie do końca sprawna psychicznie, bo przecież jaki zdrowy człowiek czepia się obcej osoby jak rzep i nie chce iść w swoją stronę. Charlie całkowicie przestał się denerwować. Szedł tam, gdzie musiał i nie przejmował się moją obecnością. To było miłe, że nie zaczął się awanturować po moim przedstawieniu w holu. Nie był taki, jak inni ludzie stąd. Nie wiem czy w ogóle obchodził go ten obraz nędzy i rozpaczy, ciągnący się za nim jak cień. Próbowałam sobie przypomnieć skąd znam tę twarz, bo to był chyba główny powód dla którego tu zostałam. Bezwstydnie poruszałam się po Akademii w tym ubraniu, nie próbując się nawet ukryć. A teraz byłam w drodze do Teatru.

Teatr to dość myląca nazwa. Jest to dość budynek o kształcie potężnej, beczkowatej wieży znajdujący się po środku głównego ogrodu. W jego wnętrzu można poczuć powiew neobarokowego splendoru oraz chorej fantazji jakiegoś szalonego malarza, tak jakby nic nie trzymał się całości. Nie będę udawać, że nie robił pozytywnego wrażenia, tym bardziej, że to właśnie tutaj znajdował się powietrzny basen, którego sława obiegła cały świat. Niezbyt szeroki, ani długi, za to wyjątkowo głęboki, a „pływanie” w nim było jak bajka. Miałam ochotę po raz kolejny zanurzyć się w tej otchłani, ale na szczęście trzymałam gardę i moje zachcianki nie przejmowały kontroli. Wchodząc do Teatru po raz kolejny ujrzałam szeregi złotych kolumn oraz wszechobecne fontanny. Oczywiście były również szerokie schody prowadzące na samą górę do największej atrakcji.



Charlie znów się zatrzymał i tym razem znów było po nim widać niepewność. Obejrzał się za mną i poprosił, abym już za nim nie chodziła, ale ja nie posłuchałam i ruszyłam dalej, gdy tylko skierował się w kierunku schodów. Przystanął po raz kolejny i tym razem już nie tak uprzejmie zapytał się, po co w ogóle idę tam gdzie on. Nie odpowiedziałam, ale nieco wystraszyłam się tego zirytowanego tonu, co chyba zauważył, bo twarz natychmiast mu złagodniała. Po raz kolejny zaczął rozmawiać ze ścianą, bo na odpowiedź nie mógł liczyć: „W ogóle to co Ty tu robisz? Nie powinnaś być w domu z mamą i tata? Skąd przyszłaś, przecież nie możesz po prostu tak tutaj spacerować, to nie park tylko poważna instytucja. Sądzę, że przydałaby Ci się również kąpiel, a… Co Ty masz na sobie? Pidżamę?”. Tym razem domyślałam się co mu chodzi po głowie, bo jego oczy okazywały współczucie. Miał przed sobą zaniedbaną dziewczynkę, istne wcielenie najsmutniejszych baśni Andersena. Położył rękę na mojej głowie i zmierzwił włosy uspokajając: „No już dobrze, pomogę Ci, ale nie możesz iść teraz ze mną. Mam robotę do wykonania, muszę wyczyścić basen i mam niedużo czasu. Jak tego nie zrobię, to korzystanie z niego może być niebezpieczne. Zaczekaj na mnie, niedługo wrócę”.


Karrin



___________________________________________________
***************************************************



Znowu poczułam się zagubiona, ale czego mogłam się spodziewać. Przecież nikt nie będzie ze mną siedzieć przez cały czas, a tym bardziej chłopak, który ma tak odpowiedzialne zajęcie i nie może go zaniedbywać. Drzwi do Teatru otworzyły się i weszła jakaś dziewczyna, której nigdy nie widziałam, a za nią kolejna. Obie były ubrane bardzo formalnie. Miały żakiety i gładko zaczesane włosy, do tego nieprzeciętną urodę. Gdy zaczęły się rozglądać, wiedziałam już, że to nie są zwykłe koleżanki. Nie mogłam zostać na widoku, a na pewno nie w rzucającej się w oczy czerwieni. Charlie był jeszcze w zasięgu mojego wzroku, więc wbiegła po schodach, aby go dogonić. Niefortunnie na niego wpadłam i uderzyłam w jego plecy niczym w ścianę. Zaparł się z całych sił, aby ustać na nogach, po czym spojrzał na mnie zawiedziony i już miał coś powiedzieć, kiedy bez wcześniejszej analizy konsekwencji, ujawniłam prawdę o tym, że jestem poszukiwana. Czułam się w pełni zależna od osoby, której nawet nie znałam. Nie wiedziałam, czy jest godny zaufania, ale moje oczy mówiły „nie zostawiaj mnie”. Westchnął i powiedział, że nie mogę w takim razie ujawnić swojej obecności. Weszliśmy wyżej, a potem jeszcze wyżej i Charlie spojrzał na mnie wymownie dając mi do zrozumienia, że to jest czas, abym się skryła, bo przed nami był basen, gdzie dziewczyny zawieszone w powietrzu wirowały wśród kolorowych balonów.



o był właśnie „powietrzny basen”. Coś co przypominało głęboki dół, ale nie można było spaść. Balony były właściwie jedynie dla efektu, bo Akademia nie mogła sobie pozwolić na nic zwyczajnego, a to właśnie one sprawiały, że to miejsce było magiczne. Unoszące się ciała, ubrane w skąpe kostiumy, wyglądały jakby tańczyły z kolorowymi kulami. Za każdym razem na ten widok, zapierało mi dech w piersiach. Obserwowałam wszystko zza kolumny. Głównym obiektem mojego zainteresowania był Charlie, ponieważ zdawał mi się coraz bliższy i niedługo przekonałam się dlaczego. O mały włos nie wydałam z głośnego pisku, ale w porę go zdusiłam. To właśnie ten nieznajomy był powodem wszystkiego, to jego widziałam w holu niosącego skrzynki z historiami. To jemu właśnie zazdrościłam wolności. Nie wiedziałam, czy powinnam go o to obwiniać czy być mu wdzięczna. Zapewne szybko zdecydowałabym się na tą drugą opcję, gdyby nie to, że na schodach pojawiła się „Ona”.



Pani Roxanne szła z podniesioną głową w towarzystwie dwóch kobiet, które widziałam wcześniej na dole. Pomyślałam nawet, że to głupota, że szukają mnie w takim obleganym miejscu, ale przecież tu byłam. Skuliłam się najbardziej jak tylko mogłam, skrywając się zabujaną, egzotyczną rośliną. Widziałam zgrabne nogi matki Akademii przechodzące obojętnie obok i liczyłam na to, że moja kryjówka pozostanie tajemnicą do czasu, aż nie opuszczą „Teatru”. Ostrożnie próbowałam dojrzeć co się dzieje przy basenie. Ekipa poszukiwawcza wywołała sporo emocji wśród obecnych, ale nie wiedzieli jaki jest cel jej wizyty. Prawdopodobnie tylko Charlie wiedział, co to może oznaczać i obawiałam się, że może mnie wydać, ale szybko wrócił do swoich zajęć, znikając w otchłani. Niecodzienni goście nie odezwali się ani słowem tylko badawczo obserwowali wszystko dookoła. Po ocenieniu sytuacji skierowali się ponownie w stronę wyjścia, a ja wstrzymałam oddech w obawie, że mogą to usłyszeć. Po kilkunastu minutach, nie było po nich śladu, a ja znów skupiłam swoją uwagę na moim wybawcy.



Charlie prawdopodobnie już skończył, bo odpinał liny, dzięki którym mógł zejść niżej niż inni, którzy byli w basenie. Miałam wrażenie, że puścił do mnie oko, ale szybko się odwrócił i ku mojemu zaskoczeniu zawołał Mayę, która zażywała właśnie kąpieli. Od razu ją zobaczyłam. Jak zwykle piękna, tym razem w prostym, ale bardzo gustownym, białym bikini. Zrobiło mi się ciepło na jej widok, ale przerażała mnie myśl, że zna tego mężczyznę i na dodatek będą rozmawiać. Moja przyjaciółka przysunęła się do krawędzi basenu i z gracją stanęła pokazując się w pełni okazałości. Obdarzyła gościa czułym uśmiechem i go uściskała na przywitanie. W tym czasie starałam się wyeliminować wszystkie niesprzyjające dźwięki, które rozpraszały moją uwagę, aby dosłyszeć choć część rozmowy. Charlie zaczął opowiadać o dość dziwnej dziewczynie, która się do niego przykleiła, a mówił o tym, jakby to był najśmieszniejszy żart jaki usłyszał. Teraz czerwona byłam nawet na twarzy. Ze wstydu i złości, ale szybko zbladałam. Maya wiedziała… Nie widziała mnie, gdy zostałam zabrana z internatu, ale przecież na pewno słyszała o pidżamie. Widziałam to na jej twarzy… Jej oczy się zaszkliły, a niedługo potem, co mnie znacznie uspokoiło, uśmiechnęły się.



Rozmawiali dość długo, aż Maya poszła do szatni, skąd przyniosła niedużą torbę i dała ją Charliemu. Nie spodziewałam się tego, co jest w środku, ale jedno mnie zdziwiło. Najbliższa mi z koleżanek, odwróciła się plecami, jakby nie wiedziała, że tu jestem. Być może tak było, a może nie chciała mnie zdradzić. Obstawiałam, że to drugie, bardzo chciałam, aby okazała się taka dobra, jaką ją zawsze widziałam. Nie szukała mnie, nie sprzeciwiła się temu, co mi zrobiono, ale mogło ją czekać nawet coś gorszego, więc nie miałam jej tego za złe. Charlie stanął przy kolumnie i wyciągnął z torby płaszcz, który mi dyskretnie podał. Założyłam go na siebie, a mój towarzysz szybko mnie objął ramieniem i poprowadził na dół. „Nie martw się, już wiem jak ci pomóc” – powiedział, gdy wychodziliśmy bocznym wyjściem.


Karrin



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 13:19, 29 Cze 2012    Temat postu:

Cytat:
Co do malarza? To chodziło Ci o Zdzisława Beksińskiego?

Yhm. I z tego co pamiętam z Picassem też tak było......a może to był jednak Dali?


Charlie na trzecim screenie przypomina mi aktora grającego Whickama w "Dumie i Uprzedzeniu" w wersji z Keirą i Matheew... Jednak ten wzbudził we mnie o wiele bardziej pozytywne emocje. Mam nadzieję, że do końca okaże się w porządku... Natomiast ten powietrzny basen - to rzeczywiście jest coś! Świetnie wymyślone. I te balony... wszystko składa się na naprawdę genialny efekt, jestem pod wrażeniem! Zachwycił mnie również blask, który bił od Mayi, i nie mam na myśli błyszczących punktów wokół, a raczej jej cudowną błyszczącą skórę koloru kawy z mlekiem... Nie wiem czy to z powodu rzeczywistego "czynnika x", czy słów, którymi ją opisałaś, ale urok jakim ta dziewczyna emanuje jest wprost cudowny. Zupełnie świetlisty.

Co do kolejnych części... będziesz je tutaj wstawiać czy powinnam szukać ich gdzieś indziej?
Pozdrawiam! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
greennoodle



Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 11:27, 04 Wrz 2012    Temat postu:

Ach, z powodu tego, że zainteresowanie tutaj było bardzo małe to zapomniałam w ogóle o wstawieniu zakończenia

Jednak nie chcę tak tego zostawiać i zapowiadam, że prawdopodobnie nie będzie kontynuacji, bo nie mam w tej chwili warunków dla odpalenia gry (słaby sprzęt, który już ledwo dyszy). Simsy zniknęły na dobre z mojego komputera i może kiedyś, gdy pojawi się nowy.

Wiem, że ta część jest wyjątkowo długa, ale nie zrażajcie się. Zdjęcia sprawiają, że wydaje się być tego więcej niż jest naprawdę.




Wciąż nie mogłam uwierzyć, że moje życie odmieniło się przez Charliego. Jego codzienność wydaje się być taka zwyczajna w porównaniu do luksusów jakich doświadczyłam. W tej chwili przypominałam raczej dziecko z sierocińca, a do eleganckiej kobiety, którą zwykłam być, było mi bardzo daleko. Idąc posłusznie, otulona silnym uściskiem wyobraziłam sobie jak musimy razem wyglądać. Zobaczyłam wzruszający obrazek przedstawiający opiekuńczego wolontariusza i dziewczyny z zakładu psychiatrycznego, nad którą sprawował pieczę. Tak, byłam żałosna, ale po tak długim czasie sama ze sobą, potrzebowałam, aby ktoś w końcu zaczął myśleć za mnie. Po tylu dniach udawania ślusarza potrzebowałam odpoczynku. Planowanie ucieczki wyczerpało mnie psychicznie, a moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia, od kiedy jedynymi ćwiczeniami było wstawanie ze starej kanapy w małym pokoju. Musiałam szybko się pozbierać, bo za bardzo obciążałam sobą swojego kompana. Widziałam momentami, jak bardzo niewygodna jest dla niego ta sytuacja. Chciał mnie zostawić już wcześniej w holu, ale nie dałam mu wyboru.

Wychodząc bocznym wyjściem do ogrodu, Charlie zrobił coś, co kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi. Gwałtownie odepchnął mnie od siebie i wypchał z powrotem do wnętrza budynku. Ze względu na moje przeżycia z dzisiejszego dnia, nerwy całkowicie wzięły nade mną górę i całym ciężarem ciała rzuciłam się na drzwi. Odczułam okropny ból odbijając się od nich. Coś lub ktoś je blokowało. Zaczęłam w nie gwałtownie uderzać pięściami, co było trudne z powodu głodu i zmęczenia. Drzwi się lekko uchyliły, a ja odskoczyłam i z ogniem w oczach czekałam na jakieś wyjaśnienie. Ku mojemu zdziwieniu, zobaczyłam kogoś innego niż się spodziewałam. Do środka zajrzała szczupła blondynka, w czarnym żakiecie, ta sama, która towarzyszyła wcześniej pani Roxanne. Nie miałam już siły uciekać, ale przerażona zrobiłam krok w tył i podejrzewałam, że to już koniec. Dziewczyna wlepiła we mnie swój wzrok niczym wąż czyhający na swoją ofiarę. Zamiast rzucić się w moim kierunku, powiedziała coś, przez co byłam w jeszcze większym szoku. „Widziałaś może dziewczynę ubraną w nietypowy, czerwony strój?”. Przypomniałam sobie, że mam na sobie elegancki płaszcz Mayi, a nogawki spodni podwinęłam tak, aby spod niego nie wystawały. Zza mojego oprawcy wynurzył się Charlie, który powiedział, że jestem jego siostrą i że cały dzień spędziłam z nim, więc nie mogłam zobaczyć kogoś, kogo on też nie widział. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i puszczając oko poprosiła go o dopilnowanie, aby pani Roxanne mnie nie zobaczyła, bo może się to jej nie spodobać. Charlie odwzajemnił uśmiech, wziął mnie za rękę i poprowadził aleją.



Ponownie byliśmy w ogrodzie. Było jeszcze widno, ale barwna łuna zachodzącego słońca już prawie zniknęła. Wszechobecna woda w postaci fontann, uspokajała atmosferę, co było dość trudne. Chłopak był zdenerwowany, a ramie ściskał mi tak mocno, że ledwo to wytrzymywałam. Jego palce wpijały się w moją skórę ze zbyt dużą siłą, abym mogła to znieść, więc się wyrwałam. Zrozumiał, że przesadził, bo miną wyrażał lekkie zawstydzenie.

Tym razem chwycił moją dłoń i to bardzo delikatnie, ale dalej stanowczo prowadząc mnie naprzód. Wprowadził mnie do szklarni znajdującej się dość daleko od głównych budynków. Oderwał rękę od mojej i usiadł na ławce otoczonej przez egzotyczną roślinność. Patrzył na ziemię lub na czubki swoich butów i liczył, że się do niego przysiądę. Nie pozwoliłam mu czekać długo. Byłam bardzo zmieszana, ponieważ wracał mi rozum i potrafiłam już ocenić swoją sytuację. Moje dawne „ja” wracało.



- Przepraszam… - zaczęłam ściskając pięści na ściśniętych kolanach, a Charlie spojrzał na mnie z niedowierzaniem, że zaczęłam przypominać dorosłego człowieka – nie powinnam była obciążać cię tym wszystkim. Także dziękuję, że okazałeś się być taki rycerski i mnie ochroniłeś. W normalnej sytuacji potrafiłabym o siebie zadbać, a to był pierwszy raz, kiedy w czyimś towarzystwie zachowywałam się tak nagannie. Nie chcę już ci przysparzać kłopotów, dlatego teraz udam się w swoją stronę, a ty będziesz mógł wrócić do swojej pracy.
- Jesteś zagadką – zaśmiał się Charlie – kompletnie nie mogę cię rozgryźć. Przed chwilą myślałem, że masz nie po kolei w głowie, a teraz wiem, że tak jest. – przerwał na chwilę i przyglądał się mi z uśmiechem – Pojawiasz się znikąd w pracowniczej toalecie, nie chcesz się odczepić i po tym wszystkim wyskakujesz mi z czymś takim. Traktujesz mnie, jakbym był ci zupełnie obcy, a przecież już kilka przygód dziś przeżyliśmy razem. Na dodatek twój sposób mówienia nie przypomina jakiejś przybłędy. – spojrzał na mnie znacząco – chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia.
- Oczywiście, że należą – opuściłam głowę skruszona – jednak nie chciałabym sprawić ci więcej kłopotów.
- Kłopoty? Już omal ich nie miałem dzisiaj. Chcę wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.
- Jesteś pewien, że nie wolałbyś wrócić do siebie? – pokiwał głową – Rozumiem… Nie łatwo jest mi się do tego przyznać, ale jestem… właściwie byłam taka jak wszystkie dziewczęta z Akademii…
- Zaraz, zaraz – przerwał mi nagle – chcesz powiedzieć, że jesteś koleżanką?
- To dość trudne pytanie – Charlie uniósł brew, nie rozumiejąc dlaczego odpowiedź sprawia mi problem – Z pewnością nią byłam, ale potem postawiono mnie przed trudnym wyborem i uznałam, że muszę ratować się ucieczką.
- Jak to ucieczką? Przecież zazdrości wam wiele dziewczyn. Statusu, urody… – urwał na chwilę, przyglądając się okropnemu stanowi moich włosów – Poza tym, to ja nawet nie znam twojego imienia.
- Rzeczywiście, przepraszam, jestem Karrin – przedstawiając się wyciągnęłam do niego rękę jak przy przywitaniu.
- Karrin? Ta Karrin? Przyjaciółka Mayi? Przecież to niemożliwe, wszyscy myśleli, że wyrzucono cie stąd.
- Doprawdy? – nie mogłam się powstrzymać od zaśmiania się – To prawda, że długo mnie nie było, ale po prostu zostałam odosobniona, aby przemyśleć swoje czyny.
- Chyba żartujesz. Dziewczyno! Nie ma cię od dawna! Mayę poznałem, bo przyłapałem ją płaczącą właśnie na tej ławce, na której siedzimy w tej chwili! – oczy mi się otworzyły znacznie szerzej na dźwięk imienia znajomej – Powiedziała, że jej przyjaciółka została zabrana przez tą arogancką blondynę osobiście. – byłam w szoku słysząc jak swobodnie wyraża się o pani Roxanne – Pocieszyłem ją wtedy i utrzymujemy od tamtej pory kontakt. Bała się zwierzać innym panienkom stąd na twój temat. Ponoć wywołałaś jakąś aferę, ale nie znałem szczegółów. Byłaś jej bardzo bliska, więc chyba nie chciała przedstawiać cię w złym świetle.



W moich oczach pojawiły się łzy i już nie starałam się tak dbać o swój wizerunek, więc nie powstrzymywałam ich. Spływały mi najpierw powoli po policzkach, ale szybko popłynęły strumieniem. Charlie poczuł się trochę niezręcznie i wyciągał rękę w moją stronę, żeby ją za chwilę cofnąć, nie wiedząc czy tak powinien. W końcu objął mnie i przyciągnął do siebie przyciskając moją twarz do swojej klatki piersiowej. Wtedy wybuchłam płaczem, a mój jęk poniósł się dalej po szklarni odbijając się od okien i niknąc w gęstwinie. „Już dobrze” – uspakajał głaszcząc mnie po głowie. Złapałam za jego koszulkę, mocno ścisnęłam ją w pięściach i trzymałam się jej tak, aż się nie uspokoiłam. Żałosne wycie zastąpił śpiew ptaków, które były tu trzymane, więc można było je usłyszeć nawet o tak późnej porze. Na zewnątrz było już całkiem ciemno, a nastrojowe oświetlenie nie dawało zbyt wiele.

- Jeszcze raz przepraszam – powiedziałam po ochłonięciu – nie spodziewałam się, że nikt nic nie wiedział. Byłam zła na inne koleżanki, bo nikt po mnie nie przyszedł. Myślałam… Myślałam, że wiedzą jaka kara mnie spotkała. Jest mi wstyd, że nie wierzyłam w Mayę.
- Idziemy – Charlie odezwał się wstając nagle – musisz odpocząć.
- Zostaw mnie, już sobie poradzę.
- Przestań marudzić i wstawaj! – nalegał – Jako moja siostra nie możesz się sama włóczyć po Akademii – zaśmiał się
- Dokąd idziemy?
- Jak to? Myślisz, że mieszkam w szklarni?

Wstałam będąc nieco oszołomiona. Nie spodziewałam się, że on tutaj mieszka, tu – na terenie renomowanej instytucji. Charlie zmienił nastawienie do mnie, może nawet za bardzo. Ukłonił się i gestem wskazał mi drogę puszczając mnie przodem. Czułam się bardzo nieswojo, ale niepewnie poszłam pierwsza. Ścieżka prowadziła do wyjścia po drugiej stronie, a gdy je minęliśmy dostawałam dokładne instrukcje, gdzie mam skręcać. Trochę się bałam, ponieważ tym razem nie było żadnych lamp, tylko gwiazdy, a ja nie znałam tej drogi. Gdy coś poruszyło się w zaroślach podskoczyłam i odwróciłam głowę, aby spojrzeć na towarzysza, ale on parsknął śmiechem, gdy drogę przeszedł nam czarny jak smoła kot i ponaglił, abyśmy szli dalej. Po bokach zaczęły wyrastać stare, drewniane ogrodzenia i nie przypominało już to eleganckiej placówki. Dotarliśmy do starego, ale zadbanego budynku przypominającego zwyczajny dom, tylko trochę większy.



- Tutaj mieszkam. To hotel dla pracowników, coś jak twój internat.
- Od dawna tu jesteś? – zapytałam, nie wiedząc co powiedzieć
- Na oko to będą ze dwa lata. To była dobra oferta pracy. Mam gdzie mieszkać i zarobki są niezłe. Dodatkowo towarzystwo też niczego sobie – uśmiechnął się patrząc mi prosto w oczy i sięgnął do kieszeni po klucze – na dodatek czasem zdarzają się jakieś ciekawe przygody, wiesz… Na przykład znikąd spada mi na głowę jakaś dziewczyna w pidżamie
- Bardzo śmieszne! – nie mogłam się powstrzymać od tej uwagi
- He He, tak trzymaj. Twoja gadka w stylu panienki z wyższych sfer bywa irytująca. Taka jesteś bardziej w porządku.

Nie odezwałam się już słowem, ale oblałam się rumieńcem ze złości. Weszliśmy po schodach i tam Charlie podszedł do jednych z drzwi i otworzył je zapraszając mnie do środka. Był to niewielki pokój skromnie, ale schludnie urządzony. Były wszystkie niezbędne rzeczy: w rogu znajdowały się blaty wraz z kuchenką i małą lodówką, a obok stał mały stolik z parą krzeseł. Po przeciwnej stronie stała zielona sofa i prosta ława. Była też szafa i kilka półek z płytami CD, książkami, różnymi szpargałami i zdjęciami. Podeszłam, aby się im przyjrzeć. Na jednej z fotografii Charlie był prawdopodobnie z rodzicami, bo była to para duża starsza od niego, a on sam był dużo młodszy niż obecnie. Na wszystkich innych był w otoczeniu dziewczyn, które były prawdopodobnie stąd, bo poznawałam scenerie w tle. Gospodarz podszedł do mnie i zaczął opowiadać o nich. Koleżanki nie miały zakazu zadawania się z pracownikami, musiały tylko stosować się do zachowań uwzględnionych w etykiecie. Z tego co się dowiedziałam, to wszystkie stąd odeszły w zeszłym roku, dlatego oprawił te zdjęcia na pamiątkę. Sięgnął na półkę i ściągnął z niej album ze zdjęciami. Podał mi i zaprosił na kanapę. W środku było pełno znajomych twarzy, a na ostatnich zdjęciach była też Maya, ale tylko na jednym z nich prawdziwie się uśmiechała, kiedy Charlie zrobił głupią minę.



Dostałam do ręki torbę, z której pochodził płaszcz, dzięki któremu udało mi się zasłonić wściekle czerwone ubranie. W środku były ubrania i kosmetyki, co mnie najpierw zszokowało, a następnie wzruszyło, gdy zobaczyłam tam ulubione dżinsy przyjaciółki. Charlie powiedział, że w łazience czeka na mnie ręcznik i wszystko, co mi będzie potrzebne, aby się odświeżyć. Weszłam tam i od razu zobaczyłam nożyczki. Bez wahania wzięłam je i obcięłam kosmyk włosów, który ciągle wpadał mi do oczu, przez co znacznie mi ulżyło. Przyjrzałam się dokładnie swojemu odbiciu i postanowiłam ciąć dalej, a włosy opadały swobodnie na kafelki.
W trakcie kąpieli poczułam jakiś przyjemny zapach, który świadczył o tym, że za chwilę będzie kolacja. Myślałam, że już nigdy nie będzie mi dane zjeść przyzwoitego posiłku. Wyszłam z wanny i zamiotłam wszechobecne kłaki. Po ubraniu się, ponownie podeszłam do lustra i nie mogłam uwierzyć, że tam pojawiła się twarz prawdziwego człowieka. Fryzura nie była tak zadbanie ułożona jak miewałam wcześniej, ale byłam zadowolona. Po moczeniu się w ciepłej wodzie wyglądałam na zrelaksowaną i wypoczętą, przez co sińce prawie całkowicie zniknęły. O wiele szczęśliwsza weszłam do pokoju. Charlie nakrywał do stołu.



- Pewnie jesteś głodna, więc pomyślałem… - przerwał, gdy tylko uniósł głowę – wolałem cię z tą szopą na głowie… żartuję – sprostował, kiedy się skrzywiłam – dobrze wyglądasz, miło cię widzieć w lepszej formie.
- Dziękuję – odrzekłam nieco się czerwieniąc
- Czy szanowana koleżanka zaszczyci mnie swoim towarzystwem przy kolacji? – zapytał, odsuwając krzesło
- Nie przesadzasz trochę? – rzuciłam siadając do stołu
- Po tym wszystkim należy ci się dobre traktowanie. Wiesz? Znam cię lepiej niż myślisz, choć o tym nie wiedziałem.
- Ach tak?
- He He, jasne. Tyle się o tobie nasłuchałem. Ponoć byłaś jedyną godną kandydatką w zeszłym roku i nikt poza Tobą nie dostał się do Akademii.
- To nie świadczy o tym, że mnie znasz. Rzeczywiście to prawda, że tylko ja otrzymałam ten „zaszczyt” – parsknęłam kpiąco - ale to za mało, abyś mógł tak twierdzić.
- To mało, ale pamiętaj, że kiedy ciebie nie było, to mi Maya się ze wszystkiego zwierzała – przerwałam mu na chwilę krztusząc się kawałkiem marchewki – Wiem więcej, niż ci się wydaje.
- Posłuchaj, dziękuję ci za wszystko. Za to, że mi pomogłeś i nakarmiłeś, ale ja nie mogę tu zostać.
- Wiem… Ale chyba najpierw się prześpisz, prawda?
- Chciałabym jak najszybciej się stąd wydostać. Każda chwila spędzona w tym miejscu… To znaczy w Akademii, sprawia mi ogromny ból. Ja tutaj nie mam prawa myśleć samodzielnie. Na dodatek mnie szukają, nie mogłabym zmrużyć oka wiedząc, że ktoś może mnie tu znaleźć, a ty miałbyś przez to sporo problemów.
- Dokąd pójdziesz?
- Mam jeszcze dokąd wracać.
- Dobrze – powiedział zawiedziony – pomogę ci przejść tak, aby nikt cię nie zobaczył, ale skończ najpierw jeść. Nie pozwolę, abyś była głodna.




Dokończyliśmy posiłek w ciszy. Po wstaniu od stołu spakowałam do torby płaszcz i czerwoną pidżamę, która symbolizowała moją wolność – wolność do bycia sobą. Charlie ubrał sweter i wyszliśmy. Znał takie skróty, gdzie nie było nikogo i mogliśmy spokojnie się przemknąć. Pół godziny szliśmy nie zamieniając ze sobą ani jednego słowa, aż dotarliśmy do potężnej złotej bramy, która była zamknięta. Po drugiej stronie był już inny świat, którego nie doceniałam wystarczająco. Mój towarzysz podszedł do furtki obok i wyciągnął pęk kluczy, które mógł posiadać jako pracownik. Otwierana, zaskrzypiała przerażająco, ale dla mnie był to najprzyjemniejszy dźwięk. Podeszłam, ale zawahałam się i zwróciłam się w stronę mojego wybawiciela. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo żadne słowa nie mogły wyrazić mojej wdzięczności. Podszedł do mnie i uściskał mocno, życząc mi powodzenia, a gdy puścił, zrobiłam coś, czego się nie spodziewał. Pocałowałam go prosto w usta i nic nie mówiąc opuściłam Akademię, zostawiając wszystko z tyłu.

Karrin



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez greennoodle dnia Wto 11:45, 04 Wrz 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 13:19, 22 Wrz 2012    Temat postu:

Pozwoliłam sobie zmienić datę ostatniej historii w pierwszym poście, ponieważ bardzo była już nieaktualna. Wink I przy okazji przepraszam za długie zwlekanie z odpowiedzią. Smile

Pewnie od 2011 roku zdążyłam już to napisać kilkukrotnie, ale powtórzę jeszcze raz: twój styl pisania jest bardzo przyjemny, lekki, jego konsystencja... hm... przypomina obłoczki chmur. Bardzo lubię to uczucie. Very Happy

To zdanie jest świetne:
Cytat:
- Przed chwilą myślałem, że masz nie po kolei w głowie, a teraz wiem, że tak jest.


W ogóle cała rozmowa tej dwójki w szklarni była przesycona magiczną atmosferą. Wiele, idealnie wyjaśniła, rozwiała tę mgłę z wcześniejszych części, dodając nawet świeżości, o ile tak to można nazwać zważając na okoliczności... Tyle samo, a może nawet jeszcze więcej świeżości przyniosła ta krótka chwila w mieszkaniu Charliego i powrót do prawie dawnej świetności Karrin. Cudownie wyraźnie dało się to odczuć. ^^

Zakończenie samo w sobie pozostawia mały niedosyt, ale myślę, że jest to najrozsądniejsze i najlepsze rozwiązanie, jakie mogło przyjść ci do głowy. W ogóle cała historia z Akademią i Karrin jest niesamowita. To twój sen, dobrze zapamiętałam? Naprawdę przyjemnie się czytało, dzięki za te uczucia. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin