Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Zachowywanie równowagi w przyrodzie... #18 (20.10)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 9:21, 14 Sie 2012    Temat postu:

I znów mi się zrobiły zaległości... Nie wiem, jak Ty to robisz, że tak szybko piszesz i do tego tak świetnie...

Relacja #10 – "Kolorowe słowa."

Szybko ten czas zleciał, dopiero co poznaliśmy Teagan, a ona już ma trzydzieści lat... A swoją drogą oboje ładnie się zestarzeli, co w sumie dość rzadkie u simów. Wiele się wydarzyło, ale muszę też przyznać, że jestem lekko rozczarowana streszczeniem. Tak bardzo liczyłam na to, że opiszesz to, jak w końcu Oli i Teagan się zeszli, a tu nic... Zdjęcia fajne i z grubsza widać, co się działo, ale jednak zabrakło mi opisu tej romantycznej czy też może śmiesznej (znając Oliviera) sceny.

Chłopcy jako nastolatkowie wyglądają niczego sobie, aczkolwiek Mike bardziej mi się podoba niż Frankie, który nadal ma swój urok, no ale to Mike ma w sobie to coś. Chyba przez te włosy Frankiego, które zupełnie nie przypadły mi do gustu...

I wreszcie mamy maluszka w rodzinie, któremu szczęśliwie udało się uniknąć jakże wspaniałego imienia wymyślonego przez tatusia... ale całą radość z narodzin Niko psuje to Twoje zakończenie, no co to ma znaczyć?

Relacja #11 – "Początek schodów, które umykają spiralnie z pola widzenia."

Już sam tytuł brzmi złowrogo... i dalej tylko wszystko się potwierdza... jesteś okrutna! Jak mogłaś jej to zrobić? Kiedy wreszcie zeszli się z Olim, wymyślasz jakąś śmiertelną chorobę, dodatkowe komplikacje i nie wiadomo, co jeszcze... tak się nie robi...

Bliźniaczki wnoszą lekki powiew optymizmu do relacji i sprawiają, że nie jest tak ciężka na jaką się zapowiadała. Jestem bardzo ciekawa, jak ta znajomość się dalej rozwinie.

Nie wiem, czemu ale cały czas wydawało mi się, że w przeciągu tych czterech lat wzięli ślub, tylko po prostu nie miałaś zdjęć, a tu taka niespodzianka. Chociaż w sumie jakoś inaczej wyobrażałam sobie ślub... a tu śmierć prezesa Ćwira i nagłe wezwanie na komisariat... ehh... Caddy naprawdę jesteś okrutna.

Niko jest cudny *-* uroczy *-* słodki *-* i w ogóle... mały aniołek, o! Cieszę się, że Ali jest zdrowa - chociaż jednej kobiecie w relacjach nie dokopałaś i bardzo chciałabym ją zobaczyć jako maluszka.

Mimo mnóstwa rzeczy, o które jestem na Ciebie zła, to muszę przyznać, że obie relacje są świetne. Nawet jeśli sama choroba Teagan mi się nie podoba, to muszę przyznać, że całość genialnie opisujesz i naprawdę można się wczuć w klimat ich życia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 10:12, 14 Sie 2012    Temat postu:

W końcu zebrałam siły na komentowanie. Relację czytałam kilka razy i za każdym odnajduję w niej coś nowego. Nie muszę chyba mówić, że było zachwycająco, genialnie i w ogóle cudownie? Przecież ty dobrze o tym wiesz. Very Happy
Chociaż nie powiem, żeby podobała mi się wiadomość o chorobie Teagan. :| Liczyłam, że przyjdzie jej się zestarzeć u boku ukochanego mężczyzny, oglądać, jak dorastają ich dzieci i generalnie prowadzić spokojny, sielankowy żywot.
Co dalej? Ah, no ślub. Aż chciałoby się zanucić "a miało być tak pięknie". Los nie oszczędza Tea...
Pozostaje jeszcze kwestia bliźniaczek. Nie wiem dlaczego, ale bardziej przypadła mi do gustu Gabriela (podoba mi się jej sukienka Very Happy).
Uwielbiam dzieci (w simsach)! A mały Niko... no cóż, jest taaaki rozczulający. :3
Teraz czekam tylko na urodziny Ali i nagłą wieść o cudownym wyzdrowieniu Teagan. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 15:13, 14 Sie 2012    Temat postu:


Dziękuję. Cóż więcej mogę powiedzieć? Smile


Przepraszam Alex, byłam do tego zmuszona przez wciąż powiększający się kolosalny stos zdjęć. W grze jestem tak daleko w porównaniu z obecnymi wydarzeniami z relacji, że to aż niewiarygodne...
Cytat:
I ta ewentualna śmierć... Aż nie wiem, jak skomentować to, co zrobiłaś...

No cóż, to było tak, że hm... wygooglowałam słowa "zatorowość płucna" i zaczęłam o niej czytać, żeby się doinformować w tej kwestii. Mniej więcej w połowie długiego artykułu zauważyłam małym drukiem napisane czarne słowa: "Najczęstsze powikłania: śmierć". Trzymałam się faktów, stąd nieśmiało zauważę, że to tylko 50% mojej winy... No dobra, 100%, przepraszam... xd
To prawda Rei, jestem bezczelnie destrukcyjna... (w mojej grze z czasem zaczęłam nawet zauważać, że każdy sim, który ma w pokoju lampę z papieru kończy w grobie szybciej niż powinien...). Dziękuję za cudowne słowa. :*
Cytat:
Teraz czekam tylko na urodziny Ali i nagłą wieść o cudownym wyzdrowieniu Teagan. Very Happy

Albo o wieść o jej nagłym zgonie. ^^
Tak w ogóle to od początku chciałam cię jakoś zdrabniać... W jaki sposób bym mogła, żeby ci to za bardzo nie przeszkadzało? Very Happy


Na sam koniec może jeszcze tylko wyjaśnię skąd pochodzi tytuł relacji oraz cytat tuż pod jej koniec. To słowa z poniższego utworu mistrzowsko zagranego przez chłopców: cudownego Mike'a, przeuroczego Phila, tajemniczo-przyciągającego Tony'ego, buntowniczego Steve'a i Petera o cholernie seksownym głosie (którzy dziś już są po sześćdziesiątce). Very Happy
http://www.youtube.com/watch?v=lIGJTPclALY


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Wto 15:16, 14 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 20:34, 14 Sie 2012    Temat postu:

Relacja 12 bonusowa - "Sala balowa złamanych serc"


"Jej serce pokrył kurz
I wcale nie jest jej łatwo.
Ona nie uważa, że potrafi nadal kogoś pokochać.
Tańczy więc samotnie w sali balowej swojego złamanego serca..."




Jane najbardziej lubiła ten czas, gdy wieczór witał się z nocą. Nie było wystarczająco późno na sen, ale dostatecznie późno, by na ulicach nie było już ruchu. O tej godzinie przekręcała klucz w drzwiach księgarni – swojego azylu, do którego uciekała przed całym światem, a potem wracała do domu wolnym krokiem w zupełnej ciszy.


Salon, niegdyś przestronny i jasny, dziś nie był nawet cieniem jego dawnej "świetności". Jane nie podobały się zmiany, które wprowadził jej mąż, ale nigdy się im nie sprzeciwiła. Nie była pewna czy to dlatego, że w pewien sposób było jej to obojętne, czy pragnęła tylko, by ślad po Teagan zniknął całkowicie.


Trudno powiedzieć, by w tym domu kiedykolwiek czuła się jak "u siebie". Nie pamiętała już jak wygląda to uczucie. Jane nie kochała męża, ale czuła mu się potrzebna. Wiedziała, że on jej potrzebuje i to jej wystarczało. Nigdy nie ośmieliłaby się powiedzieć, że jest nieszczęśliwa, ale gdy stąpała po twardej, drewnianej podłodze czuła się obco i nie raz pragnęła, by powrócił kolorowy dywan, który kiedyś wybrała Teagan.


Jedynym nie pasującym tu miejscem było poddasze – które wyglądało w ten sposób dzięki uporowi Zaili, drugiej adoptowanej córki Jane. Nawet Rosaline nie potrafiła się przeciwstawić decyzji o neonowych kolorach na meblach oraz wszechobecnie panującemu tu nieładowi.


Zaila zawsze była żywym dzieckiem i nigdy nie potrafiła usiedzieć w jednym miejscu. A jej zupełnie szczere słowa potrafiły być przyczyną wielu konfliktów... Najczęściej pomiędzy nią, a siostrą – której zresztą wcale tak nie nazywała. Nie były spokrewnione, więc nawet nie czuła takiej konieczności. Dla niej była to po prostu nowa współlokatorka, którą musiała znosić w jednym pokoju, jak to było kiedyś, gdy jeszcze tu nie mieszkała.


I o ile Rosaline nie potrafiła jej znieść, dla Jane była niezbędna w codziennym życiu. Była tym "pierwiastkiem", tą niczym nieskrępowaną wolnością, której nigdy nie posiadała Jane.
"Dzięki niej Jane zachowywała równowagę" – tak właśnie powiedziałaby Teagan.


Której sztalugę zresztą dostała Zaila. Nikt nie wątpił w to, że nie posiada talentu malarskiego, jednak malowanie sprawiało, że jej nigdy nie zamykające się usta wyśpiewywały tylko różne piosenki, zamiast nękać biednych domowników nieustającą rozmową.


Co z kolei było wyjątkowym uprzykrzeniem codziennego życie Rose. Nie znosiła jej wiecznie wesołego głosu, roześmianych oczu i przesadnie ostrych kolorów, które zdawały się wszędzie za nią podążać.


Zdecydowanie wolała towarzystwo ojca (który oczekiwał od niej zwracania się z takim tytułem) i Jane, chociaż tej drugiej może mniej... Tak samo jak nie potrafiła znieść żywiołowości Zaili, nie potrafiła również wytrzymać braku własnego zdania u Jane. Nie darzyła jej nawet gramem szacunku.


Jedyną osobą, u której nie widziała żadnych wad, była ona sama. Jej ulubionym tematem również była jej osoba. Potrafila spędzić naprawdę mnóstwo czasu rozmawiając na swój temat, za każdym razem przesadnie komplementując swoje zalety oraz oczekując potwierdzenia swoich słów wśród innych.


Innym wartym według niej uwagi tematem do rozmów była muzyka poważna i wszystko to, co uważało się za szanowane i wzbudzające respekt.


O ile Ramsey był dumny ze swojej córki, nawet jeśli nie płynęła w nich ta sama krew, to Jane przepełniał smutek na myśl o rzeczywistości, w której żyła ta dziewczyna.


Na porządku dziennym było, by Rose i Zaila hm... utrudniały sobie nawzajem życie. Albo to Rosaline wpadała w histerię z powodu zarysowanego kluczem zdobionego lusterka, albo Zaila tupała i zaciskała ze złości dłonie z powodu zniszczonych farb czy poprzecinanych płócien.


Każdy taki konflikt kończył się interwencją Ramseya i oficjalną prośbą skierowaną do Zaili, by ta wreszcie wydoroślała. Niezależnie od tego czy była to jej wina czy też nie, to Zaila zawsze obrywała. Wystarczyło tylko, by Rose zrobiła niewinną minę i drżącym głosem poprosiła swojego "papę", by ta dziewucha wreszcie przestała ją dręczyć i efekt gotowy.


A Jane nigdy nawet nie próbowała jej bronić, chociaż również uważała, że to aż nazbyt niesprawiedliwe w stosunku do biednej Zaili.


Ale to Rose była "ulubienicą" jej męża. To z Rose spędzał swój wolny czas, to Rose była najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, to Rose była najszlachetniejszą osobą na całej Ziemi i wreszcie, to Rose miała władzę w tym domu...


Natomiast Zaila była "tą, która powinna brać przykład z siostry". Tak jak ludzie potrafią przywyknąć do szczęścia, uważając za coś nienaturlanego, gdy przydarzało im się coś złego, tak ona przywykła do traktowania jak owada, od którego zwykle się odpędza. Zaila wiedziała, że Jane uważa ją za wartościową, ale prawdę mówiąc patrzyła na to z przymrużeniem oka, skoro nawet ona nie miała dla siebie za wiele szacunku...


Żyjąc z tak niską samooceną, nawet nie przeszkadzało jej, że Frankie nie zwracał na nią zbytniej uwagi, gdy ona darzyła go szczerym i niewinnym uczuciem. Według jej dziwnych schematów rozumowania było zupełnie naturalnym, by Rose była od niej bardziej interesująca. Charakter miała okropny, ale poza nim zazdrościła jej wszystkiego innego – również żywego zainteresowania w oczach Franka.


Nigdy jednak na to nie narzekała. Wystarczała jej świadomość, że gdy on był smutny czy przygnębiony, to przychodził do niej. Była najszczęśliwszą osobą na świecie, gdy widziała, że znów wraca mu dobry humor, i to za jej sprawą. Była w tym mistrzem.


Żyła więc, w pewien sposób za nim podążając – zawsze będąc o krok, jednak nigdy dostatecznie blisko, by poznali się naprawdę dobrze. Nigdy na tyle blisko, by mogła nazwać go swoim przyjacielem...


Byli jednak "kumplami" – ona, on i jego brat. Znajomymi, którzy czasem spotykali się większą grupą na ognisku, lub dotrzymywali sobie rozrywki na niemożliwie nudnych lekcjach. Cuahli nie chodziła do ich klasy, więc Zaila korzystała z tych cudownych chwil, gdy ona i Frankie świetnie się razem bawili podczas 45 minut, rozdzielanych tylko przerwami szkolnymi.



__________________________________________________________
A jak właściwie doszło do zawężenia, jeśli nie do całkowitego zaniku kontaktu pomiędzy Jane i Teagan?



To stało się już na drugim obiedzie, na który Jane zaprosiła Teagan i Oliviera. Cóż... Olivier nie należał do osób, które potrafią trzymać język za zębami, gdy coś im nie pasuje, więc szczerze oznajmił Rosaline, że jej zmanieryzowanie, egoizm i arogancja przeszkadzają mu w delektowaniu się szarlotką, nad którą Jane pracowała z Zailą u boku, gdy ona z pewnością przyglądała się sobie w lustrze...
Rose szybko pojęła, że najlepsze efekty da udawanie przestraszonego atakiem, ale także dogłębnie urażonego niewiniątka.


Wciąż milcząca Jane przetarła usta chusteczką, spokojnie wstała od stołu i przemierzyła cały pokój, rzucając spojrzenie Rosaline, która była już bliska od wymuszenia łez ze swoich biednych kanałów łzowych.


Po czym obudziła się w niej bestia, a może raczej instynkt macierzyński, bo obrzuciła go tak gorzkimi słowami, że biedny Olivier zwiesił głowę jak mały chłopczyk, którego skarcono za wejście w zabłoconych butach do domu. Wtedy wkroczyła Teagan, oburzona jej postawą i przy okazji przyznając rację mężowi.


Cóż... kto wie jakby to wszystko się skończyło gdyby nie interwencja Ramseya, który zupełnie opanowanym głosem oznajmił Olvierowi, że był zaszczycony jego obecnością podczas wspaniałego obiadu przygotowanego przez jego czcigodną małżonkę, lecz rad byłby również gdyby ten zrobił mu tę przyjemność i zakończył wizytowanie w jego domu.


Olivier dopiero po krótkiej chwili zrozumiał bełkot stojącego przed nim faceta w paskudnej marynarce. Parsknął śmiechem i rzucił tylko: "Aaa... rozumiem! Wyrzucasz mnie stąd" po czym nazjwyczajniej w świecie wyszedł w milczeniu, chwytając po drodze Tea za rękę.


Minęło trochę czasu zanim Teagan całkowicie wybaczyła mu tamto nieprzyjemne zajście, jednak musiała przyznać, że całkowicie zgadzała się z jego słowami. Miała jeszcze ochotę dodać, że cała ta rodzina żyje w schizofrenicznym świecie, ale te słowa nigdy nie zabrzmiały przyjmując dźwięk jej głosu... Teagan nigdy nie wybczyła sobie, że nie wyrwała Jane z chorego impasu, który sama sobie stworzyła. Zawsze jednak zastanawiała się jakby wyglądało jej życie, gdyby to zrobiła...


"Jej serce pokryła rdza...
I wcale nie jest jej łatwo.
Czuje żar ognia, ale on nigdy nie parzy jej wystarczająco mocno, by coś zmienić
Jej przeszłość jest także jej teraźniejszością i szepcze "Nie jesteś wystarczająco dobra."


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Wto 21:04, 14 Sie 2012, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 12:51, 15 Sie 2012    Temat postu:

Po prostu świetne!

Od Zaili bije wcześniej niespotkana przeze mnie bardzo pozytywna energia, fajnie by było, jakby związała się z Frankie'im, lub Mike'em. :> Jej siostra.. nie przypadła mi do gustu, możliwe, że ze względu na jej (bynajmniej tak wydawający się) arogancki charakter. Nie miej jednak dobrze, że Jane zbudowała jakąś rodzinę. Ale.. czemu nie pozwolisz jej być jeszcze szczęśliwszą?! Nie znalazła jeszcze żadnej kobiety? A może była zakochana w Teasi? oo' Sytuacja na końcu relacji.. jest dosyć dziwna, Jane całkiem ok się zachowała, broniła córki, ale tak jak stwierdziła Tea - Oli miał całkowitą rację. Wink

(zbaczając z relacji - pograj później i Mike'em troszkę, ma taką uroczą buźkę, i te oczy! *-* )


to co... może tak nowa relacja? Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 14:32, 15 Sie 2012    Temat postu:

Cycu, bardzo fajnie, że napisałaś o Jane ( z przyzwyczajenia znowu prawie napisałem Jean). Jane ma bardzo fajną rodzinkę, szkoda, że jest taka zamknięta w sobie i nie potrafi niczego zrobić sama, a nawet nie wyraża własnego zdania.
Ma śliczne córki, nawet ta ruda, nie jest brzydka, ale brunetka lepsza.
Szkoda, że taka zarozumiała, ale jak ma się taką buźkę można wszystko. Urwałaś jej relacje z Teagan, bo flirtowała z Olim... (boże, już nie pamiętam, jak miał na imię, więc nie wiem czy dobrze napisałem)...
Ich dom jest straszny, taki ciemny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 17:26, 15 Sie 2012    Temat postu:

Dziękuję za komentarze :*

Cytat:
Urwałaś jej relacje z Teagan, bo flirtowała z Olim...

Próbowała flirtować, bo Olivier się wkurzył... I oj, cicho! Trzymajmy się oficjalnej wersji ;P

Mat, a wiesz, że się zastanowię nad "bonusem" w rodzaju relacji o Mike'u? Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Śro 17:28, 15 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 20:23, 15 Sie 2012    Temat postu:

Pomysł z opisaniem codzienności Jane bardzo przypadł mi do gustu. :3 Nie sądziłam, że ona żyje w takim zamkniętym, klaustrofobicznym jak dla mnie świecie. Nie powiedziałabym, że wszystko z nią okej... Wygląda to tak, jakby wmówiła sobie, że skoro nie może być szczęśliwa u boku Teagan, życie rodem z poradnika dla pań - piękny, duży dom, kochający mąż i dwójka dzieci - pomoże jej znaleźć szczęście. Do ideału brakuje chyba tylko białego płotka i golden retrivera.
Jak tylko zobaczyłam Zalię doszłam do wniosku, że zostanie moją ulubioną postacią, zanim cokolwiek o niej przeczytałam. Później tylko umocniłam się w tym przekonaniu. Z kolei narcystyczna Rose działała mi na nerwy, ale to nie przeszkadzało mi w polubieniu jej.
Zalia ma taką słooodką buźkę! Jak dla mnie, jest stokrotnie ładniejsza od swojej, hm, siostry. No i ma przyjemniejszy charakter.
I zdecydowanie jestem za związaniem Frankiego z Zalią. Awwww, słodka byłaby z nich para. ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 15:23, 16 Sie 2012    Temat postu:

Nie znoszę Rose.. wredne dziewcze.. -.-
Zaila jest świetna! I ma super różowe końcówki! Swoją drogą z Frankiem wyglądają jak rodzeństwo, więc jeśli by się związali... to by było dziwne.
Biedna Jane... Szkoda mi jej, niby wszystko ma, ale na screenach wygląda strasznie ponuro... W dodatku straciła kontakt z ukochaną...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 21:17, 16 Sie 2012    Temat postu:

Ciekawy pomysł z relacją bonusową, a w dodatku taka ładna nazwa, i tak fajny cytat na wstępie... Wszystko ładnie i pięknie, a ja jestem z siebie dumna, że wreszcie doczekałam w dnia, w którym mam u Ciebie tylko jedną zaległą relację ^^

Miło, że wspomniałaś o życiu Jane, fajnie ubarwiała początkowe relacje. Tylko szkoda, że tak potoczyło się jej życie. Trudno nie przyznać, że sporo w tym jej winy, ale i tak... Stłamszona i zamknięta w domu, którego nie lubi, a który wypełniony jest jej nieszczęściem... Nie dość, że Ramsey, to jeszcze Rosaline z okropnym charakterem.. Jedynym jaśniejszym promyczkiem jest Zaila, która w nosi to szare życie powiew świeżości i optymizmu. Cieszę się, że znalazła wspólny język z chłopcami. Pasuje do Frankiego, ale skojarzyli mi się raczej z dobrze dogadującym się rodzeństwem, ewentualnie świetnymi kumplami... Ale nie pogardziłabym w sumie też czymś bardziej romantycznym ^^

Przyczyna zaniku konfliktu... Cóż, można było się spodziewać czegoś takiego po Olivierze. Trudno też nie przyznać mu racji. Szkoda mi tylko Jane, która żyje w "schizofrenicznym świecie" i Teagan, która nie potrafi sobie wybaczyć, że nie zareagowała na tę chorą sytuację... Ale przecież jest jak jest i nic się na to nie poradzi.

Bardzo mi się podobało- jak zawsze zresztą- i czekam na kolejne relacje. Czy to zwykłe (jeśli w ogóle można tak powiedzieć o Twoich relacjach), czy bonusowe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 21:32, 16 Sie 2012    Temat postu:

Ale fajnie, że napisałaś o Jane. Sporo się u niej pozmieniało od ostatniej wzmianki. Szkoda, że w większości ma smutną minkę. Powinna móc powiedzieć głośno że nie jest szczęśliwa. Ale niczego nie mówi głośno. Zaskoczyło mnie to, że naskoczyła na Oliviera, kiedy ten powiedział prawdę o Rose (może trochę za ostro, ale tak, to była prawda). Teraz dziewczyna naprawdę będzie sądziła, że wszystko jej wolno, skoro nawet wiecznie milcząca matka staje w jej obronie. Co do Rose - jest ładna, szkoda że zepsuta. Nie mogę powiedzieć, że głupiutka. Ona ma wszystko przemyślane, na dodatek doskonale manipuluje ludźmi. Zastanawiam się, czy wyrosłaby na kogoś innego, gdyby w domu panowała atmosfera miłości, gdyby Jane wyszła za kogoś kogo kocha (i gdyby to nie była Tea) itd. Może wtedy byłaby mniej zimna. Jedyną osóbką, która nie pasuje do jej małego królestwa jest Zaila. Jest przeurocza, podbija serce od pierwszego wejrzenia. Spodziewałabym się, ze jest osóbką lekko roztrzepaną, pełną optymizmu i wiary w ludzi, dlatego dziwię się, że Rose i w ogóle całej rodzinie udało się zniszczyć jej poczucie własnej wartości. To bardzo nie fair. Spokojnie mogłaby zauroczyć każdego chłopaka. Chyba, że ten szukałby dziewczyny zimnej, która jest gotowa powiedzieć mu wszystko, podnosić jego ego, która manipulowałaby nim kiedy miałby tego świadomość. Frankie niekoniecznie pasuje mi do tego opisu (no może poza ego ^^). Szkoda, że z nim nie była. Mam nadzieję, że to nie będzie taka miłość, jak jej matki do Teagan. Liczę, że to tylko pierwsze zauroczenie. Strasznie podobało mi się, jak ujęłaś relacje między nimi. Uwielbiam to w Twoim sposobie pisania. I jeszcze co do ostatniej sceny: boskie były kontrasty. Po pierwsze sposób mówienia. Ramsey jest nieco zbyt "literacki", to pretensjonalne, szkoda, że tego nie zauważa. No i strój. R. w wyszywanym garniturze i Oli ze swoją bluza i skórą na luzie. I uwielbiam Oliviera w tym zestawieniu. Przynajmniej ceni prawdziwe wartości i nie stara się być kimś na siłę. Tak. To tyle. Wybacz mi ewentualne zagmatwania, ale mój mózg miał dzisiaj za dużo wrażeń i już się przełączył na tryb nocny Wink Napisz szybciutko znowu, uwielbiam czytać Twoje teksty

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:49, 18 Sie 2012    Temat postu:

// przepraszam za nagłe zniknięcie skina... niedługo wróci.


Relacja 13 - Synestezja



"Sześć miliardów nas łażących po tej planecie, sześć miliardów mniejszych światów na większym.


Obwoźni sprzedawcy butów i kucharze w jadłodajniach, którzy z zewnątrz wyglądają na nudziarzy...


Niektórzy z nich żyją bardziej niesamowitym życiem niż ty.


Sześć miliardów opowieści, każda jak epopeja, pełna tragedii i triumfów, dobra i zła, rozpaczy i nadzei.


Ty i ja... nie jesteśmy tacy nadzwyczajni, bracie."


__________________________________________________________



Oliver z dumą wpatrywał się w twarzyczkę swojej małej dziewczynki, jak zwykł ją nazywać. Przez ostatni rok Ali bardzo urosła. Takie same pozostały tylko urocze rumieńce na jej policzkach i szmaragdowe tęczówki. Wszystko inne rozpłynęło się w odmętach przeszłości...


Teagan pokonała chorobę. Jednak z jej powodu wiele straciła: przez okrągły rok znosiła wiele zakazów lekarza. Była praktycznie odizolowana od świata, zamknięta w hermetycznym świecie, którego największą atrakcją był półgodzinny spacer na świeżym powietrzu. Miała ogromne oparcie w mężu i często zastanawiała się jakby przetrwała wszystko bez niego. Nie pamiętała już jak wygląda codzienność bez jego obecności.


Zamknięcie, nazwane fachowo "oszczędzaniem siebie" oznaczało również całkowitą rezygnącję z pracy. Jednak teraz, gdy lekarz zalecił jej "stopniowe wracanie do formy", wykorzystała okazję by szybciutko wrócić także do tej czynności. Nie chciała już wracać do biznesu, kierowana różnymi obawami...


Również na tym polu nieocenioną pomocą wykazał się Oliver. W błyskawicznym tempie załatwił jej posadę szkicownika na komisariacie, kierując się dwiema podstawami: rysowanie stało się dla niej formą terapii, a przy okazji mógł ją mieć na oku, jeśli pracowaliby w tym samym budynku. Teagan nie zauważyła podstępu i wpadła w jego zasadzkę szybciej niż możnaby się tego po niej spodziewać. A może po prostu pragnienia ich obydwu były ze sobą zgodne?


Frankie przechodził jak do tej pory, najbardziej nieprzewidywalny okres w jego życiu (i tym samym najbardziej fascynujący dla niego samego). To oznaczało również różnokolorowego irokeza, zauroczenie w kredce do oczu, a pewnego dnia wytatułowanie sobie sporej ilości swojego ciała...


Za to ostatnie Olivier świecił oczami przed Teagan przez dobre kilka tygodni... Och, w końcu oczywiście puściła to w niepamięć, ale nigdy nie przyznała się obydwojgu jak cholernie podobały się jej wtedy te tatuaże... Wyobrażała sobie jak cały jej respekt u Frankiego burzy się jak domek z kart, niosąc za sobą lawinę następstw, więc decydując się zachować środki ostrożności powstrzymywała swój entuzjazm.


Podczas minionego roku wielokrotnie ona i Oliver łamali zakazy jej lekarza prowadzącego dotyczące "bezwzględnego zakazu zmian temperatur o więcej niż pięć stopni Celsjusza", przesiadując w środku nocy na trawie pokrytej rosą. Obydwoje szybko doszli do wniosku, że pięć czy osiem stopni nie robi wielkiej różnicy, a chwile w ten sposób spędzone razem są tego warte.


Oliver miał dwie śmiertelnie poważne obsesje w życiu: pierwszą była jego ukochana żona, a drugą rozkoszna córeczka. Nie wyobrażał sobie, by mógł żyć bez którejś z nich... Kilkukrotnie rozpoczynał nawet dyskusję, której głównym celem były słowa "Teagan, jeśli nie dasz mi umrzeć pierszemu, to po prostu pęknie mi serce". Ona traktowała to zdecydowanie mniej poważnie niż on, za każdym razem uciszając go pstryczkiem w nos i słowami płynącymi z głębi serca, które wywoływały przeurocze rumieńce na jego jasnej cerze:
"Kocham cię."


Wracając jednak do wspomnianej "rozkosznej córeczki"... Cóż, prawdy zdawał się nie dostrzegać tylko Oliver. Doprawdy, kto raz poznał Ali, nigdy nie odważyłby się nazwać ją "rozkoszną". Frankie dodał jej nawet przydomek "diabła wcielonego".


Nie chodzi o to, że była złym dzieckiem... Jednak jej charakterek, tak intensywnie dostrzegalny już w pierwszych latach życia, rokował naprawdę ostrzegawczo, biorąc pod uwagę przyszłość... Dąsała się, gdy Oliver nazywał ją "małą księżczniczką"'; gdy dostawała coś choćby cieniem przypominającego dziewczęcy przedmiot oraz gdy karmiono ją zupkami zamiast marchewkowym przecierem i ziemniakami polanymi sosem słodko-kwaśnym, koniecznie ze świeżym koperkiem na wierzchu.
(wygląda tu jak główna bohaterka z "Za wszelką cenę" ^o^)


Jedynym, który potrafił rozweselić małą, gdy zaczynała "focha wiekuistego, amen", był oczywiście jej ukochany tatuś.


Któregoś dnia zaczęła nazywać go, dodając "baka" do słowa "dada". "Baka dada". Cóż, wszyscy traktowali to jako dziecięcy bezsensowny bełkot, dopóki któregoś dnia wyraźnie rozbawiony zgodnością tego słowa z charakterem Olivera, Mike oznajmił wszystkim poza głównym zainteresowanym, że "baka" to japoński odpowiednik słowa "głupi".


Autobus szczęśliwie został kilkukrotnie unieszkodliwiony przez duet Cuahli-Frankie. Naprawiano go jednak już po kilku pierwszych dniach. Z czasem, gdy Cuahli przeniosła się do szkoły z internatem, Frankowi przestało zupełnie zależeć na tej rozrywce. Uważał, że to już nie było to samo, więc nie szykował kolejnych "mini zamachów", o czym nie wiedział przerażony kierowca, wiecznie oczekujący nagłej awarii...


W ogóle na wielu rzeczach przestało mu zależeć do czasu gdy oswoił sie z myślą, że będzie widywał się z Cuahli tylko przez miesiąc w całym długim roku... W końcu jednak wziął się w garść i podciągnął nawet z fizyki, z którą ze wzajemnością się nie znosił.


Aż w końcu, ku zdziwieniu nauczycielki, nastał dzień, gdy otrzymał zacne 4 z egzaminu. Ta co prawda nieufnie podeszła do tej sprawy, ale gdy nie mogła doszukać się żadnych oznak ściągania, była zmuszona do podpisania się na jego teście, mamrocząc pod nosem, że chyba pomyliła testy Hedwigów...


Och, a "w nagrodę" Frankie otrzymał darmowe lekcje prowadzenia... Udając zadowolonego, klnął w myślach na ojca, wreszcie rozumiejąc dlaczego Teagan nie miała nic przeciwko jego nocnym przejażdżkom z Cuahli. Po prostu nic jej nie powiedział... A teraz on był zmuszony udawać amatora, żeby przypadkiem nie dostać zakazu jazdy. Dzięki, tato.


Gdy oni byli poza domem, Oli aż zacierał łapki na myśl, że nauczy swoją małą dziewczynkę kilku interesujących słów. "Mózgi" już go nie interesowały, ale za to "ambiwalencja", "kontrefekt", "paralela" czy "konfabulacja" były aż nazbyt kuszące.


Niestety Ali nie miała ochotę współuczestniczyć w jego planie "moja mała dziewczynka jest inteligentniejsza od wszystkich innych dzieci świata", więc w ramach protestu zamykała buźkę na kłódkę lub wymawiała kilka łacińskich słów, które zasłyszała od Mike'a, który uczył się na egzaminy końcowe z łaciny...


No właśnie: przed Mike'im rozpoczynała się nowa droga. A może ta sama, tylko ścieżka nagle skręcała? W końcu nie od niedawna miał w planach studia medyczne.


Tea była kompletnie załamana, gdy dowiedziała się, że zamierza wyjechać już w tydzień po swoich urodzinach. Przy każdej napotkanej okazji ściskała go mocno, za każdym razem ze łzami w oczach komentując jego wzrost i rozmiar mięśni. Jeszcze tak niedawno był jej małym chłopcem...


Frankie już snuł plany o "wspólnym wędkowaniu" w mieście, gdzie miał wyjechać na studia, licząc tylko na chwilową ucieczkę od Sunset Valley i dobre piwo...


Samemu Mike'owi nie łatwo było z myślą wyjazdu, jednak tylko ta słusznie podjęta decyzja mogła przybliżyć go do spełnienia marzeń, które rosły w nim już w dzieciństwie.


"Twój brat będzie ratował życie ludzi, maleńka" – szeptał do Ali, tym samym przygotowując się na ostateczne pożegnanie z jego "ulubionym charakterkiem" w tym domu.


________________________________________________________



Na dzień wyjazdu Mike'a Teagan przygotowywała wszystkie jego ulubione dania, mając zamiar później upchnąć to co zostało do jego torby.


Tak mijał ich ostatni tydzień spędzony w ten sposób. Wspólne posiłki, trochę za dużo sosu klonowego na naleśnikach...


Plany Franka związane ze sceną, ulatujące z niego w powietrze pachnące świeżymi kwiatami...


Po prostu najzwyklejsza i najcudowniejsza codzienność w kolorze wschodu słońca i ciepła jego promieni.


Teagan naprawdę była szczęśliwa z powodu toru jakie obrało jej życie. Emanowała radością, jakiej nigdy dotąd nie czuła, o jakiej nigdy nie marzyła. To co prawda było widocznie bezspornym, swoistym "zaburzeniem równowagi w przyrodzie" i musiało wkrótce się zmienić czy ktokolwiek z Hedwigów tego chciał, czy też nie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Sob 2:09, 18 Sie 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mâttéo.
Moderator
Moderator


Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 1024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mazowsze
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 11:48, 18 Sie 2012    Temat postu:

Amazing! Very Happy

haha, Oli w blond włosach z rudymi brwiami i brodą.. świetne. xd Ali to taka słodka kruszynka. Frankiemu.. nawet pasuje ten irokez. nie mam kompletnej siły napisać coś więcej, przepraszam. Lecz wiedz, że z niecierpliwością czekam na następną relację! Podpis pod zdjęciem Teasi jest zastanawiający, nie każ mi czekać długo, puszeczko. :*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Matryoshka



Dołączył: 23 Lip 2012
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Paris, France
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 12:37, 18 Sie 2012    Temat postu:

Zauroczyły mnie zdjęcia widoczków z początku relacji. *-* Można powiedzieć, że ledwo zaczęłam czytać relację, a zalazłam się w niebie, o. :3
Później tylko się w nie... hm, zagłębiałam. Nic na to nie poradzę, że tak uwielbiam twój styl pisania. Czytanie każdej relacji, nawet takiej jak ta (a może "szczególnie takiej jak ta"? ciężko się zdecydować), o sielankowym życiu rodziny Hedwigów to dla mnie sama przyjemność. Eh, właściwie fajnie, że wszystko się ułożyło, mogłoby tak zostać. Nie wiem, co knujesz, ale niech to nie będzie nic strasznego... :hamster_smile:
Blond nie pasuje mi jakoś do Olivera, przywykłam do jego rudej czupryny. Oczywiście w ładnemu we wszystkim ładnie i nie prezentował się w żaden sposób źle... no ale no. ;D
Zakończę stwierdzeniem, że Frankie i jego irokez są nieziemscy (bo ciężko się komentuje próbując utrzymać w prowizorycznych ryzach trójkę szalejących kotów)! I... nie trzymaj nas w niepewności zbyt długo... ; c


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 18:29, 19 Sie 2012    Temat postu:

Drugi raz z rzędu udaje mi się komentować tylko jedną Twoją relację, robię się w tym naprawdę dobra Cool

Zacznę od tego, że szczerze zauroczyły mnie pejzaże z początku relacji, w dodatku idealnie dobrałaś kolory czcionek, co wywołuje świetne wrażenie. Patrząc na takie widoczki wiem z całą pewnością, dlaczego nie powinnam próbować brać udziału w konkursie fotograficznym ^^

A sama relacja... Miła i pełna rodzinnego ciepła. Lubię takie odcinki w Twoim wykonaniu, mają niezaprzeczalny urok. Przede wszystkim ogromnie cieszę się, że Tegan udało się wygrać z chorobą. Momentami byłam już naprawdę pełna czarnych myśli, choć z drugiej strony nie potrafiłam uwierzyć, że naprawdę mogłabyś zrobić jej coś złego... Chociaż, tak między nami, nadal obawiam się, czy przypadkiem nie strzeli Ci do głowy coś głupiego... Ale to tam...

Lepiej skupię się na Ali, właśnie tak. Takie małe diabełki wzbudzają ogrom ciepłych uczuć. Oczywiście mam na myśli dzieci z charakterkiem, a nie po prostu fatalnie rozpuszczone, bo to dwie różne sprawy. Dziewczynka jest genialna i nie dziwię się, że jest córusią tatusia. Bardzo ciekawi mnie, co też z niej wyrośnie.

Mike wyrósł, i to wyrósł na przystojnego, inteligentnego i ułożonego człowieka. Życzę mu jak najlepiej. Frankie zaś przechodzi naprawdę ciekawy okres. Sama się sobie dziwię, ale muszę stwierdzić, że pasuje mu ten irokez. Do tatuaży jestem może mniej przekonana, bo żeby od razu w takich ilościach... No ale niech każdy wygląda tak, jak chce, o. I właśnie to próbuję sobie wmawiać, kiedy widzę te blond włosy Oliviera. Ale jest ciężko. Bardzo ciężko. Ja chcę ruuuuudy! Blond jestem skłonna zostawić tylko Teagan i koniec. Ale co ja mogę...

A, wróć, coś tam mogę. Mogę powiedzieć, że napisałaś naprawdę fajną, ciepłą relację, ale oczywiście nie mogłaś sobie podarować tej niepokojącej końcówki... Bo przecież stałoby się coś, jakby relacja od początku do końca była pogodna, prawda? Uch... Ale niech Ci będzie, przecież i tak będę zaczytywać się Twoimi relacjami


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 7 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin