Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Prehistoryczne relacje Wodza (Nowe 12.06)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 16:39, 21 Mar 2011    Temat postu:

dziękuję Wodzu, tym sposobem będzie szybciej nabita strona

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 16:57, 21 Mar 2011    Temat postu:

Z tego co pamiętam, miałam jakieś problemy w grze, przez co w kolejnej relacji wszyscy będą już starsi ;)
_____________

RELACJA 30

Leżałem na moim nowym łóżku i przyglądałem się mojemu nowemu pokojowi w moim nowym domu. Żadnych krzyków, żadnych dzieci.


Tylko ja, mój dom i… Marzena z Jarkiem.
Niestety, nie ma tak dobrze.


Gdy tylko wszedłem w wiek nastolatka, moja adoptowana siostrzyczka zaproponowała byśmy oboje wyprowadzili się od rodziców. Tam było za dużo szumu i hałasu, a ona dobrze wiedziała ze cenię spokój i ciszę.
Rodzicom z początku nie podobał się ten pomysł, z racji tej że Marzena i Jarek nie mieli ślubu, a ja byłem niepełnoletni. Ale w końcu zgodzili się byśmy zamieszkali z trójkę… Znaczy… na początku w dwójkę. Jarek musiał to jeszcze uzgodnić ze swoimi rodzicami.
I tak siedział u nas całe dnie i wychodził późno w nocy.


Już pierwsza noc w nowym domu wydawała się być pechowa.
O 3 usłyszałem z dołu jakiś szmer. Najpierw myślałem że to Marzena ale co ona może robić o tej godzinie?
Zszedłem na dół do jej pokoju. A tam? Włamywacz pochylał się nad moją siostrą.


Bałem się, że chce jej coś zrobić, ale po chwili zobaczyłem jak bierze z półki jej złoty zegarek i wsuwa do kieszeni.
Nagle włamywacz odwrócił się i zobaczył mnie. Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy na siebie. Była to rudowłosa, dorosła kobieta. Przerażona, że została nakryta, pewnie już wyobrażała sobie jak wsadzają ją do pudła. A ja nie mogłem na to pozwolić. Odsunąłem się robiąc jej miejsce aby przeszła.
Zaskoczona tym faktem skorzystała z okazji i po cichu wyszła z pokoju.


Słyszałem jak jeszcze zabiera z salonu kilka rzeczy. I stałem tak spokojnie wsłuchany w to, jak cicho wykonuje swój zawód.

Nagle był głośny huk drzwi, krzyk dwóch kobiet i odgłosy bijatyki. Wyszedłem z sypialni Marzeny by zobaczyć co się dzieje. Na podłodze leżała włamywaczka a nad nią stała młoda policjantka.


Nie wiedziałem skąd się tam wzięła, kto po nią zadzwonił. Przecież nie mieliśmy alarmu.
Odwróciłem się, a przede mną już stała Marzena z wściekłą miną.
Oczywiście zaczęła się na mnie wydzierać, że gdyby nie zadzwoniła na policję, to stracilibyśmy dwa telewizory i laptopa. Ona spała, a ja stałem i nic nie robiłem.


Wkurzyłem się. Teraz ta kobieta spędzi dobre dwa lata w kiciu. Zacząłem przedrzeźniać Marzenę, mówiłem że jest głupia i że dobre oceny to miała tylko dzięki ładnej buzi.


Kontratak był bardziej bolesny niż się spodziewałem. Siora powiedziała, że jeśli jestem taki mądry to mogę jutro wracać do rodziców.


Nie chciałem tego. Wrócić do domu „Adamsów”.
Zebrałem w sobie całą moją umiejętność gry aktorskiej i wydusiłem to trudne słowo: „Przepraszam”.


Oczywiście musiało podziałać. Marzena była osobą mądrą, ale bardzo naiwną.
Zostaję tutaj.


Poszedłem na górę i wyjrzałem przez okno. W radiowozie siedziała złodziejka ze zgorzkniałą miną. Chciałem jej jakoś pomóc. Podbiec do tego samochodu i otworzyć jej drzwi by uciekła. Niestety, nic nie mogłem zrobić.


Z dołu usłyszałem rozmowę Marzeny z policjantką. Mówiła, że gdyby nie zadzwoniła na policję, mogliby osądzić mnie o pomoc w ucieczce.
Głupie prawo…


***

Zadzwoniłam do Jarka z prośbą aby przyjechał. Po tym incydencie z włamywaczem bardzo się bałam. Nie chciałam już spać sama tej nocy. Niestety, Jarek powiedział, że jest teraz bardzo zajęty i że spotkamy się po południu w parku. Teraz mam zamontować alarm antywłamaniowy.


Zrobiłam jak kazał. Zajęło mi to tylko chwilę i znów nie miałam co robić. Pojechałam więc do mamy by powiedzieć jej o tym co się stało. Oczywiście pominęłam kwestię głupoty Filipa, bo za bardzo by się zdenerwowała.


Oczywiście i tak zaczęła snuć swoje domysły, że nad tym domem ciąży pewnie jakaś klątwa i powinniśmy wrócić do domu pod wodospadem. Biedna mama, nadal nie może pogodzić się z faktem że dwoje jej najstarszych dzieci wyfrunęło z gniazda.

Po kawce i ciasteczku u mamusi pojechałam do restauracji w sprawie pracy. Oczywiście przyjęli mnie, wnuczkę jednej z najsłynniejszych kucharek, Lusi Cheng


Po południu poszłam do parku i czekałam na Jarka. Dosiadł się także Filip z lekcjami. Chyba specjalnie głośno myślał nad zadaniami, mając nadzieję że mu w czymś pomogę.
Przykro mi. Teraz radź sobie sam.


Jarek nie zjawił się do wieczora więc wróciłam do domu. Gdy miała do niego dzwonić, on wpadł do domu i dosłownie rzucił się na mnie.


Zaskoczona tym nagłym przypływem czułości zapytałam co się stało. Czyżby zbliżał się koniec świata i czas na ostatni numerek?
Odpowiedź była wspaniała. Rodzice Jarka pozwolili mu w końcu ze mną zamieszkać!
Tą radosną nowinę trzeba było uczcić


***


Minęło kilka dni od czasu przeprowadzki Jarka do naszego domu. Mimo że on i Marzena spędzali każdą wolną chwilę na mizianiu i chichotaniu, polubiłem go.
Zwykle to on robił obiad gdy nasza główna gospodyni była w pracy.


A wieczorami graliśmy na PlayStation. Jarek okazał się ode mnie gorszy, więc grywaliśmy często ;P


Tego wieczoru Marzena wróciła z pracy cała zdyszana, ale uśmiechnięta. Powiedziała że ma dla nas niespodziankę. Aż się bałem…
Okazało się, że jest to 3-dniowa wycieczka do Chin dla 3 osób. Wycieczkę organizuje jej restauracja jako nagrodę dla najpracowitszych pracowników.


Jarek ucieszył się na tą wiadomość. Zawsze chciał zwiedzić jakiś kraj.
Rzucili się sobie czule w ramiona i zrozumiałem, że pora aby gołąbki zostały same.


Gdy już miałem wychodzić z salonu, Marzena oznajmiła, że oczywiście ja jadę z nimi. Przecież nie zostawi mnie samego w domu, bo nie wiadomo co mi może strzelić do łba.


Ale ja nie chciałem!!!...

__________

Jest Fifi, jest impreza ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 18:00, 21 Mar 2011    Temat postu:

RELACJA 31

Gdy wyszedłem z łóżka to aż mnie zmroziło. Ranek w naszym domu zwykle bywał zimny, bo Jarek nie umiał porządnie rozpalić w piecu. Może był mięśniakiem i laski w mieście padały na jego widok, ale rozumem to Bozia go nie obdarzyła zbyt hojnie.


Zszedłem na dół. Marzena wyliczała co jeszcze trzeba spakować na wyjazd. Wraz z Jarkiem zastanawialiśmy się, po co kobietom tyle ubrań, przyborów do upiększania i innych niepotrzebnych rzeczy na 3 dni wyjazdu.


Po spakowaniu dwóch wielkich toreb oznajmiła, że teraz trzeba je wpakować do samochodu. Razem z Jarkiem uznaliśmy że warto się w tym momencie wycofać. Do wieczora pewnie z pięć razy będzie chciała się przepakować, więc mięśnie lepiej nadwyrężyć tylko raz.
Jarek schował się z tyłu domu w naszej małej siłowni.


Ja pojechałem do fryzjera a później do Domu pod Wodospadem. Obiecałem mamie że będę ją odwiedzał co najmniej raz w tygodniu. Przy wejściu natknąłem się na tatę. Od czasu kiedy oznajmiłem rodzicom, że przeprowadzam się wraz z Marzeną, przestał się do mnie odzywać. Przywitał mnie tylko chłodnym spojrzeniem. Jego sprawa…


Mama natomiast wykazała się większym entuzjazmem na mój widok.


Posmutniała tylko gdy zobaczyła moje obcięte włosy. Mogłem je ściąć po wizycie…


Najgorsze było to, że to ja musiałem powiadomić ją o naszym wyjeździe do Chin. Przewidziałem jej reakcje. Rzucała się na mnie, tuląc tak mocno że prawie nie mogłem oddychać i krzyczała, że pewnie się tam zgubię, że mnie ktoś porwie i sprzeda na targu niewolnikami…
Resztami powietrza wydyszałem, że przecież jadę z Marzena i Jarkiem i jestem już duży i potrafię zadbać o siebie... Chociaż, po co ja to mówiłem. Mogłaby mi zakazać tam jechać i zostałbym w SV…


Wieczorem wróciłem do domu. Usiadłem do stołu na dworze przy którym jadł Jarek. Musiałem coś zrobić, by zostać. Nie chciałem tam jechać. Wyciągnąłem zeszyt i zacząłem marudzić ile to mam zadań domowych i nauki i ta wycieczka sprawi, że będę miał więcej zaległości. Jarek jednak nie był taki głupi, jak myślałem. Z ustami pełnymi sushi powiedział, że gdyby to od niego zależało, to bym mógł zostać. Ale decyzja należy to Marzeny.


Rano przed wyjazdem, próbowałem jeszcze raz.
Tym razem przeczytałem ogłoszenie o organizowaniu wyścigu w workach gdzie główną wygraną była siatka kartofli i zestaw długopisów. Stwierdziłem, że koniecznie musze tam być. Niestety, Marzena czytała tą gazetę wcześniej i powiedziała, że zawody są za 4 dni więc zdążę wrócić.


Chiny były nieuniknione. Musiałem pojechać….
Po 5 godzinach lotu i naliczeniu kilkunastu odcisków na pośladkach, pod nami rozciągnął się widok kraju Kwitnącej Wiśni.
Marzena piszczała, że jest tu pięknie, Jarek stwierdził „Ale wielkie tu są komary!” a ja zapytałem czy w tym wygwiździewie mają Internet…


Nie mieli.
Po obejrzeniu naszego lokum, które nie było hotelem 5-cio gwiazdkowym, staliśmy tak zastanawiając się od czego by tu zacząć.


Marzena zaproponowała Jarkowi odwiedzenie biblioteki i księgarni. Pewnie mają tu świetne książki.
Jarek, mimo że czytanie ze zrozumieniem sprawiało mu wiele trudności, zgodził się na tą propozycje. I wcale mu się nie dziwię. Sprzeciwianie się Marzenie to jak proszenie o kopa w ty… tylnią część ciała…


Mnie zaciekawiła tablica ogłoszeń. Jakiś gościu proponował 50 zeta za przyniesienie mu jakiejś starej figurki. Trzeba było tylko zejść na dół grobowca, ominąć kilka pułapek i wyjść z tego cało.


A w moim przypadku, jeśli chodzi o pieniądze, się nie odmawia


Od razu poszedłem do faceta z ogłoszenia. Przedstawił się jako Jhuahh… Może mówmy na niego Dziadzia, i nie bardzo podobał mu się fakt, że taki młokos odpowiada na jego wezwanie. Skłamałem, że już nie raz brałem udział w takich misjach i byli klienci byli zadowoleni. Po dłuższym zastanowieniu dostałem klucz do świątyni.


Poszedłem jeszcze na targ, bo Dziadzia kazał mi kupić prowiant na wypadek gdybym utknął w grobowcu. Przez okno w bibliotece zobaczyłem Marzenę i Jarka studiujących jakieś chińskie książki. W przypadku Jarka była to całkowita improwizacja, bo książkę trzymał do góry nogami.


Kupiłem potrzebne rzeczy i poszedłem do tego grobowca. Dziadzia pouczył mnie, że na takie tablice na ziemi trzeba nastąpić a pojawią się ukryte schody. Nie bardzo w to na początku wierzyłem, ale rzeczywiście, jakieś schody były.


Zszedłem na dół i włożyłem klucz od Dziadzi. Pasował idealnie a drzwi od razu się otworzyły.


Gdy przez nie przeszedłem, to przyznam się że mnie zatkało… Tam było tak mrocznie, na ścianach wisiały pochodnie a pod sufitem pajęczyny z wielkimi pająkami.


A na podłodze!!! Na podłodze leżał stos złotych monet!!! Może ten wypad do Chin nie był takim złym pomysłem…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 18:23, 21 Mar 2011    Temat postu:

RELACJA 32

Dzielnie przesuwałem wszystkie najcięższe posągi…


Z mocą tytana rozbijałem stosy kamieni…


I nurkowałem w najgłębszych studniach…


By znaleźć w końcu grobowiec główny a w nim antyczny posążek dla Dziadzi.


Gdy tak zbierałem łup i antyczne monety, zastanawiałem się co mogą teraz robić Jarek i Marzena…

********

Odłożyłem na stół chyba już 5 książkę. Nic z niej nie rozumiałem. Te znaki były jakieś dziwne. Nawet z obrazków nic się nie dało wyczytać. Skąd Marzena znała ten język i pismo? Przecież nie uczyła się chińskiego…


W brzuchu mi głośno zaburczało. Marzena spojrzała na mnie karcąco. Powiedziała, że tam stoi maszyna z ciasteczkami i mam się najeść, ale nie za dużo, żeby nie musiała się wstydzić za takiego obżartucha.
Wziąłem jedno ciasteczko. Ugryzłem kawałem a wraz z nim jakąś karteczkę. Kto wkłada kartki w ciastka? Chyba tylko Chińczyki… Wyciągnąłem papierek, a napis na nim głosił „To jak spędzisz te wakacje, zależy od Ciebie”.


Wróciłem do Marzeny i oznajmiłem, że idę się przejść. Warknęła „Jak ci się nudzi, to możesz iść nawet do Egiptu”. Po co mam iść do Egiptu? Przecież jestem w Chinach.
Zgarnąłem do kieszeni jeszcze kilka ciasteczek i wyszedłem na rynek.

I nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Zwykle to Marzena wymyślała mi jakieś zajęcie. Ale do czytania książek się nie śpieszyłem…
Przechodziłem obok jakiegoś domu, a napis przy bramie głosił „Naucz się sztuk walki od największych mistrzów”. Może to coś dla mnie?
Zacząłem więc trening.


Może na początku mi nie wychodziło i dostawałem kopa od tego drewnianego czegoś, ale do wieczora gościu, który się nazywał Mistrz (ale głupie imię, nie?) stwierdził, że mogę założyć pierwszy pas. Dostałem więc biały (ładnie mi w białym, nie?)


Rano wróciłem do treningu. A obok mnie ćwiczyli Filip i Marzena. Amatorzy…


Dostałem kolejny pas, tym razem żółty.


Marzena i Filip dopiero biały, ale czułem w powietrzu ich zdeterminowanie, by mnie doścignąć i pokonać w sparingu. Szczególnie Marzena, która od wczoraj się do mnie nie odzywała. Widziałem tą dzikość w jej oczach. Ale nie pokonasz mnie tak łatwo, o nie kochana… A tak w ogóle to słodko wygląda, nie?


Największą radoche to mieli gdy rozbiłem sobie rękę o drewnianą deskę. Bardzo śmieszne… Śmiać się z cudzego nieszczęścia…


Wieczorem postanowiliśmy zrobić coś szalonego i zaczęliśmy łowić ryby w stawie jakiegoś Mędrca (naprawdę dziwne tu mają imiona, nie?). To co, że rzucił w nas swoim sandałem który celnie trafił mnie w czoło, ale było warto.


Ostatniego dnia jadłem śniadanie w jadłodajni, kiedy dosiadła się do mnie jakaś Francuzka i powiedziała „Alhe mhasz ładhne włoshy”. Chciałem być miły i odpowiedziałem „Ale pani ma śmieszny akcent”.


Dostałem puszką od soku w czoło…

Marzena słyszała całą rozmowę i obraziła się jeszcze bardziej. Stwierdziła, że wolę rozmawiać z jakąś żabojadką, niż spędzać czas nią.
Musiałem jej to jakoś wynagrodzić, więc zabrałem ją na spacer do parku.
Nadal się do mnie nie odzywała, więc zaśpiewałem dla niej piosenkę, której nauczyłem się od Mistrza.


Podziałało i Marzena już się na mnie nie gniewała ;D


Była jeszcze jedna rzecz którą chciałem zrobić. W pokoju jakichś turystów z Egiptu na półeczce leżał ładny pierścionek z diamentem. Kto zostawia taki ładny pierścionek? Pomyślałem, że ktoś go może ukraść, dlatego go zabrałem. Chciałem go pokazać Marzenie, ale wymyśliłem sobie, że udam oświadczyny, tak dla żartu żebyśmy się trochę rozerwali na tej wycieczce.


Ale Marzena chyba wzięła to na poważnie, bo zaczęła krzyczeć „Tak! Wyjdę za Ciebie!!!”, wcisnęła pierścionek na palec i rzuciła się na mnie. Trochę głupio było teraz to tak odwracać, więc powiedziałem tylko speszonym głosikiem „To super”.
Czyli jestem narzeczonym?


********

Marzena stała tak wpatrzona w krajobraz chińskiej miejscowości już od 30 minut. Dzisiaj był dzień odjazdu i chyba nie bardzo ją to zachwycało. Jarek zapytał czy powinniśmy ją jakoś pocieszyć, więc zaproponowałem byśmy jej coś zaśpiewali. Może „Przeżyj to sam”?


Ale moje oczy nagle zwróciły się w stronę niezwykle ślicznej Chinki. No cud miód i maliny! Poruszała się z gracją baletnicy a różowe usteczka przypominały gładkością płatek róży!


Gdy doszedłem do wniosku, że mówię jak najarany romantyk podszedłem do owej piękności i zapytałem czy by nie potrenowała ze mną sztuk walki, a najlepiej w stroju kąpielowym, bym mógł dokładniej przyjrzeć się poszczególnym ciałom… To znaczy ruchom ciała.

Dziewczyna zaśmiała się słodko, jak przystało na Azjatkę, i odpowiedziała, że jak dorosnę to mam ją odwiedzić.
To tyle z mojego wakacyjnego romansu…


Wróciliśmy do bazy noclegowej i czekając na samolot i przeczytaliśmy jeszcze kilka książek. Marzena olśniła Jarka i odwróciła mu książkę tak jak należy. A tak w ogóle to co oni tak do siebie dzisiaj gruchali?


Rano byliśmy już w SV. Postawiliśmy z tyłu ogrodu sprzęt do ćwiczeń i zaczęliśmy dalszy trening sztuk walki. Gdy następnym razem pojadę do Chin, muszę się zmierzyć z tą śliczną miejscową…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 18:55, 21 Mar 2011    Temat postu:

Nic tak nie poprawia humoru, jak Twoje stare relacje... bo nowych niestety nie piszesz... Miło powspominać stare dzieje, ale zaczyna mi brakować Elodie i reszty

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 21:23, 09 Maj 2011    Temat postu:

RELACJA 33

Szara rzeczywistość, czyli nudne życie w Sunset Valley.

Codziennie oglądałem zachód słońca popijając tą chwilę kubkiem gorącej czekolady.


A rankiem wstawałem, by zobaczyć jak księżyc topi się w otchłaniach morza.


Czas w SV płynął wolno, za wolno. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Było po prostu nudno.
Czasami tylko zdarzało się coś godnego mojej uwagi.
Jarek, ten oszołom, jako pierwszy nauczył się lewitować w powietrzu i teleportować. Głupi zawsze ma szczęście…


A ciocia Iza i brat Jarka, Olaf, pobrali się i spodziewają się dziecka.


Gdy tak życie upływało na chodzeniu do szkoły i ściąganiu na sprawdzianach, to pewnego dnia obok nas wprowadzili się nowi mieszkańcy. Nie interesowałoby mnie to, ale następnego dnia zobaczyłem jak wychodzi z niego niezwykle urodziwa blond dziewczyna.


To co, że wszystko co miała na sobie było koloru różowego. Ubranie zawsze można zdjąć. Według mnie była urocza i śliczna. Dlatego podbiegłem do niej i przedstawiłem się jako sąsiad z domu obok.


Oczywiście dziewczyna o imieniu Jola spodobała mi się na tyle, że odważyłem zaprosić ją na randkę.
„A co ty możesz mieć do zaoferowania?”


Cóż… Może chińskie fajerwerki?


Na słowo „fajerwerki” oczy dziewczyny się zaświeciły. Poszliśmy więc do mnie za dom gdzie wystrzeliłem w górę kilka sztucznych ogni które przywieźliśmy z wycieczki.

(Sprzedawca mówił, że będzie w kształcie serca)

Strata jednej fajerwerki się opłaciła. Jolce pokaz bardzo się podobał.


Dlatego postanowiłem ją pocałować.


A ona nie protestowała.


A po chwili oderwała się ode mnie i powiedziała „Już na wieczność będziemy razem”


Na wieczność? To mi się nie podobało…

***
Medytowałam tak przed lodówką próbując przypomnieć sobie przepis na zapiekankę owocową…


Gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Sun?! Co ona tu robi? Czy naprawdę postanowiła dać szansę Filipowi? Przecież to dzieciak.


Zaprosiłam ją do środka. Wyjaśniła, że postanowiła nas odwiedzić by przeprosić Filipa. Uważała, że trochę go zlała wtedy w Chinach.


Miałam iść właśnie na jogging, dlatego poprosiłam Jarka, by zagadał trochę naszego niespodziewanego gościa. Dopiero wtedy Sun go zauważyła i nieśmiało do niego pomachała.


Wróciłam po pół godzinie, a oni ciągle ze sobą gadali. Nie podobało mi się to…


***

Gdy wróciłem po 14 ze szkoły, myślałem, że ten jeden buch trawki w kiblu na przerwie to o jeden buch za dużo, bo w moim salonie, przede mną stała Sun!
Stałem tak wpatrzony w nią, z rozdziawionymi ustami i szeroko otwartymi oczami. Ona tylko zaśmiała i zapytała czy nadal chce się z nią zmierzyć w sparingu.


Oczywiście, że chciałem.
Wyszliśmy na podwórko i zaczęliśmy walkę.
Od czasu powrotu z Chin trochę podszkoliłem sztuki walki i spuściłem Sun mały łomot.


Podczas 3 rundy zadzwoniła do mnie Jolka z wiadomością, że za chwilę wpadnie.
Zapomniałem, że miała przyjść...


Gdy skończyłem rozmowę, okazało się, że Sun znalazła sobie innego towarzysza rozmów, tj. Jarka.



Wkurzyłem się. Oczywiste stało się, że Sun przyjechała z Chin nie do mnie a do niego.
Poszedłem więc do domu, do Marzeny. Akurat sprzątała w kuchni, nieświadoma tego, że w ogrodzie jej chłopak jest podrywany przez naszego "szanownego" gościa.


Powiedziałem więc, że powinna wyjść na podwórko, bo szykuje nam się niezła zdrada.


Wiedziałem jednak, że Jarek nigdy by nie zdradził Marzeny. Nie jest taki głupi i nie rozjuszał by byka. Ale chciałem dać nauczkę Sun.
A Marzena trafiła na idealny moment, bo w momencie gdy ona wyszła na podwórko, Sun rzuciła się na szyję Jarkowi.


Widzieliście kiedyś wybuch wulkanu? Wściekła Marzena jest gorsza niż plujący lawą Wezuwiusz. Podczas gdy on zniszczył jedno miasto Pompeje, Marzena mogłaby w napadzie szału zrównać z ziemią całe Stany Zjednoczone.
Teraz jednak całą swą nienawiść skierowała w stronę przerażonej Sun. Zaczęła wyzywać Chinkę od najgorszych k#$^$% i s*^&%...


By w końcu przy nas ją spoliczkować...


I skopać tyłek


Poobijana Sun uciekła, a Marzena odwróciła się z groźną miną w stronę Jarka.


Wtedy doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jak się wycofam, bo jeszcze mi się dostanie.
Poszedłem do swojego pokoju, w którym czekała na mnie Jola. Znowu o niej zapomniałem. Przeprosiłem, a ona zapytała czy obok domu nie walnął jakiś meteoryt, bo słyszała głośny hałas i krzyki. Odpowiedziałem, że to tylko moja siostra kłóciła się ze swoim chłopakiem i ma na to nie zwracać uwagi.


„My się nigdy nie będziemy kłócić i będziemy razem na wieczność”- to były jej słowa przed moim pocałunkiem. Co ona ma z tą wiecznością?!
„I seksownie wyglądasz w tym szlafroku”- to powiedziała po pocałunku i to akurat mi pochlebiało mimo, że był to strój sztuk walki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 7:13, 10 Maj 2011    Temat postu:

Streszczaj się z tym dodawaniem! Myślałam, że już zapomniałaś o tym temacie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 23:40, 03 Cze 2011    Temat postu:

Co u innych bohaterów, czyli szczęśliwe życie Lidii i Szymona.

Jak wiecie, Luz Maria i Krystian wstąpili w wiek nastoletni, a co się z tym wiąże, rodzice nie są już im tak potrzebni. No chyba, że chodzi o kasę


Tak więc państwo Wolscy wstąpili w ten okres, kiedy zostało im już tylko czekać na wnuka. Do tego przerażała ich myśl, że dwójka ich ostatnich dzieci za parę lat opuści ich dom i zostaną sami. A na starość nie będzie im miał kto cewników zakładać…
Aż tu nagle, ogłoszono wszem i wobec, że… Lidia jest w ciąży! Znowu. Mimo, że już nie miała szans na kolejne dziecko. Ale to są simsy, a w nich wszystko jest możliwe


Nie spodobało się to Lusesicie. Postanowiła więc zrobić to co niegdyś jej starszy brat…

********


Od wizyty Sun minęły trzy dni, a ja codziennie zastawałem Jarka śpiącego na kanapie w salonie.


Mimo, że prosił i błagał Marzenę, ona nie dawała mu się udobruchać. Nawet gdy ja tłumaczyłem jej, że to wyłącznie wina Sun, a Jarek nie zamierzał jej zdradzać.
„Ale nie zerwała zaręczył” pocieszał się Jarek.

Tego samego dnia po południu stałem sobie spokojnie w moim salonie, w moim domu (no, prawie moim), gdy nagle poczułem obecność jakiejś złej aury w pokoju.


Pół sekundy później wszystko było jasne.
Usłyszałem głośne „Buuuuahahaaaa!” i serce podskoczyło mi do gardła.


To oczywiście była moja niezwykle irytująca siostra.
Obowiązkiem brata jest wredne dokuczanie siostrze, szczególnie młodszej. A w przypadku Luz Marysi przedrzeźnianie było niezwykle efektowne, gdyż należała do osób pokroju „o żal” lub „Lol”, „wow” i tego rodzaju zwrotów.


Wtedy usłyszałem słowa, których żaden starszy brat nie chciał by usłyszeć – zamieszkam w Twoim pokoju!


Spojrzałem na moją przygłupawą siostrę, mając nadzieję, że znajdę w jej twarzy chociaż trochę kłamstwa. Niestety, nic na to nie wskazywało…


Zacząłem biegać po domu szukając Marzeny. Może jednak Lus robi mnie w konia i tylko wpadła nas odwiedzić (czego nigdy dotąd nie robiła)


A Marzena?! Marzena siedziała sobie w pokoju, zaczytana w książkę i nie zwracała uwagi na tragedię, która mnie dotknęła.


Zadałem jedno, krótkie pytanie „To prawda?”
A ona udzieliła jednej, krótkiej odpowiedzi „Tak”.


To był szok. Po prostu szok… Musiałem się jakoś wyżyć. Niestety, gdybym zrobił to na Luz Marii to pewnie by mnie zamknęli. Wybrałem więc manekina treningowego.
Po kilku minutach, to coś się do mnie przyczłapało.


I zaczęło męczyć się z manekinem.


I znów trzeba było wypełnić obowiązek starszego brata.


Luz Maria za to wymyśliła inny obowiązek, czyli uczenie młodszej siostry techniki samoobrony. A co jeśli jakiś napalony stary dziad będzie chciał się do niej dobrać?
O nie… Kolejnym obowiązkiem starszego brata jest obrona siostrzyczki, nawet tej znienawidzonej, przed kleistymi rączkami kolegów brata.
Tak więc zaczął się trening Luz Marii…

********


A tymczasem u panny Wolskiej i kawalera Nowaka…

Jarek próbował wszelkich sposobów by pogodzić się z Marzeną. W końcu, trzeciego dnia od feralnej kłótni, złapał ją wieczorem jak wychodziła z sypialni, zatarasował drogę, włożył nogę za próg by nie mogła zatrzasnąć drzwi i oparł ręce na ścianach by nie mogła przejść.
Dopiero po chwili zauważył, że Marzena wcale nie chciała uciekać.
Wrócił więc do bardziej normalnej postawy, napiął pierś, wziął głęboki wdech i zaśpiewał swojej ukochanej piosenkę o miłości. Po egipsku. Gdyby było po chińsku mogłaby się rozgniewać.


Marzena, która po przemyśleniu całej sprawy, szła właśnie oznajmić Jarkowi, że mu wybacza, wysłuchała pieśni do końca, po czym rzuciła się chłopakowi na szyję
Wtedy Jarek powiedział chyba najmądrzejszą rzecz w całym swoim życiu: musimy się jak najszybciej pobrać.


Ślub miał być w najbliższą sobotę. Kilka godzin przed ceremonią cała czwórka domowników wyczekiwała na przybycie gości. Może pan młody nie powinien oglądać panny młodej w sukni ślubnej, ale Jarek bardziej zainteresowany był meczem w telewizji niż przyszłą żoną. Bo akurat musieli zorganizować ślub podczas Ligii Mistrzów…


Jako pierwsza przybyła Lidia, już w sukience ciążowej.


Wśród gości znajdował się również Remik, ukochany dziadziuś Marzenki. Niestety, Lusi nie mogła wpaść ze względu na zły stan zdrowia (tak naprawdę nie wiem czemu nie przyszła).


Nie mogło zabraknąć również ojca panny młodej. Rodzice pana młodego również byli obecni, ale unikali fotografa


Zaczęła się ceremonia. Państwo młodzi wymienili się obrączkami…


Po czym można było uznać, że już na zawsze zostaną razem, a panna Wolska stała się panią Nowak


Spóźniona, ale ważne, że obecna ciotka Izka wpadła razem z mężem…


Który zaczął jako pierwszy wywijać przy swojej szwagierce.


Za co dostał w łeb od starej pani Nowakowej, bo przecież pierwszy taniec należy do państwa młodego.
Ale Marzena i Jarek nie przejęli się tym i od razu poszli w tany na parkiecie


I tak zaczęła się impreza w stylu Wolskich…
********


[Podczas ceremonii]
Jakoś nie mogłem patrzeć jak Marzena i Jarek składają sobie przysięgę. Nie żebym coś do nich miał.
Ale oni byli ze sobą tacy… szczęśliwi…


Tym bardziej, że Jola wciąż piszczała, jak ona by już chciała wziąć ślub i bla bla bla, jak to baby w takich momentach…
Tyle, że ja nie chciałem… A raczej nie chciał z nią…

Po ślubie szukałem taty. Odczuwałem niezwykłą potrzebę pogodzenia się z nim.
Stał przy parkiecie nie bardzo wiedząc chyba co ma ze sobą zrobić.


Stanąłem naprzeciwko niego i nie wiedziałem co dalej, co mu powiedzieć. Przecież nie wrócę do domu Pod Wodospadem, nie teraz, gdy mama jest w ciąży.
Ale tata sam zrobił pierwszy krok. Rozłożył ręce i czekał…


Bo ojciec z synem rozumieją się bez słów…
I tak dwie rude czachy znów tworzyły zgrany duet.


Poradziłem się też w sprawie Joli. Powiedział, że sam wiem lepiej co zrobić. Tylko mam być delikatny…
Zabrałem więc Jolkę za dom by z nią porozmawiać.


Dziewczyna pomyślała, że to pewnie takie ustronie bez gości gdzie można się bezkarnie całować. Dlatego rzuciła się na mnie…


Ale ja ją odrzuciłem.
Mówiłem, że ja nie mogę z nią żyć, bo po prostu jej nie kocham, a ona pewnie nie kocha mnie…
Miałem być delikatny, ale ja nie potrafię…


Jola uciekła, a ja wróciłem na wesele. Goście się rozeszli, na parkiecie zostali tylko Marzena z Jarkiem… Szczęśliwi…


W sumie to został jeszcze jeden gość. Tata chyba za dużo wypił i zaczął bawić się zraszaczem. I znów mama musiała go zaciągać do domu.
Cóż, wesele w stylu Wolskich…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 23:54, 03 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 35

„Je t´aime”, czyli podróż poślubna państwa Nowak

W noc poślubną, Jarek oznajmił swojej nowo poślubionej żonie, że następnego dnia, z samego rana, zabiera ją na wycieczkę do Francji. Ma to uznać jako prezent ślubny i mu ładnie „podziękować” Marzenka podziękowała, ale z samego rana Jarek musiał jej powtórzyć o wycieczce jeszcze raz. Chyba wypiła za dużo drinków…
I tak nasze młode małżeństwo pojechało do najromantyczniejszego kraju na ziemi. Co prawda, Marzena oznajmiła, że Wenecja jest romantyczniejsza, ale Jarek kazał jej nie wybrzydzać.


Po dotarciu na miejsce zmieniła zdanie. Piękne alejki, stare domki, cisza, spokój, mili ludzie i ten piękny francuski język i wspaniała muzyka! Marzena wiedziała, że jej mąż nie mógł wybrać lepiej


Od razu poszli na targ, by kupić kilka pamiątek i upominków dla Filipa i Luz Marii.
Ale najpierw Marzena zaopatrzyła się w suszone jedzenie i inne potrzebne zwiedzającym muzea rzeczy.


Podczas gdy Jarek wybierał namiot na wypadek „gdyby zabłądzili w muzeum”. Po chwili dało się słyszeć jak woła do Marzeny „Kochanie, nie bierz tego modelu bo w nim śmierdzi!”. Wtf?


W sklepie z pamiątkami Marzena kupiła dla Lusesity bransoletkę z napisem „Je m'appelle Adalbert”, którego właściwie nie rozumiała. Później sprzedawca wyjaśnił, że napisane jest na nim „Na imię mam Wojtek”. Ale była ładna a w SV mało ludzi zna francuski więc nikt się nie skapnie.


W tym czasie Jarek oglądał wystawę i krzyczał „Kochanie, skąd we Francji są egipskie figurki?”
O-o


O 13 zjedli francuskie naleśniki w kawiarni…


I poszli zwiedzić winiarnie. Oczywiście kupili całą skrzynkę butelek z nektarem, bo inaczej Filip by ich zwyzywał, że z pustymi rękoma wracają.


Ale kupić wino, a je samemu zrobić to co innego. Zeszli więc do piwnicy, gdzie stały maszyny do tego celu przeznaczone. Gdy Marzena stała i zastanawiała się od czego tu zacząć, usłyszała za sobą głośny plusk.


Pomyślała „Co tej głupol robi? Pewnie coś głupiego”. Odwróciła się leniwie i zobaczyła Jarka pływającego w studni obok. Gdy już miała zapytać, co robi, on odpowiedział „Poślizgnąłem się”…
-.-?


Marzenka zabrała się za udeptanie owoców.


Jarek wypił szklarkę wina, które wyciągnął z feralnej studni. Było bardzo dobre, ze starego rocznika. Czasem opłaca się być głąbem.


A gdy Marzena męczyła się z wprawieniem w ruch tego całego złomu…


...Jarek czytał sobie spokojnie książkę. (Tak, tym razem trzymał ją dobrze;))



Niestety, pierwszy wyrób Marzeny nie wyszedł zbyt dobrze. Wycieńczeni pierwszym dniem wycieczki wrócili do noclegowni i poszli spać.
Następnego dnia Jarek wstał wcześniej. Jego nieogarniętą głowę zaprzątała jedna myśl, która spędzała mu sen z powiek: „co dzisiaj będziemy robić?”


Czuł się odpowiedzialny za dostarczenie atrakcji swojej małżonce. Wyszedł na ulicę, mając nadzieję, że tam znajdzie odpowiedź. Obok ujrzał tablicę z ogłoszeniami. Przeczytał jedno o badaniu podziemi i od razu przypomniały mu się opowiadania Filipa o tym, jak w Chinach pierwszego dnia zbadał grobowiec i znalazł pełno reliktów, które później upchnął na allegro za niezłą sumkę.


Ale Marzenie te opowiadania się nie podobały. Przecież fajniej jest zwiedzać muzea, galerie sztuki i stare kamieniczki niż jakieś brudne, śmierdzące korytarze.
Jarek postanowił więc, że poprosi żonę o jeden dzień „odpoczynku” i każde zrobi to, na co ma ochotę.


„Nie”
Ale przecież tam jest wiele ścian, które trzeba przesuwać a ona jest za delikatna…


„Nie”
…I bardzo duże pająki wiszące na sufitach i wplątujące się we włosy…


„Nie!”
Marzena dała Jarkowi do zrozumienia, albo bierze ją ze sobą, albo idzie z nią oglądać arcydzieła sztuki.


Biedny Jarosław nie miał wyboru…
Pojechali do babki z ogłoszenia żeby się zameldować. Jarek zapytał, czy od razu go wybiera, czy chce sprawdzić jeszcze kilku ochotników ale „innych ochotników nie było”.
Jarek chciał omówić jeszcze jeden „problem”. Otóż, na ogłoszeniu było napisane, że do zadania potrzebny jest tylko jeden badacz, a on jest z żoną.


Francuska powiedziała, że nie ma problemu i że zaraz się nią zajmie skoro jemu sprawia to taki problem. Jeden zamach kluczem francuskim i będzie nieprzytomna do wieczora.
Na szczęście Jarek nie był taki głupi i postanowił, że zabierze żonę ze sobą… Chociaż, ogłuszyć ją i mieć spokój na kilka godzin…
Nie, jednak podziękował…


Pojechali więc w dwoje do wskazanego miejsca. Gdy zeszli na dół, Jarka ogarnęła taki cicha pustka, która… mu się podobała.
Tam było tak cicho, mrocznie i…
Dryyyyyyyń!
Do Marzeny zadzwoniła koleżanka i zaczęła się głośna rozmowa na temat „Czy ciasto cytrynowe powinno się trzymać w piekarniku 36 czy 37 minut”.


Jarek zabrał się więc za rozbijanie sterty kamieni.


Po chwili przeszli do drugiej komory.
Jarek znów przypomniał sobie opowiadanie Filipa, który mówił, że trzeba nastąpić na taką specjalną płytkę na podłodze i dzieją się wtedy dziwne rzeczy a sekretne przejście samo się otworzy.
Tak też zrobił Jarek gdy zauważył podobną płytkę.


Nagle coś skrzypnęło z lewej strony…


Później z prawej…
Płomień w pochodni zakołysał się gwałtownie i Jarek poczuł jak kropla potu spływa mu powoli po plecach.


„Ale ja się wcale nie boję”- powiedział sobie po cichu
„Co tam mamroczesz?” – zapytała głośno Marzena


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:01, 04 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 36

„Je t´aime”, czyli podróż poślubna państwa Nowaków. cz. 2

Podczas gdy Jarek rozbijał kolejną stertę kamieni pod którymi, wg tamtej babki, znajdował się klucz do następnych drzwi, Marzena zbierała wszelakie łupy. Taaa, głupi haruje, mądry zyskuje.


Gdy Jarek skończył, zobaczył przed sobą klucz w kształcie serca.


Uradowany podniósł go by pochwalić się swojej żonie, gdy zobaczył, że ona jest już za drzwiami. Ale jak się tam dostała?
Kupiła taki sam klucz na targu i pasował idealnie, to przeszła.


Następnie Jarek naprężał swoje mięśnie, by choć trochę zaimponować Marzence. No, może trochę imponował


Później zobaczył pewien otwór w ścianie. I znów przypomniało mu się opowiadanie Filipa, w którym wyciągał z takiej samej dziury piękne klejnoty (i oczywiście sprzedawał na allegro).

Marzenka po pozbieraniu wszystkich monet z podłogi, zaczęła przyglądać się posągowi stojącemu pod ścianą.


Jarek szukając czegokolwiek w ścianie, zaczął się jej przyglądać i pomyślał, że fajnie by było teraz… Ale zaraz? Co tak miło łaskocze? Aaaaaa! Robaki!!!


Pomimo, że Jarek ośmieszył się przed Marzeną, zacięta walka z robakami się opłaciła, bo Jarek odkrył tajne przejście do komory grobowej. Która była piękna! Śliczny labirynt z żywopłotu (Jarek zastanawiał się, kto go przez te tysiące lat obcinał). Na środku stał tajemniczy grób.


Podczas zbierania wszystkiego co napotkał na swojej drodze w labiryncie, Jarek usłyszał płacz.


To Marzena stała nad owym grobem i szlochała.
„Kobiety” – pomyślał Jarek


Nagle oboje usłyszeli głuche buchnięcie i pod nogami Marzeny ukazała się dziura, taka sama jak na ścianie, ale w podłodze.
Od razu ją zbadała i wyciągnęła piękny, okrągły szlif jakiegoś drogiego klejnotu.
Mądrzy też mają szczęście…


Marzena oznajmiła, że jest zmęczona i rozłoży sobie tam namiot. Gdy skończy badać grobowiec, ma po nią przyjść.


Jarek zaczął więc sam przeczesywać podziemia szukając obiektu, który zgubiła tu Francuzka.
Odkrył kolejną komorę, gdzie było jeszcze więcej grobów.
W dziurze w podłodze znalazł to, o co prosiła babka z ogłoszenia. A była to… piłka? Telepał się tutaj specjalnie po jakąś głupią piłkę za wynagrodzenie wartę 55 zł?


Przynajmniej sprzeda wszystkie antyki na allegro i będzie to jakiś zysk.
Poszukał również największego grobu i stojącego najbardziej na środku.
Podszedł do niego i postanowił zrobić to co Marzena. Zaczął szlochać…


Ale nic się nie wydarzyło…
Wrócił więc do swojej żony. Chciał ją obudzić i wracać, ale otworzył namiot, a ona tak słodko spała
Zegarek wskazywał 1 w nocy. Po co mają teraz jechać do bazy. Pewnie i tak ją zamknęli na noc. Przenocują więc tutaj
Po chwili Marzena się obudziła, zgodziła się na noc w grobowcu i troszkę sobie pobaraszkowali przed snem


Rano wyszli na zewnątrz by odetchnąć w końcu świeżym powietrzem. Marzenka podziękowała mężowi za to, że wziął ją ze sobą bo bawiła się świetnie. No cóż, bądź co bądź, Jarek i tak nie miał wyboru ;D


Wrócili do centrum. Jarek oddał piłkę Francuzce i niepewnie poprosił o podwyżkę wynagrodzenia, bo nie raz narażał się na śmierć, walczył ze strasznymi potworami i nie znalazł nic wartego co najmniej 10 zeta.
Opowieści być może poskutkowały, bo dostał 60 zł.


Marzena w tym czasie kupiła kolejną francuską potrawę, którą koniecznie na takich wycieczkach trzeba zjeść. Czyli tackę serów. Wybór nie był zbyt dobry, bo nie dość, że śmierdziały, to jeszcze śmierdząco smakowały. I teraz przez 3 dni im będzie jechać z gęby…


Kilka godzin przed odlotem, Jarek zabrał swoją żonę do muzeum. Wszędzie zaczął doszukiwać się przedmiotów związanych z grobowcami, jak na przykład kolejnej dziury w ścianie. Niestety, okazało się, że to staroświecki alarm przeciw pożarowy i państwa Nowaków wyrzucono z muzeum.


Po kilku godzinach lotu samolotem i przepraszania żony przez Jarka, Marzena weszła do swojego wytęsknionego domu z uśmiechem na mordce
Nie to, że jej się nie podobało. Ale przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej


Jarek od razu zaczął sparing z Filipem, który przez te trzy dni się nieco podszkolił i z łatwością wygrał.


Marzenka dała Luz Marii bransoletkę. Szkoda, że w szkole miała podstawy francuskiego. Inaczej by się nie skapnęła co tam naprawdę jest napisane.
Ale oprócz prezentów, Marzena przywiozła ze sobą coś jeszcze. Rosnące pod jej sercem dzieciątko


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:09, 04 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 37

Jak to zwykle u mnie bywa, zawsze gdy jakaś simka jest w ciąży do domu włamuje się złodziej.
Ciąża Marzeny nie była wyjątkiem.
Pewnej nocy pod ich domem skradała się włamywaczka. Do tego ta sama co okradła Marzenę i Filipa pierwszej nocy w ich domu!


Złodziejka tym razem nie weszła do domu. Wiedziała, że pewnie zamontowali już alarmy.
Postanowiła więc zwinąć coś z ogrodu.
Na szczęście Jarek usłyszał szelest dobiegający z dworu i wyszedł sprawdzić co to.
Dostrzegł ciemną postać zbliżającą się powoli do jego ukochanych piłkarzyków!


Rzucił się w stronę kobiety, ale gdy dobiegł było już za późno. Stolik wylądował w worku okrutnej złodziejki.


Gdy już chciał ją zaatakować, do akcji wkroczyła policja. Ta, która wcześniej pojmała włamywaczkę.


Po zaciętej i krwawej bójce obrończyni prawa powaliła rabusia na ziemię.


Władze obiecały, że skontaktują się z Jarkiem w celu zrekompensowania się za piłkarzyki w ciągu tygodnia, ale po trzech nadal milczeli…

Tym czasem brzuszek Marzenki rósł z każdym dniem.
Marzena wypiękniała, chodziła rozpromieniona i uśmiechnięta. Widać ciąża jej służyła.


Jarek również był szczęśliwy. Wymarzył sobie córeczkę podobną do mamusi z wyglądu a do taty z charakteru i inteligencji…


Marzena powiedziała, że chyba lepiej będzie, gdy dziecko odziedziczy po niej charakter i inteligencje… W szczególności inteligencje.

Pomimo sprzeczek, kochali się z dnia na dzień coraz mocniej


Tymczasem u młodzieży…
Stałym gościem w domu Nowak-Wolscy była przyjaciółka Lusesity, Mendy, córka lafiryndy. Fifi miał już tego gościa po dziurki w nosie. Nie tajemnicą było, że dziewczyna się w nim podkochuje. Cała szkoła o tym gadała.


Luz Maria korzystała z tego, że Fifi nie przepada za Mendy, dlatego zapraszała ją coraz częściej i za plecami Filipa mówiła jej, że na majtkach mama mu kiedyś wyhaftowała misie by wiedział, że to są jego.
Dobrze, że Fifi tego nie słyszał…


Znów u małżeństwa.
Rano, podczas pracy w ogródku, zaczęło się. Marzena dostała skurczy przy czym darła się na całe osiedle.


Przebił ją Jarek który krzyczał jeszcze głośniej.


Marzena wiedziała, że nie może liczyć na swojego przygłupawego męża, więc sama zaciągnęła go do samochodu i pojechała do szpitala.

Po kilku godzinach, Filip i Luz Maria mogli przez okno podziwiać jak do ich domu zbliża się ich nowa siostrzenica.


Oczywiste było to, że Marzena będzie wspaniałą matką. Wystarczyło spojrzeć na to jak patrzy na swoją małą córeczkę, Rózie.


Po kilku miesiącach, po domu zaczęła buszować mała, blond włosa dziewuszka.


Wszędzie jej było pełno i wszędzie się wpychała, więc gdy Filip i Luz Maria mieli jej serdecznie dość, sadzali ją na jej ulubionego konika na biegunach.


Prośby Marzeny się nie spełniły i Różyczka, oprócz blond włosów, odziedziczyła całą urodę po tatusiu.


Co oczywiście cieszyło Jarka. Na razie malutka była śliczna ale nie wiadomo co później wyrośnie. Nawet gdyby wyglądała jak dziecko Rosemary, Jarek uciąłby głowę każdemu, kto by tak powiedział.


Nauka podstawowych czynności na szczęście przebiegała prawidłowo. Inteligencję odziedziczyła po mamusi.



~U młodzieży

Pewnego dnia do progu Wolskich-Nowaków zawitał niespodziewany gość. Krystian przyszedł zobaczyć swoją siostrzenicę.
Powitała go Luz Maria, która stęskniła się za swoim znienawidzonym kiedyś bratem. Tęskniła tak bardzo, że nawet uściskała go na powitanie.


Krystian się zmienił. Zmężniał, nabrał muskulatury. Luz Marię ogarniało dziwne uczucie jak na niego patrzyła.


Wieczorem zasiedli przed telewizorem wraz z Filipem i Jarkiem by grać w PlayStation. Taka domowa zabawa. Oczywiście wygrany zbiera 30 złety. Po 10 od każdego…


Tymczasem Marzena musiała posprzątać po wszystkich talerze po obiedzie…


I usypiać niesforną Rózię… Wiedziała, że została kurą domową.


Przed 23 Krystian oznajmił, że musi się zwijać do domu. Lus odprowadziła go wzrokiem i rzuciła mu tylko „Pozdrów rodziców”. Znów to dziwne uczucie…

********
Filip


Następnego dnia rano zauważyłem, że Lusesita chodzi przybita.


Na pewno nie było to spowodowane tym, że pokłóciła się z Mendy. Ona by się tym nie przejęła. Po prostu zlewały się nawzajem…


Kłótnia musiała być poważna bo Mendy na jej widok chciało się wymiotować.
A tak w ogóle, to co ona tu robi?


Ach, no tak. Przyłaziła tu wyłącznie z mojego powodu. Zawsze gdy ja jadłem obiad ona dosiadała się do mnie i mogła zjeść ze mną nawet 5 talerzy zupy, byle by tylko ze mną posiedzieć.


Ale nie w głowie mi teraz były zaloty. Nawet gdyby wyglądała jak Megan Fox, nie umówiłbym się z nią. Teraz interesowały mnie jedynie sztuki walki.
Chociaż, Megan Fox…


Cały sobotni wieczór przesiedzieliśmy oczywiście z Jarkiem przed grami PlayStation. Chciał się odegrać za to 10 złety.
Przed północą przyszła do nas Marzena. Kazała nam się kłaść do łóżek.


Jarek oczywiście odpyskował jak dziecko do matki, że jeszcze wcześnie, że jeśli nie chce głodować to musi mnie ograć z tych 10 zł. Czasami się zastanawiam czy on kiedykolwiek myślał…


Marzena nie dawała za wygraną, dlatego zaproponowałem, byśmy zagrali o to czy kończymy grę. Trochę hazardu…


Zgodziła się, ale jeśli wygra, Jarek nie będzie grał przez miesiąc. Umie się kobita targować…

Graliśmy akurat w Need for Speeda
Marzena usiadła między nami i z twarzą pokerzysty przejechała całą trasę 3 razy bez żadnych stłuczek, zgarnęła najwięcej punktów i prześcignęła nas dwóch, a nawet zdublowała!


Zgarnęła 20 zł i zagnała do łóżek…
Ja już chcę być dorosły!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:16, 04 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 38

~Luz Maria


Skróciłam fryzurkę i pofarbowałam końcówki na czerwono. Odjazd! Dziewczyną w szkole się podobało.
Zakochałam się.
W mojej malutkiej siostrzenicy Rózi (a Wy co myśleliście )
Mimo, że czasami swoim hałaśliwym trybem życia doprowadzała mnie do szału, to uwielbiałam ją. Również dlatego, że doprowadzała tym do szału Filipa.


W sobotę po południu umówiłam się z Krystianem na basenie. Chciałam mu coś powiedzieć. Sama nie wiem co. Babcia Lusi powiedziała przez telefon, że mam mówić to co myślę, a jak nie wiem co myślę, to mam improwizować.

Gdy przybyłam na miejsce on już tam był. Na szczęście nie narzekał, że się spóźniłam pół godziny. No co? Z zadartym paznokciem się nie pokażę!


Oczywiście pochwalił moją nową fryzurę. Tylko fryzurę… A ubiór to co? Miał pochwalić całość wyglądu. Ale już nie będę się czepiać.
Przypomniało mi się to co mówiła babcia. Więc zaczęłam. Kij z tym, że wtrąciłam mu się w zdanie.
Powiedziałam, że kilka dni temu coś poczułam, dziwne uczucie. I może to by miało sens…


„Coś ty, siora?!”
Myślałam, że serce wywali mi z piersi i uderzy go w twarz. A najgorsze było przede mną…


Ma dziewczynę. I chciał mi ją przedstawić. I jest tu.
Darlene Bunch.
Bunczówna? Głupia, brzydka Bunch?
Odruchowo zaczęłam szukać jej po całym basenie. Stała niedaleko więc ruszyłam w jej kierunku.


Wytknęłam jej to, że wygląda jakby ją stado krów podeptało…


I zaczęłam się kłócić. Sama nie wiem co jej mówiłam. Pewnie coś, czego nie należy tutaj publikować.


Później wróciłam do zszokowanego Krystiana przyglądającemu się z karpiem na twarzy naszej potyczce.
Jemu również musiało się dostać. To ja tu wyznaję uczucia o jakiejś pieprz*nej miłości, a on mi się gździ z jakąś wywłoką?!


Odpyskował, że od kilku lat się przede mną płaszczył żeby chociaż na chwilę zwrócić na siebie uwagę, że oddawał mi ostatni kawałek ciasta, dzielił się klockami lego i nie wiadomo co jeszcze, a ja szlajałam się z każdym po krzakach. I że o tej wywłoce to mam mówić za siebie.


Tego było już za wiele. Nic nie odpowiadając dałam mu kilka razy po pysku. Widać trening Filipa na coś się przydał bo nieźle nim zawirowało.


Bez słowa odwróciłam się i poszłam do basenu. Wchodząc do wody miałam ochotę do niej wskoczyć i już nigdy nie wypłynąć…


Gdy tak, nawet nie wiem czemu, pływałam, usłyszałam nagły huk i śmiech zebranych ludzi.
Jakaś oferma idąc koło drabinki potknęła się o nią…


Przyjrzałam się jednak owej niezdarze i w mojej głowie zaświtał iście szatański plan. Jestem genialna!


Wyszłam z wody i podeszłam do blond chłopaka z okularami jak u nerda. Nosi się jeszcze takie?
Mimo, że był śmiechowy, Eryk wydawał się całkiem miły i rozmowny.
Czy wiedzieliście, że Japończycy mówią do siebie "kocham" tylko raz w życiu? Ciekawe…


Korzystając z tego, że Krystian wciąż był na basenie, zaczęłam przymilać się do Eryczka.
Że ma ładne oczy, śliczne włoski i w ogóle jest taki sweet.


Gdy kontem oka zauważyłam, że Krystian na nas patrzy, dałam mu przelotnego buziaka.



I chyba się opłaciło. Mój braciszek z importu patrzył jak razem wychodzimy z basenu… Po trupach do celu.

********


„Bo wy to wszystko zapoczątkowaliście…”

Lusi o 1 w nocy wchodziła do domu. Była załatwić ostatnie sprawy związane z przekazaniem całej restauracji swojej wnuczce Marzenie. Wiedziała, że chciała być kucharką. I jej przyda się to teraz bardziej.


W salonie powitał ją Remigiusz czułym uściskiem i pocałunkiem. Odsuwając się od swojej żony zapytał „To już?”


Tak, to była ta pora… Oboje tego chcieli. Wszystko chcieli robić razem. Nawet umierać.
W tym samym momencie otoczyły ich lśniące, piękne gwiazdki które jakby oplatały ich ze sobą.


Chwilę później było już po wszystkim, żadnego bólu i to uczucie, że na wieczność będą razem. Ze zdziwieniem przypatrywali się ich nowej postaci.


Później znów patrzyli sobie w oczy.


I nawet gdy przybył po nich Mroczny Kosiarz, nie odrywali od siebie wzroku.


Tak wielka była ich miłość.







______________

Buhuhuhuhuhuuhhuhuhu........ hamster_abandoned:


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:24, 04 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 39

Było słoneczne popołudnie, a my staliśmy nad dwoma wysokimi grobami wpatrzeni w wyryte na nich nazwiska. Pomyśleć, że jednego dnia się rodzimy, a później umieramy przeżywając dobre życie lub złe.
Życie babci Lusi i dziadka Remika było z pewnością udane.


Czekając aż dołączy do nas mama, Luz Maria zaczęła grać jakieś smęty na gitarze chcąc uczcić śmierć dziadków.


Miała dopiero 3 poziom umiejętności, więc Marzena rzuciła żeby już przestała, bo dziadkom w niebie już się na pewno podobało.
Chwilę później przyszła mama i Krystian. Tata został w domu. Ktoś musiał zajmować się Keithem.


Mama nie wyglądała na przygnębioną. Powiedziała, że rodzice nie chcieliby żebyśmy się smucili. Odeszli razem, byli szczęśliwi i przeżyli piękne lata.


Krystian wziął mnie na stronę. Poprosił żebym doradził mu w pewnej sprawie.
A konkretnie… w sprawie Luz Marii.


Zapominając, że obok stoi nasza mama, wymknęło mi się głośne „Ty głupku…!” ale w ostatniej chwili zdołałem się powstrzymać przed dokończeniem zdania.


Dostałem tylko w łeb od mamy za przezywanie brata, a później jeszcze raz od Krystiana za to, że prawie go wsypałem.
Postanowiliśmy poczekać aż mama pójdzie i dopiero jak zostaliśmy sami zaczęliśmy rozmawiać o nim i Luz Marii.
Nie byliśmy jednak sami, bo po chwili dosiadła się do nas Darlene Bunch. Krystian wcześniej poinformował mnie, że z nią zerwał a ona nie daje mu spokoju.


Później przysunęła się jeszcze bliżej, więc zmieniliśmy niepozornie temat.
„Widziałeś tego „Avatara”?
„Tak, tak, widziałem”
[cisza]


W końcu, mimo błagalnego spojrzenia Krystiana, nie wytrzymałem, podszedłem do Darlene i wykrzyczałem, że nie ma węszyć tym swoim krzywym nosem.


Moja taktyka podziała, bo Bunczówna sobie poszła.
Wtedy Krystian zapytał, co ja bym zrobił na jego miejscu.
„Nie zakochałbym się we własnej siostrze, młotku”


Jakiś miesiąc później jadłem obiad z Luz Marią. Marzena i Jarek byli w pracy, Rózia spała a ona jakoś dziwnie się na mnie patrzyła. Tak, jakby coś chciała.


I nie myliłem się. Miał do niej przyjść jej chłopak i miałem być miły.
Tylko, że ja nigdy nie jestem miły. Ale postaram się być uroczy.
Tylko jak ja mam być uroczy, gdy oni zaczęli mi się migdalić przed telewizorem. Zamiast samochodu, widziałem tyłek Lusesity.


Gdy Luz poszła „przypudrować nosek”, ten Eryk (Boże, co to za imię) usiadł obok mnie i zaczął czytać książkę Oo


„Jaki skretyniały mięczak” – pomyślałem. Jak taki cwel ma być w przyszłości moim szwagrem, to ja dziękuję bardzo. Wolę kazirodztwo.
Wstałem, podciągnąłem gościa za szmaty pod górę i wygarnąłem mu, że ma się trzymać z dala od mojej siostry. Miałem przewagę, bo taki wychłostek nic mi nie mógł zrobić.


Chwilę później wróciła Luz Maria i wyczuła unoszące się w powietrzu napięcie.


I poczułem się taki otoczony. Eryk sam nic by mi nie zrobił, ale jak Lusesita by mnie podrapała tymi swoimi siekaczami na palcach, to bym mógł się wykrwawić.


Zaczęła więc krzyczeć, że obiecałem że będę miły.
Po pierwsze nie miły a uroczy, po drugie nic nie obiecywałem.


Luz Maria wydarła się, że nie będę decydował o tym, z kim się będzie spotykać i zobaczyłem to triumfujące spojrzenie Eryka. W tym momencie miałem ochotę zbić mu te nerdowskie okulary na nosie...


Wieczorem łowiłem z Jarkiem ryby w stawie przed naszym domem. Zapytał, co bym chciał dostać na urodziny. Powiedziałem, że dom z basenem, ale nie mają kupować bo za drogo im wyjdzie. Odpowiedział, że i tak już mi kupił skarpetki...


W nocy obudził mnie hałas na podwórku. Wybiegłem na ogród by zobaczyć co to. A to była znowu ta sama włamywaczka. Nie zwróciła na mnie uwagi. Chyba myślała, że może ograbić mieszkanie tak jak ostatnio. Jakież było jej zdziwienie kiedy zobaczyła jak wyciągam komórkę i dzwonie na policje.


Nie zdążyła nic zwinąć ani spytać dlaczego, kiedy podbiegła policjantka (ta samo co ostatnio) i zaczęła się szamotanina.
W kurzu widać było przerażoną złodziejkę, która krzyczała, że mam jej pomóc.


Ale ja patrzyłem spokojnie jak zostaje zakuta w kajdanki. Złapanie rabusia nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Chyba dorastam...


Następnego dnia po południu zebrało się chyba pół miasta w moim ogrodzie. Mówiłem Marzenie, że nie chce zbyt wielu gości na urodzinach.


Jarek zaprosił nawet prezydenta miasta, Adama Klipsiewicza, o którym gazety piszą, że plądrował grobowce w Chinach, Francji i Egipcie. Opowiadał mi kilka historii z wycieczek. Stwierdził, że jeśli kiedyś gdzieś wyjadę, to jego porady mi się przydadzą.


Były też jego córki i żona. Krystian zaczął wywijać z tą rudą, a Marzena rozmawiała z panią Bianką o pędzlach z Egiptu. Spotkały się dwie artystki...


Wszyscy najwidoczniej byli bardziej zaciekawieni sobą, niż jubilatem, czyli mną.


Dlatego sam zdmuchnąłem świeczki. Nie potrzebowałem aplauzu. Chciałem już być po prostu dorosły.


Dopiero wtedy wszyscy zauważyli, że jest już po punkcie kulminacyjnym imprezy. Ale dorastanie się jeszcze nie skończyło. Dlatego wszyscy zaczęli się drzeć, klaskać, skakać itd...


W ostatniej chwili dobiegł Jarek, który był na meczu.


No i w końcu dorosłem. Na to czekałem tyle miesięcy. Teraz jestem niezależny i mogę robić na co tylko mam ochotę.
Dopiero gdy spojrzałem w lustro zauważyłem, że nie tylko kolor włosów mam po ojcu ale również ich ułożenie. Będę musiał coś z tym zrobić...


Później też zaczęła się impreza. Marzena podała chyba za dużo nektaru i wszyscy zaczęli tańczyć do Kaczuszek. Szczególnie pan Adam z Olafem


Innym jednak alkohol nie służy. Krystian za dużo wypił i zaczął się sadzić do Eryka. Nie wiadomo dokładnie o co, bo plątały mu się słowa.


Gdy zaciągnąłem Krystiana do domu i zamknąłem w piwnicy, poszedłem szukać mamy.
Jak zwykle musiała wszystko sprzątać, żeby Marzena zbytnio się nie przemęczała. Przecież ona już nie jest w ciąży... Miałem również wrażenie, że ona nie chce ze mną rozmawiać.


Złapałem ja w kuchni, gdy skończyła myć naczynia i zapytałem czy wszystko jest w porządku.
Ale czego się mogłem spodziewać, jak nie odpowiedzi, że jest OK?


Jednak za bardzo znałem moją mamę. Pewnie już przybita faktem, że się starzeje, jej dzieci dorastają dusi w sobie wszystkie emocje.
Zapytała mnie, co zamierzam teraz robić, jaką karierę wybiorę i kiedy doczeka się wnuka (?)
Powiedziałem, że będę jeździł po świecie i przeszukiwał grobowce, a co do wnuków, to niech się zadowoli Rózią, bo ja o dzieciach nie myślę.


Poprosiła tylko żebym był ostrożny, po czym mnie przytuliła. I nie chciała puścić przez 5 minut....


Dwa miesiące później szedłem powoli w stronę mojego nowego domu, położonego na plaży, z basenem i dwoma samochodami. Miała to być moja przystań między kolejnymi podróżami i miejsce gdzie będę mógł odpocząć.
Ale nie byłem sam. Za mną szły dwa rozwrzeszczane nastolatki, które ciągle kłóciły się o byle g...

____________

Dorosły Fifi!!! Jea, bejbi, jeeea Cool


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 11:09, 04 Cze 2011    Temat postu:

pisz szybciej

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 19:56, 04 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 40

Wszedłem do domu. Zmęczony, głodny, brudny. W butach czułem pozostałości pustynnego piasku.
Było coś koło południa. Luz Marii i Krystiana nie było w domu więc miałem chwilę spokoju na doprowadzenie się do porządku.


Ale nie poszedłem ani się najeść, przebrać czy wykąpać. Usiadłem na kanapie i myślałem. Czy moje przygody które dopiero co się zaczęły już się skończyły? To źle powiedziane. Ta przygoda się skończyła. Została tylko wspomnieniem w postaci kilku drogocennych posążków i sporej sumki na koncie.


Siedziałem może tak z godzinę, gdy do pokoju wparowali Luz i Krystek. Leniwie odwróciłem głowę w ich stronę.


Gdy Lusesita mnie zobaczyła od razu podbiegła i zaczęła pytać co jej przywiozłem. Powiedziałem, że książki.
„Ale ja nie lubię czytać książek!”
Tak, zrobiłem to specjalnie.


Później podszedł Krystek i pytał jak było, czy spotkałem mumie, znalazłem drogocenne kryształy i czy przywiozłem mu młodą tancerkę brzucha o którą mnie prosił.


I oboje zasypywali mnie pytaniami dotyczącymi wycieczki.
Próbowałem się im wywinąć, mówiąc, że jestem śpiący i że pogadamy jutro po czym uciekłem na górę.


Zamknąłem drzwi od pokoju i znów stałem jak taki baran. Wcale nie byłem zmęczony, nawet gdybym był to nie mógłbym zasnąć. Chciałem jakoś przekazać ludziom moją historię, ale nie potrafiłem z nikim o tym rozmawiać.


Dlatego wyciągnąłem laptopa i postanowiłem napisać książkę. Wiem, że książek o tematyce przygód w grobowcach jest wiele, ale nie potrafiłem inaczej tego z siebie wylać. Dlatego wyleję to na papier a raczej na strony w Microsoft Word.


Wymknąłem się więc do ogrodu. Usiadłem do stolika, odpaliłem laptopa. Punkt pierwszy: Tytuł.


Kurde, czy wymyślanie tytułu musi być takie trudne?
Po minutach klikania, kasowania tego co napisałem i znów klikania czegoś równie durnego, wymyśliłem w miarę chwytliwy tytuł:


Prawdziwe przygody z Egiptu, czyli to czego by nie przeżył Indiana Jones.
Wstęp

Historia na faktach, czyli moja, Filipa Wolskiego.
Książka ilustrowana.
Koniec wstępu.
Rozdział I

Smród, piasek w du*ie i beznadziejne wyzwania.


Egipt. Kraina złotych wydm, falującego powietrza, błękitnego oceanu i krętego Nilu. Domów z cegieł z piasku, braku kanalizacji, Internetu. Czyli jedno wielkie zadu*ie.


Ale jakie inne miejsce na świecie przyciąga więcej poszukiwaczy skarbów? Można tu się nieźle dorobić. Nawet zwykłą bryłkę piasku zmieszanego z kałem słonia upchniesz za 30 złety. I jeszcze wciśniesz, że to leczy prostatę.
Jednak mnie nie przyciągają tutaj zarobki. Kasy mam sporo, i jeszcze więcej odziedziczę po rodzicach.
Mnie tutaj ciągnie rządza poczucia adrenaliny we krwi, emocje, chwile kiedy będę ocierał się o śmierć.
Dlatego od razu gdy przybyłem do bazy noclegowej podszedłem do wielkiej tablicy stojącej na środku placu. Podobną widziałem już w Chinach kilka lat temu.


Wybrałem ofertę która ostrzegała o niebezpieczeństwie związanym z tą wyprawą.
Udałem się pod wskazany adres pracodawcy. Kazałem mu się streszczać, paliłem się do penetrowania grobowców.


Miałem zbadać jakąś małą piramidę. Dobre i to.
O Boże, jak tam śmierdzi. Chyba dawno nikt tu nie wietrzył.


Wziąłem się jednak w garść i wszedłem do środka. Raptem w godzinę znalazłem to, czego chciał Egipcjanin.


Wróciłem więc do niego, dałem mu relikt i poprosiłem o bardziej ambitniejsze zadania. On zaczął mi coś pieprzyć o jakieś organizacji MarcoPolo czy jakoś tak. Co mnie to obchodzi. Ja chcę tylko badać grobowce.


Wysłał mnie do babki, która podobno mogła mi zaoferować naprawdę hardcorowe wyzwania.
Rozdział II

Grobowiec Płonących Piasków i jakiś potyrany gościu


Kobieta która miała dać mi kolejne, trudniejsze zadanie znów biadoliła coś o tej korporacji, że to złe ludzie i w ogóle bla bla blaaaa…
Pośpieszyłem ją więc trochę. Kazała udać mi się do następnej piramidy by znaleźć rosnące w niej owoce które płoną (?)


To już było coś. Piramida była o wiele większa od tamtej. Z łatwością otworzyłem kamienne wrota i wszedłem do środka.


No i tu zaczęła się ciężka praca.
Rozłupywanie ogromnych stosów kamieni…


Zaglądanie w pokryte pajęczyną sarkofagi…


Nurkowanie w otchłaniach głębokich studni…


Czułem, że żyję. A mój wysiłek zwykle się popłacał. Znalazłem salę w której było sześć kufrów z posążkami po jakieś 10 złety.


Gdy doszedłem do ostatniego usłyszałem za sobą ciche skrzypnięcie.


Odwróciłem się i zobaczyłem jakiegoś przerąbanego gościa w bandażach. Ciekawe kto go tak urządził, że całego musieli go obwinąć.


Facet chyba nieźle dostał w banie, bo szedł z wyciągniętymi przed siebie rękoma w moją stronę powtarzając ciągle „Śmierć łajdakowi, śmierć łajdakowi…”
Coś ty jarał chłopie. Zmień dilera albo bierz mniej.


Ja osobiście jestem bardzo opanowanym człowiekiem, nie wszczynającym bójek. Ale czasami mam oznaki agresywności. I w tym przypadku właśnie taka oznaka była, bo wkurzyłem się na faceta i się na niego rzuciłem.


10 poziom sztuk walki i sportu na coś się zdaje, bo czubek dostał nieźle po tyłku.


Tylko co mu się stało? Uniósł się w powietrze i zamienił w drobny pył. O cholercia, chyba go zabiłem.


Zajrzałem do sarkofagu mając nadzieję, że tak jest, może się po prostu teleportował.


Był, bo dostałem od kogoś nieźle w czachę. Przynajmniej wiadomo, że żyje. Dowinie se jeszcze kilka bandaży i będzie cacy.


Wróciłem do powierzonego mi zadania. Znalazłem krzaki z owocami które rzeczywiście płonęły. Niestety, miałem przynieść 5, a były tylko 3. Muszę szukać dalej.


I znów, nurkowałem w studniach…


Przesuwałem ogromne posągi. Nie wiedziałem, że taki ze mnie Pudzian.


Znalazłem salę w której rosło kilka tych samych krzaków z płonącymi owocami.


Zerwałem tyle ile mi potrzeba i zjadłem też jednego. Były dobre ale trochę paliły w gardle.


Zaniosłem owoce Egipcjance. Powiedziała, że ma dla mnie kolejne, jeszcze trudniejsze zadanie.
Rozdział III.

Był ogień, będzie woda oraz nowy towarzysz podróży.


Przespałem się kilka godzin. Rano, gdy jeszcze było ciemno, wyruszyłem do Piramidy… jakiejś tam. Ta była jeszcze bardziej okazała.


Już w drugiej komnacie o mało co nie wpadłem w pułapkę. Na szczęście miała zbyt późny zapłon i odpaliła się dopiero gdy przeszedłem.


Przeszukiwałem wszystkie zakamarki by znaleźć relikt który chciała Egipcjanka. Rozbrajałem pułapki, znajdowałem często jakieś mało warte figurki.
Gdy tak próbowałem rozwalić jedną pułapkę elektryczną, usłyszałem jakieś ciche kroki.


Myślałem, że to znowu ten narajany facet, ale gdy się odwróciłem zobaczyłem młodą dziewczynę. Duże oczy, nieokreślonego koloru, ni to zielone, ni niebieskie, ładna buzia, piegi na policzkach i luźny kucyk. Mówiąc językiem mężczyzn - niezła szprycha.


Ale co tu robi? Powiedziałem jej żeby wracała bo tu jest niebezpiecznie i brudno a ona, taka delikatna kobietka może sobie coś zrobić.


Dziewczyna, pokiwała głową i mruknęła, że chyba rzeczywiście nie słuchałem co mówiła do mnie moja pracodawczyni.
Przedstawiła się jako Ida Grant. Z Anglii. Została zatrudniona jako fotograf i ma mi towarzyszyć w grobowcach uwieczniając na zdjęciach moją pracę.


Super, będzie mnie tylko spowalniała. Chciałem zadzwonić do tej babki i zapytać czy naprawdę muszę znosić tą dziewczynę ale nie mogłem znaleźć zasięgu.
Trudno. Zabrałem ją ze sobą ale nie będę zwalniał jeśli się potknie i przewróci.
Próbowała być cicho, czasami tylko słyszałem pstryknięcia aparatu. Często rozpraszało mnie to przy szukaniu pułapek.


Raz nagle poczułem, że coś się pali. Okazało się, że to pułapka elektryczna przypaliła mi trochę tyłek.


Ale jak się uruchomiła? To Ida przesunęła jakiś posążek włączając pułapkę.


Prawie zrobiła ze mnie pieczonego kurczaka a jeszcze się cieszyła, że znalazła trochę monet.


Chciała się zrekompensować za wypaloną dziurę w moich spodnia i zaczęła przesuwać inne posągi. Bałem się, że znowu mnie spali.


Po chwili stanęła i powiedziała, że ten posąg się na nią gapi. (oO?)


Raz oblazły ją robaki. Zabawnie to wyglądało jak zaczęła biegać w kółko i krzyczeć.


Ale potem zrobiło mi się jej żal, bo się trochę chyba przestraszyła. Mogła nie wybierać tego zawodu…


Po kilku godzinach szukania tego je**nego reliktu wróciliśmy do punktu wyjścia.


Ida powiedziała, że pewnie ominąłem jakieś tajne przejście i że możemy się wrócić.
No że też o tym nie pomyślałem……. (ironia)


Wtedy przypomniało mi się, że w pierwszej komnacie były dwa wejścia i że do jednego jeszcze nie wchodziłem bo nie miałem klucza. Teraz klucz znalazłem to mogę iść.


Gdy weszliśmy kamień spadł mi z serca. Już myślałem, że zrobię z siebie głupka.


Po dwóch godzinach znalazłem w końcu ten zakichany relikt.


Było już późno w nocy i Egipcjanka już pewnie będzie spała więc zaproponowałem Idzie żebyśmy odpoczęli i pójdziemy do niej z samego rana.

___________

resztę relacji dodam w nocy ;)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin