Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Zachowywanie równowagi w przyrodzie... #18 (20.10)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 1:45, 07 Lip 2012    Temat postu:

#5 - "Nocny pociąg"

Nie da się wyznaczyć granicy bezwstydu człowieka bezwstydnego...



- Och, więc to był Ramsey, właściciel księgarni... - wymamrotała niezrozumiale do Jane. Teagan właśnie zmierzała w kierunku baru, ponieważ rozpoczęła się przerwa na lunch. Korzystając z okazji, próbowała wyciągnąć również przyjaciółkę, jednak ta uparła się, że koniecznie musi zostać w laboratorium i dokończyć badania, ponieważ dzięki Wielkiemu Zderzaczowi Hadronów już niemal udało jej się udowodnić istnienie nowego bozonu.



Kiedy Teagan próbowała nadążyć za tokiem myślenia Jane, na szczęście (a może wręcz przeciwnie?) wyrwał ją z tego głos Hanka. Wciąż jeszcze nie zdecydowała co naprawdę do niego czuje, więc nie było to najprzyjemniejsze odsunięcie od fizyki kwantowej.


Po skończonej pracy spotkała także Prezesa Ćwira. Co zupełnie zrozumiałe, z początku w ogóle go nie poznała.


Przyglądając się przez chwilę jego nowemu wyglądowi spytała jak żyje mu się na emeryturze. Odpowiedział ze znużeniem w głosie, że jego syn, Mortimer zapoznał go z niemożliwą ilością muzyki rockowej.


Właśnie! Odnośnie jego syna, Mortimera (powtarzał to imię nieznośnie często, jak gdyby była kwestią najwyższej godności i honoru jego oraz syna), oraz tych biletów... to on chętnie ich umówi na wspólny koncert. Wykręcił się notorycznymi bólami w kręgosłupie, chociaż Teagan nie do końca była pewna czy może mu wierzyć.


Z rozbrajającą szczerością przyznała, że jest w nie większym stopniu "zafascynowana" rockiem co jej rozmówca. Czując jednak dyskomfort po wypowiedzeniu tych słów, zaproponowała kino. Ich trójka... albo nie, czwórka – z chęcią doznałaby przyjemności poznania jego żony.


Wszystko zostało więc ustalone z precyzją jaką odznaczać się mogą ludzie pracujący w biznesie.


Prezes Ćwir – nie przestała go bowiem tak nazywać - powiedział coś w stylu "Uwierz mi, pokochasz mojego syna, Mortimera". Teagan powtórzyła to ponownie w myślach, by upewnić się czy nie było w tych słowach żadnego podtekstu. Uznała, że nie było, ponieważ tak było jej wygodniej.


Wtedy na horyzoncie ponownie pojawił się Hank, już w stroju codziennym. Teagan przemknęła przez myśl skąśliwa uwaga o jego natarczywości, za co natychmiast się skarciła.


Dojrzała jego ujmujący wyraz twarzy i poczuła się jak złośliwa jędza. Wyglądał tak niewinnie... jak jeszcze nigdy dotąd.


Utwory, które grał, również były subtelne, delikatne. Ich melodie komponowały się z dźwiękami miasta niezwykle odmiennie, jednak być może to była właśnie odpowiedź dlaczego chwytały za serce coraz większą liczbę zatrzymujących się przechodniów.


Kiedy Hank odłożył gitarę, natychmiast ruszył w kierunku Teagan, czule ją obejmując i szeptając miłe słówka. Teagan była zakłopotana tym nagłym wylewem czułości, jednak jeszcze bardziej z powodu, jak sądziła, dziennikarki, która wpatrywała się w nich ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.


A kiedy chwilę później Teagan delikatnie wyswobodziła się z uścisku ogromnych ramion swojego chłopaka, ta sama kobieta rzuciła kilka obraźliwych słów w ich stronę, po czym odwróciła się, chwytając Teagan za nadgarstek i odciągnęła na bok.


Hank ruszył za nimi w razie gdyby doszło do rękoczynów, ale nie wypowiedział ani słowa podczas ich kłótni. Prawdę mówiąc, Teagan zupełnie nie miała pojęcia o co tej wściekłej babie chodzi, więc szybko zmęczyła się potokiem niepowiązanych ze sobą słów, które ta z siebie wylewała. Przerwała jej więc, polecając, że gdyby jeszcze miała jej coś do powiedzenia, niech skontaktuje się z nią przez e-mail, a wtedy ona łatwiej wrzuci to do "spamu" i odeszła.


Przez całą tą sytuację zupełnie zapomniała o istnieniu Hanka, więc odjechała z miejsca zdarzenia, nawet nie odwracając się w jego kierunku. Przez chwilę czuła wyrzuty sumienia, lecz zanim zdążyły one nasilić się na tyle, by zechciała do niego zadzwonić, pochłonęły ją myśli o nowym obrazie i oczywiście, pracy.


Przy następnym spotkaniu on jednak wcale nie miał jej tego za złe. Z początku czujnie przyglądał się jej reakcji na jego obecność, zastanawiając się nad czymś głęboko. Szybko jednak uspokoił się i odprężył po dojrzeniu czegoś w wyrazie jej twarzy.


Przez następny tydzień stał się wyjątkowo nieznośny poprzez swoją nachalność i ciągłą obecność.


Grał jej tkliwe serenady za każdym razem, gdy próbowała go poczęstować sałatką ala Prezes Ćwir...


W piątkowy wieczór doszło już do tego, że bała się obudzić i spotkać go szczerzącego zęby w jej szafie lub w kabinie prysznicowej. Jane przyglądała się jej pełnym czułości spojrzeniem i nieśmiało wspominała, że może w takim razie powinna pomyśleć o rozstaniu?
- Oczywiście... - powtarzała za każdym razem Teagan. - Problem w tym, że jeszcze nie wymyśliłam jak się za to zabrać...


W sobotnie popołudnie, tuż przed wyczekiwanym wyjściem Jane do laboratorium (nieodkryte bozony nie mogły czekać na nią całego weekendu) miały niezapowiedzianego gościa. Oczywiście Hanka. Nawet Jane ze swym łagodnym usposobieniem zaczynała odczuwać niewłaściwość jego wizyt.


Zmusiła się jednak do uśmiechu, oznajmiając, że Teagan wyszła biegać przed kilkoma minutami.


Przez chwilę wahał się czy zatem zdążyłby ją dogonić, jednak szybko porzucił ten pomysł. Nie był wart wysiłku. Uznał, że wygodniej będzie, gdy poczeka na nią w wygodnym fotelu... Albo na wyglądającej zachęcająco sofie – rozprostowałby kości po nudnym patrolu spędzonym w radiowozie.


- Żegnajcie hadriony, bariony, mezony i oczywiście wy, moje drogie protony. - szepnęła do siebie zrezygnowana Jane, gdy Hank oznajmił, że poczeka na swoją dziewczynę. Stwierdził, że z chęcią obejrzałby telewizję, ale chyba w nią nie zainwestowali... Więc coś zje, bo czuł zachęcający zapach... Dopytywał się czy to Teagan tak dobrze gotuje. Bo jeśli tak to byłoby fajnie.


Mimo, że Jane totalnie nie rozumiała jego bezmyślnej paplaniny, doszła do wniosku, że łatwiej będzie znosić obecność gościa niż męczyć się z jego wyproszeniem, co z pewnością nie mogło być łatwe... Przyglądając się jego nieodpowiedniemu zachowaniu, przyrzekła sobie, by nigdy nie wyznaczać granicy bezwstydu osoby bezwstydnej.


Minęło pół godziny, a Hank zaczynał się już nudzić z powodu braku rozrywki, której nie potrafiła zapewnić mu Jane (nie żeby miała to w planach), więc zażyczył sobie przekazania, by Teagan koniecznie do niego wpadła, a zaraz potem pożegnał się z miną zbitego psa.


Tymczasem nieświadoma poświęcenia Jane, Teagan rozkoszowała się chwilami wolności na świeżym powietrzu. Później zdecydowała się także dokładnie obejrzeć jezioro, które odkryła w okolicy, więc do domu wróciła dopiero gdy zaczęło się ściemniać.


Zauważyła na stole kartkę od Jane, która w tym czasie rozpływała się ze szczęścia z powodu badań w laboratorium. Z notki wywnioskowała, że Hank ma jej coś niezwykle ważnego do powiedzenia i prosił, by koniecznie się z nim skontaktowała, gdy już wróci.


Natychmiast więc ruszyła w kierunku jego domu, obiecując sobie w duchu, że nie pozwoli mu dojść do słowa i szybko zerwie ich znajomość.


Hank jednak całkowicie zatkał jej usta, gdy powiedział, że chciałby jej kogoś przedstawić, po czym zniknął na chwilę i położył bez słowa wyjaśnienia na jej rękach maleńkie zawiniątko.


Całkowicie rozczuliła ją obecność tego malucha, który z minką zdobywcy złapał ją za palec i wpatrywał się w niego całkowicie zafascynowany. A Teagan tymczasem wpatrywała się oczarowana nim. Hank przypomniał o swojej obecności słowami "Musimy porozmawiać...", więc przytuliła czule malucha i położyła go w łóżeczku.


Wyszli na dwór.
- To nie jest mój dzieciak, gdybyś odniosła mylne wrażenie. - zaczął, długo nie kontynuując. Chyba zastanawiał się jak dobrze sformułować swoje myśli, więc Teagan czekała.


Ale jak on miał jej powiedzieć to co czuł naprawdę? "Słuchaj, sprawa wygląda tak, że ten bachor nie daje mi spać po nocach, więc byłoby fajnie, gdybym zamieszkał u ciebie" – nie wchodziło w grę.
Teagan przyglądała mu się uważnie. Zaproponowała by może zaczął od wyjaśnienia jej czyje to dziecko oraz co robi w domu jego i Oliviera. Z trudem powstrzymała się od wywrócenia oczami.


Och, tak. Hank szybko zabrał się do prostych zdań, wyjaśniających całą tą... dziwną (powstrzymał się od użycia słowa "chorą") sytuację. Dziecko było Oliviera, ale doprawdy nie miał pojęcia dlaczego je miał. Ktoś do niego po prostu zadzwonił ze szpitala. Z innego miasta oczywiście. No i kazali mu zabrać ba....bobasa do siebie. Olivier nic więcej mu nie powiedział.


Syn Oliego? Odnotowała w pamięci resztę słów Hanka, ale akurat te trzy konkretne szumiały jej teraz w głowie. Po chwili wezwała nadaremno imię Pana Boga, po czym głośno skwitowała co myśli o tej sytuacji. Ktoś z usposobieniem Oliviera Hedwiga miał zajmować się noworodkiem?


Po chwili milczenia Hank zdecydował się wykorzystać sytuację, więc z przyklejoną na twarzy sztuczną troską zaczął monolog, zmierzający pierwotnie do zmiany miejsca jego zamieszkania, oczywiście dla dobra świeżo upieczonego tatusia!
Jednak nim zdążył dojść do końca, Teagan przerwała mu stanowczo, chwilę nad czymś się zastanawiając.
- W porządku. - kiwnęła głową. - Jutro mogę się wprowadzić i pomóc wam w opiece nad małym.
Rozwodziła się o nieodpowiedzialności Oliviera, ale Hank słyszał może jedno słowo na dziesięć. Wcale nie chciał takiego rozwoju akcji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 2:04, 07 Lip 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 11:42, 08 Lip 2012    Temat postu:

Relacja dłuższa- lubię to!

Tak przedstawiłaś Hanka, że sama się do niego zraziłam i przez to skojarzył mi się z pewnym chłopakiem, który też za mną latał i był taki nachalny. No identyko, nawet ta bródka! Chcę żeby Teagan już skończyła ten związek, jeśli można to tak nazwać. Ona zasługuje na kogoś lepszego! No chociaż taki związek z chemią, bo ten jest po prostu.. nudny. Zresztą Teagan sama zdaje sobie z tego sprawę, więc nie wiem po co to piszę. Ćwir będzie swatał? Hohoho, czekam co z tego wyniknie! Dziecko Olivera mnie całkowicie zaskoczyło. Ciekawe z kim je zmajstrował. Dobrze, że T pomoże chłopakom, bo jeszcze zrobiliby dzieciakowi krzywdę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 12:28, 08 Lip 2012    Temat postu:

Hah, tak oto z zamiaru zerwania z Hankiem wyszło zamieszkanie razem ^^ Niezbyt podoba mi się jego podejście do dzieci. W ogóle go nie obchodzi skąd w ich domu pojawiło się maleństwo, a to akurat istotne. Plus to, że nie dość, że nie widzi jak się narzuca, jak jest nachalny, to jeszcze chciał zamieszkać u dziewczyn. A już w ogóle, że torturował biedną Jane swoją obecnością, a biedne bozony czekają Nie, zdecydowanie nie lubię Hanka. I nawet ta słodka minka znad gitary mu nie pomoże.
Z drugiej strony jestem ciekawa co wyniknie z tej sytuacji. Oli i dziecko? Faktycznie nie trafiło chyba zbyt dobrze ^^ Nie mogę się doczekać, aż to wyjaśnisz (o ile wyjaśnisz). I ciągle rozbraja mnie to, ze Teagan od zamiaru zerwania przeszła do wspólnego zamieszkania.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:58, 08 Lip 2012    Temat postu:

:hamster_love: Dziękuję za wasze komentarze!

Cytat:
Dziecko Olivera mnie całkowicie zaskoczyło. Ciekawe z kim je zmajstrował.

No mnie właśnie też. Confused A najlepsze jest to, że sprawdziłam jego drzewo genealogiczne i nie ma tam wpisanej matki, jest tylko rudy. Confused

Cytat:
Nie mogę się doczekać, aż to wyjaśnisz (o ile wyjaśnisz).

Postaram się jak mogę, ale nawet dla mnie sytuacja jest trochę niejasna... Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 15:56, 08 Lip 2012    Temat postu:

Cadence napisał:
A najlepsze jest to, że sprawdziłam jego drzewo genealogiczne i nie ma tam wpisanej matki, jest tylko rudy. Confused


Widzę w tym porwanie przez kosmitów, chociaż on się pewnie nie przyzna ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 19:30, 08 Lip 2012    Temat postu:

Cytat:
Widzę w tym porwanie przez kosmitów, chociaż on się pewnie nie przyzna ^^

Oh God! Biedny Oli....... Shocked


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 13:54, 12 Lip 2012    Temat postu:

#6 - "Get up, get up, get up, get up, get out."
[link widoczny dla zalogowanych]

"Najlepsza mapa nigdzie cię nie doprowadzi,
gdy nie możesz zobaczyć co jest wokół.
Czasami droga prowadzi przez ciemne miejsca...
Czasem ciemność jest twoim przyjacielem."




Gdy Teagan i Hank wrócili do domu, w salonie był już Oli. Kto wie, gdzie on się podziewał... Jane była pewna, że to u niego częste zachowanie. Z zakkłopotaniem, ale także z czułością przytulał do siebie Frankiego. No tak, musiał pokochać go od pierwszego wejrzenia. W innym wypadku ktoś z takim charakterem nie podjąłby się opieki nad małym dzieckiem...


Zauważył obecność przyjaciół, którzy zdawali się mieć mu coś do przekazania, więc delikatnie włożył zawiniątko do łóżeczka, starannie kontrolując swoje ruchy, po czym wyszczerzył do nich zęby, dając znać, że jest gotowy na rozmowę.


W tym czasie Jane zdążyła wrócić już z laboratorium. Na drugiej stronie kartki, którą zostawiła dla Teagan były teraz koślawe słowa "Idę tam". Nic więcej. Nerwowo spojrzała na ekran komórki – także nic. Za bardzo przejmowała się nią, by teraz móc w spokoju zasnąć.


Rankiem nie bardzo obie wiedziały jak dojść do sedna, więc paplały coś bez sensu...


...głównie o książkach, księgarni i Leprechaunie.


Później Teagan spytała o bozony, a Jane odwdzięczyła się jej pytaniem o pracę.
"Wyśmienicie!", "W porządku". - i tematy się wyczerpały.


Po krótkiej ciszy Teagan oznajmiła, że wygląda na to, że będzie miała dom tylko dla siebie. Przynajmniej przez jakiś czas... Po czym opowiedziała przyjaciółce historię wczorajszego wieczoru. Jane niewiele mówiła. Może tylko kilka razy bąknęła "Och...", "Rozumiem". - nic więcej.


Właśnie kiedy Jane błagała w myślach o przerwanie tej rozmowy, zadzwonił zbawienny dzwonek do drzwi. Na dworze czekał Leprechaun... to znaczy, pan Ramsey, który oznajmił oficjalnym tonem, że dziś po południu złoży im wizytę, po czym odwrócił się na pięcie i gdzieś zniknął.


Jednak Teagan nie mogła być obecna podczas tego "zaszczytu", który je spotkał, więc musiała zostawić przyjaciółkę sam na sam z tym śmiesznym facetem. Ale Jane wcale nie wyglądała na niezadowoloną, przez chwilę nawet mogłoby się wydawać, że ten pomysł się jej spodobał...


Więc ostatecznie kiedy tamta dwójka jadła wspólnie pieczeń wołową, Teagan zmieniała pieluchę Frankiemu.


Patrząc w oczy tego maluszka wciąż zastanawiała się kim była jego matka i dlaczego go opuściła... Nie chciała jednak naciskać na Oliviera. Obawiała się, że sprawi mu tym pytaniem ból.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


Tymczasem w domku przy plaży odgrywała się interesująca scena... Pan Ramsey z pompatyczną grzecznością oznajmił jak gorącym uczuciem darzy Jane.


Ona była w szoku, lecz o dziwo nie protestowała, gdy Pan Ramsey oznajmił, że w takim razie ich związek jest już oficjalny.


Zaledwie kilka dni później oświadczył jej, że chciałby sformalizować ich wspólną znajomość. Jane przyjęła oświadczyny, pomimo tego, że wcale nie kochała pana Ramsey. Po prostu uznała to za doskonałe rozwiązanie – z korzyściami zarówno dla niej, jak i dla niego. Ale to Teagan na zawsze pozostanie w jej sercu...


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~


Zdawało się, że życie zdążyło się unormować. Raz dziennie, cztery razy w tygodniu chłopaki zamykali się na kilka godzin w "siłowni", którą udało im się stworzyć po odkładaniu z wypłat.


Teagan nadal była rozdarta i niepewna na temat tego czego pragnęła, oraz czy w ogóle tego pragnęła... Unikała więc wzroku Hanka, zawsze odkładając myśli o nim na później.


Nie uważała go za złego faceta, w gruncie rzeczy szanowała go i ceniła. Ale chyba nie w ten sam sposób co on. Zresztą, obydwoje nigdy nie mówili do siebie "Kocham cię", po prostu żyli obok siebie – raz obojętnie, raz bliżej.


Teagan bardzo przywiązała się do malucha i czasami zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby Olivier i mały wyprowadzili się stąd.


Wydawało się jej, że tego właśnie chciał Hank – mieszkania tylko z nią, bez tej dwójki. I rzeczywiście tak było, jednak jemu przeszkadzało tylko dziecko. Było po prostu kłopotliwe... Żadne większe uczucie do swojej dziewczyny nie wchodziło tutaj w grę.


Powoli stali się naprawdę dziwną parą – obydwoje przekonani byli o uczuciu tego drugiego, a w rzeczywistości ich związek był nędznymi resztkami z dawnego zauroczenia.


Prawdę mówiąc, Teagan w ogóle nie wiedziała co dzieje się z jej życiem. Chciała nadal mieszkać z Olivierem i Frankiem, ale nie chciała dłużej zmuszać się do uczucia. Nie chciała ranić Hanka, ale gdyby posłuchała swoich uczuć, nie byłaby tak blisko pozostałej dwójki. Błądziła po omacku, licząc, że lada chwila tajemnicze światło oświetli jej drogę.
Właśnie kiedy wizualizowała sobie piękno rozbłyskujących promieni, znów wpadła na Oliviera.


Dlaczego przez większość czasu sam na sam on musiał być bez koszulki? Tym razem jej wzrok zatrzymał się na jego kąpielówkach, więc po chwili musiała potrząsnąć głowę, gdyż wyobraziła sobie komiczną scenę Oliego w wannie pełnej piany, otoczonego gumowymi kaczuszkami.


Zebrała się na odwagę, oznajmiając, że chce z nim porozmawiać. Na temat mamy Franka. Jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie – ze zwykle niegroźnej, niewinnej miny jego rysy spoważniały i nabrały ostrości.


Cóż, ten widok, delikatnie mówiąc, zszokował Teagan na tyle, że tylko odbąknęła "Och, w porządku, przepraszam, nie było tematu", po czym wyszła z pomieszczenia, ani razu nie odwracając się w jego kierunku.


Olivier nie mógł zrozumieć tej dziewczyny – najpierw wprowadza się do swojego faceta pod pretekstem ofiarowanej z dobrego serca pomocy dla Frankiego i niego, co oczywiście było dobrą wymówką, ale zbyt przerysowaną jak dla niego; a potem wtrąca nos w nie swoje sprawy. Dla Oliviera było oczywiste, że ta dwójka wolałaby zostać sama, a on zresztą z ochotą by im to ułatwił, ale nie miał na to kasy. A poza tym wiedział, że nie poradziłby sobie sam z małym.
Podrapał się zirytowany po głowie, po czym cały zakrył szkarłatną pościelą.


Zaledwie metr dalej, tuż za ścianą, Teagan obiecywała sobie, że ta "magiczna latarka" już niedługo się pojawi, że jeśli jeszcze chwilę poczeka, ona napewno się zjawi i wszystko się unormuje.


Zasnęli niemal w tym samym czasie, zsynchronizowani biciem swoich serc...


Złączeni we wspólnym niepokoju i niezrozumieniu swoich własnych emocji.


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
następnego ranka



Tylko Hank zdawał się nie podzielać tego parszywego nastroju, który ostatnimi czasy zapanował. Przygotowywał gofry, wesoło podśpiewując "Easy Lover" Philla Collinsa.


Przy śniadaniu trajkotał bez sensu, ani trochę nie speszony krótkimi odpowiedziami wspóllokatorów. Nie był specjalnie spotrzegawczy...


Teagan w ekspresowym tempie pochłonęła śniadanie, rzuciła "Pa, Hank", a po chwili dodała krótkie "Narazie" do Oliviera i już jej nie było.
- Staaary... - przeciągnął Hank, gdy drzwi się za nią zamknęły. - Ta laska to prawdziwa pracocholiczka. Naprawdę uwielbia tą cholerną pracę.
- Uhm. - "odpowiedział".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 14:47, 12 Lip 2012    Temat postu:

Relacja#5
Skąd ja wiedziałem, że jej prezesem będzie Ćwir! Najwidoczniej prezes chce się pobawić w swatkę, takie odniosłem wrażenie. Czyżby Nikolai był synem Mortiego i Teaśki? Very Happy Nie musisz odpowiadać. Samo się kiedyś wyjaśni. Oli ma dziecko? A to ci heca. Ciekawe kim jest matka.. Dłuższa relacja, mm. <3 Mógłbym czytać jeszcze dłuższe, uwielbiam simowe relacje. :q

Relacja#6
Zacznę od tego, że mina Oliego na drugim zdjęciu jest komiczna. xD Jane.. myślałem, że na wieść o przeprowadzce Teaśki trochę bardziej się przejmie. A tu proszę, pan Ramsey i zaręczyny. Nie spodziewałem się tego, lecz spodziewałem się amorów. Cóż, skoro Jane nic do niego nie czuje, można uznać, że trochę się przeliczyłem. Smile Trochę dziwny ten układ, i jakie Jane dostrzega korzyści w przyjęciu oświadczyn czy ewentualnych zaślubinach z facetem do którego nie żywi żadnego uczucia? Trochę to podobne do Teagi i Hanka.. Cd. nich, to na zdjęciu, gdzie razem się tulą przy Franku jest mega urocze. Żal mi trochę Oliego.. zupełnie źle rozumie obecną sytuację. Teagan właśnie odpowiada mieszkanie z nim i Frankiem, a nie koniecznie z Hankiem. A on uważa kompletnie na odwrót. Zaskakujące, że w relacji nie pojawił się syn prezesa Ćwira.. Czyżby on był tajemniczą "magiczną latarką"?

Tak czytałem, czytałem.. Kaddy, masz tak dużo zdjęć, pozwól sobie napisać jeszcze dłużej.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mâttéo. dnia Czw 14:49, 12 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 10:15, 13 Lip 2012    Temat postu:

#5 - "Nocny pociąg"

Dobrze przypuszczałam, że prezes Ćwir nie zniknie jeszcze całkiem z relacji- i dobrze, bo wątki z jego udziałem są naprawdę ciekawe. Tym razem brzmiał jak rasowa swatka, ale przy tym odznaczał się takim urokiem, że nie mogłam się nie uśmiechnąć, chociaż podobne zapędy zwykle mnie u ludzi irytują.

Hank... No cóż, nadal mnie nie przekonuje. Jego niewinność też. Podobnie jak (ponoć) ujmujący wyraz twarzy. No dobra, ale za grę na gitarze, to ma ode mnie plusa.

A do Teagna wędruje za tekst o wrzuceniu wiadomości do spamu, skierowany do dziwnej kobieciny. Gdyby jeszcze miała więcej przekonania i odwagi w kwestii związku z Hankiem... Ale nie można mieć wszystkiego. Na razie musimy znosić nachalność owego pana. Niestety, dzieje się to także kosztem hadrionów, barionów, mezonów i oczywiście drogich protonów... Jane rozwaliła mnie tym tekstem.

Zaś Hank nieoczekiwanym przedstawieniem niemowlęcia. No i niczego dobrego się po nim nie spodziewałam, ale żeby chcieć tak perfidnie uciec? Bardzo dobrze, że tak się nie stało- dla maleństwa również, bo pomimo całej sympatii do Oliviera i oczywiście ze względu na całą antypatię do Hanka- nie wyobrażam sobie funkcjonowania tej "rodzinki"....

#6 - "Get up, get up, get up, get up, get out."

Ale Olivier fantastycznie wygląda z małym. Co prawda we wcześniejszych relacjach nie wydał mi się idealnym kandydatem na ojca (czy tam opiekuna, bo kto wie, jaka jest historia dziecka....), a już szczególnie nie samotnego, ale jak tak sobie myślę... Najważniejsze, żeby malec był otoczony miłością, a do tego chyba każdy jest zdolny, tylko może nie każdy chce na to pozwolić...

Jane. I nieodłączne bozony. A teraz i Ramsey. Nie powiem, interesująca znajomość. I oświadczyny.I prawdziwe uczucia Jane. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób to skomentować. Ale to w końcu relacje Caddy- wszystko jest w nich możliwe...

No i po raz kolejny bardzo spodobał mi się fragment Teagan i Oliviera. Ta dwójka zdecydowanie ma coś w sobie. No a w połączeniu ze świetnymi opisami Twojego autorstwa... czysta poezja. I jeszcze te zdjęcia dobrane do podpisów... No mistrzostwo. Do tego krótkie, ale dość sugestywne zakończenie. Naprawdę masz do tego talent, Caddy.

Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, bo wiem, że u Ciebie zawsze mogę liczyć na ciekawą relację wysokiej jakości, jeśli mogę to tak określić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 22:43, 13 Lip 2012    Temat postu:

Cyc, po pierwsze... za szybko piszesz.
No to o relacjach.
#1
Bardzo fajny wstęp. (oceniam dziś wszystkie relacje i zawsze chyba pisze bardzo fajny, albo genialny, albo inne głupie przesłodkie i miłe słowo -.-)
Aczkolwiek naprawdę inny, nikogo jeszcze nie przenosili. Teangan nie ma imienia? Nigdzie w 1. relacji go nie znalazłem. W każdym razie odbiła faceta... Jesteś kobietą. Powinnaś być mniej bezlitosna xd
#2
Początkowo myślałem, że Teangan będzie z Oliverem, ale teraz nie wiem czy nie będzie z nim Jane, a ty napisałaś, że ona będzie z Teangan... mój mózg.
Nie mniej jednak interesująco.
#3
Nie ma to jak pisanie strategii marketingowych. Ja w wolnych chwilach rozwiązuję zadania z fizyki kwantowej i pracuję nad lekarstwem na raka.
Cycu, teraz jestem pewien że nie będzie z Oliverem. Sam nie wiem czemu ale jestem. A ten prezes zrobi jej dziecko. Wgl. ona za bardzo się z nim spoufala.
+ Oliver jest arogancki, a ona twierdząc, że w przyszłości współpracownicy pożałują po prostu stwierdza fakty, tak? Xd
#4
Ja pie… Nie spodziewałem się tego kiedy mówiłaś o łóżku. Jestem zepsuty do szpiku kości. Dla mnie już nie ma ratunku.
Co to za tajemnica?! :O Jaką Jane ma tajemnice?!
Ten facet chciał zdjęć Jane B| i ten nagrobek xd
Akcja z potworem do domu. Napita Teangan po prostu rządzi xd
#5
Szykuje się podwójna randka. Xd Teangan i Morti, ciekawie.
Jane nie mogła iść do laboratorium. Życie nie ma sensu. Co teraz? Czeka na nią tyle nieodkrytych substancji… i innych dziwnych rzeczy.
Oli zrobił jakiejś babce bachora. A ona go namierzyła i podrzuciła mu dzieciaka. Biedak…
#6
WFT
„Po prostu uznała to za doskonałe rozwiązanie – z korzyściami zarówno dla niej, jak i dla niego. Ale to Teagan na zawsze pozostanie w jej sercu... „
Teangan kocha Jane? Chyba coś ominąłem, albo nie potrafię czytać.
+ Czy Teangan śpi bez koszulki xd Tak to wygląda.
Może ona jednak będzie z Olim… Pogubiłem się. To twoja wina Caddy!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 17:44, 15 Lip 2012    Temat postu:

Dzięki za komentarz, Mat!


Cytat:
Czyżby Nikolai był synem Mortiego i Teaśki? Very Happy Nie musisz odpowiadać. Samo się kiedyś wyjaśni.

Nic nie mówię. Very Happy

Nom, Oli ma malucha. I pojęcia nie mam jak to się stało. Jak to zobaczyłam po wejściu do gry to pomyślałam "Na bank Hanka", ale spojrzałam na jego drzewo genologiczne, a zaraz na komputerowe imię - Frankie - Frankenstein i momentalnie "No tak, to tylko Oli mógłby...." Jane właśnie przejęła się, że Teagan się przeprowadza. Bardzo bardzo.

Cytat:
Trochę dziwny ten układ, i jakie Jane dostrzega korzyści w przyjęciu oświadczyn czy ewentualnych zaślubinach z facetem do którego nie żywi żadnego uczucia?

Już wyjaśniam:
1. Jane jest lesbijką. W tym małym miasteczku to jest nieakceptowane, ludzie mają stare poglądy.
2. Jane uwielbia zapach książek w miejscowej księgarni, a gdy poślubi Ramseya ona będzie należała również do niej, a to oznacza przesiadywanie w tych książkach.
3. Ramsey raczej nie będzie się jej naprzykrzał, ani też niepotrzebnie niepokoił. Raczej żył obok. Tak po prostu. *wzrusza ramionami*

Cytat:
Czyżby on był tajemniczą "magiczną latarką"?

Nic nie mówię. Very Happy


Dziękuję za komentarz, Alex!

Tak mi nasłodziłaś, że mam wypieki na policzkach...


Yhm, Krzyśku, dzięki


Spadaj, to ty za wolno czytasz :P A jeszcze kilka dni temu marudziłeś przy koreańczyku, że za mało piszę. Teagan to jej imię. xd Na nazwisko ma Evans.
Cytat:
... mój mózg.

Sorka.

Cytat:
Nie ma to jak pisanie strategii marketingowych. Ja w wolnych chwilach rozwiązuję zadania z fizyki kwantowej i pracuję nad lekarstwem na raka.

Yhm. Ja rozpatruję mentalność ludzi na przełomie wieków oraz zastanawiam się nad kwestiami moralnymi, a także psychiką takich postaci jak Antonio Bellori, Kartezjusz, Blaise Pascal czy Gottfried Wilhelm von Leibnitz. Też mam swoje odchyły. Very Happy

Cytat:
Cycu, teraz jestem pewien że nie będzie z Oliverem. Sam nie wiem czemu ale jestem.

Nic nie mówię. :P

Cytat:
Ja pie… Nie spodziewałem się tego kiedy mówiłaś o łóżku. Jestem zepsuty do szpiku kości. Dla mnie już nie ma ratunku.

Ja już od początku wiedziałam, że tak będzie, Chodząca Erekcjo. :P

Cytat:
Teangan

TEAGAN - "tigan" Evil or Very Mad

Cytat:
Teangan kocha Jane? Chyba coś ominąłem, albo nie potrafię czytać.

TA-DAAAAM! To jest właśnie tajemnica Jane. To JANE kocha Teagan, a nie odwrotnie. :P Chciałam to wpleść w tekst jakby to było coś oczywistego, bo nie chciałam robić z tego pokazu.
Hahaha, a Teagan naprawdę wygląda jakby spała bez. Very Happy Ale ma koszulę nocną.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Nie 18:21, 15 Lip 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 10:03, 17 Lip 2012    Temat postu:

#5 - "Nocny pociąg"

Prezes Ćwir ma w sobie to coś, fragmenty z nim zawsze wywołują uśmiech. Są takim miłym i pozytywnym dodatkiem do całości. Co prawda tym razem nie mogłam go widzieć inaczej niż otyłą swatkę w kwiecistej chuście na głowie, ale chyba wyszłoby mu to na dobre ^^

Naprawdę przestaję lubić Hanka i jak pojawia się w relacji wzbudza we mnie jedynie irytacje. Wcale, ale to wcale nie wygląda niewinnie... jest okropny i nawet gra na gitarze mu nie pomaga, o! Mało, że rzeczywiście jest nachalny i ciągle się pojawia, to jeszcze jego ubranko pozostawia sporo do życzenia... Normalnie zero wyczucia...

Jeśli wcześniej myślałam, że jest upierdliwy i nachalny tak teraz doszłam do wniosku, że przechodzi samego siebie. Wprasza się komuś do domu i nawet się nie przejmuje tym, że osoba którą chciał odwiedzić jest nieobecna i mało tego nie liczy się z planami innych lokatorów tylko uparcie siedzi i czeka, no co za brak kultury!

I teraz niech ktoś mi powie, że Teagan jest normalna... Przez całą relację czytam o jej wątpliwościach, co do związku z Hankiem - którego nie lubię coraz bardziej, żeby na koniec beztrosko zaproponowała mu wspólne mieszkanie?! Czy ona się w głowę uderzyła, czy co? Rozumiem, że Oli ma dziecko itp, ale czemu ona z tego tytułu zamieszkuje z Hankiem, którego nie kocha? Wybacz, ale to mnie przerosło...

Troszkę pomarudziłam na bohaterów, ale sama relacja bardzo mi się podobała, świetnie opisałaś wątpliwości Teagan i wszystko się ładnie komponuje ze zdjęciami. Jednym słowem: wspaniała relacja!


#6 - "Get up, get up, get up, get up, get out."

Oli wygląda cudnie z dzieciaczkiem *-* Teagan zresztą też *-* Tylko Hank nie pasuje do obrazka, dlatego proponuję go tak po prostu wywalić, o!

Nie dziwię się, że Jane nie wiedziała za bardzo, co powiedzieć. W końcu zachowanie Teagan w tej kwestii było tak irracjonalne, że chyba nikt nie umiałaby poprawnie na to zareagować....

Chociaż nie... zaręczyny Jane jeszcze bardziej mnie rozłożyły. Aczkolwiek je jestem sobie w stanie racjonalnie wyjaśnić i po pewnym czasie wydają się być całkiem logiczne. No i pan Ramsey w przeciwieństwie do Hanka jakoś się prezentuje ^^ Tylko, czy Jane da radę żyć w związku z kimś innym niż Teagan?

I znów mamy Teagan i Hanka. Widać, że nic a nic do niego nie czuje, więc nie rozumiem, dlaczego wciąż w to brnie.

Cytat:
Powoli stali się naprawdę dziwną parą – obydwoje przekonani byli o uczuciu tego drugiego, a w rzeczywistości ich związek był nędznymi resztkami z dawnego zauroczenia.

W tej całej irracjonalności zachowania Teagan, bardzo spodobał mi się ten opis. Ma w sobie to coś. Z jednej strony wyjaśnia, co i jak między nimi jest, ale z drugiej nie wnosi nic do ich życia. Oboje wiedzą, że się nie kochają, ale jednocześnie próbują się przekonać, że jednak coś do siebie czują...

Dlaczego ona nie widzi, że są z Olim dla siebie stworzeni i nie puści Hanka z torbami? Dlaczego?!

Teraz możesz pisać kolejną, równie wspaniałą relację i może być nawet jeszcze dłuższa


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 13:01, 18 Lip 2012    Temat postu:

Ale Oli (haha, jak to brzmi ^^) słodko wygląda z dzidzią. I super perspektywa drugiego zdjęcia. Teagan wygląda niesamowicie w nowej fryzurze. Naprawdę jej pasuje. A Leprechaun to w piżamie był za pierwszym razem? ^^ Jane ma fajna minę, kiedy Ramsey mówi, że są w związku. Zaskoczyłaś mnie tym w sumie. Wiem, że szanse na to, żeby Jane kiedykolwiek była z Teagan sa nikłe, ale na jej miejscu nie zdecydowałabym się chyba wyjść za kogoś, kogo nie kocham. Z drugiej strony zawsze to ktoś, kto będzie sie nią w pewien sposób opiekował, jakąś namiastka stabilności, a przy charakterze Jane jest jej to chyba potrzebne.
Hah, chłopaki mają swój męski kącik Nic tak nie zacieśnia męskich przyjaźni jak wspólne "wyciskanie" ^^
Teagan musiała się czuć trochę tak jakby nie miała kontroli nad własnym życiem. Zbyt dużo rzeczy ograniczało jej decyzje. Nie mogła zerwać dziwnego związku z Hankiem, bo bała się o jego uczucia i o to, że nie będzie jej przy Olivierze i maluszku, ale z drugiej strony gdyby była z nim dalej, to naturalna koleją rzeczy byłoby zamieszkanie we dwójkę, budowanie własnego życia. A Hanka dalej nie lubię. Nie wiem, nie podoba mi się to, że chce zamieszkać z Teagan po to, żeby mieć spokój od brzdąca, jednocześnie sądząc, że dziewczyna coś do niego czuje i wiedząc, że on nie jest w stanie dać jej siebie.
Dobrze, że wyobraźnia podsunęła jej Oliego w kaczuszkach dla rozwiania ponurch myśli ^^ Szkoda, że się nie zrozumieli. Że właściwie od poczatku nie rozumiał jej intencji. Że nie kontynuowała rozmowy. Szkoda. Ale bardzo dobrze opisana scena.
Nie dziwię się, że Hank nie zauważył nastroju w domu. Chyba jest trochę za bardzo skupiony na sobie, na tym co on myśli, czuje itd. A że dla niego głównym problemem jest płaczące dziecko, reszta schodzi na dalszy plan.
Jak zwykle świetnie napisane Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ktoś w końcu wyjdzie z inicjatywą rozwiązania tego skomplikowanego supła, w jaki zaplątane są relacje miedzy domownikami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 20:36, 21 Lip 2012    Temat postu:

Dzięki dziewczyny za cudowne komentarze! Very Happy

Rei, zabawnie się czytało twoje zdanie o Hanku, bo moje jest takie samo. Mam go już dość. Wyjątkowo, okropnie, strasznie dość... Ale nie chciałam przeskakiwać 300 zdjęć do przodu, bo to nie miałoby najmniejszego sensu...

Nie, Tim, rudy był w stroju do biegania. Ale nie biegał... No i naprawdę tylko się wtedy przywitał i sobie poszedł. Confused A co do sytuacji Jane, to odrobinę podkradłam pomysł Jane Austen, która połączyła pana Collinsa z Charlottą. Very Happy Po prostu nie widziałam jej w parze z nikim innym, po widywaniu ciągle tych pragnień w stronę Teagan... Ale u nich nie będzie "małej gałązki oliwnej", jak pisał Collins w liście do pana Benetta. A co do Hanka, to wymyśliłam sobie to tak, że jego interesuje tylko jej ciało. *wzrusza ramionami* I poza tym pojawiały mu się te irytujące pragnienia w stosunku do Teagan. A Teagan cały czas pojawiało się wtedy pragnienie pocałowania Oliviera. Very Happy


Cytat:
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ktoś w końcu wyjdzie z inicjatywą rozwiązania tego skomplikowanego supła, w jaki zaplątane są relacje miedzy domownikami

Postaram się jak najszybciej zaświecić tą "latarką". Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 20:39, 21 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 0:37, 24 Lip 2012    Temat postu:

#7 - "Krawędź wiru z Sunset Valley – autorska wersja tornada Dorotki z Krainy Oz"


"Jeśli w istocie panuje jakiś porządek we wszechświecie, to nie jest naszym dziełem, i zapewne nawet nie potrafimy go zgłębić."


Ostatnio wyjątkowo nachalnie dawał się jej we znaki zamęt w umyśle. Chyba powoli uświadamiała sobie bezsens swojej zupełnie nieprzemyślanej decyzji. By nie zostawać sam na sam ze swoimi myślami, zagłębiała się w pracę jeszcze intensywniej niż zwykle.


"Popołudniowy" Olivier wyglądał na skruszonego. Zdawało się, że przez chwilę Teagan podejmie się poszukiwania racjonalnej przyczyny takiego zachowania, jednak po chwili oddała tę walkę walkoverem.


Hank, jak zwykle, nie szczędził jej pochlebstw, jednak te zupełnie już jej spowszedniały. Wcale by ją nie zdziwiło, gdyby nagle zaczął nazywać ją od bogiń i innych bóstw.


Zamęt w umyśle sprawiał, że jej kontakt z rzeczywistością wydawał się coraz to bardziej wątlejszy. Do tego stopnia, że ledwo zauważała zwykle wyraźną obecność Oliviera.


Przytakiwała mu do wszystkiego co powiedział, lecz w ogóle nie docierał do niej sens jego słów. Obecnie znajdowała się gdzieś w samym centrum wylęgarni swoich myśli. "Bezksiężycowa północ umysłu" zdawała się otulać całe jej ciało, utrudniając kontakt z rzeczywistością.


- Spotkałem dziś kosmitę z Saturna z niebieskimi czułkami... no wiesz, tak sobie gawędziliśmy o strukturze pierścieni jego planety. - mruknął, usłyszawszy po chwili dokładnie taką odpowiedź jakiej się spodziewał – nieobecne słowa "Ach tak?"


Teagan pozostawała w takim nastroju do końca dnia. Wciąż chwiała się na pękającej krawędzi emocji.


Z pewnością dziwi fakt, że jedynie Hank był w stanie obudzić ją z tego letargu. Nieświadomie oczywiście, rzucając o kilka słów za dużo.


Dopiero po kilku chwilach do Teagan dotarł wyluzowany ton w słowach Hanka "Wieesz... Chyba nigdy tak naprawdę nie wierzyłem w miłość".


Jakby obudzona z dziwacznego, bardzo długiego snu, z oburzeniem w głosie spytała co więc według niego między nimi jest.


"Myślałem, że jest nam dobrze..." - niemal zaskomlał. Teagan odrazu zrozumiała co miał na myśli ten dupek.


Kontynuował swój monolog, a z każdym jego kolejnym słowem dziewczynę coraz silniej uderzała myśl, że jest idiotką. Cholerną idiotką. Martwiła się uczuciami kupy mięśni, i ze względu na nie zmuszała się do czegoś czego wcale nie chciała. A teraz on tak po prostu spokojnie nawijał, że w zasadzie byłoby super gdyby resztę swojego życia mógł mieszkać przy plaży i surfować, bo przecież "życie to tylko kosmiczny żart."


Po raz pierwszy podczas tej rozmowy spojrzała mu w oczy, mówiąc bez gniewu, lecz ze zniecierpliwieniem w głosie:
- Jak nie jesteś częścią rozwiązania, jesteś częścią kłopotów. Jak nie chcesz być częścią przyszłości, wynoś się do diabła z mojego życia.


To zabrzmiało jak kwestia na zejście ze sceny, to więc uczyniła, już po chwili pnąc się po schodach.


Oli chcąc nie chcąc, usłyszał część rozmowy. Gdy wyszedł już z pierwszej fali szoku, ruszył w kierunku kumpla, rzucając mu kilka słów o tym, że właściwie stopień jego dupkowatości nie mieści się nawet w skali Richtera...


A kiedy kwadrans później otworzył drzwi swojego pokoju, znalazł tam Teagan, pogrążoną w błogim śnie.


Przez chwilę (jednak w myślach, bo tak naprawdę wcale nie chciał jej budzić Very Happy ) niewerbalnie ponarzekał na tą sytuację.


Ale już po chwili, przyglądając się jej śpiącej, sam pogrążył się we śnie na niemożliwie niewygodnym, wiklinowym fotelu.


* * * * * * * * * * * *


Teagan wróciła spowrotem do swojego poprzedniego mieszkania, ale już rozglądała się za kolejnym. Nie była nawet pewna co bardziej ją irytowało – widok czy może zachowanie "skrzata" Jane.


Dziwiło ją, że Olivier sam wychodził z inicjatywą, by wspólnie spędzali czas. Biegał beznadziejnie, lecz pomimo tego oczywistego faktu, co dwa dni stawiał się punktualnie w umówionym miejscu, i choć totalnie zaspany, zawsze trzymał się swojej wersji, że czuje się świetnie.


O wiele bardziej lubiła teraz jego towarzystwo - gdy jej poprzednia strategia życiowa legła w gruzach.


Uhm, a Hank czysto teoretycznie wrócił do swojej byłej.


"Teoretycznie", ponieważ miał już na oku kolejną laskę.


Może i była brzydka, ale dziedziczyła sporą sumkę, dzięki której on mógłby resztę swojego życia po prostu przesurfować...


Teagan starała się przebywać w domu chłopaków tylko pod nieobecność Hanka. Jego widok skutecznie psuł jej resztę dnia...


Wtedy, po prostu patrząc na Oliviera ze swoim maleńkim synem na rękach, myślała sobie, że ma gdzieś, że jest totalnie pokręcony. Coraz mniej dostrzegała istnienie kwestii matki Frankiego. W ogóle przestawało ją obchodzić jakieś "wczoraj" i "jutro".
"Mam świetnego przyjaciela" – powtarzała sobie w myślach, gdy czuła to uczucie.


Grzała właśnie mleko dla małego, gdy przerwało jej wołanie Olivera. Łamiącym się głosem i z wielkimi oczami wskazał palcem na dziecko i powiedział jakby siedział w ławie oskarżonych:
- Hej, musisz mi uwierzyć, ja nic nie zrobiłem!


Teagan podbiegła do malca, mocno go do siebie tuląc. Spojrzała oskarżającym wzrokiem na rudego, wyrzucając mu, że nie powiedział jej kiedy Frankie ma urodziny... ale Olivier już totalnie nie kontaktował. Miał cholernie przystojnego syna... Gaara damn it, jeśli każda dziewczyna w Sunset w przyszłości nie będzie na niego lecieć.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Wto 0:54, 24 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 3 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin