Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Wieczne Dziecię. [15.05.2010]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Saga o Cerrellich
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:21, 09 Maj 2010    Temat postu: Wieczne Dziecię. [15.05.2010]

1. Akcja utworu dzieje się dobre kilkadziesiąt lat po akcji z RC. Autorka pisała to, przyjmując, że czytelnik zna wyżej wymieniony utwor. Na wszelki wypadek jednak ogólne wyjaśnienie pojawia się w "Słowem wstępu".
2. To FS jest ALTERNATYWNĄ wersją przyszłości, na zasadzie "co by było, gdyby...". Akcja RC potoczy się inaczej, chociaż główny bohater jak najbardziej się tam pojawi.
3. Tekst może być zagmatwany, dziwny, niejasny, ale Autorka śpi i nie myśli. W razie czego, z chęcią wytłumaczę wszelkie niejasności.


***


Słowem wstępu.

Wszystko osiągnął dzięki nazwisku.
Ród Cerrellich słynął już ze swoich ponurych tradycji. Z pokolenia na pokolenie chłopcy - a tylko oni rodzili się w tej rodzinie - przejmowali tron Cesarza Zła, stając się nieoficjalną władzą Sunset Valley. Zwyczaj ten zapoczątkowany został wiele, wiele lat temu i nic nie wskazywało na to, żeby miało się to skończyć.

Dłuższa przerwa nastąpiła w chwili, gdy Nicolaus Cerrelli został pozbawiony tronu i wygnany z Organizacji. On i jego potomstwo bynajmniej nie planowali rozstania na zawsze - wiedzieli, że prędzej czy później ich ród dostanie władzę z powrotem. Do tego czasu czynili staranne przygotowania, czekając na tego, który przywróci im dawne przywileje.
Osobą, która tego dokonała, był prawnuk Nicolausa - Marcus Cerrelli.
Miasto znów zyskało drugiego władcę, który, co stwierdzano z pewnym niesmakiem, był zdecydowanie bardziej aktywny niż stary, umierający już od dobrych paru lat prezydent. Chociaż członkowie Organizacji nieraz posuwali się do przerażających mordów, Marcus pilnował, żeby nie posuwali się za daleko. A przede wszystkim, nie krzywdzili bez potrzeby.
Był to władca bardzo kontrowersyjny. Choć wyznaczono wysoką nagrodę za złapanie go żywego bądź nie, wielu ludzi miało obawy, czy to aby na pewno słuszne wyjście...

Kryzys nastąpił przy zdarzeniu, nazwanym Buntem Alareana.
Alarean Leyer był podwładnym Cerrelliego, zwanym też Superłotrem. Wszyscy wiedzieli, że ci dwaj przyjaźnią się od dziecka. Cesarz ufał mu, czyniąc go swoją prawą ręką i powierzając wiele delikatnych spraw. Tego jednak Alareanowi było za mało.
To właśnie on winny był śmierci władcy i otwartej wojny między zdrajcami, a stronnikami dawnego porządku. Choć ostatecznie ród Cerrellich znów wrócił do władzy, nic nie było takie samo, jak wcześniej...

***

Marcus Cerrelli miał dwóch synów. Młodszy z nich, Falvel, poświęcił się karierze politycznej, początkując "boczną linię Cerrellich" - jego potomstwo bowiem nie mieszało się zbytnio w sprawy Organizacji, wybierając karierę wedle własnego upodobania. Jego brat zaś, Saelin Cerrelli, został następcą ojca - i to jego właśnie potomstwo dziedziczyło tron i przywileje "szlachty zła".
Klaus Cerrelli, jako prawnuk Marcusa ze strony Saelina, był właśnie jednym z nich.
Problem polegał na tym, że nie miał zamiaru gdziekolwiek królować.



Rozdział I.

Kochał ten dom.
Po opuszczeniu starej willi Cerrellich, gdzie od pokoleń mieszkała jego rodzina, ten w gruncie rzeczy brzydki domek był istnym rajem.
Ta jednoosobowa chatka stała na obrzeżach Sunset Valley, niedaleko plaży. Nadawała się do gruntownego remontu - póki co jednak musiał zadowolić się marzeniami. Nie chciał przyjmować niczego od swojej "rodziny".

Wiedział, że kiedyś osiągnie swój cel. Póki co, widok z okna rekompensował wszystkie niewygody.




Ten pamiętny dzień, gdzie początek miała cała historia, zaczął się niespecjalnie ciekawie. Wyglądało na to, że spędzi go dosyć leniwie - jedyne wyjście planował na godzinę czternastą, kiedy miał stawić się w pracy, aby donieść nieco spóźnione sprawozdanie z Sąsiedzkiego Maratonu Grillowania.
Od kiedy uciekł od swojej rodziny, z pasją oddawał się karierze dziennikarskiej. Zarabiał grosze, jednak spodziewał się szybkich awansów. Oczyma wyobraźni już widział siebie, przedstawianego jako dziennikarza roku, a może i całego dziesięciolecia.
Taak, kiedyś będę sławny... - oświadczył sobie, przeglądając od niechcenia gazetę.




Z domu wyszedł punktualnie.
Nieco zmieszany spojrzał na nowy, pachnący jeszcze samochód - prezent od rodziny, ostatni, jaki przyjął. Niedługo potem pokłócił się z nimi wszystkimi i opuścił ich dom...
Nie powinienem go zatrzymywać - stwierdził, chociaż wiedział, że i tak go nie odda. Takie autko zdarzało się raz na milion...

Dokładnie o trzynastej pięćdziesiąt osiem wszedł do budynku wieżowca, gdzie, między innymi, mieściła się redakcja gazety "Wieści z Sunset Valley".




Wyszedł po dwóch godzinach, nieco znużony, ale bardzo z siebie zadowolony.
Choć cały czas zachowywał skromną minkę i nieco samokrytyki, wiedział, że za to sprawozdanie otrzyma same pochwały - jak zwykle. Bądź co bądź, piórem posługiwał się nadzwyczaj zręcznie - wielu twierdziło, że odziedziczył to po babce Renatte. Jego samego niezbyt to interesowało - pisanie było dlań po prostu rozrywką, połączoną ze szybko wzrastającymi zyskami. Zresztą, nie tylko to potrafił...




- Klaus!
Na dźwięk tego głosu, automatycznie zaklął w myślach.
Tylko nie Michael...

Chociaż stanowczo oświadczył, że nie ma zamiaru przejmować tronu, Organizacja i tak od czasu do czasu wyciągała w jego stronę swoje chciwe łapki, wykorzystując go w zgoła innym celu.
Od jakiegoś czasu interesowano się bowiem wszelkimi istotami nadprzyrodzonymi. Wszystkie cmentarze w Sunset Valley zostały już dawno starannie przebadane - a zamieszkujące je duchy tajemniczo zniknęły.
Kiedy "wyczyszczono" już teren miasta, zaczęto interesować się stworzeniami z zagranicy. Właśnie tu wkraczał Klaus - miał on za zadanie sprowadzać je dla Organizacji, albo zebrać dokładne informacje o nich, by następnie podać je swoim pracodawcom. Robił tak najczęściej z bardziej niebezpiecznymi okazami. Wtedy sami łapali je w pułapkę, jego wynagradzając za same informacje.
Od jakiegoś czasu unikał i tej roboty. Wyglądało jednak na to, że nie dadzą mu tak łatwo spokoju...




- Jak się masz, stary przyjacielu?
Michael powitał go z przyklejonym, jakże serdecznym uśmiechem, którego Klaus nie miał zamiaru odwzajemniać.
- Czego chcesz? - warknął.
- Ej, ej, spokojnie... Nie musisz się tak denerwować.



- Jeżeli znowu chcecie mnie wciągnąć w jakąś robotę... - Klaus spojrzał na niego ze złością, jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie życzy sobie jego widoku. Michael jednak nie miał zamiaru zrażać się tak łatwo.
- Cóż, przyznaję, trafiłeś. Ale spokojnie. Tym razem nie będzie żadnych grożących wybuchem rakiet.




Zupełnie zignorował to, że jego rozmówca robi coraz to groźniejsze miny. Dostrzegł dobrze mu znany błysk ciekawości w oczach Cerrelliego. Wiedział, że jest jeszcze szansa na przekonanie go.
- Obgadajmy to w Restauracji...




Klaus westchnął. Musiał uznać wygraną swej własnej ciekawości.
- Niech ci będzie.




***


Restauracja "Pod Skrzydłem Organizacji" była otwarta tylko dla podwładnych Cesarzy Zła oraz ich sojuszników. Było to dla nich jedno z najbezpieczniejszych miejsc - tu mogli porozmawiać spokojnie, bez obaw, że ktoś ich podsłucha, a przy okazji zjeść coś smacznego.




- Kiczowate są te nowe kwiaty, nie uważasz? - rzucił pogodnie Michael.
- Przejdź do rzeczy, jeśli łaska.
Pierwszy mężczyzna westchnął, odwracając się powoli w stronę przechodzącego obok kelnera.
- Ej, ty! Dwie kawy i ciasta do tego!
Nie upewnił się, czy kelner usłyszał, od razu odwracając się do rozmówcy.
- No. To przejdźmy do rzeczy...




- Zaufana osoba podała nam ciekawą informację. Twierdzi, że po Champs Les Sims kręci się potężna istota z gatunku widm. Wiesz, co to oznacza, prawda?
Klaus drgnął.
Wiedział, o jaką rasę chodzi. Jak każdy z Cerrellich zdawał sobie sprawę z istnienia Gaju - tajemniczego miejsca, gdzie po śmierci trafiała większość dusz. Strażnikami ich były caelshe - potężne istoty, przypominające ludzi, choć mające lisie uszy i ogon. Taką istotą była jego babka, Renatte.
Nieco słabsze od caelshe były widma - człekokształtne, o spiczastych uszach i cerze świadczącej o ich mocy. Najsłabsze z widm miały skórę czarną jak noc, najpotężniejsze - białą, jak sam śnieg. Widmem z kolei była jego matka, Adellian.
- Po co wam ona? - zapytał ostro.
- To już nasza sprawa, nie uważasz?




Słysząc te słowa, Klaus wstał gwałtownie.
Od dłuższego czasu podejrzewał, że to polowanie na duchy służy czemuś niedobremu. Widział, jak nawet najpotężniejsze istoty ogarnia strach, kiedy jemu samemu, bądź jego pracodawcom, udało się złapać jedno z nich. Jakby doskonale wiedziały, co je czeka...
On nie wiedział, w jakim celu Organizacja robi to wszystko. Ale nie miał zamiaru maczać w tym więcej palców i tańczyć, jak mu zagrają.
- Na mnie nie licz - oświadczył, ruszając do wyjścia.




- Zaczekaj! - Michael dogonił go w paru susach. Klaus przez chwilę rozważał trzaśnięcie go w twarz, ale zrezygnował z pomysłu.
- Chciałem tylko powiedzieć, że twój pradziadek wypowiadał się w tej sprawie - blondyn uśmiechnął się pogodnie i absolutnie niewinnie. - Wyraził nadzieję, że podejmiesz się tego zadania...
To ostatnie przesądziło sprawę. Mógł wojować z całą rodziną, ale nie z Marcusem Cerrellim.
Milczał dłuższą chwilę. Michael czekał cierpliwie.
- Niech wam będzie. Zrobię to - Klaus westchnął ponuro.
I tak nie mam wyboru...





Michael uśmiechnął się promiennie, nagradzając go przyjacielskim uściskiem.
- No widzisz! Trzeba było tak od razu, przyjacielu...




Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Shariana dnia Sob 23:02, 15 Maj 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:37, 09 Maj 2010    Temat postu:

Podoba mi się. Taki fajny, tajemniczy klimat.
Jestem ciekawa co się wydarzy..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 22:31, 09 Maj 2010    Temat postu:

Ta opowieść rozrasta się w każdą stronę ^^ Jak widzę tutaj bardziej rozwinięty wątek fantastyczny. I tak mi przyszło do głowy... Marcus był brunetem, Lucy szatynką, to czemu dalsze pokolenia to blondyni? ^^ Tekst przyjemny, choć trochę taki... nie wiem. Może zbyt dużo informacji naraz. Cieszę się, że zdecydowałaś się na FS, bo lubię Twoje zdjęcia No i czekam na rozwój wydarzeń.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 15:40, 10 Maj 2010    Temat postu:

Tak, dlatego tekst momentami wydawał mi się "nie taki" - musiałam przekazać sporo informacji w jednym fragmencie, co mogło wywołać pewne zagubienie.

A co do włosów Saelina i Falvela - nie wiem, czy pamiętasz (albo; czy ja zaznaczyłam), ale w Pseudo - Opowieściach pisane było, że Johnatan (ojciec Marcusa) to blondyn. Cecha została odziedziczona "z przeskokiem" (w opowiadaniu, w samej grze musiałam się już wmieszać), w przypadku dziecka Falvela sprawa była dosyć jasna (Lena też była blondynką), natomiast w przypadku dzieci Saelina... Zobaczy się. xP


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Colgate
Geniusz


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 595
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wielkopolska
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 17:43, 10 Maj 2010    Temat postu:

Super! Dużo fantastyki czyli to co lubię. Michael trochę przypomina mi Falvela. A i przy okazji wiem ,że w Rodzinie Cerrelli oni przeżyją bo tu sa ich wnukowie. A ogółem czekam na resztę i już się ciesze na te widma.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 20:20, 10 Maj 2010    Temat postu:

No właśnie tak myślałam, że zapomniałam o jakimś wcześniejszym przodku ^^ To wiele wyjaśnia. Ale i tak fajnie wygląda Rodzice ciemni, dzieci blondyni. A będziesz pisała o dzidzi Astii? Czekaj... tak mi teraz przyszło do głowy... ona nie zginie, prawda?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 7:10, 11 Maj 2010    Temat postu:

Sharianko, ja już się w tej historii plączę. :P Jest światna, podziwiam Cię, że chcesz ją pisac na tylu frontach, ale jakoś się już w tym gubię.

11/10 <--- Inaczej nie mam siły skomentować. :P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nathie.



Dołączył: 21 Kwi 2010
Posty: 22
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z daleka :)
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 11:04, 11 Maj 2010    Temat postu:

wow! świetne, takie tajemnicze <3 no i ogólnie też się chyba w tym gubię xD
10/10


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 12:26, 11 Maj 2010    Temat postu:

Łatwo się pogubić w tak rozbudowanej historii, ale trzeba przyznać, że Sharianka pisze świetnie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 23:02, 15 Maj 2010    Temat postu:

Podróż do Francji minęła szybko i bezproblemowo.
Klaus mimowolnie cieszył się z tej wyprawy. Chociaż nie podobała mu się wizja łapania kolejnego widma, perspektywa zobaczenia nowego miejsca skutecznie poprawiała mu nastrój. Miał cichą nadzieję, że zdoła spędzić choćby kilka chwil, oddając się zwyczajnej rozrywce i poznawaniu obcej kultury.
Póki co, musiał skupić się na swoim zadaniu...

Michael znalazł mu lokum w niewielkiej bazie wypadowej. Według jego słów, roiło się tam od turystów różnej maści - Klaus nie powinien mieć problemów z wtopieniem się w tłum.

Cerrelli miał nadzieję, że jego znajomy się nie mylił.




Nie każdy zamieszkały w bazie turysta zaliczał się do szczególnie miłych osób. Grupka ubranych na czarno typków wpatrywała się w niego podejrzliwie, wolał więc od wypadku umknąć poza zasięg ich wzroku.
Zaraz jednak trafił na wyjątkowo miłego chińczyka. Osobnik nie zapytał nawet o jego imię, sam zresztą też się nie przedstawił, zajmując się szczegółową analizą ostatniego podanego tutaj posiłku.





Klausa interesowało tylko, jakie są typowo miejscowe przysmaki i jak wiele obcokrajoców zamieszkuje tą okolicę. Wydobył te informacje z pewnym trudem, jednak zrobił to dosyć umiejętnie. Na koniec usłyszał tylko:
"Cóż za miły, dobrze wychowany człowieczek!"




Po dniu spędzonym na rozpakowaniu toreb i ogólnym rozeznaniu, zaczął zadawać sobie pytanie "Co dalej?". Spodziewał się jakiegoś wysłannika organizacji, jednak nikt się nie zjawiał.

Tylko czysty przypadek sprawił, że zerknął na tablicę ogłoszeń. Pośród wyjątkowo dziwnych komunikatów, niewielka karteczka, wyglądająca na zaszyfrowaną, prezentowała się całkiem normalnie.
Klausowi szyfr ten był bardzo dobrze znany. Organizacja stosowała go wielokrotnie.
Po pewnym czasie zdołał rozpracować ten kod.
"Edith Morel"




Po niedługim czasie dowiedział się, że Edith Morel to stara panna, mieszkająca w pobliżu rynku, wraz ze swoim bratem. Prowadzą tam księgarnię, w której nie brak było książek na każdy możliwy temat.
Klaus bez problemów znalazł ich dom.

Brat poszukiwanej okazał się młodym, wesołym mężczyzną, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Przyjął gościa bardzo serdecznie, a na pytanie o jego siostrę, od razu zaoferował się w zaprowadzeniu do zainteresowanej.




Sama Edith była jednak zupełnie inna. Wyglądała na jakieś 40 lat, a jej cyniczny uśmieszek wywoływał u Klausa podejrzenia.
- Nic nie wiem o żadnym widmie - oświadczyła stanowczo, gdy Cerrelli wyjaśnił jej ogólnie, w jakim celu przybywa. - Nawet, jeśli takie stworzenia w ogóle istnieją, co do tego takim istotom, jak ja?
- Wiem, że pani wie znacznie więcej, niż twierdzi - tłumaczył cierpliwie Klaus, żałując, że nie ma daru przekonywania pradziadka. - Nikt niczego do pani nie zmusza, jednak uprzejmie nalegam, aby podzieliła się pani ze mną swoją wiedzą.
- Nie mam zamiaru czegokolwiek ci mówić, mój chłopcze!




Nienawidził takich ludzi. Może i mieli swoje racje, powody, dla których robili tak, a nie inaczej - ale działali mu na nerwy. Przez chwilę rozważał, czy nie użyć siły wobec rozmówczyni, ale zrezygnował.
W ten sposób stracił dokładnie dwie godziny. Jednak gdy wyszedł, wiedział przynajmniej, gdzie się kierować.
- Zatem następny cel to... Chateau du Landgraab - oświadczył wesoło sam sobie, w nadziei, że humor mu się polepszy.
Nic z tego.




***

Opuszczony dwór Admirała Landgraaba zrobił na nim ogromne wrażenie. Była to imponująca, wielopiętrowa budowla, zbudowana w charakterystycznym, nieco staromodnym stylu. Kwiaty, wcześniej malowniczo ozdabiające ogródek, teraz rosły zupełnie dziko, potęgując uczucie, że oto wchodzi na teren, gdzie działy się wielkie rzeczy.
Zresztą, nadal było tu coś dziwnego...




Zawahał się tuż przed wejściem.
- Admirał był niesłychanym paranoikiem - oświadczyła Edith, gdy zdołał zmusić ją do przekazania informacji. - Otoczył swój dom zabezpieczeniami, czyniąc z niego twierdzę, swego czasu nie do pokonania. Obecnie większość pułapek zapewne uległo zniszczeniu, nadal jednak musisz zachowywać czujność. Powiadają, że Landgraab prowadził w domu eksperymenty z mocą widm, kto wie więc, na co tam trafisz...
Klaus oczyma wyobraźni widział tajemnicze laboratorium, salę modłów, czy coś równie fantastycznego. Póki co jednak, musiał się zastanowić, jak tam, do diabła, wejść.




Kusząco wyglądały drzwi frontowe. Wyglądały na nadgryzione przez ząb czasu, więc sforsowanie ich nie powinno być ciężkim zadaniem.
Cerrelli jednak zapamiętał słowa panny Morel - a przede wszystkim miał mapkę, którą sama mu narysowała. Był to tylko pospieszny szkic, jednak ukazywał rozmieszczenie wszystkich pułapek i innych przeszkód na wszystkich piętrach domu.
Z chęcią dowiedziałby się, skąd ona ma takie informacje. Jej mina mówiła jednak wyraźnie, że nie życzy sobie takich pytań.

Stwierdzając w duchu, że to i tak nie jego sprawa, zaczął studiować rysunki. Po szybkich oględzinach stwierdził, że przed drzwiami rozmieszczone są miotacze płomieni - gotowe zamienić go w popiół w kilka sekund po wejściu na schody.
"To zdecydowanie nie jest dobry pomysł."




Okazało się jednak, że wejść do domu jest zdecydowanie więcej. Klaus ruszył na oględziny, w dłoni trzymając bezcenną mapkę.
Dwa wejścia były jednak zamknięte, a w dodatku wyglądały na wcale porządniejsze od frontowych. Wolał też nie używać brutalniejszych środków, niepewny, czy nie obróci się to przeciw niemu.
Po krótkich oględzinach stwierdził, że jego jedyną nadzieją są ostatnie, tylne drzwi. Przejście do nich zagrodzone było pułapkami, tym razem bynajmniej nie ukrytymi. W tej chwili wyglądały dosyć niegroźnie, jednak...
Zatrzymał się.
- Świetnie...




Przygryzł wargę. Drzwi były tak blisko... A w dodatku zaczął wierzyć, że to jest właściwe wejście, to, które pozwoli mu zagłębić się w ten tajemniczy dom.
Poznać prawdę.
Ta myśl dodała mu odwagi. Czując, że serce wali mu jak oszalałe, zaczął przekradać się między pozornie nieszkodliwymi dziurkami, wykonując to w dosyć karkołomny sposób.
- Udało... się... - szepnął sam do siebie, dysząc ciężko ze strachu. Odczekał chwilę, licząc na wyciszenie, po czym pchnął niepewnie drzwi. Te otworzyły się od razu.




Dom początkowo go rozczarował.
Nie zauważył żadnego laboratorium, trumien, sarkofagów, czy wyjątkowych posążków. Zaledwie kilka z wiszących na ścianach obrazów zasługiwało na jakąkolwiek uwagę, zaś nic nie wskazywało na to, by miały być tu gdzieś jakieś ukryte przejścia.
Jedno tylko pozostawało zagadką. Tajemnicze ślady na podłodze, jakby informujące, że coś tu kiedyś płonęło.
Interesujące...




Stopniowo dom coraz bardziej go pochłaniał. Panowała w nim dziwna atmosfera, której nie potrafił opisać - nie brakowało tu smutku, samotności i potęgującego to wszystko chłodu. Te ściany pamiętały wiele, widziały wiele łez i krwi - zdecydowanie więcej, niż szczęśliwych chwil.
"Może tutaj faktycznie prowadzono jakieś eksperymenty?"
Z głową zaprzątniętą myślami, szedł przed siebie, nie wiedząc za bardzo, gdzie. I po czym stąpa.




Z zamyślenia wyrwał go dopiero niepokojący dźwięk poruszanych mechanizmów, który zabrzmiał co najmniej groźnie. Rozejrzał się niepewnie, próbując dostrzec źródło hałasu, jednak nigdzie go nie widział.
Dopiero po chwili coś zauważył.
Stał na spalonym polu.




Po kilku sekundach wrzasnął. Dokładnie pod jego stopami ukazały się pułapki, podobne do tych, które musiał ominąć przed wejściem.
Silne porażenie prądem na dobre kilka sekund pozbawiło go świadomości.




Gdy po kilku chwilach zdołał się pozbierać, jego humor wyparował całkowicie.
Kręciło mu się w głowie, a poczucie oszołomienia nie ustawało. Wszystkie jego kończyny były jakby nie jego - miał wrażenie, że nie do końca nad nimi panuje.
Prócz tego, był kompletnie osmalony, a włosy przypominały szopę. Sam smród spalonych ubrań wywoływał mdłości.




Pułapka wytraciła już swoją energię, bowiem nie zniknęła z powrotem, a wyładowania zniknęły. Mimo to, Klaus i tak przechodził przez nią z bijącym sercem.
Teraz stawiał stopy dużo uważniej. Rozglądał się na wszystkie strony, czując, że jego umysł stopniowo wraca do normy. Strach jednak pozostał - każda ściana wyglądała podejrzanie, a każdy krok poprzedzony był dokładnym sprawdzeniem, czy nie okaże się on ostatni. Oczywiście, w ten sposób poruszał się irytująco wolno - a czas leciał.
W takim żółwim tempie dotarł na pierwsze drugie piętro.

Zatrzymał się. Znów wróciło to dziwne, irytujące wrażenie, że ktoś go obserwował...




Śmiertelnik? Tu, w tym miejscu smutku i frustracji? Po tylu latach?
Ciekawe. Naprawdę ciekawe.
Pomimo tego, że obecnie wyglądał jak ostatnie nieszczęście, czuła, że ten człowiek kryje w sobie więcej, niż się wydaje. Samo to, że w ogóle tu przyszedł, było źródłem wielkiej odwagi. Albo innych, mniej pięknych pobudek...
Po raz pierwszy od dawna poczuła coś innego, niż melancholię i desperację. Zżerała ją ciekawość - z wielką chęcią zerknęłaby w umysł tajemniczego gościa, pragnąc dowiedzieć się, po co tu przybył.
Ale nie mogła - nie w tej postaci. Ta postać była zwykłą iluzją - całkowicie niematerialnym tworem jej umysłu. Jako taki "duch" potrafiła przemieszczać się po terenie tej posiadłości, podczas gdy jej ciało przebywało w więzieniu.
Ale to było męczące... Bardzo męczące - wiedziała, że najwyższy czas znikać.




Zrobiła to z pewnym żalem. Z chęcią potowarzyszyłaby śmiertelnikowi, nawet jeżeli miał nie zdawać sobie z tego sprawy. Tak dawno nie widziała innych żywych istot...
Z drugiej strony, on nie powinien o niej wiedzieć. To będzie dla niego niebezpieczne - a jeśli okaże się wystarczająco śmiały (albo głupi), zagrożona będzie także ona.

"Nie szukaj mnie, śmiertelniku. Pogodziłam się z tym, że muszę mówić do ściany."





Była godzina szesnasta, gdy powiedział sobie:
- Koniec.
Może za szybko się zniechęcał. Przecież zawsze z ochotą podejmował wszelkie ryzyko, jeżeli gwarantowało to przygodę i zyski. Jednak ten dom go przerażał i chciał stąd wyjść jak najszybciej.
Wpatrywał się smętnie w kwiaty, zrezygnowany. Już wyobrażał sobie, jak ludzie zareagują na jego widok...




Rozmyślania przerwał mu widok budynku, którego wcześniej nie zauważył.
W porównaniu do willi, którą przed chwilą opuścił, prezentował się bardzo skromnie - zbudowany z porządnej, jasnej cegły, wyglądał na typowy domek dla służby. Było to całkiem możliwe - Admirał na pewno nie zajmował się tym wszystkim sam. A ta skromna, prosta budowla stanowiła idealne miejsce dla jednego, czy może nawet dwóch pomocników.




Zaciekawiony, podbiegł do drzwi.
Wyglądały na stare, choć niezbyt porządne. Sforsowanie ich stanowiło tylko kwestię czasu.
Niespecjalnie zaskoczyło go wnętrze - urządzone bez specjalnego wysiłku, z tanimi kafelkami na podłodze i tandetną farbą na ścianach. Meble, także niezbyt gustowne, nie składały się w jeden komplet - wydawało się, że wszelkie niepotrzebne już urządzenia z willi Admirała przenoszono tutaj. Podszedł do stołu, ostrożnie zapalając lampkę. O dziwo, działała.

Po pospiesznych oględzinach, Klaus dostrzegł jeszcze dwoje drzwi. Były umieszczone raczej na uboczu, tak, żeby nie zauważyć ich w pierwszej chwili.
Uznał to za ciekawe zjawisko. Zwłaszcza jedne miały w sobie coś podejrzanego...
- Te zostawię sobie na koniec - postanowił.




Wchodząc do pierwszego pomieszczenia, ze zdumieniem odkrył, że jest to łazienka. Urządzona została zdecydowanie lepiej, niż poprzedni pokój - a szczególnie ucieszył go fakt, że armatura działała nadal. Co prawda, wanna przy odkręceniu kranu wydawała bliżej nieokreślone, niepokojące nieco dźwięki, a w dodatku ciągle miał wrażenie, że kran lada chwila wybuchnie, ale lepszy rydz, niż nic.
On po prostu musi spłukać z siebie ten brud.




Pospieszna kąpiel bardzo poprawiła mu humor. Oczywiście, nie liczył nawet na mydło i gąbkę - sprawna wanna i tak stanowiła cud sam w sobie. Ubrania, czy też raczej ich resztki, nałożył na wilgotne ciało.

Pocieszony, postanowił zabrać się za zwiedzenie ostatniego pomieszczenia.
Drzwi stanowiły pewien kłopot. Na oko niepozorne, okazały się bardzo solidne i byle uderzenie nie miało szans ich pokonać.
Klaus walczył z nimi ponad pół godziny. W końcu jednak i one musiały ustąpić upartemu Cerrelliemu.
Zadowolony, uśmiechnięty do samego siebie, wkroczył do drugiego pokoju.




To było najdziwniejsze miejsce w jego życiu. A mimo wszystko, widział ich niemało.
Pomieszczenie przypominało piwnicę - odczuwał ten charakterystyczny chłód, a kamienna podłoga i ściany także kojarzyły się z podziemiami.
Jedynym źródłem światła był tu posąg bliżej nieokreślonej istoty, którą Klaus skojarzył z egipskimi bóstwami - podobne stwory pojawiały się przy grobowach zmarłych. Ten tutaj jednak zdecydowanie przewyższał je pod względem wysokości, trzymał też naczynie, przypominające miskę - w nim to, łamiąc wszystkie prawa logiki, płonął ogień.
Mężczyzna długo wpatrywał się jak zahipnotyzowany w płomienie, chłonąc ich nienaturalne piękno. Wyczuwał tu coś dziwnego, bliżej nieokreśloną moc, która nie pochodziła tylko od dziwnego posągu.
Miał pewność, że to nie tylko jego wyobrażenia. Za dużo wiedział o swojej rodzinie...




Początkowo stwierdził, że poza posągiem, nie ma tu niczego innego. Mylił się.
W kącie pokoju stało łóżko. Było równie zakurzone, jak wszystko inne w tej posiadłości. Co ciekawe, pościel nie została zaatakowana przez mole, a cały mebel, choć niewątpliwie mocno zakurzony, wyglądał jak nowy. Pomimo swojego staromodnego, arystokratycznego stylu.
Nie to jednak zaciekawiło go najbardziej.
Liczyło się to, że na łóżku ktoś leżał.




Oszołomiony, podszedł bliżej. Wyczuwał już delikatną woń pleśni - najwidoczniej pościel nie została całkowicie oszczędzona przez czas.
Wpatrywał się ze zdumieniem w istotę, która leżała, z głową opartą na eleganckiej poduszcze, pogrążona w głębokim śnie. Było to dziecko, dziewczynka - na oko miała nie więcej niż osiem lat. Ale Klaus nie dał się nabrać.
Za dobrze znał ten typ urody. Dziewczynka miała czarne jak noc włosy, oraz białe skrzydła, świecące trupiobiałym światłem. Ubrana była w dość długą, elegancką sukienkę - białą, z czarnymi wstążeczkami i kokardkami. Nogi chroniły hebanowe lakierki.
Prócz tego, posiadała nienaturalnie białą cerę. Większość osób skojarzyłaby ją z wampirami - ale to nie było to.
Dziecko należało do Widm. A biała cera wskazywała na to, że jest przedstawicielką arystokracji swojej rasy. Najsilniejszą z silnych.




Stał dłuższą chwilę, wpatrując się w nią bez słowa. Doceniał piękno tych istot, z których pochodziła zresztą jego matka. Ona zdecydowanie nie miała takiej mocy, jak ta tutaj - ale każde stworzenie tego rodzaju roztaczało niesamowitą aurę, dodającą im uroku, na który nikt nie pozostawał obojętny.

Drgnął dopiero, gdy dziecko drgnęło. Ku jego zdumieniu, mała obudziła się, pocierając zaspane oczęta.

- Nie powinieneś mnie budzić, śmiertelniku...



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 23:26, 15 Maj 2010    Temat postu:

Ciekawie. Momentami miałam wrażenie, że jest podobne do zwykłej relacji, ale to tylko momenty. Nawet wielki nieustraszony Klaus przegrał z atmosferą tego domu ^^ Historia ciekawie się rozwija. No i to Widmo (które wygodniej nazywa mi się Aniołkiem ze względu na to, jaka jest słodka ;)) jest intrygującą postacią. Ma wygląd dziecka, a myśli staruszki doświadczonej życiem. No ale rozumiem. To tylko przyjęta forma wyglądu. Śliczna jest. Zdjęcie egipskiego posągu rzeczywiście jest jakieś takie groźne ^^ Nie wiem co jeszcze powiedzieć, bo oczka mi się zamykają. W każdym razie mimo przeszkód dotychczas wszystko jakoś się udaje. Ciekawa jestem co dalej masz w planach. Życzę weny i czekam na odcinek

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Colgate
Geniusz


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 595
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wielkopolska
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 11:25, 16 Maj 2010    Temat postu:

O jak super,że napisałaś. Tęskniłam za twoimi historiami:) Bardzo ciekawa ta podróz do francjii końcówka zachęcająca.I te widmo...Ogółem świetnie jak zawsze.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anorelka



Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 2967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Toruń, Koniuchy
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:43, 16 Maj 2010    Temat postu:

Sharianko, prosiłaś mnie o komentarz. Zainteresowała mnie ta mała, mroczna dziewuszka, bardzo ją polubiłam. Mam nadzieję, że jakoś ciekawie rozwiniesz jej charakter. Arystokratka, tak? Czyżby była podobna do Renatki?
Świetnie wymyśliłaś osobowość simów Maxisa. ;) Taka mała rola, a tak ciekawa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Timberlie



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 700
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 22:16, 16 Maj 2010    Temat postu:

A co to, Shar postanowiła się nie odezwać? ^^ Może kilka słów od autorki? :P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Shariana
Sadystka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 3003
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: piwnica Aideen
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 15:21, 17 Maj 2010    Temat postu:

Yy... No więc, Autorka przemówiła. xD

Dziecko i Renatte będą do siebie podobne raczej z wyglądu i umiejętności, chociaż osobowość momentami mogą mieć siostrzaną. Aczkolwiek nie będą swoimi klonami.
Momentami akcja może przypominać relacje, ale trzeba czasu, żeby się rozkręcić. Następny odcinek będzie bardziej filozoficzny.

I dzisiaj wieczorem dodam odcinek RC. Obiecuję.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Saga o Cerrellich Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin