Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Prehistoryczne relacje Wodza (Nowe 12.06)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 6:51, 05 Cze 2011    Temat postu:

Cytat:
resztę relacji dodam w nocy ;)

Nie dodałaś.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 10:37, 05 Cze 2011    Temat postu:

dodałam jedną a później byłam zmęczona i poszłam spać ;) Kiedy indziej dodam, bez pośpiechu ;P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 18:13, 08 Cze 2011    Temat postu:

Rozdział IV

Ostatni grobowiec i brak czasu


Rano miałem nadzieję, że moja przymusowa towarzyszka będzie jeszcze spała i że będę miał ją z głowy. Zacząłem szybko jeść śniadanie. Niestety przyszła i usiadła obok mnie. Powiedziała, że mam się pośpieszyć, bo rozwaliła prysznic i ją właściciel obozu będzie ścigać.


Poszliśmy więc do naszej pracodawczyni by wręczyć jej relikt i zdjęcia oraz zapytać o następny cel podróży. Kazała nam poczekać bo musi jeszcze ustalić położenie ostatniego reliktu.


Ida powiedziała, że pójdzie porobić zdjęcia, a ja poszedłem na targ.


Koło południa zadzwoniła Egipcjanka z informacją, że ostatni, najważniejszy relikt znajduje się w Wielkiej Piramidzie. Idąc przez targ zobaczyłem dziewczynę w turkusowej sukience. Domyśliłem się, że to Ida i chciałem przejść jakoś niezauważony.


Niestety, zauważyła mnie i zapytała co jest kolejnym etapem zadania.


Postanowiłem przekonać ją do zostania tutaj, że ja te zdjęcia mogę porobić, a jak jej nie będzie to ta praca mi szybciej pójdzie i w ogóle…


Moja prośba rozłościła dziewczynę i uwierzcie mi, wcale nie jest taka delikatna.
Musiałem ją zabrać ze sobą.


Już na samym wejściu miałem obawy co do jej obecności w tym grobowcu. Przy drzwiach leżał kościotrup. Ida zachowała jednak zimną krew i nie piszczała za głośno.


Zabrałem się do pracy. Przeszukiwałem wszystkie sarkofagi i dziury w ścianach.


Ida, dotknięta moim stwierdzeniem, że jest za wolna, zaczęła mi pomagać.


Doszliśmy do komnaty z grobami. Zacząłem przesuwać posągi wszelakimi sposobami by aktywować jakieś ukryte przejście gdy usłyszałem ciche „Filip?”


Odwróciłem się i zobaczyłem Idę, która wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.


I tak było. Pobeczała się jak dziecko.


Podszedłem do niej i zapytałem o co chodzi a ona powiedziała, że się boi i już nie wytrzymuje, że mogła posłuchać mamy i zostać prawnikiem…


Zaproponowałem, żeby została tutaj, niech odpocznie, poczyta jakąś książkę czy coś, a ja pójdę dalej i porobię te zdjęcia.


Zgodziła się. Chciałem ją przytulić na pocieszenie ale się powstrzymałem…


Zostawiłem ją w bezpiecznym według mnie miejscu i poszedłem zagłębiać się w otchłanie grobowca.
Znowu te robaki…


Pułapki…


Ukryte przejścia…


Nareszcie dotarłem do jakiejś większej sali. W tym samym momencie zadzwonił telefon. To pracownik biura podróży z informacją, że niedługo kończy mi się wiza i o północy muszę wracać. Spojrzałem na zegarek. Była 20. Zostały mi 4 godziny…


Nie zważając na płomienie zacząłem pracować w pocie czoła


Docierałem do komnat z sarkofagami. Gdy już myślałem, że tam znajdę owy relikt to okazywało się, że to jakieś tanie badziewie.


Do jakiegoś otworu w ścianie dopasowałem kamienny klucz.


Za drzwiami znalazłem Idę czytającą książkę. Znów kręcę się w kółko?


Wyciągnąłem ten klucz i dopasowałem go do innego zamka.


Tym razem trafiłem w dziesiątkę. Znalazłem salę śmierci. Nazwa nie była przypadkowa. To miejsce naprawdę przyprawiało nawet mnie o dreszcze. Zrobiłem szybko kilka zdjęć i poszedłem dalej.


O godzinie 21:30 znalazłem główną salę grobową. A tam? Kolejny naćpany gość w bandażach. W tym kraju powinni zakazać marihuany.


Po chwili okazało się, że jest ich nawet dwóch.


Nagle buchnęły płomienie i oboje zaczęli się palić. Po prostu stanąłem przez przypadek na jakiejś płytce uruchamiającej pułapki.



Wyciągnąłem relikt z kufra i chciałem jak najszybciej wręczyć go Egipcjance.


Ale moja ciekawość była zbyt silna i zajrzałem do sarkofagu…


Usłyszałem jednak głośny krzyk Idy i jak najszybciej do niej pobiegłem. Okazało się, że jakiś pajączek zaczął jej łazić po ręce i się wystraszyła…
Złapałem ją za rękę i udaliśmy się do naszej pracodawczyni.
Gdy wręczałem jej ostatni relikt wybiła 23. Jestem mistrzem w te klocki.


Wróciliśmy z Idą do obozu. Podziękowała mi za zrobione zdjęcia, mimo, że nie są tak dobre jak chciała ale są oraz za miło spędzony czas w grobowcach.


Powiedziałem, że jeśli kiedyś będzie w SV to niech wpadnie mnie odwiedzić, chyba, że znów będę w mojej „pracy”


Odparła, że teraz będzie miała mało czasu, jedzie do Chin i nie wie czy się jeszcze kiedykolwiek spotkamy.


Przytuliła mnie na pożegnanie…


I przelotnie pocałowała.


Po czym patrzyłem jak powoli się oddala…

„Główny bohater odjeżdża na koniu w stronę zachodzącego słońca…”


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 18:35, 08 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 42

Kilka dni wcześniej, czyli pod nieobecność Filipa.

Marzena miała naprawdę wspaniałe życie. Uwielbiała spędzać czas w zagraconym dziecięcym pokoiku.


A jeszcze bardziej uwielbiała małą Różyczkę, niebieskooką pociechę z blond czuprynką


Kiedyś tak sobie pomyślała (czyt.Tyna pomyślała), że ten ich dom taki duży, pieniędzy mają w brud, Rózia niedługo pójdzie do szkoły…
„Jareczku? Jarusiu?”


Domyślić się można, że Marzence chodziło o kolejne dzieciątko, a konkretnie o białowłosego chłopczyka
Reakcja Jarka nawet mnie zaskoczyła, gdyż odmówił. Już sam fakt, że nie chciało mu się Bara-bara był niewiarygodny.

(A tak w nawiasie, to podoba mi się mina Marzenki na tym zdjęciu ;D sama nie wiem czemu )

Na szczęście Marzenka miała wrodzony dar przekonywania.
Kazała wyobrazić sobie Jarkowi jak gra ze swoim synkiem w jego ulubiony sport, piłkę nożną albo jak ćwiczą razem SimFu.
Podziałało
Może wizja bobasa w pieluszce wywijającego fikołki przy manekinie do ćwiczeń albo rozbijającego kamienne bloki głową nie była zbyt wiarygodna, aczkolwiek Jarek zapragnął mieć synka


Ona jeszcze nie wie...


Tymczasem u młodzieży.

Luz Maria chyba całe popołudnia spędzała przy gitarze. Eryk ciągle musiał się uczyć (może wygląda na kujona, ale tak naprawdę kiep z niego) i zmuszona była siedzieć sama w domu.
Czasami spotykała się z młodymi Klipsiewiczównami, ale im tata kazał szybko do domu wracać...


Jedynym towarzystwem był Krystek, który wieczory i tak wolał spędzać na czytaniu wszystkich części „Dziadów” niż na graniu z siostrą w „Skojarzenia”. Ona zawsze schodzi na „ten” temat.


Sobotniego poranka Lus jak zwykle oglądała „My super sweet 16” na MTV gdy nagle wpadła na genialny (jak na nią) pomysł.


Wybiegła na ogród szukając Krystiana. Ten oczywiście grał w szachy. Poczekała chwilę, aż zauważy, że czeka na jego reakcję, a jak owej nie było zaczęła głośno chrząkać.


W końcu znudzony Krystek wstał by wysłuchać pomysłu swojej siostry. Aż się bał.
„Impreza!”
Filipa nie było w domu, mają go całego dla siebie na tydzień i mogą robić co zechcą.


Krystian przypomniał siostrze, że Filip postawił im pewne zasady, m.in. zakaz wyprawiania imprez pod jego nieobecność.


Ale Lus nie słuchała. Mówiła tylko o imprezie, że będzie gwiazdą wieczoru, zagra na gitarze wśród tłumu gości, a faceci będą jej rzucali pod nogi kwiaty i nosili ją na rękach.


Krystek tylko spojrzał niepewnym wzrokiem na siostrę. Po co on to robi. Przecież ona i tak go nie posłucha.


Chwilę później Luz Maria już spraszała tłumy nastolatków do domu.


Postanowiła zapożyczyć z prywatnej winiarni Filipa kilka butelek nektaru, które Marzena i Jarek przywieźli z Francji. Wzięła te z najstarszego rocznika, bo kto będzie pił takie stare wino? Nowsze pewnie lepsze, więc je zostawi.


Przed południem przyszedł Eryk. Oczywiście on i Lus nie szczędzili sobie czułości przy Krystianie.


Chwilę później pod domem zebrali się zaproszeni goście. Nawet siostrom Klipsiewiczównom udało się namówić tatę by je puścił na imprezę


Luz Maria podała wino, które w niezwykłych okolicznościach zostało dość szybko opróżnione przez młodzież. Co chwilę musiała biec do domu i przynosić nowe.


Krystek nie chciał robić za sztywniaka na przyjęciu, dlatego zaczął tańczyć z jakimś blondynem.


Jednak okazało się, że jego towarzysz jest gejem i chciał jak najszybciej zniknąć z pola jego widzenia.
Próbując przecisnąć się między tłumem gości wpadł na jakąś dziewczynę.


Była bardzo ładna i miła, dlatego w ramach przeprosin za przypadkowe staranowanie poprosił ją do tańca.


W tym samym czasie Luz Maria tańczyła ze swoim chłopakiem przy basenie.


Była 16, towarzystwo się schlało, więc Lusesita pomyślała, że wykona swój koncert zanim wszyscy padną i stracą film, więc pognała do domu po gitarę.
A Krystian trochę podpity tańczył taniec-przytulaniec z Olą


Eryk, korzystając z chwili swobody, podszedł do byłej przyjaciółki Lus, Mendy. Dziewczyna widocznie wpadła mu w oko bo zaczął mierzyć ją wilczym wzrokiem i prawić komplementy.


Nie zauważył, że Luz Maria stała tuż za nim i wszystko widziała.
A że ta dziewczyna do spokojnych nie należy, od razu rzuciła się do gardła chłopakowi.


Po czym natychmiastowo z nim zerwała. Nie da sobie w kulki lecieć.


Eryk, który wydawał się być spokojnym, wiernym kujonem, wcale taki nie był. Te nerdowskie okulary to tylko przykrywka. Zaczął nabijać się z Lus, że jest na tyle głupia żeby tego nie zauważyć.


Usłyszał to Krystian, który postanowił wkroczyć do akcji, jednak w połowie drogi zatrzymała go pijana Bunchówna krzycząc, żeby do niej wrócił.


Gdy odwrócił się z powrotem by pomóc Lusce, ona sama wymierzyła sprawiedliwość dając Erykowi po pysku.


Po czym uciekła ze łzami w oczach.


Krystian ruszył w kierunku Eryka. Nabuzowany chłopak wydał z siebie odgłos przypominający spadającego z drzewa orangutana i chciał się rzucić na Krystka...


Ale ten jednym pociągnięciem piąchy rąbnął go tak, że ten aż się opluł i odwróci...


A na pożegnanie kopnął go tyłek po czym kazał się wynosić.

(Bo Krystek jak nikt nie patrzy to trenuje na sztandze;D)

Poszedł następnie szukać siostry. Znalazł ją po drugiej stronie podwórka już uspokojoną. Powiedział, że spuścił frajerowi łomot i że zawsze będzie mogła na niego liczyć.


Lusesita w ramach wdzięczności uściskała znienawidzonego niegdyś adoptowanego brata.


Gdy nagle Krystian, sam nie wiedząc kiedy, poczuł jak ta go całuje.


I pewnie mnie zamordujecie


Za propagowanie kazirodztwa, które tak naprawdę kazirodztwem nie jest, bo więzów krwi ni ma
A oni tak ładnie razem wyglądają
Co nie znaczy, że ostatecznie będą razem

Misz-masz
Najmłodszy brat Jarka, nie wiem jak ma na imię Kaloryfer musi być! XD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 19:01, 08 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 43

Trwało to tak może z 5 minut… Krystian chciał, żeby to się nigdy nie skończyło...


Nagle Luz Maria odskoczyła od niego z przerażoną miną.


Alkohol nieźle namieszał jej w głowie.
A pod wpływem alkoholu robi się różne głupie rzeczy. Na przykład całuje się z własnym bratem. Chociaż takiej sytuacji nie było chyba w żadnym filmie. Chociaż nie. W „Gwiezdnych wojnach” Luke Skywalker pocałował swoją siotrę Leie…

(bleeeee… z bratem ;/)
Zaczęła krzyczeć na Krystiana, że jest nieodpowiedzialny, że gdyby ich teraz ktoś zobaczył i wszystkim to opowiedział, to w szkole nie mogłaby się przez miesiąc pokazywać.


Krystek przypomniał jej, że to ona zaczęła go całować i niech nie zwala teraz całej winy na niego.


Po czym gdzieś poszedł i nie wrócił na noc do domu.
Następnego dnia w południe Luz Maria leczyła kaca i oglądała TV, kiedy wrócił. W ogóle się nie odzywali. W domu słychać było tylko pusty dźwięk telewizora…


Krystian, dotknięty odtrąceniem przez Lus, często wpadał w głębokie zamyślenie. Mówiąc prosto – miał zawieche.


Dopiero po dwóch dniach zaczął się uczyć i robić zadania domowe. Skoro w przyszłości chce zostać lekarzem, musi się solidnie uczyć.


Luz Maria chciała dokończyć swoją książkę którą zaczęła kilka miesięcy wcześniej.


W nocy obudził ich alarm. To znowu ta włamywaczka. Nie chce się odczepić od tej rodziny.


Tym razem chciała zwinąć wino Filipa. Biedny, chyba by się popłakał…


Na szczęście policjant (tym razem inny) zatrzymał złodziejkę przed tą straszliwą grabieżą.


Dzień przed powrotem Filipa, Krystek jak zwykle szkolił swoją logikę. Oprócz zdobycia posady chirurga, chciałby być mistrzem w szachach i odkryć jakąś planetę.


Luz Maria w tym czasie skończyła pisać książkę i zaraz po tym zaczęła drugą. O zakazanej miłości.


Po południu Krystiana odwiedziła Ola, dziewczyna z imprezy. Całkowicie o niej zapomniał. Po tym jak nakopał Erykowi musiała się zmyć.
Dlatego przeprosił dziewczynę za tamten wieczór i że nie dzwonił. Miał ważną sprawę.


Ola była ciekawa co zaistniało między nim a Lusesitą, a Krystek który chciał się w końcu komuś wygadać, wszystko jej powiedział. Po czym poprosił by zachowała to tylko dla siebie.


Dziewczyna obiecała, że nikomu nic nie powie i dodała, że zawsze będzie mógł na nią liczyć.


Wtedy chłopak nie wytrzymał i wypłakał się przyjaciółce na ramieniu. Bo to bardzo wrażliwy chłopak jest


Ale gdy się odsuwał….


To chciał pocałować Olkę. Ale ona go odrzuciła.


Wytłumaczyła, że ona lubi chłopaków… i ten tego… I dziewczynki też. Głównie dziewczynki… No dobra, tylko dziewczynki…
A ten taniec przytulaniec na imprezie to dlatego, że za dużo wypiła i nie mogła utrzymać równowagi więc się o niego oparła.


Krystian zrozumiał. Ostatnio miał takiego pecha, że już nic go nie mogło zdziwić.
Zostali więc tylko przyjaciółmi. Do tego Ola również grała w szachy.


Czasy po powrocie Filipa.
Po przesiedzeniu całego tygodnia w domu, Filip postanowił wyjść trochę na świeże powietrze. Pojechał do Nowaków, bo Marzenka podobno znowu w ciąży.
Zaproponował Jarkowi sparing, ponieważ jako nastolatek z nim przegrywał, a teraz chce rewanżu.
Założyli się o wino które Filip zakosił im po przeprowadzce


Zaczęła się walka.
I mimo, że Jarek, głupi ale umięśniony, wywijał największe fikołki, to Filip jednym uderzeniem w to najczulsze miejsce pokonał rywala Niesprawiedliwie ale wygrał


Później Fifi poszedł do Marzenki. Brzuchol miała naprawdę duży. Ten dzieciak będzie chyba wielkości worka ziemniaków.


Następnie zajął się Różyczką. Patrzył na swoją małą siostrzenice i zastanawiał się, czy kiedyś będzie miał takie rudowłose pociechy. Albo ciemnoblondwłose…
Czy nadawał się do roli ojca?


Z odpowiedzią przyszła Rózia, która zrobiła w tym momencie niezłą kupę…

Kilka dni później miasto obiegła wiadomość, że Marzenka urodziła córeczkę Antosie


I jeszcze jedną dziewczynkę Amelkę.


Biedny Jarek, chciał syna, a ma za to dwie dziewuchy. Mieszka teraz sam z czterema kobietami.


Antosia była najbardziej podobna do ojca. Tylko kolor oczu odziedziczyła po matce.
Przejawiała już skłonności przywódcze. W przyszłości pewnie będzie dominowała nad siostrą.


Amelka za to całkowicie owinęła sobie tatuśka wokół palca.



I nie tylko niego.
Pewnej soboty Filip poszedł zobaczyć swoje nowe siostrzenice. Najpierw dorwał Antośkę.
Mały śmieszek z niej



Później podszedł do następnego łóżeczka. Zobaczył jak mała dziewuszka w fioletowych śpioszkach przeciąga się leniwie.


Powolutku wstaje do barierki


I zaciesza mordkę na widok nowego gościa.


Filip pewnym ruchem złapał tego małego szkraba. Jaka ona była słodka


Wujka też owinęła sobie wokół pulchnego paluszka.



Filip nie zapomniał również o swojej pierwszej ulubienicy.


W końcu to były urodzinki Różyczki.


Z racji wkroczenia Rózi w wiek dziecięcy, Filip postanowił jako prezent przebudować swój stary pokój, na pokój dziecięcy. I mimo, że kolor różowy *ebie go po oczach, zdołał dokończyć remont.


Rózia odwdzięczyła się wdzięcznym uściskiem


Chwilę później zadzwonił Krystek. Ekipa od przeprowadzki przyjechała.
Bo Filip z pieniędzy które zarobił w Egipcie kupił nowy dom.


I miał dwa postanowienia.
Pierwsze: zmienić się
Drugie: odnaleźć Idę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 19:30, 08 Cze 2011    Temat postu:

Dom w środku był naprawdę okazały. Budowlańcy i projektanci wnętrz nieźle się spisali.


Skoro kupiłem nowy dom w którym mogłem pomieścić wszystkie relikty przywiezione z Egiptu, czas by wyruszyć w kolejną podróż. Tym razem do Chin, tam gdzie Ida.
Zadzwoniłem więc do biura podróży, podałem długość pobytu i kazałem wyciągnąć pieniądze z konta.
„Ale na pańskim koncie jest tylko 1146 złotych”


Eeee?


Wyjaśniłem, że to nie możliwe, zostawiłem 3 tyś. na wyjazd.


Zrobiono wypis ostatnich zakupów z mojej karty kredytowej. To Luz Maria pojechała do butiku i kupiła sobie kilka niepotrzebnych kosmetyków, bluzek, spodni do tego czapkę i szal. Na co jej to latem?


Przeczuwając nadchodzącą burzę chciała mi uciec do swojego pokoju


Na szczęście dorwałem ją i kazałem iść wyliczyć zadania z matematyki na najbliższe dwa miesiące.


Trzeba było zdobyć jakoś pieniądze. W tym celu udałem się do rodziców. Już gdy się wyprowadzałem mama podzieliła część majątku między mną a Marzeną. Teraz gdy zasoby pieniędzy się wykończyły, na pewno wyciągnie do mnie pomocną dłoń.

Najpierw pogadałem z tatą. Spotkałem również Keitha. Dzieciak podrósł i wygląda jak ja za młodu. Tylko te pedalskie kolczyki by ściągnął…


Wytłumaczyłem ojcu ocb. Że muszę jechać trochę zarobić a jak wrócę to im na pewno oddam kasę.


Tata oczywiście się zgodził


Ale muszę zapytać mamy bo od czasu kiedy wydał 2 tyś. złotych na filmy dokumentalne o stanach depresyjnych zwierząt ograniczyła mu dostęp do pieniędzy.
Wiem, wariat z niego. Poprosił również żebym przywiózł mu z Chin plakat Zhang Ziai (tej co grała w „Wyznania gejszy”) w bikini. I z przodu


Poszedłem na górę do mamy i powiedziałem jej to samo co tacie.


Zasugerowała, że jestem dorosły i sam powinienem na siebie zarabiać.


Ale przecież ja zarabiam. Jak wyjeżdżam w podróż.
„Pójdziesz do pracy”


Ja i praca? Nie rozśmieszajcie mnie…
Nie znajdując wsparcia u rodziców udałem się do siostry.
Oczywiście pobawiłem się trochę z dziewczynkami, żeby nie było, że tylko po kasę przychodzę.



I gdy już miałem prosić Jarka o pożyczkę, uświadomiłem sobie, że mają trzy córki, muszą ubezpieczyć im przyszłość, do tego Jarek namawia Marzenę na syna. A ja im tu z pożyczką wyjeżdżam…


Pojechałem na rynek. Spróbuję zrobić tak jak mówiła mama, ale to raczej nie gwarantuje sukcesu. Porozglądałem się gdzie by tu się zatrudnić.


Ratusz? Nie wiem. Ja do polityki raczej nie mam smykałki, a narażać się Adasiowi Klipsiewiczowi nie warto. Jeszcze mnie w jakimś domu z ochroniarzem zamknie albo w piwnicy.


Policja? Eeee… Z moją hackerską przeszłością raczej by mnie tam nie chcieli.


Włamywacz… Hmm, może… Nie. Miałem się zmienić.


Ostatecznie wybrałem wieżowiec Wyniosły i karierę przedsiębiorcy.


Kazali mi przyjechać na 7. Przez to musiałem wstać o 6… Przez chwile chciałem się pieprznąć do łóżka, mieć to w poważaniu i spać dalej.


Ale spojrzałem na zdjęcie przedstawiające turkusiwooką dziewczynę w turkusowej sukience stojące obok mojego łóżka.


Następnie na zdjęcie przedstawiające mnie, gdy badam ściany w grobowcu.


Wtedy wróciła mi chęć i poszedłem pobiegać na bieżni. Mały wysiłek zamiast kawy dobrze mi zrobi.


Chęci zmalały gdy zobaczyłem samochód którym miałem jechać do pracy. Ja mam wsiąść do tego rzęcha?


A już kompletnie zniknęły gdy wróciłem do domu. Szkoda gadać. Banda kretynów tam pracuje. Zdesperowany poszedłem zrobić sobie drinka.


Dolałem więcej wódki gdy Krystian i Luz Maria znów zaczęli się kłócić. Krystek wydarł się na Lus, że ubrała się jak na dyskotekę, że nawet nauczyciel od chemii się na nią napalał.


Odezw był oczywisty. Teraz Luz nakrzyczała na Krystiana, że nie jest jej chłopakiem, nigdy nie był i nie będzie i nie ma prawa jej rozkazywać. Do szkoły mogłaby chodzić nawet na golasa.


Mając dość tych wrzasków wyszedłem na dwór by wypić drinka.


Później, ja głupi, poszedłem popływać. Na szczęście pomyślałem, że po alkoholu się nie pływa, więc wyskoczyłem z wody i zszedłem do piwnicy.
Obejrzałem moje trofea z Egiptu i myślałem po ile góra upchnie się je wszystkie na allegro.


Usłyszałem, że mnie ktoś woła więc wróciłem na górę. W salonie zastałem mamę.
Zaczęła coś mówić, że wie o mojej nowej pracy, że jest ze mnie dumna i cieszy się, bo ją posłuchałem. I właśnie wpłaciła 10 tysiaków na moje konto.


Nie myśląc zbyt długo zadzwoniłem do biura podróży i wykupiłem wycieczkę na 8 dni do Chin.


(To co, że po pijaku nie powinno się wsiadać za kierownicę.)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 20:18, 08 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 45

Gdy dotarłem na miejsce i wyszedłem od tutejszego fryzjera który zrobił mnie na starego Filipa, od razu wskoczyłem na mój motorek i pognałem na targ.


Tam było trochę… pusto. Dobrze znałem to miejsce. Nie raz tu byłem. Zwykle targ wrzał od sprzedawców i kupców. Rozejrzałem się i wyczaiłem jednego miejscowego.


Podszedłem do niego i się przywitałem.


Zapytałem czy nie widział tu przypadkiem pewnej dziewczyny, około 25 lat, ciemna blondynka, wielkie zielono-niebieskopodobne oczy… Czy mi się zdawało, czy on się wzdrygnął?


Zaczął mówić, że nie mam mu robić krzywdy, ma żonę i małe dzieci… Żonę nawet może mi sprzedać, tylko dzieci żebym zostawił w spokoju…


Gdy już miałem go uspokoić i zapytać o co kur** chodzi, dostałem kopniaka w tyłek. Jakaś inna babka zaczęła krzyczeć, że odda życie za tą wioskę i mam z nią stanąć do walki…I nazwała mnie „Krwistowłosy łajdaku”…


Może miała niższy pas sztuk walki ode mnie ale nadrabiała to masą i natarczywością.
Mimo to ją pokonałem.


Chinka uciekła, zostawiając mnie na środku targu jak głupiego, bez cienia wyjaśnienia tej sytuacji.
Gdy już miałem odchodzić, zauważyłem twarz mi bardzo dobrze znaną. To Sun podążała w moją stronę z zaciekawioną miną
Przynajmniej jedna znana mi tu osoba. I jedyna która nie uciekała na mój widok.


Poinformowałem ją, że ludzie w wiosce powariowali i biorą mnie za nie tą osobę co trzeba.


Sun odpowiedziała łamaną angielszczyzną, że ostatnio dzieje się tu coś bardzo złego, że Czerwonowłosy Pan powrócił ze swoją wspólniczką i mszczą się na tubylcach za zniewagę i wygnanie.


Zniewaga? Wygnanie? Wspólniczka? I może to ma być jeszcze Ida? Od razu mi powiedzcie, że jest seryjną morderczynią i ma gromadkę blondwłosych dzieci…
Zapytałem Sun co mam zrobić, poradziła bym spotkał się z Chanem, wnukiem Mistrza. On mi wszystko wyjaśni.


Miałem na niego czekać w ogrodzie Mędrca. Gdy przebywałem w Chinach, często przychodziłem tu by w spokoju uczyć się tych najtajniejszych sztuk walki.
Facet miał przyjść o 17, dochodziła 18… Powoli mi się nudziło.


W końcu przyszedł. Na początek wytłumaczył mi, że zapomniałem przestawić czas po przyjeździe.


Zapytałem go o to samo co Sun, co tu się dzieje? Dlaczego ludzie się chowają i mówią na mnie „Krwistowłosy”? Chan wytłumaczył, że to pewnie przez to, że jestem rudy. Prawdziwy właściciel tego mienia ma włosy koloru czerwonego.


Później opowiedział mi całą historię. A raczej je skrót.
Carl Huo jest potomkiem strasznego władcy Dong Huo. Jego ojciec był czystej krwi Chińczykiem, matka Francuzką. Oboje byli spokojnymi ludźmi, jednakże ich syn odziedziczył charakter po swoim pradawnym przodku. Był okrutny i agresywny. W swym gniewie zamordował swoich rodziców, gdy nie pozwolili mu poślubić pewnej Amerykanki pochodzenia polskiego. Po tym incydencie oboje zostali wygnani i zamieszkali we Francji. Przez 5 lat nie dawali znaku życia, gdy nagle wrócili i zaczęli siać zamęt w wiosce. Podobno spłodzili czerwonowłose, czerwonookie dziecię o bladej jak trup cerze…


I że co? Ida ludzi morduje? Ona przecież nawet muchy by nie pacnęła! I dziecko ma? Ja z tą gromadką bachorów żartowałem!


Na pożegnanie Chan dodał, że jeśli mnie to jeszcze interesuje, to ich kryjówka znajduje się w grobowcu Dong Huo, a o ile się nie myli, już ją zrabowałem kilka miesięcy temu.


Interesowała mnie jeszcze ta sprawa, chciałem Idę znaleźć, ale nie po to żeby wyznać jej uczucia, tylko po to aby ją opieprzyć za to, że mnie okłamała.
Poszedłem do grobowca. Na podłodze leżały rozbrojone pułapki, wszystko było ograbione i pootwierane.


Posprawdzałem wszystkie komnaty i pomieszczenia, zajrzałem do każdego kufra, pomacałem kilka ścian ale ich nie znalazłem. Raz tylko wszedłem do pokoju którego nie odkryłem podczas mojej ostatniej wizyty, jednak tam, oprócz kilku monet, nic nie było.


Gdy tak zbierałem porozbijane relikty i zastanawiałem się czy na allegro wycenić je na 30 czy 50 zeta, usłyszałem ciche stukanie które dobiegało z sarkofagu. Czyżby znowu mumie?


Trzęsącymi się rękoma uchyliłem go lekko, w gotowości by w razie czego ogłuszyć mumie i prawie na atak serca nie padłem, gdy z sarkofagu wyskoczył nie kto inny jak Ida. Rzuciła mi się na szyję, przez co omal nie rozbiłem sobie głowy o ścianę. Płakała mi w ucho, że dobrze, że ją znalazłem, bo już od jakichś 5 godzin tam siedzi.


Postawiłem ją na ziemię i gdyby nie to, o czym dowiedziałem się godzinę temu, pewnie wyznałbym jej miłość i to, że się dla niej zmieniłem.


Ale złość we mnie buzowała. Jak mogła mi nie powiedzieć o dziecku oraz o tym, że ma je z mordercą. Może niech od razu przyzna się, że dla zabawy sama obcinała im palce i wyrywała pincetą włosy z nosa w ramach tortur.


Ida zaczęła przepraszać, nie mogła mi tego powiedzieć, bo musiała się ukrywać. I prosiła, żebym tak nie krzyczał bo sprowadzę na nas nieszczęście.


Ale mnie to guzik obchodziło. Wykrzyczałem jej w twarz to co o niej myślę. Szlak trafił moją przemianę i zdyscyplinowanie…


Gdy skończyłem swój wykład na temat zakłamania Idy, spojrzała na mnie tymi ślepiami i o mało się nie rozpłakała. Źle mi było z tym, że tak na nią nakrzyczałem, ale zasłużyła.


Nagle coś zaszurało, zaskrzypiało i drzwi od komnaty się zatrzasnęły.


Ida podbiegła do nich i zaczęła się z nimi siłować, lecz to nic nie dawało. Byliśmy uwięzieni. Na zawsze. Na wieki…


Ida na początku zaczęła panikować.


Później podbiegła do mnie i znów zaczęła panikować. Powiedziała, że muszę coś wymyślić, ona ma małą córeczkę, a jeśli oni tu zostaną to On ją znajdzie i wychowa na takiego samego okrutnego człowieka jak On. Nie wiele z tego jeszcze rozumiałem, ale zacząłem myśleć.


Przypomniał mi się Jarek. Gdy nauczyliśmy się medytować i zeneportować powiedział, że fajnie bo teraz gdyby go Marzena zamknęła w piwnicy, to mógłby z niej bez trudu uciec. Wtedy wydawało mi się to głupie…
Usiadłem więc na podłodze i zacząłem medytować by wprowadzić się w stan wyciszenia.
Ida wprost nie mogła uwierzyć w to co widzi. Do tego powiedziała, że zamiast myśleć jak uciec, to ja się obijam.


Próbowałem puścić jej uwagi mimo uszu. Nawet wtedy gdy okazjonalnie ziewała…


Zaczęła się kręcić po pokoju jak owsik w d… Nie mogłem się skupić.


Doszła również do wniosku, że pochodnia się zaraz wypali i pozostaną w głuchych ciemnościach, a ona tego psychicznie nie wytrzyma, bo boi się ciemności.


A ja wciąż medytowałem…


W końcu, po godzinie udało mi się dojść najwyższego stanu umysłu i unieść się w powietrze.


Podszedłem do Idy. Przeprosiłem za moje zachowanie poprosiłem żeby mi zaufała i zamknęła oczy.


Gdy je otworzyła, nie była już w grobowcu, ale w centrum targu. Był środek nocy dlatego plac był pusty.


Nawet nie zauważyłem kiedy Ida mnie pocałowała. Chyba z wdzięczności.


Wróciliśmy do mojego domu letniskowego. Ida była wykończona i śpiąca ale chciałem żeby przed snem coś zjadła. W końcu spędziła kilka godzin zamknięta w sarkofagu.
No i chciałem się dowiedzieć kto ją tam zamknął i dlaczego.


Niestety, Ida podczas kolacji była mało rozmowna, a gdy zapytałem, czy chce pogadać, powiedziała, że woli jutro na trzeźwo mi to opowiedzieć.


Zjedliśmy i Ida poszła na górę wziąć prysznic. Ja jeszcze zostałem w kuchni by posprzątać.


Gdy wszedłem do mojego pokoju, zastałem śpiącą ją w moim łóżku. Nie wiedziałem, czy wypada kłaść się obok niej, czy jeszcze za wcześnie na takie posunięcie.
Ostatecznie wybrałem pokój gościnny.


Zasypiając nie miałem pojęcia, że następnego ranka ktoś może stracić życie…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 20:35, 08 Cze 2011    Temat postu:

Obudziłam się gdzieś tak o 3 w nocy. Dziwne, że mimo zmęczenia nie mogłam zasnąć. Bałam się o moją córeczkę. Zostawiłam ją w SV u przyjaciółki, a co jeśli On ją znajdzie? Wiedziałam, że narażam ją na śmierć, ale co mogłam zrobić. On mi groził, że pozabija mieszkańców wioski jeśli się z nim nie spotkam.
Zrobiło mi się gorąco i duszno…


Wyszłam na zewnątrz chcąc się trochę przewietrzyć i jakoś odruchowo spojrzałam na pagórek przed domem. Miałam wrażenie jakby ktoś tam przed chwilą stał…


Sekundę później usłyszałam za sobą ciche kroki. W głębi duszy marzyłam o tym żeby to był Filip, ale narobiłby więcej hałasu…
Wiedziałam, że to był ON.


Odwróciłam się powoli.
Nie zdążyłam jeszcze nic powiedzieć, a Carl już zaczął swój wykład. Jak zwykle… Wyzywał mnie od najgorszych. Dość głośno bym mogła to usłyszeć, zbyt cicho, by mógł obudzić Filipa. Może to nawet i dobrze. Nie chciałam go narażać…


Sekundy mijały, a Carl był coraz bardziej agresywny. Powiedział, że od razu mógł mnie zabić, a nie bawić się w jakieś pochowanie żywcem w sarkofagu.
I jak mogłam go zdradzić z tym zdrajcą, który zamiast w swym ojczystym kraju, z którego pochodzili jego przodkowie, mieszka w jakimś zapyziałym miasteczku w Europie.


Więc o to mu chodziło? Odpowiedziałam, że Filip jest większym patriotom od niego, bo on przynajmniej nie zabija swoich rodaków.


Trochę mnie poniosło… Rozjuszonego byka nie powinno się jeszcze bardziej denerwować. W takich chwilach Carl zwykle nie wytrzymywał i mnie uderzał. I tak było tym razem…


********
Obudziłem się. Miałem okropny koszmar. Śniło mi się, że Idzie stało się coś strasznego.
Czym prędzej wstałem z łóżka.


Idy nie było w łóżku. Modliłem się, żeby ten sen się nie sprawdził i Ida wyskoczyła zaraz z pod łóżka krzycząc „Nabrałam Cię!”


Nic się takiego nie wydarzyło, dlatego zbiegłem na dół zaglądają szybko do każdego pomieszczenia.
Wyszedłem na taras. Na początku nic nie widziałem w ciemnościach, jednak po chwili zauważyłem w dole dwie kłócące się postacie.


Czym prędzej zbiegłem do nich, nie myśląc o konsekwencjach.
Odseparowałem tego gościa od Idy i kazałem mu się do niej nie zbliżać, inaczej tak dostanie z półobrotu, że mu się anioły ukarzą.


Zaproponował, że skoro jestem taki pewny siebie to możemy się sprawdzić w sparingu… na śmierć i życie.
Rzuconą rękawicę zawsze podnoszę, dlatego przyjąłem wyzwanie.


Chwilę później staliśmy na pagórku przed domem, w swoich kimonach.
Ida stała trochę na uboczu, by nas obserwować. Ile bym dał, żeby wiedzieć o czym ona teraz myśli…
Walkę rozpoczął tradycyjny ukłon.


Zacząłem pierwszy, nie chciałem dać mu ani chwili wytchnienia. Ale bronił się bardzo dobrze.


O wiele lepiej ode mnie. Raz uderzył mnie tak, że prawie złamał mi żebra.
Musiałem więc bardziej skupić się na obronie, niż ataku.


Gdy jedna półkula mojego mózgu borykała się z przyjmowaniem ciosów, druga zastanawiała się jak zakończyć tą grę.
Wróciłem pamięcią do czasów, kiedy nie znałem Idy i podróżowałem samotnie po świecie. Podczas pewnej wyprawy do Japonii poznałem niejakiego mistrza tai chi, Pai Meia. Jako nieliczny zjednałem sobie jego sympatie, dzięki czemu nauczył mnie pewnej pradawnej techniki przynoszącej śmierć po 15 minutach. Nazywała się Uderzeniem Śmierci.
Wiedziałem, że teraz tylko to może uratować mnie, Idę i mieszkańców wioski. Bo jeśli ja zginę, to kto ich obroni? On wyrżnie wszystkich, nawet dzieci.
Postanowiłem całą uwagę skupić na przeciwniku i zaatakować w odpowiednim momencie.


Walczyliśmy już dobre pół godziny. Niebawem miał nadejść świt i wiedziałem, że ktoś tego ranka polegnie.

W końcu Huo zrobił pewien mały błąd, który przypłaci życiem. Zaatakowałem i uderzyłem.


Z początku trochę się zamotał z trudem łapiąc oddech…


Lecz po chwili chciał kontynuować walkę.


Powiedziałem, że to nie ma sensu, bo to już koniec. Za 15 minut skutki uderzenia zablokują dojście tlenu do mózgu i będzie po wszystkim. A on, jako mistrz sztuk walki, powinien znac tą technikę i zasadę jej działania.


Gościu się wkurzył, pewnie zastanawiał się czy kontynuować walkę i dobić mnie w ciągu tych 15 minut czy się poddać.


Ostatecznie zrezygnował. Widziałem, że słabo mu się robiło. Spojrzał tylko na mnie tymi czerwonymi jak krew oczami i powiedział, że dorwie mnie, jak nie na tym świecie, to na tamtym.


Ida stała z boku i chyba nie do końca rozumiała o co chodzi. Na moje powinna się cieszyć, że uwolniłem ją od tego tyrana.


Carl podszedł do niej i chciał coś powiedzieć, ale ona nawet na niego nie spojrzała. Może z odrazy, albo po prostu chciała ukryć łzy.


Zrezygnowany, ledwo łapiący oddech, odwrócił się i odszedł w stronę wschodzącego słońca.
Nie wiem, czy rzeczywiście skonał, czy zdołał przeżyć. Czas pokaże. Będę czekał.


Wróciliśmy do środka i usiedliśmy w salonie. Po chwili ciszy Ida odpowiedziała, że jest mi winna wytłumaczenie tej całej sprawy.


Zaczęła mówić, że Carla poznała 5 lat temu, gdy była na swoim pierwszym zesłaniu jako fotograf dla National Geographic. Miała fotografować motyle.


Carl na początku ją przerażał, przez te jego czerwone oczy, ale później ją zaintrygował i zostali parą.


Niestety jego rodzinie się nie spodobała, była z innego kraju, miała blond włosy, nie znała tutejszych obyczajów i była za chuda do rodzenia dzieci.


Ze złości Carl pozabijał rodzinę, wtedy zauważyła kim jest naprawdę, ale było już za późno. Ludzie z wioski ich wygnali i okazało się, że jest w ciąży. Nie powiedziała o tym Carlowi i uciekła do SV do przyjaciółki.


Jednak chęć podróżowania i robienia zdjęć była silniejsza, dlatego pojechała do Egiptu, gdzie spotkała mnie. W tym samym czasie ktoś z miejscowych doniósł o jej podróży do Carla. Zadzwonił do niej i zagroził, że jeśli nie przyjedzie do Chin, to zginie wielu ludzi.
Posłuchała go, wróciła do Shang Simla. Powiedziała mu o dziecku, a on ze złości zamknął ją w sarkofagu.
I wtedy pojawiłem się Ja i ją uratowałem.


Później zaczęła mówić, że dzwoniła jej koleżanka. Jej mama jest chora, musi ją wziąć do siebie do mieszkania, które jest małe i nie pomieszczą się tam wszystkie trzy wraz z dzieckiem. To mi dało do myślenia.


Gdy mówiła, że będzie pewnie musiała wynająć jakąś kawalerkę na czas, aż się nie ustatkuje finansowo i kupi większy dom, wpadłem na niezwykle olśniewający pomysł.


Zaproponowałem jej, byśmy zamieszkali razem… a raczej, by zamieszkała u mnie. Na czas, aż się nie ustatkuje finansowo oczywiście. Na początku trochę się speszyła, ale po chwili się zgodziła.


Mieliśmy już trochę dość tego miejsca. Za dużo wspomnień. Dlatego zadzwoniłem po taksówkę która miała nas zawieźć na lotnisko. Droga zapowiadała się ciekawie, bo miejscowi z radości i wdzięczności za to, że ich ocaliłem, dosłownie rzucali się na mnie jak na jakąś gwiazdę z Hollywood.


Gdy już załatwiłem bilety i transport, spojrzałem na Idę która się trochę zamyśliła. Przytuliłem ją i powiedziałem, że teraz wszystko będzie dobrze… Mam nadzieję…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 21:08, 08 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 47

Minuty mijały, a jej nie było. Miała być o 15 a jest już 2 po… Coś musiało się stać.


Usłyszałem jak pod dom podjeżdża jakiś samochód. W 3 sekundy stałem przy drzwiach. Niestety, okazało się, że to sprzątaczka. Jak zwykle się spóźniła. Trzeba ją zwolnić…


Chwilę później w bramie pokazała się Ida. Na rękach trzymała TO dziecko.


Wyszedłem z domu się przywitać. Naprawdę trzeba zwolnić tą sprzątaczkę. Rozpowiada wszystkim sekrety rodziny, np. od jej przyjaciółki dowiedziałem się, że Krystian i luz Maria się całowali. Cud, że do rodziców to nie dotarło…


Spojrzałem na czerwonowłose maleństwo. Wcale nie wyglądała jak trup jak ją określali mieszkańcy Shang Simla. Nie miała nawet tak czerwonych oczu jak Carl. Ale nadal czerwone…


Chciałem ja dotknąć, ale ona skuliła się i wtuliła w Idę.
Ida powiedziała, że Elodie jest nieśmiała i boi się nieznajomych.


Trochę zażenowany, zaprosiłem ją do domu żeby pogadać. A jest pewnie o czym.


Zostawiliśmy małą z Luz Marią. Ją to akurat szybko polubiła… Nie zna się na ludziach…


Poszliśmy do salonu. Usiedliśmy na kanapie i… siedzieliśmy. Chyba jednak nie ma tyle do obgadania.


Ida zerwała się nagle z łóżka jakby jej kto szpilkę podłożył


I zaczęła płakać.


Od razu wstałem i ją pocieszyłem. Mówiła, że nie wie czy sobie poradzi i wszystko ją przerasta. A Elodie wciąż przypomina jej o Carlu. Czasami myśli, że jej nienawidzi tak jak jego.


Powiedziałem, że ma wybić to sobie z głowy, w końcu to jej córka. A każda matka kocha swoje dziecko. I zawsze może na mnie liczyć, bo ja nigdy jej nie skrzywdzę.


Chyba trochę się rozpromieniła i uśmiechnęła, a gdy obdarowywała mnie czułym całusem…


Usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk Lusesity.
Pobiegliśmy do kuchni. Na podłodze siedziała Elodie, najwidoczniej z siebie zadowolona.


A obok stała Luz, najwidoczniej wściekła.


Zapytałem o co chodzi, czemu się drze na pół okolicy.
-Ten bachor mnie użarł w palec!


Nim cokolwiek zdążyłem powiedzieć do pokoju wparował Krystian z pytaniem co się stało.


„Dziecko się zes**ło” rzuciła Luz Maria zostawiając nas w kuchni. Za nią wyszła Ida z dzieckiem.


A ja tak stałem jak głupi turek. Na sam początek wszystko się musi knocić. Ciekawe jak Lus zareaguje na wiadomość, że będzie musiała dzielić pokój z Krystianem.


Gdy wychodziłem z pokoju, usłyszałem tylko ciche pytanie Krystiana, czy mu ktoś wyjaśni o co tu chodzi.


Ida stała w salonie. Powiedziała, że nie chce mi robić problemu, moja siostra chyba niezbyt przepada za dziećmi. Mruknąłem, że ona nie przepada za całą populacją ludzką, ale nie ważne. Ważne było to, że Ida nie chciała się wprowadzić.


Ale zanim podejmie decyzje, chciałem żeby zobaczyła co dla niej i jej dziecka przyszykowałem.


Chwilę później byliśmy już na piętrze i staliśmy w turkusowo-czerwonym pokoiku dla matki i dziecka.


Ida położyła małą na ziemię, a ta od razu podreptała na czworaka do stoliczka i złapała czerwony klocek.


Idka znów zaczęła płakać mi w koszulkę. Jeszcze od tamtej załamki nie zdążyła mi wyschnąć a tu kolejna porcja łez. Znów łkała, że jestem dla niej za dobry i że nigdy mi się nie odwdzięczy.


Nie musiała mi się odwdzięczać. Wystarczyło, że będzie szczęśliwa.
Tymi słowami znów wywołałem na jej twarzy słodki uśmiech.


I znowu chcieliśmy się pocałować…


Ale zanim nasze usta się dotknęły, coś obok nas zapiszczało a ja dostałem czymś w głowę.
To był czerwony klocek, a osoba która go rzuciła, patrzyła na mnie wielkimi, czerwonymi oczami.


Ida przeprosiła i powiedziała, że Elodie jest pewnie głodna albo śpiąca. Ona sama też jest zmęczona, więc pogadamy jutro.


Trochę przerażony udałem się do swojego pokoju. Mam wrażenie, że to dziecko nie chce, abym zbliżał się do Idy….

********

Stałem z nią na skarpie niedaleko naszego domu. Nic nie mówiliśmy, tylko staliśmy i patrzyliśmy jak słońce leniwie zsuwa się ku oceanowi. A raczej ona patrzyła. Ja obserwowałem ją.


Mrugnąłem i nie było jej już koło mnie. Stała kawałek dalej, nad samą przepaścią. I była ubrana w długa, czarną suknie.


Podszedłem do niej i znów nic nie mówiliśmy. Tym razem nawet ona nie patrzyła na zachód słońca, tylko na mnie.


********

Ale spał. Jak suseł. Ciekawe o czym śnił. Chciałam go obudzić, ale tak słodko wyglądał.
Pewnie by się obraził, że nazwałam słodziakiem, ale naprawdę, tak niewinnie wygląda jak śpi.


Spojrzałam w bok na jego szafkę nocną.


Jejku, ale on jest kochany. Trzyma przy łóżku moje zdjęcie by mnie mógł codziennie rano oglądać.


Trochę przestarzałe już to zdjęcie, będę musiała zrobić dla niego nowe.


Podeszłam do okna i zaczęłam się zastanawiać. Ładny dom z widokiem na morze, spokojne życie. Filipowi najwidoczniej na mnie zależy.


Położyłam się obok niego na łóżku i zaczęłam marzyć.
Może kiedyś mi się oświadczy i się pobierzemy? Ida Wolska… Znów będę mogła mieć polskie nazwisko. I może kiedyś będziemy mieć rudowłosego synka? Podoba mi się imię Klaudiusz…


Z zadumy wyrwał mnie dzwonek telefonu. Filip podskoczył i natychmiast odebrał.


Z rozmowy zrozumiałam, że ktoś z Egiptu zadzwonił do Filipa w sprawie pracy w grobowcach. Odmówił, twierdząc, że teraz nie ma czasu.
Zaczęłam cicho płakać. On uwielbia podróżować a ja mu w tym przeszkadzam. Pewnie nie wytrzyma zbyt długo, więc może od razu odejść?


Gdy skończył, szybko otarłam łzy. Powiedziałam, że chciałam go obudzić na kolację, ale telefon mnie uprzedził.


On stwierdził, że chyba pofarbowałam włosy i ogólnie zmieniłam fryzurę. I że mi tak ładnie. W ogóle w każdej fryzurze mi ładnie.


Co za facet. Zauważył, że pofarbowałam włosy! Chyba nie każdy tak potrafi.
Chciałam go pocałować, ale zanim się siebie zbliżyliśmy, usłyszałam płacz dziecka dobiegający z drugiego pokoju.


Wytłumaczyłam, że pewnie się czegoś wystraszyła i muszę ją uspokoić, po czym wyszłam.


Elodie wcale się niczego nie wystraszyła. Nie wiem o co jej ostatnio chodzi…


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 16:08, 09 Cze 2011    Temat postu:

Pisz dalej! Wkrótce będa jedne z moich ulubionych odcinków!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 19:06, 09 Cze 2011    Temat postu:

Właściwie to zostały mi tylko dwa albo trzy ale dam dopiero za kilka dni bo nie mam czasu nawet odetchnąć :<

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 19:23, 09 Cze 2011    Temat postu:

Nie mogę się doczekać!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:23, 12 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 48

Dzień 3
Każdy dzień obracał mi się tylko na spędzaniu czasu w pokoiku dziecięcym i przewijaniu pieluch Elodie.


Nie żebym tego nie lubiła ale zaczynało mnie to powoli nudzić, chciałam wyjść do ludzi i… ja nie miałam tylu zabawek w dzieciństwie


Moment kiedy kładłam Eli do łóżeczka był dla mnie wybawieniem. Mimo, że trzeba było ją długo usypiać. To zapewne odziedziczyła po Carlu.


Dzień 5
Zauważyłam, że moja córka jest strasznym brudaskiem. Tak jak Carl nie potrafiła zachować się przy jedzeniu. Mam nadzieję, że uda mi się nauczyć ją dobrych manier.


Ale za to była bardzo cierpliwa. Spokojnie czekała, aż posprzątam całą kuchnię po śniadaniu. To ma po mnie, ha!


A propos śniadania i innych posiłków. Jako, że mieszkam w tym domu i nie pracuję, postanowiłam witać codziennie domowników ciepłym i jadalnym obiadem. Tylko, że z moim gotowaniem było, ładnie mówiąc, nie najlepiej
Tego dnia miała być jarzynowa.
Chciałam zmiksować warzywa w robocie kuchennym ale... jak się go włącza?


Ostatecznie pokroiłam wszystko ręcznie, przy okazji dziabiąc się nożem kilka razy w palec, i zaczęłam gotować. Na dużym ogniu chyba będzie szybciej...
Zupa była niemrawa, więc chciałam dosypać czegoś do smaku. Może cukier puder?


Aaaa! Przyjarało się. Krystian nic nie widział więc może jak im to podam to nie zauważą. Albo powiem, że w Peru tak jedzą.


Zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam jak to się prezentuje w misce. Jednak im tego nie podam. Jeszcze by się otruli...


Miałam mało czasu więc postanowiłam pójść na łatwiznę i zrobić hot dogi.
I teraz czary mary. Wkładamy same kiełbaski do mikrofali...


A po minucie pojawiają się bułka i musztarda. Może niedługo wymyślą takie kapsułki wielkości tych od Stoperanu, wkładasz do mikrofalówki a po 10 sekundach masz z tego ziemniaki, kurczaka i surówkę...


Wracając do XXI wieku. W momencie gdy wyciągałam hot dogi, do domu wrócił Filip z wieczornego joggingu.


Był głodny więc od razu dorwał się do talerza. Z moich informacji wynikało, że mu nawet zasmakowały. Albo tak mu się chciało jeść, że wszamałby wszystko. A może nie chciał mi robić przykrości?


Sama chciałam to sprawdzić więc wzięłam jedną porcję dla siebie. Jeden kęs. Na początku normalne, wyczuwam smak bułki. Jeden żuj, drugi żuj....


Bleeee... Jak ja nienawidzę musztardy!!!


Dzień 6
Luz Maria ubłagała Filipa, żeby mogła zostać w domu. Ściemniła mu, że mi dzisiaj pomoże, a tak naprawdę cały dzień grała na PlayStacion.


Ja doszłam do wniosku, że czas nauczyć Elodie kilku podstawowych czynności życiowych.
Najpierw chodzenie.


To przyszło jej bardzo szybko. Moja krew!


Później nauka mówienia. Z tym było już trochę gorzej.


Ale takie słowa jak pieniądze, kasa, money, hajs przychodziły jej znacznie łatwiej.


Krew Carla...


Dzień 8
Luz Maria zaczęło głośno myśleć, jakby tu wkurzyć Krystiana. Czy ta dziewucha nie umie bez tego żyć? To jest jakieś jej uzależnienie, narkotyk?


Wyśmiewała się z Krystiana, że jest cieniasem i słaby. I, że zamiast kuć i siedzieć nad szachami, powinien pakować.


Ich kłótnie były tu codziennością, powoli zaczynało mnie to denerwować, ale nie chciałam się wtrącać.


Ostatecznie na miętolenie Luz Marii i wiercenie mu w brzuchu Krystian odpowiedział „Dobra”.


Nie wiem czemu on jej tak ulega, ale przez okno widziałam jak wyszedł na dwór i próbował ćwiczyć z manekinem.


Ciężko mu to wychodziło, dlatego po 15 minutach wrócił do czytania lektury. Lusesita miała z niego ubaw do wieczora. Czasami bym jej łeb tak ukręciła, że... Ehh...


Dzień 9
Filip kupił mi książkę kucharską.
Zasada nr 32 brzmiała: Nigdy nie dodawaj cukru pudru do zupy jarzynowej!


Była sobota, Filip był w pracy więc chciałam go przywitać jakimś przyzwoitym obiadem. Niestety w lodówce nic nie było.
Zasada nr 56: Przed każdym obiadem, zrób zakupy!
Był tylko chleb i ser więc wymyśliłam grzanki.


Nie wiem czemu, ale Luz Maria i Krystian ciągle patrzyli mi na ręce.
Na szczęście zapamiętałam podstawową zasadę robienia tostów:
Zasada nr 48: Dwie skibki chleba na zewnątrz, jeden plasterek sera w środku! Nigdy na odwrót!


Tosty to może nie jest kawior, ale najeść się tym można.


Wieczorem razem z Filipem bawiliśmy się z małą. Elodie nadal za nim nie przepadała, dlatego kupił jej misia. A raczej niedźwiedzia, po pluszak był za duży i raz nawet przygniótł Eli.


Odstawiliśmy więc go na szafkę. Na półce też będzie ładnie wyglądał...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:31, 12 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 49

Dzień jak codzień. Luz Maria postanowiła pograć trochę na gitarze by zarobić na nową spodnie za 200 zł.


Kawałek z boku, przy książkach siedział Krystian. Chciał mieć siostrę na oku.


Lus zaczęło to trochę wkurzać, do tego nikogo w parku nie było (nikt tam ostatnio nie przychodzi), dlatego spakowała gitarę i poszła pod teatr.


A co słyszy po chwili? Jakieś rzępolenie na gitarze akustycznej. Odwraca się i widzi Biankę Klipsiewicz, bezczelnie robiącą jej konkurencje. Co za…


Zaczęła więc grać swoje najlepsze kawałki.
Gitara elektryczna przyciągnęła zainteresowanie. Po chwili wokół Lus zebrał się tłum słuchaczy którzy chętnie wrzucali jej drobne.


A pani Bianka nadal bez zainteresowania. Bidulka….


Luz Marii słuchała nawet jej dawna przyjaciółka, Mendy, córka Lafiryndy. Nawet coś wrzuciła, ale jak się później okazało, były to papierki po krówkach… Menda…


Coś koło 22 ludzie zaczęli się rozchodzić. Przyszedł także Krystian i powiedział, że czas najwyższy wracać do domu.


Oczywiście Luz olała go grając głośniej na gitarze. Krystian po prostu odwrócił się i odszedł.


Lusesita skończyła grać coś przed 23. Miała kilka minut do godziny policyjnej. Nie chciało jej się wracać piechotą to przynajmniej policja ją odwiezie. Usiadła więc w parku i czekała, ciesząc się, że nie musi zachować się jak galerianka, żeby ją było stać na spodnie.


Po chwili stanął koło niej jakiś menel, wódą od niego jechało i śmierdział tak jakby spał w śmieciach, co było całkiem możliwe.


Usiadł obok dziewczyny i zaczął bełkotać coś, że widział jak gra, że ładnie gra i w ogóle jest ładna. Taka amerykańska Azjatka. A on lubi Azjatki…


Luz Maria nie wiedziała czy ma się zacząć śmiać, wstać i po prostu odejść, czy płakać, krzyczeć, wstać i uciec.
Postanowiła nie robić nic głupiego. Gdyby biegła, to owszem, mógłby jej nie dogonić, ale gdyby upadła i nie daj Boże złamała paznokieć? Z rozpaczy nie byłaby w stanie dalej uciekać.
Dlatego postanowiła bez słowa wstać i odejść.


Niestety, podpity brudas miał inne plany. Zatrzymał Luz Marię i powiedział, że zabawa dopiero się zaczyna…


Luz Maria już szykowała pazury by w ostateczności próbować się bronić. Mogła mu też wbić korek w nogę albo kopnąć… wiecie gdzie.
Z nikąd pojawił się Krystian, odepchnął zboczeńca i kazał trzymać się z dala od jego dziewczy…. siostry.


Pijak tylko coś jeszcze pobełkotał po czym położył się na ławce i usnął.


Trochę zdumieni tym widokiem i tym, że tak łatwo poszło (Krystian chciał się bić!) odeszli trochę na bok by go nie obudzić.
Wtedy Luz naskoczyła na Krystiana, że po co przyłaził, ona sama by sobie poradziła, itp., itd….


Krystian nic nie powiedział, tylko… ją pocałował.


Cecha „świetnie całuje” zobowiązuje Luz Maria nigdy nie była tak czule wycałowana


Można by powiedzieć, że między tymi dwoma wszystko się ułożyło, czuli się tak, jakby ich miłość była zaplanowana od dzieciństwa (przeze mnie ). Nie przeszkadzało im to, że się razem wychowywali, tak naprawdę nigdy nie czuli się rodzeństwem.
Wrócili do domu cudem unikając radiowozu. Luz Maria pocałowała swojego wybawcę na dobranoc


Po czym kazała mu iść spać, oczywiście w oddzielnych łóżkach. Co jak co, celibat do ślubu zachowa. Szczególnie po dzisiejszym wieczorze gdy o mało co nie została zbałamucona przez menela.


*********
Poniedziałek rano. Ida jak co dzień ogląda powtórkę „Mody na sukces”. Nie lubi tego serialu ale nie ma nic innego do roboty.


Przyjemność nie trwa zbyt długo bo z góry już słychać było, że Elodie się obudziła.
Dzisiaj córeczka przywitała mamusię stwierdzeniem „Ziobać mamo, jaki sielony babol. Priawie jak Twoja bluśka”.


Może to dziecko było podobne do swojego ojca, ale Ida je kochała


Z cierpliwością siedziała całymi dniami przy swojej pociesze, ale ciągnęło ją do ludzi. Musiała gdzieś wyjść...


Gdy do domu wrócił Filip, uświadomiła sobie, że nie zrobiła obiadu. Wtedy wpadła na niezwykle genialny pomysł (dźinialny jakby to pan Adaś powiedział|) jak wyjść na kilka godzinek z domu.


Zrobiła minę zbitego psa i powiedziała, że jest tak przytłoczona ilością zajęć i wychowaniem Elodie, że zapomniała zrobić ciepły posiłek dla rodziny.


Filip momentalnie ją pocieszył, kazał się nie zamartwiać, przecież każdemu zdarza się zapomnieć o głodnych członkach rodziny. Ale on już coś wymyślił i z głodu nie poumierają.
Zamówią pizze!


Głupek.... -.-


W ostateczności Ida rzuciła się Filipowi w ramiona prosząc aby ją gdzieś zabrał, do baru, restauracji, McDonalda... Gdziekolwiek.


No co miał zrobić. Zgodził się. A miał już taką ochotę na pizze z salami...
Obiecał, że przekona młodzież by zaopiekowała się Eli. Z Krystianem pójdzie mu gładko, gorzej z Luz, palec się jeszcze nie zagoił...
A tak w ogóle to od kiedy oni odrabiają razem lekcje?


Ida wiedziała co się święci. Nawet była świadkiem ich flirtu.
K: Lubię, jak piszesz po moim zeszycie
L: Naprawdę? <3


Przed 18 Filip poprosił Krystka, by przypilnowali przez jakiś czas Elodie. Raczej nie powinni mieć problemów.


Ida zaczęła się żegnać z córeczką, jakby wyjeżdżała na miesiąc. A rezerwacja w restauracji nie poczeka...


Przekazała Eli Krystianowi i kazała przestrzegać jej 34 punktowego regulaminu opieki nad dzieckiem. Oczywiście cały musiała szczegółowo omówić.
A minuty mijały...


W końcu udało im się dotrzeć na miejsce, ale było już za późno. Rezerwacja nieaktualna i musieli jeść na dworze. Ida się trochę pobulwersowała, że tak trudno było im poczekać kilka minut. Taaa, kilka...
Noc była przynajmniej ciepła, Ida cieszyła się, że podają tu jej ulubione danie, Egipską shoarme. Przynajmniej jakaś namiastka obcej kultury...


Kolacja przebiegała by prawidłowo, gdyby nie nagłe pytanie Idy, kiedy pozna jego rodziców.


Filipowi aż kawałek homara stanął w gardle. Przedstawić ją rodzicom? Lidia zawału dostanie jak dowie się, że Ida ma dziecko. A w dodatku on zabił jej ojca.
Popularność Lidii nadal nie zmalała, gdyby całe miasto się dowiedziało, że Filip związał się z samotną matką małego diabła, to spaliłaby go na stosie.


W dodatku chęć poznania rodziców może oznaczać tylko jedno. Ida chce ślubu. Może nawet dzieci. Myślał o tym, ale teraz? Z jednym diabolicznym pomiotem nie może dać sobie rady.
Nagle wszystko zaczęło mu się kojarzyć z małżeństwem. Niedaleko stała stara panna, kawałek dalej dwie kobiety rozmawiały o swoich mężach, a dzielnicowy wydawał się jakby mówił „Oświadczysz się jej, albo masz wpie*dol.”


Po kolacji poszli do parku. Tak sobie siedzieli, uśmiechali się, miło było ale żadne z nich nie chciało wykonać kroku dalej.


Aż oboje przerażeni swoją nieśmiałością spojrzeli na siebie.


Tak nie mogło być. W końcu mieli niedługo odwiedzić rodziców Filipa jako oficjalna para a oni sobie w kulki lecą. Rozluźnili się i przytulili. Od razu lepiej


Jeszcze tylko buzi buzi i już jest cacy glacy Ale przez chwilę Filip bał się, że zaraz znów dostanie klockiem w głowę od Elodie.


Nic go na szczęście nie zaatakowało. Po tym pocałunku mógł stwierdzić, że chce z Idą spędzić resztę życia i zrobi dla niej wszystko. Nawet załatwi słonia na ich wesele.


Wrócili do domu. Ida poszła jeszcze zobaczyć czy Elodie śpi i czy jej opiekunowie założyli jej śpioszki na dobrą stronę. Wróciła już w pidżamie, jeśli można nazwać to pidżamą. Po prostu w bieliźnie. Stwierdziła, że nie będą marnować czasu na rozbieranie.


Bo po co marnować tak cenne chwile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 13:50, 12 Cze 2011    Temat postu:

RELACJA 50 (ostatnia zaległa!)

Nadszedł dzień urodzin Luz Marii i Krystiana.
Filip, mimo nalegań Lus, nie zgodził się na imprezę, bo wcześniej „ktoś wypił jego wszystkie wina z Francji”.
Pierwsza przy torcie stanęła Lusesita, kobiety w końcu mają pierwszeństwo


Niegdyś zbuntowana nastolatka zdmuchnęła świeczki, by stać się niezależną dorosłą.



Wyrosła na niezwykle atrakcyjną kobietę, która nie dawała innym w kulki lecieć. Wykorzystują swoją azjatycką urodę i niebieskie oczy zatrudniła się jako dziennikarka… A raczej, dąży do bycia dziennikarką


Wracając do urodzin, następny był Krystian.
Jeszcze tylko życzenie…


I już oplatają go zewsząd kolorowe gwiazdki zwiastujące przejście w inną grupę wiekową


Krystian stał się niezwykle przystojnym mężczyzną, pragnącym zostać sławnym chirurgiem oraz mistrzem szachów.

(jaki on był słodki *-*)

Po urodzinach czwórka dorosłych wypiła jeszcze lampkę wina, które się gdzieś uchowało w pokoju Lusesity, po czym wszyscy wrócili do normalnego trybu życia.
Ida i Filip czytali książki a Luz Maria z Krystianem gdzieś poleźli…


Po godzinie Ida powiedziała, że idzie się położyć i że będzie na niego czekać.
Gdy szła na górę usłyszała jakąś cichą rozmowę i chichoty dobiegające z drugiego korytarza.
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale Idka nie mogła się powstrzymać by zobaczyć co to.
No i tak jak się spodziewała, przyłapała kochanków na gorącym uczynku.


Początkowo chciała się po cichu oddalić, niestety została zauważona i osaczona przez Luz Marię i Krystiana.


Nie mieli złych zamiarów, chociaż Luz pewnie pomyślała by Idę jakoś zaszantażować.
Zaczęli prosić o dyskrecje, przecież to nie może się wydać bo będą wytykani przez całe miasteczko jako kazirodcze rodzeństwo (chociaż praktycznie rzecz ujmując rodzeństwem nie są).
Przez chwilę Ida miała wątpliwości ale gdy zobaczyła jak Krystian patrzy na Luz Marię doszła do wniosku, że musi pomóc tej parze bym razem.


Ale nie mogą się wciąż ukrywać, bo co to za życie. Zaproponowała aby wybrali się razem z nią i Filipem do rodziców żeby im to na spokojnie wyjaśnili i żeby mogli to przyjąć. Bo chyba lepiej jak się dowiedzą od nich niż od jakiejś baby ze straganu.
Krystian tylko wyobraził sobie jak jakaś stara sprzedawczyni mówi do Lidii „A słyszałam, że pani pociechy się razem prowadzają”. Matka by od razy padła na serce. Także oboje się zgodzili


Ida zadowolona, że pomogła temu dwojgu w ich zakazanej miłości, położyła się na łóżku i czekała na Filipa.
Z tego czekania trochę jej się przysnęło…


Ale po jakimś czasie obudziła się już w objęciach swojego ukochanego rudzielca


W feralną sobotę wszystkich zżerała trema. Byli umówieni na 18, dlatego by zabić czas każdy się czymś zajął.
Luz Maria pisała kolejną książkę, Krystian grał w szachy, Filip wylegiwał się na słońcu a Ida pływała.


Postanowiła pogadać ze swoim chłopakiem, jednak gdy wyszła z basenu jego nie było. Pomyślała, że może poszedł po coś do picia i na niego poczeka.


Filip w tym czasie próbował zbliżyć się do Elodie, która, jakby to powiedzieć, serce z klatki piersiowej by mu najchętniej wyrwała.


Ale Filip się nie poddawał. Bawił się z Eli lalkami, samochodzikami, klockami by ją jakoś do siebie przyzwyczaić.
Tego dnia podczas zabawy znów zadzwonili do niego z propozycją pracy w egipskich grobowcach. Żal mu było odmawiać, ale teraz najważniejsza była Ida i dziecko.


Ida, nie doczekawszy się Filipa, poszła na spacer. Pooddycha świerzym powietrzem, może w końcu jakieś porządne zdjęcie zrobi.
Zobaczyła obok bardzo piękne motyle i postanowiła jednego złapać. Miał śliczne, błękitne skrzydła. Gdyby były choć troszeczkę ciut zielone, byłby turkusowy.


Następnie omal nie zdepnęła jakiegoś zielonego robaczka. Gdyby był troszkę ciut niebieski, to również byłby turkusowy.


Stanęła na końcu pagóra i patrzyła na pejzaż Słonecznej Doliny. Pstryknęła kilka zdjęć. Może to nie było to samo co Chiny czy Egipt, ale i tak było pięknie.


Zaczęło się ściemniać i Ida nawet nie zauważyła, że jest już po 17. Miała do domu kawał drogi, Filip znowu będzie narzekał, że ich opóźnia.
Dobiegła do domu przed 18, na szczęście Filip zdążył pomyśleć i ubrał Elodie w jakieś ładne ubranko.


Zapakowali się wszyscy do samochodu i pojechali do Domu pod Wodospadem.


Początkowo spotkanie przebiegało pomyślnie, Ida od razu znalazła wspólny język z Lidią, obie były artystkami. To co, że w innych, zupełnie różnych dziedzinach.


Filip poszedł szukać ojca. Znalazł go z tyłu domu, gdy znów bawił się zraszaczem. Ten człowiek nigdy nie dorośnie…


Zaprowadził go do domu, jeszcze się przeziębi i matka będzie znowu burczeć.
Cała czwórka usiadła przy stole w jadalni.
Z jednej strony zestresowani Filip z Idką.


Z drugiej karcąca spojrzeniem Lidia i całkowicie wyluzowany Szymon. Początkowo zaczął gadać o samolotach ale żona go momentalnie uciszyła.


Nie było tak źle jak sobie to wyobrażali. Lidia oczywiście miała gdzieś tam głęboko w środku pretensje, że Ida to samotna matka, ale szybko zmieniła zdanie gdy poznała słodką Eli.
Po chwili całkowicie wyluzowani mogli usiąść na kanapie.


Ale burza dopiero miała się rozpętać.
Przyszła kolej na Luz Marię i Krystiana.


Po kilku sekundowej, niezręcznej ciszy, Lusesita w końcu nie wytrzymała i krzyknęła, że ona i Krystian są razem i że na ich ślubie podadzą kurczaka.


Lidia na całe szczęście wytrzymała ten szok i nie padła na zawał, ale nie wytrzymała nerwowo i wstała by wygarnąć córce jak bardzo jest nieodpowiedzialna. Skazuje rodzinę na wieczne wytykiwanie palcami.


To nie była burza tylko tornado. Z jednej i z drugiej strony leciały obelgi, nie zważały na prośby Krystka, by się uspokoiły, nagle ukochana córeczka mamusi stała się jej największym wrogiem…


Gdzieś z boku stał całkowicie wyluzowany Szymon. Bawił się z Elodie, mówił, że on się na wszystko zgadza, ważne żeby jego dzieci były szczęśliwe i… że się źle poczuł.


Ale kobiety nie słuchały, tylko nadal rwały na siebie jak rozwścieczone lwice.


Szymon odłożył spokojnie Elodie, dał jej całusa w czółko i powiedział, że od dzisiaj będzie jej aniołem stróżem.


Po czym oplotły go blade iskierki. Iskierki śmierci.


Nikt z dorosłych nie zauważył, ciało Szymona stało się srebrzysto białe i prześwitujące. Wszystkiemu przyglądała się tylko mała Elodie.


Dopiero po fakcie Lidia poczuła niezwykłe zimno w pokoju, ale gdy się odwróciła, było już za późno.


Jej mąż unosił się nad ziemią i oglądał swoją nową, nieśmiertelną postać. Dotarło do niej, że nawet nie zdążyła się z nim pożegnać, nie przeżyła z nim tak pięknej śmierci jak jej rodzice kilka lat temu.


Lidia zaniosła się płaczem, do salonu zbiegli się pozostali goście, wszyscy w ogromnym szoku.


Pojawił się zwiastun życia i śmierci, by zabrać duszę Szymona w zaświaty.


Ida, nie przyzwyczajona do tego typu widoków zaczęła się trząść ze strachu…


Chciała złapać małą Elodie która nadal siedziała przed duchem swojego niedoszłego dziadka i przyglądała się temu zjawisku z zaciekawieniem.
Ale gdy już miała zrobić krok na przód zrobiło jej się słabo i zemdlała.


Filip przeniósł Eli do innej części salonu i zaczął cucić Idę. Gdy ta się, obudziła, po Szymonie Wolskim została już tylko urna z jego prochami a w domu słychać było tylko głośne szlochanie zrozpaczonej Lidii.


Kobieta rzuciła się w ramiona córki i przez łzy przepraszała. Ona i Krystian mogą być razem bo tak chciał jej zmarły mąż.


Ida również wpadła w ramiona Filipa. Jej córeczka w tak młodym wieku widziała śmierć bliskiej osoby, co jeśli to zapamięta i w przyszłości nie będzie mogła sobie z tym poradzić? Będzie musiała z nią chodzić do terapeuty i spać w jednym łóżku…


Spojrzeli na dziewczynkę. Nie było widać po niej by była jakaś przestraszona a raczej zaintrygowana zaistniałą przed chwilą sytuacją. Przez chwilę Filip pomyślał, że jest opętana…


************

Wspomnienie.

Pamiętajmy Szymona jako wesołego faceta z rudą czupryną. Dochował się piątki pociech (w tym 2 adoptowane) oraz pięknej i kochającej żony.





___________________

TYM SMUTNYM AKCENTEM, ZAKOŃCZYŁAM DODAWANIE STARYCH RELACJI I PRZENOSZĘ TEMAT DO "STARYCH HISTORII"

FAJNIE BYŁO SOBIE PRZYPOMNIEĆ STARE CZASY, MAM NADZIEJE, ŻE CI CO CZYTALI RELACJE PO RAZ DRUGI (MOŻE SĄ TEŻ TACY CO PO RAZ PIERWSZY) MIELI TAKĄ SAMĄ FRAJDĘ JAK NIEGDYŚ ;D

WÓDZ POZDRAWIA I BŁOGOSŁAWI Cool


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin