Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Relacje Cadence - [12 listopad]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 14:45, 20 Kwi 2011    Temat postu:

Tak długi komentarz... Obawiam się, że przeczytanie całości za jednym razem może źle wpłynąć na moją jakąkolwiek fizyczną zdolność do pisania...
:hamster_redface:

Sen z dziurą miał być metaforą oczywiście... Niektórzy (jak Krzyś) od razu skojarzyli dziurę z czymś z ludzkiej anatomii... To ogromny komplement, że uważasz, że moi simowie, których tworzę są od siebie zupełnie różni! Staram się każdemu z nich nadawać konkretną osobowość, ale oczywiście kończy się to tym, że tak naprawdę nic nie przemyślałam tylko jadę na żywca - i właściwie to niezupełnie świadomie nadaję im cechy, tylko poznaję je i ich samych w trakcie grania nimi...


:hamster_rofl:
Jesteś dla mnie za dobra tymi pochwałami!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Śro 21:16, 20 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Śro 22:10, 20 Kwi 2011    Temat postu:

    Relacja 6

"Jeszcze nasycam się powietrzem, oddechy przenajświętszych karmią serce przez nos. Później późnym popołudniem, gdy cienie będą dłuższe i smutniejsze niż są... Później – przeczuwam to podskórnie, wszystko nagle utnie się, przemieni na proch..."
    Coma - Ekhart



Zaraz po przyjeździe nie mogłam się pozbierać. Strach zastępowałam nieustającym potokiem łez, a tą przerażającą niepewność wyrażałam – z poczatku – zupełnie nieświadomie zaciskaniem dłoni w pięści. Chciałam walczyć, tak bardzo chciałam mieć w sobie tyle siły by z dumą stawić czoło przeciwnikowi!


Ale... ja nawet nie wiedziałam komu zależy na tym, by mnie usunąć z tego świata. Przez chwilę przemknęła mi wizja ojca jako uzurpatora życia i śmierci... Ale to przecież niemożliwe! Zawsze żył w mojej umyśle jako ciemna luka w pamięci, która z pewnością miała powód by zostawić mnie i mamę. To... to nie mogło być to. Głupia, głupia!


Gdy tylko nabrałam sił, zrobiłam całkowite przemeblowanie domu z bólem serca wykorzystując odkładane pieniądze. Nie mogłam żyć w krwiście purpurowych ścianach, które tylko wywoływały we mnie niepokój. Nie chciałam niepokoić Jamesa z prośbą o pomoc ze względu na jego chorobę.


Liam... ech, Liam surfował na Hawajach, miał wrócić za kilka dni... Dlaczego wywoływało to we mnie tak dziwne, na nowo poznawane uczucia? Grałam silną, ale mogłam złamać się przy najbliższym podmuchu wiatru. Bałam się przyznać przed sobą, że się boję.


Kiedy wrócił... opowiedziałam mu wszystko. Nie miałam odwagi by powiedzieć to Jamesowi. A może bałam się, że nie będzie w stanie nic na to porwadzić? Ja chyba... czułam się przy Liamie najbezpieczniejsza na świecie. Wydaje mi się, że podświadomie zawsze miałam wrażenie, że ten człowiek ma rozwiązanie na wszystko.
Długo zastanawiał się, gdy opowiedziałam mu historię o liście z moim zdjęciem.



Po czym z teatralnym gestem stwierdził, że nie mam się co przejmować, skoro przez te kilka dni bez niego w Sunset Valley nic mi się nie stało. A skoro już tu jest, to będzie bronił mnie nawet jeśli będzie musiał stawić czoła samemu Bogu. Smile
Tak bardzo było mi lżej, gdy usłyszałam i poczułam w sercu, że mogę na niego liczyć. Potrzebowałam oparcia, a szczególnie w kimś kto samą swoją obecnością sprawiał, że czułam się bezpieczna.


"Zaplanował" nam również grafik zadań "pod warunkiem, że nikt mi gdzieś po drodze głowy nie urwie". Chcąc nie chcąc moje złe myśli oddalały się, zastępując pozytywnymi emocjami. Odnalazłam ukojenie w dźwiękach pianina, nawet jeśli nie raz dostawało mi się, że zamiast czytać nuty zapamiętuję ruchy jego palców...


Obrzucił mnie kilkoma książkami OSHO – jego "ulubionego" nauczyciela duchowego dzisiejszych czasów. Były wspaniałe, ale chwilami musiałam mocno się opanowywać, by nie zamknąć ich i nigdy więcej nie otwierać. Co prawda uprzedzał, że jest kontrowersyjny... ale żucie gumy naturalną chęcią mordowania istot żywych?? *1


Troszczył się o mnie. Jednak przerażenie jest emocją krótką – nie trwa wiecznie, jeśli nic nie daje ci powodu, by bać się nadal. Myślę, że Liam był dla mnie barierą, oporą, która pomagała by nic nie dawało mi takiego powodu. Kto wie... może sama doszukiwałabym się ich, gdybym była zdana tylko na siebie?
"Jeśli chce się coś dostrzegać, to zacznie się prędzej czy później."


Spędzaliśmy teraz ze sobą dużo czasu. A wieczorami również z Jamesem. Coraz częściej miałam więc okazję by oglądać poranki na "ich" plaży. To zadziwiające, ale nie czułam niepokoju. Przestawałam bać się być sama, właściwie to coraz bardziej podobała mi się samotność. Na nowo.


Pomagałam mu odnowić i wysprzątać kawiarnię. Poprosił mnie nawet, bym pomogła mu ją prowadzić, jeśli tylko zdołamy ją otworzyć. Tak podobało mi się, gdy mówił o nas "my"...


Jego ośli upór po moim wyznaniu "Naprawdę czuję się już bardzo dobrze, dzięki tobie." doprowadził do tego, że uczył mnie karate. Szybko przewyższyłam go umiejętnościami, zdobywając czarny pas. Potem zaproponował rysowanie. Z tym także nie miałam problemów, mimo, że nigdy wcześniej nie rysowałam.
Zaczynało to dziwić nie tylko mnie, ale równiez jego. Wszystko przychodziło mi tak łatwo... Za łatwo.


Ostatnio Jamesowi pogorszyło się. Biedak potykając się zapalił światło, nie mając na sobie żadnego kremu z filtrem. Na całe szczęście nie stało mu się nic więcej poza kilkoma poparzeniami...


Nie dał wpakować się do szpitala, zresztą wcale mu się nie dziwię. Ludzie już i tak zrobili z niego miejscową legendę – wampira. A jakby dodać jeszcze do tego problemy przy hospitalizacji i "bombardowaniu" promieniami UV...


Jednak nie to mnie martwiło. James coraz częściej mówił o śmierci... Kilka razy wspomniał, że zawsze marzyła mu się śmierć sprzeciwiająca się ograniczeniom jakie sprawiała jego choroba. Chciał spalić się w świetle wschodącego słońca. Chciał zobaczyć je na własne oczy, jeśli nic więcej nie mógłby już potem zrobić...


Robiłam wszystko by postawić go na nogi. Nie mógł się poddać. Byłam twarda... ale głęboko w sercu tak bardzo się bałam.
Bratku, nie rób mi tego! I Liamowi.
Błękit oceanu uspokajał moje myśli, koił ból zagnieżdżony w moim sercu przez nadal tlącą się niepewność.


Szklana tafla poranka i popołudnia miała towarzyszyć mi coraz mniej jako zwiastowanie dnia, lecz nocy. Chciałam przestawić się na ich tryb... widziałam jak ciężko jest Liamowi przebywać ze mną we dnie i jak zmęczony jest później w nocy, przy Jamesie. Ale nie chciałam tego tylko ze względu na niego... chciałam tego również dla siebie.


Zdecydowałam, że zwolnię się z posady nauczyciela, gdy tylko moja klasa licealna napisze test maturalny. Trzy tygodnie...




Trzy tygodnie później. Miesiąc po powrocie z Egiptu.


Pracowałam jako psychiatra na zmianie nocnej. Szczerze mówiąc trafiały mi się przez to najtrudniejsze przypadki, lecz lubiłam swoją pracę. Moja pomoc i jej widoczne rezultaty rekompensowały wszelkie niedogodności. A siniaki i podrapania nie były czymś wielkim... *2


Czas, który tak często pożytkowaliśmy razem doprowadził w końcu do tego, że między nami wytworzyło się szczere uczucie.


Kochałam go... a świadomość, że i on kocha mnie sprawiała, że odkrywałam w sobie ogromne pokłady odwagi, siły, pewności, energii.
- Twoja "terapia" nabiera niebezpiecznych obrotów. - zaśmiałam się pod nosem.


Ale nie wszystko było takie proste... Utrudniali nam dostanie pozwolenia na otworzenie lokalu, James nadal nie mógł wydostać się z "błędnego koła myśli", w który wpadł, nie mogąc się wyszamotać, Liamowi nie podobały się moje ostatnie "obrażenia" jak je nazwał, a do tego ludzie nabierali coraz więcej agresji i złości do "Piekielnej Trójki ukrytej na zachodniej plaży"...


Gdy tylko zauważał, że przejmuję się jego stanem, odrazu zmieniał wyraz twarzy, udając, że to wcześniej nigdy nie miało miejsca. Dlaczego zawsze chciał grać tak odprężonego? Dlaczego nie dopuszczał do siebie nikogo, jednocześnie będąc podporą dla wszystkich wokół?


Och, na śmierć bym zapomniała... w Sunset Valley pojawiła się nowa osóbka, aktorka, która zaczęła grywać główne role w miejscowym teatrze. Nie wiem czy kiedykolwiek zdołam nazwać SV "moim"...


Przy naszych pierwszych spotkaniach mogło odnieść się wrażenie, że pałamy do siebie szczerą nienawiścią. Zaczęło się od mojego głośnego komentarza po spektaklu o "zadufanej w sobie panience z wielkiego miasta", gdy zachowała się zdecydowanie arogancko. Wywiązała się z tego kłótnia na pierwsze strony gazety lokalnej, a my przy każdym przypadkowym spotkaniu warczałyśmy na siebie jak pies z kotem.


Co dziwne, pies i kot doszli w końcu do porozumienia, tworząc pierwszą iskrę, która miała niebawem podsycić się do rozmiarów wszechogarniającego ognia. Właściwie... to była wspaniałą osobą.


A rozmawiało nam się wspaniale. Miałyśmy podobne zainteresowania i podobne wartości. Winnie chyba jako jedynej nie przeszkadzała moja przyjaźń z Jamesem i związek z Liamem. Całe miasteczko sprzeciwiło się przeciw nam...


Tęskniłam za dniami, dlatego czasem "zarywałam noce (czyt. dnie)", by trochę pobyć na odświeżającym słońcu. Oczywiście żaden z chłopaków nic o tym nie wiedział. Dopiero James obrzuciłby mnie przeprosinami, dodając kolejne wyrzuty sumienia do swojego skołatanego serca...


Żadna z nas nie potrafiła dokładnie wskazać momentu kiedy z wrogów zmieniłyśmy się w znajome, a w znajomych w przyjaciółki...


Sypialiśmy różnie – raz u niego, raz u mnie, innym razem oddzielnie. Ale zdecydowanie lepiej czułam się, wiedząc, że jest przy mnie.


Najspokojniej zasypiałam czując jego obecność, ciepło, zapach, dotyk... To uczucie było uzależniające, ale zdecydowanie nie chciałam zrywać z "takim" nałogiem. Nie teraz, gdy "mój morderca" dał mi jakiś spokój, nie gdy razem przeciwstawialiśmy się miastu.


Po prostu chciałam przy nim być. Niczego więcej nie potrzebowałam do szczęścia. Moglibyśmy znaleźć się w odchłani samych piekieł, ale nie oszukujmy siebie... gdyby był tam ze mną, uczynilibyśmy z tego niebo w naszej wspólnej rzeczywistości.


Kiedy kierował mną jeszcze lęk po powrocie, a Liam musiał wyjeżdżać, przytargał do mojego mieszkania swoją pierwszą deskę do surfingu. Zaklinał się, że jej magia odgoni każdą moją złą myśl.
- Głupku... to nie deska odgania moje myśli tylko myśli o tobie je odganiają...


Prowadziliśmy więc całkiem normalne życie, jeśli nie brać pod uwagę naszej opinii. Małe miasteczka czasem potrafiły człowieka wykończyć... Chyba zawiedlibyśmy ludzi otwarcie wyznając, że wcale nie sprowadzamy do domu niewiast wysysając z nich krew, a w piwnicy nie mamy stosu ciał zabitych po różnorakich torturach...


Te głupie historie nawet mnie śmieszyły kiedy widziałam uśmiech na jego twarzy. A ten facet miał tak wiele różnych odsłon uśmiechów... Poza tym, który ukrywał wściekłość mogłabym rozpływać się godzinami...


- Esis, kochanie...?
- Hm?
- Czy to aby napewno dobry kanał...?



*Liam wykonuje ruchy, które robi facet w telewizorze, podnosząc ciężary...... tylko Złotowłosemu ciężarów brak. Very Happy*


"Noc jest z milcznia skrzydeł ptasich 
gwiazdy z mądrości swoich oczu 
rozkute w planetarnym czasie 
po grzbiecie nieba światło toczą 
...
A my z wiecznego niepokoju 
z przelotów wiatru,z garści cienia 
z brzóz przedwieczornych 
które stoją nad cichą rzeką zamyślenia"



Uwielbiałam, gdy zanosił mnie pod prysznic po wspólnych ćwiczeniach czy bieganiu...


Uwielbiałam jego całego.
(uhm, pojęcia nie mam skąd wziął mu się ten smok... Esis też go miała, ale usunęłam, gdy się zorientowałam. Podejrzane. o.O)





"Niezliczona ilość najjaśniejszych barw
Ogromna siła i wszechświat gówno wart "



"Nie na pewno lecz wiem, tu gdzie kończy się noc
I nie zaczyna się nowy dzień..."








*1 – Osho jest prawdziwą postacią i rzeczywiście wczoraj przeczytałam dokładnie: "Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś. Gdyby był świadomy dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi bardzo niewinną działaność – żucie gumy." Ok, rozumiem, że żucie gumy jest nie do końca świadome i wynika po części z chęci wyładowania emocji... Ale dlaczego używać tak ostrych słów jak mordowanie?

*2 – Esis pracuje na oddziale zamkniętym. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale to poniekąd również moje marzenie. Chociaż może sama nie wiem co mówię...


Mam nadzieję, że nie zanudziłam i się podobało. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Caddy dnia Czw 14:59, 21 Kwi 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Śro 23:02, 20 Kwi 2011    Temat postu:

Cad świetna relacja, tamta była ciekawa, ale ta również bardzo mi się podobała.
Ten twój smok to najprawdopodobniej tatuaż ściągnięty z netu, czasami same się tak ustawiają. Te ćwiczenia były ciekawe, szczególnie podnoszenie ciężarów.
No cóż... Esis znalazła bardzo ciekawą pracę, nie chciałbym takie, ale jeśli tobie i jej się taka podoba to ok

Fajny motyw z ta jej nową przyjaciółką.

Nie wiem czemu, ale jak czytam twoje relacje to zawsze mi się coś kojarzy... masz na mnie dziwny wpływ xDD

"Niezliczona ilość najjaśniejszych barw
Ogromna siła i wszechświat gówno wart"

Genialny cytat^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 7:26, 21 Kwi 2011    Temat postu:

Historyjka bardzo mi się podobała. Początek bardzo zachęcił mnie do czytania, gdyż takie cytaty na początku rozdziału/relacji kojarzą mi się z moją ukochaną Atramentową Trylogią. ^^
Mam nadzieję, ze James nie popełni samobójstwa. Rozumiem, ze żyje mu się bardzo ciężko, ale zabić się nie może, prawda?
Nie wiem, czy już o tym wspominałam, wiem, że przyjaciel Esis dawno nie pojawił się osobiście, ale uważam, ze genialnie dobrałaś skintone Jamesowi, wygląda na prawdę na kogoś z chorą skórą.
Bardzo lubię Liama, taki pomocny, obojętnie jakby nie był zmęczony. Mam nadzieję, ze będzie z Esis już na zawsze, że wezmą ślub i będą mieli dzieci. ^^
No i bardzo się cieszę, ze Esis znalazła przyjaciółkę. Jejciu, co jeszcze napisać... też nie zgadzam się z tą teorią o życiu gumy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 13:03, 21 Kwi 2011    Temat postu:

Dla mnie dziwns była scena łóżkowa, najpierw "czy aby na pewno dobry kanał?", a potem hops do łóżka. Relacja bajeczna! Nie wiem dlaczego ale czytając tę relację w myśl mi przychodzą, że któraś z osób które zna Esis chcę ją zabić (to chyba po przeczytaniu poprzedniej relacji i tej jak pojawiła się nowa przyjaciółka). Mam nadzieje że zaskoczysz jeszcze bardziej nas wszystkich. Nie mogę sie doczekać kolejnej relacji.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 15:16, 21 Kwi 2011    Temat postu:

Z całego serca dziękuję za wasze komentarze! Są dla mnie na wagę złota

Cytat:
Rozumiem, ze żyje mu się bardzo ciężko, ale zabić się nie może, prawda?

Zachowam dyplomatyczne milczenie.

Cytat:
Nie wiem, czy już o tym wspominałam, wiem, że przyjaciel Esis dawno nie pojawił się osobiście, ale uważam, ze genialnie dobrałaś skintone Jamesowi, wygląda na prawdę na kogoś z chorą skórą.

Ooo... dziękuję. Smile Chociaż nie skupiałam się na tym, by jego skóra przypominała pergaminową (poza jej bladością).

Cytat:
Dla mnie dziwns była scena łóżkowa

To dobrze, że nie miałam jak opisać sceny pod prysznicem, bo dopiero byłbyś zniesmaczony... ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hipstęł
SimKreator
SimKreator


Dołączył: 02 Kwi 2010
Posty: 2005
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 3/5
Skąd: Trn
Płeć: Chłopak

PostWysłany: Czw 15:40, 21 Kwi 2011    Temat postu:

Ver, bo on zanosił ją pod prysznic, a potem do łóżka, a potem... nie będę ci tłumaczył, co było dalej.
Cad a ja tak na nią liczyłem... Wiesz, że gdzieś był kiedyś taki prysznic do dwójki...?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rei
Kage Baba


Dołączył: 06 Kwi 2010
Posty: 1994
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z wnętrza siebie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pon 17:36, 25 Kwi 2011    Temat postu:

Caddy, mówiłam Ci już, że piszesz wspaniałe relacje? Normalnie ciężko się od nich oderwać i domagam się znacznie dłuższych i znacznie częściej! Zawsze, jak czytam Twoje relacje mam wrażenie, że otwieram starą pełną tajemnic księgę, która pochłania mnie całkowicie i zaskakuje niemal na każdej stronie, tworząc wokół mnie świat, który tętni życiem...

Ojciec Esis coraz bardziej mnie intryguje... Taka tajemnicza postać, która we wszystkim macza palce, pociąga za wszystkie sznurki, a nikt nie wie o jej, w tym przypadku jego, istnieniu. Pewnie jest jakąś nadnaturalną istotą i musiał porzucić ukochaną wraz z dzieckiem dla ich własnego dobra, aby ludzie na nich nie polowali, ale jednak nie do końca mu się udało i jego córka padła ofiarą łowców, którzy tylko czyhają na moment nieuwagi z jej strony... i znów mnie poniosło... wybacz...

Liam to wspaniały facet, ma w sobie to coś i do tego obiecał chronić Esis. Już go kocham *-* Swoją drogą coś mnie w nim niepokoi, przecież w tym miasteczku nie ma normalnych ludzi, więc jaki sekret skrywa Liam? Bo znając Ciebie coś musi być... przecież to nie będzie taki zwykły, kochany, uroczy i czuły facet... chociaż mógłby taki być...

Cytat:
Co prawda uprzedzał, że jest kontrowersyjny... ale żucie gumy naturalną chęcią mordowania istot żywych??

Brak mi słów... zwyczajnie w świecie padłam ze śmiechu xD

Podobało mi się jak pisałaś o Jamesie. Od początku go polubiłam, a teraz lubię jeszcze bardziej. Mimo dziwnej choroby ma w sobie taką głębię i jest niezwykle urzekającą postacią. Szkoda, że jest go tak mało w relacjach, bo z chęcią jeszcze bym go zobaczyła.

Liam i Esis razem! Na to czekałam! Teraz nie może się okazać zwykłym draniem, który najpierw zdobył jej zaufanie, aby potem ją sprzedać... To się nie może zdarzyć. Jakoś pasuje mi do nich sielankowe szczęście i ciepło, które od nich bije, gdy są razem. Bardzo spodobał mi się sposób w jaki o nich piszesz. Z jednej strony jest taki lekki i przyjemny, a z drugiej ma w sobie coś, co skłania do refleksji i przemyśleń. Jakbyś chciała dać jasno do zrozumienia, że to nie jest zwykły związek, tylko coś znacznie głębszego niż mogłoby się wydawać.

Na koniec dodam tylko, że cała relacja jest świetna i bardzo mi się podobała. Piszesz wspaniale i wprost nie mogłam się napatrzeć na te wszystkie wspaniałe zdjęcia. Jesteś mistrzem!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Czw 20:41, 28 Kwi 2011    Temat postu:

Dziękuję, kuję, uję Rei! :***

    Relacja 7


Podczas gdy Liam uczył mnie relaksacji i medytacji, ja dawałam mu korki z gotowania. W końcu ktoś będzie musiał zająć się gotowaniem, gdy mój brzuszek podrośnie, a koordynacja ruchowa ograniczy się do 150 m na dzień. Smile


Czy można zdawać sobie świadomie sprawę, że rozpoczyna się jakiś nowy rozdział w swoim życiu? Że coś się w nas samych zmienia i bynajmniej nie jest to rozwijanie się dzieciątka pod sercem, a coś bardziej ze sfery psychologicznej?


Często miewałam teraz skrajne huśtawki humorów, na które Liam zupełnie nie wiedział jak reagować. Zwykle wpadał w panikę wołając "Przepraszam, przepraszam, przepraszam." Och, może bym i wybaczyła... gdybym pamiętała z jakiego właściwie powodu spłynęła pierwsza łza.


Liam dotykał mnie inaczej niż kiedyś - jego ruchy były bardziej delikatne. Czułam się jak bogini kiedy okazywał mi tyle czułości. Pamiętał o dziecku i szczerze mówiąc miał widocznego fioła na jego punkcie. Jego jeszcze nie narodzone oczko w głowie... Wink


Nigdy wcześniej nie czułam się tak szczęśliwa, było idealnie. Mamo, tak szkoda, że nie mogę dzielić mojego szczęścia wspólnie z tobą...
"Idealność?? Co za nieistniejąca bzdura stęsknionych umysłów..." - podpowiadał głosik w głowie. Och, dlaczego sama sobie utrudniałam swoje życie? Cieszę się, och oczywiście, że tak! Jednak jakaś część mnie nie może uwolnić się od myśli, że wszystko kiedyś się kończy... Głupia.


Pewnego wieczoru odwiedziła nas Susan. Właściwie nie tyle co odwiedziła, a stała przed domem, najwidoczniej nie zamierząjąc nic robić – po prostu stać. Wyszłam więc się z nią powitać...


...ale zabrakło mi słów na jej widok. Jej oczy odbijały światło księżyca tak widocznie... tak, tak nierealnie. Nie wiedziałam wtedy kim była, a raczej kim się stała. Zapamiętałam tylko jej pusty wzrok, nie wyrażający żadnych emocji.


Szybko jednak zapomniałam o tej sprawie z powodu dziwacznej kobiety, która przyczepiła się do Li. Nie dość, że jej trajkotanie doprowadzało do szału to głośno opowiadała, że odkryła w sobie kalifornijską boginię surfingu – Weiwu, a w Liamie odkryła jej "męski odpowiednik". Och, bądź sobie kimkolwiek tylko nie szukaj boga do pary w moim facecie!


Dziewczyna z wyższością patrzała na wszystkich innych ludzi, a mnie najczęściej traktowała jak powietrze. Doprawdy nie miałam pojęcia dlaczego Liam ją lubił. Stała się częstym gościem w naszym domu, co jeszcze bardziej mnie irytowało.


Kiedy powiedziałam szczerze co o niej myślę, zrobił kocie oczy jakby nie do końca zrozumiał mój sposób myślenia.


Po czym zupełnie naturalnie dodał, że napewno ją z czasem polubię - ani trochę nie potraktował mnie poważnie. Niedoczekanie! Żadna obca baba nie będzie na moich oczach próbować flirtować z facetem, którego kocham.


Kiedy przychodziła albo walczyłyśmy ze sobą o terytorium (najwidoczniej czuła się tu jak u siebie) albo z uśmiechem oznajmiałam, że wolę nie psuć sobie humoru siedząc w jednym pomieszczeniu z "Fu". Liamowi ten stan rzeczy w ogóle się nie podobał, ale mimo to trzymał stronę Włochatej.


Gdy pierwszy raz z powodu Fuu wyszłam z domu, byłam bliżej odkrycia przyczyny dziwnego zachowania Susan niż kiedykolwiek. W pustym parku natknęłam się na starszego mężczyznę. Dziwne... miałam wrażenie, że skądś go pamiętam.
Jego oczy odbijały światło księżyca w ten sam sposób, który widziałam u Susan. Miały w sobie niezwykłą głębię, ale najstraszniejszy wydawał się ból, który także skrywały. I miał... kły.


Za każdym razem gdy zastanawiałam się nad wyglądem wampirów, w mojej głowie ukazywał się tylko jeden schemat – idealny wysoki mężczyzna bądź też kobieta o szlachetnych rysach twarzy i dostojnej posturze. Zawsze otaczała go mgiełka magii, tajemnicy, którą każdy człowiek chciałby poznać. Taki... ulepszony model człowieka.


Tymczasem rzeczywistość malowała to zupełnie inaczej. Temu wampirowi brakowało dostojności. Brakowało mu idealności. Właściwie to był tylko idealnie nieidalny...
Dlaczego tak łatwo było mi uwierzyć w istnienie czegoś "nie z tego świata"? Chyba byłam bardzo naiwna i głupia albo stuknięta.


Kiedy spotkałam go kolejny raz (co dziwne nie zrobił mi nigdy żadnej krzywdy, choć z początku tego właśnie się obawiałam) miałam dla niego mieszankę ziół i leków wykradzionych ze szpitala. Spreparowałam ją sama w nadziei, że zadziała tak jak się tego spodziewałam – miała działać uspokająco i przeciwdepresyjnie, jednak jej skutkiem ubocznym okazało się zwiększenie apetytu. Musiałam więcej nad nią pracować...


Pewnego razu Liam dowiedział się o mojej "pomocy" wampirowi. Wpadł w istny szał. Pierwszy raz widziałam na jego twarzy tak wyraźną wściekłość, taką ilość niekontrolowanych ruchów i nienawiść...


Tonem nie znoszącym sprzeciwu wymusił na mnie obietnicę, bym nigdy więcej nie zbliżała się do czegoś takiego. "Obiecuję", skłamałam.
Nie mogłam biernie patrzeć jak ten człow... jak jakakolwiek istota na tej planecie cierpi.


Ginekolog stanowczo odradził nocny tryb życia podciaż ciąży. Dzieciątko rozwijało się z dnia na dzień, jego dobro było na pierwszym miejscu. Często wybieraliśmy się na spacery po oberzach Sunset Valley. Nie oznaczało to oczywiście, że nie widywaliśmy się z Jamesem. Zaraz po zachodzie słońca spędzaliśmy ze sobą kilka godzin, choć wydawały się minutami...


Śniłam tylko jeden sen, który wciąż się powtarzał. Znałam już to niepokojące uczucie, więc nie byłam z tego powodu zadowolona.
Widziałam mężczyznę wbijającego swoje długie, kościste palce w szybę.


Nie widziałam jego twarzy, ponieważ zakrywał ją dłońmi lub stał tyłem. Emanował od niego niepokój i bezsilność. A przynajmniej... a przynajmniej tak właśnie mi się wydawało.
Powoli zaczynałam żałować, że Zygmunt Freud nie mógłby postawić mi analizy i wyjaśnić jego istotę... Chociaż z jego "Psychoanalizy" najbardziej wbiło mi się do głowy spanie na niesymetrycznie ułożonym względem poduszki jaśku, jako oznaka snów erotycznych o własnych rodzicach... więc chyba nie byłam do końca pewna czy chciałam usłyszeć jego diagnozę...


Gdy dziecko zaczęło kopać, Liam zupełnie zapomniał o świecie. Trajkotał o nim jak katarynka. Smile To było dosyć urocze, ale na dłuższą mętę męczące... Chociaż z drugiej strony... był taki słodki gdy ze szczoteczką do zębów w ustach albo z mokrymi włosami przybiegał wołając "Kopnął?? To będzie silny surfer!" Very Happy


Był przekonany, że urodzi się chłopczyk. Jego idealny syn. Wink Wraz z moim powiększającym się brzuchem obchodził się ze mną nie tylko jak z jajkiem, ale jak z drogocennym artefaktem podatnym na każde możliwe obicia.


Pogoda zmieniała się na coraz bardziej chłodną. Oczywiście jeśli uznać, że słowo "chłodno" odnosi się tutaj do 20 stopni Celsjusza. Byłam oczarowana mgłą, która zbierała się nad miastem. Przypominała mi myśli – nieuchwytne, zamglone mgiełki.


Bogu dzięki, że chociaż James nie traktował mnie jakbym mogła przy jakimkolwiek kroku stłuc się niczym delikatne szkło. Nigdy nie pokazywał swojej siły przy ludziach – to prawda, przeważała siła psychiczna niemal namacalna przy każdym spotkaniu...
W każdym razie w porównaniu z "ostatnim Liamem" każdy człowiek traktował mnie jak kobietę z krwi i kości, nie porcelany.


W pewien z pozoru zwyczajny wtorkowy wieczór otrzymałam telefon w sprawie księgi. Ucieszyłabym się na jakiekolwiek nowe wieści. Jednak nic takiego mnie nie spotkało. Dziwny język nadal skrywał tajemnicę a słowa "esis" nie można było znaleźć gdziekolwiek indziej.


Zamiast tego moim oczom ukazała się biedna kobieta, którą także nieszczęśliwie przemieniono w wampira. Miała przekrwione oczy, chyba dużo płakała... Biedaczka jeszcze mnie przeprosiła... Powiedziałam więc, że to nieważne. Ta cała księga nie ma już dla mnie znaczenia.


Zdziwiła się, że wiedziałam o wampirach. Opowiedziała o tym jak poczuła ból ręki wyrwanej z barku, łamanie kości, a na koniec chrzęst przekręcanej szyi. Bestia musiała skręcić jej kark... Jedyne co jej pozostało to niekształtna litera "V".
Więc trzeba było najpierw zabić, by przemienić człowieka w wampira...


Było mi jej tak żal, była tak rozbita, zrezygnowana... nie wyglądało na to by się poddała, ale nie miała także siły do walki. Zdecydowałam przyspieszyć prace związane z moimi badaniami nad lekami.


Historia Pani Sekemoto całkowicie mną wstrząsnęła, jednak najstraszniejsze było to, że takich ludzi... nie, wampirów... przybywało. Część z nich próbowało się "zamaskować" nakładając na szyję szal, a na oczy soczewki kontaktowe. Cóż... niewiele to dawało.
(*szura stopą po ziemi* to prawda, że chciałam wampira w SV, ale ostatnio jest ich zalew...)


Gdy na zewnątrz panowało piekło ludzi przemienianych w wampiry, zmuszanych do pół egzystencji... w domu nieświadomy niczego Liam za każdym razem był tak samo oczarowany życiem, które we mnie istniało. Naszym dzieckiem.


Kiedy wspólnie spędzaliśmy wieczory, naprawdę zapominałam o gehennie za oknej, skupiając swoje myśli na moich przyjaciołach, moim mężczyźnie i dziecku – na moim świecie.


Najpiękniejszy z zamglonych dni miał już na zawsze pozostać w mojej pamięci...


To właśnie tego dnia Liam oświadczył mi się. Powoli zaczynało brakować w moim ludzkim sercu miejsca na ogrom miłości, który mnie zalewał...


Był idealny! Och, pierścionek również, ale Li zdecydowanie zajmował pierwsze miejsce moich najidealniejszych nieideałów. Smile


Nie chciałam by kiedykolwiek mnie opuścił. Pragnęłam byśmy już na zawsze zostali razem, całe swoje życie przeżyjąc wspólnie aż do późnej starości.
Jakiś niewielki skrawek mojej świadomości cicho szepnął, że widząc tylko pozytywne scenariusze szybko zderzymy się z ziemią, ale szybko go uciszyłam.


Dzień naszego ślubu nadszedł szybko, ponieważ nie robiliśmy żadnej większej sprawy. Byliśmy tylko my dwoje na chłodnym i wilgotnym od opadającej mgły piasku.


Sukienkę własnoręcznie uszyła dla mnie Winona, wzbraniając się od jakiejkolwiek zapłaty, natomiast James uparł się, że sam wybierze nam pierścionki...


"...oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci."


Mój mąż, Jego żona – jeszcze obco to dla mnie brzmiało. Jeszcze do mnie nie dotarło, że jestem mężatką.


Marzyłam by nigdy nie musieć rozstawać się z nim na dłużej, wyobrażałam sobie ogromny ból, który sprawia mi jego nieobecność. Po wszystkim byłam na siebie zła, że zamiast samych pozytywów rozmyślałam w dniu ślubu o zniknięciu Liama...
Chyba nigdy nie zdołam być tak beztroska jak ty, Lily...


Zdziwiłabym się, gdyby Winnie w istocie nie kryła się gdzieś za rogiem, mogąc być obecna przy tym wyd... hm... naszym ślubie. Jej pocieszna twarzyczka wyrażała mnóstwo uczuć – a wszystkie były błogo pozytywne.


Liam czekał w naszym domu, w zacienionym miejscu, z dala od promieni słonecznych. Kiedy uprzedził mnie wesoło oświadczając, że ma na sobie z kilka centymetrów kremu z filtrem łza zakręciła mi się w oku... Przyszedł tutaj nawet jeśli po drodze tak wiele mu groziło...
Wydawało mi się absurdalne, że tak piękny dzień mógł być dla niego zagrożeniem... ale taka była rzeczywistość.

...
Tydzień później...



Wracałam sama z zakupów, ponieważ Li wyjechał na odebranie nagród Kogoś Tam Roku. Niechętnie na to przystał, ale widząc moje karcące spojrzenie przyrzekł tylko, że w jutro wieczór wróci.
U drzwi czekała mnie jednak niespodzianka – ktoś zostawił list. Ech... listonosz musiał mieć strasznego lenia żeby tak po prostu go tu rzucić...


Zanim zdążyłam jednak go otworzyć, złapał mnie potworny skurcz. Było za wcześnie na poród, musiało dziać się coś złego. Ogarnęła mnie panika, a kolejny ból zwalił na kolana...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 7:35, 29 Kwi 2011    Temat postu:

To zdjęcie jest przerażające. Ale tak jakoś... pozytywnie. To znaczy, dobrze, że jest jakie jest:

Relacja bardzo mi się podobała. Szczególnie fragmenty o ciąży, strasznie słodkie i to traktowanie Esis jakby była z porcelany... Wiem, ze jej się to momentami nie podobało, ale tak ciepło mi się na sercu zrobiło. ^^
Ciekawe wprowadzenie wampirów... takie... "boom". Wcześniej sugerowałaś, że one może istnieją, że może James jest jednym z nich. No, a potem się zaczęło wydawać, zę one się nie pojawią w Twojej relacji, a tu nagle taki ich wysyp, takie opisanie jakby były oczywistością, nie wiem, czy zrozumiesz dokładnie o co mi chodzi, ale po prostu - to było zaskakujące.
Strasznie podobają mi się (ta, wciąż) zdjęcia z zaręczyn. ^^ Fajna końcówka w ogóle, mam nadzieje, ze dziecko urodzi się zdrowe. No i to ciekawe, bardzo ciekawe, że u Ciebie wampirami zostali głównie emeryci.
Sorry za nieskładność komentarza. ^^ Nie umiem pisać tak fajnych jak Wy. ^^'


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Verion



Dołączył: 15 Kwi 2010
Posty: 192
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Chłopak

PostWysłany: Pią 11:56, 29 Kwi 2011    Temat postu:

O matko kochana! Nie spodziewałem się takiego wysypu wampirów, troche to dziwne jak dla mnie że Esis nie zwracała uwagi na te wampiry, nie przeraziła się nimi. Jak tylko to zobaczyłem to sobie wyobraziłem akcje niczym z The Thing (kuzyn w to grał i to niestety zapamietałem, fuj). Tam też było że przyjaciele głównej postaci okazywali się być nie ludźmi uuuhhh... ale relacja cudowna. Gdyby pominąć wysyp to był najwspanialszy wyraz uczuć Liama i Esis w życiu. Tak delikatnie ją traktował... ale jeden screen mnie zintrygował (w sensie zrobiłaś w nim błąd):



Skoro to James to dlaczego światła są zapalone? W jego przypadku to raczej byłoby niebezpieczne... Ale relacja cudowna!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 13:16, 29 Kwi 2011    Temat postu:

Dziękuję za wasze komentarze!

Cytat:
Wcześniej sugerowałaś, że one może istnieją, że może James jest jednym z nich. (...) No, a potem się zaczęło wydawać, zę one się nie pojawią w Twojej relacji, a tu nagle taki ich wysyp, takie opisanie jakby były oczywistością,

Wcześniej chodziło mi bardziej o to, że Esis wpadł do głowy taki pomysł - ot tak, choć nie do końca brała go poważnie. Natomiast inni... ech, "to Sunset", które opisuję po części bardzo przypomina mi moje stare miasto... ludzie żyją plotkami i życiem innych ludzi, więc paplają różne bzdury...

Cytat:
No i to ciekawe, bardzo ciekawe, że u Ciebie wampirami zostali głównie emeryci.

A co najgorsze pojawiają się też masowo niemowlaki - wampiry. Sad

Cytat:
troche to dziwne jak dla mnie że Esis nie zwracała uwagi na te wampiry, nie przeraziła się nimi.

Ależ zwracała. Wink Tylko to prawda, nie bała się ich... Mi też często zdarza się, że nie boję się tego co teoretycznie powinnam... Ech, dlatego też sama nie wiem czy jestem niemądra czy naiwna...

Cytat:
Tam też było że przyjaciele głównej postaci okazywali się być nie ludźmi

Zapewniam cię, że Li, James i Winnie jak najbardziej ludźmi są. Very Happy

Cytat:
Skoro to James to dlaczego światła są zapalone?

Tego... *kręci młynka palcami* Myślałam, że nikt nie zauważy, zapomniałam zgasić, zwykle to robię... Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 13:55, 29 Kwi 2011    Temat postu:

Cytat:
A co najgorsze pojawiają się też masowo niemowlaki - wampiry

Don' t worry - i tak nie "wybiją" pozostałych "normalnych" simów. EA to pewno jakoś wykombinowało.
Cytat:
Wcześniej chodziło mi bardziej o to, że Esis wpadł do głowy taki pomysł - ot tak, choć nie do końca brała go poważnie. Natomiast inni... ech, "to Sunset", które opisuję po części bardzo przypomina mi moje stare miasto... ludzie żyją plotkami i życiem innych ludzi, więc paplają różne bzdury...

Rozumiem. Miałam na myśli właśnie to, że plotkowali o wampach, ale żadnego nie było i czytelnicy uznali, ze to taka hmmm... podpucha, a tutaj nagle tyle wampirów i to jeszcze w taki niecodzienny sposób opisane (boom i są). I mnie się właśnie to bardzo podobało, takie zaskoczenie i w ogóle...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Caddy
Administratorka
Administratorka


Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 4108
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 14:22, 29 Kwi 2011    Temat postu:

Cytat:
Don' t worry - i tak nie "wybiją" pozostałych "normalnych" simów.

Ale mi nie o to chodzi... W mojej głowie nadal funkcjonuje wizja przemieniania noworodków w wampiry... Pisałam w relacji jak to wygląda... Wymyśliłam coś takiego a teraz szkoda mi dzieciaków....
Tak, tak *wczuła się*

Cytat:
a tutaj nagle tyle wampirów i to jeszcze w taki niecodzienny sposób opisane (boom i są)

W istocie to stało się nagle - ludzie są masowo przemieniani (wcześniej nie miałam ani jednego wampira w mieście i to nie moja sprawka, choć chciałam...), więc właściwie to i dla mnie, i dla ciebie i dla moich simów było to zaskoczeniem. Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Annorelka



Dołączył: 03 Gru 2010
Posty: 1574
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Toruń
Płeć: Dziewczyna

PostWysłany: Pią 14:24, 29 Kwi 2011    Temat postu:

No i fajnie to w relacji wyszło, na prawdę, jestem tym wątkiem tak jakoś podekscytowana.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.simowehistorie.fora.pl Strona Główna -> Historie / Stare Historie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
Strona 5 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Forum.
Regulamin