Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Relacje Cadence - [12 listopad]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 21:34, 26 Mar 2011    Temat postu:

    PS. -> Very Happy Ta, na początku.
    Rozjaśniałam trochę zdjęcia, bo wyglądały na bezkształtne, ciemne plamy. Mam nadzieję, że widać w miarę normalnie. Wink





Po całym dniu zamęczania się myślami o tym tajemniczym mężczyźnie, zdecydowałam się poprosić o spotkanie z najmniej „sztucznie” zachowującą się kobietą w tej szkole. Zawsze byłam szczerą osobą... Zaczęłam więc szczerze, opowiadając sytuację, którą nieuchronnie podsłuchałam w szkole.


Gdy doszłam do momentu „Tajemniczego”, Susan odpowiedziała (wydawałoby się – zbyt szybko), że w tym mieście nie warto mieszać się w żadne „tajemnicze sprawy”. Zamilkłam, zastanawiając się nad sensem jej słów.


Chwilę siedziałyśmy w ciszy. Żadnej z nas to nie przeszkadzało. Byłam wdzięczna, że nie męczy mnie rozmową „na siłę”, jak to ludzie mają w zwyczaju. Chyba zaczynałam ją lubić...


Zaczęłam temat śmierci i tajemniczego kwiata, którego zerwałam z cmentarza. Mówiłam zbyt szybko, lecz bałam się, że uciszy mnie jednym słowem. Chciałam dowiedzieć się cokolwiek. Susan zamknęła oczy jakby naprawdę nie chciała o niczym mówić.
Uczyła chemii, pracowała również jako naukowiec. Może... może prowadzi jakieś tajne badania? Na temat śmierci. Na temat życia. Szczęśliwego życia tego obrzydliwie szczęśliwego miasteczka.
Nie, nie nie. Moja wyobraźnia znów mnie kontrolowała. Czasem tego nie znosiłam.


Susan ulotniła się chwilę potem, tłumacząc się tym, że robi się naprawdę późno. Coś mi tu nie grało. Wybrałam się na spacer, szklana tafla morza zawsze uspokajała moje myśli...


Nagle zobaczyłam przed sobą jakąś postać. Czyjś cień. Skąd... co... Ja... nic nie rozumiałam. Jeśli to był cień to musiała tam znajdować się jakaś osoba. Nikogo nie było, pusta przestrzeń to potwierdzała.


Stanęłam, oniemiała przyglądając się zjawisku. Nie pojmowałam tego.


Zaczęłam biec, nie do końca wiedząc co sobie myślałam. Nie wiem czy chciałam dogonić to „coś”. Nie wiem czego oczekiwałam. Nie wiedziałam co zrobię jeśli... och, nic nie wiedziałam.


I nic nie musiałam. Dziwne zjawisko zwyczajnie zniknęło, rozpłynęło się w powietrzu, gdy znalazłam się bliżej. Usiałam na piasku, aby zebrać myśli.


Po kilku minutach... a może kilkunastu? Doszłam do wniosku, że po prostu musiało mi się coś przywidzieć.


Zawiesiłam wzrok na tutejszej latarni. Jeśli była czynna... to kto w niej urzędował? Musiał mieć naprawdę... odmienne życie od tego, dziejącego się na półwyspie.
Wolałam zająć myśli tym niż chorym wytworem mojego umysłu sprzed kilku minut.


Nie wiedząc co ze sobą zrobić, poszłam dalej. Gdziekolwiek, chciałam się rozruszać, zmienić otoczenie.


Inna część plaży, do której nigdy wcześniej nie dotarłam. Paliło się jakieś światło... zainteresowało mnie to. Jeszcze bardziej zainteresowała mnie postać, która na chwilę pojawiła się w oknie. Znów uruchomił się we mnie tryb „przygoda”, chciałam się przyjrzeć, podejść do domu, obejrzeć go z ukrycia.


Szukając najszybszego zejścia ze skał, osunęłam się bezwładnie licząc, że nic sobie nie zrobię spadając.


Nie było aż tak wysoko, jak mi się początkowo wydawało. Uderzyłam się niefortunnie w kolano. Nic więcej. Mogłam podkraść się do domu.


Lecz idąc kamienną dróżką zobaczyłam, że znajduje się tu jeszcze jeden dom, którego wcześniej nie dostrzegłam.


Oparłam się ręką o coś, co wyglądało mi na stalowe żaluzje, które używa się by zabezpieczyć dom przed złodziejami. Gość musiał być naprawdę bogaty, skoro zabezpieczył w ten sposób tak niewielki przecież dom...
Zgasły światła.


Z domu wyszedł mężczyzna, witając mnie ciepłym uśmiechem. Nie spytał co tutaj robię, po prostu się przedstawił. Nazywał się James.


Spytałam o światła, dlaczego je zgasił... Zamilkł, odwracając głowę i mówiąc tylko:
Długa sprawa, mogę ci wyjaśnić w środku..... Jeśli chcesz. - dodał.
Oczywiście, że chciałam! To wydawało się wręcz nasączone tajemnicą. Wreszcie jakaś tajemnica, którą mogłam poznać.


U progu zobaczyłam kobietę. Na mój widok szepnęła przerażona „O mój Boże...” i wybiegła, rzucając Jamesowi krótkie „Wrócę kiedyś.”


Nic nie rozumiałam. Czy... czy zrobiłam coś nie tak? Moje białoszare włosy i złote oczy nie były spotykane, ale ludzie w miasteczku już się do nich przyzwyczaili... Tej kobiety nigdy przedtem tutaj nie widziałam... ale czy to był powód żeby uciekać z przerażeniem??


Zapytałam o nią Jamesa. Odpowiedział tylko, że to fanatyczka zjawisk nadnaturalnych, mogła pomyśleć o mnie cokolwiek... Szukała u niego interesujących go książek. Poprosił bym zignorowała jej zachowanie.


Z trudem odrzuciłam widok tego przerażenia w oczach nieznanej mi kobiety. James zaczął wyjaśniać mi sprawę świateł. Kobieta szukała książek na piętrze, on robił to w piwnicy. Jakiekolwiek informacje były dla niej bardzo ważne – jak mówiła. Wyłączył światła gdy wchodził na górę. Później mnie zobaczył, więc wyszedł się przywitać.
Nadal nic nie rozumiałam.


- Mam skórę pergaminowatą barwnikową, xeroderma pigmentosum – w skrócie XP – rzadkie zaburzenie genetyczne. - powiedział. - Wszelkie promienie UV niszczą moją skórę. Nie mogę wychodzić na słońce ani zapalać świateł.


Usłyszałam coś co mną wstrząsnęło. Nigdy nie słyszałam o czymś takim. To brzmiało... jak z książki o wampirach – brak słońca, słońce – zabójca, życie w ciemności...
Jesteś wampirem? - palnęłam głupio. Najwyraźniej nieźle go rozśmieszyłam. Nie był.


Dał mi chwilę, bym mogła ochłonąć. Włączył w tym czasie telewizor. Chwila... telewizor? Przecież on też wydziela promienie UV. A przed chwilą... Spytałam zanim w moim umyśle uformowało się konkretne pytanie.


Odpowiedział, że z tej odległości nic mu się nie stanie. Promienie nie docierają na taką odległość. Cóż, taka odpowiedź mnie zadowoliła, choć nadal miałam mętlik w głowie na temat jego... choroby? Nie wiedziałam co o tym myśleć, czy w to wierzyć...


Zaczęłam tłumaczyć skąd się tu wzięłam. Powiedziałam o tajemniczym zjawisku na plaży, o skałach, o człowieku za oknem tego drugiego domu, o skoku, obdartych jeansach, odnalezieniu kolejnego domu, zainteresowaniu..... plotłam nie zaprzątając sobie głowy, czy to co mówię brzmi nienormalnie. Mówiłam co mi ślina przyniesie na język.


Mężczyzna uspokoił mnie, że nie ma nic przeciwko mojej wizycie. Powiedział, że i tak nie widuje zbyt wielu ludzi, więc bynajmniej się nie gniewa. Dodał, że tamten facet w oknie to musiał być Liam, przyjaciel, z którym się tutaj przeprowadził. Obaj byli surferami, z tym, że on surfował tylko w nocy. W tej okolicy notowano coraz większe fale, występujące dosyć często nawet kilkunastometrowe, przy których najlepsi surferzy świata mogą mieć stracha.


Zamilkł na chwilę. Przerwał ciszę ściszonym głosem:
- Ja ci mówię, że nie mogę wychodzić na słońce, bo ono mnie zabije, a ty przepraszasz za to, że się tu znalazłaś...
Dosłyszałam w jego głosie nutę smutku, lecz chwilę później zniknął, zdominowany przez niezwykłą, wewnętrzną siłę i motywację. Naprawdę wyglądał na kogoś, kto był szczęśliwy, nawet będąc zmuszonym żyć w nocy.


Po jakimś czasie rozmowa naprawdę się rozkręciła. Rozmawialiśmy o wszystkim... o astronomii, polityce, filmach,


śmialiśmy się z tak prostych, wręcz głupich rzeczy...


Czułam, że naprawdę się rozumiemy. Nie myślałam o tym, że jedyne światło jakie daje to pomieszczenie to telewizor, nie myślałam o nocy, o ciemności, o niezwykle rzadkiej chorobie genetycznej. Świetnie się bawiłam.


Zaczęłam się robić jednak bardzo senna, nie byłam przecież przyzwyczajona do nocnego trybu życia jak mój znajomy.


Pożegnałam się obiecując, że wrócę tak szybko, jak tylko mi się uda.


Już u drzwi zauważyłam starannie oprawione tomy książek, na których widniało nazwisko „James See”. To Jamesa. On je napisał? Szybko spytałam o to, zanim zniknął za drzwiami. Sam je napisał. To rękopisy, bo promieniowanie monitora byłoby dla niego zbombardowaniem świetlnym.
Wydusiłam krótkie „wow”, wychodząc z jego domu.


Spojrzałam w kierunku drugiego domu. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale chciałam poznać również tego drugiego faceta. Może to przez to, że jego twarz mignęła mi tylko przez ułamek sekundy, nie pozwalając się dokładniej przyjrzeć...


W każdym razie byłam zbyt zmęczona by dłużej o tym myśleć. Marzyłam by po prostu zasnąć, zamknąć oczy w swoim łóżku.



Doczłapałam się niezdarnie, potykając ze zmęczenia na schodach werandy.


Położyłam się na łóżku, nie zdejmując nawet ubrań. Zasnęłam gdy tylko przymknęłam powieki.


Pięć minut później obudziły mnie głośne serie klaksonów. A przynajmniej zdawało mi się, że to było pięć minut... Nie dałabym rady pójść teraz na lekcje. Poczłapałam padnięta do Annie, nauczycielki francuskiego, która zwykle przyjeżdżała po mnie do pracy. Poprosiłam by przekazała dyrektorowi, że naprawdę, naprawdę jestem chora.


Pewnie mi się oberwie, ale tym będę martwić się później. Rozebrałam się i wskoczyłam pod kołdrę, ponownie odpływając w błogi sen.


Śniła mi się noc. Śniły mi się nocne postaci, nocne tajemnice, nocny księżyc, nocny James.


Gdy się obudziłam, było południe. Wskoczyłam pod prysznic, pozwalając by chłodna woda otuliła moje ciało orzeźwiającą mgiełką.


Wsłuchana w odprężające dźwięki płynącej wody, rozmyślałam o Jamesie. Wczoraj nie zastanawiałam się jak żyje. Wczoraj ten gen... ta jego przypadłość... to wydawało mi się nic nie znaczące. Ot jakby jego odmienność mieściła się w granicy czarnego koloru włosów wśród pomieszczenia blondynów i rudych – nic niezwykłego.


Przygryzałam wargę, gotując. Dalej zastanawiało mnie jak żyje. Ok, w nocy. Nie może mieć do czynienia z promieniami ultrafioletowymi. Taka była rzeczywistość. Ale jak radził sobie z nią, mając ludzkie uczucia? Mając marzenia... pewnie tęsknił za słońcem, widząc je w filmach. Czy można tęsknić za czymś czego nigdy się nie doświadczyło?


Ukłułam się widelcem w wargę, widząc jego postać, spacerującą po skałach, przy palmach, w dół na piaszczystą plażę, z wystawioną twarzą w stronę księżyca, z oczami przymkniętymi z największą rozkoszą...



Postanowiłam wybrać się do biblioteki by dowiedzieć się czegoś więcej na temat XP.


Napisali, że aby odziedziczyć xeroderma pigmentosum, mężczyzna i kobieta muszą posiadać recesywny gen, który pojawia się tylko u jednego człowieka na dwieście tysięcy. Szansa, że dwoje takich ludzi spotka się, zakocha i będzie mieć dzieci, wynosi milion na jednego. Nawet wtedy warunkiem nieszczęścia jest obopólne przekazanie genu potomstwu. Szansa na to jest jak jeden do czterech.


Ofiary XP są wyjątkowo podatne na raka skóry i siatkówki. Nawet krótkie wystawienie na słońce – prawdę mówiąc, na każde promienie ultrafioletowe, w tym światła zwyczajnych żarówek i świetlówek – może być katastrofalne w skutkach.
Światło słoneczne niszczy DNA. Zdrowi ludzie mają naturalny układ naprawczy, jednakże u ludzi z XP to nie funkcjonuje.


Usiadłam w parku, nie za bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Myślałam o XP, o tym jak wspaniałym człowiekiem jest James. Myślałam o nocy, jak to jest... żyć bez słońca.


Wróciłam do domu, zajmując się myciem czegokolwiek się dało. Ułożyłam nawet książki kolorami, a w lodówce produkty alfabetycznie. Początek nerwicy natręctw?



Wieczorem wyszłam po gazetę. Czytając jeden z artykułów z pierwszej strony aż zmroziło mi krew w żyłach.
„W nocy z dnia 21 na 22 znaleziono zmarłą kobietę z głębokimi ranami na szyi. Policja informuje, że na pierwszy rzut oka wyglądało to na podcięcie gardła nożem o ząbkowatym ostrzu, jednak najnowsze informacje z śledztwa wykazują, że było to prawdopodobnie zwierzę. Gryzło ono, aż przebiło tętnice. Ślady zębów pasują do rezusów. Jednak rezusy nie są uznawane za agresywne zwierzęta. Śledztwo trwa.”


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 21:36, 26 Mar 2011    Temat postu:

Gaarnek to nie żabokijanka....

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 10:47, 27 Mar 2011    Temat postu:

W tej relacji zobaczyłam wszystkie swoje wady, zaczęłam się postrzegać jako obłudnicę, dzięki za uświadomienie jak mnie mogą ludzie postrzegać, serio. W prawie bezbolesny sposób pomogłaś mi zrozumieć jak irytujące cechy posiadam. Trochę mi smutno, ze główna bohaterka nie lubi takich ludzi jak ja, ale ją rozumiem.
Bardzo podobał mi się wątek z chorobą. Podoba mi się to uświadamianie w Twoich historyjkach.
W ogóle pięknie piszesz. ^^
Ach... no i trochę smutno mi się zrobiło przy słowach "obrzydliwie szczęśliwe miasteczko". Może ty, Shar i pewnie większość forum by rzeczywiście na takie miejsca spuściła bombę atomową, ale ja... możecie mnie zabić - chciałabym w takim miejscu żyć. :P
Ciekawa końcówka. Zmutowane rezusy, czy coś innego? ;)
O! Ja już wiem! Ktoś rzeczywiście spuścił na to miasteczko kiedyś bombę atomową (taki Marcus Cerelli na przykład), i teraz się odrodziło, Czarnobyl taki. I stąd te zmutowane rezusy. I może przez to to szczęście... Szkoda mi tych ludzi jakby to się okazało. By byli jakby zombie, którzy siebie nie kontrolują. A ja cenię wolną wolę....
Sorry, że trochę chaotycznie i bez sensu skomentowałam.
Podsumowując - genialna relacja. ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 15:00, 27 Mar 2011    Temat postu:

Annorelko, moim celem nie było obrażenie kogokolwiek. To miasto... hm... to się wyjaśni jeszcze... Wink W każdym razie wszyscy tam zgrywają na siłę szczęśliwych. Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 15:05, 27 Mar 2011    Temat postu:

Cytat:
Annorelko, moim celem nie było obrażenie kogokolwiek.

Wiem, ale przecież mnie nie obraziłaś. :P
Cytat:
W każdym razie wszyscy tam zgrywają na siłę szczęśliwych.

To ma ze mną coś wspólnego? Czy może coś podobnego było w książce, która Cię zainspirowała? Sorry, ze pytam. ^^;


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Wto 15:18, 29 Mar 2011    Temat postu:

Hm... odkrywam dalej tajemnicę jednej z książek Koontza i bynajmniej mieszkańcy nie są paskudnie szczęśliwi... Hm, są szurnięci - każdy z osobna. Często pozytywnie, jeszcze częściej stopień ich szaleństwa traktuje się jak coś oczywistego.

Szczególnie spodobał mi się jeden opis - kobieta, trzydzieści parę lat, dwójka dzieci, mąż, skromny dom jednorodzinny, praca w salonie kosmetycznym - normalna, żadnych "odstąpień" od normy. Szło dalej jakoś tak... "Jeśli myślisz, że to co myślisz, że widzisz jest tym, co widzisz lub tym co jest, to powinieneś choćby zastanowić się co dzieje się w głowie tej kobiety. Na zewnątrz pokazuje się jako zupełnie zwyczajna osoba, ale wewnątrz... wewnątrz ma drugi świat. Żyje w dwóch światach."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:34, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Byłam pewna, że pisałam komentarz do pierwszej relacji, ale... sama nie wiem, chyba rzeczywiście siedzę za dużo w pracy, albo to pierwszy objaw starości... albo urojenia... to trzecie brzmi najciekawiej, więc pozwolę sobie uzasadnić brak komentarza urojeniami na temat tego, że był...

Relacja I
Na wstępie chciałam zauważyć, że bardzo podobają mi się takie refleksyjne, metaforyczne teksty, w których nic nie wydaje się być takim jakim jest, a na każdym kroku odkrywasz, że nawet nie jest zbliżone do tego czym ci się wydawało, że będzie. A mam duże przeczucie, że właśnie takie będą Twoje relacje i nie ukrywam, że czytam je z radością i dużym zainteresowaniem. Aczkolwiek nadal nie wybaczę Ci porzucenia Eii i Toshiego... nigdy...

Początkowo pomyślałam, że będzie to coś na kształt sielankowego życia w małym miasteczku z nutą refleksji o świecie i ludziach, ale mimo wszystko lekkie i przyjemne. Z racji, że mam spaczoną wizję sielanki, odrzuciłam ową myśl i zaczęłam się doszukiwać się drugiego dna. Przez co głębiej wczytałam się w tekst i muszę powiedzieć, że mnie całkowicie zaabsorbował. Momentami było troszkę za dużo metafor, ale z czasem stały się dla mnie naturalnym elementem spójnej całości i zaczęły podkreślać charakter bohaterki, która nawiasem mówiąc jest śliczna, zresztą jak wszyscy Twoi simowie.

Esis jest ciekawą postacią i ma rzadko spotykane podejście do życia, z jednej strony wydaje się być lekko wyidealizowana, ale z drugiej jest tak naturalnie autentyczna, a do tego opowiadany przez nią tekst jest lekki i przyjemny w odbiorze. Kawałek po kawałku ją poznajemy, a jednocześnie jest w niej tak wiele rzeczy, o których z pewnością szybko się nie dowiemy. Zaczytałam się w spokojnym, czasem lekko zwariowanym, opisie Esis, a tu nagle taka akcja z cmentarzem. Facet wyskakuje nie wiadomo skąd, do tego wygląda podejrzanie... potem plotki o dziwnej postaci buszującej po mieście w nocy... no no, będzie się działo.

A w ogóle skąd ty bierzesz te cudowne widoki? Co prawda zdarzało mi się w grze widzieć niezapomniane zachody, czy wschody słońca, ale Twoje zdjęcia to czysta magia *-*

Relacja II
Już początek relacji wskazuje na to, że nasze spokojne i radosne miasteczko, wcale takim nie musi być... a tak zaczynają się najczęściej akcje, w których połowa mieszkańców ginie na skutek masowych mordów popełnionych przez nikomu nieznane monstrum z tajnego ośrodka naukowego, który za dnia jest czułym mężczyzną, którego nieszczęśliwie pokochała główna bohaterka i kiedy cała akcja się kumuluje i dochodzi do iście dantejskich scen Rei chowa twarz w rękaw Darka, bądź całkowicie ucieka... ale ten... no... poniosło mnie... późna pora i te sprawy... sama wiesz... Więc wracając do relacji... HA! I główna bohaterka pomyślała o tym samym, co ja... to nie może być przypadek! Potem jakieś dziwne zjawy na plaży... cienie z innego wymiaru, czy coś w ten deseń planujące zawładnięcie ludzkimi ciałami i opanowanie małej mieściny. Z wrażenia zapomniałam wspomnieć o wspaniałych zdjęciach i cudownym nocnym niebie, jesteś geniuszem w tej kwestii!

I nagle pojawia się James... lubisz zaskakiwać prawda? Czy ja czasem nie wspomniałam, że to będzie jedna z tych historii, w której nic nie jest zbyt proste i oczywiste? Ale do rzeczy... Bardzo mi przypadł do gustu. Jest przystojny, zabawny i ma w sobie to coś, a do tego otacza go aura tajemniczości i coś czuję, że to przyciąga Esis do niego. Widać, że szybko złapali wspólny język i pasują do siebie, jak na tą chwilę wydaje mi się, że stworzą świetny duet przyjaciół, ale czy coś więcej... cóż lepiej nic nie mówić, bo i tak ciężko przewidzieć, co zrobisz... ba! tego w ogóle nie da się przewidzieć. A na koniec mamy tragiczny i owiany tajemnicą mord na niewinnej kobiecie i sceny dantejskie wcale nie wydają się być takim głupim pomysłem, jak początkowo i się wydawało...

Caddy, co tu dużo mówić, Twoje relacje mocno wyróżniają się na tle innych, są bardzo refleksyjne, pełno w nich zaskakujących wydarzeń i mają taką niespotykaną głębię skłaniającą do refleksji. Zakładam, że to duża zasługa metafor i Twojego zainteresowania filozofią oraz psychologią. Z niecierpliwością czekam na kolejne relacje, zapewne równie genialne i wspaniałe, jak te które przed chwilą miałam okazję ponownie przeczytać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 15:21, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Wow, jestem zaszczycona tak długim i wyczerpującym komentarzem. Smile

Ależ ja nie porzuciłam Eiichiego i Toshiro. Ja tylko pozwoliłam im prowadzić simowe życie bez mojego udziału! Very Happy Haha, spodobały mi się twoje wizje!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 17:02, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Relacja 3


Minęło kilka dni, ludzie powoli zapominali o tajemniczym morderstwie. Nie było żadnych śladów, a mieszkańcy nie zawracali sobie głowy by czymkolwiek się stresować. Zupełnie mi się to nie podobało – czy nikt już nie pamięta, że niedawno brutalnie zamordowano kobietę? Czas tutaj zdawał się nie trzymać schematów obowiązujących w jakimkolwiek innym miejscu.


Chcąc czy nie, szczęście panujące wokół zaczęło udzielać się również i mnie. Może rzeczywiście nie było aż takich powodów do strachu? Nie znałam kobiety. Nie znałam sprawcy. Nikt nie znał. To chyba powinno wydawać się najstraszniejsze. Lecz prawdę mówiąc... wcale nie było.


Po tygodniu nikt już o tym nie pamiętał, włączając w to mnie. Sprawa pojawiła się i zniknęła, jakby nie była zupełnie ważna. O wiele bardziej rzeczywisty wydawał mi się pęd powietrza, rozwiewający moje włosy, piękna pogoda czy uśmiech, który coraz częściej nie schodził z moich ust.


Pewnego wieczoru dostrzegłam magnetyzującego mężczyznę na jednej z ławek w parku. Zdawał się być zadumany nad czymś. Jego oczy utkwiły w jednym punkcie, nie do końca dającym się sprecyzować.


Nie będę oszukiwać samej siebie, nie tylko jego magnetyzm przyciągał mnie do niego, lecz również jego uroda. Promienie zachodzącego słońca dodały mu w oczach błyszczących iskierek, jakby sam fakt ich opanowania nie był wystarczająco oszałamiający.
Przygryzł wargę na ledwie zauważalną chwilę, po czym ciepło się uśmiechnął, zauważając, że go obserwuję.


Zarumieniłam się, zdając sobie sprawę, że pewnie musiałam wyglądać jak kompletna idiotka, do tego wcale nie ukrywająca się ze swoją ciekawością. Nie przeszkodziło mi to w podejściu do niego i przedstawieniu się.


Miał na imię Liam... Liam – tak też nazywał się „przyjaciel - też surfer” o którym wspominał James. Odwiedziłam go przez ten tydzień jeszcze z cztery razy. Kolidowało to odrobinę z moim trybem życia, ale póki mnie nie wydalono, nie zamierzałam przestać. Upewniłam się czy zna Jamesa. Znał.


Wydawał się zaskoczony, że go poznałam, zważywszy na jego... chorobę. Stwierdził, że muszę być godna zaufania, skoro powiedział mi o XP.


Wydawał się być równie otwartym, jak nie jeszcze bardziej (o ile to w ogóle możliwe) człowiekiem co James. Do tego ten tutaj najwyraźniej wpadł mi w oko. Niewiarygodnie trudno było mi odwrócić wzrok od jego oczu, a jeszcze trudniejsze wydawało się odwrócenie wzroku od niego całego.


Zadawałam banalne pytania na temat tego czy podoba mu się miejscowość, jak fale, pogoda, atmosfera... Chwilami miałam niemiłe wrażenie, że trochę go irytuję... ale widząc jego uśmiech, wszystkie moje obawy znikały. Liam nie lubił wychodzić do miasta, dodał, że dziś dzień był wyjątkowy i wcale go nie żałuje. ;)


Był samotnikiem. Ja również ceniłam sobie samotność. Gdy zupełnie się tego nie spodziewałam, spytał „Co powiesz na kino?” Bilbord za nami wyświetlał film, który miał zacząć się za chwilę. Randka? - pomyślałam, nie mając odwagi spytać wprost. Oczywiście zgodziłam się, traktując to jako randkę.


Z dala od centrum panował zupełny spokój. Cywilizacja zniknęła- mogłoby się przez chwilę pomyśleć. W takie chwile wydaje się nam, że moglibyśmy popełnić grzech, burząc harmonię chociażby cichym dotknięciem liści. Takie momenty wydawały się nie pasować do świata. A może to jest inaczej? Może to ludzie tu nie pasują, burzą harmonię?


Film okazał się być świetną komedią. Nawet po wyjściu nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Dodatkowo odkryłam, że Liam miał niesamowite poczucie humoru.


Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest już zupełnie ciemno, choć z pewnością taka pora utrzymywała się już przez dłuższy czas. Ten facet... hmpf, jakby już nie brakowało mi „miejscowych zaginaczy czasu”.


Ale jeśli miałabym być szczera, ten tutaj mógłby zaginać mój czas do końca moich dni. To zadziwiające, ale znów poczułam się jakbym znała kogoś o wiele dłużej, niż przedstawiało się to w rzeczywistości. Dziwna dwójka – on i James.


Stanowczo stwierdziłam w myślach, że powinnam wyspać się przed szkołą. Nie mogłam znów nawalić. Z niechęcią w głosie oznajmiłam, że powinnam się zbierać i bez słowa uprzedzenia przytuliłam na pożegnanie.


Ani ja, ani on nie puszczaliśmy się przez dłuższą chwilę (a może była bardzo krótka?). Podobał mi się jego subtelny zapach, dłonie dotykające mojego ciała, ciepły policzek... Wreszcie z zaczerwionymi policzkami odsunęłam się delikatnie od niego. Zaproponował byśmy wybrali się niedługo na kolejną komedię i abym nie krępowała się przed wpadaniem do nich na plażę. Smile


Zabrałam swój rower, mając na celu bezpieczny powrót do domu. Było już ciemno, ale nie obawiałam się, że ktoś mógłby na mnie napaść. Nie, takie historie to nie tutaj.
Odwróciłam się przy kinie w stronę Liama z ostatnim uśmiechem, jednak niezgrabnie wjechałam w drzewo. Cała czerwona jechałam dalej, skupiając się tylko na drodze przede mną i słysząc ciepły śmiech za sobą. Zrobiłam z siebie idiotkę.


Schodząc z roweru usłyszałam dziwny hałas dobiegający z mojego domu. Jakby ktoś odsuwał tylne drzwi i zbyt mocno uderzył nimi we framugę. Nie byłam pewna czy powinnam tam wchodzić, czy uciekać. Wybrałam pierwszą opcję.


Wszystko wydawało się być w porządku. Po chwili dostrzegłam, że jedne z drzwi są otwarte. Niemożliwe bym tak je zostawiła, bo ten pokój stał pusty. Zginając jedną dłoń nerwowo w pięść, ominęłam próg.


W środku stała przedziwna lodowa rzeźba, przypominająca wielkiego, nieprzyjaźnie usposobionego skrzata...


Więcej nie zdołałam zapamiętać, bo zwyczajnie odpłynęłam. Świat usunął mi się spod nóg, zemdlałam.


Gdy się ocknęłam, dziwny stwór nadal tam był. Po co ktokolwiek mógłby to przytargać do mojego domu? Co to miało oznaczać? Półprzytomna wystukałam numer na policję.


Opowiedziałam, że usłyszałam hałasy w domu, ktoś się włamał. Nie zdążyłam dokończyć całej historii, bo kobieta w słuchawce rzuciła tylko „Adres. Zaraz tam będziemy.”


Gdy radiowóz zjawił się pod moim domem, dwójka ludzi – rudowłosa kobieta i wysoki, czarnoskóry brunet sprawdzili dokładnie mieszkanie. Kobieta zrobiła mi awanturę, że wzywam ich tylko po to, że ktoś dał mi jakąś nędzną rzeźbę lodową.


Usiłowałam wytłumaczyć jej, że przestraszyłam się, słysząc dziwne odgłosy, po czym znalazłam to... to... coś w swoim pokoju. Zaczynała mnie irytować, bagatelizując tę sprawę. Mężczyzna stał potulnie z tyłu, nie mając żadnego zdania w tej sprawie.


Wymachując rękami, podniosła głos niemal do krzyku, wrzeszcząc, że to pewnie jakiś mój przyjaciel zrobił mi kawał, a ja zajmuję jej cenny czas takimi zgłoszeniami.
Co za chora baba... - pomyślałam.


Poddałam się w kłótni, uważając, że moje zdrowie psychiczne tylko wycierpi na wykłócaniu się z tą kobietą. Oznajmiłam – starając się by mój głos brzmiał naturalnie, mimo wciąż tlącego się gniewu – że następnym razem, gdy ktoś będzie włamywał się do mojego domu, po prostu wezmę łopatę i trzasnę go solidnie w głowę.


Spojrzała na mnie jakbym opowiedziała jej marny dowcip po czym wyszła bez słowa. Szkoda było mi tylko tego mężczyzny... musiał znosić jako partnerkę kogoś tak... och, nie potrafiłam określić jej charakteru wyjątkowo mocnym przymiotnikiem.


Gdy radiowóz zniknął mi z oczu, przyjrzałam się dokładnie figurze. Nie podobała mi się. Więcej, wzbudzała we mnie strach. Coś było z nią nie tak. Gdy zobaczyłam siłą wyobraźni w jej twarzy tamtą wredną funkcjonariuszkę, oddaliłam się, uświadamiając sobie, że wariuję. Zamykając drzwi, rzuciłam krótkie „Roztop się jak najszybciej, zniknij.” jakby to cokolwiek miało pomóc.


Zamknęłam drzwi na klucz – nie tylko te, za którymi znajdowała się dziwna istota, ale również frontowe, tylne i właściwie... każde. Trzymałam dłonie na twarzy, poirytowana, że oto piękny dzień musiał się skończyć czymś... takim. Liam poszedł w chwilowe zapomnienie, dziękuję bardzo.


Gdy wyszłam, spostrzegłam, że na stole pozostawiono jakąś książkę. Nie było jej tu wcześniej. Byłam tego pewna. Nikt nie mógł się tu dostać, przecież dokładnie zamknęłam drzwi. Wejście oknem odpadało. Czy... czy to było możliwe by ten ktoś nadal się tu znajdował? Sparaliżowało mnie.


Rozejrzałam się nerwowo wokół siebie i niepewnie ruszyłam do przodu, spodziewając się, że w każdej chwili jakaś nadnaturalna istota wyrośnie z podłogi.
Księga wyglądała na starą. Zawierała dziwne rysunki, tekstu nie mogłam jednak odczytać, ale spostrzegłam, że w kilku miejscach były słowa mojego imienia - "esis" wstawiane w środku zdania, u początku, na zakończenie. Nie był to język, który znałam. Nie zadzwonię na policję, tego byłam już pewna.


Złapałam komórkę i wyszukałam intuicyjnie numer Susan. Boże, jeśli wiedziałabym do kogo się z tym zgłosić, co zrobić! Mamo, dlaczego teraz cię tu przy mnie nie ma?? Pewnie powiedziałabyś, że nie mam się czym martwić, że to nic takiego. Zawsze tak mówiłaś, byłaś taka beztroska...
Długość tej nocy dodatkowo przedłużała ilość nieodebranych sygnałów. Wreszcie po piątym usłyszałam jej zaspany głos. No tak, cywilizowani ludzie o tej porze śpią... Z zawstydzeniem pomyślałam o Jamesie.


Wyjaśniłam jej całą sprawę tak szybko jak tylko zdołałam. Susan rzuciła nieprzyjaźnie:
„Mówiłam ci, że nie powinnaś się w nic mieszać. Teraz to nie moja sprawa, nie mój problem. Nie mieszaj mnie w to.” po czym się rozłączyła. Nie spodziewałam się z jej strony takiego zachowania... miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co teraz zrobić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Sob 17:51, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Wow.. wow.. wow.. wow... To takie...wow....

A teraz do rzeczy: to jest wspaniałe. To rzeczywiście oryginalny rodzaj pisma i tak jak pisałem na sb: twoje relacje zbliżają się poziomami do Cerrellich Shar. Takie tajemnicze tajemnice... uwielbiam to. A noce takie ciemne, prawie że nienaturalne. I ciekawe o co chodziło z tym zdjęciem natury... czekam na kolejne części!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Karou



Dołączył: 27 Kwi 2010
Posty: 940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Myślenice.
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 18:35, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Wow. No, nie wiem co napisać. Takie fajne, tajemnicze, tajemnicze, ciekawe. Mi się podobało, bardzo, bardzo podobało. I Esis jest śliczna ^^

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mid
bÓka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 830
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 18:37, 02 Kwi 2011    Temat postu:

Podoba mi się. Nie wiem wcześniej miałam takiego lenia i nie przeczytałam.. Ale teraz wszystko nadrobiłam, kochana siostrzyczko. Kocham Twoje zdjęcia *.* + podpisy=wow,rozpływam się.
Wszystko jest takie tajemnicze.. Nigdy nie będę zrywać tajemniczych roślin, bo potem jeszcze będę miała takie upominki jak Esis,haha. Swoją drogą to ta policjantka była jakaś chora. o.O Nie lubię jej, możesz ją zabić. :P Reakcja Susan na telefon od Esis była naprawdę dziwna..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 21:34, 08 Kwi 2011    Temat postu:

Jezu... zobaczcie co znalazłam...



I się kurka wydało. :P


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:22, 09 Kwi 2011    Temat postu:

1,

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tynn
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1540
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wapno
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Sob 0:26, 09 Kwi 2011    Temat postu:

zaraz Cię forum zablokuje xd mwaha :>

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Następny
Strona 2 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin