Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Prehistoryczne relacje Wodza (Nowe 12.06)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 20:32, 12 Mar 2011    Temat postu: Prehistoryczne relacje Wodza (Nowe 12.06)

Wrzucam tutaj moje stare relacje, które pisałam za czasów CS ^^
Nie patrzcie na grafikę zdjęć - kiedyś były inne czasy, słaby komp...
Na styl pisania też nie zwracajcie uwagi... To były moje początki, hłe hłe xD
Nie musicie komentować. Ułatwiam życie osobom które chciałyby przeczytać moje relacje od początku ich istnienia a nie chce im się szukać ich wszystkich w temacie na CS ;)

Także tego.... Miłej lekturki ^^
____________________
TOM PIERWSZY.
RELACJA 1

Jadąc przez Sunset Valley, Lusi próbowała sobie przypomnieć, kiedy będąc dzieckiem biegała po tych zielonych łąkach, łapała kolorowe motylki i zbierała piękne kamienie. Gdy była daleko na studiach, bardzo tęskniła za tym miejscem, lecz przygnieciona toną zeszytów i prac domowych nie miała czasu odwiedzić swojego rodzinnego miasta.


Dzięki pieniądzom ze stypendium i pracy dorywczej jako recepcjonistka w SPA, udało jej się zaoszczędzić sporą sumkę. Wciąż brakowało jej na dom ale dzięki pomocy swojej matki zastępczej, kupiła mały domek i to nawet nad plażą!
Domek był przytulny i już urządzony po starych właścicielach.
Lusi nie miała czasu żeby go obejrzeć, bo po długiej podróży jej kiszki marsza grały więc od razu rzuciła się na lodówkę i zjadła kilka kanapek chleba z dżemem


Po napełnieniu żołądka, rozejrzała się trochę po mieszkaniu. Salon był połączony z kuchnią, mała łazienka, biuro z którego było widać morze. Wszystko było piękne prócz jednego pokoju


Sypialnia była tak przesycona różowym kolorem że simkę aż zemdliło. Tego samego dnia wezwała majstrów by coś z tym zrobili.

Wieczorem, gdy Lusi czytała książkę, niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi.
Była to, jak się okazało Videl Rydel. Lusi pamiętała ją z czasów podstawówki i gimnazjum. Ona chyba niekoniecznie...


Videl, w przeciwieństwie do niej, była głośną i wyzywającą dziewczyną, którą wszystkie dziewczyny lubiły, a chłopacy adorowali, więc trudno było zapomnieć o takiej gwieździe.
Ale Lusi pamiętała ją jeszcze z jednego powodu. Videl miała przyrodniego brata, Remigiusza, równie atrakcyjnego i przebojowego, w którym po cichu simka się podkochiwała. Ale jako mała, szara myszka raczej nie miała u niego szans.

Tylko czego teraz Videl chciała od Lusi? Okazało się, że usłyszała od kogoś że w jej starym domu z dzieciństwa ktoś zamieszkał i chciała sprawdzić kto to.


Poprosiła również Lusi by pozwoliła jej zobaczyć swój stary pokoik. Ta musiała ją jednak poinformować że zdążyła go już wyremontować.


Ta wyraźnie się zasmuciła.


Powiedziała że już późno i nie będzie przeszkadzać i sobie poszła, a Lusi wróciła do czytania lektury.


Jutro miała się stara o pracę w ratuszu więc musiała poprawić swoją charyzmę.
___________

RELACJA 2

Dzisiaj był ten decydujący dzień. Lusi miała iść do ratusza walczyć o nową posadę.
Pierwsze co zrobiła, to wpłaciła kwotę 1000 simoleonów na datek dla biedoty. Może dobry gest przyniesie jej szczęście.
Ze stresu zapomniała się ubrać, co niestety zauważył chłopiec roznoszący gazety


Następnie musiała się przygotować. Zjadła lekkie śniadanie, ubrała się i przejrzała w lustrze czy nic nie zostało jej między zębami


Uznając że wszystko jest w jak najlepszym porządku, zostawiła stres i zdenerwowanie w domu i ruszyła do Ratusza.
Idąc w stronę drzwi budynku, usłyszała za swoimi plecami spekulacje na jej temat. Czyżby tak bardzo się zmieniła przez te lata że naprawdę nikt nie mógł jej poznać?


Mimo że w przyszłości chciała zostać Przywódczynią Wolnego Świata, nie lubiła gdy o niej mówiono. Robiła to raczej z chęci niesienia dobra.
Jednak długo się tym nie zamartwiała. Z ratusza wyszła już jako jego pracownik. Na niskim stanowisku, ale każdy tak chyba musiał zaczynać.


Pracę miała zacząć dopiero za dwa dni, dlatego z nadmiaru czasu wybrała się na miejski basen.
Tam ukazał się jej widok, który kojarzył jej się z kolorowym i beztroskim dzieciństwem. Była to jej matka zastępcza, Susan, którą wszyscy w mieście nazywali Big Mama, ze względu na jej nieograniczoną chęć przygarnięcia wszelakiego żywego stworzenia na ziemi. Była to również kobieta, do której każdy w mieście mógł się zgłosić ze swoim utrapieniem. A ona na wszystko znajdowała sposób!
Big Mama od razu ją poznała. Przynajmniej ona! Kobiety od razu rzuciły się sobie w objęcia.


Lusi nie miała jej dużo do opowiadania. Przez cały okres studiów systematycznie do niej dzwoniła i dzieliła się swoimi przeżyciami.
Ale dzisiaj przecież wydarzyło się coś, co nie mogło zostać przez nią pominięte. Poinformowała ją o przyjęciu do pracy w ratuszu.


Big Mama była taka dumna! Lusi kochała najbardziej z 5 dzieci które przygarnęła z sierocińca. I tylko ona nadal utrzymuje z nią kontakty.
Po długiej rozmowie o ważnych rzeczach i drobnostkach, Lusi postanowiła popływać.
Gdy szła w stronę basenu, jej matka odprowadzała ją wzrokiem i nie mogła zrozumieć kiedy to malutkie dzieciątko, które pierwszy raz zobaczyła siedzące cichutko w kącie sierocińca, wyrosło na piękną i pewną siebie pannice. Z tyłu widać że zainteresowały się nią także panie Bunch.


Po kąpieli Lusi postanowiła przećwiczyć swoją charyzmę. Wybrała się więc do parku w centrum miasta. Zobaczyła tam Berenikę Rydel, z którą siedziała w jednej ławce, jednak dziewczyny nie zawęziły swojej znajomości do czegoś większego od zwykłego "cześć, cześć".
Dzisiaj pewna siebie Lusi postanowiła to nadrobić. Zagadała dziewczynę, która oczywiście jej od razu nie poznała. Po paro minutowej rozmowie dziewczyny się zaprzyjaźniły.


Niedaleko siedział brat Bereniki, Arek, który był bliźniakiem potajemnej, młodzieńczej miłości Lulki, Remika.
Od swojej przyrodniej siostry, którą Big Mama również adoptowała, Lusi dowiedziała się kiedyś że Arek się w niej podkochuje. No ale dziewczyna, zakochana po uszy w jego bracie, odrzucała wszystkie amory.
Ale to było kiedyś i dzisiaj, sama nie wie czemu, zebrało jej się na flirt. Podeszła do chłopaka, a raczej mężczyzny i zapytała czy ją pamięta.
Cud! Druga osoba która wiedziała kim ona jest. No ale jak mógł o niej zapomnieć.
Porozmawiali trochę o tym i owym. W końcu zebrała w sobie całą odwagę i zapytała czy ma dziewczynę.
Niestety... Był związany z Bellą Kawaler, która w podstawówce nie była dla niej nastawiona zbyt przyjaźnie.
Lusi zrobiło się smutno. Może to nie był Remigiusz, ale w końcu jego prawie sobowtór i chociaż nim by się "zadowoliła". Ale trudno. Nie zamierzała niszczyć życia tej dziewczynie.

Arek widząc smutną minę, powiedział że jego brat jest wciąż kawalerem


Dziewczynie oczy zaiskrzyły. Ale po chwili zgasły. Przecież on na pewno się nią nie zainteresuje...

Wróciła do domu i posprzątała


Przeczytała w gazecie że Lamy znów wygrały oraz że komuś urodziła się córeczka. Ciekawe czy ona kiedyś będzie miała niemowlę. Może adoptuje?


Gdy się położyła zasnęła niemal natychmiast.


Miała piękny sen. Wiecie o kim
___________

RELACJA 3

Pierwszy dzień w pracy nie był ciężki. Ludzie byli mili i życzliwi, szefowa tolerowała małe potknięcia nowej, niedoświadczonej pracownicy. Lusi nawet się z nią zaprzyjaźniła co wpłynęło na podwyższenie jej oceny pracy. Dzięki temu dostała awans na kogośtam;p

Wraz z awansem, wzrosły wymogi szefowej i Lusi musiała poprawić swoją charyzmę. A co jest najlepszym sposobem na wzrost umiejętności charyzmy? Oczywiście gadanie, gadanie, gadanie...
Wybrała się więc od razu do parku przy Ratuszu.

Gdy tak gadała i gadała


To nagle zgłodniała xD
Ze względu na jej znikomy talent kucharski uznała, że bezpieczniej będzie jak zje na mieście.

Idąc w stronę restauracji, zobaczyła Berenikę Rydel. Pomyślała, że przynajmniej nie będzie jeść kolacji sama.


Ale jej koleżanka była z kimś. Nieopodal stał tata Bereniki, doktor John, dziś już światowej sławy chirurg. Jako mała i niezdarna dziewczynka, Lusi często lądowała w jego gabinecie z zadrapanymi kolanami i łokciami.
John ją zapamiętał. Gdy wychylił się by jej pokiwać, okazało się że zanim stoi....


Potem tylko usłyszała wrzaski Bereniki "Czy jest tutaj lekarz?!".

Otworzyła oczy. Nad nią stało z 10 osób. Gdy doktor John wszystkich przeganiał, ktoś pomógł jej wstać.
Na widok owego dobrodzieja omal znów nie zemdlała. Ale nie mogła robić takiego zamieszania wokół swojej osoby. Wzięła 3 głębokie wdechy, powiedziała "dziękuje" i chciała jak najszybciej odejść. Ale jej wybawiciel wciąż nie chciał jej puścić. Gdy odwróciła się w jego stronę usłyszała że ma piękne oczy.
Tak owe oczy wyglądały po usłyszeniu tego komplementu


Po chwili wszelaka trema zniknęła, a Lusi tak się rozgadała że zaskoczony tym Remik (bo to właśnie on;)) tylko kiwał głową że jeszcze coś z tej plątaniny słów rozumie.



Na jego szczęście, Lusi musiała kiedyś złapać dłuższy oddech i wtedy zapytał czy zgodziłaby się na wyciągnięcie jej jutro na plaże.

Jak się mogła nie zgodzić widząc ten jego zawadiacki błysk w oku? Miała wolny dzień i nic ciekawszego do roboty. Ale co może być ciekawsze od Remika?;p


Rano obudziła się dość późno. Nie chciała przerywać pięknego snu
Przygotowując gofry, myślała o tym co się wczoraj wydarzyło. Może to była tylko część jej snu? Może Remik się tylko nią bawi. Nie znała go w końcu zbyt dobrze.


Tak dumając, nie zauważyła że przypaliła sobie śniadanie.

Gdy przyszła w południe na plażę, Remik już tam był i przygotowywał sobie drinka

"Może to alkoholik?" pomyślała...

Gdy jej heros ją zobaczył od razu do niej doskoczył i.... przytulił ją na powitanie


Gdy Lusi znów zaczęła gadać od rzeczy by tylko nie nastała ta "niezręczna cisza", Remik uciszył ją jednym gestem i powiedział żeby zamknęła oczy bo ma dla niej niespodziankę. Jak rozkazał, tak zrobiła


A później było już jak w jej śnie

________________

RELACJA 4
Życie zawodowe Lusi układało się znakomicie. Po kilku tygodniach została gubernatorem i mało jej zostało do wypełnienia pragnienia życiowego.
Wraz ze zdobytą nową posadą, dostała pewne zadanie. Musiała zerwać przyjazne stosunki ze swoją szefową, która podobno głosowała na konkurencyjną partię. Mało tego, musiała zostać jej wrogiem!
Nie chciała tego, ale co miała zrobić? Ryzykowała posadę.


Po pracy zaprosiła szefową do parku. Nie wiedziała jak rozpocząć kłótnie. Zaczęła więc wytykać błędy Tamarze, w końcu zarzuciła jej zdradę partii.


Udało jej się uzyskać interakcje "wróg" dzięki czemu dostała awans, ale utraciła przyjaciółkę. Tamara nie chciała się z nią pogodzić.

Co do jej życia osobistego i miłosnego, to co tu dużo mówić-pod tym względem była chyba najszczęśliwszą simką na ziemi. Z Remigiuszem byli już oficjalnie parą z pięknymi planami na przyszłość.

Kiedyś poszła sobie zobaczyć na miasto co słychać i posiedzieć trochę z ludźmi. Koło teatru minęła swoją, miała nadzieję, przyszłą teściową. Z opowiadań Bereniki, dowiedziała się że Hannie nie podoba się że jakaś dziewczyna podbiera jej synka. Po wzroku kobiety Lusi zrozumiała że słowa jej przyjaciółki nie były rzucane na wiatr.

(To jest autentyczna sytuacja-pierwsze spotkanie przyszłeś synowej z teściową )

Niedaleko zobaczyła swojego ukochanego. Podbiegła do niego w podskokach i pocałowała na powitanie. Ale w jego zachowaniu wyczuła lekkie zawahanie.


Gdy chciała go przytulić, od odtrącił ją i powiedział że się śpieszy


Dziewczyna była wyraźnie zawiedziona


Na ławce obok siedziała mama Remika, więc Lusi postanowiła do niej zagadać. Szybko doszła do wniosku, że za szybko się nie polubią


Wróciła do domu i żeby zabić dręczące ją myśli, chwyciła gazetę i zaczęła czytać wszystkie ogłoszenia


Jednak po chwili rzuciła ją na stół i zastanawiała się o co mogło chodzić Remikowi. Może jej nie kocha, albo ma inną? Może jest płatnym mordercą, albo ma nieślubne dziecko z nieletnią? Różne wytłumaczenia przychodziły jej do głowy


Zeszło jej jakoś do wieczora. Gdy czytała książkę nagle odezwał się dzwonek do drzwi. Spodziewała się że to będzie on. Stała cicho w kuchni i czekała aż zacznie się jej tłumaczyć. Bo chyba po to przyszedł...
A co było jego wytłumaczeniem?
"Mama"
Wstydził się okazywać Lusi czułość przy swojej mamusi.
Zapytał czy mu wybaczy i zrobił słodką minkę. Jak mogła nie wybaczyć

Resztę wieczoru spędzili razem przed telewizorem.


Ale po jakimś czasie film im się oczywiście znudził i znaleźli ciekawsze zajęcie


A później Remik został na noc

_________

RELACJA 5
Czas płynął powoli i spokojnie. Ptaszki ćwiergotały, motylki latały a rybki się pluskały w morzu.
Lusi urosły włoski.


Po pół roku postanowili że ona i Remik zamieszkają razem. Przecież ile dorosły facet może mieszkać u matki tongue.gif Hanka na wieść o tym trochę poburczała ale się zgodziła. W końcu nie miała nic do powiedzenia.

Wieczorem nie mieli nic do roboty w domu więc Remik wyciągnął Lusi do restauracji.
Zjedli pyszną kolacje, a gdy wyszli przed budynkiem stała cała rodzina Remika. Videl grała piekną melodie na gitarze.
Remik pocałował Lusi i...


Zaczęły się tańce ^^


Jednak po chwili Remik się zatrzymał a Lusi zapytała co kombinuje


Wtedy jej ukochany padł przed nią na kolana


Wyciągnął małe, czarne pudełeczko i poprosił ją o rękę


( "Ale ty mas ocyska" xD)

Lusi oczywiście się zgodziła, w końcu marzyła o tej chwili od podstawówki ale i tak była bardzo zaskoczona.


Pierścionek na jej palcu wyglądał wspaniale!


Nigdy nie była tak szczęśliwa. Wskoczyła w ramiona swojego narzeczonego a przyjaciele zebrani obok bili im brawo.


Po tygodniu pod ich domem czekała długa limuzyna. To miała być ich podróż do szczęścia i wspólnego życia.


Gdy jechali można było wyczuć lekkie poddenerwowanie


_________________

RELACJA 6

Minęły 3 miesiące od ślubu Lusi i Remika. Pani Rydel awansowała na kogoś tam, a Remik był bezrobotny. jego pragnieniem było mistrzowsko opanować sztukę malowania i grania na gitarze więc nie śpieszył się do żadnej pracy.
Mimo że Lusi zarabiała wystarczającą ilość pieniędzy by ich utrzymać, Remik czuł się niespełniony. Nie miał co robić przez całe dnie do czasu gdy nie wróciła jego żona. Gotował, sprzątał a później oddawał się swoim pasjom. Czuł się jak kura domowa. Chociaż w jego przypadku lepiej by było zastosować nazwę "kogut"
Pewnego dnia odezwał się w nim pewien naturalny instynkt samca. Chodziło o dalsze przekazanie genów i stworzenie potomka który te geny przekaże jeszcze dalej W języku ludzkim nazywamy to "ojcostwem".
Tylko jak to zaproponować swojej kobiecie. Pomimo że Lusi wydawała się być spokojną dziewczyną, Remik... bał się jej. Tak jak innych kobiet, m.in. swojej matki.
Może nie tyle że się bał, lecz na samą myśl że mógłby się jakiejkolwiek kobiecie postawić na plecy wstępował mu zimny pot. Więc bądźmy szczerzy: Remik był strasznym pantoflarzem i maminsynkiem
Ale tym razem jego instynkt mu podpowiadał żeby zaryzykował.
Wstał wcześniej, posprzątał, zrobił pyszne śniadanie i poczekał aż żona się wykąpie.
Podczas posiłku cichym głosem zapytał czy nie powinni mieć dzieci.
Lusi nie dosłyszała...
Powtórzył głośniej
Dowiedział się że może o tym zapomnieć


Próbował...

Po pracy jednak Lusi czuła się bardzo źle. W końcu zwymiotowała.


A nudności kobiety dla młodego małżeństwa mogą oznaczać jedno. Remik cały w skowronkach zawiózł swoja żonę do szpitala.
Po wyjściu czuł się bardzo dumny. Będzie tatusiem! Naturalny instynkt został zaspokojony
Ale Lusi nie była już taka happy... A miała do tego kilka powodów...

Na drugi dzień szczęśliwy wciąż Remik wziął swą ukochaną na basen.
Lusi zgodziła się chodź nie była zadowolona gdy wszyscy patrzyli na nią jakby miała już brzuch wielkości piłki lekarskiej.


Gdy Remik pływał ona tylko moczyła nogi i się ochlapywała


Po kilku miesiącach brzuch już był wyraźnie zaokrąglony.
Remik z radością chwalił się że będzie miał bobaska. Dziadziuś John również był szczęśliwy. Babcia Hanka podobno też chociaż mrukała że jest za młoda na babcie...


Wraz z brzuchem rósł też apetyt Lusi. Jej zachcianki sprawiały że Remik do kuchni nie miał wstępu "bo zawsze zrobił coś nie tak jak chciała". Humorek również miała zmienny ;P


Nie zaniedbywała jednak pracy. Nie wzieła urlopu macierzyńskiego (hardcorka) i nie opuściła żadnego dnia.
Pewnego dnia ona jak zwykle pracowała na laptopie


A Remik grał na gitarze przed domem jak zwykle w samych gaciach


Wieczorem dostała skurczów. (Zdenerwowało mnie że ani trochę nie krzyczała tylko od razu pojechała do szpitala)
Po powrocie trzymała na rękach córeczkę, Lidię


A gdy spojrzała w piękne zielone oczy swojego dziecka, wszelkie jej wątpliwości i obawy zniknęły:
1. Czy pogodzi pracę z wychowywaniem dziecka? - oczywiście!
2. Czy po porodzie nie oddalą się od siebie z Remikiem? - teraz kocha go mocniej!
3. Czy będzie dobrym rodzicem? - postara się!
4. Czy porzuci swoje dziecko tak jak jej matka? - nigdy!!!!
______________

RELACJA 7
Lusi i Remik nawet nie zdążyli się obejrzeć a ich córeczka już wyrosła na małego, słodkiego bobaska. (I tu muszę się trochę pochwalić moim maleństwem które uważam za najładniejsze z tych które mi się urodziły w grze )
Pasją małej Lidki były m.in. zabawa klockami przy czerwonym stoliku...


...oraz uwielbienie do muzyki które odziedziczyła po tatusiu. Chociaż na początku gryzienie pałeczki było ciekawsze


Lusi była zachwycona swoją córeczką. Widziała w niej samą siebie, tylko że w przeciwieństwie do Lusi, Lidia miała kochających rodziców którzy dla niej wstrzymali by Ziemię a ruszyli Słońce


Remik był dumny, chociaż wolałby chłopca z którym grałby w piłkę. Ale kochał córeczkę mocniej niż nie jeden ojciec na świecie i aktywnie włączał się w jej wychowywanie. To dzięki niemu Lidia postawiła swoje pierwsze kroki


Lusi miała małe zaległości więc musiała popracować w domu. A tak bardzo chciała pobawić się z córcią!


Zabawą z dzieckiem zajął się więc wciąż bezrobotny Remik


Na drugi dzień też musiał sam zajmować się Lidką. Ale co może być piękniejszym rozpoczęciem dnia jak nie pocieszne spojrzenie tego słodziaka?


Remik wziął ją na ręce i przytulił a ona z wdzięczności zrobiła mu "Aja aja" po policzku ;D


Ale małej szybko przeszedł dobry humorek bo w jej malutkim brzuszku odezwał się głodek. Troskliwy tatuś czym prędzej przygotował swojemu aniołkowi zmiksowane na papkę naleśniki


Ale ten dzień okazał się jeszcze szczęśliwszy. Lusi awansowała na Przywódczynię Wolnego Świata osiągając tym samym 10 poziom kariery i spełniając swoje życiowe pragnienie.


Nareszcie miała czas dla swojej córeczki. Wieczorem mała Lidka, dzięki mamusi, pełnymi zdaniami porozumiewała się ze wszystkimi domownikami


Sielankowe życie rodziny Rydlów mogło ciągnąć się bez końca


Ale czy rzeczywiście tak będzie? Na drugi dzień rozum Lusi znów miał zostać zaprzątnięty przez złe myśli...
__________

RELACJA 8

Po przebudzeniu Lusi zobaczyła że ma w skrzynce nieodczytanego smsa... Jego treść była dziwna. Jakiś nieznany numer napisał jej że ma ładną córeczkę.


Można by pomyśleć że jakiś jej znajomy ma nowy numer którego ona jeszcze nie zapisała ale Lusi zaczęła się bać. A miała do tego powód... Ostatnio wydaje jej się że ktoś ją obserwuje. Może to ta sama osoba która wysłała jej rano smsa?
Nie mówiła nic mężowi... On albo by się tym nie przejął albo zacząłby panikować. Jedno i drugie nie wchodziło w rachubę.
Lusi postanowiła więc że odwiedzi swoją przyjaciółkę i poprosi o radę.

I teraz wielki come back!
Big Mama we własnej, ogromnej osobie


Lusi wytłumaczyła jej o co chodzi i zapytała czy wie kto to mógłby być


Odpowiedź była zaskakująca- Big Mama po spojrzeniu na numer w komórce Lusi powiedziała że to jej mama, czyli rodzicielka Lusi


Biedna dziewczyna nie mogła tego zrozumieć i wypytywała o wszystko- gdzie ona teraz mieszka, czy ją zna... A Big Mama na wszystko jej odpowiadała
Lusi była wściekła o to że to wszystko było przed nią zatajane. Wstrzymała oddech i zrobiła obrażoną minę, ale tak naprawdę chciała powstrzymać łzy.


Wyszła z domu Big Mamy urażona i smutna... Ale ani chwilę się nie zastanawiając udała się pod wskazany adres gdzie podobno mieszkała jej matka.
Zapukała do drzwi lecz nikt nie otwierał. Spojrzała przez okno. Domek był mały i obskurny. W malutkim pokoju połączonym z kuchnią stała tylko brzydka kanapa i stary drewniany stolik. Ale najważniejsze dla Lusi było to że był pusty


Zadzwoniła pod numer który rano wysłał jej smsa. Nikt nie odbierał


Postanowiła pojechać do domu i wrócić sama wieczorem

Gdy przyjechała ponownie światło w środku się świeciło. Podeszła do drzwi i przez szybę zobaczyła dwie starsze kobiety. Ręka jej się trzęsła ze strachu ale zdołała nacisnąć dzwonek.


Ktoś krzyknął że jest otwarte więc Lusi weszła do środka. Dwie kobiet patrzyły na nią. Jedna była taka brzydka że Lusi pomyślała że to istna wiedźma. Ale druga była bardziej zadbana. Pomimo podeszłego wieku nie miała całkiem siwych włosów. Można by powiedzieć że miała czarne włosy a niekiedy siwe pasemka. Miała również miłą, azjatycką twarz i czarne oczy. Lusi od razu zauważyła podobieństwo do siebie.


Kobieta była bardzo zaskoczona i zaczęła rozmawiać z dziewczyną.


Ale Lusi nie spodobała się brzydkiej koleżance Uri (tak miała na imię jej matka). Bez dłuższego namysłu rzuciła się na dziewczynę i zaczęła wykrzykiwać że powinna tu nie przychodzić

(Czy ona jest w ciąży?)

Zaczęła się kłótnia


Na szczęście bitwy nie było. Uri zaprosiła Lusi na sałatkę.
Lusi sama nie wiedziała dlaczego jest taka spokojna. Przecież odnalazła swoją matkę która porzuciła ją gdy ta była niemowlęciem.
Gdy sobie to uświadomiła po prostu wybuchła. Pytała dlaczego, co ją skłoniło itp. itd...


Uri bez słowa wstała od stołu i poszła do kuchni, ale Lusi nie dawała za wygraną i poszła za nią.
Gdy staruszka umyła talerz odwróciła się do córki i po prostu ją wygoniła.


Urażona Lusi wróciła do domu. Remik właśnie bawił się z Lidką. Mała na widok matki oczywiście się ucieszyła.


Ale kobieta nawet nie spojrzała na swoją rodzinę. Bez słowa poszła do sypialni i położyła się spać.
_______________

RELACJA 9

Po upokorzeniu, jakie zapewniła jej matka wyganiając ją z domu, Lusi nie chciała dać za wygraną. Następnego dnia wróciła do Uri. Powitanie nie było zbyt przyjazne


Rozpoczęła się kłótnia w której Uri usłyszała że jest wyrodną matka a Lusi że jest bezczelna.


W końcu Lusi wykrzyknęła że Uri ma się trzymać z daleka od jej córki


Twarz kobiety nagle zmieniła wyraz. Z zaciętej i złowrogiej stała się smutna i szara.


I nagle Lusi nie wiedziała co się dzieje. Znalazła się w objęciach swojej matki. Wydało jej się to podejrzane ale chciała tego.


Poczuła się jak mała dziewczynka, a ten uścisk nadrobił jej całe dzieciństwo. Był tak przesycony matczyną miłością że Lusi wydawało się że można tego dotknąć. Zrozumiała również że oddanie jej przez Uri do sierocińca było dla jej matki strasznym przeżyciem. Nie obchodziło jej dlaczego, ważne że ona tego żałowała i cierpiała przez te lata. Wszystko udało jej się wyczytać z tego jednego uścisku. Wtedy czuła że ma wreszcie prawdziwą matkę. Ale czy na długo?


Wróciła do domu i już od progu zawołała że się przeprowadzają do większego mieszkania. Remik oczywiście nie śmiał protestować kobiecie
Znaleźli większy dom obok posiadłości rodziców Remika i już na drugi dzień do niego jechali


Lusi od razu spodobał się kominek. Zawsze chciała taki mieć.


Remik jak zwykle nie miał co robić


A Lidka rozkoszowała się pysznym mleczkiem z butelki


Rano Lusi poszła do pracy. Remik zjadł śniadanie i nakarmił małą. Musiał wymyślić jakąś atrakcje dla swojej księżniczki.


Zabrał ją do parku. Spotkał swojego brata bliźniaka, który oczywiście nie robił nic innego jak łowił ryby Lidka osobiście poznała swojego wujka


Wieczorem cała rodzina wybrała się do swoich sąsiadów czyli do rodziców Remika
Lusi spotkała tam swoją szefową. Chciała do niej zagadać ale widocznie Tamara nadal pamiętała o ich kłótni.


Na drugi dzień Lusi zaprosiła Uri by obejrzała jej nowy dom. Miała jej również coś ważnego do zaproponowania

____________

RELACJA 10
Lusi zaprosiła Uri do swojego nowego domu. Oprowadziła ją, pokazała sypialnie, kuchnie, pokój malutkiej i salon. W salonie stało jeszcze jedno łóżko. Uri nie wiedziała dla kogo ono jest tu postawione.
(Wiedziałam że się domyślicie )
Lusi poprosiła ją do kuchni i zaproponowała wprowadzenie się. Nie chciała by jej matka mieszkała w takim brudnym i małym domku, który właściwie wyglądał na szope.


Uri po chwili namysłu się zgodziła


Lusi była szczęśliwa że miała matkę przy sobie. A Uri w końcu mogła uściskać swoją ukochaną wnusię


Ale najbardziej cieszył się chyba Remik. Nie musiał już zajmować się córeczką całymi dniami podczas nieobecności Lusi. Tego samego dnia wybrał karierę- Stróż Prawa Musiał oczywiście trochę poćwiczyć. Ale każdy chyba wie że początki nigdy nie są proste

(On mi się kojarzy z tym pingwinkiem-Pik-pokiem )

Lusi nie musiała ani sprzątać ani gotować. To ostatnie nawet bardzo lubiła i chciała wyręczać matkę z tej czynności ale Uri okazała się lepszą kucharką


Czas płynął powoli. Lusi i Remik spełniali się zawodowo, a Uri zajmowała się domek i dzieckiem.


W sumie to dużo nie musiała poświęcać uwagi Lidce. Dziewczynka mogła całymi dniami bawić się zabawkami


Dostała także od babci pluszowego króliczka którego nazwała Szyszuń (na cześć mojej szynszyli )
Lidcia była nim zachwycona!


Uri zaczęła spełniać się jako pisarka. To było jej pragnienie życiowe ale ze względu na trudne warunki, jakie miała przed zamieszkaniem z Lusi, nie pozostało jej wiele czasu by go spełnić.


Pewnego dnia Lusi odbierała pocztę i zobaczyła list dla Uri.


Nie przeczytała go, ale wystarczyło, że widziała od kogo jest ten list. Bardzo się przestraszyła. Poczekała aż jej mąż wróci z pracy


Gdy Remik przekroczył próg domu, Lusi od razu rzuciła się w jego ramiona.


Ale wracając do tematu.
Lusi od razu powiedziała mężowi o liście i jej obawach. Że znów może stracić matkę


Remik zrozumiał. Obiecał porozmawiać o tym ze swoim ojcem... Na razie Lusi musiał wystarczyć tylko czuły uścisk i słowa że wszystko będzie dobrze. Ale czy na pewno będzie?

_______________________

Żyjecie? Bo ja czasami umierałam ze śmiechu xD
Jest różnica między tymi starymi relacjami a obecnymi ^^

Kolejne 10 relacji postaram się dodać jutro.
Ogólnie to jest ich... 50 xD


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tynn dnia Nie 13:55, 12 Cze 2011, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 0:00, 13 Mar 2011    Temat postu:

Wodzu są genialne i nie wiem, co marudziłaś na styl i grafikę, co prawda teraz jesteś bardziej złośliwa i masz cięty humor, co bardzo lubię, ale te relacje również czyta się przyjemnie, czekam na resztę

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 0:47, 13 Mar 2011    Temat postu:

Tyna dajesz następne!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 8:52, 13 Mar 2011    Temat postu:

Ja już je komentowałam na CS, każdą po kolei. I w ogóle, fajny pomysł z takim "nadrabianiem".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:25, 13 Mar 2011    Temat postu:

ROZDZIAŁ 11

Chcąc by Uri nic nie zaczęła podejrzewać, Lusi i Remik zachowywali się tak jak na co dzień
Lusi robiła obiad…


Remik malował, Uri pisała…


A Lidka jak zwykle terroryzowała misia


Przy obiedzie Remik postanowił zaryzykować i zapytał o list, który ostatnio otrzymała. Powiedział, że widział że to od jego ojca, a że John jest lekarzem, to zapewne coś złego się dzieje z Uri


Kobieta gdy to usłyszała to się o mało co nie udusiła


Spojrzała tylko karcącym wzrokiem w stronę Remika i ten uznał że lepiej się już nie odzywać. Jednak zachowanie Uri dało mu dużo do myślenia, bo przecież gdyby były to jakieś zwykłe badania to chyba by o tym powiedziała.


W tym czasie Lusi udała się do domu swoich teściów by porozmawiać z Johnem. Mieszkańców nie zastała, ale przed drzwiami ujrzała Big Mame. Przypomniało jej się jak ją źle potraktowała gdy widziały się ostatnim razem i chciała ją przeprosić.
Big Mama per „gołębie serce” oczywiście nigdy nie miała jej tego za złe.


Lusi wróciła do domu i poszła pobawić się z Lidką. Wtedy Remik zauważył przez okno, że jego rodzice są już w domu. Wyszedł pod pretekstem powdychania świeżego powietrza i udał się porozmawiać z ojcem.

Przeszedł od razu do rzeczy. A raczej chciał podstępem wyciągnąć od Johna co dręczy Uri.
Powiedział mu że wie o jej chorobie i chce się dowiedzieć więcej na temat jej leczenia. Na co zdziwiony doktor John odpowiedział że raka trzustki nie można wyleczyć.


Więc to był rak!!!
Gdy Remik musiał przemyśleć informacje która właśnie do niego dotarła, John sprawiał wrażenie niezbyt zadowolonego. Przez podstęp syna złamał przysięgę Hipokratesa, albo raczej dzisiejsze Przyrzeczenie Lekarskie. w końcu obiecał pacjentce że nic nie powie jej rodzinie


Trochę się na siebie pogniewali.

Ale do domu weszła Hanka i rozdzieliła towarzystwo.
Przy okazji odwiedzin synka pytała, czy chce u nich zostać na noc, może by coś zjadł bo zmarniał, pewnie mu Lusi nie robi obiadów, a ta od Iksińskich to podobno bardzo dobrze gotuje.


Remik przyzwyczajony do tego typu rozmów z matką, postanowił jak najszybciej czmychnąć do domu.


Gdy wszedł do środka od razu dał znak żonie że ma do niego podejść.
Gdy uznali że Uri ich nie usłyszy powiedział jej o wszystkim czego się dowiedział


Dla dziewczyny była to tragedia. Nie wiedziała ile jeszcze czasu zostało jej matce…
_____________

ROZDZIAŁ 12

Po jakimś czasie Uri robiła się coraz słabsza. Marniała w oczach, więc Lusi wzięła kilka dni urlopu żeby się nią zaopiekować.


Po kilku dniach Uri powiedziała że czuję się lepiej, więc Lusi wróciła do pracy, a Uri zajmowała się domem i wnusią.


Założyła również ogródek, bo wg niej produkty ze sklepu są mało smaczne i że najlepsze zawsze są własne, wyhodowane w ogródku.
Pracując bardzo szybko się męczyła, jednak nie zamierzała wracać do domu i leżeć cały dzień w łóżku. To nie w jej stylu.


Gdy robiła obiad, często patrzyła na nóż i przez myśl jej przelatywało by zakończyć swe cierpienia.


Jednak nie mogła tego zrobić swojej córce. O nie… Lusi za dużo przez nią wycierpiała.

Wieczorem Lusi przygotowała specjalnie dla matki, jej ulubione danie-chińską przekąskę.
Zjedli wszyscy razem kolacje.


Gdy Lusi i Remik wyszli, Uri została sama w kuchni i… wzruszyła się. Oni tyle dla niej robią…


Wieczorem jak zwykle wszyscy zajmowali się swoimi sprawami.
Remik malował…


Uri kończyła swoją pierwszą książkę..


A Lusi uczyła się gotować.


Nagle poczuła że w pokoju robi się niezwykle zimno i ponuro. Odwróciła się. To co zobaczyła było czymś tak okropnym że z jej gardła wydobył się tylko niemy krzyk „MAMO”
Uri była taka jakaś… przezroczysta. Witała się z pewnym jegomościem z długiej, czarnej pelerynie.


Lusi zrozumiała że czas życia jej matki dobiegł końca. Zaczęła tak nieszczęśnie płakać, serce jej coś ściskało. Myślała, że zaraz pęknie.
Jednak wyraz twarzy Uri był spokojny, pogodny. Jakby się cieszyła że jej cierpienia się skończyły.


Lusi błagała Mrocznego by dał jej matce jeszcze trochę czasu, ale jej słowa widocznie do niego nie docierały.


Dopiero, gdy z Uri pozostał tylko drobny pył zamknięty w małej urnie, odwrócił się do dziewczyny i… pomachał jej na pożegnanie.


Lusi pozostało już tylko wtulić się w ramiona Remika.

_____________

ROZDZIAŁ 13

Po śmierci Uri Lusi stała się bardzo nerwowa. Remik na szczęście przestał bać się żony i skutecznie ją uspokajał i pocieszał.


Rozumiał jej zachowanie i wiedział że jest jej teraz bardzo potrzebny więc podkulanie ogona nie jest na miejscu. Stał się stanowczy i opanowany, choć czasami chciał uciec i się schować przed żoną w domu swojej matki


Lusi nadal nie mogła się pogodzić ze śmiercią Uri. Często jeździła na cmentarz i płakała nad jej grobem.


Big Mama pomagała jej wyjść z żałoby. Spotykały się zazwyczaj w bibliotece, gdyż było tam cicho. Nie to co w domu Big Mamy i jej współlokatorki.


Czas potrafił leczyć rany.
Lusi bardziej zaangażowała się w wychowanie swojej córeczki. Chciała nawet porzucić pracę, jednak Remik przypomniał jej że zbliżają się urodziny Lidki i gdy mała pójdzie do szkoły, Lusi będzie się nudzić sama w domu.
I rzeczywiście dzień urodzin Lidki przyszedł szybciej niż się można było spodziewać. Na przyjęciu byli tylko jej rodzice. Babcia Hanka niezbyt chętnie odwiedzała dom swojej synowej, a dziadek John miał dyżur w szpitalu.
Ale małe dziecko oczywiście nie przejmuje się tym za bardzo rodzice kupili jej tort z dwiema świeczkami które Lidka z uśmiechem na mordce zdmuchnęła.



Gdy jadła kawałek ciasta, zobaczyła przez okno ciekawe motyle. Od razu wybiegła na podwórko by jednego z nich złapać. Był to zwyczajny modraszek (chyba) ale dla dziecka jest to pierwszy krok do poznawania kolekcjonerstwa.


I ogólnie Lidia wygląda obecnie tak:

(Nos po ojcu )

Oprócz łapania motyli interesowała się:
Terroryzowaniem swoich lalek, szczególnie "Kena" (tu widać podobieństwo do jej matki-panowanie nad samcami)


Malowaniem (podobieństwo do ojca)


I czytaniem (podobieństwo do babci )


Była to szczęśliwa, trzyosobowa rodzinka. Lusi zaczęła się spełniać jako kucharka (oczywiście tylko w domu, cały czas przecież była piękną głową państwa).


Remik awansował na stanowisko "śledczy". Chyba wszyscy wiedzą co się z tym wiąże. Trzeba szperać. A gdzie? Oczywiście w śmietnikach sąsiadów

_______________

ROZDZIAŁ 14

Lidka po pierwszym dniu w szkole przyprowadziła ze sobą nowego kolegę, Edmunda. Ogólnie okazało się że dziewczynka jest bardzo inteligentna i szybko się uczy
Po ciężkim dniu w szkole, nowi przyjaciele postanowili pograć w zbijaka



Niestety szybko zrobiło się późno i Edi musiał wracać do domu. Lidka nie mając nic więcej do roboty postanowiła pooglądać telewizje.


Lusi tego dnia postanowiła zrobić swojemu spracowanemu mężowi niespodziankę. Nauczyła się robić jego ulubioną potrawę-rybę z frytkami


Zauważyła, że gotowanie sprawia jej wielką przyjemność. Bez przerwy coś gotowała, smażyła, piekła.


Jej praca nigdy nie została niedoceniona. Raz Remik nawet zażartował, że powinna otworzyć własną restauracje albo chociaż zostać kucharką.


Lusi dało to do myślenia i tego samego wieczoru ku zaskoczeniu męża, rzuciła stanowisko Przywódczyni Świata.


Jej marzenie już się spełniło, pomogła wielu simom, ale ta praca jednak nie dawała jej takiej satysfakcji. Postanowiła oddać się przyjemniejszej dziedzinie-gastronomi
Na drugi dzień poszła do restauracji Korsykańskiej z prośbą o pracę. Szef bardzo się zdziwił gdyż pytała go o to sama pani prezydentowa, zaproponował jej nawet pracę na wyższym stanowisku, jednak Lusi chciała zacząć od początku.


Miała przyjść do pracy dopiero za dwa dni. Nie miała pojęcia co zrobić z wolnym czasem. Wróciła do domu i poszła do ogródka Uri by zająć sobie trochę czasu


Gdy weszła do domu okazało się, że prysznic się rozwalił i zalał pół mieszkania. Na szczęście Lusi nauczyła się sztuki majsterkowania i szybko poradziła sobie z niesfornym prysznicem


Remik natomiast znów awansował. Dostał od policji swój własny samochód policyjny


Po pracy oddał się swojej największej pasji, grze na gitarze. W końcu został mistrzem gry i spełnił swoje życiowe pragnienie.

(na tym zdjęciu wyszedł słodko )

Lidka złapała nowego, wyjątkowego motyla purpurowego.


Nazwała go Albert


Wieczorem wybrała się do swoich dziadków. John oczywiście był zadowolony widząc swoją ukochaną wnusię


Lidzia spotkała również swoją ulubioną ciotkę Videl. Ulubioną bo zawsze zgodziła się bawić z nią w berka



Szalona ciotka
W jej pokoju Lidka zobaczyła akwarium z czarną rybką o imieniu Pan Banzai

Historia Pana B. Został podarowany małej Videl gdy była dzieckiem. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam że jeszcze żyje ;D
__________________

ROZDZIAŁ 15

Dość szybko nadszedł dzień osiągnięcia przez Lidię wieku młodzieńczego. W związku z tym że jej ostatnie urodziny były dość skromne, Lusi postanowiła wyprawić dla swojej córeczki megaogromne przyjęcie.
Wpadł oczywiście dziadek John


ciotka Videl (już dorosła)


a nawet dała się namówić babcia Hania


Jeszcze przyjaciel Lidki- Edi i przyrodnia babcia Big Mama
I to miało być na tyle, ale Lusi nie uwzględniła że goście przyjdą jeszcze z osobami towarzyszącymi Więc przybyły jeszcze jakieś dwie osoby których kompletnie nie znała.

W końcu nadszedł ten wyczekiwany moment gdy Lidia zdmuchnęła świeczki.


Lusi, jak widać, nie mogła się doczekać aż jej mała dziewczynka stanie się pannicą


Remik oczywiście robił najwięcej hałasu...


A wraz z nim ciotka Videl


W końcu Lidia przeobraziła się w śliczną nastolatkę
(tu jeszcze przed moim "tuningiem" )


Oczywiście od razu poleciała do lustra żeby zrobić się "na bóstwo"
W tym czasie zaczęła się prawdziwa zabawa.
Big Mama "zmusiła" Remika do wspólnego tańca, a on biedny bojąc się tej ogromnej kobiety nie śmiał protestować ;D



Przy okazji dziadek John rozwalił zmywarkę i zalał pół kuchni...


Po kilku minutach, z ubikacji wyszła odmieniona Lidia. Uśmiechała się do wszystkim promieniście
Babcia Hania omal nie upadła jak zobaczyła jej kolczyk w nosie


Ale cioci Videl oczywiście ten symbol buntu się spodobał. Po chwili razem wywijały kończynami w rytm muzyki



Niestety impreza musiała się kiedyś skończyć i goście rozeszli się do domu. Wtedy Lusi i Remik zaprowadzili córkę do innego pokoju by pokazać jej prezent urodzinowy


Gdy Lidka wzięła pierwszy raz gitarę w ręce od razu wiedziała kim chce zostać w przyszłości
________________

ROZDZIAŁ 16

Wszyscy pamiętają tą małą słodką Lidkę, prawda? Nic nie wróżyło że to dziewcze przejdzie taką metamorfozę. I nie chodzi mi tu tylko o wygląd zewnętrzny. Dziewczyna przeszła do tego przemianę psychiczną. Już nie była kochaną, grzeczną córeczką, przynajmniej dla mamusi.
Jedna taka sytuacja gdzie, że się tak wyrażę, chamsko przełączyła matce program!


Bo "M jak miłość" jest dla starych kaszalotów.


Lusi oczywiście bardzo to uraziło. W końcu powiedziała, że stary kaszalot rozkazuje małemu kaszalocikowi iść odrobić lekcje


Za to Lidia popsuła kran w łazience i Lusi i tak nie obejrzała serialu


Lusi miała od poniedziałku do piątku wolne i kompletnie nie wiedziała co z tym czasem zrobić. Kupiła więc kilka książek i czytała je w parku.


Gdy Remik wrócił do domu, okazało się że ich córeczka znów napsociła. Cała łazienka była zalana przez zepsuty prysznic. Lidka oczywiście nie pomyślała (specjalnie) o tym żeby zadzwonić po majstra


Lusi znów awansowała. Doszła do wniosku że te awanse przychodzą jej zbyt szybko ale przecież nie będzie narzekała.


W sobote Lidia mogła wreszcie odpocząć. Umyła zęby...


I zaczęła podziwiać się w lustrze.


Pomyślicie pewnie że nie dość że jest wyrodnym dzieckiem to jeszcze arogantką. Macie trochę racji ale co się dziwić, w końcu była śliczna.


Często odwiedzała swoją ciotkę Videl, bo tylko ona potrafiła zrozumieć jej buntownicze zachowanie.
Lidka nabijała się wtedy ze swojej matki.


I udawała ją


Niestety w weekendy Videl pracowała i samotna Lidia nie miała co robić.
Często chodziła do parku na huśtawki...


A wieczorami do salonu SPA.


Rodzice kazali jej wracać o 21, najpóźniej o 22. Tego Lidia też nie zamierzała przestrzegać.
Aż pewnego wieczoru, gdy po 10 grała w piłkarzyki w parku...


...zwinęła ją policja.


Wtedy Remik bardzo się zawiódł na córce i pouczył ją że jej nieodpowiedzialne zachowanie kiedyś się odwróci przeciwko niej...

____________

ROZDZIAŁ 17

Przy śniadaniu panowała straszna cisza. Remik nie powiedział nic Lusi o wczorajszym incydencie ze złapaniem Lidii przez policję. Nie chciał jej przygnębiać w tym ważnym dniu.


Po posiłku Remik poszedł do pracy a Lidia do szkoły więc Lusi jak zwykle nie miała co ze sobą zrobić. Wybrała się więc do biblioteki.



Spotkała tam Big Mamę, która zachowywała się niezwykle spokojnie jak na nią. Przywitała się i wgłębiła dalej w swoją książkę. Dopiero po chwili Lusi zauważyła że Big trzyma ją odwrotnie.


Po jakimś czasie Big Mama wyszła pośpiesznie nawet się nie żegnając.
Lusi przeczytała jeszcze jedną książkę i uznała że również wypada wracać i zrobić obiad.
Gdy podjechała pod dom zobaczyła balony, jakiś stół i tort. A koło tego wszystkiego stali jej mąż, Lidka, Big Mama i Videl. Te trzy ostatnie krzyczały najgłośniej.


Lusi stanęła przy torcie, podziękowała za przyjęcie i zdmuchnęła świeczki.



Po chwili już zaczęła się przemieniać.


Po przejściu w wiek dorosłego ani trochę nie straciła w oczach Remika. Nadal była piękna i seksowna Po zjedzeniu tortu szybko więc zaprosił swoją ukochaną do tańca (pewnie nie chciał by Big Mama znów poprosiła jego )


Lidia wojowała z Videl


A Big Mama zajadała się ciastem


Później przyłączyła się do tańców przy okazji pijąc drinki. Po kilku trunkach trochę jej zawróciło więc Lusi zaprowadziła ją do ubikacji, żeby otrzeźwiała i miała bliżej do kibelka


Imprezka skończyła się po północy, ale Lusi nadal nie dostała od Remika prezentu.
Lidia podarowała jej wszystkie odcinki "M jak miłość" na DVD, Big Mama książkę a Videl skąpą bieliznę
A jak ją uszczęśliwił Remik? To już rzeczy dla ludzi dorosłych ;)


Gdy rodzice odsypiali po imprezie, Lidia wybrała się do parku by poznać jakiegoś rówieśnika.
Po przybyciu na miejsce od razu podszedł do niej jakiś chłopak i zaczął się bajer w stylu jakie ona ma piękne oczy itp.


Lidia nie miała jeszcze doświadczenia w relacjach damsko-męskich, ale postanowiła zaryzykować i zaczęła flirt.


Po minie chłopaka można było stwierdzić że kumaty to on nie był


Ale rozmowa się rozkręciła i już po chwili Lidia przeżyła swój pierwszy pocałunek


Po tym zdarzeniu udała że się śpieszy i poszła do restauracji.


Gdy na łące łapała owady, niedaleko latały bardzo piękne, kolorowe motyle. Okazało się że są one niezwykle rzadko spotykane.


Po chwili zorientowała się że obok latały te same motylki (ale szczęście )
Pomyślała że może są one jakieś magiczne i spełniają życzenia, dlatego szepnęła do jednego, że chciałaby już być dorosła


Niestety nic się nie wydarzyło
Gdy tak stała na polance, usłyszała w oddali że jedzie karetka...

Pół godziny wcześniej...
Gdy Lusi chciała ubrać się w skromną bieliznę od Videl by pokazać się w niej Remikowi, zacięła jej się szuflada. Po krótkiej szarpaninie szafka nagle się otworzyła...


...a Lusi uderzyła głową w kant łóżka.

______________

ROZDZIAŁ 18

W momencie gdy Lidka weszła do domu zadzwonił jej telefon.


To jej tata poinformował ją że jest z mamą w szpitalu bo uderzyła się w głowę ale to nic poważnego. Muszą wykonać tylko kilka badań tak na wszelki wypadek.

Wyniki były dość nieoczekiwane. Okazało się, że Lusi jest ponownie w ciąży (tak, tak, ona musiałam Was wtedy trochę zmylić )


Wszyscy cieszyli się z tego że niedługo przybędzie im kolejne dziecko w rodzinie. No prawie wszyscy. Lidia wciąż chodziła po domu i miączała że dzieciak się jej będzie w chacie wydzierał
Najbardziej szczęśliwy był Remik. Co prawda nie czuł wtedy po raz kolejny "instynktu samca", ale był dumny że znów zapewni przetrwanie swojego gatunku
Nieustannie głaskał i słuchał rosnącego brzucha Lusi



Ciągle się tylko przytulali, całowali i miziali na co Lidka zazwyczaj odpowiadała odgłosem typu "bleee"


Mimo że tak ją mdliły widoki amorów jej rodziców, sama spotykała się z wieloma chłopakami. Jednak jej romanse trwały zwykle jeden dzień. Lidka chciała się tylko poprzytulać, skraść zakochanemu nieszczęśnikowi pocałunek i oddalić się od owego amanta jak najdalej.



Po jednym z takich spotkań, poszła się przejść po mieście. Zobaczyła że pod ratuszem strajkuje grupa ludzi. Wśród nich była jej ciotka Videl. Prawdopodobnie to ona rozpoczęła ten manifest.



Nie zastanawiając się długo wzięła jeden transparent i zaczęła nim wymachiwać przed budynkiem, powtarzając słowa za innymi.


Nie wiedziała do końca przeciwko czemu strajkuje, ale wydało jej się to takie "cool", bo kojarzy się to z buntem. Stała tak kilka minut ale po chwili już jej się znudziło i wróciła do domu.

Tymczasem Lusi jak zwykle przesiadywała w bibliotece. Odkładając książkę na regał zobaczyła Edmunda Steela, przyjaciela z dzieciństwa Lidii. Chłopak wyraźnie nie chciał by Lusi go poznała i zasłaniał twarz ręką.

(Muszę przyznać, że przystojny )

W nocy, gdy wszyscy smacznie spali, wydarzyło się coś przerażającego. Obok ich domu zaczął się panoszyć włamywacz!
Na szczęście czujny nawet we śnie Remi w porę usłyszał szelest za oknem i wybiegł na dwór by zatrzymać przestępcę.
Biedny włamywacz chyba nie wiedział że chciał okraść dom policjanta


Po udanej walce (w samych slipkach;)) pod dom podjechała policja i zabrała rabusia.




Gdy Remik wszedł do domu, zadowolony z siebie, i chcąc oznajmić żonie że uratował rodzinę przez groźnym przestępcą doszedł do wniosku że Lusi dziwnie dyszy i trzyma się za brzuch.
Nocna wizyta włamywacza wywołała poród!
Remi trochę pokrzyczał...



Lusi zrozumiała że to ona musi uspokoić męża i sama skołować dojazd do szpitala.
W końcu dotarli na miejsce.


A rano wrócili z nową córeczką, której imię brzmi Izabela

_________________

ROZDZIAŁ 19

Izka tego dnia miała mieć swoje pierwsze urodziny.


Było to zbawienie dla Lidii której uszy puchły od ciągłego wycia niemowlaka. Dlatego to ona chyba cieszyła się najbardziej z urodzin siostry.


Iza była słodkim brzdącem. Większość genów odziedziczyła po ojcu. Taka mała Rydelkowa.


Nie stwarzała rodzicom żadnych problemów. Spała całe noce....


Tylko budziła się dość wcześnie i Lusi nie mogła się porządnie wyspać.


Przypadła do gustu dziadkom. Jak już wspomniałam wcześniej, większość cech wyglądu odziedziczyła po ojcu i dziadkach. Brązowe włoski i zielone oczka a starsi Rydlowie już się rozpływali.


Teraz przejdźmy do tego starszego owocu miłości Lusi i Remika.
Po wywiadówce, na której okazało się że Lidia ma niskie oceny, często opuszcza szkołę, pyskuje nauczycielom i ogólnie sobie wszystko olewa, Remik postanowił że codziennie będzie pilnować czy córka odrabia lekcje.
Często też pomagał jej w zadaniach domowych.


Ogólnie Lidia nie była kiepem szkolnym, była bardzo zdolna i w mig wszystko łapała. Czasem sama poprawiała Remika


Ale powiedzmy sobie szczerze, była leniwa i nie nauka jej była teraz w głowie

Zmieniła również swoje nastawienie do młodszej siostry.
W wolnych chwilach czytała jej książki o malarstwie. Chciała by w przyszłości Izia została artystką tak jak ona i Remi.


Zdarzało się że gdy nikt nie patrzył przytulała siostrzyczkę


Mimo że różniły się wyglądem, wierzyła, że w środku są takie same.


Zazwyczaj gdy o tym mówiła przy rodzicach, Lusi odpowiadała "O zgrozo" a Remik łapał się za głowę Drugiego buntownika nie potrzebowali ;D

Nadszedł dzień w którym Remik miał być już naprawdę dorosły. Może nie psychicznie ale formalnie tak miało być.
Dziewczyny zaśpiewały mu na całe gardło "Sto lat"...



Remik pomyślał życzenie...


Zdmuchnął świeczki...


I przemienił się w dorosłego mężczyznę który w głowie nadal miał wsiu bździu (i wciąż bał się żony i matki;)


I tak życie w rodzinie Rydlów toczyło się dalej.
Lusi znalazła zajęcie w malowaniu, które niezbyt jej wychodziło.


Remigiusz pracował.


Izia się bawiła.


A Lidka skakała... Z kwiatka na kwiatek jak to się zwykło mówić.
Zakładała się z koleżankami którego chłopaka uda jej się poderwać.



Następnie padło na przyjaciela z dzieciństwa Lidii, Edmunda. Dziewczyna trochę się wahała ale ostatecznie przyjęła zakład.
Poszło jej gładko. Po krótkiej chwili zaczęli flirtować a później już się pocałowali.



Rozmawiali tak sobie o starych czasach z dzieciństwa, aż w pewnym momencie chłopak złapał Lidkę za rękę i poprosił ją o chodzenie!


Dziewczynę trochę speszyło ale po chwili zastanowienia odpowiedziała że lepiej by było jakby zostali tylko przyjaciółmi.
Nie przewidziała jednak reakcji chłopaka który wydarł się na nią, zaczął ją wyzywać i przeklinać.


Gdy się trochę uspokoił chciała go trochę pocieszyć.


To był jednak błąd bo Edmund jeszcze bardziej się rozzłościł i naskoczył na Lidię.


Już zaciskał pięści by uderzyć dziewczynę...


Na szczęście przechodził tamtędy jakiś starszy pan. Lidia skorzystała z okazji i uciekła...

_____________

ROZDZIAŁ 20

Trochę z życia innych w mieście
Brat bliźniak Remika, Arek, w końcu oświadczył się swojej dziewczynie Belli Byli ze sobą już od gimnazjum więc trochę dziwne że dopiero teraz zdecydowali się na ślub. No ale Arek zawsze był nieśmiały, a do tego niezdarny... Przy oświadczynach upuścił prawie pierścionek, ale Bella przyzwyczajona już do takich incydentów, nie robiła z tego większego problemu


Na ślubie poznali się Videl i brat Belli i tak o to szalona ciotka znalazła swojego księcia z bajki Była także największą gwiazdą w mieście, a dokładniej gwiazdą rocka.


A do tego została mamusią dziewczynki o dziwnym imieniu Deidera (przypis od Wodza - ej, jak Deidara xD nie oglądałam wtedy jeszcze Naruciaka xD). Lidka gdy o tym usłyszała była bardzo szczęśliwa, wreszcie miała kuzynkę.


W międzyczasie siotra Remika, Berenika, wzięła cichy i skromny ślub z.... z kimś tam I ona też została mamą. Jej córka ma na imię Ingrid.

Nie tylko młoda elita zawierała związki małżeńskie. Swoją miłość przeżyła również nasza ukochana Big Mama której oświadczył się pan Landgraab (nie wiem czy dobrze napisałam;)) Oni także wzięli skromny ślub bez żadnych gości. Nie zależało im na rozgłosie.


Niestety, dwa dni po ich ślubie czas życia ukochanego Big Mamy dobiegł końca i kobieta znów została sama
Lusi często musiała pocieszać swoją przyrodnią matkę. Bała się że kobieta całkiem się zatraci umysłowo.

(Znowu przypis Wodza - pamiętam to ;[ nie planowałam tego i było mi strasznie żal Big Mamy....)

Ale wróćmy do rodziny Rydlów
Lusi awansowała na 10 szczebel kariery kulinarnej. Do tego wykupiła cały majątek restauracji i należy ona już tylko do niej


Lidka również spełniała się kulinarnie. Na sąsiedzkim grillowaniu w parku przygotowała doskonały stek z tofu, jednak był brak chętnych do spróbowania wegetariańskiej potrawy i przegrała.


Przynajmniej Izia poznała nowych znajomych


Gdy Lidka poszła kiedyś pod restaurację by zjeść darmowy posiłek który fundowała jej mama, zobaczyła istnego herosa!


Ten boski mężczyzna to Wiktor Światowy. Był gwiazdą sportu. Przeprowadził się do SV po tym jak drużyna Lam wykupiła go dla swojego składu.

Lidka słyszała o nim od swoich koleżanek jednak nie wiedziała, że jest on aż tak piękny. Dosłownie dech zaparło jej w piersiach.


Podleciała do przystojniaka i zaczęła się wydzierać, piszczeć i skakać jak typowe nastoletnie dziewczę widzące swojego idola.


Korzystając z chwili zakłopotania Wiktora rzuciła się na niego i objęła najmocniej jak mogła.
Mężczyzna jak widać nie protestował a Lidka już myślała nad tym za ile upchnie tą bluzkę na allegro


Ale to nie koniec. Co najciekawsze została zaproszona przez niego na kolację. Cud że jej matka miała dzisiaj wolne!
Podczas posiłku jej towarzysz przeprosił i poszedł do łazienki.
Mijały minuty a nie wracał...
W końcu Lidka uznała że musiał dostać pilne wezwanie z pracy i wyszła.


Gdy ona grała na gitarze, on wrócił. W innym garniturze Jak się później tłumaczył, tamten został zachlapany wodą podczas mycia rąk i musiał jechać się przebrać. Lidkę trochę to zdziwiło, ale pewnie mając tyle pieniędzy Wiktor zmienia garnitury co tydzień.
Bądź co bądź, był zafascynowany grą Lidii na gitarze...


I nie tylko jej grą ale również jej... kształtami?


Niestety, po jakimś czasie Wiktor rzeczywiście dostał telefon z pracy i musieli się pożegnać.
Za to przyszedł chłopak z którym Lidka niedawno kręciła i na jej nieszczęście ją zauważył. Postanowiła powiedzieć mu że lepiej będzie jak zostaną przyjaciółmi.
Reakcja była taka sama jak w przypadku Edmunda.


Na szczęście przebywali w dość tłocznym miejscu i do rękoczynów nie doszło.

Na drugi dzień Lidia zadzwoniła do Wiktora prosząc o spotkanie. Umówili się 2 godziny później przed teatrem.
Dopiero w świetle popołudniowego słońca Lidia zobaczyła jaki on jest przystojny! Piękne brązowe oczy i lśniąca blond czupryna a pod Lidką kolana same się uginały. A co najwspanialsze w tym wszystkim - tatuaże! Dowiedziała się że ma trzy. Ona też by chciała....


W Wiktorze uwielbiała wszystko.
To, jak się do niej zbliżał...


To, jak się śmiał...


To, jak ją dotykał...


I to że wszędzie ją zapraszał.
Tego dnia poszli do teatru na film


Lidia zapamiętała z seansu tylko to jak się wpatrywała w zasypiającego z nudów Wiktora.

Gdy wyszli na zewnątrz, spojrzała na niego jeszcze raz i wiedziała że gdy dorośnie zrobi wszystko żeby byli razem...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:44, 13 Mar 2011    Temat postu:

Tynn, wiesz co? Ja bym Ci radziła ten temat dać w dziale "stare relacje". ;) Bo ktoś może się pomylić, że to jakaś nowa rodzinka czy coś... Możesz tam przenieść np. po dodaniu wszystkich zaległych lub już teraz.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:56, 13 Mar 2011    Temat postu:

Przeniosę jak dodam wszystkie stare relacje ;P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 14:57, 13 Mar 2011    Temat postu:

W takim razie przepraszam za fatygę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Nie 15:50, 13 Mar 2011    Temat postu:

Następne!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 20:18, 14 Mar 2011    Temat postu:

TOM 2

RELACJA 21

Lidka miała już dość ciągłego miziania się jej rodziców i wiecznie porozrzucanych zabawek po podłodze. Chciała jak najszybciej dorosnąć...


Niestety, urodziny obchodziła nie ona, a jej siostrzyczka Iza.


Z Izki było dziwne dziecko, aczkolwiek bardzo inteligentne. Odziedziczyła większość genów po ojcu, dlatego nie mogła liczyć na to że w przyszłości będzie miss piękności.
Jak na małą dziewczynkę czytała dużo książek...


Budowała zróżnicowane konstrukcje z klocków...


Bez żadnej pomocy odrabiała lekcje...


I pisała już własną książkę!!!


Była po prostu geniuszem o umyśle przystosowanym do nauk ścisłych. Dlatego postanowiła że w przyszłości zostanie chirurgiem.

Lidka natomiast zamiast się uczyć i planować przyszłość materialną, ciągle wydzwaniała do Wiktora. Ale za każdym razem gdy próbowała się skontaktować słyszała odpowiedź "Abonent czasowo niedostępny"...


Takie życie gwiazdora.... Ciągle jakieś konferencje prasowe, wywiady, spotkania, mecze...
Wolny czas wykorzystywała na graniu na gitarze. Dzięki temu opanowała tą umiejętność perfekcyjnie.


Aż nadszedł ten długo wyczekiwany przez nią dzień, kiedy to miała stać się pełnoletnią kobietą, porzucić gniazdo rodziców i wyfrunąć w daleki świat...


Była lustrzanym odbiciem swojej matki. No identyczna jak ona kilkanaście lat temu.


W mieście nazywano ją "Madonną" bo ciągle coś wyśpiewywała.


Lidka często odwiedzała swoją ciotkę Videl i jej rodzinę.


Uwielbiała bawić się ze swoją przyrodnią kuzynką Deiderą. Przypominała jej Izke, gdy ta była jeszcze dzieckiem.


Była także raz na cmentarzu. Przez mgłę widziała obraz postaci jej babki która zmarła, gdy Lidka była jeszcze bardzo mała.


Po kilku dniach postanowiła rozwinąć skrzydła i opuścić rodzinny dom.
Na swoje nowe mieszkanie wybrała najpiękniejsze miejsce w całym Sunset Valley - przy wodospadzie.


W tym miejscu chciała spędzić resztę swojego życia razem z Wiktorem.
Postanowiła znów do niego zadzwonić. Tym razem odebrał. Umówili się po pracy.


Mówiąc "praca" chodziło o karierę muzyczną Lidii.
Na razie była tylko fanką. Nie lubiła swojego stroju służbowego. Był taki mało seksowny i niemodny...


Gdy jej służba miała dobiegać końca przyszedł szef i powiedział że muszą zostać dłużej i pomóc ekipie montażowej.
Śpieszyła się jak mogła, bo Wiktor już czekał.


Niestety, nie zdążyła. Gdy wyszła z teatru on właśnie odjeżdżał.


Nie dała za wygraną. Złapała pierwszą lepszą taxówkę, niemalże wyciągnęła za koszulę poprzedniego klienta po czym rozkazała kierowcy "zapier***** za tym czarnym autem"
Gdy podjechała pod jego dom, światła były jeszcze zapalone. Nie spał!
Trzęsącą się ręką nadusiła dzwonek do drzwi.
Wiktor powitał ją radośnie i zaprosił do środka. Przeprosił za to, że tak długo nie odpowiadał ale praca itp...


Rozmawiali tak z godzinę.
Plotkowali...


Śmiali się...



Aż w pewnym momencie zgłodnieli.
Lidka przygotowała więc szybko sałatkę.


Może nie była romantyczna kolacja przy świecach ale Lidii podobało się to że mogła być przy Wiktorze.


Potem wypili drinka... I mieli się coraz bardziej ku sobie...


Po chwili następny drink. I jeszcze bliżej siebie...


Potem następny...


I następny...


Dla Lidki była to najpiękniejsza noc w życiu.

_______________

RELACJA 22

Po upojnej nocy spędzonej w ramionach Wiktora, Lidia wstała bardzo wcześnie. Pobudka to był duży błąd. Głowa ją bolała, w ustach suchota, no poranny kac...


Dopiero teraz zauważyła, że w mieszkaniu Wiktora jest bardzo dużo luster.


Wydało jej się to dziwne, ale w sumie z jej ukochanego było niezłe ciacho i to chyba normalne że lubił oglądać swoje odbicie w lustrze... Chyba normalne....

Poszła wziąć kąpiel do łazienki. Dom Wiktora był bardzo piękny. Jak na gwiazdorskie lokum przystało było to pomieszanie nowoczesności z reliktami antycznymi i pięknymi, greckimi kolumnami.
Nawet nie zauważyła gdy wszedł do łazienki i zaczął jej się przyglądać.


Później przypatrywał się jej gdy robiła śniadanie. Lidka była trochę skrępowana czując na sobie jego wzrok.

(Hehe... ten rowek niegdyś wywołał szał w temacie na CS xD)

Widocznie znudził go jej widok, gdyż poszedł do łazienki i oglądał samego siebie


Po posiłku wskoczyli do basenu żeby się trochę rozbudzić.
Niestety, przyszedł czas pożegnania. Gdy Lidka już miała wychodzić, Wiktor podszedł do niej i spytał czy by nie zostali parą.
No i jak się Lidzia mogła nie zgodzić, skoro marzyła o tym od gimnazjum.
Był tylko jeden warunek. Nikomu nie mogła o tym powiedzieć. Chodziło oczywiście o plotki itp.


Lidka postanowiła pójść jednak dalej i zaproponowała by razem zamieszkali. Wiktor kategorycznie odmówił. Przecież się jeszcze mało znali.


No tak... Lidka przyznała mu racje... W końcu to pierwsza noc którą spędzili razem, od 5 minut są parą. Stanowczo za wcześnie.
Pocałowali się na pożegnanie i pognali do pracy.


Tego dnia Lidia musiała zostać dłużej w pracy. Gdy skończyła było już po 23 i uznała że to trochę za późno na odwiedziny. Tej nocy była skazana na samotność. Dlatego gdy się rano obudziła od razu zadzwoniła do Wiktora i go zaprosiła. W jego głosie można było wyczuć coś niepokojącego ale się zgodził.
Gdy podjechał pod dom, Lidka przycupnęła w krzakach obok drzwi. Chciała go troszkę zaskoczyć.
Kiedy Wiktor podszedł bliżej Lidka wyskoczyła na niego i mocno wtuliła się w jego bok.


Niespodzianka raczej nie spodobała się jej chłopakowi, który - mówiąc ładnie - nieźle się podirytował.


Szybko się jednak opanował i przeprosił zszokowaną dziewczynę.


Okazało się że wczoraj zmarła przyjaciółka Wiktora którą znał od wielu lat.
Lidka również przeprosiła i zaczęła go pocieszać. Było jej głupio że w takich przykrych okolicznościach wpadła na taki głupi pomysł.


Pogodzili się i musieli żegnać, bo Wiktor miał mecz.
Nie mając co robić Lidia usiadła na ławeczce, czytała książkę i zachwycała się urokiem tego miejsca.
Jakie to szczęście, że udało jej się przelicytować firmę, która chciała wybudować tutaj elektrownie jądrową.


Pod wieczór udała się do parku. Spotkała tam swoją babcie z którą zamieniła kilka zdań o tym co u niej, co u nich i dlaczego nie odwiedza już rodziców.
Odeszła od tego tematu mówiąc że jest z tą gwiazdą sportu i że planuje powiązać z nim przyszłość. Hance niezbyt się to podobało, uważała że takie znane i "światowe" osoby często ukrywają swoją prawdziwą twarz pod maską którą ściągają gdy już jest za późno na odwrót.
Lidka odpowiedziała, że ona też będzie kiedyś gwiazdą estrady a nie będzie udawać kogoś kim nie jest.


Po rozmowie z babcią, Lidzia postanowiła poszukać sobie jakiejś nowej koleżanki z którą będzie mogła umawiać się popołudniami na plotki.
Jakaś dziewczyna niedaleko niej się jej przyglądała więc postanowiła zagadać.
Rozmowa się nie kleiła. Do tego Lidia odniosła wrażenie dziewczyna ma do niej jakąś urazę.


Darowała więc sobie nawiązywanie przyjaźni i pojechała do Wiktora. Weszła do jego domu i wpadła mu w ramiona.


Nadal był smutny. Gdy robiła kolację słyszała jak pochlipuje w łazience.


Rano to samo. Gdy sprzątała w kuchni, z góry dochodziły do niej ciche pojękiwania. Musiał być bardzo zżyty z tą kobietą.



No i znów to samo... Musieli się rozstać.
Lidia wyszła wcześniej z pracy ale Wiktor nadal miał konferencję prasową. Poszła więc do parku.
Nagle podleciała do niej dziewczyna z długim warkoczem i zaczęła być dla niej trochę nieprzyjemna. Robiła głupie miny i przedrzeźniała Lidie która się nieźle zdenerwowała.


Gdy już miała na nią naskoczyć, dziewczyna po prostu uciekła. Trzeba przyznać że kondycję jak i figurę miała niezłą...
Lidka usiadła przy stoliku, oparła się na łokciach i oddała się fantazją, jednocześnie wsłuchując się w szum fontanny.
Z tej zadumy wyrwało ją głośne chrząknięcie. Otworzyła oczy. Przed nią siedział mężczyzna ubrany w garnitur. W ręce trzymał szklankę z drinkiem. Rudy nieład na głowie tylko dodawał mu uroku.


Lidka zapytała w czym może pomóc, jednak tajemniczy mężczyzna nic nie odpowiadał tylko dopijał napój.
Gdy skończył, nadal wpatrywał się w Lidię swoimi jasnoniebieskimi oczami.


Trwało to kilka sekund, jednak Lidce bardzo się to nie podobało. Było ciemno, cicho. W około nikogo, tylko oni. Przez głowę przelatywały jej myśli że to jakiś pijak, morderca, zboczeniec. Może zbałamucić ją w jakichś krzakach, utopić w fontannie a rano jakiś przechodzień odkryje jej zimne, martwe ciało odwrócone twarzą w dół...

Gdy mężczyzna otworzył usta by coś powiedzieć, Lidka jak na zawołanie zacisnęła pięści by móc się bronić i ściągnęła szpilki by szybciej uciekać.
Usłyszała tylko że ma uważać na oszusta i kłamce...

Otworzyła oczy. Było coś koło 22. Ludzie w parku przypatrywali się jej jak jakiejś pijaczce.
Wstała i pobiegła do auta. Podjechała pod dom Wiktora. Nie wyszła z samochodu. Zaparkowała po drugiej stronie ulicy i czekała.
Czekanie opłaciło się. Z domu wyszła owa dziewczyna z warkoczem, która zaczepiła ją w parku.


Gdy odjechała, Lidka wyszła z samochodu. Podeszła do okna żeby zobaczyć co się dzieje w środku. Światła były zgaszone, Wiktor pewnie już spał.


Złapała się za głowę i zaczęła wszystko sobie wyjaśniać. Może to koleżanka z pracy, albo jakaś natrętna fanka. Wszystko wydawało jej się bez ładu i składu.


Kim jest piękna dziewczyna z warkoczem? Kim jest wspomniany we śnie oszust? I kim do diabła był ten rudy mężczyzna?!?!
________________

RELACJA 23

Przez incydent jaki przydarzył się Lidii dzień wcześniej, biedna dziewczyna nie wiedziała co myśleć.
Postanowiła poprosić o radę swoją matkę. Głupio jej było jechać do rodzinnego domu, bo od czasu wyprowadzki ani razu nie odwiedzała rodziców. Mimo to wiedziała że zawsze może liczyć na mamę.
Nie myliła się. Jak tylko opowiedziała Lusi o obawach związanych z dochowaniem przez Wiktora wierności, ta powiedziała jej co zobaczyła babcia Hanka pewnego wieczoru w parku.


Konkretnie to widziała Wiktora i dziewczynę z długim warkoczem. Nie szczędzili sobie czułości. Nawet naśmiewali się z Lidii, że jest głupia i że jeszcze nie zaczaiła co jest grane.


Lusi nie chciała wcześniej mówić o tym Lidii. Nie wiedziała czy ma jej to powiedzieć i sprawić by jej córka była nieszczęśliwa, czy nie powiedzieć i pozwolić na to by była oszukiwana, ale szczęśliwa.
Zachowanie Lidii bardzo ją zadziwiło. Na twarzy dziewczyny nie malował się żaden smutek. W oczach nie kręciła się ani jedna łza.

Lidka miała już wybrać się do posiadłości Wiktora, ale przypomniała sobie że ma pewien interes do ojca.
Znalazła go z tyłu domu. Tak żeby matka ich nie usłyszała poprosiła go o znalezienie dla niej pewnej osoby. Ktoś kto wprowadził się dopiero do SV, wysoki, chudy, rudy, niebieskie oczy, płeć męska.


Remik zgodził się zapytać kolegów z pracy o pomoc. Jednocześnie puścił oczko do Lidii, ale nie wiedziała już o co mu chodziło.

Pojechała do Wiktora. Gdy ten ją zobaczył, wybiegł z domu z rozwartymi ramionami, zamkniętymi oczami i ustami ułożonymi w „dziubek”. Tym razem zamiast całusa dostał liścia.

Lidka przeszła od razu do rzeczy. Wyrzuciła mu że wie o jego kochance, o tym że się z niej razem nabijali.
Wiktor oczywiście bronił się mówiąc, że tylko Lidię kocha, tamta dziewczyna to był głupi błąd…


Ale Lidka nie słuchała. Zerwała z nim.
Ale upokorzenie go i wyrzucenie mu brudów przed wścibskimi sąsiadami to wciąż było dla niej za mało. Chciała mu spuścić łomot, przestawić przegrodę w nosie, zwichnąć bark, złamać nogę….


Ale powstrzymała się. Po prostu przeszła obok.


Większość kobiet pojechałaby do domu, rzuciła się na łóżko i smarkała w poduszkę. Ale nie Lidia. Ona pojechała do parku. Chciała pomóc komuś potrzebującemu. Przygotowała pełno jedzenia dla biedniejszych mieszkańców miasta.


Wieczorem zobaczyła kochankę Wiktora. Na niej też nie zostawiła suchej nitki.
Podbiegła do dziewczyny i wykrzyczała że odbiła jej chłopaka, że jest zwykłą lafiryndą i k[cenzura]...


Zaczęła się kłótnia która na szczęście nie zakończyła się bójką.


Lidka wróciła do domu. Włączyła telewizor. Romans który obejrzała w ogóle jej nie wzruszył. Kiedyś było inaczej. Mogła wyć jak krowa i przez cały dzień mówić jaki to był piękny film. Teraz historia dziewczyny zakochanej w wampirze wydawała jej się banalna.


Rano wzięła do ręki gazetę. A na pierwszej stronie kto? Wiktor – przyczyna jej upodlenia, obiekt zemsty… Otworzyła pismo na podanej stronie. „Emu zmiażdżyły Lamy 8:0!” głosił nagłówek. A niżej „Wiktor Światowy, nowa gwiazda drużyny Lam, z niewiadomych przyczyn nie stawił się na wczorajszym meczu co zadecydowało o jego wyniku”.
Lidia zastanawiała się czy ową przyczyną była ona czy ta wstrętna małpa…


Później zadzwonił telefon. To jej przyjaciółka Karin. Oczywiście dopytywanie jak się czuje, czy ma do niej przyjechać i ją pocieszyć. Lidka nie powiedziała jej dużo, gdyż Karin była okropną plotkarą.


Ale przynajmniej dowiedziała się że Lafirynda nie była jedyną kochanką Wiktora.
W skład tego grona wchodziła:
-jakaś blond pięknisia, którą Lidia ochrzciła mianem „Paris”


-złodziejka która miała porachunki z organizacją PETA za noszenie futra. W związku z tym otrzymała pseudo: Sucz.


-nastolatka, która w mieście miała opinie, no… puszczalskiej…


- i nie wiadomo kto, nie wiadomo co. Stara baba która przeszła chyba załamke wieku średniego i do dzisiaj się nie wyleczyła…


Nawet dziewczyna z którą niedawno chciała się zaprzyjaźnić.


Lidka mało sobie z tego robiła. Postanowiła że przejdzie metamorfozę.
Po pierwsze: przefarbowała włosy. Miała dość tego, że wiecznie wypytywano ją czy pochodzi z kraju azjatyckiego. Wiedziała że ma chińskie korzenie, ale nie interesowała się tym i nigdy nie wiedziała co ma o tym powiedzieć.
Po drugie: z niesfornej dwudziestolatki czas przeistoczyć się w dojrzałą kobietę. Kłóciło się to z jej pracą i innym członkom zespołu niezbyt się podobało, ale w końcu Lidka jest menadżerem i ona tu decyduje.


Po trzecie: skupić się na karierze i spełnieniu życiowego pragnienia. Dość z głupią, młodzieńczą miłością. Najpierw praca, później przyjemności. Zresztą nie miała ochoty wkraczać w następny związek. Zawiodła się na facetach. Przez chwile rozważała związek homoseksualny, ale doszła do wniosku że to ją nie kręci. I chciała też mieć kiedyś dzieci. Ewentualnie pozostanie jej zapłodnienie In vitro bądź adopcja…
Tak więc zajęła się grą, pracą i jeszcze raz grą i pracą.


Wykupiła nawet całą nieruchomość Teatru u Wacława. Gdy wyszła po negocjacji z budynku, zadzwonił jej tata. Odnalazł owego rudego mężczyznę. Wprowadził się niedawno. Był byłym sportowcem ale obecnie pracuje w Agencji Kosmicznej.


Lidka od razu po pracy się do niego wybrała.

Mieszkał w domu jej babci Uri. Stary, obskurny, mały domek nie wyglądał na posesję Astronauty.


Gdy zapukała, na spotkanie wyszedł owy rudy dżentelmen z jej snu. Włosy koloru rdzy niemal zlewały się z jego pomarańczowym kombinezonem. Po minie mężczyzny było widać że kompletnie nie wie kto go odwiedził.


Przy świetle podobieństwo jego włosów do koloru kombinezonu było jeszcze bardziej zaskakujące. Rudy nieład na jego głowie tylko dodawał mu uroku.


W sumie to Lidka nie wiedziała o czym ma mówić. Zaczęła gadać o byle czym, oby tylko nie wyjść na idiotkę. Ale gorzej by chyba było, jakby powiedziała „Cześć. Niedawno mi się śniłeś, mimo tego że nigdy wcześniej Cię nie widziałam. Mógłbyś mi wytłumaczyć co robiłeś w moim śnie?”
Pewnie wyszła na szaloną, ale zaczęło im się rozmawiać nawet przyjemnie.


Lidii wydawało się, że znała Szymona, bo tak się zwał, już od wielu lat. Czuła że może mu wszystko powiedzieć. Dlatego wyznała, że zdradził ją chłopak w którym od nastolatki była zakochana. Jednak była to gwiazda sportu, a takim ludziom zawsze się przewróci we łbie…


Wtedy Szymon poznał, że jego rozmówczynią jest Lidia Rydel, a jej byłym, Wiktor Światowy.
Opowiedział więc Lidii, że kiedyś przez Wiktora, stracił szanse na zostanie zawodowym sportowcem. Wybrał wtedy karierę wojskową, ale nie jest w niej szczęśliwy.
Lidię znał z gazet oraz serwisów plotkarskich, które opisywały jej romans z Wiktorem.
Tylko że wtedy miała czarne włosy…
Powiedział też że kiedyś w parku był świadkiem flirtu Wiktora z Bereniką Rydel.


Fajnie… Czyli do tego miał romans z ciotką Lidii…

Szymon wyznał że chciał poinformować o tym incydencie Lidkę. Widział ją raz, pokiwał jej by zwrócić jej uwagę, jednak ta się gdzieś śpieszyła i odeszła.
Sen pewnie wywołała podświadomość Lidki która zapamiętała twarz Szymona.

Skończyli ten temat. Żartowali, śmiali się. Zachowywali jak starzy znajomi.


Niestety, zrobiło się późno i Lidka, mimo zapewnień Szymona że nie przeszkadza, wróciła do domu.
Weszła do środka i zamarła. Z kuchni dobiegł ją donośny łoskot…

______________

RELACJA 24

Gdy Lidia wkroczyła do kuchni uzbrojona w kij golfowy, okazało się że owy hałas spowodował szop pracz który wyjadł wszystkie ciasteczka z lodówki. Zasługuję więc na miano ciasteczkowego potwora

Życie upływało na pracy, dawaniu małych koncertów na napiwki w parku i spotykaniu się z przyjaciółmi.


Jej występy przed przypadkowymi przechodniami zawsze zbierały mały tłumik. Można tam zobaczyć jej matkę Lusi, która zawsze dorzuciła jej parę tysiaków, tak na wszelki wypadek by dziecko miało co zjeść i co na siebie włożyć


Często przyglądał jej się również Szymon, jak zwykle rozczochrany i ubrany w swój pomarańczowy kombinezon.


Pisząc wcześniej o spotykaniu się z przyjaciółmi, miałam właśnie na myśli Szymona. Uwielbiali ze sobą przebywać, spędzali każdą wolną chwilę razem, chodzili na mecze, do teatru a nawet zwiedzać katakumby.
Matka Lidii o tym wiedziała, głównie z Pudelka.pl, który powoli zaczął się rozpisywać o młodej piosenkarce rockowej.
Kiedyś w parku, gdy Lidia grała, Lusi podeszła do Szymona i zapytała czy może nie przyszedłby kiedyś na obiad w celu obgadania „przyszłości”…


Jakiej przyszłości? Lidia gdy to usłyszała omal nie wpadła do stawu.
Ale Szymon tylko się uśmiechnął do pani Rydel i obiecał że wpadnie kiedyś na ten obiadek…

Lidka gdy skończyła grę, od razu doskoczyła do przyjaciela i powiedziała że żadnego obiadku nie będzie i ma się do niej nie odzywać. No foch…
Który i tak szybko przechodził i pół godziny później już pluskali się w basenie Lidki.


Po pół roku, oboje doszli do wniosku, że skoro spotykają się cały czas, od końca pracy do późna w nocy, to powinni zamieszkać razem.
Lidka już wyobrażała sobie jak to będzie…


Po krótkiej rozmowie tak jakby… skończyły im się tematy. I nastała ta niezręczna cisza…


Tydzień później już razem obijali się przed telewizorem i oglądali horrory


Które zamiast straszyć, okazały się śmieszyć


Gdy Lidka nie widziała, Szymon często się w nią zapatrywał i rozmyślał jakby tu się do niej zbliżyć.


Wiedział że może być trudno. Lidia nie raz mówiła mu że się zawiodła na miłości i że nie chce mieć przez jakiś czas żadnego chłopaka. Musiał więc czekać… Przynajmniej mógł być blisko niej.

Szymon zaczął oddawać się ćwiczeniom. Niezbyt mu to na początku wychodziło, gdyż zaniedbał to i stracił kondycję.


Kiedy indziej naprawiał urządzenia które Lidia notorycznie niszczyła.


Lidka, która o gitarze wiedziała wszystko, znalazła zajęcie w malowaniu obrazów. Niestety, nie była tak uzdolniona jak jej ojciec i za malunki zazwyczaj dostawała marne 600 simoleonów a nie 5000 tak jak Remik.


Pewnego dnia oglądali film dokumentalny o coraz mniejszym zainteresowaniu osieroconymi dziećmi. Ludzie coraz rzadziej adoptują biedne dzieciątka, wolą oddać się zabiegowi In vitro i mieć własne dziecko a nie po jakichś pijakach. Później nie wiadomo co z tego wyrośnie…


Lidce dało to dużo do myślenia. Była osobą dobrą, chciała nosić pomoc wszelkiemu żywemu stworzeniu i myślała kiedyś o dziecku, ale…


Spojrzała na Szymona


On spojrzał na nią


I sekundę później on już stał i wybierał numer do ośrodka adopcyjnego.


Podał płeć i wiek dziecka które chcieli adoptować.
Jak on dobrze znał Lidkę! Wiedział co ma wybrać, jakby czytał w jej myślach.

Odłożył telefon. Cały happy nie mógł uwierzyć w to że uszczęśliwią jedną małą istotkę.
Lidia postanowiła ustalić pewną zasadę. Nie będą wychowywać dziecka jako swojego, gdyż nie są parą. Dlatego będą dla maleństwa po prostu ciocią i wujkiem.


Szymon chciał jej coś wyznać, już zbierał się na odwagę by powiedzieć „Kocham Cię”…


Gdy nagle do domu bez pukania wszedł przedstawiciel domu dziecka niosąc zawiniątko.


Lidia od razu podbiegła do koszyka. Odsłoniła kocyk i kuknęła do niej śliczna blond czuprynka. Wzięła maleństwo na ręce. Dziewczynka była śliczna! Nazwali ją Marzenka : )

(Ona była taka słodziutka!!!)

Lidka nie mogła się nią nacieszyć. W końcu Szymonowi udało się dorwać dzieciątko i przez chwile je pobawić.


I tak się sprzeczali o to kto teraz powinien potrzymać Marzenkę. Ale Lidia musiała iść do pracy. Przechodząc obok spojrzała przelotnie na Szymona. On akurat również patrzył na nią. Ich spojrzenia się spotkały. Szymek nie mógł wyczytać kilku rzeczy z jej oczu ale Lidia dała mu do zrozumienia, że ma się opiekować ich aniołkiem.


Wziął się więc do roboty. Posadził małą na podłodze, usiadł przed nią i próbował uczyć ją kilku słów.


Nie było to takie proste zajęcie jakby się wydawało. Marzenkę bardziej kręciło wydobywanie surowców mineralnych ze swojego nosa, niż uczenie się słowa „powyłamywać”.


Później to już tylko uciekała Szymonowi. Dobrze, że jeszcze raczkuje, bo gdyby czmychała na dwóch nogach to by już jej nie dogonił.


Jedynym plusem było to że uciekała do cymbałek, co na pewno ucieszy Lidię.


Czy Marzenka okaże się aniołkiem czy wcieleniem zła? Dowiecie się tego za jakieś 5 odcinków gdy podrośnie

<3
________________

RELACJA 25

Marzenka stała się oczkiem w głowie Lidki i Szymona.
Gdy patrzyli w jej zielone oczka to wiedzieli, że adopcja nie była błędem.


Nawet to że opisywali różne bzdury na ich temat na Pudelku nie zbyt ich obchodziło.
Obecna wersja głosiła że Szymon jest konkubentem Lidki i wprowadził się do niej ze swoim nieślubnym dzieckiem.
Na początku ich to denerwowało i czasem chcieli zadzwonić do redaktorów gazet i stron internetowych lub udzielić wywiadu na ten temat. Ale gdy patrzyli w uśmiechniętą buźkę Marzenki dochodzili do wniosku że po co... Niech se ludzie mają podnietę...


Dziewczynka początkowo była dość oporna w stosunku do wszelkiej nauki, ale dzięki stalowym nerwom Lidii i Szymona udało jej się nauczyć podstawowych czynności takich jak mówienie, korzystanie z toaletki i chodzenie


Początkowo była też takim Tadkiem-niejadkiem... Zupki ze słoiczków niezbyt jej przypadły do gustu. Dopiero gdy Lidia zaczęła rozdrabniać zwykłe jedzenie, Niunia zaczęła jeść z zadowoloną minką


Kiedyś gdy Lidka dawała koncert, Szymon został sam z Niunią w domu. Dał jej jeść i usiadł przed telewizorem.
Zrobiło mu się tak jakoś ciężko na oczach więc postanowił się położyć


Nie był to najlepszy pomysł bo po prostu zasnął.
Gdy Lidia wróciła do domu i zobaczyło go chrapiącego na kanapie a Marzenkę patrzącą na nią błagalnie by już ją wyciągnęła z tego krzesełka, miała ochotę przetrzepać Szymonowi skórę.


Ale gdy zobaczyła jak słodko sobie chrapuśka, przeszło jej zupełnie, wzięła małą na górę a jego zostawiła na kanapie. Niech śpi...

Po kilku dniach Lidia pofarbowała znów włosy. Tym razem na czerwono.
Niezbyt jej się podobało ale Szymon powiedział że pięknemu we wszystkim pięknie i została przy krwistej czuprynie.


Tego wieczoru w TV miała lecieć „Piła 4”.
Mimo próśb Szymona, który zapewniał Lidię że to horror nie dla niej, dziewczyna zaryzykowała.
Położyli Niunie spać i rozsiedli się przed telewizorem.
Może Lidia rzeczywiście powinna posłuchać rad przyjaciela?
Nie chcą wyjść na tchórza, oglądała dzielnie film. Ale czy zasłanianie co 5 sekund oczu rękoma można nazwać oglądaniem?

W końcu Szymon się nad nią zlitował i objął ją ramieniem „by dodać otuchy”


Może rzeczywiście pomogło... A może Lidka zamiast patrzeć w ekran patrzyła w obraz nad telewizorem? Jedno jest pewne, Szymon zamiast oglądać film przyglądał się Lidii.


No i tak jakoś samo to wyszło...



Rzeczywiście romantyczne... Pierwszy pocałunek przy horrorze. I do tego przy „Pile”..

Gdy seans się skończył, Lidka poszła sprawdzić czy Marzenka śpi. Gdy wyszła zobaczyła, że Szymon czeka już na nią koło drzwi.


Domyśliła się że liczył na coś więcej, więc poprosiła go o trochę cierpliwości. Nie chciała żeby to wszystko tak szybko nastąpiło . Potrzebowała czasu na przemyślenia i konkluzje.


A że Szymon był osobą wyrozumiałą oczywiście zgodził się i dał Lidii na to kilka dni.


Za swą wielką mądrość, cierpliwość i wyrozumiałość dostał całusa na dobranoc.


Całus jednak nadal był zbyt małym wynagrodzeniem i Szymek zapragnął więcej


Lidce trudno było się uwolnić z jego silnych ramion, które coraz mocniej ją do niego przyciskały ale udało jej się opanować sytuacje mocnym szczypnięciem w... plecy
Krótkie „dobranoc”...


I zniknęła za drzwiami swojego pokoju.

Kolejny dzień był zwykły, taki jak zawsze. Szymonowi trudno było opanować myśli które wciąż krążyły wokół wczorajszego wieczoru.
Mimo to dzielnie sprawował zadania opiekuna


Lidka pomagała mu w ogrodzie. Po wyczerpujących ćwiczeniach miał trudności z nachylaniem... A na figle był chętny xd
Potrzebny był mu ten ogródek... Jak rybie ręcznik...


Później czytała książeczkę z Marzenką...


Po kilku dniach Lidia nadal nie dawała żadnych znaków czy już postanowiła co dalej między nimi będzie.
Ona zachowywała pokerową twarz a on zastanawiał się o co chodzi


Pewnej nocy wstał o 2, poszedł do jej pokoju i położył się obok niej uważając by jej nie obudzić.


Gdy Lidka rano wstała, nie wiedziała, czy coś ją wczoraj ominęło czy nadal śni.


Od razu zrobiła pobudkę swojemu gościowi i zapytała co robił w jej łóżku.


Nie czekając na odpowiedź dała Szymonowi do zrozumienia, że nigdy więcej nie ma tego robić bez jej zgody.


No ale on tak bardzo chciał się budzić obok niej każdego ranka i mówić „Dzień dobry kochanie”. Chciał by w końcu zostali parą...


Gdy usłyszał stanowcze „Nie” i że ma poczekać...


Powiedział, że chyba nigdy się nie doczeka.


Po czym wyszedł z domu.


Lidka stała tak kilka minut i zastanawiała się czy dobrze robi wodząc tak uczuciami Szymona.
Wiedziała że tak będzie... Że się pokłócą i zniszczą przyjaźń która ich łączyła.
Z zamyślenia wyrwał ją płacz Marzenki która już niecierpliwiła się w kojcu.
Dobrze że miała jeszcze ją...


A co jeśli Szymon postanowi się wyprowadzić? Zabierze Niunie ze sobą...
Wiedziała że musi poświęcić się dla tej małej istotki...
__________________

RELACJA 26

Po kłótni między Lidią a Szymonem w domu panowała nieznośna cisza.
Nie rozmawiali ze sobą, nie patrzyli na siebie.
Jedynymi odgłosami były radosne słówka Marzenki, która biegając po domu krzyczała na przemian „Mama – Tata”
Szymon zajął się swoim ogrodem. Lidia postanowiła mu w nim nie pomagać.


Częściej przytulał Niunię, bo w końcu potrzebował trochę miłości, a w tym domu tylko ta mała dziewczynka mu ją okazywała.


Za każdym razem gdy Lidka chciała z nim porozmawiać, on jej umykał. Nawet nie jadał w domu. Lidia martwiła się że ze smutku nie ma apetytu i że się zagłodzi.

Kiedyś po pracy, zobaczyła że piekł sobie coś nad ogniem w parku. Kamień spadł jej z serca. Nie głodzi się…
Dosiadła się do niego, chcąc zagadać. Przy ludziach nie zrobi jej przecież scenki.


W momencie kiedy ona siadała na krzesło, on szybko wstał i zaczął odchodzić.
Lidka nie dawała za wygraną.
Dogoniła go, a gdy stanął naprzeciwko niej nie wiedziała co ma powiedzieć. W chwili napięcia wydukała tylko „Przepraszam” i czekała na odzew.


Próba pogodzenia się nie była zbyt pomyślna. Szymon dosłownie ją zjechał, że daje mu nadzieje, później zabiera i tak na przemian. Poszło w jej stronę również kilka obelg.


Tego już nie wytrzymała. Zrobiła kwaśną minę i powiedziała po prostu „Jesteś idiota”, co wśród zgromadzonych obok kilku gapiów wywołało salwę śmiechu.


Po czym szybko odeszła, nie chcąc by ktoś zobaczył w jej oczach łzy.


Szymon jednak zdążył je zauważyć, a tego nie mógł znieść. Bolało go, że przez niego najważniejsza osoba w jego życiu płacze.
Złapał Lidkę, przeprosił, pocieszał… Musiał sprawić by się uśmiechnęła, inaczej nigdy sobie tego nie darował.



Dość szybko mu się to udało i już po chwili na twarzy Lidki widniał uroczy uśmieszek.
Wiedziała, że musi skorzystać z okazji, więc zbliżyła się do Szymona i spojrzała w jego oczy…


Po czym zaserwowała mu przelotnego buziaka


Było dość późno. Musieli wracać do domu, bo opiekunka Marzenki już się pewnie niecierpliwiła.
Lidia zaniosła Niunię do kojca i ucałowała w czółko na dobranoc.


Po czym poszła do swojego pokoju, w którym już czekał na nią Szymon



Radość znów zawitała do domku pod wodospadem.
Szymon bawił się z Marzenką, dzięki czemu w całym mieszkaniu słychać było słodki śmieszek małej Mróweczki


Szymon znalazł dla siebie nowe hobby – wędkarstwo. Wychodząc z domu obiecał, że na kolacje zjedzą świeżą rybkę…


Jednak wrócił z pustymi rękoma
Lidka za to ciągle gotowała i jadła. Codziennie jakieś ciasto, pieczeń…


Pewnego dnia chyba się przejadła i zaczęło ją mdlić.


W końcu zwymiotowała.


Nie była niedoinformowana w tych sprawach i wiedziała że może być to ciąża. Zwiększony apetyt, wymioty, do tego brak antykoncepcji.
Postanowiła zrobić test ciążowy. Nie chciała iść do lekarza. Za niewielką ilość pieniędzy wygadałby wszystko gazetom które tylko czyhają na jakieś nowe wiadomości o wschodzącej gwieździe rocka.

Test wskazywał wynik pozytywny… Czyli jednak ciąża…
Gdy oswoiła się z tą myślą, musiała o tym powiedzieć również Szymonowi.
Kiedy już chciała to wyjawić, on złapał ją za rękę i zaproponował by zostali parą.
No tak… Umownie nią nie byli…


I tak poinformowanie swojego chłopaka o ciąży schodziło ciągle na dalszy plan.


Ale brzuszek rósł z każdym dniem. Pewnego ranka postanowiła wziąć się w garść i powiedzieć o ciąży.
Reakcja Szymona nie mogła być inna niż rozpierające go szczęście i radość, przecież miał cechę „rodzinny”.


Natychmiast zaczął gładzić po brzuszku swojej ukochanej…


Po czym mocno ją przytulił.


W domu zaczęto żyć innym życiem. Ciągle rozmowy o nowym dziecku, jak urządzą pokój, jakie wybiorą dla niego imię itp. itd… Nic dziwnego że Marzenka czuła się niedoceniona.


Szymon szybko ją rozśmieszał i mówił że zawsze będzie jego najsłodszą córeczką. Tak, córeczką wraz z Lidią postanowili wychowywać Niunię jako ich własne dziecko.


Po kilku miesiącach Lidka, jak sama powiedziała, zaczęła przypominać hipopotama.
Ale dla Szymona ciąża tylko dodawała jej urody.


Pewnego wieczoru mieli kłaść się spać, więc zaczęli żegnać się na dobranoc.


W pewnym momencie zadzwonił telefon Szymona. Lidii wydawało się dziwne, dzwonić po północy. Wchodząc do sypialni, usłyszała tylko „Dobrze. Będę”.


Nie przespała pół nocy. Ciągle myślała o tym telefonie i kto to mógł być. Korciło ją nawet by zwinąć komórkę Szymka i sprawdzić pamięć telefonu, ale wydało jej się to nie fair…

Na drugi dzień gdy jej chłopak wyszedł z domu, wezwała opiekunkę i pojechała za nim.
To co zobaczyła omal nie spowodowało u niej przedwczesnego porodu.
Przed nią stał Szymon wraz z tą Lafiryndą, z którą zdradzał ją Wiktor.
Najdziwniejsze było to, że ona była… w ciąży!


A gdy Szymon czule zaczął głaskać ją po brzuchu, Lidia nie wytrzymała….

________________

RELACJA 27

Lidka podbiegła do tej małpy i wykrzyczała jej prosto w twarz, że znowu jej to robi, odbiera ukochaną osobę. Powstrzymała się od przekleństw, gdyż nie chciała by jej dziecko, mimo że znajduje się jeszcze w jej łonie, słyszało jakie to jego matka używa słownictwo. Było również dziecko tej lafiryndy i, trudno jej było o tym myśleć, dziecko Szymona.


Zaczęła się ostra kłótnia między dwiema ciężarnymi kobietami. Chciały się pobić po twarzy, ale uznały że zawadzają im brzuchy, więc dla dobra swojego i dzieci zostały przy wyzwiskach.


Temu wszystkiemu przypatrywał się Szymon, który gdy tylko próbował wbić się między ich przezwiska, słyszał od obu pań chórze „Przymknij się”, dlatego uznał że lepiej będzie gdy poczeka aż obie się zmęczą.
Kłótnia nie trwała długo. Kobiety w ciąży dość szybko się męczą nawet samym gadaniem, więc Szymon postanowił interweniować.


Wyjaśnił wszystko Lidce od początku.
Najpierw przekonał Lidię że to nie jest jego dziecko. Nie chciał by się dłużej denerwowała.
Następnie opowiedział jej historię Edyty. Gdy wdała się w romans z Wiktorem, ten namówił ją by rozwiodła się ze swoim mężem, Kevinem, który jest przyjacielem Szymona. Zrozpaczony mężczyzna poprosił go o pomoc w odzyskaniu ukochanej. Udało się to szybko, bo gdy na jaw wyszły inne romanse Wiktora, Edyta postanowiła prosić Kevina o drugą szansę. Szybko wzięli ślub i postarali się o dziecko które właśnie nosi w sobie Edyta.

Po wysłuchaniu Szymona, Lidia spojrzała na dziewczynę, która uśmiechała się do niej szeroko. W tym uśmiechu nie dało się wyczytać nic szczerego, tylko drwinę i fałsz.


Ale gdy Lidia popatrzyła na brzuch rywalki, poczuła niezwykle silną więź między nią a Edytą, dlatego przeprosiła ją za wszystko co wcześniej powiedziała.


Przeprosiny zostały przyjęte, w końcu ciężarne kobiety powinny trzymać się razem


Lidia wciąż czuła złość, jednak nie do Edyty, a do Szymona. Miała mu za złe, że nie powiedział jej tego wcześniej. Ominęłaby ją kompromitacja.


Gdy Szymon zobaczył karcący wzrok ukochanej zaczął błagać o wybaczenie, tłumacząc, że wiedział o relacjach między nią a Edytą i nie chciał jej denerwować.


Kiedy Lidia już miała go ochrzanić i wyrzucić z domu, dziecko w jej brzuszku mocno kopnęło, jakby na znak protestu. Złość natychmiast przeszła, Lidia ochłonęła i zrozumiała że nie ma za co się gniewać. Rzuciła się więc w ramiona chłopaka.


Usiedli sobie na ławeczce i wpatrywali się w falującą taflę wody w której odbijały się migoczące gwiazdy.


Było tak romantycznie… Lidka zrozumiała, że bycie w związku z Szymonem to najlepszy wybór jej życia.


W pewnym momencie Szymon osunął się na ziemię, Lidka przestraszyła się że zasłabł.
Gdy już miała wołać o pomoc, on spojrzał na nią i wyciągnął czarne pudełeczko. A w nim znajdował się piękny pierścionek z brylantem.


Miał już wygłosić piękne przemówienie, ułożył na tą okazję nawet krótki wiersz, ale Lidia nie dała mu szansy go wypowiedzieć, gdyż zaczęła skakać ze szczęścia piszcząc w kółko „Tak, chcę! Tak, chcę!” po czym uwiesiła mu się na szyi, a lekka to ona nie była


Wrócili do domu, opiekunka Marzenki już pewnie waliła głową w stół ze złości.
Lidka poszła się wykąpać. Gdy się ubrała, poczuła że całe spodnie ma mokre. A przecież się wytarła… A może to było niekontrolowane oddanie moczu? Przeciągła się ze zmęczenia i nagle poczuła straszny ból.


Zrozumiała, że zaczął się poród. Darła się tak przez chwilę sama w łazience.


Wybiegła do salonu mając nadzieję że Szymon coś wymyśli.
Nie na wiele jej się to zdało. Zaczęli krzyczeć razem.


Szymon wziął się jednak w garść, zadzwonił do opiekunki że ma przyjechać pilnować Marzenki i zawiózł Lidię do szpitala.

Nad ranem ze szpitala wyszła szczęśliwa Lidia z dzieckiem zawiniętym w niebieski kocyk.


Gdy wrócili do domu, nawet nie myślała o tym by iść spać. Wciąż zajmowała się syneczkiem.


Ciągle go przytulała i wymyślała dla niego imię. Na początku wraz z Szymonem stawiali na Klimek, czyli Klemens. Niestety, według Lidii imię to nie pasowało do chłopczyka. Wyglądał jej raczej na Filipa. Tak, to zdecydowanie był Filip. Jej malutki Fifi.


Kiedy Szymon wstał, Lidia nadal zajmowała się synkiem. Dopiero w południe udało mu się oderwać małego od matki i się nim nacieszyć.


Rok później Fifi obchodził swoje pierwsze urodziny.


Był ślicznym chłopcem, który po matce odziedziczył wszystko, prócz włosów. Rude kosmyki sprawiały, że w zetknięciu z jego egzotyczną urodą, wyglądał naprawdę oryginalnie

( :hamster_inlove: )

Od razu poraczkował do swojej siostrzyczki by bawić się z nią przy stoliczku.


Marzenka zobaczyła w nim niezłą inwestycję w słodycze, dlatego zaczęła nieuczciwy handel klockami.


Fifi, mimo że młodszy, wcale nie był taki tępy i szybko załapał jak się „gra w te klocki”
„Chcesz czerwony trójkącik? 5 żelkowych misiów i jest Twój”


Oprócz smykałki do handlu, Fifcio był także niezłym kompozytorem, a swoje pierwsze „melodie” układał na cymbałkach.


Mimo, że to Lidia na początku nie chciała się nim dzielić, Filip był raczej syneczkiem tatusia.
Tatuś go wszystkiego uczył…


Tatuś kładł go łóżeczka…


Choć oboje z Lidią mieli pełno obowiązków rodzicielskich, nadal nie zapominali o sobie


Nadszedł również dzień urodzin Marzenki.


Na kogo wyrosła, chyba większość z Was wie
Była jednak dziewczynką bardzo zabawną i rozrywkową.


Do tego bardzo mądrą…


I często bawiła się ze swoim młodszym braciszkiem który pomagał jej budować domki z klocków (oczywiście za słodką opłatą


W międzyczasie Lidia i Szymon planowali ślub. Wybrali do tego bardzo piękne miejsce Chodzi oczywiście o wodospad obok ich domu.

Dzień ślubu nadszedł szybko. Lidia zaprosiła tylko kilku gości, ale zjechało się ich znacznie więcej. W końcu był to ślub gitarzystki z zespołu rockowego.

Niektórzy goście nie byli zbyt mile widziani. Z niewiadomych przyczyn przyjechał Wiktor. Szymon od razu rzucił mu „Po coś się tu przypałętał”


Zaczęła się kłótnia między gościem a panem młodym.


Gdyby nie interwencja Lidii, na pewno by się potłukli a tego na ślubie nie chciała. Uspokoiła Szymka, zapewniając że Wiktor na pewno nie ma żadnych złych intencji, po czym rzuciła byłemu ostrzegawcze spojrzenie typu „Spróbuj coś zepsuć, a będziesz miał ze mną do czynienia”

Na ślubie zjawiła się przyjaciółka Lidii, Karin i nasza ukochana Big Mama (która zmarła następnego dnia po ślubie )


Przybyli także rodzice Lidii i jej siostra Izabela


Lidka zaprosiła także Edytę, jednak ta nie przyjechała. Zadzwoniła później do Szymona tłumacząc że musiała zostać w domu z chorą.

Ceremonie czas zacząć! Para młoda stanęła naprzeciwko siebie. Ciszę wśród gości przerywał tylko szum wodospadu.


Para wymieniła się obrączkami



I od tej chwili byli nierozłączni


Całej ceremonii przyglądał się Wiktor, który stał najbliżej nich, ale był grzeczny i potulny jak baranek.


Pierwszy taniec zatańczyła Młoda Para…


Ostatni także należał do nich.


No może nie do końca. Lidka widziała później przez okno jak ciotka Videl dyniała w rytm muzyki ;D


Alkohol dał po sobie poznać młodym małżonkom. Lidkę przybiło do muszli jak już była w domu.


Szymona jeszcze podczas wesela.


Po imprezie Lidia znalazła swojego męża opartego o ścianę kabiny w toi toiu po czym zaciągnęła go do domu


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 12:34, 15 Mar 2011    Temat postu:

RELACJA 28

Dzień po naszym ślubie jedliśmy spokojnie kolacje, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.


Szymon poszedł otworzyć i okazało się że to ta lafir… znaczy, Edyta. Przyszła pokazać swoją córeczkę, która na szczęście ani trochę jej nie przypominała.


Ja usiadłam przy Fifim, który grał na cymbałkach. Kiedy Edzia go zobaczyła, zaczęła piszczeć że jest słodki i że gdy podrośnie, to na pewno oświadczy się jej córeczce… (po moim trupie)


W między czasie Marzenka podrosła.


Zaczęła się ostra walka z jej wagą.
Jadła praktycznie samo sushi


I całymi godzinami ćwiczyła pod czujnym okiem mojego męża.


Mnie zaczęła pasjonować fotografia, niestety w naszym mieście nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego aparatu. Został chyba tylko ten w komórce.


Zdjęcia szybko wypadły mi z głowy gdy okazało się że ponownie jestem w stanie błogosławionym.


I chyba taka tradycja w mojej rodzinie. Zawsze gdy jakaś kobieta jest w ciąży, do domu włamuje się rabuś. Zwykle trafiało się na policjanta, który potrafił poradzić sobie z włamywaczem. Tym razem trafiliśmy na jakiegoś gogusia, który nie zauważył jak złodziej przemyka obok niego i ucieka.


Miał jeszcze czelność przyjść do mnie i oznajmić, że gdybym próbowała go zatrzymać i z nim walczyć, to na pewno by nie uciekł.
Już to widzę, jak uderzeniem mojego wielkiego brzucha kładę go na ziemie…


A mój mąż? Oczywiście spał…
Ostatecznie okradziono nas z nowej wieży którą kupiliśmy Marzenie na urodziny.
Gdy przyrąbany policjant wychodził, Marzenia rzuciła mu krótkie „głupek”. Normalnie bym ją ochrzaniła, ale miała racje.


Następnego dnia zapomnieliśmy o nocnym incydencie gdyż nadszedł dzień urodzin mojego Filipka. Mój malutki, słodki syneczek miał stawać się coraz starszy. Nie będzie już się chciał do mnie przytulać, bo to obciach. Jak dobrze, że znów jestem w ciąży…


Pierwszy dzień starszego Filipa nie był zbyt pomyślny. Wydawał mi się jakiś taki fajtłapowaty. Otworzenie szuflady było dla niego zadaniem z najwyższej pułki.


A najgorsze było jego zamiłowanie do komputera… Cały czas siedział przy laptopie albo PlayStation i kisił się tak w domu.


Powiedziałam żeby wyszedł pograć na dworze. No i pograł… Wziął laptopa ze sobą i grał w WoW na podwórku…

W końcu przyszedł dzień porodu. Jak zwykle darłam się w niebogłosy.


A Szymon dotrzymywał mi towarzystwa.


Jakoś udało nam się dotrzeć do szpitala. Po 5 godzinach szczęśliwa ale zmęczona wyszłam ze śpiącym słodko niemowlęciem zawiniętym w różowy kocyk. Nasza Luz Maria… Imię wzięłam ze starej, brazylijskiej telenoweli którą oglądałam z mamą gdy byłam mała.


Po roku nasza Lusesita (to zdrobniale) dorosła i można było przyjrzeć się jej cudnym, niebieskim oczkom które odziedziczyła po tatusiu.


Była moim oczkiem w głowie. Mimo że może nie była idealna, dla mnie była najwspanialszą istotką na ziemi.
Może nauka podstawowych czynności nie przychodziła jej łatwo, a raczej niezbyt ją interesowała, ale przecież Marzenka w jej wieku też wolała się pobawić, a teraz jest najmądrzejszą uczennicą w szkole.


Zauważyłam także, że mimo tego iż urodziłam dwójkę dzieci, kręcę nadal wielu mężczyzn…


***

Szkoła to najgłupsze miejsce w jakim kiedykolwiek przebywałem. Nauczyciele ciągle czegoś ode mnie chcą, a dzieciaki w szkole śmieją się z moich „marchewkowych” włosów. Naprawdę, czuję się jak męska wersja Ani z Zielonego Wzgórza. Może nie czytałem tej książki, ale chyba każdy wie o co tam chodzi.
Przez to byłem bardzo samotny. Aż zacząłem głupieć i mówić sam do siebie.


Mama myśli że ja nie mam przyjaciół, bo wolę grać na kompie. A ja ich nie mam bo się ze mnie nabijają. W World of Warcraft przynajmniej nikt nie wie jak wyglądam i ile mam lat.
Jedyną młodą osobą którą lubiłem była Marzena. Pomagała mi odrabiać zadania domowe, dzięki czemu mogłem jeszcze dociągnąć ocenę na trójkę. Była naprawdę mądra… Skąd mogłem wiedzieć że 2+2*2 równa się 6 a nie 8? Matma jest durna…


Najbardziej w domu denerwowała mnie Luz Marysia… Mama nie lubi jak tak na nią mówię…
Był to mały brudas i ADHDowiec. A jadła jak prosiaczek.


Oczywiście tylko gdy mama na nią spojrzała, jadła jak prawdziwa dama i stroiła do niej słodkie minki.


Wystarczyło przez chwilę ją poobserwować, by zauważyć że będzie z niej niezła lizuska i wrzód na mojej d…


Najfajniej było wieczorem, gdy mama kładła ją spać. Mogliśmy wtedy z Marzeną grać spokojnie w PlayStation nie musząc słychać ciągłych pisków i wrzasków tego małego owsika.
No ale w gry Marzena również była ode mnie lepsza… Jak we wszystkim innym…


Na drugi dzień były urodziny taty. Ciosem w plecy było dla mnie życzenie taty przy zdmuchiwaniu świeczek. Zażyczył sobie… kolejnego dziecka!


Spojrzałem na mamę mając nadzieję że jej się ten pomysł nie spodoba, ale ona tylko przekręciła nóż wbity głęboko w moje plecy. Cieszyła się jak małe dziecko i piszczała ze szczęścia.


***

Szymon w ogóle się nie zmienił. Nadal był przystojny i męski. Podbiegłam do niego i zaczęłam wypatrywać na jego twarzy chociażby małej zmarszczeczki a w jego rudej czuprynie chociaż jednego siwego włosa. Nie znalazłam nic.


Załamana tym że mój mąż po moich urodzinach będzie wyglądał na młodszego ode mnie, prawie się popłakałam. Odziedziczyłam wszystko po mamie, a ona szybko się starzała.
Na szczęście Szymon szybko to zauważył i powiedział, że zawsze będę najpiękniejsza i zawsze będzie mnie kochał, nawet gdy będziemy starymi, zgarbionymi dziadkami z włosami w uszach.


Wieczorem, gdy dzieci już spały, napiliśmy się Earl Greya… Nie no, żartuję xD Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy TV, kiedy przypomniało mi się życzenie urodzinowe Szymona. Powiedziałam mu o tym.


Bardzo się ucieszył i pocałował namiętnie w usta.


Po czym zaniósł mnie do sypialni. A tam wiadomo… „Dozwolone od lat osiemnastu”


***

Zawsze w weekendy tata zabierał mnie na ryby. Mnie niezbyt to interesowało, ale tata mówił, że bardzo go to odpręża, dlatego się zgodziłem. Widziałem zresztą w domu, że razem z mamą chodzą jacyś przygnębieni.
Wędkowania nie lubiłem głównie dlatego, że była to kolejna czynność, która mi nie wychodziła. Tata zawsze łapał największe ryby.


A ja jakieś małe szproty, które nadawały się tylko na przynętę.


Łowiliśmy tak w milczeniu do zachodu słońca. Tatko bardzo lubił go oglądać. No, może jest nawet trochę ładny…


Gdy słońce zachodziło, zwykle ścigaliśmy się do domu, który był po drogiej stronie miasta. Korzystając z ostatniego brania taty, rzuciłem się w stronę rowerów.


Niestety… Tata był większy i wysportowany więc dogonił mnie chwilę później


Zdążyłem jeszcze przewrócić jego rower w krzaki zyskując kilka sekund przewagi.


No ale i tak mnie wyprzedził.


Gdy zmachany wbiegłem do domu, zaczął się ze mnie śmiać.


Nie byłem aż tak zawistny i gdy tylko złapałem oddech, śmiałem się wraz z nim.
Przyszła pora na wymyślenie kary. A była to chyba najgorsza z możliwych. Przez tydzień miałem opróżniać nocnik Lusesity zaczynając od zaraz.
Jak taki mały dzieciak mógł tak narobić w kuwetę?


Po 15-minutowym myciu rąk mama zagnała mnie do lekcji. I znów trzeba się męczyć…


Potem tata zawołał mnie do salonu mówiąc że ma dla mnie prezent. A tym prezentem okazała się… rybka? Powiedział że mam o nią dbać i ją karmić. Z dobrą maską do złej gry wsypałem jej „troszkę” więcej pokarmu niż należy. Może się przeje.


Tata zaproponował byśmy usiedli i ją trochę poobserwowali. Mówił to tak jakby miała zaraz zrobić jakąś sztuczkę.
Odpowiedziałem że wolę pohackować w Internecie.


Nie spodobało się to ojczulkowi, który uważał że włamywanie się do innych komputerów jest złe. Wiem że złe. Gdyby było dobre to bym przecież tego nie robił.
________________

RELACJA 29

Mogłoby się wydawać że nikt mnie nie lubił. Cała szkoła była odwrócona przeciwko mnie, przez co nie miałem żadnych przyjaciół. A najgorsze było to, że osądzali mnie ludzie którzy w ogóle mnie nie znali.
Nawet zjeżdżalnia mnie chyba nie lubi, bo podczas zabawy na placu obtarłem sobie o nią tyłek


I tak bawiłem się sam. Bez znajomych, przyjaciół. Ale kichać na to. Samemu też można się świetnie bawić.


Głównym zajęciem było obserwowanie innych ludzi. Raz na przykład wyczaiłem jak ciotka Edyta flirtuje z tym tlenionym bałwanem, na którego mama często klnie gdy mówią o nim w telewizji.


Właściwie to tylko jej córka chciała się ze mną kolegować, ale mamie to nie odpowiadało. Miała podobno jakieś stare żale do cioci…

Tego samego wieczoru widziałem jak Marzena wybrała się „na polowanie”. Mimo że była ładna i mądra, nigdy jeszcze nie miała chłopaka. Tłumaczyła sobie to tym że chłopcy się jej wstydzą. Ja to widzę całkiem inaczej. Po prostu była zbyt grzeczna. A chłopcy w wieku nastolatka wiadomo… Pogrzeszyć by im się chciało…


Próbowała również zagadać do jakiegoś siwowłosego gostka. Najpierw myślałem że to dziadek i zszokowało mnie to że Marzena jest już aż tak zdesperowana. Później jak mu się przyjrzałem to okazało się że to dorosły mężczyzna. Ale siwa grzywa niczym Hubert Urbański. Dziwne trochę…


Bądź co bądź facet był dla niej za stary i zajęty. Usłyszałem tylko że „ma jeszcze młodszego brata i może ich umówić”. Musiałem to zobaczyć.

Mieli spotkać się po szkole w parku. Marzena kończyła wcześniej, więc od razu po dzwonku pobiegłem by ją zobaczyć. Stała tam wpatrzona w innego chłopaka, również białowłosego ale już nastolatka.


I tak stali patrzyli przez dobre 20 minut. Później musieli się rozstać co nastąpiło po kolejnych 10 minutach.
Gdy „siwek” odszedł, Marzena stała jak zahipnotyzowana i odprowadzała go wzrokiem. Nawet nie zauważyła że stoję obok niej i robię jej zdjęcia telefonem żeby później pokazać rodzicom.


***
Gdy wróciłam do domu rozpierała mnie ogromna energia. Normalnie aż włączyłam „Zabiorę Cię” Kancelarii zaczęłam tańczyć.


Następnego dnia wieczorem odwiedził mnie Jarek. Rodzice mieli gdzieś wyjść na jakiś czas, więc mieliśmy czas tylko dla siebie.


Gdy tylko przyszedł, od razu zaczął obrzucać mnie komplementami. A ja głupia oczywiście się zawstydzałam i czerwieniałam jak burak.


Sam był trochę spięty, więc wykonałam mu masaż. Nie taki zwykły, bo Professional. Przez kilka dni dorabiałam jako recepcjonistka w SPA i udało mi się nauczyć trochę sztuki masażu.


W Jarku kochałam wszystko.
To jaki był delikatny…


I jak podnosił jedną brew do góry i patrzył na mnie tymi niebieskimi oczami


W domu byliśmy sami, więc mogliśmy pozwolić sobie na małe buzi buzi
No może nie do końca sami, bo Filip ciągle chodził obok nas i „węszył”.


Później przyjechali rodzice i musieli poznać wybranka swojej córki. Bałam się że przez jego dziwny kolor włosów go nie zaakceptują, ale gdy mama zobaczyła to jego szarmanckie spojrzenie to wzięła mnie na bok i szepnęła że mam go nie wypuszczać z pięści.


W weekend urządziliśmy z Reklamówką imprezę na basenie. Mówiąc „reklamówka” miałam na myśli moją paczkę. Czyli ja, Jarek, Shanon Abramowicz, Iza (która była siostrą mojej mamy, czyli moją ciotką)


Do tego dochodziła Deidre, córka cioci Videl. Druga najładniejsza dziewczyna w mieście, mówiąc skromnie, po mnie.


Byli również nieproszeni goście. Np. była dziewczyna Jarka, która okazuje się również jest moją ciocią (córka Bereniki Rydel;))


Nie była zbyt zadowolona z mojego związku z Jarkiem.


Dotąd w mieście panowało założenie że jestem spokojną dziewczyną, nie wszczynającą żadnych kłótni i walk. Podczas imprezy pokazałam swoją drugą stronę. Jedna z uczestniczek zabawy zaczęła się ze mnie wyśmiewać gdy tańczyłam z Jarkiem.


Nawet ja nie przypuszczałam że jestem taka zawistna. Zemściłam się na dziewczynie mówiąc przy wszystkich kilka uszczypliwych zdań na temat jej nosa.


Wieczorem wydało się dlaczego była dla mnie taka niemiła. Widziałam jak patrzyła na mnie i Jarka. A raczej jak patrzyła na niego. Trudno się dziwić. Mój chłopak to najgorętszy towar w mieście. Mimo że miał wiele adoratorek, wierzyłam że jest mi całkowicie wierny.


***

Łowiłem sobie ryby koło domu. To idealne zajęcie dla samotników. Jest takie spokojne, odprężające, ciche i nudne… Tak naprawdę robię to już w ostateczności.


Gdy tak myślałem się nad moim życiem, przyszłością i tym co zamierzałem robić gdy dorosnę, z zastanowienia wyrwało mnie ciche „cześć”. Odwróciłem się i zobaczyłem dziewczynkę w moim wieku uśmiechającą się nieśmiało. Podeszła i przedstawiła się. Znałem ją ze szkoły, trzymała się ze swoją rozkrzyczaną siostrą i mimo że należała to tej grupy „lepszych”, zawsze przybywała w jej cieniu.


Dziwiłem się że rozpoczęła rozmowę. Zwykle byłem w gronie tych popychadeł i jej grupa nie trzymała się z takimi jak ja. Zacząłem nawet zastanawiać się czy to nie jest jakiś głupi żart.
Rozmowa się przedłużyła, po kilku minutach uznałem że ma dobre intencje. Zaproponowała zabawę w berka. Nigdy się nie goniłem, ale wszystkiego trzeba spróbować.
I tu znów ktoś okazał się ode mnie lepszy. Nie mogłem jej złapać.


Przestaliśmy się więc gonić. Poobgadywaliśmy kilka osób z naszej szkoły. Nie wiedziałem że ten grubas, który wyciąga ode mnie śniadanie i kasę nosi pieluchomajty… Będzie trzeba to wykorzystać.


Z moją nową przyjaciółką mogłem robić najgłupsze miny. Po raz pierwszy tak dobrze się z kimś bawiłem.


Niestety musieliśmy się rozstać. Na pożegnanie uściskaliśmy się przyjaźnie i pognałem do domu. Byłem strasznie głodny.
Gdyby wpadłem do salonu usłyszałem głośny śmiech Lus. A po nim nastąpił kolejny, tym razem cichy i inny. Spojrzałem w stronę stoliczka a tam… Kolejna, mała klucha!


***

KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ

Jedliśmy z Szymonem śniadanie na dworze. Można było wtedy podziwiać piękno wodospadu obok naszego domu.
Zaczęliśmy rozmawiać o tym co robić dalej w sprawie następnego dziecka.


Myśleliśmy o kolejnym już od dnia urodzin Szymona. Niestety, próbowaliśmy i nic z tego nie wychodziło.
Byłam na badaniach, na których stwierdzono że nie mogę mieć już dzieci. Menopauza wystąpiła u mnie w wieku 29 lat. Lekarz powiedział, że to się zdarza nawet w wieku nastoletnim.
W każdym razie nie mogliśmy mieć już dziecka. A Szymon marzył by mieć jeszcze jednego synka. Oczywiście nadal nie zaniedbywaliśmy Lusesity. Szymon rozpieszczał ją jeszcze bardziej.


Mimo to koniecznie chcieliśmy jeszcze jedno dziecko. Skoro nie możemy mieć swojego, to zaadoptujemy.
Tego samego dnia Szymon zadzwonił do ośrodka adopcyjnego.


Godzinę później pod dom przyjechał samochód z którego wysiadła pracownica opieki społecznej niosąc w ręku koszyk z dzieciątkiem.


Od razu podbiegłam i wyciągnęłam z niego ciemnoskórego chłopczyka z czarnymi włoskami i oczkami. Jego pochodzenie nie było znane. Został podrzucony pod dom dziecka gdy był niemowlęciem, a w liście było napisane tylko jego imię „Krystian”.


Od razu podbił nasze serduszka, szczególnie Szymona.


Luz Maria nie była jednak zadowolone z nowego braciszka. Do tej pory to ona była w centrum zainteresowania i oczkiem w głowie rodziców.


Postawiliśmy więc ich przy stoliczku by się trochę zapoznali, pilnując jednocześnie by Lusesita nie rzucała w Krystianka klockami.
Gdy chłopiec uśmiechał się do siostrzyczki próbując nawiązać przyjaźń…


Ta zauważyła że trzyma w ręku jej klocek. By go odzyskać robiła słodkie minki i mówiła „plossse”, a wyglądało to tak jakby go kokietowała. Technika okazała się skuteczna, bo zapatrzony Krystianek od razu podawał jej zielonego klocka. Może za bardzo rozpieszczam córkę?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 10:35, 18 Mar 2011    Temat postu:

Uwielbiam te relacje, aż miło sobie powspominać. Widać, że od samego początku Lusia kokietowała Krystiana i w końcu dopnie swego ^^ Młody Filip przypomina mi troszkę Elodie z charakteru. Aż dziwne, że nie umieli się dogadać. A teraz dawaj następne!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 14:22, 18 Mar 2011    Temat postu:

Przeczytałam raz jeszcze wszyściutko. Fakt faktem sporo zmieniło się w Twoich relacjach, ale te również bardzo miło wspominam. No i ciekawie czytało się o dawnych dziejach bohaterów, aktualnie pasjonując się losami ich prawnucząt... Relacji jest 50, tak? No i bardzo dobrze, będzie jeszcze więcej mile spędzonego czasu.

I nie mogę się powstrzymać, ale malutcy Lusesita i Krystian to zbyt duża dawka słodyczy jednocześnie *-*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 14:35, 18 Mar 2011    Temat postu:

A właśnie Wodzu, mam taki mały pomysł. Jakbyś dawała każdą relację w innym poście szybciej weszłaby nowa strona, bo troszkę się wczytuje, a tak byłoby mniej zdjęć na jednej...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 16:33, 21 Mar 2011    Temat postu:

na prośbę Baby będę dawała każdą relacje w nowym poście :P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin