Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Zachowywanie równowagi w przyrodzie... #18 (20.10)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pon 20:23, 20 Sie 2012    Temat postu:

O jeny.
Na początku tak patrzę, i myślę. Cyc znowu odbiegła od rodziny Tea. Ale zacząłem paczeć i takie wtf. co się stało? gdzie jest Oli? Nie poznałem go, w rudym zdecydowanie lepiej, bo w blondzie jak nie Oliver.
Kurde, relacja bardzo fajna, szkoda tylko, że taka krótka. Ciekawe co się stanie. Szkoda, że Mike wyjeżdża, bo jest fajną postacią, nie wiem czemu, ale budzi taką sympatię w czytającym. Nie podoba mi się Frankie w tym nowym stylu. Ten irokez jest straszny. :P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 22:06, 20 Sie 2012    Temat postu:


Guuuys!

Alex, tym razem cudem ci się to udało, bo miałam przedwczoraj wstawiać relację, ale w połowie opuściła mnie wena... Dziękuję, że zauważyłaś, że starałam się dobrać dobrze kolory. Dziesiątki razy zmieniałam odcienie...

______________________________________________________


// chciałabym spróbować czegoś nowego, więc "na próbę" przetestuję przez początek relacji narrację pierwszoosobową (ponieważ co jest bardzo widoczne, nie za dobrze idzie mi opisywanie "teraźniejszości" w inny sposób).


Relacja 14 – "Utracone i zyskane nadzieje"

"To co utraciliśmy prędzej czy później do nas wróci. Chociaż... nie zawsze wtedy kiedy chcemy."


Teagan

Pomimo długiego roku odizolowania od szybkiego tempa życia, ledwo przypomniałam sobie na nowo jego smak, a znów się od niego uzależniłam. Nie wiedziałam czym właściwie mam się zająć, więc tamtego dnia krzątałam się po domu, starając się znaleźć sobie jakieś zajęcie. W którymś momencie przez okno w kuchni zauważyłam kobietę wysiadającą z czarnego mercedesa zaparkowanego na naszym podjeździe i wyraźnie zaabsorbowaną każdą cegłą budynku.


Błyskawicznie wyskoczyłam, by się z nią przywitać, kierowana bardziej ciekawością niż dobrymi manierami. Dopiero gdy podeszłam bliżej zauważyłam wcześniej niedostrzegalne szczegóły. Pierwszym co zwróciło moją uwagę był arogancki ton w jej głosie i coś nieprzyjemnego w spojrzeniu, czego jednak nie potrafiłam do końca zdefiniować...


Ale kobieta, która przedstawiła się jako Elizabeth Wells, niestety trafiła na dobry adres, więc nie wypadało mi jej odsyłać. Poza tym lada chwila miał wrócić Oliver – osoba, która była jej celem. Nie powiedziała nic więcej poza tym, że jest jej starym przyjacielem i potrzebuje z nim wyjaśnić pewną sprawę z przeszłości z powodu zaistniałych okoliczności. Nie zabrzmiało to jak dobre wyjaśnienie, ale co właściwie miałam zrobić? To nie była nawet moja sprawa.


Elizabeth nie była również zbytnio rozmowna, co dodatkowo przedłużało moje nerwowe oczekiwanie na pojawienie się Olivera. W końcu, decydując się jednak przerwać niezręczną ciszę, niezrażona jej chłodem, zaczęłam bez sensu paplać o nim, o dzieciach, o naszym życiu.


Myślałam, że "dawna przyjaciółka" byłaby zainteresowana szczęśliwym losem swojego przyjaciela, mogąc usłyszeć o niemal samych dobrych wieściach, ale najwyraźniej bardzo się myliłam, bo Elizabeth szybko przerwała mi sztucznym uśmiechem i aroganckim tonem, nawet nie silącym się na sztuczną uprzejmość:
- Złotko, zachowaj to dla siebie. Mam ważniejsze sprawy na głowie niż wysłuchiwanie opowieści rodem z artykułu w gazecie dla znudzonych życiem kur domowych.
- Och... – tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć, czując się jakby wymierzyła mi siarczysty policzek.


Prawdopodobnie natychmiast wyleciałaby za drzwi, gdybym zdołała się pozbierać zanim zjawił się Oliver z Frankiem, rozmawiający poirytowanym głosem o samochodach. Dźwięk ich głosu był jak balsam dla moich zszarganych nerówów i chyba tylko to utrzymywało je teraz w ryzach. Delikatnie musnęłam jego usta, po czym zabrałam się z niechęcią za przedstawienie jego uroczej starej przyjaciółki, akcentując na słowo "starej".


Rzucił na nią okiem, ale zaraz odwrócił wzrok, wlepiając go we mnie. Przez chwilę zmartwiłam się, czy może nie uraziłam go, traktując ją chłodnym tonem, ale szybko zrozumiałam, że nie w tym rzecz.


Kobieta gestykulując dłońmi w wyrazie zakłopotania odrzekła, że ma z nim do przedyskutowania pewną delikatną i niezwykle ważną dla niej kwestię. Gdy zaczęła rozwijać swój monolog, doszłam do wniosku, że to idealna chwila na opuszczenie tej dwójki i zajęcie się Nikolaiem, który z pewnością właśnie budził się z popołudniowej drzemki. Oznajmiłam im to odrobinę łamiącym się głosem, a Oliver zareagował skinieniem głowy.


Resztę znam tylko z późniejszych wyjaśnień Olivera.
Elizabeth przedstawiła się Frankowi bez zbędnych sentymentów i cienia emocji jako jego matka. Zdążyła dodać krótkie zdanie, że bardzo zmienił się od czasu, gdy ostatni raz się widzieli...


...zanim Frankie totalnie wybuchł. Wściekłość i nienawiść wybuchnęły w nim z gwałtownością nawałnicy i z trudem opanowywał drżący głos. Nie było w tym nic dziwnego.


Udało mu się nawet wyrzucić jej, że zjawia się jak cholerna gwiazda z nieba, zanim ona zdążyła wyprowadzić go z błędu, wyjaśniając prawdziwą przyczynę zjawienia się w jego życiu. Nie dał jej dojść do słowa, rozkazując, aby się wyniosła.


Odgłosy kłótni zaalarmowały mnie do tego stopnia, bym zdecydowała się wkroczyć ponownie, tym razem z Niko za rękach, licząc na to, że dzięki niemu uda mi się powstrzymać przed rzuceniem się na nią.


Zdążyłam tylko oznajmić, że czas już na nią, kiedy oburzona Elizabeth oznajmiła wszystkim, że nie przyjechała tu po to, by spotkać się z synem. Była do tego zmuszona, ponieważ przenieśli ją do oddziału w tym mieście. I nie po to poświęciła swój czas, by przyznać się do błędu, tylko zadbać o to, aby ten... błąd nie zrujnował jej kariery. Więc jeśli bylibyśmy tak mili, to moglibyśmy udawać, że Frankie nie jest jej synem, bo to będzie sporą ujmą w jej wizerunku. Dokładnie tak nazwała życie mojego syna – "sporą ujmą w wizerunku" i "błędem". Dodała również, że jest gotowa zapłacić nam za tą "przysługę" sporą kwotę. Nie zdążyła jednak dokończyć zdania, bo wymierzyłam jej policzek, klnąc się na Boga, że jeśli jeszcze raz się tu pojawi to wyrwę jej wszystkie kłaki.


Podczas tej... wymiany zdań Frankie gdzieś zniknął. Znalazłam go śpiącego w swoim pokoju, chociaż wcale nie wierzyłam, że udało mu się zasnąć po tym co właśnie przeszedł. Przygryzając z bezsilności wargę przyjrzałam się uważnie jego twarzy. Nawet z zamkniętymi oczami wyglądał niespokojnie.



Wyszłam z pokoju w poszukiwaniu Olivera. Siedział nieruchowo w fotelu z oczami utkwionymi w obrazie, który namalowałam bardzo dawno temu – to było jeszcze wtedy, gdy mieszkałam z Jane, a on z Hankiem, bez Franka. Jego zdolność do nieruchomego pozowania była wtedy beznadziejna, więc ostatecznie poddałam się zupełnie i robiąc mu zdjęcie uparłam się, że i tak dokończę obraz. W celach ćwiczeń, oczywiście. - przekonywałam wtedy siebie.



Przez chwilę chłonęłam jego widok – wyglądał jak kamienna figura. Nienaturalnie. Kiedy spojrzał na mnie, jego oczy ożyły, wyrażając jedynie ból. Spytałam czy teraz jest odpowiedni czas na to, by wszystko mi opowiedział. Skinął głową.


_____________________________________________________



Niczego nieświadomy Mike dopiero co wrócił ze szkoły, zabierając ostatnie dokumenty, które były mu potrzebne. Na widok Franka ściągnął ze złości brwi i rzucił się na łóżko obok.


Świdrował go wzrokiem tak długo, że ten zmuszony był wreszcie wstać i spytać go, o co do diabła mu chodzi. Brat szybko odświeżył mu pamięć – w szkole znów były gliny i znów zapewne za jego sprawą. To znaczy, nie mieli dowodów, że papierem toaletowym gabinet obrzucił właśnie on, ale z tego co dosłyszał Mike z rozmowy – to właśnie jego obwiniał dyrektor.


- W tym tempie wylądujesz w poprawczaku zanim skończy się obecny rok, durniu. - zakończył Mike.
Frankie wzruszył bez przejęcia ramionami i odpowiedział beznamiętnie:
- Nie rozumiem w czym problem. Copeland jest do dupy, powinien już dawno zrozumieć, że nikt go tu nie chce.


Mike zrozumiał, że coś się totalnie spie***yło, a skoro Frankie nie chce o tym gadać to jedynym sposobem będzie terapia szokowa.


To szybko zbudziło go z letargu, chociaż Mike niekoniecznie miał dzięki temu powody do szczególnej radości... Jako przyszły lekarz martwił się teraz najbardziej o swoje kręgi szyjne.


Ale warto było zaryzykować poważną kontuzję dla usłyszenia śmiechu swojego najwyraźniej czymś zdołowowanego brata... ^^



______________________________________________________




Następnego dnia miał wyjechać Mike. Ta świadomość podwoiła smutek Teagan, a właściwie jego rozmiar kolosalnie się powiększył ze względu na pewną czarną siksę... Biedny Mike znosił tak wiele uścisków, że powoli coraz bardziej podobała mu się wizja przeprowadzki...


Teagan z kolei wciąż była rozbita, nie mogac, a raczej nie chcąc się pogodzić, że wypuszcza z domu swojego małego synka...


A jej drugi mały synek stanowczo odmawiał rozmowy o wczorajszym zajściu. Z powodzeniem zakończył rozmowę stwierdzeniem, że przecież ma już mamę – tą, która zawsze przy nim była i tą, która go kocha. Oraz, że nie przyjmie do świadomości, że istnieje jakaś kobieta, która na to miejsce nadawałaby się lepiej.


A potem zamknął się w pokoju, udając, że zna się na tym co robi. Cóż, w rzeczywistości ledwo zdawał z chemii, ale Frankie uparcie twierdził, że geniusz nie podlega ocenie żałosnemu systemowi edukacji. Nawet nie krył się z tym, że w nocy "pożyczył" kitel z sali biologicznej.
Cholera wie, co ten chłopak miał na celu łącząc różne mieszaniny...


______________________________________________________




O dziwo, pomimo smutnej nieobecności Mike'a i dyskomfortowej obecności Elizabeth Wells, życie Hedwigów zdawało się wracać do normalnego upływu. Pomimo, a może dzięki pojawieniu się Elizabeth, związali się ze sobą jeszcze mocniej, dając sobie tym samym wsparcie i miłość, które zawsze krążyły w ich pobliżu, ale w ostatnim czasie w podwojonym stężeniu.


Zbliżała się również studniówka Franka, który obiecał sobie, że w ten ostatni dzień po raz ostatni wkurzy całą kadrę nauczycielską. Teoretycznie jego ubiór był zgodny z obowiązkowym.
"Prosimy chłopców o założenie czarnych marynarek i spodni w tym samym odcieniu. Dopuszczane są niewielkie dodatki w innym kolorze." - ogłosiła szkolna pedagog aka Freddie Mercury przez szkolne radio. Po chwili wahania dodała również stanowczo: "Frankensteinie Hedwig, będę cię miała na oku.", co wywołało burzę gwizdów i oklasków w klasie.


W czasie, gdy Frank rozkręcał imprezę, Nikolai zdecydował się przedwcześnie zmienić swoją grupę wiekową. Wyraźnie przestraszony swoim głosem podniósł nieśmiało piąstkę w ramach udawanej radości i dodał:
- Czy to znaczy, że jestem starszy od Frankiego?


Krótką chwilę potrwało obydwojgu dojście do siebie, po czym Teagan głośno westchnęła i rzuciła się synkowi na szyję. Gdy udało się ją odkleić, Oliver odchrząknął i poważnym tonem oznajmił, że wyrósł na świetnego chłopaka. Niko tylko zaśmiał się ironicznie i odpowiedział, że przecież wygląda jak totalny wieśniak...


Nażelował więc pożądnie włosy i przebrał niewielki stosik za małych rzeczy Franka, znajdując coś odpowiedniego dla siebie. Chwilę posiedział z rodzicami, a po kilku kawałkach tortu z przerażeniem stwierdził, że nia ma prezentu dla brata, który przecież dziś też ma urodziny. Pognał więc do pokoju, złapał farby mamy i wziął się do roboty.


W tym czasie Frank zdążył wszcząć bójkę na parkiecie, poderwać dziewczynę innego (nie wiedział, że była zajęta...), co spowodowało kolejną bójkę, schlać się ponczem, do którego dodał wódki, a na koniec wygrać konkurs na króla balu i musieć znosić obecność królowej – Mayi, która wyglądała jakby przetrzymywano ją w solarium wbrew jej woli...


Wyszedł jeszcze przed zakończeniem balu. W końcu w domu czekali rodzice, by zdmuchnął te cholerne świeczki na torcie, którego wcale sobie nie życzył. Mrugnął zadziornie do szkolnej pedagog, która przez cały czas łypała na niego spode łba i wyszedł na chłodne, nocne powietrze.


Przez chwilę stał tak, rozkoszując się tym cudownym uczuciem, ale po chwili jego uwagę odwróciło coś innego – iskierki znów pojawiły się w nieodpowiednim momencie. To chyba stało się już tradycją...


Kilka sekund później zastanawiał się gdzie podział się jego nieziemski strój, i dlaczego musi mieć na sobie akurat kurtkę szkolnej drużyny futbolowej. Gdyby zobaczyła go teraz Mercury, pewnie oskarżyłaby go o kradzież i pół nocy spędziłby w areszcie, dopóki nie zjawiłby się ojciec z wyszczerzonymi zębami i kluczami w dłoni.


Ale w połowie drogi powrotnej zdał sobie sprawę, że nie tym powinien najbardziej się przejmować. Był przekonany, że Teagan skręci mu kark za jego wygląd... Wszedł więc po cichu do salonu i drapiąc się niezręcznie po szyi rzucił, że po prostu... tak jakoś wyszło. Ale zamiast wybuchu spotkał się z cichym jęknięciem i słowami:
- Znowu?


Po zdaniu relacji z balu, pochwaleniu się imponującą koroną i zjedzeniu kawałka tortu jagodowego, Teagan wyznała mu, że Niko zrobił coś dla niego, ale w trakcie zasnął, więc Oliver przeniósł go na łóżko. No... ale myśli, że Nikolai chciałby żeby Frankie już dostał swój prezent.


Na jego biurku znalazł maleńki obrazek przedstawiający bliżej niezidentyfikowane... coś, a z tyłu płótna notkę napisaną koślawymi literami:
"Za kilkadziesiąt lat reprodukcję tego obrazu zamieszczą w Luwrze z podpisem na złotej płytce: "Gra światła i cieni nadaje dziełu niespotykaną dotychczas w malarstwie świeżość, a otwarta przestrzeń i dynamiczne, poprowadzone asymetrycznie linie symbolizują nieposkromiony klimat wolności. Obraz prezentuje się jakby dłonią malarza kierował sam Bóg."Więc doceń to, bo bolą mnie palce, nie mogłem znaleźć szpachelki mamy do farb olejnych."
Frankie zachodził w głowę skąd ten gówniarz zna takie słowa, ale już chwilę później przestał sobie tym zaprzątać głowę. Stwierdził bowiem, że z pewnością spodoba mu się to, co wyrośnie z jego brata i wypełniła go duma, jakiej dotychczas jeszcze nie odczuwał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 11:00, 21 Sie 2012    Temat postu:


(Kaddy dodała relację!)
Przyjemna relacja. Wink
Wszyscy dorastają.. to takie rodzinne. Rodzinne relacje. I just love it, this is awesome!

Nikolai jako dziecko jest.. taki jaki powinien być. Jest po prostu dzieckiem. Już na wstępie wydaje mi się bardzo energiczny i zdeterminowany (nie wiem dlaczego xd). Przybycie Elżbiety, która swoją drogą wygląda na dość chłodną (really?), było świetnym dodatkiem do relacji. Żal mi było Franka, kiedy Elżbieta oznajmiła iż najchętniej wyrzekłaby się go. Biedny Frankenstein. Z drugiej strony dotarła do mnie taka myśl.. jakim cudem Oli coś w niej zobaczył?
Oli w blondzie mi się podoba. <3
Narracja pierwszoosobowa jest cool. Bardzo podoba mi się pisanie z przejściami. Very Happy Następną relację mogłabyś na próbę napisać całą pierwszoosobową (tak nawiasem, to nowa relacja niedługo, huh?)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Wto 11:02, 21 Sie 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 19:50, 21 Sie 2012    Temat postu:

Dziękuję za komentarz. :* Naprawdę cieszę się, że spodobała ci się relacja. ^^ Co do Elizy - no wiesz, Oli też w przeszłości nie wyglądał tak jak na obecnych zdjęciach. Nie wiem kiedy można spodziewać się następnej relacji, gdyż ponieważ jestem w trakcie remontu i mam troszkę mało czasu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Wto 20:37, 21 Sie 2012    Temat postu:

Oli w blondzie to masakra piłą mechaniczną.
Elizabeth jest bardzo sympatyczną kobietą! Ona tylko sprawia pozoru twardej suki, żeby nikt jej nie podskoczył, bo jak taka biedna kobieta jak ona poradziłaby sobie wtedy w życiu? Patrząc na Frankiego w tym irokezie, nie dziwię się, że z chęcią by się go wyrzekła. A Tea jeszcze uderzyła tę biedną kobietę, jak ona mogła.
Mike jest super, niech Frank mieszka z nim. Tylko niech Frankenstein zmieni fryzurę, bo dziwnie wygląda. Mike przez te błękitne oczy i ciemną skórę fajnie wygląda, gdyby nie one byłby przeciętny.
+ Frank jest głupi, bo nie umie nawet dorosnąć, wgl. fajnie, że nie będzie on główną postacią (wiadomo, bo nie jest dzieckiem głównej bohaterki 8) )


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 20:45, 22 Sie 2012    Temat postu:

Relacja 15 - "W ten lub inny sposób"



Miłość Olivera i Teagan rozkwitała u kresu ich starości. Prawdopodobnie nigdy nie uda im się sobą znudzić, a ten świat opuszczą z wyraźnym sprzeciwem wobec czasu, który rozłączył ich zbyt szybko, niż by sobie tego życzyli.


Teagan miała skłonność do zamartwiania się przyszłością, jednak dzięki Oliverowi, który nieustannie zamknięty był w ramach wydarzeń obecnych, niewiele miała okazji, by rozmyślać o przemijaniu, toteż jej życie stało się o wiele bardziej weselsze.


Z samego ranka Frankie wrócił po swój prezent, o którym wczoraj zupełnie zapomniał, zajmując się rozmyślaniem nad elokwencją swojego dobrze rokującego na przyszłość brata...


Gdy zastał go nucącego wesoło jeden z kawałków Davida Bowiego, na krótki moment zmrużył oczy i mruknął tylko w pewnym stopniu usatysfakcjonowany: "Wolałbym Lithium zamiast Life on Mars", a potem usiadł wygodnie i podziękował za prezent urodzinowy, tak jak przystało na dobrego, kulturalnego obywatela, którym nie był.


Początkowo Frankie czuł się odrobinę skrępowany - w końcu jeszcze wczoraj o tej porze jego brat dreptał rozkosznie malutkimi stópkami, a dziś prezentował się jak wyrośnięty dziesięciolatek ze sklejonymi od żelu włosami...


Obydwoje jednak szybko poczuli się w swojej obecności komfortowo - Nikolai nawet bardziej niż do tej pory, a Frankie uległ złudnemu wrażeniu, że oto ma przed sobą czekoladowo-włosego Mike'a, o wybielonej karnacji w stylu Wielkiego Michaela.


Gdy Frankie był w połowie przekazywania informacji o belfrach, Teagan z Oliverem zagęszczali wokół siebie atmosferę. Nie sądzę, by ktokolwiek zdziwił się, gdyby zauważył w końcu, że wokół nich latają czerwone serduszka czy inne tandetne symbole miłości.


Ta dwójka w samotności była naprawdę niemożliwie rozkoszna, jednak w zbyt dużym stężeniu ich uczucie przyprawiało o mdłości wszystkich innych poza samymi zainteresowanymi.


Tak, to właśnie oznacza, że Frank jeszcze przynajmniej kilkudziesięciokrotnie zastanawiał się czy ten cały "Plan O.T." był jednak słuszną decyzją...


Mógł się po prostu wyprowadzić - ale jego usilne plany zaistnienia na scenie muzycznej na chwilę obecną przedstawiały się po prostu żałośnie, a z pensji, którą miał dostawać na początku, mógłby sobie co najwyżej kupić dziecięcy domek do zabaw w ogrodzie, a nie poważne lokum. Witajcie więc codzienne mdłości!


Minął jednak zaledwie rok, a w tej kwestii zaczęło się coś powoli zmieniać. Frankenstein Hedwig podpisał kontrakt z nowym zespołem, z bólem serca rozstając się z kumplami z liceum oraz ich wspólną, cudowną kapelą - "Raj dla popaprańców". "Error!" również był początkującym zespołem, jednak założonym w stolicy, gdzie mieli więcej możliwości pokazania się i lepsze perspektywy debiutu.


Jedynym warunkiem do spełnienia była zmiana stylu nowego wokalisty i gitarzysty prowadzącego Erroru na bardziej chwytliwy i drzwi do kariery stały przed nim otworem. To znaczy, obietnica, że manager da z siebie wszystko w wypromowaniu zespołu, a malowanie połowy twarzy na Zombie boya nie pójdzie na marne...


Z czasem okazało się, że Nikolai zupełnie jak swój starszy brat, zapałał ze wzajemnością nienawiścią do szkoły. Z tą różnicą, że on okazywał to po prostu notorycznym wagarowaniem. Cóż, to była część jego starannie przemyślanego planu, ale o tym później.


Tak więc gdy przed Frankiem rozpościerała się możliwość spełnienia największego marzenia, Oliver awansował już na potrójnego agenta FBI, mała Ali dokazywała jak zwykle, a Niko brzdękał sobie w kącie pokoju na starej gitarze brata, Teagan poczuła potrzebę podzielenia się pewnymi wieściami.


Gdy oznajmiła Frankiemu, że jest w ciąży, ten od razu wypalił czy to biologicznie jeszcze możliwe i odrazu załapał kuksańca w bok. Miał szczęście, że miała dobry humor...


Ich rozmowę przerwał dźwięk wiadomości. Frankie otworzył kopertę z napisem "Gabriela" i przyswoił wiadomość o spotkaniu, o które go prosiła. ONA go o to poprosiła. Do tej pory to jeszcze się nie zdarzyło.


Odpalił więc silnik i chwilę później był na miejscu. Jak zwykle, gdy chodziło o Gabrielę. Zjawiał się na każde jej zawołanie, niezależnie od tego jak bardzo irracjonalne miała zachcianki. Świata poza nią nie widział, tymczasem ona trzymała go w niepewności przez cały ostatni rok, dając znak życia tylko wtedy, gdy wyraźnie mógł być jej do czegoś przydatny.


Tak więc Gabriela... Gabriela była młodą kobietą z wyraźnie dostrzegalną klasą w sposobie bycia. Kiedy mówiła, oczy wszystkich były wpatrzone tylko w nią, a sposób w jaki się poruszała bardziej przypominał sunięcie w powietrzu, aniżeli normalny chód człowieka. Była starsza od niego o sześć lat, ale nie wyszła jeszcze za mąż. Przyczyną zapewne był jej dziesięcioletni syn, który był dla niej najważniejszym i jak na chwilę obecną, jedynym młodym mężczyzną w jej życiu.


Z zewnątrz prezentowała się niczym cudowne dzieło sztuki, ale wewnątrz była zgniła do szpiku kości. Nie pytajcie dlaczego ktoś pokroju Franka tak usilnie trzymał się tego typu kobiety, bo nie sądzę by on sam rozumiał motywy, które nim kierowały. Intuicyjnie lgnął do niej jak mucha do miodu i były to raczej działania na poziomie podświadomym aniżeli przemyślana dokładnie decyzja.


Wracając jednak do planu, który wymyślił sobie Nikolai... W końcu zauważył, że nie przynosi on żadnych efektów, więc tradycyjnie już w rodzinie Hedwigów, zdecydował się porzucić go całkowicie, by ten wreszcie zadziałał.


Wyznał wprost, że chciał tylko, by przepisali go do szkoły z internatem. Koniecznie miała to być szkoła plastyczna, może także z lekcjami gitarowymi, a trochę godzin nauki gry na perkusji, ukulele albo kontrabasie też by nie pogardził. Czyli miało to być II Gimnazjum Prywatne Plastyczno-Muzyczne imienia Leonarda da Vinci w Nowym Jorku na rogu Svendsona i Amistad. W razie czego miał już adres, telefon, fax i nawet dzwonił pytać o wolne miejsca. Mają. Ale on zrozumiał już swój błąd i będzie posłusznie chodził na lekcje.
Akurat.
Oliver był niesamowicie dumny z tak zaradnego syna, a Tea tylko wymamrotała coś o piekielnych genach...


Podsumowując, kolejny plan zadziałał, gdy został porzucony. Za jedyny minus Nikolai uważał wyjazd bez brata, którego uważał nawet nie za mentora czy nauczyciela... Zdecydowanie był w jego głowie Bogiem. Legendarny Franktenstein Hedwig Pogromca Ogólniaka.


Szybko jednak się rozchmurzył, gdy Frankie obiecał mu, że otrzyma jego równie legendarne lewitujące łóżko. W ramach prezentów urodzinowych do końca życia, oczywiście.


- Jasne, bratku! - wrzasnął uradowany i wyraźnie rozpromieniony Nikolai, chwilę później chwytając w obie dłonie poduszkę i wymierzając nim porządny cios w brzuch.


Frankie nie czuł się z tym zbyt dobrze, jednak pomimo mijającego czasu, miał wrażenie, że nadal poszukuje w małym Niko podobieństw do Mike'a, jak gdyby ten miał zastąpić mu nieobecnego Szeregowego Czekoladkę.
- Przepraszam, bratku. - przemknęło mu przez myśl i pewnie powaliłby go ciosem, który mu właśnie wymierzył, gdyby ten w odpowiedniej chwili nie uchylił się do tyłu. Mike nigdy nie był w stanie uniknąć Słynnego Ciosu Frankensteina. Dopiero teraz doszło do niego, że to chyba musiało być bolesne...


Frankie zdążył ledwo wyjść na papierosa i krótką rozmowę telefoniczną z Mike'iem, a gdy wrócił Niko przedwcześnie zawłaszczył sobie jego lewitujące łóżko. Jako strategię przetrwania wybrał rozkoszną pozę, ale to podziałałoby na Teagan, a nie na niego...


No dobra, ostatecznie i tak podziałało. Tej nocy będzie miał połowę łóżka mniej, jakoś to zniesie. W nocy przekonał się, że ta połówka nienaturalnie się skurczyła, a on miał do wyboru albo sen z nogami brata przerzuconymi przez cały jego bok, albo ułożenie się w nogach, ewentualnie na dywanie.
Nigdy więcej. - obiecał sobie.


Brzuch Teagan bardzo szybko rósł. Wydawał się jej odrobinę za duży, niż powinien być w tym okresie ciąży, który właśnie przechodziła, więc zaczynała popadać w lekką paranoję, że mogą urodzić się jej bliźniaczki lub o zgrozo, trojaczki...


A ona przecież miała już swoje lata. Nawet jeśli jakoś donosiłaby zdrową ciążę to na Boga, kto zająłby się trojaczkami, Ali, Niko, Oliverem i Frankiem jednocześnie?? Wyobrażała już sobie siebie zawaloną po pas w pieluchach... A przecież chciała jak najszybciej wrócić po ciąży do pracy, a już teraz Oliver stanowczo wymusił na niej urlop macierzyński.


Dużymi krokami zbliżał się semestr w nowej szkole dla Nikolaia, a Teagan, wsparta zdwojoną siłą hormonów dzięki ciąży, panikowała i rozpaczała nawet bardziej, niż gdy wypuszczała w świat Mike'a. Teoretycznie miała ku temu racjonalne podstawy, jednak ta logika rozmywała się, gdyby wziąć pod uwagę takie szczegóły jak odwiezienie syna pod sam gmach budynku, możliwość sprawdzenia jego pokoju, zwiedzenia szkoły, a nawet odwiedzin raz w miesiącu (biedny Niko). No i w końcu Nowy Jork był na tym samym wybrzeżu, więc wcale nie dzieliła ich wieczność.


Teagan była przekonana, że Nikolai odziedziczył po niej zdolności malarskie, a Frankie stwierdził, że z pewnością pójdzie w jego ślady i rozpocznie karierę w branży muzycznej. Założyli się nawet o to kto będzie miał rację o dwie paczki marcepanowych pierników w polewie czekoladowej z dodatkiem kandyzowanych słodkich owoców.


Niedługo po wyjeździe Nikolaia telefon Franka znów dał o sobie znać w nietypowej sprawie.
- Gdzie teraz jesteś? Dobrze, spotkajmy się. - powiedział, rozłączając rozmowę. Idąc do garażu przeszukiwał kieszenie w poszukiwaniu kluczyków, a już w drodze zapalił papierosa i nie zwracając uwagi na licznik wskazujący, że przekroczył dozwoloną prędkość przynajmniej dwukrotnie, gnał przez miasto, by jak najszybciej znaleźć się na miejscu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 20:27, 31 Sie 2012    Temat postu:

Drugie zdjęcie w relacji jest genialne, słodkie, świetnie mi się kojarzy.. Hedwigowie żyją beztrosko. Very Happy

Image Frankiego.. on jest zayebisty. Z Zailą w różowych włosach stworza fajną parkę (*insynacje, ahh*-*). Teaśka w kolejnej ciąży? Kompletnie się tego nie spodziewałem.. owiałaś to wcześniej tajemnicą (spoilery na shoucie xd). Ciekawe, czy chłopiec, czy raczej dziewczynka. (marzy o dziewczynce*). Niezłe, z tym lewitującym łóżkiem(za punkty szczęścia, prawda? Wink ) , ogólnie, to Frankie ma fajny pokój.
Teasi do twarzy w tej fryzurce, wygląda młodziej.^^

Nową relację, pleeeease.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 20:13, 08 Wrz 2012    Temat postu:

Dziękuję Mati za komentarz. :* Tak, za punkty. Wiesz, że dyplom za wygraną już niecierpliwie na ciebie czeka w mojej szufladzie?


Relacja 16 - "You can be beautiful bride of Frankenstein.
If you were mine, if you were mine..."


[link widoczny dla zalogowanych]

- ona jest idealna w każdym calu -



Na miejscu czekała na niego Gabriela. Wyglądała naprawdę fatalnie – jej podkrążone oczy, szarawa cera i łamiący się głos dodawały jej przynajmniej kilku lat... Wpadła w jego ramiona, gdy tylko go zobaczyła.


Z policzkami lśniącymi od łez, wyznała, że jej kłopoty finansowe się pogłębiły. Powiedziała, że w spadku po dziadku dostała długi i zupełnie nie wiedziała do kogo się zwrócić. Wyjaśniła jak ta sprawa wygląda z prawnego punktu widzenia i rzeczywiście, to ona musiała sobie teraz z nimi radzić. Nie było żadnego innego wyjścia – yhm, "wyjścia" w tej fałszywej historyjce, którą stworzyła na poczekaniu.


Teagan przechodziła teraz trudny okres – martwiła się niemal wszystkim, a przede wszystkim wszystkimi. Myślała o jej małym synku - samym w wielkim mieście, o jej zagrożonej ciąży, o próbie samobójczej Jane i uprzykrzającym życie Hanku. Martwiła się również policyjnymi wyjazdami Olivera i kobietą, z którą zadwał się Frankie. Oli, gdy tylko mógł, starał się być przy niej i podnosić ją na duchu.


A Frankie przez dni i tygodnie znosił humory swojej kobiety. Zaślepiony uczuciem zdawał się nie zauważać, że przy niej zmienił się o wiele bardziej, niż ktokolwiek kiedykolwiek zdołałby przypuścić. Nawet Mike przez telefon czy kamerkę internetową zdołał to wyczuć. Wszyscy to wyczuwali, poza nim samym.


Jedynym stanem jego "normalności" możnaby uznać chwile, gdy chwytał w dłonie gitarę i spontanicznie grał jakiś utwór.


Często towarzyszył mu wtedy Nikolai, który zawsze chodził za bratem jak cień, dopóki nie wracał z ferii do szkoły. Był zafascynowany jego osobą, grą, głosem a przede wszystkim legendą, która za nim krążyła. Był niemało dumny z tego, że był bratem chłopaka, o którym w mieście opowiadali historie o walkach z wilkołakami i duchami. Podobno miał także kilka bluzn po ukłuciach wampirów, ale Frankie nigdy nie chciał mu ich pokazać...


Możnaby powiedzieć, że życie Hedigów toczyło się swym pokrętnym torem – coś się działo, na chwilę sytuacja była opanowana, a kilka chwil później to "uciszenie" szło w zapomnienie, bo kolejka rollercoastera znów nagle skręcała lub gwałtownie zjeżdżała ze stromej góry niebiezpiecznego toru. Tak jak do wszystkiego można przywyknąć, tak oni przywykli do wiecznego biletu wstępu do "parku rozrywki dla odważnych".


Nie minęło wiele czasu, gdy swoje dziesiąte urodziny obchodziła Ali. Wyrosła na dziewczynkę, która zawsze pakuje się w kłopoty i nie potrafi usiedzieć na miejscu choćby sekundy. Zaczęły się wieczne wezwania do szkoły, chodzenie po wysokich drzewach, zjadanie dla zakładu robaków czy zabawa w Sherlocka Holmesa. Teagan obserwując ją, widziala w niej czasem Franka w tym wieku. Byli równie nieznośni – więc co oczywiste, miłość do nich przychodziła wszystkim z łatwością.


Mniej więcej w podobnym okresie nadszedł również czas na urodziny piątego dziecka Teagan i Oliviera – Henry'ego. Jako jedyny odziedziczył błękitne oczy Teagan, co wypełniało ją niemałą dumą.


A trzymając się faktów, nadszedł również czas na urodziny ich samych. Olivier jak zwykle zareagował zupełną pewnością siebie na otaczające go iskry...


I oczywiście pożałował tego już chwilę później, ponieważ z zaskoczeniem poczuł ból w nadwyrężonych plecach, gdy zbyt entuzjastycznie (lecz widowiskowo!) zrobił obrót wokół własnej osi.


Teagan zarzekała się, że nie chce tortu, a iskierki przyjdą, kiedy będzie na nie czas (oczywiście chodziło jej o zwlekanie ile tylko się dało...). I rzeczywiście przyszły – gdy zadowolona z siebie wracała z ich nowego nabytku – obrzydliwie różowej ślizgawki wodnej.


Śpiącą Ali, która padła wcześniej wyczerpana na łózko rodziców zbudził rozpaczliwy okrzyk z łazienki. Wplepiła oczy w tatę, któremu w jej mniemaniu cudownie przybyło kilkadziesiąt lat i zmuszona była wysłuchiwać miałczenia mamy o czymś, co nazywała warstwą lipidową.


A gdy wyszła już z łazienki, z wyjątkową determinacją grała przed córką stereotypową babunię, pytającą Bogu winnego dzieciaka o jedzenie i wychwalającą pyzate policzki tego słodkiego maleństwa.


Zabawę przy tym miała przednią. Ale jej "słodkie maleństwo" zmuszone było przybrać taką właśnie minę:




Ale koniec końców żadna dezyzja o długich i bolesnych torturach łaskotkami nie została zatwierdzona i tylko ściskały się obie, jak po swojej długiej nieobecności...


Następnym w kolejce do ściskania był oczywiście tata. Ali jako jedyna nie miała odruchów wymiotnych na widok ich okazywanej sobie miłości. Wydaje mi się, że miała po prostu mocny żołądek, a za jej uśmiechem kryły się plany o słodkiej zemście za te widoki.


Pomimo upływu tylu lat ze sobą, Olivier i Teagan ani razu nie znudzili się sobą. Zawsze coś się działo, zawsze pozostawał jakiś niedosyt i pragnienie siebie więcej i więcej z każdym dniem.


A tych pozostało już im niewiele, więc wykorzystywali je jak tylko mogli. Obydwoje nawet zdecydowali się odejść na emeryturę.


Frankie czuł, że zawadza w tej wizji starego małżeństwa z trójką małych dzieci choć nigdy nie dano mu czegoś podobnego odczuć. Źle się czuł, będąc zupełnie już dorosłą osobą, wciąż mieszkającą w swoim nastoletnim pokoju.


Czując ten ucisk w sercu, starał się o nim zapomnieć, gotując dla rodziny posiłki. Miło, że gotowanie szło mu wyjątkowo opornie, czuł się przynajmniej przydatny i uciszał swój głos wewnętrzny. Nie wyobrażał sobie pustego mieszkania, wieczorów bez płaczu małego Henry'ego i gaworzenia za dnie, bycia blisko kłopotów, które sprawiała mała Ali – ciężko mu było z myślą opuszczenia rodziny.


A gdy Ali prosto z mostu spytała go dlaczego do jasnej żarówki nie zamieszka z tą swoją pandzią blondi, aż zakrztusił się swoim ciężko przygotowywanym hot-dogiem i wymazał wszystkie palce w musztardzie.


Gdy już doszedł do siebie, w odpowiedzi rzucił kilka słów o tym, że rzeczywiście powinien się nad tym zastanowić i wyszedł zapalić papierosa, myśląc bardziej o ojcu i jego żonie niż o kobiecie, którą zdawał się darzyć miłością.



Utwierdzał się w przekonaniu o racjonalności tej decyzji z każdymi kolejnymi chwilami oznak ckliwej miłości dwóch staruszków, lecz tylko od strony biologicznej. Podobno takie widoki wzbudzają w ludziach rozczulenie, jednak jego reakcja na taki bodziec była zupełnie inna.


Jakby tego było mało, Olivier znalazł pudło ze starymi pamiątkami, w których było mnóstwo żenujących zdjęć Frankie'go z dzieciństwa. Były naprawdę niemożliwie ośmieszające...


Wciąż w głowie kołatała mu się myśl zamieszkania z Gabrielą, jednak póki co mimo wszystko była na dalszym planie. Powoli zaczynał odczuwać irytację na nagłe telefony czy wiadomości z prośbą, a właściwie rozkazem spotkania.


Lecz mimo tego, iż Frankie był już zdolny do dostrzeżenia przynajmniej kilku jej wad, nadal za nią szalał. Nadal widział w niej światło oświetlające mu drogę. Widział w niej swoją przyszłość.


I naprawdę uwielbiał jej kształtne usta, szary kolor oczu, mały nosek, piękne, długie blond włosy i idealne w jego kanonach piękna ciało.


Lubiła wysoką kulturę – a może bardziej niż ją lubiła otaczać się znaczącymi ludźmi. Wciąż podkreślała uroki Franka w dopasowanym, czarnym garniturze i sunęła u jego boku jak najpiękniejsza nimfa wodna magicznego świata.


Natomiast na zaproszenia na koncerty "Erroru" reagowała okropnym wyrazem twarzy, na którym malowało się zniechęcenie, a może nawet odraza. Ona miałaby spędzić kilka godzin w takim hałasie, w otoczeniu spoconych ciał i rozmazanych makijaży na twarzach żeńskiej części publiczności? To jakaś kpina.


Jednak darmowe przepustki za kulisy z ogromną radością przyjmował jej syn, który był wielkim fanem ich zespołu. Zresztą, Frankie i James polubili się już od pierwszego spotkania. Wciąż rozmawiali ze sobą na niewyczerpujące się tematy: muzykę i sport.


Frankie, za każdym razem, gdy na niego patrzył, widział w nim Gabrielę. Widział jej odcień skóry, jej oczy, jej kolor włosów...


I naprawdę podobały mu się te skojarzenia. Nie czuł wtedy żadnych wyrzutów sumienia z powodu wyrzutów, które robili mu ludzie na portalach plotkarskich czy po prostu w podwórkowych plotkach między sobą. "Frankenstein zmuszony do zaakceptowania dziecka swojej dziewczyny – nasz informator donosi, że zataiła tą informację przed nową nową gwiazdą sceny rockowej!" - głosił jeden artykuł, który pokazała mu kiedyś Ali.


Ale było w tym ziarno prawdy – nie odrazu pogodził się z myślą, że Gabriela ma dziecko, chociaż wiedział od tym od samego początku. Ale polubił chłopca, więc wspólne zamieszkanie i stworzenie prawdziwej rodziny jest jak najbardziej na miejscu, prawda? Zdawało mu się, że wszystko pędzi trochę za szybko.

- Przecież tego właśnie chciałeś. - powtarzał sobie niemal każdego dnia.

________________________________________________________

~~ GRATISY, których dawno nie było!! Very Happy



Niko:

Wdech, wydech... Skoncentruj się, myśl o swoim celu i przeciwnikach. Zachowaj jasność umysłu i stan całkowitej relaksacji...


Odpalamy silnik, gaz wciśnięty do dechy!!


"*uderzenie w budynek*
Wódz: Co ty robisz?
Ja: No co? Podziwiałam widoki..."



210 km/h!!!................. I NIKOLAI HEDWIG WYGRYWA WYŚCIG ZGARNIAJĄC ZŁOTO!!!


Nikolai Wiekuście Najwspanialszy I



Ali:



Masz w sobie to coś, mała




Mała niespodzianka od Niko xd


Po prostu Olivier będący Olivierem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 20:37, 08 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 19:59, 12 Wrz 2012    Temat postu:

Co to będzie... co to będzie..
Coś czuję, że ona nie jest odpowiednia dla Frankiego. Zamieszkanie z nią? Nie! Na pewno chce go wykorzystać, wiem to. :| cd. niego samego, to na 5 zdjęciu wyszedł milutko.^^

Ali przypomina mi trochę chłopczycę, takie po prostu odniosłem wrażenie. Ale jest potulna. Very Happy
Eee... Oli i Teaśka starzy? Nie mogłem sobie tego nigdy wyobrazić, są uroczy! Ostatni gratis jest osom.

new relacja pleeeease. :* /adres już wysłany Smile

/dawać komentarze naszej Kaddy, noo :< musi wiedzieć i czuć jak super są jej relacje!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Śro 20:00, 12 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 17:02, 30 Wrz 2012    Temat postu:

Dziękuję Mati, jesteś milutki. :*


Tak więc jak zapowiedziałam wcześniej – witaj narracjo pierwszoosobowa!


Relacja 17 - "Completely incomplete"



Wyznałem ojcu moje plany związane z przeprowadzką. Nie był do końca przekonany, i co nie często się zdarza, był najzupełniej poważny. Nie spodobało mi się to, co tliło się w jego oczach – jakieś bliżej nieokreślone uczucie, będące symbiozą nostalgii i radości, a może nostalgii i bezsilności.. sam już nie wiem.


Wielki Mike zapowiedział swoją wizytę w Sunset Valley. Nie minęło wiele czasu, gdy pojawił się w swoim nowym, niedużym, ale schludnie urządzonym domu. Na jego powitanie wyprostowałem kręgosłup jak strzała, mechanicznie wysuwając prawą dłoń i nazbyt pompatycznie prosząc o relację z przebytej peregrynacji.
Mike wyszczerzył w rozbawieniu zęby i odparł, że nadal jestem skończonym durniem.


Poklepałem go przyjaźnie po ramieniu, i tak jakby liceum jeszcze wczoraj było teraźniejszością, przywitaliśmy się naszą licealną wersją "cześć". Dobrze było znów poczuć jego wielkie opuszki ciemnych palców na mojej skórze, pozbawionej wspólnego pigmentu. Eee... na nieszczęście Mike wcale nie zapomniał dalszej części i już chwilę później, wyrwany z zamyślenia, leżałem na ziemi, przerzucony przez jego prawie ramię.
Byłem totalnym idiotą, wymyślając takie przywitanie...


Otrzepałem się z dumą, przeczesałem włosy lewą dłonią i odparłem, że tym razem mu się udało, bo mu na to pozwoliłem, kierowany współczuciem.
- Jaaasne. - przeciągnął i parsknął śmiechem.
Nie zważając na zaproszenie, sam pchnąłem drzwi wejściowe, rozgaszczając się na absolutnie nie pasującym do wnętrza, natarczywie karmazynowym fotelu. Rzuciłem Mike'owi spojrzenie oznaczające "Co to k... tu robi?", ale on tylko wzruszył ramionami i odparł:
- Mei.


Dokładnie po jego słowach Mei Fang wkroczyła do pomieszczenia z ich synem na rękach. Mei miała swoje dziwactwa, ale w gruncie rzeczy była całkiem fajną babką. W przeciwieństwie do jej starszej siostry – Jin (którą pamiętałem jako jedną z dziewczyn Mike'a w ogólniaku), wydawała się być bardziej rozgarnięta, zarówno emocjonalnie jak i intelektualnie.


Już jakiś czas wiedziałem, że Mike spłodził zambo, ale nie spodziewałem się, że taki mały dzieciak jest zdolny do tak rozkosznego uśmiechu. Żadnych zapłakanych oczu, bąbli wyrastających z nosa ze zbyt długiego wrzeszczenia, żadnego krzyku, jak gdyby był obdzierany ze skóry... wszystkie mity obalił właśnie ten mały Reinaldo, gaworząc słodko i wydymając małe, lecz już widocznie wydatne wargi.


Właśnie gdy wpatrywałem się podejrzliwie w Reia, zastanawiając się co może kryć się za tą słodką buźką, do salonu wpadł dumny jak paw Mike.
- Znasz już mojego syna, tak?
- Tak wodzu.
- Przystojny, co?
- Taaaak, wodzu.



Przypominając sobie jakość posiłków serwowanych przez Wielkiego Mike'a, oddałem Reia Mei i z wilczym apetytem rzuciłem się na hamburgery, które przyniósł.
Spędziliśmy w czwórkę całe przedpołudnie, bo zebrałem się, gdy zadzwoniła Gabriela. Mike rzucił coś o tym, że chciałby ze mną o czymś porozmawiać, gdy już wrócę. Odparłem, że do niego zadzwonię i wyszedłem, odprowadzany jego wzrokiem pełnym niezrozumiałego dla mnie niepokoju.


- Siema, młody! - rzuciłem na powitanie do James'a, ale szybko tego pożałowałem, spotykając się z karcącym spojrzeniem Gabrieli. Pocałowałem ją w policzek i spytałem delikatnie co u nich. Wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok, a James w tej chwili zdecydował się rozpocząć rozmowę o moim lewitującym łóżku, o którym przeczytał w ostatnim wydaniu "Teraz Rock".


Wykorzystałem sytuację, gdy Gabriela odeszła, oznajmując, że przespaceruje się po parku, rzucając mi jednoznaczne spojrzenie, bym szedł za nią. Nie chcąc tracić czasu, spytałem James'a wprost, jak trzyma się jego mama i on sam również. Chłopiec uśmiechnął się wesoło, odpowiedział jednym słowem – "Dobrze" i pobiegł do placu zabaw.
Może to tylko moje nietrafne insynuacje, ale miałem wrażenie, że to trochę inne znaczenie słowa "dobrze", od tego które znałem.


Podążałem wyczekująco za plecami Gabrieli krok za krokiem, wpatrując się w jej falujące włosy i delikatne ruchy ciała. Zatrzymałem się nagle, gdy w końcu odwróciła się z niewesołą miną, jakby nad czymś intensywnie się zastanawiała. Odparła, że nie jest pewna czy nasz związek to dobra decyzja. Przez chwilę nie rozumiałem jej punktu widzenia, ale szybko doszło do mnie, że może kieruje nią opinia publiczna. "Error" stawał się bardziej popularny, a moje życie prywatne coraz mniej... prywatne.


Pocałowałem ją delikatnie i obejmując, wyszeptałem na ucho, by nie przejmowała się innymi. Ludzie szybko się znudzą i znajdą sobie inną sensację. W przeciwieństwie do mnie – ja się nią nie znudzę nigdy. Potem powiedziałem coś, co wypowiedziane na głos odrobinę zbiło mnie z tropu:
- Zamieszkajmy razem. My i James.


Tonąłem w głębi jej jednolicie szarych oczu, oczekując na jakąkolwiek odpowiedź, gdy ciszę przerwał wesoły głos gdzieś zza moich pleców. Odwróciłem się nagle i zmrużywszy oczy, zastanawiałem się skąd znam tą dziewczynę.
- Frankenstein, prawda? - zaświergotała radośnie. Już po sekundzie zaśmiałem się na myśl, jakim cudem nie poznałem jej odrazu.
- Cuahli! - niemal krzyknąłem, przypominając sobie jak dawno to imię nie brzmiało w moich ustach.


Dziewczyna potwierdziła wesoło i zaczęliśmy rozmawiać naprawdę na przeróżne tematy. Wróciła do Sunset z wykształceniem weterynaryjnym i tak bardzo było jej żal, że musiała w ogóle stąd wyjeżdżać. Pytała co u mnie, a po chwili ze śmiechem anulowała to pytanie, odpowiadając, że przecież niemało słyszała już o "Errorze". Uważała, że to świetny zespół, a "If" (kawałek dedykowany dla Gabrieli, który niespecjalnie przypadł jej go gustu) to jeden z lepszych kawałków jakie miała przyjemność usłyszeć. A co u Mike'a? Odrobinę zszokowana przyjęła wiadomość o małym Reiu. Wyraziła jednak swoją radość z jego szczęścia i po chwili spytała co z moim szczęściem...


To pytanie zamurowało mnie na chwilę, bo jeszcze się nad tym nie zastanawiałem... Moje szczęście? Nagle mnie olśniło i przypomniałem sobie o istnieniu Gabrieli. Podrapałem się po głowie zażenowany tym, że zapomniałem o jej obecności i odparłem, że moje szczęście stoi obok. Odwróciłem oczy w miejsce, w którym przed chwilą stała, chcąc ją ze spóźnieniem przedstawić, ale jej już tam nie było.


"O rany, jestem kretynem." - pomyślałem, gdy Cuahli cicho odparła, że ta blondynka, która tu wcześniej stała gdzieś się ulotniła. Walczyłem ze sobą, jednocześnie chcąc pobiec na poszukiwanie Gabrieli i stać tu, wpatrując się w postać Cuahli. Ona to przerwała, oznajmiając ruchem głowy, gdzie znajduje się moją towarzyszka oraz, że chyba nie najmilsza z niej dziewczyna.


Podążając za jej wzrokiem, zauważyłem trzy kobiety, głośno wyrażające swoje niepochlebne opinie o sobie. Przeprosiłem Cuahli i podbiegając bliżej, usłyszałem coś o anorektycznej nałożnicy, a później o starych matronach bez krzty przyzwoitości.


Nie chcąc dopuścić do zaognienia sytuacji od razu wkroczyłem i zostałem wciągnięty za ramiona pomiędzy dwie starsze kobiety, wyrażające swój zachwyt moją osobą i swoimi pięknymi wnuczkami. To jakieś szaleństwo. Trafiłem do wariatkowa. Gabriela westchnęła ciężko wyglądając na dziesięć lat starszą niż w rzeczywistości była. Zwieszając ciężko ramiona i przymrużając oczy, odparła, że robi się późno i wraca z James'em do domu. Na nic zdały się moje nędzne przeprosiny i prośby. Chwilę później już jej nie było. Widziałem tylko tęskny wzrok Jamesa, oddalającego się w taksówce.


Ale to oczywiście nie mógł być koniec tego marnego dnia. Cudem wyswabadzając się z uścisku dwóch nadnaturalnie silnych staruszek, krążyłem bez celu po parku, szurając butami o ziemię i pozwalając swoim myślom płynąć bez jakichkolwiek zasad logiki. Właśnie wtedy natknąłem się na tą kobietę. Jęknąłem z bólem na jej widok i poirytowanym głosem rzuciłem, że dziś brakowało mi jeszcze jej.


Tak więc o zalewającym świat pomarańczowym zachodzie słońca, w towarzystwie rozbrzmiewających głosów dzieci na placu zabaw i świergotu ptaków na drzewach, a w oddali mew krążących nad plażą... wyraziłem niepochlebnie swoją opinię o obcej mi kobiecie, marszczącej na mnie ze złości brwi. Boże, jak bardzo nienawidziłem jej okropnego głosu, przypominającego nie do zniesienia pisk paznokci przesuwanych po tablicy...


Już nawet nie pamiętam co dokładnie wtedy mówiliśmy. Pamiętam tylko, że rozstaliśmy się oznajmiwszy sobie, że powinniśmy nadal trzymać się wersji o swojej nieznajomości, zanim jakiś paparazzi wychyli się zza drzewa i napisze wyssany z palca artykuł.


Nie będąc już nawet zdolnym do wściekłości na świat, kierowałem się na parking z zamiarem wypicia czegoś mocniejszego, byleby jak najszybciej zapomnieć o tym dniu. Wtedy znów zobaczyłem Cuahli. Siedziała na ławce samotnie z podkulonymi nogami, robiąc z nich swego rodzaju półkę – oparcie na brodę. Wpatrywała się nieobecnym wzrokiem we fiołkowo-śliwkowy zachód słońca.


Kiedy się do niej przysiadłem, natychmiast przyjęła bardziej codzienną pozę, odchrząknęła i spojrzała na mnie z powagą. Po dłużącej się chwili milczenia, przywitałem się po raz drugi. Skinęła głową i spytała jak leci.


Będąc pewnym, że Cuahli wcale nie chciałaby tego usłyszeć, zacząłem ironicznie opowiadać o bajecznym świecie, gdzie zaraz po wychyleniu się zza drzwi domu nieznajome staruszki przekonują cię do ślubu ze swoimi wnuczkami, biologiczna matka, która nie pojawiała się przez dziewiętnaście lat twojego życia nagle obiera sobie za cel pojawianie się zza każdego możliwego rogu, a twoja kobieta ma syndrom wiecznego PMS.


Westchnąłem głęboko, przeprosiłem ją i wstałem z zamiarem nocnej przejażdżki do najbliższego baru, gdzie mógłbym zalać się do nieprzytomności. Zanim zdążyłem się odwrócić, ona nagle przytuliła mnie zapewniając, że jeszcze wszystko się ułoży. Jej bliskość spodobała mi się bardziej niż potrafiłem to przyznać. Miałem wrażenie, że jej ciepło i dobro promieniują z samego środka jej serca. A moje serce? Zaczęło wybijać nieregularny, szaleńczy rytm.


Szybko rozeszliśmy się do siebie, z wyrażoną nadzieją na lepsze jutro, ale w mojej głowie nadal bębniło wspomnienie buntowniczego dźwięku serca. Wmówiłem sobie, że to z powodu wspólnej przeszłości – serce też ma swój "mózg", pamięta nocne przejażdżki zakrapiane colą z orzeszkami ziemnymi. Tak, to ta cola i orzeszki.


Położyłem się spać w tych samych ciuchach i dopiero rano w drodze pod prysznic przypomniałem sobie prośbę Mike'a. Wybrałem numer i po chwili po drugiej stronie odezwał się jego ponaglający głos, sugerujący, że dzwonię nie w porę. No tak, nie pomyślałem o tym, że od godzin rannych jest stażystą w szpitalu... Skończyło się więc na tym, że nasza rozmowa ponownie została przełożona. Swoją drogą, czego on mógł chcieć?


Po rozłączeniu się, chwilę wpatrywałem się w listę kontaktów telefonicznych i z uderzeniem grzmotu doszło do mnie jak dawno nie rozmawiałem z Niko. Zielona słuchawka, kilka dłużących się sygnałów i tym razem powitał mnie tekst "Wielki Bracie, wywabiłeś mnie z matmy. O chwała ci, Przenajświętszy". Spojrzałem na zegarek – równo dziewiąta. Teagan pewnie mnie zabije za ten telefon. Zabrałem mu może z dziesięć minut i nie chcąc przeciągać, rozkazałem, aby symulował ból brzucha i wymioty, wtedy zyska kolejne dziesięć.


Do małej Mi zadzwoniłem już zgodnie z przerwą szkolną. Z początku opowiadała o kolegach ze szkoły wojskowej, zawodach, lekcjach i nauczycielach oraz, że zupełnie nie rozumie dlaczego jest jedyną dziewczynką w akademii. Później przeszła na kolejne neutralne tematy: jak tam mama? Co u taty? Widać już jego siwe włosy czy nadal je potajemnie farbuje w łazience?


Zakończyła, wyrażając "nadzieję", że gdy wróci na ferie to mój pokój będzie już przekształcony na jej zbrojownię. Na szczęście nie miała szansy rozwodzić się nad cudownością zdjęć karabinów maszynowych, pistoletów gazowych i rewolwerów hukowych, bo ze smutkiem stwierdziła, że zadzwonił dzwonek na lekcje Podstaw Obronności. Zastanowiłem się poważnie czy moja siostra nie stanie się przypadkiem drugim Terminatorem...


Dom rodziny Allenów aż kusił swoim niedalekim umiejscowieniem, więc nie kontrolując swoich mięśni, wybrałem się w odwiedziny do Cuahli, usprawiedliwiając swój czyn chęcią poznania jej opowieści z naszej niewspólnej przeszłości. Jej siostra i matka wyprowadziły się stąd zaraz po jej przeprowadzce do szkoły z internatem, ale budynek nadal pozostawał ich własnością. Cuahli postanowiła tu wrócić i odremontować go ze względu na urok tego miasta.


Kiedy wszedłem do środka, ze smutkiem retorycznie spytała czy to wczorajsze jutro nie jest lepsze. Zaprzeczyłem. Odpowiedziałem, że jest całkiem niezłe. Przypomniałem sobie, co Ali zawsze we mnie chwaliła – uwielbiała, gdy uśmiechałem się, przygryzając lekko wargę. Nie wiedziałem co było w tym nadzwyczajnego, ale wykorzystałem to, by poprawić jej humor. Odpowiedziała mi promiennym uśmiechem i zaprosiła dalej.


Jakiś czas siedzieliśmy w ciemnym salonie przy ciastkach i cynamonowej kawie, do której zawsze miała słabość. Rozmawialiśmy tak jakbyśmy nigdy się ze sobą nie rozstawali, mówiąc sobie rzeczy, o których nie powiedzielibyśmy nikomu innemu. Przypomniałem sobie swój pierwszy pobyt w tym domu. Kierując się tymi wspomnieniami, chwyciłem za jej gitarę ustawioną niedbale w kącie i zagrałem ten sam kawałek co sześć lat temu. Przerwałem grę, gdy w jej oczach dostrzegłem łzy.


Nie za bardzo wiedząc jak powinienem się zachować, starłem prawą dłonią łzę spływającej po jej policzku i chcąc niewerbalnie pocieszyć, położyłem drugą dłoń na jej ramieniu. Przestałem kontrolować swoje zachowanie i zbliżyłem usta do jej warg. Pocałowałem ją delikatnie zanim zdałem sobie sprawę, co robię.


Odsunęła się, delikatnie mnie odpychając. Spojrzałem na jej zbolałą twarz, wilgotne od łez rzęsy, zmarszczone brwi, zaciśnięte usta... Spojrzała mi prosto w oczy, prosząc cicho, bym już wyszedł. Ostatnie co zapadło mi w pamięć to głębia jej błękitnych oczu. Głębia jej przestraszonych oczu.


_________________________________________________________
GRATISY




Bo ich nie było w relacji. :3


Przestraszona Aliyah!
(Chociaż Ali trzymałaby się wersji, że była czymś tylko zniesmaczona)



Takie tam z dnia studniówki. ^^


Yhm...


Teagan wygląda tutaj jak młodziak. ^^


A na koniec sytuacja z domu Mike'a:
Szeregowy Czeko ogląda telewizję.

Czarnoskóry prezenter wyjaśnia coś złowieszczym wyrazem twarzy... Mike ma zaciesz. Słodko się uśmiecha.

Aż nagle wild prezenter appeared!





Wrzeszczał dopóki znów nie pojawił się czarnoskóry facet. Chyba mu się gość nie spodobał... o.O


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Nie 17:25, 30 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 17:26, 05 Paź 2012    Temat postu:

Smutłam...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 22:09, 05 Paź 2012    Temat postu:

Czemu?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 10:37, 06 Paź 2012    Temat postu:

Bo mijają tygodnie, a moje relacje czyta albo Matt, albo nikt Sad

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 18:39, 06 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 17:56, 06 Paź 2012    Temat postu:

Ale ja też je czytam...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 18:41, 06 Paź 2012    Temat postu:





Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 8 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin