Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Relacje Cadence - [12 listopad]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 18:59, 11 Kwi 2011    Temat postu:

Bo to są metalowe zajebiście mocne szyny tytanowe, które tylko sprawiają wrażenie nietrwałych przez żłobienia. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 14:47, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Relacja 5


Z okna pokładowego można było dostrzec już osadę. Widok nie tylko oszałamiał, lecz również zdumiewał. Zaledwie niewielkie zazielenione miejsca, pomimo tego, że wokół płynęła spora rzeka, wpadająca do morza, które także graniczyło z wioską. Przyjechałam akurat do Lafot pod wpływem impulsu. Zdecydowanie zbyt wiele rzeczy ostatnio robię pod wpływem impulsu.
Czy to źle?


Miałam szczęście – zaraz po wylądowaniu wiatr przywiał pod moje nogi ogłoszenie pracy. Czteroosobowa rodzina potrzebowała pokojówki. Czy to nie wspaniale? Darmowy pobyt, do tego będą mi płacić.


Podobał mi się sposób w jaki słońce oświetlało tutaj moje włosy. Założę się, że jest tu tak codziennie... nie to co w Sunset Valley. Nie mogłam jednak zapomnieć, że przyciągałam mnóstwo spojrzeń mieszkańców. Większość patrzyła na mnie z przerażeniem, niektórzy dodawali do tego gniewne "Hofasz", "Algul" czy "Leida te tofal". Cóż, przynajmniej nie wiedziałam co mówią, nie znając arabskiego.


Kobieta, która powitała mnie u drzwi bynajmniej nie była do mnie wrogo nastawiona. Starsi mieszkańcy Lafot chyba niezbyt lubili obcokrajowców, do tego odmieńców – takich jak ja z moim perłowym kolorem włosów.


Przyjaźnie oznajmiła, że jest bardzo wdzięczna, że zgłosiłam się do niej. Co jakiś czas nerwowo spoglądała na moje włosy, po czym na jakiś punkt za mną.


W końcu poprosiła żebym nałożyła jej chustę i sari sprzed ślubu. Obawiała się, że mieszkańcy będą patrzeć na nich nieprzyjemnym wzrokiem.


Samira pokazała mi dom, po czym zaprowadziła do miejsca, w którym miałam nocować. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało zbyt przyjemnie...


...jednak po godzinie wynoszenia, przestawiania i zawieszania, wyglądało całkiem OK.


Dziwnie czułam się w nowym stroju, jednak jeśli nie chciałam niepotrzebnie przyciągać wzroku mieszkańców, byłam do tego zmuszona. Chociaż nie byłam do końca przekonana... Wyglądałam jak albinos w porównaniu z tutejszymi.


Kilka godzin później poznałam pozostałych członków rodziny. Mąż Samiry – Beofas nie mówił w ogóle w moim języku, więc nie wróżyłam nam komunikatywnej przyszłości. Miałam jednak wrażenie, że to bardziej skłania się ku temu, że wcale nie chce ze mną rozmawiać i mnie widzieć.


Natomiast bliźniacy – Lefas i Kaira, byli niezwykle utalentowanymi wokalnie młodymi ludźmi.


Nauczyli mnie dwóch miejskich piosenek. Mówili po arabsku, jednak do porozumienia z dziećmi wystarczyła werbalność i schematyczne rysunki na piasku.


Wyjaśniono mi kilka zasad – na przykład: dzieci nigdy nie jedzą wraz z dorosłymi. Mogłoby się wydawać to dość... dziwne, skoro żyli w jednym domu i kochali się nawzajem.


Jednak najwyraźniej w tych stronach okazywanie miłości wyglądało inaczej, a wystarczyło zauważyć w jaki sposób na siebie patrzą i znikały wszelkie wcześniejsze wątpliwości.


Chcąc zacząć jakoś rozmowę, spytałam jak wyglądają tutaj noce. Księżyc sprawia delikatny chłód a może praży niczym słońce? Mężczyzna powtórzył prychnięciem słowa, które słyszałam w osadzie już wcześniej "Leida te tofal". Spytałam Samirę co oznaczają, jednak ta odpowiedziała mi milczeniem, podporządkowując się mężowi. Beofas powiedział swoim kwadratowym angielskim: Księżyc... biały wampir, który pożyczonym blaskiem wysysa ze świata wszystkie barwy.
Atmosfera zmieniła się niemal na grobową.


Szykowałam wszelkie zagraniczne potrawy aby urozmaicić posiłki. Przez te dwa tygodnie, które miałam tu spędzić, obiecałam sobie, że nigdy nie podam niczego nudnego.
Dwa tygodnie... ciekawe jak w domu. Czy ja w ogóle mogę nazwać SV moim domem? "Dom" miał chyba dla mnie znaczenie bardziej skierowane w stronę ludzi, których poznałam. Moich przyjaciół.


Nie uciekałam. A nawet jeśli to nie chciałabym się przed sobą do tego przyznać. Spójrzmy prawdzie w oczy... zaczynałam wariować. Wybrałam więc urlop, zamiast psychiatryka.
Zresztą było tu tak pięknie, że wszelkie problemy przestawały istnieć... Było tylko tu i teraz.

...


Po tygodniu bardzo zbiżyłyśmy się z Kairą. Zawsze chciała mi pomagać.
Coraz częściej dało się jednak słyszeć przyciszone rozmowy Samiry i Beofasa, później kłótnie. Czy to ja byłam przyczyną? Przygniatała mnie ta myśl...


Lecz w mgnieniu oka odprężałam się, mieszając kolejne składniki i dosypując nowo poznane, egipskie przyprawy. Ciekawe czy medytacja byłaby w stanie odprężyć mnie bardziej od gotowania. Muszę kiedyś spróbować...


Dni mijały powoli. Czas zwalniał swoje tempo, a ja korzystałam z tego w pełni, póki jeszcze mogłam.


Kupiłam aparat i robiłam mnóstwo zdjęć. Było cudownie, do momentu, aż kolejny gniewny mieszkaniec wykrzykiwał "Hofasz". Nie polubili mnie tu... Trochę przykro.


Ale nie przejmowałam się tym. Poza tym, mogłam podziwiać ten tutejszy klimat, krajobrazy, zapach piasku, rzeki, delikatność roślin i twardość kamieni... To wystarczyło by oderwać moje myśli od zielonego Sunset Valley.


Wieczorami przychodziłam do centrum, by czytać. Atmosfera po prostu nie mogła być cudowniejsza...


...gdy tylko nie dostrzegało się wrogich i zaciekawionych spojrzeń mieszkańców. Chwilami marzyłam by nałożyć na siebie burkę albo schować się w ciemnym grobowcu, gdzie nikt nie będzie zwracał na mnie uwagi.


Noce były chłodniejsze niż dnie, jednak nadal prażyły. Tęskniłam za Sunset Valley, za chłopakami, nawet swoim rozklekotanym łózkiem... Teraz wszystko to było daleko stąd, a ja miałam czas by przemyśleć ostatnie wydarzenia.


Nie zadzwoniłam jednak ani razu. Nie pisałam e-maili. Zresztą... tu najbliższy dostęp do internetu wynosi kilka godzin lotu samolotem.


Czasem całkowita izolacja jest dobra. Pomaga powrócić. Bez narzuconego zdania innych samemu dochodzi się do wniosków. Bo przecież ludzie wcale nie chcą pomocy i gotowych rozwiązań, prawda?

...


Chcąc kupić jakąś pamiątkę, wybrałam świece z pięknym smokiem. Jednak Samira uświadomiła mnie, że przepłaciłam za tak zwane "arabskie świece", które w rzeczywistości są fajerwerkami z importu z Chin.


Moje marzenia o cudownym zapachu targu i Egiptu w domu, prysły jak bańka mydlana. Ale przynajmniej jakoś uczczę swój powrót. Jeszcze 4 dni do końca wizy.
Postanowiłam więc włożyć je do otworu w ścianie, którym nigdy wcześniej nie zawracałam sobie głowy. Przynajmniej nie będą na widoku, przypominając mi o mojej naiwności.


Chciałam sprawdzić czy jest tam wystarczająco dużo miejsca, więc śmiało wsadziłam dłoń. Jednak oblazła mnie chmara paskudnych robali, żuków, dżdżownic i innego świństwa. Mogliby tu sprzątać, jeśli już decydują się na dziwne otwory w ścianach..... Przed oczami stanęło mi robactwo, które kryje się za każdą ścianą tego pomieszczenia.


Na szczęście przerwał mi tą myśl głośny zgrzyt. Na szczęście? Chwila! Boże, skad tu się wzięły schody?? Wsadziłam ponownie rękę do otworu żeby jakoś to zamknąć, ale nic takiego się nie wydarzyło.


Zrezygnowana i podekstytowana jednocześnie, śmiałym krokiem zeszłam na dół. Może zobaczę coś ciekawego? Szczerze mówiąc bardziej byłam skłonna uwierzyć, że znajdę tam starą, stęchłą piwnicę ze słoikami.


Ale myliłam się. "Zaskoczył mnie widok" – to za mało. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Spojrzałam nerwowo w górę schodów, mając nadzieję, że nikt nie odkryje, że się tu znalazłam. Czułam, że nie robię dobrze, jednak ciekawość była o wiele silniejsza.


Nie miałam pojęcia co mogą kryć te otworki w ziemi, ale z doświadczenia z poprzednim mogłam spodziewać się wszystkiego. Niepewnie je przekroczyłam.


A zaraz po tym za mną rozgległ się dźwięk wyładowań elektrycznych. Wolałam nawet na to nie patrzeć.
To nie będzie bezpieczne miejsce.


Dalej napotkałam kamienne figury. Próbowałam je poruszyć, ale ważyły z tonę... Zauważyłam jednak, że górne części są ruchome, więc z głośnym uderzeniem zrzuciłam je na ziemię. Potem ułożyłam z nich stos na miejscu, które wyglądało jakby wołało "Połóż coś na mnie, a pójdziesz dalej". I nie myliłam się.


Kolejne schody. Jak głęboko mogłam być? Pięć metrów? Dziesięć? Piętnaście?


Przed przekroczeniem kolejnych otworów w posadzce, wzięłam spory łyk likieru brzoskwiniowego od Samiry. Mówiła, że to najsilniejszy alkohol jaki zna... a mnie zdecydowanie potrzeba była teraz nierozważna odwaga. A może powinnam jednak wracać?
Nie, nie ma mowy.


Tym razem poległam. Poczułam na sobie miliony połączeń prądu, który przeszywał mnie na wskroś. Byłam w tych błękitnych sidłach. Zemdlałam.


Nie wiem ile czasu trwało zanim się obudziłam. Pomimo niekontrolowanych ruchów ciała, które zdarzały się co jakiś czas, chyba nic mi nie było. Ogarnęła mnie przerażająca myśl, że wpakowałam się w poważne kłopoty. Jeśli się nie pospieszę, nie zdążę wrócić na powierzchnię zanim ktokolwiek zauważy moją nieobecność.


Jeśli to ta rodzina coś ukrywała, zdecydowanie wykopią mnie w trybie natychmiastowym. A to tylko najłagodniejsza wersja. Przez myśl przeszły mi dziesiątki tragicznych w skutkach dla mnie scenariuszy.



Tajemne przejście, kolejna zapadnia, kolejne schody... dokąd zmierzałam? Po co uparcie szłam dalej, nie wiedząc co mnie czeka?


Z czasem zaczęłam tracić orientację. Wszystkie korytarze wydawały się takie same, czas grał na moją niekorzyść, wydawało mi się, że każda sekunda trwa kilkanaście minut.


Przestałam panikować, gdy za kolejnym tajemnym przejściem zobaczyłam ziarenko cywilizacji. Albo cały wór ziarenek... Komputery, nowoczesne telewizory... Boże, gdzie ja jestem?


Nikogo nie było w środku, więc niepewnie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na złotej tablicy widniał napis الخطيئة هي غير ذات صلة. ولا يمكن تحقيقه عن طريق الشر الخطيئة., a pod nim tłumaczenie w moim języku: Grzech jest bez znaczenia. I nie przez grzech osiąga się zło.


Na tablicach wywieszone były zdjęcia ludzi przeraźliwie bladych. Były przekreślone czerwonym markerem albo widniały na nich napisy "Hofasz", "Algul" napisane koślawym, niedbałym pismem. Nie podobało mi się to. Ani trochę. To wszystko... to było chore.
W czyimś gabinecie znalazłam rękopis w języku angielskim. Chciałam dowiedzieć się o co chodzi. Przecież nie mogłam tak tego zostawić!


Kartka była listem. Używając mnóstwa gniewnych słów, autor pisał do Beofasa (jak dowiedziałam się z nagłówka), że powinnien strzec się skutków jeśli nie wykona jego polecenia. Miał kogoś złapać. Jakiegoś człowieka... zupełnie jakby ten był kłusownikiem, a jego ofiara zwierzęciem, mającym przynieść mu nagrodę.
Odłożyłam z przerażeniem kartkę na miejsce. Dopiero teraz zauważyłam, że z drugiej strony widniało moje zdjęcie. MOJE zdjęcie.


Wycofałam się niepewnym krokiem w stronę najbliższych drzwi. Miałam nadzieję, że zmierzam na powierzchnię. W mojej głowie zapanował chaos, tak dokładnie ukrywany przez cały mój pobyt tutaj.


Ktoś na mnie polował?? Nie, nie. Niemożliwe! - powtarzałam w myślach, zasuwając schody dywanem, gdy już dotarłam na powierzchnię. Nawet nie wiem kiedy pokonałam całą trasę. Nieważne.


Nikogo nie było, ale dzień zbliżał się ku wieczorowi. Wychodziłam wczesnym rankiem... Musiałam długo leżeć nieprzytomna. Umierałam z głodu. Coraz intensywniej dochodziłam do wniosku, że śnię chory sen, a tak naprawdę leżę gdzieś na łóżku szpitalnym, w kaftanie bezpieczeństwa, w ilolatce.


Brakowało mi obecności Liama. Bałam się. Nie dbałam nawet o to, że woda moczy również rękawy sari. Po co ja komu? Czym zawiniłam, że pisze się listy, by mnie złapać?
Poczułam się zagrożona samą obecnością w tym domu. List był zaadresowany do Beofasa. Nie mogłam tu zostać.


Ani chwili dłużej. Złapałam za telefon Samiry, zamawiając bilety powrotne.
Napisałam krótką wiadomość pożegnalną do Kairy, wkładając kartkę pod jej poduszkę, zmieniłam ubrania i wyszłam.


PS. Pozwoliłam sobie użyć dwóch cytatów, słowa Beofasa i napis w podziemiach wypowiedzieli inni ludzie, nie są moją (a szkoda Wink) zasługą.
PS. 2 Wow, dzisiaj mija równy miesiąc od wstawienia mojej pierwszej relacji o Esis. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Pią 14:49, 15 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 15:06, 15 Kwi 2011    Temat postu:

W życiu bym się nie spodziewała, że wyślesz Esis na wycieczkę. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że nie lubisz simowych wyjazdów. Bardzo podoba mi się realizm w dostosowaniu do tamtejszych zwyczajów, relacje rodzinne bohaterów itp. W ogóle pomysł z pokojówką i tym strojem bardzo mi się podobał.
Egipt... A co z Mubarakiem? XD
Kurczę, podziwiam Cię też za to, ze jak chcesz napisać to napiszesz, nie zważając na to, ze ostatnio stosunkowo dużo relacji było dodanych.
Bardzo podobał mi się pomysł z piwnicą, tymi komputeram, w życiu tego się nie spodziewałam. Kocham podążanie Esis za takimi tajemnicami. No i stała się elementem jednej z nich - wymieniono ja w liście. Supertajnym liście, biorąc pod uwagę pułapki i całą resztę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 15:10, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Dziękuję za komentarz. Smile Lubię simowe wyjazdy, tylko nie lubię opisywać pułapek i grobowców. Mam nadzieję, że w relacji jednak jakoś utrzymałam to w granicach normalności? Do wciśnięcia Esis w ramy pokojówki byłam zmuszona, bo Wymarzone Podróże odmawiają mi posłuszeństwa... Sad Więc najzwyczajniej wprowadziłam ją do rodziny.
Jaki Mubarak?
Nie rozumiem dlaczego miałabym nie dodać relacji tylko dlatego, że ktoś inny dodał. Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 15:21, 15 Kwi 2011    Temat postu:

To dlaczego nie skrytykowałaś nigdy tej pogoni Adaśka za grobowcami w moich relacjach?
Już utrzymałaś.
[link widoczny dla zalogowanych] <--- Ten. XD
Nie ważne już. ^^'


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 15:23, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Wow, ktoś poluje na Esis! Ciekawe dlaczego... A relacja ciekawe, tak jak Ann powiedziała realistyczna, świetnie opisałaś zwyczaje egipskie. A do tego odkrycie przez Esis tajnej siedziby było genialne! Nie potrafie nic więcej napisać. Podobało mi się i tyle

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 15:43, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Annorelko, źle mnie zrozumiałaś. Smile Lubię czytać o grobowcach i grać w nich, ale sama nie lubię jakoś o nich pisać... Mubarak... yhm... no tego... Very Happy Nie przejmuje się takimi wioseczkami jak Lafot. Very Happy
Dzięki, za komentarz, Ver. :* A te zwyczaje egipskie... ^^' w sumie to je zmyśliłam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 15:46, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Cad genialna relacja, świetnie to rozegrałaś
Jak zrobiłaś, że mieszkała w tym domu przez 3 dni, a nie w bazie wypadowej.
Będę szczery, nigdy nie spodziewałem się, że ktoś w ten sposób wykorzysta podróże. Miałaś świetny pomysł i tego trzeba ci pogratulować.

Esis byłab7y chyba bezpieczniejsza w psychiatryku :P

Jak dodać sima do rodziny i nią grać? O.o


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hipstęł dnia Pią 15:47, 15 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 17:07, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Dzięki za pochwałę. Very Happy
Cóż... gra mi się popier...dzieliła i nie simka znika jak wybieram się nią na podróże. Ale jednocześnie odkryłam, że mogę wtedy edytować miasto zagraniczne i wsadzić simkę ze skrzyni do jakiegoś domu. Może żyć w nieskończoność...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 17:11, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Można grać rodziną w takim mieście?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 17:37, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Dożywotnio. Very Happy Ale nie wiem czy nie musisz mieć jakiegoś błędu jak mi się zdarzył...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 19:41, 15 Kwi 2011    Temat postu:

Yare, yare... I przez to wszystko zapomniałam o kulisach... Very Happy





Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Pią 19:41, 15 Kwi 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 11:10, 17 Kwi 2011    Temat postu:

Nie wiedziałam, że aż tyle mam zaległych relacji... Mogę tylko pokornie prosić o wybaczenie i jak najszybciej nadrobić zaległości...

Relacja 3
Jak to w małych, uroczych mieścinach bywa, w których grasują tajemnicze monstra, cienie z innych wymiarów i masowi mordercy, ludzie szybko zapominają o zbrodniach, albo celowo robią z nich tabu, żeby ukryć swoje mroczne sekrety i przerażającą prawdę o mieszkańcach. Może tak naprawdę wszyscy są uwikłani w jakiś kult, albo organizację, która ukrywa przed innymi bestię, czy tam innego potwora, który od czasu do czasu zabije sobie nieznajomego, żeby nie było podejrzeń... Kurcze i znów mnie poniosło... Ale nadal mam wrażenie, że to jakiś zakrojony na szeroką skalę spisek... A co gorsza, pewnie w jakiś telepatyczny sposób wpływają na Esis, żeby też o tym nie myślała i niczego nie zaczęła podejrzewać... Może chcą ją złożyć w ofierze jakiemuś starożytnemu bóstwu? Ale ten... może przejdę do relacji...

Liam jest świetny *-* Podoba mi się pod każdym względem i w porównaniu do reszty mieszkańców bije od niego normalność... Pewnie dlatego, że mieszkają w tak daleko od miasteczka. Albo tylko sprawia takie wrażenie, a tak naprawdę jest w zmowie z resztą. I znów mnie poniosło... Widać, że on i Esis szybko złapali wspólny język, pasują do siebie, ale jak znam życie nic nie jest takie proste, prawda?

Cytat:
Z dala od centrum panował zupełny spokój. Cywilizacja zniknęła- mogłoby się przez chwilę pomyśleć. W takie chwile wydaje się nam, że moglibyśmy popełnić grzech, burząc harmonię chociażby cichym dotknięciem liści. Takie momenty wydawały się nie pasować do świata. A może to jest inaczej? Może to ludzie tu nie pasują, burzą harmonię

Piękny fragment... tak bardzo refleksyjny i pobudzający wyobraźnię, co zaowocowało jeszcze dziwniejszymi wizjami, ale muszę przyznać, że ma w sobie to coś. Idealnie pasuje do klimatu relacji i podkreśla jej dojrzały charakter. Cudowny *-*

A potem ta figura lodowa, prawie zeszłam na zawał. Kto mógł podłożyć jej takie paskudztwo?! Teraz całkiem jestem przekonana, że tym miasteczkiem rządzą obcy... o tak właśnie tak... Potem jakaś przeklęta książka, przynajmniej na taką wygląda. Ktoś bardzo chce się pozbyć naszej bohaterki, ale dlaczego? Może mieszkańcy boją się, że coś odkryje i chcą, aby jak najszybciej wyjechała?

A jeszcze to zdjęcie Markusa... padłam...

Relacja 4
Chyba naprawdę chcesz mnie przestraszyć... Najpierw rzeźba i książka, a potem podczas ucieczki czyjś wzrok na plecach... aż poczułam nie przyjemny dreszcz... Nawet krajobraz sprawiał wrażenie niezwykle wrogiego, jakby tylko czekał na potknięcie Esis, żeby wchłonąć ją do jakieś czeluści... No, ale wracając na ziemię... Na szczęście Liam był w domu i do tego miałam wrażenie, że jest z grubsza zorientowany w tym, co się dzieje. Zwłaszcza to zaniepokojone spojrzenie i zrozumienie, widzieli się tylko raz, a miałam wrażenie, że wie co się dzieje. A może to on za wszystkim stoi? Specjalnie ją przestraszył, teraz zaprosi ją do domu i ślad po niej zaginie... Chociaż, nie za bardzo go lubię... on musi być tym jedynym normalnym. Poza tym jest miły, przystojny i oddał jej swoje łóżko, próbował pocieszyć i zrozumieć... idealny wzór zakamuflowanego przestępcy i złoczyńcy... może jakich psychopatyczny morderca i gwałciciel, który lubi manipulować ofiarami i je rozkochiwać w sobie? Nawet jeśli, to pasuje do Esis

Jestem pełna podziwu, że sama zdecydowała się sprawdzić dom i zgłosić to wszystko, mimo, że rzeczywiście wygląda na zwariowany koszmar... no właśnie koszmar. Sen z dziurą wyszedł ci wspaniale. Tak realistycznie go opisałaś, że całkiem straciłam odczucie, że to opis simowej gry. Wychodzisz całkowicie poza jej ramy i tworzysz coś wspaniałego, co wydawałoby się nie możliwe do osiągnięcia w grze. Może powinnaś pomyśleć nad pisaniem książek? Twoje relacje są niesamowicie klimatyczne i bardzo pobudzają wyobraźnię, a nie wiele osób potrafi osiągnąć taki sukces, aby czytelnik czytał z zapartym tchem, a jego wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach.

Relacja 5
Egipt! Uwielbiam to miejsce, a z Twoimi wspaniałymi zdjęciami miałam wrażenie, że odkrywam je na nowo. Nie wiem, jak robisz takie cudowne zdjęcia, ale zawsze jestem pod dużym wrażeniem.

Genialny pomysł z pracą pokojówki, chociaż temat podróży wiele razy się pojawia, zawsze to coś innego, a ty już całkiem poszłaś krok dalej. Rodzina wygląda całkiem przyjemnie, chociaż przez Twoje relacje nie mogę się wyzbyć myśli, że coś ukrywają, zwłaszcza, jak przeczytałam to:
Cytat:
Księżyc... biały wampir, który pożyczonym blaskiem wysysa ze świata wszystkie barwy.

Jak dla mnie szykują się kolejne kłopoty i niezapomniane wrażenia, ale samo zdanie jest niezwykle intrygujące i porywające. Jakoś pasuje mi do Esis, jakby miała się czegoś dowiedzieć o sobie...

Ucieczka od problemów nigdy nie była dobrym rozwiązaniem, chociaż w tej sytuacji wyjazd z nawiedzonego miasteczka zdawał się być całkowicie uzasadniony, tylko czemu mam wrażenie, że wpadła z deszczu pod rynnę? W prostych czynnościach kryje się coś, co nieustannie wzbudza we mnie napięcie i tylko czekam, aż coś się wydarzy... bo przecież to nie może być taki zwykły sielankowy urlop...

I mamy to, na co czekałam. Wiedziałam, że nie skończy się na czytaniu, spacerowaniu, robieniu zdjęć i odpoczynku. To by było nie w Twoim stylu. Moja wyobraźnia wyczynia jakieś cuda, a jak jeszcze dowiedziała się o liście i polowaniu, to całkiem ją poniosło. Jestem ciekawa, kto za tym wszystkim stoi i kim tak naprawdę jest Esis, bo coś czuje, że zwykłym człowiekiem, to na pewno nie. Wszystko musi mieć związek z ojcem, o którym nadal nic nie wiadomo. Kurcze Caddy, poziom tajemniczości Twoich relacji sięgnął zenitu, teraz może jakieś wyjaśnienia? Uchyl chociaż rąbka tajemnicy, bo można paść z wrażenia.

Wszystkie trzy relacje są wspaniałe i niezwykle klimatyczne, aż chce się czytać i samemu pisać. Tak trzymaj, z niecierpliwością czekam na następne i mam nadzieję, że coś się wyjaśni.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 12:16, 17 Kwi 2011    Temat postu:

Rei, jejku, dziękuję za taki długi komentarz! :* Nawet nie wiesz jak bardzo podobają mi się twoje przemyślenia na temat mieszkańców. Very Happy O tak, gra zdecydowanie uparła się żeby ta dwójka była razem... Ale ja mam co do tego coraz większe wątpliwości. Chociaż... Albo nie, nic. Powiem ci tylko, że kilka "rozwiązań" tajemnicy, o których pisałaś są całkiem zbliżone do prawdy... Ale cóż, u mnie to nigdy nie wiadomo w którym momencie coś mi się odwidzi i całkowicie zmienię bieg relacji... Jeszcze raz wielkie dzięki, czytałam zaczarowana!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Alexandre
Tarka


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Nie 21:09, 17 Kwi 2011    Temat postu:

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mam tak gigantyczne zaległości... Bardzo przepraszam i pokornie proszę o wybaczenie. Ale uzmysłowiło mi to też, że piszesz stosunkowo często, a to oczywiście na plus.

Relacja 2
Relacja podobała mi się ogromnie, ale mam ewidentny problem z napisaniem o niej czegoś konstruktywnego... Wszystko jest takie tajemnicze, poplątane i metaforyczne, że trudno mi wyciągnąć jakiś sensowny wniosek- a nawet jeśli pokusiłabym się o to, zapewne okazałby się zupełnie błędy, coby nie powiedzieć śmieszny. Jest też kwestia tego, że piszesz w niezwykle zajmujący sposób. Podczas czytania zupełnie zapominam o tym, aby w myślach robić sobie małe notatki, nie mówiąc już o tym, żeby pisać jednocześnie komentarz czy chociażby robić same małe punkty. Dlatego też cofam się jeszcze raz do początku relacji, ale wcale nie naprawiam tego błędu, tylko zaczynam czytać ponownie... Ja naprawdę nie wiem, co Ty ze mną robisz, ale w gruncie rzeczy podoba mi się to ^^ Musisz mi jednak wybaczyć pewną nieskładność komentarzy, bo zmuszona jestem pisać z pamięci. I sama jesteś sobie winna, właśnie tak.

Obrzydliwie szczęśliwe miasteczko. Wcale nie podobała mi się taka wizja, ale już po chwili przyszła refleksja, że zapewne jest ono takie tylko na pierwszy rzut oka, a autorka przez kolejnych kilka... dziesiąt/set/tysięcy/ milionów?! relacji będzie po troszku odkrywać przed nami mroczne strony tego miejsca... Nie wiem, jak owa myśl jest bliska prawdzie, ale mam nadzieję, że bardzo, bardzo. Tym bardziej, że słowa Susan o niemieszaniu się w tajemnicze sprawy zabrzmiały bardzo przekonująco. No a wzmianka o tajemniczym morderstwie wywołała u mnie radosny uśmiech, co zapewne było wielce niestosowne, zważywszy na okoliczności, ale kto by się tym przejmował...

Esis. Podoba mi się jej podejście do życia i spojrzenie na wiele spraw. Odnajduję też z nią pewne wspólne czynniki, jak chociażby to, że również nie przepadam za rozmową prowadzoną na siłę i od razu czuję bliskość z ludźmi, z którymi mogę bez skrępowania pomilczeć. Tym bardziej, że mam osobowość taką, jaką mam i często odpływam na kilka(naście) minut i jeśli ktoś potrafi to uszanować i grzecznie milczymy sobie razem... Ideał. Ale wracając do naszej bohaterki- te jej spacery po różnych miejscach, ciekawe spostrzeżenia, bujna wyobraźnia, ciepło i taka naturalność- wszystko to składa się na ciekawą osobowość i mam wrażenie, że chętnie poznałabym taką osobę w realu, dlatego o jej przygodach czytam z prawdziwą przyjemnością.

Zaciekawił mnie oczywiście James i jego schorzenie. O ile można wierzyć we wszystkie jego słowa, włączył mi się tryb podejrzliwości i pewnie oskarżam niewinnego człowieka (sima... łapię się na tym, że traktuję bohaterów jak ludzi, za pięknie piszecie Wink ), ale nic nie mogę na to poradzić. W każdym razie mimo tych paskudnych podejrzeń wydał mi się ciekawą postacią- no wiesz, otacza go taka nutka tajemniczości, a to zawsze przyciąga. Z tego samego powodu również Liam fascynuje mnie, chociaż tak naprawdę nie miał jeszcze swojego wielkiego wejścia, na które zresztą niecierpliwie czekam... a owa niecierpliwość jest tak wielka, że pozwolę sobie zabrać za kolejną relację, bo już mnie przepieka.


Relacja 3
Ja Cię bardzo, droga Caddy, przeprasza, ale komentarz do tej relacji będzie jeszcze krótszy, bo już nie mogę doczekać się kolejnej... Ale chociaż słów kilka, żeby nie było: początek tej relacji bardzo pobudził mnie do większych i mniejszych refleksji. Właśnie to bardzo ujmuje mnie w Twoich pracach- nie można ich tak po prostu niemal obojętnie przeczytać, wzruszyć ramionami i jak gdyby nigdy nic zająć się przerwanym pojęciem. Pobudzają do myślenia i na długo pozostawiają po sobie ślad. Dajmy na to fakt, że nikt nie znał sprawcy i ofiary, co powinno być najstraszniejsze, ale wcale nie było. No bo właściwie co byłoby gorsze? Opłakiwać powszechnie znaną osobę? Czy świadomość, że między nami żyła osoba, do której nikt nie postanowiła się zbliżyć, która była samotna aż do swojego tragicznego końca, i gdyby okoliczności były inne, to może nawet nikt by tego nie zauważył? Ale może lepiej skupię się na samej relacji, bo znowu odbiegam w jakieś odległe rejony...

Liam. No po prostu czułam, że będzie interesującą postacią, która przykuje moją uwagę! Pomijając charakterystyczny kolor włosów (który zresztą bardzo mu pasuje i idealnie wpasował się w moje wyobrażenie o tej postaci), to ma w sobie to "coś". Często wystarczy mi jedno spojrzenie, jedno słowo, abym poczuła sympatię lub antypatię do kogoś. Wiem, że to niesprawiedliwe i mogę tym kogoś skrzywdzić, lub wręcz przeciwnie- przecenić, ale już tak po prostu mam. A Liam od samiutkiego początku mnie zafascynował i już. Mam nadzieję, że odegra sporą rolę w przyszłych wydarzeniach. A już taką bardzo cichutką, że nie będzie to rola tego złego... Dodam jeszcze tylko, że akcja z wjechaniem w drzewo była absolutnie urocza i osobiście odebrałabym ją bardzo pozytywnie.

Inaczej sprawy mają się z tym czymś, co trudno nawet nazwać rzeźbą. Kiedy zobaczyłam Marcusa maczającego paluszki w powstanie takiej maszkary wszystko stało się ciut jaśniejsze, ale ja już lepiej nic nie mówię... W każdym razie ów twór w połączeniu z tajemniczą książką i dziwnymi wydarzeniami oraz ludźmi z miasteczka... coraz bardziej umacnia mnie w przekonaniu, że będzie się działo, oj będzie. Tysiąc scenariuszy przebiegło mi przez głowę, ale doszłam do wniosku, że jeden jest głupszy od drugiego, więc pominę je stosownym milczeniem. W każdym razie była to kolejna niesamowita relacja, dlatego szybciutko biorę się za czwóreczkę.


Relacja 4
Wow, wow, WOW! Caddy, to jest naprawdę świetne! Przenosisz mnie w inny świat swoimi wspaniałymi opowieściami, naprawdę. Zupełnie mnie pochłaniają... Wiesz, jakbyś napisała obszerną powieść, to zapewne przepadłabym z nią na calutką noc albo i dłużej ^^ Zaczynając od samej ucieczki- Ty wiesz, że nawet nie zauważyłam, kiedy z pozycji leżenie na brzuchu na kanapie, nagle znalazłam się siedząc na podłodze? Zagadkowe jak Twoje relacje :P W każdym razie tylko czekałam, aż zaraz z ciemności wyskoczy jakaś podejrzana kreatura, ale pewnie byłoby to za wcześnie... Ale ta też jest dobrze, przynajmniej wpadła w ramiona Liama (i to dosłownie, ha!), a to bardzo mi się podoba. No jakoś go polubiłam i dlatego tym bardziej drżę, czy nie przygotowałaś dla niego czegoś złego... Ale po co zakładać czarne scenariusze od razu. Ogromny plus dla faceta za wspaniałe spełnienie się w roli pocieszyciela, opiekuna i gospodarza. Całkiem rozczulił mnie grzecznym przeniesieniem się na niewygodną kanapę, i to na zewnątrz... a swoją drogą, czy to oby nie było niebezpieczne i lekkomyślne z jego strony? No chyba, że sam jest zagrożeniem, ale nie, nie, i po stokroć nie. Nie mój Liam.

Zwrócę jeszcze uwagę na sen z dziurą, bo było to po prostu genialne, nawet jak na Twój niezwykle wysoki poziom. Klimatyczny opis i wręcz magiczne zdjęcia... nie wspominając już o tajemniczym zakończeniu, przez które właśnie na dziurze zakończę ten komentarz i szybciutko zabieram się za kolejną relację. Chociaż jakoś mi smutno na samą myśl, że to już ostatnia w kolejce...


Relacja 5
To już ostatnia, buuu Ech, ale cóż poradzić. Pokojówka? Mogłam się spodziewać, że u Ciebie nawet wyjazd wakacyjny nie może być standardowy. Zawsze zaskakujesz w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I już sam motyw z pracą całkowicie by wystarczył, aby było nietuzinkowo i ciekawie, ale oczywiście musiałaś pójść o krok dalej i zaserwować nam niesamowity motyw polowania. Wow, tego na pewno się nie spodziewałam. Zrodziło się tak wiele tajemnic, jakby już w poprzednich czterech relacjach nie było ich wystarczająco wiele... Chylę czoła przed pomysłowością, ale i sposobem realizacji tychże pomysłów. Wyjazd do Egiptu był bardzo dobrym pomysłem- niby coś na kształt ucieczki i przerywnika, ale utrzymany w tym samym klimacie, tworząc spójną i przemyślaną całość.

To, co nie mogło umknąć mojej uwadze podczas czytania wszystkich relacji, to również mistrzowskie zdjęcia. Nie sądziłam, że w simsach można uchwycić te jakże znajome miejsca w tak piękny sposób. Często zatrzymywałam się przy fotkach i po prostu gapiłam na nie z nieelegancką rozdziawioną buzią. Także Twoi simowie odznaczają się ogromną urodą. No i coś, co również bardzo mnie urzeka, czyli to, że każdy Twój bohater jest taki unikalny, ma swój styl i osobowość, czymś się wyróżnia. Zaś szczególnie podoba mi się, jak ubierasz Esis.


I co ja będę wiele mówić... Po prostu genialne relacje ze świetnym budowanym klimatem i napięciem, przemyślaną i złożoną fabułą oraz budzącymi zainteresowanie postaciami. A wszystko to pięknie opisane i wzbogacone cudownymi zdjęciami. Czego chcieć więcej? Dziękuję za bardzo mile spędzone niedzielne popołudnie i mam nadzieję, że takich chwil będzie więcej Ach, i mam również nadzieję, że nie znudziłam Cię tym wszystkim powyżej... Obiecuję w tej kwestii poprawę...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Następny
Strona 4 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin